Autor Wątek: W jaki sposób praktykuję rozwój duchowy - moja droga i technika  (Przeczytany 25352 razy)

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-01-13, 21:33:09 »

Każdy ma swoje tępo, swój czas, swoje różne tam.
Sa ludzie któży calkowicie sie zmienili mając i 50 i więcej lat np doświadczając śmierci klinicznej lub innych mistycznych doznań, etc, lub mistycznych w wyniku dramatycznych i to zmienia ich zycie calkowicie oraz osobowość.
Pewne rzeczy wręcz rozkwitają z wiekiem,bo są zalezne tez od hormonów, nie widzę tu żadnych przeszkód. To wogóle nie jest nawet kwestia przeszkód czy blokad, to jest tylko wasze zdanie, bo może to co ci ludzie przechodzą jest tym, co maja własnie przejśc, czyli jest czymś WŁAŚCIWYM. Optymalnym na teraz. Pewnych rzeczy sie nie przeskoczy jesli nie ma do tego pelnej gotowości.




« Ostatnia zmiana: 2014-01-13, 21:36:29 wysłana przez Olga »

J034

  • Wiadomości: 599
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-01-13, 18:36:06 »
Jestem za, a nawet przeciw ;)
Piszesz o wielu latach pracy bez efektu, ale czy ci ludzie pracują nad sobą czy tylko piszą na forach ?
Czasem jest nie do wiary żeby ludzie pisząc w 2010, że odkryli w czym problem i często faktycznie trafnie go określają nie rozwiązali go w najmniejszym stopniu przez 3 lata.
Po prostu nie da się nie mieć żadnych efektów gdy się nad czymś pracuje.

Mam przykłady kobiet które miały znacznie więcej niż 30 lat ;) i efekty RD rewelacyjne do dziś miło je wspominam, bo były dla mnie inspiracją gdy zaczynałem i nadal mam z jedną czasem kontakt.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-01-13, 16:43:14 »
Miałem ostatnio takie przemyślenia odnośnie rozwoju i tego jak wiele osób z jakiegoś powodu przez wiele lat pracy nad sobą, nie potrafi sobie pomóc i wciąż tkwi z tymi samymi problemami.

Pierwsza obserwacja tyczy się przywiązania do osobowości. Sporo osób potrafi zauważyć, że ma problem x i y, że może go zmienić, itd. ale nie bierze pod uwagę możliwości stania się inną osobą, mającą inny światopogląd, inne sposoby reagowania, doświadczającą inaczej rzeczywistości, itd. Po prostu pozwalają sobie na zmiany w ograniczonych ramach, nie dlatego że świadomie coś ograniczają, ale dlatego że po prostu w głowie im się nie mieści, że mogłoby się zmienić coś, co uznają za naturalne, oczywiste i niezmienne.

A tymczasem prawdziwy, głęboki rozwój duchowy to proces mocno radykalny - to całkowite zburzenie w drobny mak swojej osobowości, jej fundamentów. To przejście przez okresy zatracenia siebie, poczucia że już się nie wie, kim się jest. To intensywne burzenie iluzji i poznawanie tego, co znajduje się za iluzją. To zdrowy dystans, luz i nieprzywiązanie do wyobrażeń, odczuć i przekonań na swój temat.

Mam wrażenie też, że im starsze osoby zaczynają rozwój w danym życiu to tym trudniejsze mają zadanie, ponieważ są mocniej przesiąknięci swoją osobowością (zakładając że wcześniej żyli bezmyślnie i nie zmieniali się za bardzo :P). To nie jest żaden pocisk, żeby ktoś się poczuł gorzej, tylko zwrócenie uwagi na pewien problem. Łatwiej jest zburzyć iluzję budowaną 20 lat niż 40, łatwiej jest sobie pozwolić na elastyczność.

Druga obserwacja to kwestia celów w rozwoju i życiu. Sporo osób deklaruje oczyszczanie intencji i poddawanie celów Bogu, ale i tak w praktyce okazuje się, że musi być tak, jak oni by chcieli. Miotają się, starają się zmieniać to i tamto, płaczą że nie wychodzi, narzekają i nie akceptują tego, co jest. Normalne reakcje, nie ma co się wstydzić tego. Warto jednak główną siłę koncentrować na wzroście akceptacji i zadowolenia z życia. Akceptacji tego, że nie ma się tego, co się tak bardzo chce mieć czy że coś zmienia inaczej niż byśmy chcieli.

