Autor Wątek: Co czują bite dzieci?  (Przeczytany 11775 razy)

Kate wawa

  • Wiadomości: 52
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-12-09, 18:31:38 »
Witam po dluzszej przerwie, pomiedzy tym forum a forum na cudownymportalu
Jesli chodzi o bicie, wychowywalam sie z rodzicami w latach 80tych i 90tych, wtedy bicie jako wyladowanie zlosci na dziecku lub  kara za jakies tam przewienienia byla raczej czyms "normalnym", niewiele dzieciakow nie dostawalo przyslowiowego 'manta', u mnie w domu nie bylo to jakies nagminne, ale sie zdarzalo, najczesciej pasem, pamietam do dzis kilka takich sytuacji, zwlaszcza jedna gdy zostawilismy z bratem nie zamkniete na klucz drzwi, kiedy to rodzice byli na jakims zebraniu w szkole, a my majac 'kare' niewychodzenia z domu, polecielismy na podworko, nogami sie nakrywalismy jak matka zobaczyla ze nie jestesmy tam gdzie powinnismy, z uplywem lat zaczelam sie bronic, zakrywalam poduszka, albo lapalam za pasek, wiec bylo im trudniej trafic, moje dziecko nie jest bite w ogole, choc w roznych sytuacjach az korci, ale ńie dochodzi do tego, to samo jak widze ze jakies dziecko dostaje klapsa, albo ktos szarpie i dokucza niewinnym zwierzetom, los tych zwierzet o dziwo wywoluje we mńie wiecej zlosci i zdarzalo sie ze ktos zbieral za swoje zachowanie opierdziel ode mnie.niestety swiata nie 'zbawie'.....

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-19, 18:20:19 »
Opiszę na przykładzie kota jak trauma silnie zapisuje się w podświadomości.
Historię kota opowiedział mi ochroniarz z naszej pracy, w czasie gdy ten kot siedział u mnie na kolanach.
Jakiś czas temu przybłąkał się do niego kot, tak wygłodzony i tak chudy że słaniał się na nogach. Miauczał i pchał się pod nogi. Ochroniarz go odrzucił. Za jakiś czas kot powrócił i znów prosił o jedzenie. Ochroniarz był na obchodzie idąc z laską i stukając nią. Kot ledwo co szedł ale podążał za nim, ciągle wchodząc mu pod nogi.  Tak przeszli 1,5 km. Po powrocie ochroniarz wpuścił go do budynku i dał mu jeść, sam jedząc kolację.  W ten sposób uratował mu życie. Kot został. Teraz jest karmiony przez wszystkich tak że ciągle ma 3 pełne miski do wyboru i siedzi w cieple.
Kot powtarza ciągle swoją traumę.
Gdy ochroniarz wyrusza na obchód ze swoją laską, kot idzie za nim. Nawet gdy pada to kot wędruje kilka kilometrów w deszczu, przemykając obok kałuż albo wspinając się po drzewach. Ludzie nazywają go kotem obronnym. Kot musiał zakodować sobie stukot tej laski i teraz ona jest dla niego sygnałem że trzeba iść.
Gdy ochroniarz zaczyna jeść, kot wskakuje na stół i prosi o jedzenie bez względu na to czy jest głodny. Ochroniarz jedząc dał mu to co jadł sam, czyli kromkę chleba z sosem warzywnym i kot, pomimo że nie był głodny, zjadł tę kromkę z warzywami. Teraz ochroniarz przed posiłkiem wyrzuca kota za okno, bo kot ma przymus jedzenia razem z nim.
Tak mocno trauma się zapisała w kocie że musi powtarzać to co robił podczas niej. To dlatego tak trudno uwolnić się od przeżyć traumicznych, bo tak mocno się kodują.



Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2011-12-25, 21:01:20 »
Wielu rodziców bije dzieci nie z powodu konfliktu lecz „profilaktycznie”, wychodząc z założenia, że jest to najlepsza metoda postępowania z dzieckiem. Niektórzy rodzice nawet uważają, że trzeba wprowadzić kary cielesne w szkołach. U podłoża maltretowania mogą leżeć głęboko wyparte, traumatyczne przeżycia rodziców z czasów, kiedy sami, jako małe dzieci doświadczały aktów przemocy. Tworzy to silny lęk w relacji rodzic – dziecko, jako sytuację zagrażającą odrzuceniem uczuciowym.

W wielu rodzinach, w których występują kłopoty wychowawcze panuje przekonanie o tym, że dzieci rodzą się dobre lub złe. Przekonanie o niedobrych skłonnościach dziecka utrudnia rodzicom poszukiwania przyczyn tych problemów w środowisku domowym, usposobieniu obojga rodziców i ich stosunku wobec dziecka. Nie dostrzegają własnych błędów, widzą jedynie ujemne cechy charakteru dziecka i ostrymi karami chcą zmusić je do zmiany zachowania. Poznanie rzeczywistej przyczyny tych trudności jest podstawowym warunkiem pozbycia się ich. Kiedy dojdziemy do tego, że nadmierna surowość względem dziecka jest ową przyczyną, możemy stopniowo ją łagodząc uzyskać pozytywne wyniki.
Nie wolno nie tylko bić dzieci, ale w ogóle używać przemocy jako metody wychowawczej. Każda przemoc jest szkodliwa, nawet jeśli doraźnie przynosi pożądany skutek. Także "klaps pedagogiczny". Mówi się, że jest pożyteczny, szczególnie jeśli chodzi o małe dzieci, które mają jeszcze słabo rozwinięte rozumienie mowy, więc nie działa na nie perswazja. Klaps rzeczywiście podziała: dziecko się wystraszy, przestanie robić to, o co mamy pretensję. Ten sukces jest zdradliwy: uczymy siebie i dziecko takiego sposobu reagowania. Zaczynamy to coraz częściej wykorzystywać, ale dziecko się do tego przyzwyczaja. I już nie starcza jeden klaps - trzeba kilku. A potem porządnego lania pasem... Trzeba ciągle wzmacniać bodźce, żeby osiągnąć efekt. Tracimy autorytet, bo dziecko widzi naszą bezradność. I samo uczy się wymuszania tego, co chce, siłą. Dochodzi do tego, że dwulatek rzuca się na rodzica z pięściami, żeby wymusić kupienie lizaka, a w piaskownicy tłucze kolegę łopatką, żeby zdobyć foremkę. Jednak nie każdy rodzic dając klapsa wpada w mechanizm tej rosnącej agresji, ale każdy to ryzykuje. Poza tym bicie samo w sobie jest złe. Jeśli nie uważamy za właściwe, kiedy mąż biciem wymusza na żonie pożądane zachowanie. Ani za dopuszczalne, gdy żona bije męża za to, że późno wraca do domu. To dlaczego przyjęło się uznawać, że dziecko można bić? Czy nie jest człowiekiem? Czy ma inną godność? Czy to nie absurdalne, że bicie kogoś słabszego, kogoś, kto jest od nas całkowicie uzależniony, uznaje się za dopuszczalne?


Władza rodzicielska nie tylko nie usprawiedliwia stosowania przemocy, ale przeciwnie - nakłada obowiązek szczególnej dbałości, opieki, ochrony. Dziecko nie jest własnością rodziców, ale odrębną osobą, której godność i odrębność trzeba uszanować. To nie jest tak, że skoro "powołaliśmy dziecko do życia", to mamy prawo dowolnie narzucać mu naszą wolę, kształtować wedle swoich upodobań. Dziecko nie jest po to, żeby spełniać nasze oczekiwania. To my jesteśmy po to, żeby pomóc mu się rozwijać. A ono jest na nas „skazane”.
Jednakże nikt nie jest ideałem, każdy czasem traci cierpliwość, bywa zmęczony, rozdrażniony, bezradny. Mamy prawo do słabości, do popełniania błędów. Ale przemoc nie może być regułą, nawykowym sposobem reagowania. Rodzic, który stale najpierw szarpie czy bije, a potem przeprasza, nie daje dziecku poczucia bezpieczeństwa, bo to znaczy, że nie panuje nad sobą i nad sytuacją.

