To na pewno:) Nie tylko przeze mnie. Ale czy taką potrzebę da się zaspokoić? Nie jednorazowo, ale w ogóle.
Myślę, że nie, bo osobom z takimi wzorcami albo jest ciągle nie dość, albo one chcą właśnie udowodnić sobie, że nie zasługują, są ofiarami. Gdy ktoś im daje to niszczą to, dowalają często takiej osobie, odrzucają, bywa że zawczasu starają się nie dopuścić do tego, w najlepszym wypadku nudzą się tym i szukają wrażeń gdzie indziej, gdzie coś się dzieje wg ich oczekiwań.
Pś jest też coś takiego, ze ma się ochotę odrzucić taką osobę, nawet jeśli się samemu ją kocha i chciałoby się to wobec niej przejawiać. Dlatego, że jest: pretensjonalna i próbuje wymuszać w nieprzyjemny sposób, bo jej się należy, a z drugiej strony bardzo odpycha pś takiego kogoś, bo ma poczucie, ze nie zasługuje, albo jej to w jakiś sposób zagraża i emanuje tym na ps osoby, która mogłaby dać.
Ja mam taki sposób, że nie wchodzę w walkę i jazdy w domu. Staram się zachować neutral, ani nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam, nie wchodzę. Wtedy nie daję pożywki. To dobrze działa.
To nie jest proste jeśli ma się takie podatności, a ktoś np prowokuje " zajmij się mną, bo zrobię sobie krzywdę, musisz mi pomóc". Ja się jeszcze na to łapię. I na presje, ataki otoczenia. Stąd ta sytuacja np w kinie, czy w tramwaju. To miejsce publiczne.
Patrzyłam na niego i byłam w szoku trochę, bo zaczął się zachowywać jak pacjent psychiatryka. Do tego ludzie wokoło patrzą i śledzą co zrobi rodzic, wywierają presje, atakują. ( właśnie sobie teraz pomyślałam, ze moze taka karma mnie z nim łączy, pasuje do tego co kiedyś już odreagowałam, czyli czarno tantryczne rytuały z nim, czy satanistyczne, a wiem z doświadczenia, że zwykle potem ktoś taki był upośledzony, albo chory psychicznie, a ta druga osoba nim się opiekowała, czuła taką powinność.
A ja się czuję winna, że muszę coś zrobić, zapanować nad własnym dzieckiem, a niby jak? Łamać jego wolną wolę? Jedyne co mogę zrobić, by zaspokoić te presje to go skarcić. Choć mi się nie chce.
I to jest chyba mój problem w tym wszystkim.