Autor Wątek: Seks  (Przeczytany 180890 razy)

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-22, 12:35:57 »
Ja sobie nie wyobrazam zwiazku milosci z mezczyzna ktorego kocham bez seksu.Facet ,ktory by mi deklarowal,ze nie potrzebuje seksu bylby dla mnie podejrzany:)Zreszta jakby nie chcial uprawiac ze mna seksu  to mnie by to akurat martwilo,zreszta po co mu taka baba ,ktora obraca sie dupa do niego w nocy:))Wiem ,ze niektorzy twierdza ze juz sa na takim etapie rozwoju(hmm zawsze mnie to zastanawia..)ze nie potrzebuja seksu ale ja nie mam zamiaru z niego nigdy rezygnowac,tylko wiem ze w miare mojego rozwoju seks bedzie jeszcze przyjemniejszy ,jeszcze lepszy i jeszcze bardziej boski.

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-10-22, 12:28:56 »
Seks jest integralną częścią związku, czułości, przepływu - nie rozumiem jak można nie chcieć seksu - choć na pewno to zależy od jego jakości, podejścia, czy służy tylko rozładowaniu napięcia, jest mechaniczny, czy tez jest przejawem uczuć, czułości, radości, spontaniczności, otwartości i gotowości np.; do poznawania i bycia poznawanym - i przyznam, ze wywala mi jeszcze czasem jak usłyszę lub przeczytam np.: "Seks jest przereklamowany" lub "Seks bruka" lub "Seks jest nudny".

Wywala mi dlatego, że miałam wiele wcieleń ascetycznych, w których sama odrzucałam seks, a jak teraz doceniłam i widzę jaki może być fajny - spotykam się jeszcze u partnerów lub potencjalnych partnerów z takimi postawami: "Seks jest nudny, przereklamowany" itp - i to wpływa na jakość relacji, sprawia, ze zamiast cieszyć się i bawić w trakcie seksu, próbują oprawiać pańszczyznę, mechanicznie i potem narzekają, ze to nudne :D Z tego co zauważyłam, zwykle są to ludzie, którzy mieli dużo związków, lub mieli zapewniony seks przez długie lata, wcześnie zaczęli - i teraz marudzą, nie potrafiąc w pełni docenić piękna seksu.

Wywala tez dlatego, że sama miałam mało związków, w tym takich pełniejszych (i teraz tez nie mam) i "oburza" mnie, ze Ci co mają/mieli nie doceniają i nie korzystają z tego piękna, z możliwości rozbudowy bliskości i czułości, przepływu energii, jaką daje seks - regularny seks z jednym ukochanym partnerem. I chyba dlatego wywaliło mi po tym, co napisałaś Felicite:) Oburzenie;) - że jak to tak, ma fajny związek, stałego, fajnego partnera i odcina się od seksu? Niektórym to się z nadmiaru dobrego w głowie przewraca :D   **

** cytuję tylko swoją podświadomość:) Świadomie rozumiem, ze każdy ma swoją drogę i to, co mi może się wydawać oczywiste, dla innej osoby nie jest - i to jest w porządku. Świadomie rozumiem, ze to mogło być Wam potrzebne, by uzdrowić temat seksu :)

Właściwie to dobrze, ze to wyszło. Bo to moje pś oburzenie tak naprawdę bazuje na zazdrości i poczuciu braku, niespełnienia, niemożliwości - i ostro mi pokazuje, ze nadal pś uważam, że "inni mają lepiej, a nawet z tego nie korzystają.", a "Ja bym to doceniła, ale nie wierzę, ze będę to miała." Tfu.