ściąga.pl ;)

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2011-12-25, 20:49:20 »
Gdy dziecko jest bite - objawy

Coraz częściej słyszymy o nasilającym się problemie maltretowania fizycznego dzieci. Czasem nie jesteśmy pewni, czy dziecko naszego sąsiada, przyjaciela, koleżanki jest bite i nie wiemy jak ani czy w ogóle reagować.



Podstawowe objawy w zachowaniu dziecka mogące świadczyć o tym, że jest ono maltretowane:


-unika fizycznych kontaktów z dorosłymi, niepewnie reaguje na przytulanie przez ciocię czy wujka, kuli sięga każdym razem, gdy klepnie się je przyjacielsko w ramię,
-zachowuje się dużo doroślej niż na jego wiek przystało,


-wpada w skrajności - jednym razem jest agresywne i niegrzeczne, innym kompletnie izoluje się od świata,
-niechętnie wraca do domu, mogłoby być na podwórku i u kolegów całymi dniami,


-ma niską samoocenę, nie cieszy się z pochwał
-nosi powyciągane ubrania zasłaniające ramiona i ręce, nawet w upały nie rozstaje się z bluzą dresową, często twierdzi, że jest mu zimno albo tak lubi


-każdy nowy uraz ciała tłumaczą jego rodzice, a nie on sam, rodzic mówi szybciej nie dając dojść dziecku do słowa ( najczęściej : spadł ze schodów, uderzył się w drzwi, puknęła go szafka, potknął się o krawężnik, źle stanął w autobusie i upadł itd..)


-nieprawdopodobne wyjaśnienia obrażeń : dziecko czuje, że nie może wiecznie spadać ze schodów, więc np. w szkole tłumaczy : " że babcia zachorowała, a on ją ratował i jak biegł do telefonu to się potknął i upadł na piec kaflowy, bo to było na wsi", albo "jechał sobie na rowerze i nagle zobaczył takie wielkie auto i go wiatr porwał i wrzucił do rowu" ( w rzeczywistości często dziecko w ogóle nie ma ani babci ani roweru..)


-różne wersje wyjaśnień, dziecko w szkole mówi co innego, rodzic kolegom co innego


Objawy zewnętrzne:


-często pojawiają się u niego siniaki na twarzy, policzkach, ramionach, szyi,
-wygląd uszkodzeń ciała dziecka nie wiąże się z wypadkiem, jaki opisują rodzice (spadł ze schodów, ale ma rany wyłącznie na plecach, albo uderzył się drzwiami a limo pod okiem jest okrągłe jak od pięści a nie podłużne..)
-ma dziwne ślady na stopach, dłoniach i pośladkach
-co chwilę widać u niego skaleczone usta, dziąsła, wargi, oczy
-wymiotuje, ma obrzęki w okolicach brzucha
-po weekendach, świętach i dniach wolnych od szkoły pojawiają się u niego siniaki


