Mi się ten artykuł podoba

Seks bez podniecenia jest jak najbardziej możliwy, aczkolwiek uwalnianie od podniecenia to też proces i tutaj warto zaakceptować że to podniecenie się pojawia i jeszcze przez jakiś czas będzie się pojawiać. Nie demonizowałbym tego również jako coś złego, bo seks wolny od wszelkich podniet to już trochę wyższa szkoła jazdy, więc fajny, zdrowy seks z ukochaną osobą, w którym czuje się podniecenie to żaden powód do zmartwienia

Podniecenie przeszkadza jedynie na tyle, na ile odczuwasz jego negatywne skutki np. kompulsywne zachowania, ciągłe myślenie o seksie, itp. rzeczy. Uczuciem podniecenia które nie jest nie wiadomo jak mocne i częste, które nie przeszkadza w życiu codziennym bym się nie przejmował. Takie rzeczy transformują się też naturalnie i odpadają samoistnie w swoim czasie.
Ja bym wręcz pozwolił sobie na taką tezę, że nie warto zbyt szybko i sztucznie wymuszać wolności od podniecenia, bo to może wręcz zabić seksualność w związku. Do wszystkiego trzeba dojrzeć.
Najlepiej korzystać w zgodzie z własnymi odczuciami. Wraz ze swoją partnerką nieraz urozmaicamy sobie seks różnymi ciekawymi zabawami, dodatkowymi smaczkami które siłą rzeczy są podniecające i to podniecenie nakręcają. Nie widzę w tym nic złego, bo całe życie seksualne się wokół tego nie kręci, a jest to po prostu fajnym i przyjemnym urozmaiceniem z którego nic złego nie wynika. Jest w tym wszystkim miejsce i na czuły, delikatny akt miłości w którym dwie duszę stapiają się w jedno, a jest i na nieco drapieżności i podniecenia.
Dopóki jest w tym wszystkim wzajemny szacunek i miłość to według mnie nie dzieje się nic złego. W końcu to tylko zabawa. Ja wychodzę z założenia że już zbyt wiele wcieleń zmarnowałem na ascezę i celibaty, żeby odmawiać sobie teraz prawa do podniecenia i pożądania próbując na siłę bawić się w seks wolny od wszelkich podniet. Mam do siebie zaufanie, że w swoim czasie wszystko przyjdzie i nie muszę niczego wymuszać. W międzyczasie doceniam i korzystam z tego co jest
