Te role nie sa fajne. Dziś chciałam zrobić coś miłego mojemu dziecku. Wstałam rano, mam dzień wolny od pracy i jestem w domu sama z dzieckiem cały dzień, wymyśliłam, że pójdziemy na bajkę do kina:) Kupię jedzonko, gorącą czekoladę czekoladę i będzie nam miło.
Pomysł był fajny, jednak dziecko dało mi popalić już w tramwaju, bo nie chciało trzymać się poręczy, on mi chciał udowodnić, że nie musi mnie słuchać i że jak się uprze to nie upadnie. Powiedziałam, że jak nie będzie się trzymał to wracamy z powrotem pieszo. W kinie była jazda, wygłupy, zachowywanie się jak " nienormalny", głośno, głupio i bezmyślnie, prawie rozlewając gorącą czekoladę. Weszliśmy na salę, tu były głośne pretensje o jakąś głupotę, cała sala słyszała, potem jeszcze głośniejsze na moją prośbę, by mówił ciszej, bo jesteśmy w kinie, potem kładzenie nóg z butami na siedzenie, walenie całym tyłem ciała o siedzenie( bo na filmie morsy rozwalają lodowiec, by wydostać pingwiny to on też rozwala) wycieranie rąk brudnych od sosu w sweter( w czasie gdy wyciągałam chusteczkę, nie chciał oblizać palców), potem znów bardzo głośne kłótnie, pretensje, gdy się zirytowałam, brakiem efektów moich wysiłków z tłumaczeniem, zwracaniem uwagi i głośne krzyki do mnie "Cicho bądź!!". Trzy razy miałam zamiar wyjść z sali. Potem dałam szansę na jazdę tramwajem( było bardzo zimno i wiało), obiecał, że będzie się trzymał. Skończyło się na usilnym udowodnieniu mi, że nie musi i tak się nie przewróci, potem 2 osoby na raz zwracały mu uwagę( ja nic nie mówiłam, niech mu gadają jak chcą), a on się z nimi kłócił zaciekle i rosła jego determinacja.
Jak wyszłam z tramwaju poinformowałam, że jestem zła, ma karę i nakrzyczałam na niego. W domu powiedziałam, że nie mam już ochoty z nim gadać, wstyd mi za jego zachowanie, bo potem ludzie na mnie patrzą, że źle dziecko wychowuję. Może nie powinnam, ale już miałam serdecznie dość i nie obchodziło mnie w tym momencie czy urażę jego uczucia. I że ma się zająć sobą w swoim pokoju, bo nie chce mi się z nim czasu spędzać, bo to bardzo nieprzyjemne.
On się uspokoił nagle i już było zupełnie inaczej. Przyszedł po chwili i był normalnym, sensownym i fajnym dzieciakiem.
Tylko po co mnie wkurzać?
Rodzic się stara, ale dziecku w ogóle nie chodzi o to by było miło, tylko by była zadyma i kłótnie, nie ważne o co.
To tak apropo prowokujących dzieci, dzień z życia rodzica.
Niedawno jadąc "L" prawie zderzyłam się czołowo z tirem, nie czułam żadnego strachu, ani emocji, instruktor też 0, nawet jak napomknęłam o tym to nie pamiętał, a jedno dziecko potrafi mnie zdenerwować.