Bóg nas naprawdę bardzo, bardzo mocno kocha i ma na każdego z nas mnóstwo pomysłów. One są genialne, niesamowite i czasami niewyobrażalne. Dlatego nie hamujmy ich, skoro ze swojego ograniczonego poziomu nie jesteśmy w stanie ich ogarnąć. Mnie strasznie telepało, że przez 4 lata nie mogłem stworzyć związku. I dopiero teraz rozumiem geniusz tego, że tak to właśnie wyglądało. Potrzebowałem tych 4 lat, żeby się ogarnąć samemu ze sobą, żeby poradzić sobie samemu, poczuć że mogę być szczęśliwy sam i tym samym nie uzależniać od drugiej osoby, nie obawiać się że sobie bez niej nie poradzę i nie wisieć na niej. Było mi ciężko i samotność sprawiała mi wiele bólu, ale gdybym dostał jakiś "tymczasowy" związek, będący po prostu dobry to zapewne bym w swoim głodzie uczuć się go trzymał i miał problemy z puszczeniem (szczególnie jakby nie był toksyczny, a jedynie "dobry"). Tyle płakałem, że czemu Bóg mi to robi, czemu mija tyle czasu, a on mnie tak trzyma - a tymczasem po latach okazało się, że to pod wieloma względami było dla mnie najlepsze.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-01-13, 12:21:01 »
dobry artykuł

http://bezego.com/2014/01/05/dlaczego-nigdy-nie-bedziesz-tym-kim-chcesz-i-dlaczego-to-dobrze-medytacja-liberala-33/

"Wolność konia polega bowiem na byciu koniem i na cieszeniu się życiem konia, a nie na przekonaniu, że jak zechce i się mocno na tym skupi to zostanie jednorożcem."

super... :)
Dzięki Karina za ten link.
Tylko jeszcze trzeba wiedzieć, że jest się koniem. A co jeśli cale życie wmawia się koniowi, że jest głupim upartym osłem lub co gorzej podłą hieną :))

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator

Sebastian Osuch

  • Gość
[#]   « 2014-01-12, 23:04:53 »
Z czasem, poprzez rozwoj duchowy, wzrasta u mnie wyczucie prawdy. Wiem, kiedy odpowiedziec na cos, co ktos do mnie mowi. Czasem, to co ludzie mowia i pisza i wyrzucaja w przestrzen, jest nierzeczywiste. Nie ma najmniejszej potrzeby odpowiadac na cos takiego. Nawet jesli to brzmi powaznie i jest ubrane w ladna oprawe, po daniu temu chwili ciszy, rozpuszcza sie. A jesli ktos mowi cos prawdziwego, to mozna odpowiedziec, albo nie odpowiedziec, ale zawsze to co uslyszelismy wywola jakas energetyczna reakcje ktorej w glebi duszy potrzebowalismy, i albo zwrocimy ta energie tej osobie, albo komus innemu kto ma jakas prawdziwa potrzebe..

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-12-02, 18:11:42 »
Od pewnego czasu nie mogłam dojść do tego jaki mam teraz problem i w jaki sposób nad sobą pracować. Łączyło się to z poprawą jaką ostatnio mam i z chęcią aby już zacząć się czuc dobrze jeżeli jest już ze mną lepiej. Gdy próbowałam coś robic to pojawiała sie pustka, brak emocji i brak problemu który na mnie wpływa. Nawet na terapii nie udało mi się znaleść problemu który by mnie poruszał emocjonalnie.
Nadal mam lęki i nadal staram się ich nie tłumić,robię tak juz od kilku lat, więc myslałam że tutaj wszystko mam w porządku.
A dzisiaj udało mi się dostrzec, że ja nadal niepostrzeżenie tłumię każdy pojawiający się lęk. To wszystko odbywa się tak subtelnie że ja tego nie zauważam. A tłumiąc lęki tłumię każde inne negatywne uczucie i przez to nadal nie mam uczuć. Ulżyło mi bo więm już co mam robić dalej, wiem co ze mną nie tak, wiem jak mam pracować nad sobą. Teraz przede mną cieżka harówka, bo potrzebna jest niesamowita uwazność aby takie lęki wyłapywać i nazwać, że teraz włąśnie się boję i starać się nie stłumic tego lęku, czyli co chwila narażać się na cierpienie bania się. A przecież marzę o tym aby wreszcie poczuć się lepiej, aby już w końcu przestać się bać. Nie wywinę się przed zaakceptowaniem siebie takiej która się boi, jest słaba i strachliwa.

