Doktorku, a może to, czego nie chcesz/nie możesz zaakceptować, to emocje i zachowania nieakceptowane przez twoje środowisko. Np rodziców, albo choćby jednego z nich. Tym samym wg wklepanego wzorca również przez ciebie nie do zaakceptowania. Ja, dopiero teraz, wychodząc poza moje hermetyczne środowisko, a co za tym idzie również ukształtowane przez nie poglądy zaczynam dokładnie rozumieć zdanie "Jeszcze się taki nie urodził, coby wszystkim dogodził". A trudno dogodzić nawet tylko rodzicom, jeśli każde z nich ma inne, zazwyczaj sprzeczne wobec drugiego, poglądy. I potem te próby zadowolenia wszystkich, za wszelką cenę, i oczywiście kompletnie w dziecięcej ufności i dobrej wierze nieuświadomione, przenosi się na resztę świata. A te "złe" emocje czyli smutek, zniechęcenie, znużenie byciem grzecznym i odpowiedzialnym (albo wręcz na odwrót, odgrywaniem roli błazna i czarnej owcy), próby asertywności i zaznaczania granic spycha się do ... kąta. Albo uznaje się siebie samego winnym i zasługującym na karę za samo takie myślenie!
Ale można to zmienić, chociaż ceną mogą być zerwanie znajomości, albo separacja od rodziny. I wystawienie się na ataki tych, którzy przyzwyczajeni do naszej wcześniejszej maski bojkotują wszelkie zachodzące zmiany. Tak, jak w przypadku Furyah robi to jej ojciec, a w moim koleżanki niemogące się nadziwić, że już nie pozwalam się wmanewrowywać we wszystkie nadgodziny, mniejszą ilość wolnych dni w stosunku do reszty i grafik robiony za moimi plecami. Szef zrozumiał, one - nie. I nawet, jeśli czasem jeszcze wybucham, to nie mam do siebie żalu, bo dzięki temu odkrywam kolejne pokłady nieuzdrowionych problemów. Najważniejsze to mieć SZACUNEK dla siebie i innych, ale własne odczucia stawiać jednak na pierwszym miejscu. I oczywiście ogarniać świadomością jak największą (nie tylko trójwymiarową) przestrzeń.