Te tzw rady to są przeważnie artykuły sponsorowane, a nie żadne rady (drobny druk - poczytaj). To są manipulacje, w sumie nic nowego. Zresztą przypuszczam, że w męskich jest to samo, tyle, że dotyczy to np męskości.
Ano, manipulacje...
No i właśnie. Słyszałeś o prawach kreacji? Człowiek przyciąga do siebie otoczenie zgodnie ze swoimi wyobrażeniami. Przyciągasz do siebie i zauważasz takich ludzi, którzy potwierdzają Twoje tezy. Bo obserwujesz swój świat i swoje otoczenie. W prasie tez pewnie wychwytujesz to co potwierdza twoje wyobrażenia. Każdy tak robi, więc ty tez nie jesteś wyjątkiem. Dlatego takich obserwacji nie rozciąga się na całą populację.
Tak, znam prawa kreacji, Lilliole. Wiem też, co to jest pozytywne myślenie. Przyciągam do siebie także wspaniałych ludzi. I nawet w otaczającym mnie bezładzie potrafię dostrzec miłość, piękno i boską rękę. Ale jednocześnie nie jestem ślepy, żeby nie widzieć, że dzieje się coś niedobrego.
To nie jest tak, że najpierw wymyśliłem sobie jakieś tezy, albo wyczytałem je gdzieś, a potem zacząłem sobie je potwierdzać, czy też życie zaczęło mi je potwierdzać. Było dokładnie odwrotnie: jeszcze kilka lat temu żyłem sobie jako beztroski, dość przebojowy chłopak, który pozytywnie myślał, afirmował, stosował wizualizacje i był całkiem zadowolony ze swojego życia. Jednak po pewnym czasie zacząłem coś zauważać. Przede wszystkim niepokojące zjawiska społeczne: bezmyślną konsumpcję, amerykanizację, sklepy pełne produktów wątpliwej jakości, powierzchowność dzisiejszych relacji międzyludzkich itd. Taka ogólna 'bylejakość'. Oczywiście - nie wszyscy żyją byle jak, ale chodzi o ogólny obraz. To są zjawiska powszechne - widzą je wszyscy, tylko nie wszyscy się nad nimi zastanawiają. A ja zacząłem się nad nimi zastanawiać coraz głębiej. Wraz z moimi przemyśleniami zaczęły do mnie też docierać informacje wyjaśniające wiele nurtujących mnie kwestii. I tak doszedłem do punktu, w którym jestem dzisiaj. Jednak to wszystko miało swój początek w obserwacji.
I wcale nie piszesz o sobie jak to sugerowałeś.
Ludzie to... ludzie tamto.... kobiety to ... kobiety tamto....... a związki takie........ Często bywa tak, że jak ludzie nie chcą zająć się sobą, nie chcą spojrzeć na siebie to zajmują się głównie otoczeniem.
Sugerowałem, że piszę i o sobie, i o innych. Bo zajmuję się i sobą, i swoim otoczeniem.
Dla mnie jest to szczęście moje i innych. A jakie Ty masz kryterium?
Szczęście tak, dużo bardziej niż tylko zadowolenie.
doprawdy straszne!
siły ciemności zmanipulowały kobiety, żeby je zmusić do samostanowienia i pod wpływem tych sił władza mężczyzn nad kobietami została zmniejszona,
kobiety obudźcie się! nie puszczajcie swoich córek do szkół!
nie mam jak tego skomentować
Wiesz, Lilliole, dlaczego nasze spojrzenia na świat tak bardzo się różnią? Bo ja jestem mężczyzną, a Ty kobietą. Dlatego wydaje Ci się niewłaściwe, że zajmuję się otoczeniem - czasem może bardziej niż swoim wnętrzem. Tak, bo to jest mój świat - świat mężczyzny, świat zewnętrzny.
Ty dostrzegasz głównie miłe strony życia. Zajmujesz się terapią i w ten sposób pomagasz ludziom odnaleźć radość. Bo jesteś kobietą i wypełniasz swoją rolę: rolę opiekuńczą i ochronną - utwierdzasz ludzi w poczuciu bezpieczeństwa. I to jest dobre, taka właśnie jest rola kobiety.
Ale ja jestem mężczyzną. Jestem wojownikiem i myślicielem. Moim zadaniem jest obserwacja - wyczuwanie zagrożenia i oddalanie go. Nie interesuje mnie tylko milutkie życie; opuszczam swoją strefę komfortu, idę w nieznane, ryzykuję, badam otoczenie. Jestem czujny, wróg nie śpi. I to też jest dobre. Taka jest rola mężczyzny.
Tyle, że dzisiaj wmówiono nam, że ta rola już nie jest dobra - jest przestarzała, nieadekwatna do dzisiejszych czasów: bo nie ma wrogów, jedyne, co nam potrzebne, to powszechna miłość, aby nie było więcej wojny. To jest kobiecy sposób myślenia, który rozpowszechnił się w całym społeczeństwie, także wśród większości mężczyzn. Brakuje dziś prawdziwej męskości - nie tej stereotypowej, dlatego ludzkość smacznie zasnęła pod ciepłą spódnicą konsumpcjonizmu. I tylko niewielu zastanawia się: dokąd to prowadzi? A demony nie śpią.