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-12-01, 11:21:42 »
medytacja

1 czas - dobieram go tak by nikt i nic mi nie przeszkodziło minimum 1/2
godz. ale najlepiej mieć do dyspozycji ok 2 godz.
2 miejsce - (mam takie dwa w domu) wygodne, zacienione (bez ostrego światła
a najlepiej bez światła zupełnie)gdzie cała elektronika jest fizycznie
wyłączona z prądu - nie można sprzętu włączać np pilotem.
3 pozycja - zawsze wyprostowany kręgosłup (utrudnia zaśnięcie, ułatwia
oddychanie i przepływ energii) zawsze siedzę i nie jest to "po turecku"
chociaż prawie - w jednym miejscu (fotel koło komputera) jak siedzę to nogi
są niemal skrzyżowane bo dotykają się na wysokości stawów skokowych lub są
grzecznie spuszczone i równo spoczywają na podłodze, w innym miejscu (w
salonie na fotelu w połączeniu z pufą to miejsce częściej używam zwłaszcza
w dzień) preferuję nogi dotykające się stopami do siebie lub jak wcześniej
grzecznie i równo na podłodze oczywiście zawsze bez kapci)
ręce tutaj też kilka wariantów, bardzo często lewa dłoń spoczywa na prawej
z kciukami dotykającymi się czubkami , lub ręce spoczywają na udach zaś
dłonie nie dotykają się i są skierowane wewnętrzną częścią do góry z
których robi się takie czarki jakbyś chciał przenieść wodę przy czym kciuk
w jednej i drugiej dłoni dotyka się do palca wskazującego (możliwości jest
wiele kwestia przetestowania...)
oczy - luźno zamknięte
ciało - całe rozluźnione bez napięć
zawsze zaczynam od takiego rozluźnienia się i kilku głębokich spokojnych
oddechów.

Zamykając oczy i starając się zrelaksować przez nasz umysł zaczynają
przelatywać różne obrazo myśli z minionych dni chwil , różne problemy -
mogą to być wręcz tysiące zwykle bardzo natrętne wręcz upierdliwie
irytujące zwłaszcza gdy nie chcesz już ich widzieć i słyszeć (często
pojawia się wewnętrzny dialog związany z myślami i obrazami) - TO WSZYSTKO
Trzeba PRZETRWAĆ nie wolno z tym walczyć przeciwstawiać się, TRZEBA
CIERPLIWIE I SPOKOJNIE oglądać słuchać następnie podziękować i pozwolić
odpłynąć. Początek jest zawsze wyzwaniem. Czym częściej medytujesz tym
szybciej potrafisz się zrelaksować. Przez relaksację rozumiem stan gdzie
nie ma już myśli obrazów - umysł się wyłączył.
Cierpliwość cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość - myśli i obrazy w końcu
się skończą
jeszcze jedna rzecz - przy zamkniętych oczach - ważne by były zamknięte
luźno pojawia się taka gra kolorów jakieś rozbłyski przechodzące jedne
kolory w drugie to jest OK tak po prostu jest
dobrze też jest w trakcie gdy obrazy myśli pojawiają się obserwując je i
pozwalając im przepłynąć skupiać się na oddychaniu wczuwając się w to jak
powietrze wypełnia płuca i jak powoli je opróżniasz

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-01, 21:02:48 »
Ja nie mogę z takiej metody korzystać bo nie mam w sobie miłości. Dlatego szukam innych które mi na tym etapie pomagają. Najbardziej chodzi mi o wchodzenie w kontakt ze sobą, ze swoimi prawdziwymi uczuciami oraz poznawanie siebie.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-11-01, 20:56:39 »
Ja się staram kierować do siebie miłość gdy wychodzą mi przykre emocje. Po prostu staram się kochać siebie i skupiać wtedy na ciele. Najważniejsza dla mnie lekcja z tego życia - jak zostać zdrową egoistką. Nigdy tego nie potrafiłam. Bylam poświęcającym się buddystą, który teraz otrzymał odpowiedź. Rodzina ani nie zmieniła się, ani nic nie zrozumiała, jak mnie nie szanowała tak dalej nie szanuje. Ostatnia medytacja wyrzuciła na światło dzienne cały brak szacunku do mnie. Pozostaje mi tylko kochać siebie, tak zdrowo. Jak mi zejdzie to ogromne rozczarowanie i przywiązanie do bycia ofiara, to stanę się innym człowiekiem. Jestem bardzo wdzieczna za istnienie tego forum, wierzę, że poznam większość osób tu piszących :) jest to dla mnie w jakiś sposób istotne.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-01, 20:49:30 »
U mnie tak jest. Jedna część bardzo mocno atakuje drugą. Te ataki ojca na mnie przeniosły się do mojego wnetrza i nadal się ten dramat we mnie rozgrywa. Mam wewnętrznego ojca który atakuje moje wewnętrzne dziecko. Cały czas toczy się we mnie wojna.

