No, klasyka "rozwoju duchowego" - Ty się denerwujesz = masz emocjonalny stosunek = masz nieuzdrowiony temat = nie masz racji.
To nie odbijanie piłeczki. To widać w Twoich postach, tą złość na rodziców. I nie o racje tu chodzi, ale o energie w postach. Jesli były by tam akceptacja i spokój to byłoby super. To nie znaczy że tę złość trzeba ukrywać i czy tłumić.
Ja uważam, że to przekonanie jest do odreagowania. Jako dzieci chłoniemy od rodziców wszystko jak leci, są całym naszym światem, rozumiem więc że może się wytworzyć mechanizm utożsamiania tak silnego utożsamiania się z nimi. Dla mnie to jednak jest tylko obciążające przekonanie. Rodzimy się całkowicie zależni od rodziców, jak widać większość ludzi też tak umiera. A dla mnie prawdziwą wolnością jest właśnie uświadomienie sobie tej niezależności, odrębności, nietrwałości wzajemnych powiązań.
Nie w tym rzecz. Napisałem, że możemy sami zobaczyć w sobie, co nam dolega i co chodzi, albo wybrać inną drogę i przyglądać sie rodzicom, i wtedy również najczęściej wyjdzie podobnie, podobne odkrycia.
Co do uświadomienia, to nie chodzi tylko o utożsamienie się z rodzicami. To jest jedna setna problemu. Może być tak, że rodzice nie żyją już dawno a ich dziecko w podeszłym wieku na myśl o nich wpada w furię. Chodzi o uzdrowienie siebie bez względu na to czy rodzice zyją czy nie, czy nam przebaczają czy nie czy utrzymują z nami kontakt czy nie.
Kopalnia wiedzy, no tego nie zrobi za Ciebie nikt. Ja obserwując moją relację z rodzicami zapisałem sporo papieru, choć teraz mogę sam sobie uświadomić skąd u mnie takie przekonanie, taka emocja, taki program, od którego rodzica, czasem w jakich okolicznościach.
De Mello pisał, ze chyba 90 % naszych myśli /przekonań, wierzeń/ pochodzi od innych, głównie od rodziców.