Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 189677 razy)

Inga

  • Gość
[#]   « 2014-02-22, 07:35:28 »
Tu chodzi o coś innego, o tych wewnętrznych rodziców których każdy z nas sobie wyhodował w sobie poprzez cały proces rozwojowy, całe dzieciństwo.

Rodzice zewnętrzni są materializacją tych wewnętrznych i oni nam pokazują tego wewnętrznego, tego którego my sami nie chcemy zobaczyć bo nam on nie pasuje. Gdy odetniemy od siebie tych zewnętrznych to nie mamy szansy na zobaczenie w sobie tych wewnętrznych, bo nic nas do tego nie zmusza a zobaczenie ich i skonfrontowanie się z nimi jest nieprzyjemne, więc od tego nieświadomie uciekamy.

A tamtego posta pisałeś w kurwie bo wewnętrznie czujesz że coś jest nie tak, że ta obecna sytuacja nie jest do końca taka czysta i zgodna z twoim prawdziwym dobrem.
Takie męczenie się z niechcianymi rodzicami wydobywa na powierzchnię to czego nie chcemy w sobie zobaczyć. A sytuacja gdy się z nimi nie mieszka jest do tego najlepsza

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-02-21, 22:14:24 »
powiem wam, że bardzo lubię moich rodziców.
Ale rzeczywiście partner jest ważniejszy.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-02-21, 22:12:10 »
Chciałbym dodać że nadawanie tak wielkiej wagi rodzicom jest uwarunkowane społecznie i kulturowo, a nie pochodzi to z poziomu boskości. Bywały i zapewne są w różnych miejscach świata takie kultury, gdzie ten stosunek do rodziny jest zupełnie inny i gdybyśmy żyli w takim miejscu to nie byłoby żadnego problemu. No ja rozumiem, że to są wartości, którymi przesiąkamy nie tylko od urodzenia, ale wręcz od wielu, wielu wcieleń, no ale to chyba w rozwoju chodzi o to, żeby wychodzić ponad takie ograniczenia?

Wystarczy na sytuacje spojrzeć z dystansem, bez emocji. Moi rodzice to ludzie w których życie się wpakowałem wykorzystując ich podatność na to - byłem wpadką i widać było całe życie że oni nie chcieli ani nie potrafili być rodzicami, mimo innych deklaracji. Pewnie nawet nie chcieli nimi być razem ze sobą, ale wyszło jak wyszło. Wszyscy mieliśmy niefajne intencje i pewną przeszłość karmiczną, która prowokowała do dosrywania sobie nawzajem. I teraz ja sobie intencje pooczyszczałem (nieważne czy do końca czy nie) i najzwyczajniej w świecie nie jestem zainteresowany podtrzymywaniem tej relacji, bo mnie nigdy z nimi nie łączyło nic więcej niż wspólna, obciążająca karma. I po tylu latach było widać, że wszyscy w naszym domu byli zmęczeni sobą nawzajem i nie widzieli po co się trzymają razem - oni sobie wmawiali różne wartości rodzinne i poczucie obowiązku i tylko to kierowało nimi przy robieniu różnych rzeczy - narzucone społecznie wartości, a nie prawdziwe uczucia. I skoro mi przeszła ochota na podtrzymywanie tej szopki (nasza rodzina nigdy nie była niczym więcej niż udawaną szopką) to po kiego grzyba miałbym z nimi trzymać? Żeby się bawić dalej w udawanie że jesteśmy rodziną, skoro nigdy nią nie byliśmy?

Wielu osobom się to w głowie nie mieści, bo większość ludzi z którymi o tym rozmawiałem to coś tam rodzinnego w domu miała - jakieś wspólne więzi, trochę ciepła, wsparcie czy coś tam innego - nawet jak było niezbyt ciekawie, to jakieś rodzinne uczucia gdzieś się pojawiały. A u mnie to funkcjonowało jak w jakiejś chorej firmie - ojciec jako szef tyran, matka jako znudzona i zmęczona gosposia i dzieci jako pracownicy najniższego szczebla do czarnej roboty i pomiatania. Noż kurde, w firmie w której obecnie pracuje ludzie sobie okazują większe więzi i ciepło niż u mnie członkowie rodziny między sobą okazywali.