« Ostatnia zmiana: 2012-10-22, 12:31:30 wysłana przez hydrozagadka »

Starfire

  • Wiadomości: 853
  • Alien Zen Master
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-22, 11:58:29 »
Felicite:

Dziękuję bardzo :) Do podonych wniosków doszłam dziś, fajnie czuć to potwierdznie :) Będę to sobie afirmować :)

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-22, 08:59:25 »
Felicite
haha, fajna historia :D w sumie ja też pewnie do tych ćwiczeń bym się tak zabierała, jestem równie skora do podejmowania gimnastyki ;)))
Rozumiem, że chodziło o dobrą motywację, a z czasem podświadomosc się jakby po prostu przyzwyczaiła do nowej sytuacji.Dziękuję za wskazówki :)
Aczkolwiek ja poniekąd temat seksu mam obecnie na tapecie i mi wywala, więc nie chcę się upierać przy swoich wywałkach pt. "muszę się wyrzec seksu bo nie mogę mieć partnera, gdyż jestem taka i owaka" - to raczej jest do puszczenia ;>

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-10-21, 23:49:06 »
Fajna afka do tego: "Ja ... mogę przyjąć miłość i akceptację, ponieważ taki(a), jaka jestem jestem cenny(a) i wartościowy(a) Ew. jeśli jest problem z przyjęciem 'cenny i wartościowy' to: ponieważ doceniam i akceptuje siebie takim(ą) jakim(ą) jestem."

Starfire, coś mi zgrzytało w tej afce. Już wiem, dlaczego.
Bo tam jest o warunkowym przyjmowaniu miłości i akceptacji. O tym, że coś mi się należy, bo…
W tym przypadku: bo jestem cenna i wartościowa. A tymczasem miłość i akceptacja należy się każdemu bez spełniania żadnych warunków. Po prostu mamy do tego prawo, niezależnie od tego, jak zostaniemy ocenieni (przez samych siebie i inne osoby).
Wartościowość i cenność to nic innego, jak oceny. Ocena to pewnego rodzaju fikcja, która istnieje po coś, ma spełniać jakąś funkcje. Po co chcemy być dobrze ocenieni? Żeby zyskać miłość i akceptację. Wydaje się niby ok, ale jest w tym pułapka. Mianowicie umysł jest dualny, skoro ocenia, że coś/ktoś jest wartościowy, tzn. że ktoś inny, lub ta sama osoba, ale w innych warunkach, już taka nie jest. A więc za oceną idzie lęk, że np. jeśli będę źle postępować, to nie będę wartościowy. A jak nie będę wartościowy, to nie dostanę miłości, to nie będę mógł być akceptowany.
Tak więc myślenie: "zasługuję na akceptację, bo jestem wartościowa", to nieprawda, to zwykła pułapka umysłu. Zasługuję. Po prostu. Mam do niej prawo niezależnie od tego, jak siebie oceniam i jak inni mnie oceniają.
Oceny w pewnym momencie bardzo uwierają. Stają się zbędne. I wszystko jedno, czy ocena jest "pozytywna", czy "negatywna". To nie ma znaczenia. Ocena jest wytworem umysłu i ogranicza mnie jako nieograniczoną istotę, której niezbywalnym prawem jest prawo do akceptacji i miłości :)

Feli kochana :))
Niech Ci się łatwo i przytomnie uzdrawia temat seksu.
Seks między dwojgiem kochających się osób, to naprawdę o wiele więcej niż emocje, których doświadczyłaś do tej pory: zachłanność na seks - zamknięcie na seks :).

Kinga, dziękuję bardzo :* Niech tak właśnie będzie :)))
Mam nadzieję, że już niebawem się o tym przekonam :)) Oj, będzie to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie :P


Feli
Jak Ci sie udalo pozbyc potrzeby seksu i myslenia o nim? Ja wlasnie mam z tym spory problem i ciekawa jestem, jak to mozna rozwiązac

Indra, nie polecam mojego sposobu, bo ja przecież nie mam zdrowego podejścia do tych spraw :P
No ale napiszę, jak to u mnie było :)
Heh, wszystko zaczęło się bardzo niewinnie od rytuałów tybetańskich. Zachciało mi się wiecznej młodości, a że tam ostatni rytuał (mający ponoć wielki wpływ na utrzymanie tej wiecznej młodości ;) powinien być robiony w stanie abstynencji seksualnej, to zaplanowałam powstrzymać się od seksu choć na jakiś czas. Zapowiedziałam mężowi, że będę to robić, żeby mnie nie rozpraszał ;) i jak powiedziałam, tak zrobiłam. Było ciężko, ale pragnienie posiadania wiecznie młodego ciała było silniejsze. A że ja nie jestem zbyt skora do ćwiczeń fizycznych, to rozpoczęcie praktyki odkładałam z dnia na dzień. I tak zeszło mi chyba z 2 lata ;) Ćwiczeń w końcu nie zaczęłam, ale myślenia o seksie się oduczyłam, hehe.
Tak to mniej więcej było. Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że nie tylko te ćwiczenia (których nie było ;) zawiniły, ale bardzo wydatnie przyczyniły się do tego, że przestałam myśleć o seksie. Tak więc grunt to dobra motywacja ;))

