Autor Wątek: Indywidualizacja czy rozwój duchowy?  (Przeczytany 19881 razy)

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-18, 19:28:45 »
Clint

:) No tak.
Coś mi się lekko przejaśniło.

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-06-18, 19:06:22 »
Clint

podoba mi sie to co napisales, kolejna struzka swiatla przeplynela przez moj ciemny baniak :-)))))))))))))

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-18, 17:14:08 »
No to pozostaje wypytać podświadomość o to, jaki masz interes w tym, aby postrzegać wolną wolę właśnie w tak wybiórczy sposób - no bo niby dlaczego wolna wola ma gwarantować innym ludziom wolność do krzywdzenia Ciebie, a już nie może pozwalać na prawo do Twojej woli bycia bezpieczną?

W końcu we wolnej woli chodzi o to, że każdy ma prawo do doświadczania tego, czego on chce. Każdy może wybierać jakość i rodzaj doświadczeń tylko i wyłącznie dla siebie. A jeśli te doświadczenia wymagają interakcji z innymi istotami np. przytulenie kogoś lub skopanie mu twarzy to istnieje możliwość zrobienia tego tylko z takimi osobami, których wolna wola jest zgodna z naszą wolną wolą.

A nawet jak ktoś się uprze, że chce pobić właśnie Ciebie, a w Tobie nie ma otwartości na bycie pobitą, to ta osoba w życiu nie będzie w stanie tego zrobić. Najczęściej będzie tak, że jej się odechce, jak w Tobie nie ma żadnych prowokacji ani podatności, a jeśli będzie bardzo uparta, to się zawsze będzie za to zabierać w taki sposób, że coś jej to uniemożliwi np. poślizgnie się i złamię sobie rękę albo będzie próbowała to akurat wtedy, gdy obok znajdzie się policja i ją zgarnie. Wszechświat zawsze tak wszystko wykreuje, aby to było dla tej osoby w ogóle niemożliwe.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-18, 16:24:52 »
Clint

Bóg jest świetnym organizatorem:) Jak to fajnie brzmi. Podoba mi się:D

Moja pś uważa, że Bóg nic już nie może, pomóc mi, ochronić. Dlatego bo dał ludziom wolną wolę. Wg mojej pś wynika z tego, że jeśli "mam czyste intencje wobec siebie" to muszę zadbać o to, by obronić się sama, a to oznacza wiele różnych rzeczy. Nie dać sobie zrobić krzywdy, nie dać się oszukać, nie dać się wykorzystać, pokonać. Wolna wola i ludzie robią co chcą: wygrywa silniejszy, mądrzejszy, sprytniejszy, bardziej przebiegły, bardziej inteligentny i ten kto ma większą wiedzę, wszystkie chwyty dozwolone. Czyli lepszy. Bo dając wolną wolę, Bóg pozwala ludziom się krzywdzić, oraz krzywdzić innych i nie może tej wolnej woli łamać np broniąc kogoś przed agresorem. Bo niby jak miałby to zrobić? Porazić światłem osobę atakującą? Skoro dał wolną wolę to pozwala każdemu robić co chce. Na tym polega wolna wola. Bóg się zupełnie nie wtrąca, to trochę tak, ze zostawił nas samym sobie.

Wiem, ze brzmi to dość strasznie, ale takie są te wzorce.  Świadomie wiem, że to do uzdrowienia, ale pś nadal w to wierzę.
Dla mnie to jest mocny wzorzec, który jest podstawą by podtrzymywać w sobie jeszcze wzorce walki, jakiejkolwiek.

Tu się pojawia kolejny problem, bo mam przekonanie, że nie zasługuje na miłość i harmonię. Poczucie winy, niegodności za te wszystkie walki, bycie magiem itp itd A jednocześnie wiara, że bez tego się nie da.
« Ostatnia zmiana: 2012-06-18, 16:27:31 wysłana przez Laka »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-18, 15:56:04 »
W tym co piszesz, właśnie widać to nastawienie podświadomości, która w ogóle nie uwzględnia w całym procesie obecności Boga. A Bóg Ci może w tym wszystkim o czym piszesz pomóc, nawet przez podsuwanie w odpowiednim czasie odpowiednich osób, które pomogą Ci albo bezinteresownie albo w ramach warunków, które Ci odpowiadają. Bóg jest tak świetnym organizatorem, że wszystko może zorganizować przez całe łańcuchy odpowiednich wydarzeń i interakcji międzyludzkich.