Ewika

  • Wiadomości: 100
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2011-12-23, 00:08:04 »
Freefalling, Black Rose
Dzięki Dziewczyny za Wasze teksty, dużo mi pomogły :)
Jak pierwszy raz afirmowałam "Ja Ewa zasługuję na miłość" to odpowiedzi z podświadomości miałam: "ty na nic nie zasługujesz, jesteś niedobra, zasługujesz na baty", aż się zdziwiłam, że to siedzi we mnie aż tak głęboko.
Co jakiś czas ją powtarzam, ale czuję, że jeszcze to do mnie nie dotarło- "to sobie zasługuj, kto da ci miłość"
No więc zmieniłam 2 tygodnie temu na "doceniam siebie" i tu chyba podświadomość nareszcie się zainteresowała. Trochę przeszkadza mi poczucie winy, bo niedawno oddałam matkę do domu opieki, wiem, że moje życie jest dla mnie, nie wezmę jej z powrotem, ale w środku nie czuję się komfortowo. Ona mnie nie biła, tylko ojciec, ale w sumie też mnie miłością nie nasączyła, a właściwie to słowo miłość kojarzy mi się z wymuszaniem posłuszeństwa. No cóż, wiele mam jeszcze do przepracowania w tym temacie, ale widzę, że nie jestem sama. Dzięki wszystkim za inspiracje.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2011-12-22, 15:45:14 »
http://psychotekst.com/artykuly.php?nr=298

Biję Cię z miłości i dla Twojego dobra.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2011-12-22, 10:18:38 »
Freefalling,

wolno Ci wszystko, masz prawo do wszystkich odczuć. A Po uzdrowieniu nie masz obowiązku uwielbiać rodziców czy utrzymywac z nimi kontakt. Jak czuję nie nauczyli Ciebie wiele miłości i godności, podobnie jak moi.

Freefalling

  • Gość
[#]   « 2011-12-22, 10:06:13 »
   " W jaki sposób człowiek ma siebie kochać i szanować jeśli został nauczony, że nie jest godny miłości ? Skoro otrzymywał bolesne ciosy za to, że nie spełniał oczekiwań? Jeśli był dla swoich rodziców jedynie ciężarem, a nigdy radością; gdy wie, że nic na świecie nie zmieni odrazy i złości rodziców do niego? Człowiek ten przypuszcza, że jest jej rzeczywistą przyczyną choć nie jest to w najmniejszym stopniu prawdą. Czuje się winny i chce się poprawić, lecz nie znajduje sposobu by zaspokoić ich oczekiwania. Prawda jest taka, że rodzice wylewają na swoje dzieci złość, którą sami niegdyś musieli powstrzymać i stłumić będąc krzywdzeni przez swoich rodziców. Stanie się rodzicem zazwyczaj odblokowuje i wyzwala głęboko schowane uczucie dawnej złości.
Kiedy naprawdę to zrozumiemy przestajemy oczekiwać od rodziców miłości. Wiemy dlaczego jej nigdy nie otrzymamy. Możemy sobie wtedy pozwolić na to by stanąć w końcu po stronie dziecka w nas, dostrzec to, jak strasznie byliśmy kiedyś traktowani i poczuć jak bardzo z tego powodu cierpieliśmy. Zamiast odczuwać współczucie do rodziców, jak niegdyś, zamiast starać się rozumieć ich a obwiniać siebie, zaczynamy otaczać siebie opieką. Jest to moment w którym rodzi się miłość do tego dziecka w nas, na którą nie było miejsca poprzednio. Kończy się czas gdy wyśmiewaliśmy się z własnego cierpienia, traktując je niepoważnie. Nadchodzi moment, w którym zaczynamy z szacunkiem patrzeć na dawny ból bezbronnego dziecka jakim byliśmy. Otwierają się przed nami zamknięte, przez długie lata, drzwi. Nie da się ich jednak otworzyć słowami nakazu: ?musisz pokochać samego siebie?. Czujemy, że rady takie nas przerastają dopóki nie damy sobie prawa by ujrzeć bolesną prawdę o naszym dzieciństwie. " A.Miller

Dopiero,kiedy sobie teraz uswiadamiam,ze nie jestem NIC winna swoim rodzicom,nie muszę ich kochać,nie muszę im też nawet współczuć,tak naprawdę NIC nie muszę do nich czuć(ani nienawiści ani żalu) i nie mam żadnego obowiązku zadośćuczynienia wobec nich ani siebie;otwiera się dla mnie moje życie i możliwość uzdrowienia swoich ran...Cenne...