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-21, 15:27:39 »
Feli
Jak Ci sie udalo pozbyc potrzeby seksu i myslenia o nim? Ja wlasnie mam z tym spory problem i ciekawa jestem, jak to mozna rozwiązac

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-21, 15:25:11 »
Kinga

Hahaha:))Od razu przyszlo mi na mysl celibat ksiezy:Zachlannosc na seks-zamnkiecie na seks:)
Kazda prostytutka mysli o ksiedzu,kazdy ksiaz o prostytutce:))
To czego najbardziej sie wypieramy -wzrasta:)))

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2012-10-21, 15:21:42 »
Feli kochana :))
Niech Ci się łatwo i przytomnie uzdrawia temat seksu.
Seks między dwojgiem kochających się osób, to naprawdę o wiele więcej niż emocje, których doświadczyłaś do tej pory: zachłanność na seks - zamknięcie na seks :).

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-10-21, 15:15:03 »
Ale to już raczej cliche jest mówienie, że póki samemu się nie zaakceptuje bezwarunkowo, to tej bezwarunkowej miłości nie jest się w stanie przyjąć.

Tak to prawda, ale cały szkopuł w tym, że nie jesteśmy w stanie zaakceptować się całkowicie bez akceptacji ze strony drugiego człowieka (innych ludzi).
Całkowita akceptacja to proces. Żeby móc zaakceptować siebie, trzeba mieć odwagę pokazać się takim, jakim się jest (choć w małej części) i pozwolić takim się zaakceptować. Trzeba przejrzeć się w oczach drugiego człowieka i zobaczyć w nich siebie i akceptację dla siebie (jak ktoś ma dobrą karmę, to odbywa się to już w niemowlęctwie). Ale najpierw musi być otwarcie z mojej strony. Pozwolenie.
Jedno napędza drugie. I odwrotnie.
Doświadczyłam tego, że miłość uzdrawia. Dlatego kochający rodzic, partner, czy inna bliska osoba to prawdziwy skarb. Dlatego warto otworzyć się na boską miłość płynącą od innych ludzi, a nie skupiać na tym, że "najpierw coś tam samemu muszę wypracować, bo bez tego kicha".
Oczywiście najpierw samemu trzeba zadziałać: Trzeba się otworzyć :) Ale to działa trochę na innej zasadzie niż staranie się pokochać, czy zaakceptować siebie samemu, siłą woli.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-10-21, 14:02:02 »
A co takiego się stało, że mógłby nie istnieć? 

Nic takiego się nie stało, to był bardzo powolny proces. Po prostu zaczęły wypływać na wierzch różne nieciekawe wzorce i obciążenia, z którymi nic nie robiłam, bo tak było wygodniej.
Teraz (tj. już od kilku dobrych lat) dodatkowo mam opory przed tym, żeby uzdrawiać ten temat, bo w porównaniu z kiedyś, jest mi o niebo lepiej. Wcześniej byłam uzależniona od seksu, a może lepiej powiedzieć: od myślenia o seksie, no i to mi bardzo przeszkadzało. Bo zabierało czas. Kiedy udało mi się od tego uwolnić, to tak mi ulżyło, że nie sposób tego opisać. Nagle miałam czas dla siebie, kupę czasu, który wcześniej poświęcałam na myślenie o seksie. To było tak fajne, że po prostu podświadomie boję się tego utracić.
Poza tym nie uprawiając seksu, nie trzeba martwić się o zajście w niechcianą ciążę. Do tego dochodzą jeszcze inne sprawy.