A gdy właśnie pś kombinuje jak tu żyć bez tego Boga, to musi polegać na innych ludziach, wyciągać i wymuszać od nich to czego brakuje - a do tego są potrzebne te wszystkie gierki i kombinacje w stylu "ja muszę najpierw pomóc im, to oni potem pomogą mi" itd.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-18, 15:41:40 »
Clint
Fajny ten post. Coś mi od niedawna bardzo zaczęło wywalać, aż się dziś rozchorowałam. Czuję pomieszanie i wychodzi dużo różnych wydaje się spraw, na których bazuję moje obecne życie. Coś mi się mocno zaczęło chwiać. Jest w tym wiele elementów, że nie wiem za co się zabrać, co najważniejsze, ale czytając tego posta nagle zaczyna sie układać w całość:)
Podejrzewam się o coś podobnego. Nawet mi się lżej zrobiło jak go przeczytałam.

Misje są koszmarne, a u mnie jest lęk, że jeśli ja nie będę pomagać tym cierpiącym istotom, to sama nie mam co liczyć na pomoc.
A przecież sama nie jestem w stanie poradzić sobie na tym świecie: bo w pewnych sytuacjach nie ma opcji by poradziła sobie jedna osoba, potrzeba dwóch, albo i więcej, dla jednej jest to fizycznie nie wykonalne, nie mam dość energii, czasu, siły by temu wszystkiemu podołać. A i jeszcze potrzebuję czas na tyle ważnych rzeczy.
Z drugiej strony czuję się winna jeśli odciągam innych ludzi od ich przyjemności, zawracam głowę swoimi problemami, czy po prostu sprawami.
Ogólnie w mojej pś panuje silne przekonanie, że tu w materialnym świecie nie ma szans, możliwości na życie w miłości, harmonii i spełnieniu.
No i muszę pomóc najbliższym osobom, w razie potrzeby bo jak inaczej?  Nawet jeśli widzę, że mają nieczyste intencje wobec mnie i siebie.
Z dzieckiem tym bardziej mam problem, bo ok wolna wola, ale to dziecko jeszcze. Dzieci są mniej świadome od dorosłych, nie mają takich możliwości by zadbać o siebie. A poza tym to chodzi o to, że właśnie czuję sie winna, że inni cierpią, choć nie muszą, bo nie są świadomi...

Coś jak opisałeś poniżej. Taka świadomość niepełności i niedostatku, braku możliwości. Przekonanie, że jest sie niedoskonałym, nie można być w pełni samowystarczalnym.
Mam wrażenie, że gdy pomagam innym to mnie to odciąga od harmonii i miłości, zajmowania się przyjemnościami, spełnienia.
Czuję się nie w porządku, gdy ja potrzebuję pomocy, a jednocześnie zła, gdy jej nie dostaję.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-18, 14:32:22 »
Miałem wczoraj sesję regresingu kręcącą się wokół tworzenia wszelkiego rodzaju sztucznych struktur w ramach indywidualizacji i tworzenia sobie świata po za Bogiem.

Nie chcąc wziąć odpowiedzialności za swoje intencje i wybory, nie chcąc zaakceptować tego, że nie powstałem w pełni doskonały i że byłem istotą, która ma wolną wolę i możliwość popełniania błędów - wymyśliłem sobie, że powinno być tak, że dla dobra innych istnieje możliwość gwałcenia ich wolnej woli i naprostowywania na właściwą ścieżkę. Uznałem, że może i ich cierpienie jest wyrazem ich wolnej woli, ale wynika ono też z powodu ich niepełnej świadomości, a tym już obwiniłem Boga i uznałem to za Jego błąd. Uważałem, że Bóg nie powinien był mi nigdy pozwolić popełnić moich błędów przez które się tyle nacierpiałem.

Tak się narodziły pierwsze intencje do tworzenia sobie wszelkiego rodzaju misji, do buntu przeciw Bogu i tworzenia struktur, w ramach których miała powstać nowa, lepsza rzeczywistość na nowych zasadach, gdzie Bóg nie ma nic do gadania (ah, galarety pewnie zacierały macki z radości). Wszelkie cierpiące i nieświadome istoty miały być uświadamiane na siłę co jest dla nich dobre, co było oparte na przekonaniu, że gdyby miały tą świadomość to by nigdy nie wybrały syfu i wszyscy byliby szczęśliwi. Oczywiście ich opór przed przyjęciem naszego daru świadomości, był tylko kolejnym objawem ich zagubienia i nieświadomości, więc nawracanie musiało być przeprowadzana bezwzględnie i bez patrzenia na reakcje obdarowywanego - dany osobnik mógł tego nie doceniać, ale to przecież wszystko było dla jego dobra.