Felicite

  • Gość
[#]   « 2011-12-21, 22:25:36 »
"Bicie jako wykorzystanie seksualne":
http://www.koniecmilczenia.pl/index.php?id=19&tx_ttnews[tt_news]=32&cHash=10d89d36bc22a295ce35b56afbd784bc
Można się zgodzić z autorem lub nie, ale warto przeczytać. Być może poruszy to w kimś jakąś "czułą strunę".

I jeszcze coś w tym temacie: "Długofalowe szkody dla seksualności, jakie powoduje bicie":
http://www.koniecmilczenia.pl/index.php?id=19&tx_ttnews[tt_news]=33&cHash=405ea95ab6e562dbda0eca8948c26e04

W ogóle wszystkie arty tutaj są warte uwagi:
http://www.koniecmilczenia.pl/index.php?id=5

Np. mną telepało, gdy czytałam to:
http://www.koniecmilczenia.pl/index.php?id=19&tx_ttnews[tt_news]=24&cHash=f9244eb8e00016938b9230b0fc59ea66
Przypomniałam i odreagowałam sobie kilka rzeczy z poprzednich wcieleń (chyba tylko z poprzednich).
« Ostatnia zmiana: 2011-12-21, 22:30:39 wysłana przez Felicite »

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2011-12-20, 23:12:26 »
Dzięki, dziewczyny:)

No coś w tym jest, że pś traktuję go trochę jak dorosłego, albo raczej traktowałam tak jego pś kiedyś. POtem mi się zmieniło.
Ale ja mam karmę rodzica na 100%, wiec nie wiem o co wlasciwie chodzi:)

W każdym razie bardzo nie lubię w moim bliskim otoczeniu, a zwlaszcza będąc w zależnościach, osob konfliktowych, powodujących zamieszanie, emocje, jakieś nieprzyjemne sytuacje.  Nie mam też takich osób poza moim własnym dzieckiem.
« Ostatnia zmiana: 2011-12-20, 23:14:37 wysłana przez Laka »

Felicite

  • Gość
[#]   « 2011-12-20, 18:19:32 »
Lilliole,
"Ja bym ze swojej strony chciała tylko dodać, że często jest tak, że największe problemy z dziećmi są tam gdzie brakuje jasnych reguł gry."

Masz rację. Brak jasnych reguł gry i brak konsekwencji może być nawet gorszy od zbyt surowego wychowywania dziecka (z przemocą fizyczną i innymi niewspółmiernymi do "przewinień" karami). Po prostu, dziecko można skrzywdzić nadmierną dyscypliną, jak i jej brakiem. Wskazana jest tu droga środka, jak pokazał sam Budda ;))
Być może w przykładzie, który przywołał Leszek, to jasne reguły gry i konsekwencja rodzica zadziała, a nie lanie. Matka zagroziła, że coś zrobi i to zrobiła; wprowadziła więc (dość brutalnie, ale jednak) ład i porządek. Czasem nawet tak brutalnie wprowadzone uporządkowanie jest lepsze od chaosu.

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2011-12-20, 14:03:21 »
Dziadek miał ciekawsze tematy do wyrażania swoich ubolewań wobec rodziców ;)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2011-12-20, 14:00:08 »
No to fajny ten dziadek:)
Masz rację. Nie ma co generalizować.

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2011-12-20, 13:56:33 »
"I bardzo trudno jest wychowywać dziecko gdy dziadkowie są blisko. Najpierw dziadkowie rozpuszczają dziecko, a potem winą za złe wychowanie obarczają rodzica. "
A to jest sprawa indywidualna:) (między rodzicem a dziadkami poza tym) U mnie dziadkowie byli blisko, tymczasowo mieszkanie nawet wspólne i nie było konfliktów na gruncie wychowania/zachowań dzieci. A ja potrafiłem czasem coś świńskiego zrobić np. wobec dziadka:) Rozliczył mnie z tego sam liściem ;)