Wczoraj mi wyszło przy eft ze ja sie boje, ze BOg nie ma dla mnie wszystkiego co najlepsze, ze chce mi zabrac moje spelnienie. Tak chyba bylismy kodowani z polowkiem, trzymamy sie siebie kurczowo z tego powodu, z przekonaniem ze Bog zle nam zyczy, ze mamy tylko siebie, a on chce nas rodzielić!
A z drugiej strony, ze jest taki wybrakowany i ulomny, bo jak dal wolna wolę, to tak naprawde nie moze mi zapewnic spelnienia. Bo co jak kazda harmonijna dla mnie istota wybierze cos innego niz mnie i Boga, no nie zmusi jej.
Boje sie tej wolnej woli swojej i innych, bardziej innych.
Z polowkiem sie nie da, bez polowka tez nic dobrego dla mnie nie ma. Bezsens totalny. Pomieszane to wszystko.
A my z P zawszcze chcemy w danym momencie coś innego, czasem to samo nawet, ale w innym czasie, na zmianę, byle tylko nic nie pasowalo i nie bylo harmonii. To takie pomieszane i sprzeczne intencje.
Wszystko jakoś latwiej idzie ale ten temat to jakaś petelka i nie wiem juz jak to ugryżć ,z ktorej strony zacząc.
Mysle ze to ma mi zapewniac i podtrzymywac ta indywidualizację.