Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 189871 razy)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-06-04, 09:06:42 »
Doc,Bo masz dobre serce )
I jak to zrobisz - będziesz beczał :)
Na bank !

I o to chodzi.
Chyba nie znam osoby, która by cos takiego powiedziała swojemu wewnętrznemu dziecku. Ale jak ktoś spróbuje to zrobić to ma szansę uświadomić sobie jak bardzo sam siebie odrzuca. Nieświadomie. I ma szansę wreszcie zobaczyć sam siebie.
I to jest w tym wszystkim najważniejsze. Nie tulenie czy niuńkanie tego dzieciaka. Tylko to, żeby to dziecko zostało wreszcie zauważone. Naprawde nie trzeba go od razu przytulać. Jezeli nie chcemy przytulic wewnętrznego dziecka to jest to jakaś informacja. I należy to zakceptować. Nie robić nic na siłę. Na początek wystarczy sama obecność i akceptowanie wszystkiego co się dzieje. Akceptowanie każdej emocji która sie pojawia. Nawet jeżeli będzie to wstręt czy odrzucenie.
Tylko bycie i obserwowanie.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-06-03, 21:26:50 »
Doc,
Cytuj
Nie, niechce tego robić bo potem na 100% to sobie wypomnę :)   
Bo masz dobre serce )
I jak to zrobisz - będziesz beczał :)
Na bank !

kopergamin

  • Gość
[#]   « 2015-06-03, 13:31:30 »
Mnie się bardzo podoba ten koncept, że nie mając dobrego kontaktu z wewnętrznym dzieciorem, narażamy się na jego wybryki i sabotaże. A gdy się go utuli, wysłucha, zadba o jego potrzeby, to to wtedy o wiele łatwiej i przyjemniej dla wszystkich będzie nam płynąć (przez życie) dalej.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-06-03, 12:14:43 »
Ja nie namawiam. Informuję, że jest taka możliwość.
I nie chodzi tu o to, żeby dokopać wewnętrznemu dziecku czy go odrzucić tylko o emocje jakie coś takiego w nas wzbudza i wzbudzi. I o uświadomienie.
Bo tak naprawdę nie mając kontaktu z wewnętrznym dzieckiem odrzucamy je cały czas. Dzień w dzień. I to, że wypowiemy to wyraźnie nic nie zmienia.

Odrzuciliśmy je kiedyś. Z różnych powodów. Często żeby po prostu przetrwać emocjonalnie. Ale nie mając kontaktu z wewnętrznym dzieckiem nie możemy mieć tak naprawdę kontaktu ze sobą.

Nie, niechce tego robić bo potem na 100% to sobie wypomnę :) Zawsze tak robię.

Dokopywanie sobie przez wypominanie i poczucie winy?
Ja właśnie przerabiam temat karania się i dokopywania sobie. I autoagresja przy okazji.


Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-06-03, 11:52:24 »
Nie, niechce tego robić bo potem na 100% to sobie wypomnę :) Zawsze tak robię.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-06-03, 10:53:06 »
To jakoby miałbym się opiekować sobą - skrzywdzonym dzieckiem, tulić go w wyobraźni. Może to jeszcze nie ta pora poprostu dla mnie.

Pewnie nie jest to jeszcze pora.
Ale w takich sytuacjach można przywołać dziecko, stanąć naprzeciwko niego i powiedzieć mu to prosto w twarz.

Spojrzeć mu w oczy i uczciwie powiedzieć: wiesz co? nie lubię cię, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, nie lubię dzieci wogóle, nie mam ochoty na ciebie patrzeć ani wziąść cię za rękę, spadaj!

I zobaczyć jaka będzie reakcja dziecka i co ważniejsze twoja.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-06-02, 13:55:07 »
Cytuj
Może to jeszcze nie ta pora poprostu dla mnie.
Słusznie. Nie poganiać, nie wymuszać - nic na siłę.
Etapami :))

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-06-01, 23:31:39 »
Doktor X, co jest NIEMĘSKIE? Zajmowanie się dzieckiem, czy łzy?

