Doktor -X,
zaczęło się od tego, że ktoś mnie w to wprowadził. Czyli powiedział cos w rodzaju: Zamknij oczy. Wyobraź sobie, że jestes małym dzieckiem. Sprawdź ile masz lat. Gdzie sie znajdujesz i jak sie czujesz?
Potem: a teraz spójrz na to dziecko jako dorosła. Poproś by do ciebie podeszło? Czy chętnie podchodzi? Czy może ci podac rękę?
Czyli takie sprawdzanie - w jakim stanie jest dziecko.
Zapytaj czego dziecko potrzebuje? Co by chciało robić? Czy ma na coś ochotę?
A na koniec powiedział, żebym zawsze to dziecko miała ze sobą. Żebym się nim zaopiekowała. I żeby bylo ze mna nawet w najgorszych sytuacjach. Kiedy jestem zła, ściekła czy bezsilna.
No i ja tak zaczełam robić.
I zainteresowałam sie tematem pracy z wewnętrznym dzieckiem. Kupiłam książkę, poczytałam ten wątek.
U mnie tak to wyglądało, ze co jakis czas przywoływałam swoje wewn.dziecko. Sprawdzałam czego mu potrzeba- pytając go lub wyobrażając sobie, że jestem nim. Zwracałam uwage w jakim otoczeniu mi sie pojawia. Przeważnie było tak, że jak było ze mna to było zadowolone. A jak cos z nim było nie tak to ja to czułam, ze jest w przeszłości w cięzkiej atmosferze mojego dzieciństwa. W dawnym domu, z moimi rodzicami.
Wtedy znowu występowałam jako dorosła i brałam je na ręce lub brałam za ręką i wyprowadzałam. I mówiłam do moich rodziców cos w rodzaju: Państwu juz dziękujemy za opiekę. Teraz ja sie nią zajmę.
I zapewniałam że je kocham, że sie nim zajme i zaspokoję wszelkie jego potrzeby. Często bywało tak, że jeszcze jakiś czas po takim zabraniu z przeszłości dziecko było smutne, płakało przytulone do mnie czy było jakies takie nieprzytomne. Pozwalałam mu na to. Niczego nie przyspieszałam. W końcu zawsze pojawiała sie radość.
Pozwalałam mu na to czego nie było wolno jako dziecko. Cieszyłam sie jak rozrabia

Głośno krzyczy, tupie nogą itp. mówiłam do niego - tak w myslach.
Moje wewnętrzne dziecko pojawiało mi się w różnym wieku. Byl taki czas, ze coraz młodsze, a potem znowu coraz starsze. I na każdym etapie starałam sie dziecku dac to czego nie dostało na tym etapie - ja jako dorosła. I pozwolić na to czego nie mogło robić, albo nie miało siły robić bo wszystkie siły szły na przetrwanie emocjonalne. Na każdym etapie była to miłośc i bezwarunkowa akceptacja, pozostałe rzeczy sie zmieniały. Pozwolenie na odczuwanie wszystkiego co czułam.
Moim celem było tak jakby przeżycie dzieciństwa jeszcze raz i zaspokojenie potrzeb specyficznych dla danego etapu rozwoju. Nasycenie sie tą miłościa.
No i na koniec przyszedł mi pomysł z ta męska energią. Przywołałam w myślach swoje męskie wcielenie - i oddałam z pełnym zaufaniem w jego ręce. Na tym etapie to w sumie nie ingeruje tylko przygladam sie co jakis czas co oni tam robią

Z tego co widze świetnie sie dogadują.
Od strony technicznej to bardzo polecam księżke, o której w tym wątku juz była mowa. Powrót do swego wewnętrznego domu Autor: John Bradshaw. Tam jest wszystko opisane właśnie od strony technicznej. Po kolei każdy etap oraz co dziecko potrzebuje na każdym etapie życia i jak się z nim skontaktowac na każdym etapie. Krok po kroku.
Medytacje dla każdego etapu itp.