Ja niczego nie zwalam na tych ludzi, jestem świadomy swojego wkładu w cały ten układ. Po prostu już nie chce w tym uczestniczyć, to że z niego zrezygnowałem nie znaczy, że puściłem focha czy że nienawidzę rodziców. Bo nie czuję już do nich nienawiści. Jasne że są jeszcze jakieś emocje gdzieś głębiej, ale ja nie potrafię już się denerwować myśląc o nich czy wkurzać się na to, jacy byli. Wiadomo, gdzieś tam coś może chętnie bym udowodnił czy coś takiego, ale większych emocji już nie ma. Nie mam absolutnie żadnego żalu do tego, że są jacy są. Sam sobie wybrałem takich rodziców, sam też zrezygnowałem. Nie będę przecież czekał aż umrą bądź ja umrę, bo co to ma zmienić?

Cytuj
Ja też uważam że odcinając rodziców, odcina się niewygodne części siebie.
Ja bym się z tym nie zgodził. Oczywiście może tak być, ale nie musi. Rodzice nie stanowią części mnie, uwarunkowali w jakiś sposób to, jaki jestem, ale nie są mną w żadnym razie. Nawet kiedy denerwuje się mój ojciec, to nie jest jego cząstka we mnie. To jestem ja, kopiujący jego wzorce, ale wciąż ja. Właśnie to do mnie dotarło i poczułem sporą ulgę, bo przyznam że te kwestie mnie trochę męczyły :)

No tak, przecież dziecko przejmując od rodziców wszelkie wzorce, nie przejmuje absolutnie wszystkiego jak leci, ale to na co jest podatne. W końcu nie jesteśmy klonami naszych rodziców, nawet jeśli przejawiamy dużo ich wzorców. I to są mimo wszystko nasze wzorce, a nie ich, nawet jeśli mamy je dzięki nim.

Dziękuje za wymianę opinii, przydała mi się :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2014-02-21, 21:35:36 »


Siedzisz w tym rozwoju długo i nie widzisz, że na zewnątrz jest lustro naszych relacji z różnymi częściami siebie? Że rodzice symbolizują Ci coś w Tobie?


Martinus
 Nie każdy wszystko potrafi zrobić. Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć, dorosnąć i wtedy żadne tłumaczenie nic nie da, bo to kwestia odpowiedniego poziomu.
Ja też uważam że odcinając rodziców, odcina się niewygodne części siebie.

Davvidia

  • Wiadomości: 499
  • Płeć: Kobieta
    • http://www.podlasem.manifo.com
  • Regresja EFT Trener, NLP Coach zaśw. MEN
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-02-21, 19:41:52 »
O fajna dyskusja ale niestety na dużej nieświadomości :) bo swiadomośc lustra to trzeba najpierw mieć, a ona jest na bardzo subtelnych poziomach, więc jak ktoś tego nie widzi, to po prostu jeszcze nie widzi i tyle. I wtedy można obwiniać na zewnątrz, uciekać, walczyć itd aż do nabycia tej świadomości.
O ile sie nie myle to Leszek bada parametr swiadomosci lustra wahadłem. Można sprawdzić jak sie to widzi i czy sie widzi. Zawsze kolejne wyzwanie do pracy nad sobą.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-02-21, 19:08:34 »
Felicite :)

btw podpisuje się pod tym, co napisali Witek, Felicite i Mariusz :)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-02-21, 18:55:53 »
Martinus
Piszę, bo lubię się dzielić swoimi doświadczeniami, bo pomaga mi to sobie poukładać pewne rzeczy, a także po to by burzyć mit "rodzica - świętej krowy". Bo zapewne jest więcej takich osób, która trzyma się toksycznych ludzi, ulegając wszechobecnej presji traktowania rodziny jak czegoś na super specjalnych warunkach.