To jakoby miałbym się opiekować sobą - skrzywdzonym dzieckiem, tulić go w wyobraźni. Może to jeszcze nie ta pora poprostu dla mnie.

JenKa

  • Wiadomości: 287
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-06-01, 21:30:23 »
Doktor X, co jest NIEMĘSKIE? Zajmowanie się dzieckiem, czy łzy?

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-06-01, 13:58:05 »
Rozumiem. Bo ja też długo nie mogłam. Niektórzy od tego zaczynają, a ja nie mogłam się zmusić. Byłam wychowywana tak, że emocje, płacz są dowodem słabości, czyms wstydliwym. Trzeba było zacisnąć zęby i broń boże nie okazywać że boli. Zawsze się tym szczyciłam, że mam bardzo duża odporność na ból. Teraz wiem że dlatego, że miałam bardzo słaby kontakt z ciałem.
Dopiero teraz jak mam już w dużym stopniu uzdrowioną relację z rodzicami i odpuściłam sporo kontroli jakoś tak mi ta terapia podpasowała.

Chyba raczej nie ma sposobu na pracę w wewnętrznym dzieckiem jak pracując z dzieckiem.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-06-01, 13:34:13 »
Dzięki za podzielenie się Lilliole.
Chciałem się dowiedzieć jak pracowałaś nad wew dzieckiem głównie z tego względu że byłem ciekawy czy aby są inne sposoby pracy nad tym tematem aniżeli właśnie takie podejście co opisujesz.
Mam tą książkę, gruba zielona napisana przez takiego dziadka już siwego. Jeszcze kiedyś kupiłem moje utracone dzieciństwo razem z tamtą ale przeczytałem kilkanaście stron z jednej i drugiej. Odpycha mnie na myśl o takiej właśnie terapii, nie lubię małych dzieci. Są nieznośne, i też nielubie wyobrażać sobie siebie jako małe płaczące dziecko. To takie niemęskie, niewygodne dla mnie, kobietom raczej łatwiej to przychodzi, taka forma terapii z wew. dzieckiem, wyobrażanie sobie siebie jako małe bezbronne dziecko. Ostatnio prześladowały mnie małe wrzeszczące mi za uchem dzieci. Miałem ochotę udusić je gołymi rękami. 3 godziny pisk dziecka za uchem a potem kilka dni później to samo 2 godziny w autobusie, zastanawiałem się czemu mnie to spotyka.
Pewnie dobry znak jak mam opory, znaczy dużo tam do uzdrowienia.


Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-06-01, 09:29:13 »
Doktor -X,
zaczęło się od tego, że ktoś mnie w to wprowadził. Czyli powiedział cos w rodzaju: Zamknij oczy. Wyobraź sobie, że jestes małym dzieckiem. Sprawdź ile masz lat. Gdzie sie znajdujesz i jak sie czujesz?
Potem: a teraz spójrz na to dziecko jako dorosła. Poproś by do ciebie podeszło? Czy chętnie podchodzi? Czy może ci podac rękę?
Czyli takie sprawdzanie - w jakim stanie jest dziecko. 
Zapytaj czego dziecko potrzebuje? Co by chciało robić? Czy ma na coś ochotę?
A na koniec powiedział, żebym zawsze to dziecko miała ze sobą. Żebym się nim zaopiekowała. I żeby bylo ze mna nawet w najgorszych sytuacjach. Kiedy jestem zła, ściekła czy bezsilna.
No i ja tak zaczełam robić.
I zainteresowałam sie tematem pracy z wewnętrznym dzieckiem.  Kupiłam książkę, poczytałam ten wątek.
U mnie tak to wyglądało, ze co jakis czas przywoływałam swoje wewn.dziecko. Sprawdzałam czego mu potrzeba- pytając go lub wyobrażając sobie, że jestem nim. Zwracałam uwage w jakim otoczeniu mi sie pojawia. Przeważnie było tak, że jak było ze mna to było zadowolone. A jak cos z nim było nie tak to ja to czułam, ze jest w przeszłości w cięzkiej atmosferze mojego dzieciństwa. W dawnym domu, z moimi rodzicami.
Wtedy znowu występowałam jako dorosła i brałam je na ręce lub brałam za ręką i wyprowadzałam. I mówiłam do moich rodziców cos w rodzaju: Państwu juz dziękujemy za opiekę. Teraz ja sie nią zajmę.
I zapewniałam że je kocham, że sie nim zajme i zaspokoję wszelkie jego potrzeby. Często bywało tak, że jeszcze jakiś czas po takim zabraniu z przeszłości dziecko było smutne, płakało przytulone do mnie czy było jakies takie nieprzytomne. Pozwalałam mu na to. Niczego nie przyspieszałam. W końcu zawsze pojawiała sie radość.
Pozwalałam mu na to czego nie było wolno jako dziecko. Cieszyłam sie jak rozrabia :) Głośno krzyczy, tupie nogą itp. mówiłam do niego - tak w myslach.