W międzyczasie jednak pojawił się dość istotny problem. Okazało się, że odrzucając Boga i działając samemu, w oparciu o korzystanie tylko z tego co nieboskie, pojawia się wiele niedogodności. Nagle się okazuje, że brakuje niemal wszystkiego co wcześniej było ważne i istotne, a funkcjonowanie w nowej rzeczywistości jest bardzo trudne. Żeby wytrwać w swoich postanowieniach trzeba było więc sobie wcisnąć kit, że tak właśnie życie ma wyglądać i jest to największa wartość (pozdro chrześcijanie). Miało być bez Boga, bez Jego pełni i dostatku, więc dostosowujemy teorie do realiów i tworzymy sobie filozofie oparte na pustce i braku.

To jednak na dłuższą metę okazywało się zbyt męczące. Narastające pragnienia i niespełnienie zaczynały coraz bardziej przesłaniać ważność misji. Coraz częściej misja pomagania innym stawała się wymówką do zaspokajania swoich własnych, egoistycznych potrzeb, co doprowadzało m.in. do rosnącego poczucia winy.

Odrzucając Boga, odrzuciłem jednocześnie Boską cząstkę w sobie, a co a tym idzie - straciłem nie tylko miłość, bogactwo i szczęście, ale także siebie, swoją moc, wartość i Boskie możliwości. Stałem się nic nie wartym śmieciem i pyłem marnym. Jakoś sobie musiałem to rekompensować, bo ciągłe bycie ofiarą też było zbyt męczące. I tak w którymś wcieleniu wręcz stworzyłem wokół siebie jakiś kult, w którym po prostu naobiecywałem ludziom wszystko, czego tylko chcieli, a ja w zamian pobierałem ich energię i niemal się zachłysnąłem możliwościami jakie za tym szły. Byłem podziwiany, wielbiony i mogłem kontrolować cały tłum, co mi dawało sporą władzę. Tu jednak z czasem odezwało się poczucie winy, za wykorzystywanie ich wszystkich i mamienie obietnicami nie do spełnienia. I tak jak ja zmanipulowałem ich, to oni gdy z czasem się skapnęli co się święci - zmanipulowali mnie, włażąc mi na poczucie winy i zmuszając do tego, abym im wynagrodził to wszystko. Stwierdzili, że oni dali od siebie to co mieli dać, więc ja teraz jestem zobowiązany im służyć, aż nie spłacę długu. I tak mnie pewnie wykorzystywali jeszcze długo w kolejnych wcieleniach, a ja nie byłem świadomy, że oni przecież też musieli mieć nieciekawe intencje, aby się dać tak wkręcić.

W tym całym pomieszaniu oczywiście pojawiała się tęsknota za Bogiem i chęć powrotu. Niestety zbyt zwężona świadomość i ciągłe tracenie pamięci, po niemal każdej śmierci powodowały narastanie sprzecznych ze sobą dążeń bez świadomości, że próbuje się iść w kilku różnych kierunkach na raz. I tak wszelkie próby powrotu do Boga były skażone bardzo silnie tymi wszystkimi misjami, nieufnością, buntem i wieloma innymi. Z tym całym bagażem karmicznym człowiek ciągle właził w taki szajs jak choćby chrześcijaństwo, gdzie próbował uzyskać efekty przez karanie siebie, ucieczkę z ciała i wiele innych bzdur nie mając świadomości, że to wszystko jest tylko odgrywaniem starych programów.

