Autor Wątek: Wybaczanie  (Przeczytany 15395 razy)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-30, 14:49:04 »
No tak.
Doświadczyłam tego próbując pomagać mamie i bardzo długo trwało zanim się zorientowąłam że ona tak naprawdę chce żyć tak jak do tej pory.
Ta chęć pomocy mamie była ogromna.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-11-30, 14:43:55 »
Inga
czesc ludzi moze reagowac zloscia, bo wybrali cierpienie jako sposob na zycie /choc swiadomie moga deklarowac zupelnie cos innego/ a Ty przychodzisz i chcesz pomagac mimo ze oni nie wyrazili na to zgody....nie zawsze bycie w zlej sytuacji oznacza chec wyjscia

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-30, 14:31:27 »
Mnie jest żal takich ludzi bo czuję ich cierpienie łącząc się z nimi emocjonalnie i wiem że potrzebują pomocy i wsparcia.
I w ogóle lubię pomagać.
Ale jest lepiej już pod tym względem, bo  zaczynam wyczuwać która z tych osób chce mnie wykorzystać, widząc że jestem słaba i naiwna.
Do niedawna byłam obiektem żerowania.


Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-11-30, 14:07:26 »
Masz rację, chciałabym pomóc wszystkim skrzywdzonym ofiarom.

Inga,
a to dlatego, że widzisz w nich siebie. Ty sama potrzebujesz swojej pomocy (i prosisz siebie o nią), ale ponieważ nie umiesz nawiązać ze sobą kontaktu, to kierujesz swoją uwagę i działanie na innych.
A to przynosi tylko chwilową ulgę, a w dalszym rozrachunku niczego nie zmienia, bo działanie skierowane jest nie tam, gdzie jest przyczyna problemu.

Tak samo, gdy ktoś ma silną potrzebę, by pomagać innym. Najczęściej chodzi o to, że sam  potrzebuje swojej pomocy (sam siebie zaniedbuje w jakimś aspekcie swego istnienia), ale nie jest w stanie tego zobaczyć. Ma tylko jakieś mgliste przeczucie, że musi pomagać.  Efektem jest działanie skierowane na zewnątrz (i silna chęć kontroli, oczekiwanie, by coś się zmieniło), podczas gdy potrzebne jest zaprzestanie ucieczki od siebie i skierowanie uwagi do wewnątrz.

Choć to też nie jest tak, że takie działanie na zewnątrz nie jest potrzebne, czasem po prostu nie da się inaczej. Opór przed nawiązaniem ze sobą pełnego kontaktu jest zbyt silny i potrzeba czasu, żeby go rozpuścić. Dlatego potrzebna jest jakby taka faza wstępna, przejściowa – pomaganie sobie w innych ludziach. I gdy już nastąpi zmęczenie materiału, gdy się widzi, że nie tędy droga, to przychodzi chęć, by zwrócić się do swego wnętrza :)
Dlatego nie warto się do niczego zmuszać, ale warto obserwować siebie i mieć świadomość tego, z jakich powodów postępuję tak, a nie inaczej. To wystarczy.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-30, 07:30:12 »
Dziewczyny
Dzięki za mądre słowa.
Takie słowa są na wagę złota, bo niosą spokój i wyciszenie.

Iustitia
Masz rację, chciałabym pomóc wszystkim skrzywdzonym ofiarom. A to widocznie pociąga konsekwencje o jakich piszesz.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-11-29, 21:48:15 »
Nie ma sensu się zmuszać. Dobrze jest wręcz doświadczyć nienawiści i pozwolić sobie na wszelkie emocje w stosunku do agresora z poczuciem bycia w porządku. Minie trochę czasu i naturalnie pojawi się większa dojrzałość do zmiany relacji. Gdy się wypompują emocje przychodzi większe zrozumienie. Przebaczenie tak czy siak się pojawi, nawet gdy nie będzie zamierzone jako pierwotny cel uzdrawiania. Przebaczenie będzie efektem miłości i dojrzałości w danej sytuacji lub problemie, to złożony proces do którego nie warto się zmuszać. Mnie osobiście pomagał dystans, wtedy była większa szansa uzdrowienia korzeni rodzinnych, traum. Długo nie miałam ochoty wybaczać i dobrze mi z tym.
Po latach to przyszło samoistnie, jako skutek pracy nad sobą, przejmowaniem odpowiedzialności za siebie.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-11-29, 13:19:11 »
Mam problem z tym wybaczaniem bo czuję presję aby to zrobić.
(...)

Wiem, właśnie dlatego napisałam, że nie musisz wybaczać.
Ja się do tego nie zmuszam i dobrze na tym wychodzę :)

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-11-29, 12:11:46 »
Inga
tak trochę żartem to czasami przejawiasz się jako rzecznik wszelkich skrzywdzonych ofiar- apoważniej dostajesz zatem w namiarze to co każdy ma dla innych zpounktu wyjścia z karmy ofiary i indywidualnego podejscia do ofiary. Wywalasz więc na wierzch u inych i utajone wzorce ofiary i utajone wzorce ninawiści do ofiar i  wtedy zonk powstaje. Bo wiekszosc tych rzeczy nie jest Twoja, ale bycie rzecznikiem sprawia, ze ludzie lecą z tym do Ciebie...

