Masz rację, chciałabym pomóc wszystkim skrzywdzonym ofiarom.
Inga,
a to dlatego, że widzisz w nich siebie. Ty sama potrzebujesz swojej pomocy (i prosisz siebie o nią), ale ponieważ nie umiesz nawiązać ze sobą kontaktu, to kierujesz swoją uwagę i działanie na innych.
A to przynosi tylko chwilową ulgę, a w dalszym rozrachunku niczego nie zmienia, bo działanie skierowane jest nie tam, gdzie jest przyczyna problemu.
Tak samo, gdy ktoś ma silną potrzebę, by pomagać innym. Najczęściej chodzi o to, że sam potrzebuje swojej pomocy (sam siebie zaniedbuje w jakimś aspekcie swego istnienia), ale nie jest w stanie tego zobaczyć. Ma tylko jakieś mgliste przeczucie, że musi pomagać. Efektem jest działanie skierowane na zewnątrz (i silna chęć kontroli, oczekiwanie, by coś się zmieniło), podczas gdy potrzebne jest zaprzestanie ucieczki od siebie i skierowanie uwagi do wewnątrz.
Choć to też nie jest tak, że takie działanie na zewnątrz nie jest potrzebne, czasem po prostu nie da się inaczej. Opór przed nawiązaniem ze sobą pełnego kontaktu jest zbyt silny i potrzeba czasu, żeby go rozpuścić. Dlatego potrzebna jest jakby taka faza wstępna, przejściowa – pomaganie sobie w innych ludziach. I gdy już nastąpi zmęczenie materiału, gdy się widzi, że nie tędy droga, to przychodzi chęć, by zwrócić się do swego wnętrza

Dlatego nie warto się do niczego zmuszać, ale warto obserwować siebie i mieć świadomość tego, z jakich powodów postępuję tak, a nie inaczej. To wystarczy.