Ja w ogóle nie rozumiem o co Ci chodzi. Sugerujesz że mam się trzymać jakichś ludzi, tylko dlatego że są jakimś super hiper niesamowitym lustrem? Mam znosić ludzi, którzy jedynie chcą mnie obrzucać błotem i podtrzymywać relację w której nie mamy ze sobą NIC wspólnego? W imię czego? W imię jakiegoś lustra? Myślisz że bez nich nie jestem w stanie zauważać swoich problemów? Myślisz że odcinając się od nich, odciąłem się też od emocji i obciążeń z dzieciństwa?

Tak się składa, że jestem w związku, w którym partnerka jest dla mnie 100 razy lepszym lustrem niż rodzice. Zobaczyłem i uświadomiłem sobie rzeczy, których rodzice w życiu nie byli mi w stanie pokazać. Już Twoje pierwsze zdanie jest bzdurą z jednego powodu - właśnie w tym związku było wiele rzeczy, które mnie wkurwiało, frustrowało i powodowało inne nieprzyjemne rzeczy. Stanąłem przed swoimi problemami tak mocno i intensywnie jak jeszcze nigdy. I wiesz co? Od niczego nie zamierzałem się odcinać, uciekać czy zwalać winę na drugą stronę. A to dlatego, że ona przynajmniej mnie kocha, wspiera, jest po mojej stronie. Rodzice byli głównie zainteresowani swoimi chorymi potrzebami. Po kiego mi lustro, które chce tylko mnie kopać i nic więcej?

Nie rób więc proszę ze mnie zwykłego dzieciaka buntownika. Nie wiem jak bardzo musiałbym się nie szanować, żeby tkwić w tej przeklętej relacji, bo lustro. Nie jestem pieprzonym masochistą. Nie widzę też powodu dla którego moja zmiana intencji miała sprawić, że mój ojciec przestałby być dupkiem w stosunku do mnie. Bo jak dla mnie teraz moi rodzice jako lustro pokazują mi to, że zmieniłem swoje intencje na lepsze - bo po prostu ich nie ma już w moim życiu. I całe szczęście że mam swój rozum i nie ulegam takim duchowym mądrością, za to sobie jestem wdzięczny.

I tak, pisałem tego posta na pełnym wkurwie (ojej, to takie nieduchowe się wkurwiać - tata lustro by mi to pokazał i by mnie uzdrowił swoją lustrowością), a to dlatego że strasznie mnie denerwuje społeczne narzucanie pieprzonych wartości rodzinnych. Jakbyś miał takich starych jak ja, to byś zrozumiał dlaczego.

Mam nadzieje, że nie uraziłem, bo nie miałem takiego zamiaru.

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-02-21, 18:50:23 »
uważam, że zerwanie relacji z jakimikolwiek osobami, które sa toksyczne jest jak najbardziej sensowne. I to, że są to rodzice nie ma znaczenia jak pisze Witek. Odcięcie im możliwości włażenia w nasze życie, sprawy, ranienia nas po sercu - a w bezpośredniej relacji to działa o wiele silniej niż na odległość - to dobry początek uzdrawiania.

To raczej utrzymywanie kontaktu licząc że jak my się zmienimy(sami siebie pokochamy) to oni nas wreszcie zaakceptują jest karmą(podszytą poczuciem winy zapewne). Po pierwsze to pokochanie siebie może  potrwać. Dwa - jak ktoś ma złą wolę to pokochanie siebie w relacji z nim i tak oznacza szybką wyprowadzkę

Felicite

  • Gość
[#]   « 2014-02-21, 18:39:15 »
Clint,
a ja Ci powiem tak: zajebistą rzecz zrobiłeś odmawiając krzywdzenia siebie przez niereformowalne (bądź też reformowalne, ale przecież nie Ty od tego jesteś) osoby. I nie ma znaczenia to, że chodzi akurat o Twoich rodziców. Brawo :)
I powiem jeszcze, że masz prawo do wsparcia i utwierdzenia Cię w tym, że zrobiłeś dobrze (bo w końcu złamałeś społeczne tabu, więc to normalne, że możesz nie czuć się do końca pewnie i komfortowo z tym, co zrobiłeś, nawet tylko podświadomie). Zresztą ja wychodzę z założenia, że co byś nie zrobił, to zrobisz dobrze, jeśli tylko decyzja o postąpieniu tak, a nie inaczej jest Twoja i tylko Twoja. To bardzo wzmacnia pewność siebie i szacunek do siebie. I najwięcej uczy :)