A to wszystko było oparte m.in. na przekonaniu, że to niepełne przejawianie się jako nowopowstały aniołek jest już pełnią tego, co Bóg ma dla nas. Stąd pojawiło się przekonanie, że to co Bóg ma dla nas nie jest aż tak ciekawe i atrakcyjne, a na dłuższą metę nawet nudne(ile można fruwać jako kulka światła po świecie przyczynowym i nie robić nic konkretnego?), więc po prostu szukałem ciekawszych możliwości przejawianie się we wszechświecie(i tak powstał UNA). Eh, gdybym zauważył, że Bóg ma dla nas dużo, dużo, duuuuuuuuuuuuużo więcej i wystarczyło tylko poprosić - będąc w zgodzie z Bogiem wcale nie musiałem spędzić wieczności jako kulka światła, która rozwija w sobie tylko głębsze uczucia miłości i nic więcej nigdy nie zrobi :D

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-01-07, 20:51:51 »
Dziś znów wyszedł ten motyw i przypomniało mi się, ze panowało takie przekonanie: "miłości jest wbród! Nie trzeba się o nią starać, bo to takie powszechne. Nie ma powodu trzymać się miłości, bo ona jest zawsze dostępna".
Po jakimś czasie pozostawał już tylko wzorzec: "Nie-miłości jest  wbród i.... nie ma miejsca na miłość!"
Dla niektórych to był pierwszy szok poznawczy, decydujacy o poczuciu winy za odejście od Boga i za pogląd, ze droga powrotna do Boga została odcięta. I... coś w tym jednak jest. Tyle, że ta droga nie jest odcięta na zawsze, jak to się zdawało panikującym UA.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-01-06, 21:02:20 »
Leszek
Fajna inspiracja, chyba mam coś podobnego. To chyba dość popularny wzorzec:)

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-01-06, 18:02:17 »
Skarby indywidualizacji.
Prowadziłem dziś sesję pewnej osobie, która była przekonana, że zeszła na Ziemię przez pomyłkę - bo inni pedzili. A jak pędzili to ona za nimi. Jednak... okazało się, że to nie był taki owczy pęd, tylko wcześniej była do tego przygotowana. Wiedziała, że na Ziemi doświadcza się tego, co nie jest miłością. Okazało się też, że w imię tego doświadczania nie - miłości, musi skorzystać z ciała, bo w materii tylko w ciele można doświadczać tego, co nie jest miłością. Ciało więc miało być narzędziem doświadczanie nie-miłosci. Dlatego miała wkodowany mechanizm blokuuący przepływ miłości do ciała. Skutkowało to tym, że mogła czuć miłość w sercu, ale tylko na poziomie energetycznym. Na poziomie ciała przepływ był zablokowany, a gwarantował go węzeł karmiczny na obręczy barkowej.
Przy puszczaniu węzła niespodziewanie pojawił się opór przed uwolnieniem. A za nim lęk, ze wraz z uwolnieniem staraci WSZYSTKIE swoje skarby zgromadzone w trakcie doświadczania nie-miłosci, czyli wszystkie skarby indywidualizacji!! No i że ciało przestanie być skutecznym narzedziem doświadczania nie-miłosci.
Puściło!

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2011-12-02, 14:43:35 »
Leszek

Dobre;D
No i takie są poskręcane aniołki, ale co jeden to bardziej oryginalny i wyjątkowy;)

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2011-12-01, 05:56:48 »

jarekcichy

  • Gość
[#]   « 2011-11-29, 01:12:23 »
Clint,

Dziekuje za inspiracje i skorzystam. Nawet mam polecana kasete Leszka a informacja o EFT od jakiegos czasu mi chodzila po glowie wiec teraz mnie upewniles zeby sprobowac te metode. :)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2011-11-28, 23:49:55 »
jarekcichy
Polecam w takim razie medytacje Leszka "Uzdrawianie związku z Bogiem" + jakieś techniki oczyszczające jak regresing czy EFT (bo będzie raczej sporo głupich wyobrażeń wychodzić). To powinno Ci ruszyć całkiem porządnie relacje z Bogiem, co warto przepracować bo ma to ogromny wpływ na rozwój i jego skutki.

jarekcichy

  • Gość
[#]   « 2011-11-28, 19:10:46 »
...co do Boga , to do tej pory nie udalo mi sie przekonac mojej podswiadomosci do Boga i Jego milosci, mocy, zyczliwosci. W zwiazku z czym trudno mi sie zabrac do modlitwy, choc wiem ze moge duzo skorzystac. Dla niej Boga trzeba sie bac (jako dziecko stach paralizowal mi gardlo w obliczu proboszcza), Boga nie ma (ojciec umarl gdy mialem 4 lata) i Bog jest slaby i bez mocy (ojczym pod pantoflem mamy). Byc moze to tylko skutki skrzywionej wizji Boga ktora nabylem w poprzednich wcieleniach.