Jak widać temat seksu jest tematem wielowątkowym, łączy się z innymi kwestiami (np. akceptowaniem własnego ciała), a przez to trudnym.
Nic dziwnego, że do tej pory wolałam, żeby był zamieciony pod dywan.
Ale teraz czuję, że pora się tym zająć, tym bardziej, że w innych obszarach życia z grubsza mi się już uspokoiło, a więc mogę zająć się prawdziwą kobyłą, jaką jest seks :)

Moim zdaniem relacja bez seksu nie jest pełna, traci się bardzo ważną płaszczyznę wymiany, intymności i dzielenia się sobą.

Heh, czy ja wiem? Ja na to patrzę inaczej: Mnie dużo bardziej podoba się w związku bez seksu :P
A mam doświadczenie, bo nasze małżeństwo nie zawsze było "białe". Przez ileś tam lat było naprawdę bardzo gorąco :) Przypominam sobie, że nawet w leszkowej analizie porównawczej takie wartości jak "Fascynacja seksualna" i "Satysfakcja z seksu" były na poziomie 100.
Ale mimo tego, że było nam ze sobą bardzo dobrze "w łóżku", to dla nas seks zawsze był drugorzędną sprawą w związku partnerskim. Pierwszorzędne było "porozumienie dusz" i radość bycia z sobą podczas wszystkich czynności, nie tylko podczas seksu :)
Choć oczywiście wiem, że porozumienie dusz nie wyklucza dobrego seksu, a wręcz przeciwnie. Dlatego jestem przekonana, że ta preferencja "bez seksu" to typowe zaślepienie, ale nic tak to nie poradzę. Taka miłość (bez podtekstów erotycznych) bardziej  mi się podoba. Po prostu przez te wszystkie lata bardziej potrzebowałam tego niż seksu. I dopiero teraz nadszedł czas, żeby zobaczyć ten temat na trzeźwo i przytomnie :)

Starfire

  • Wiadomości: 853
  • Alien Zen Master
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-21, 10:02:31 »
Starfire taka blokada na 2 czakrze. Przy czym nie było żadnego problemu kiedy jest bliskość, ale nagle się zaciskało kiedy dochodziło do zbliżenia seksualnego no i wszystkie energie odpływały z ptaszka... i czułem się przez to strasznie mało wartościowy:( i nie umiałem o tym rozmawiać z partnerką, wolałem iść się ućpać, zepsuł się nam przez to związek. Strasznie cierpiałem z tego powodu, właśnie to sobie przypomniałem.

Dzięki za szczerą odpowiedź :) Ja długo miałam (i w sumie nadal mam :/) tak, że po prostu nie pozwalałam sobie na harmonię (no bo jak coś tak pomieszanego jak ja ma niby na to zasługiwać, jeszcze w tej materii, w której tylko syf, kiła i mogiła) przez co przyciągałam osoby i sytuacje, które miały mi uświadamiać, że tej harmonii w seskie w materii po prostu nie ma, nie istnieje, jest nieosiągalna. A przy osobach naprawdę harmonijnych był raptem zjazd do jakiś niskich wibracji i totalna blokada nawet na czucie i świadomość, 'bo przecież syf, kiła i mogiła'. Spiąć się w sobie i znieprzytomnieć, żeby tylko przypadkiem nie poczuć przepływu, bo 'niby kto w tej materii na prawdę chciałby go doświadczać'.
Baaardzo pomogło mi zaakceptowanie siebie takiej, jaką naprawdę jestem w tej kwestii - generalnie akceptacja, akceptacja i jeszcze raz akceptacja. Jeśli jestem w stanie zaakceptować swoje pomieszanie (a podejrzewam, że większość UA ma spore w tej kwestii) to jestem też w stanie zaakceptować harmonię. Cały sęk w tym, że akceptacji nie można rodzielać na zasadzie: 'będę akceptować siebie fajnego, ale pomieszania już nie. Ok, mogę je zaakceptować na zasadzie 'z kijem do jeża', ale niech sobie idzie :P'
Co do rozmów, myślę, że bardzo ważna jest umiejętność wyrażania własnych potrzeb. Bardzo fajnie mówi o tym Marshall Rosenberg w Non-violent Communication (nie wiem, czy gdzieś jest polski przekład)