Martinus,
tak używając Twojego słownictwa, to Clint musi Cię bardzo "wkurwiać", skoro tak na niego reagujesz ;)
Nie wchodzę zbyt często na forum, ale rzuciło mi się to (czyli Twoja reakcja w postaci chęci nauczenia tego niegrzecznego dziaciaka Clinta jak powinien postępować) w oczy nie pierwszy raz.

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2014-02-21, 18:30:33 »
Jedna sprawa - rodzice nie są wyjątkowymi osobami. Z rodzicami nie ma się nic wspólnego duchowo (chyba że się wybierze bliskich - i tylko taki jest związek z tym) tylko karmicznie. Ja znałem swoich obecnych rodziców na długo zanim byli moimi rodzicami. To że wybrałem ich na to wcielenie, wynika z powiązań karmicznych i wspólnych interesów, które chcieliśmy zrealizować (w większości, a może i w całości? nierealistycznych). Relacja z rodzicami nie jest wyjątkowa, chyba że przypiszemy jej takie znaczenie i tylko z tego względu staje się wyjątkowa. Ja osobiście nie mam potrzeby zrywania kontaktu (pozwalam by rozchodził się po kościach), nie wnikam w intencje Clinta i to czy to dla niego słuszne. W każdym razie, o ile warto uzdrawiać relacje z rodzicami (czasem i bez ich udziału), stawiać w nich jasne granice to nie ma co przypisywać relacjom z rodzicami cech, których one nie mają. Twoje relacje z rodzicami mogą być właściwe dla Ciebie, tak jak moje właściwe dla mnie. Każdy realizuje to czego chce, w zgodzie ze swoimi intencjami i dopasowuje do tego odpowiednie warunki rodzinne (lub ich brak). Ja wiem na tą chwilę, że to w co ja wszedłem to wielkie nieporozumienie, tak dla mnie jak i dla rodziców, ale nie uzależniam się też od tego, wiedząc że nadal mogę kreować to czego chcę, choć może w innych okolicznościach czy innymi środkami.

Martinus

  • Wiadomości: 313
  • Płeć: Mężczyzna
    • Terapia Duszy
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-02-21, 18:09:57 »
Clint, to może najlepiej ZAMUROWAĆ SIĘ, żeby mieć spokój z wszystkim, co wkurwia i z potencjalnym czymś, co się może przypadkiem pojawić w życiu, co może wkurwiać?

Nie rozumiem Twojego podejścia. Wiadomo, masz prawo robić, co chcesz, nawet zainstalować fortepian na suficie. Wolna wola. Ale tej Twojej walki z rodzicami, zwalania na nich winę itd., nie kapuję w ogóle.

Siedzisz w tym rozwoju długo i nie widzisz, że na zewnątrz jest lustro naszych relacji z różnymi częściami siebie? Że rodzice symbolizują Ci coś w Tobie?

Rodziców nigdy nie zmienisz. Możesz zmienić żonę. Rodziców, rodzeństwa, swoich dzieci nigdy nie zmienisz. Przez całe życie będą rodzicami, rodzeństwem, swoimi dziećmi. I dlatego to zazwyczaj, jeżeli nie zawsze są NAJLEPSZE lustra, czyli innymi słowy najlepsi nasi nauczyciele w uzdrawianiu, w otwieraniu się na siebie prawdziwych.

Rodzice to nasze drzwi, przez które wchodzimy na ten świat. Już to oznacza, że są oni ważni w rozwoju, w uzdrawianiu itd.

Te drzwi mówią o naszej energii, jaka w nas jest. Z jaką wchodzimy na ten świat. Prawdopodobnie o naszych najważniejszych rzeczach do przerobienia.