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-01, 18:17:12 »
To wygląda jak równoczesny wewnętrzny dialog dominatora i ofiary, faktycznie w takiej liniowości może pomóc taka postawa, skoro ci puściło, realnie, super:)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-01, 18:00:00 »
Ja pracuję nad sobą metodą koncentracji na negatywach, czyli odwrotnie niż jest to zalecane w ksiązkach duchowych. I mam tego bardzo dobry efekt.
Przez ostatnie dni żyję w bardzo silnych lękach przed zwolnieniem i mam bardzo złe samopoczucie.A ja zamiast koncentrować się na jakichś pozytywach i mówić sobie pozytywne afirmacje, wchodzę w każdy pojawiający się lęk i czuję go jak najmocniej. Wczuwam się też mocno w ten mój okropny nastrój, przebywając w nim pełną śwaidomością. Nie pocieszam się ani nie szukam niczego co mi go poprawi.Chcę go poczuć jak najgłebiej. Robię na odwrót niż kiedyś gdy stosując się do rad z duchowych książek, szukałam jakichś pozytywów, skupiałam na nich uwagę a od negatywnych emocji się odcinałam.
Wczoraj nastąpiło we mnie przełamanie.
Najpierw pojawiła mi się myśl -mam już dość udowadniania że jest źle a będzie jeszcze gorzej. Potem poczułam się bardzo zmęczona tym ciągłym udowadnianiem że taka jest prawda i tym ciągłym przeżywaniem lęków.I cały ten okropny nastrój i te okropne lęki przed śmiercią głodową w jednej chwili znikły.
Dzisiaj jestem w innym świecie i na innym poziomie wibracyjnym.
A stało się tak dlatego że ta moja część osobowości tworząca te lęki, sama zaczęla ponosić konsekwencje tego co robiła. Bo ja przestałam jej pomagać przez odcinanie się od lęków które ona tworzyła i przez koncentrację na czymś przyjemnym. Dałam jej wszystko to co ona wytwarzała.
A ona dzisiaj wiedząc że ja nie odpuszczę i nadal będę się wczuwać w to co ona tworzy, już nie ma ochoty bawić się w tę grę z wytwarzaniem cierpień. Czuję jakbym sama ze sobą bawiła się w kotka i myszkę.

deva

  • Wiadomości: 41
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-01, 17:48:47 »
Jolanta

Owocnych poszukiwań zatem :-)

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-10-31, 14:48:21 »
Deva

po przeczytaniu fragmentu, ktory zamiesciles uwazam, ze jest dam duzo napisane o Bogu w piekny sposob, moge sie z tym zgodzic. Jest tez duzo zachwytu i nadmiernego upiekszania tekstu wywodami ....ok ! dla niego bylo to bardzo wazne - napisal co poczul.

Ale jest tyle roznych drog i pieknie napisanych ksiazek- technik i sposobow. Dlaczego ktos pisze - tylko krija joga jest najlepsza? Do niej tez trzeba byc zainicjowanym....mozna bylo sie zglosic na tym spotkaniu i przejsc "wtajemniczenia i chrzest"- tylko ja nie mialam na to ochoty....stalam sie ostrozna z rytualam, ktorych nie znam albo nie mam do nich przekonania.

 Pewnie, ze sa techniki - dla jednych atrakcyjne....a dla innych odpychajace. Wazne jest poczuc potrzebe zaglebienia sie....poczuc - to jest moja bajka!.

U mnie nic takiego nie nastapilo, wrecz przeciwnie- stwierdzilam- to nie moj guru!!!!
Potem pomyslalam- czy ja mam w ogole jakiegos guru?

Potem przyszlo...mam Boga...to mi wystarczy...jesli nawet brak mi jeszcze swiadomosci mocy mojej  i mocy Boga we mnie....nie ide tam, gdzie mnie nie ciagnie.....moze kiedys zmienie zdanie
Mozliwe, ze kiedys sie zainteresuje...ale teraz daje sobie prawo isc moja sciezka..

Na spotkaniu wyznawcow Yonagandy...poznalam kobiete, z ktora rozmawialam, ze szukam jeszcze mojej sciezki...poznaje inne religie i przekonania....
powiedziala....niedobrze byc jak koliber, ktory tylko szuka, zamiast juz praktykowac....zabrzmialo to tak, ze marnuje czas na szukanie....ze powinnam sie juz byla dawno zdecydowac w co mam wierzyc i znalesc sobie jakis wyznawcow czegos tam i praktykowac cos.......

Pomyslalam ok....to nie wyscigi...ja lubie szukac i z pewnoscia ciagle sie umacniam w jakies jednej wierze w jednego Boga....niezaleznie...czy mam grupe, z ktora sie modle.

To dobrze, kiedy ktos mocno w cos wierzy i jest pewien swojego...- jego szczescie..niewazne jaka to droga i jaki guru- dla mnie najwazniejsze, aby byl szczesliwy z tym !!!- czego wam wszystikm zycze..;)