Felicie:

A co takiego się stało, że mógłby nie istnieć?  Moim zdaniem relacja bez seksu nie jest pełna, traci się bardzo ważną płaszczyznę wymiany, intymności i dzielenia się sobą. Poprzez seks najbardziej się harmonizuje ze sobą nawzajem (przy otwartości ofc, kiedy następuje harmonijna wymiana energetyczna)
Co do bezwarunkowej miłości i akceptacji: myślę, że każdy jej pragnie na głębszym poziomie. Ale to już raczej cliche jest mówienie, że póki samemu się nie zaakceptuje bezwarunkowo, to tej bezwarunkowej miłości nie jest się w stanie przyjąć. Fajna afka do tego: "Ja ... mogę przyjąć miłość i akceptację, ponieważ taki(a), jaka jestem jestem cenny(a) i wartościowy(a) Ew. jeśli jest problem z przyjęciem 'cenny i wartościowy' to: ponieważ doceniam i akceptuje siebie takim(ą) jakim(ą) jestem."
« Ostatnia zmiana: 2012-10-21, 10:07:39 wysłana przez StArfire »

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-10-20, 22:24:37 »
Wiem że mogę liczyć na Felicite :)))

No raczej :)
Też przystępuję do ataku na temat seksu, bo choć wyparty przeze mnie (prawie) całkowicie, to jednak nie daje mi spokoju. Chcę być spełniona w każdym aspekcie mojego istnienia, a w końcu seks i doznania cielesne to bardzo ważny obszar życia. A przynajmniej dla mnie zawsze był ogromnie ważny (rozmyślnie użyłam czasu przeszłego, bo obecnie seks dla mnie mógłby nie istnieć :P Tak się porobiło). W końcu też jestem skorpionem. Solarnym :)

Ja miałem wzorzec (może jeszcze mam), nie mogę kochać osób z którymi chce seksu, nie mogę chcieć seksu z osobami które kocham (do których czuję miłość). Miało to brukać ich "czystość, niewinność" a te które nie kocham, to sobie mogę pofolgować

Też tak mam. Dlatego w moim związku nie ma seksu.
U mnie wynika to głownie z tego, że ja postrzegam miłość rodzic-dziecko (a właściwie matka-dziecko) jako jedyną satysfakcjonującą formę miłości. A w takiej relacji nie ma seksu. Bardzo pragnę, żeby ktoś mi to dał (prawdziwą miłość), bo czuję ogromny niedosyt w tej dziedzinie, więc próbuję odtworzyć to między mną a mężem. A ponieważ on też ma w tej kwestii podobnie, to bardzo mu to odpowiada.
Do tego oczywiście dochodzą inne historie (np. to, co Ty opisujesz), ale głownie chodzi o pragnienie bycia kochanym jak niemowlaczek (czyli prawdziwie, bezwarunkowo).

Hehe, a tam, gdzie nie ma miłości (czyli z osobami, od których nie chcę miłości), to hulaj dusza, piekła nie ma, może być seks i inne plugastwa ;P

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-10-20, 22:24:15 »
Nie wiem, wśród takich dziewczyn czułem się w swoim żywiole :) One tak chętnie wtedy na czułość miały ochotę :)

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-10-20, 22:22:22 »
Witek to faktycznie dziwne, że Ty na trzeźwo podobasz się pijanym laskom. Może oświecałeś jakieś pijaczki przez seks :P

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-10-20, 22:19:28 »
U mnie to było że nie chciałem skrzywdzić (delikatnie jak z jajkiem :O) a niby bym skrzywdził osobę którą kocham gdybym jej pożądał, czuł pociąg :)


Ja miałem/mam ciekawy wzorzec (no chyba już nie mam bo na widok takiej to bym wzrok odwrócił teraz) że bardzo się podobam pijanym laskom. Co więcej moje zdolności flirtu wzrastały wtedy niemiłosiernie i w zasadzie byłem w tym nieskrępowany. Zwłaszcza gdy ja byłem trzeźwy a one nie