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-29, 09:44:15 »
To dobrze że nie rada.

Przydałby mi się słup ogłoszeniowy z napisem: proszę nie dawać mi rad bo ja naprawdę tego nie potrzebuję.
Jest tu wiele osób które proszą o rady a nie ma chętnych do udzielania ich. Np o radę prosił Dr X i dostał niewielki odzew.
A ja chociaż nie proszę to jestem nimi zasypywana.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-11-29, 09:29:19 »
Inga a zastanawiałaś się jakie masz korzyści w trwaniu przy obwinianiu ojca? Co ci daje obwinianie go? Co dzięki temu uzyskujesz?

Często trzymanie się żali, obwiniania jest spowodowane tym, że mamy z tego jakąś korzyść. Nawet nie uświadomioną. I dopiero zajęcie się tą korzyścią pozwala odpuścić i wybaczyć.

Acha... to nie jest rada, tylko refleksja na podstawie moich doświadczeń :)
« Ostatnia zmiana: 2012-11-29, 09:31:14 wysłana przez Grażyna Anna »

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-29, 08:36:48 »
Mam problem z tym wybaczaniem bo czuję presję aby to zrobić.
Kiedyś kościół narzucał przebaczanie strasząc że to grzech nie przebaczyć bliźniemu, mama kazała przebaczać obwiniając za nie przebaczanie, potem książki duchowe zalecały to jako podstawę zmiany siebie i rozwoju.
Na tym forum ciągle czytam o tym jak inni przebaczają. Czuję się zła i egoistyczna gdy tak wszyscy przebaczają a ja trwam w tym obwinianiu ojca, zamiast uznać że przecież sama tego chciałam wybierając tę rodzinę i tego ojca, a on wywiązał się tylko ze swojej umowy.

Mateusz.
Toksycznych rodziców to ja czytałam kilkanaście lat temu. Chociaż zaczęłam uzdrawiać swoją traumę to wydaje mi się nadal ogromna i w ogóle nie do przejścia.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-28, 20:45:42 »
Inga
Cytuj
Dopóki istnieje przed nim paniczny lęk, niczego nie da się zrobić.

Widocznie jeszcze nie pora więc trzeba cierpliwosci.
To co możesz robić to powoli przyzwyczajać się do sytuacji kiedy będziesz mogła zmierzyć się z tym lękiem a w dalszej kolejności poczuć się bezpieczna wobec ojca. W tym wypadku lektura książki- Toksyczni rodzice, jest dla Ciebie dobra, bo pomoże Ci się oswoić z tym problemem.
Co ciekawe człowiekowi wydaje sie, że ta trauma jest ogromna, ale gdy już zacznie się ją uzdrawiać, to nie jest tak groźna jak się wydawała.
 
Tak przy okazji powiem, że pewne rzeczy uzdrawiają sie podczas snu. Jest wtedy wyciszenie, które powoduje że trzy jaźnie lepiej ze sobą współpracują, zachodzi lepsza komunikacja i może się wtedy wiele problemów uzdrowić. 
« Ostatnia zmiana: 2012-11-28, 21:00:03 wysłana przez Mateusz »

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-11-28, 14:47:27 »
Inga,
skoro nie chcesz/nie możesz wybaczyć, to się nie zmuszaj. Widocznie nie jest Ci to teraz potrzebne.
Zaakceptuj to, że każdy ma swoją drogę (a Ty nie musisz kroczyć tą, co inni, ani też się przeciwko niej buntować) i zajmij się tym, co Tobie pomaga :)

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-28, 14:42:39 »
Sebastian,
Zgadza się!!!!Ja miała tak silne emocje do ojca i byłego partnera, że przez jakiś czas wolałam ich nie spotykać na swojej drodze. Dopiero arkusz z wybaczaniem dał mi ulgę. Jeżeli pojawia się gotowośc to i pojawia się metodo na uzdrowienie tego, bo same czytanie do sufitu nic tu nie wskóra - jedynie przekonanie , że to nie działa. Trzeba wyobrazić sobie tą osobę i z serca wybaczyć, a wtedy pojawa sie ulga i radość dla nas a akceptacja do drugiej osoby:)

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-11-28, 14:35:10 »
Dzisiaj ktoś mi podesłał arkusz radykalnego wybaczania i jestem zdziwiony jak samo przeczytanie arkusza z wyobrażeniem sobie bliskiej osoby (mojego ojca) sprawiło że popuszczały mi spięcia z tyłu głowy, tak sporo puściło że aż się położyłem pół godziny zdrzemnąć żeby wyrównać energie. Pokseruję sobie arkusze i włączam do mojego warsztatu pracy nad sobą.