Moje wewnętrzne dziecko pojawiało mi się w różnym wieku. Byl taki czas, ze coraz młodsze, a potem znowu coraz starsze. I na każdym etapie starałam sie dziecku dac to czego nie dostało na tym etapie - ja jako dorosła.  I pozwolić na to czego nie mogło robić, albo nie miało siły robić bo wszystkie siły szły na przetrwanie emocjonalne. Na każdym etapie była to miłośc i bezwarunkowa akceptacja, pozostałe rzeczy sie zmieniały. Pozwolenie na odczuwanie wszystkiego co czułam.
Moim celem było tak jakby przeżycie dzieciństwa jeszcze raz i zaspokojenie potrzeb specyficznych dla danego etapu rozwoju. Nasycenie sie tą miłościa.
No i na koniec przyszedł mi pomysł z ta męska energią. Przywołałam w myślach swoje męskie wcielenie - i oddałam z pełnym zaufaniem w jego ręce. Na tym etapie to w sumie nie ingeruje tylko przygladam sie co jakis czas co oni tam robią :) Z tego co widze świetnie sie dogadują.

Od strony technicznej to bardzo polecam księżke, o której w tym wątku juz była mowa. Powrót do swego wewnętrznego domu  Autor: John Bradshaw. Tam jest wszystko opisane właśnie od strony technicznej. Po kolei każdy etap oraz co dziecko potrzebuje na każdym etapie życia i jak się z nim skontaktowac na każdym etapie. Krok po kroku.
Medytacje dla każdego etapu itp.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-05-27, 15:33:01 »
Lilliole zaciekawiłaś mnie :)
Mogła byś mi napisać tutaj bądź na PW coś więcej o tym co dokładnie robiłaś ? Jaka to była praca od strony technicznej ?

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-05-27, 13:17:46 »
Praca z wewnętrznym dzieckiem w moim przypadku dała świetne rezultaty. Na ten moment czuję taki spokój w życiu jakiego  w tym życiu nie czułam. Mam wrażenie, że jestem ze soba i u siebie. Coraz bardziej w swoim zyciu.
Nadal jeszcze pracuję, ale już nie tak intensywnie.
Ostatnio przyszła do mnie taka inspiracja, ze brakowało mi energii męskiej w tym wcieleniu. A jak opiekuję sie moim wewnętrznym dzieckiem jako ja to tez jako kobieta. Ale przecież pamietam swoje równiez męskie wcielenia i poprosiłam WJ żebym mogła zaopiekować się swoim wewnętrznym dzieckiem jako mężczyzna z najkorzystniejszego dla tych celów wcielenia. I tak mi sie pokazało. I juz od kilku dni tak jest. Na razie czuję pierwsze efekty w postaci zmiany energetycznej, ale jeszcze nie potrafie tego zdefiniować.

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-05-07, 18:30:03 »
Michał
Z przodu uśmiech a z tyłu czerwone ze złości gardło?