Sam buntowałem się na swoich rodziców. Prawdopodobnie jednym z powodów, że wyjechałem do USA byli rodzice. Ale teraz po prostu ich lubię. Zacząłem widzieć, czegoś, czego wcześniej nie widziałem. Nie widziałem ich już 7 lat (niestety na razie nie jestem w stanie odwiedzić Polski), i zaczynam cholernie za nimi tęsknić. I śmieję się czasami z czasów, gdy był we mnie totalny wkurw na nich.

Zamiast wkurwiać się na rodziców, odrzucać, niszczyć, ja na Twoim miejscu sprawdziłbym, co oni reprezentują w Tobie i co w sobie chcesz zniszczyć, usunąć itd.

Widać, że cały czas masz reakcję emocjonalną związaną z nimi. Bo inaczej, po co byś pisał to, co poniżej? Według mnie po prostu okłamujesz sam siebie.

Piszesz tak, przynajmniej tak czuję, jakbyś oczekiwał, że inni Ciebie pochwalą za to, co zrobiłeś: "Tak Clint zajebistą rzecz zrobiłeś, odcinając rodziców od swojego życia".

Rodzice są różni, wiadomo. Ja na szczęście mam dobrych. Choć różnie było ze mną. Wiem, że u niektórych jest piekło w domu. Ale zawsze jest to projekcja czegoś w środku. Relacji względem różnych części siebie w sobie.

Wiele osób mnie wkurwiało i wkurwia. Ale zauważyłem już od długiego czasu prostą rzecz. Za każdym razem, problem był we mnie. Coś odrzucałem w sobie, czegoś nie chciałem w sobie. I gdy to mijało, wkurw też mijał i o dziwo Ci ludzie się też zmieniali. Albo znikali z mojego życia, albo przestawali mnie traktować tak, jak traktowali.

Więc, wiadomo Twoje życie, twoje decyzje, wybierasz swoje doświadczenia bla bla bla itd., ale ja na Twoim miejscu poszedłbym za swoją reakcją na swoich rodziców i poszukał w sobie.

To takie proste cholera, ale wiem, że czasami pewne rzeczy trudno zauważyć, nawet jak się je ma przed czubkiem nosa.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-02-21, 14:06:46 »
Minęły ponad 3 miesiące od ostatniego kontaktu z rodzicami i jakieś 2 od kiedy dowiedzieli się o tym.

Muszę przyznać, że wszystko się potoczyło lepiej niż się spodziewałem. Dość szybko rodzice sobie odpuścili dzwonienie, a z tego co się dowiedziałem od siostry - wygląda jakby zapomnieli że w ogóle mieli jakiegoś syna, co mi całkowicie odpowiada. Szybko zapomnieli również o obietnicach poprawy, staraniu się ,wspólnym spędzaniu czasu i innych takich rzeczach, które obiecali siostrze, czyli wszystko wróciło do normy. Nawet utrata jednego dziecka nie dała im nic do myślenia i się pewnie mocno zdziwią, kiedy stracą drugie i zostaną sami. To już ich sprawa, a dla mnie kolejny dowód na to, że w tej relacji nie było czego ratować.

Przez większość czasu w ogóle nie myślę o rodzicach, często jest tak, jakby nigdy nawet nie istnieli. Szybko przyzwyczaiłem się do życia, w którym w ogóle ich nie ma i jest mi z tym naprawdę dobrze. W końcu czuję się wolny, niezależny i samodzielny. Lubię ten stan, to uczucie że mogę sobie radzić nawet wtedy, kiedy muszę to robić sam.

Zdarza się tylko, że pojawiają się czasem w snach, ale tylko kilka z nich miało podłoże emocjonalne, w tym jeden był konkretny dość, bo przywołał uczucie paniki z dzieciństwa i sprawił, że zacząłem się dusić w tym śnie, co mnie przebudziło. Pierwszy raz coś takiego mi się zdarzyło. No, ale to dla mnie dobry znak, bo to pokazuje że nie uciekłem całkowicie od tematu, nie odciąłem się od nieuzdrowionych do końca tematów, lecz przerabiam je dalej, już bez fizycznej obecności rodziców, która i tak była tylko zbędną nieprzyjemnością. No i normalnie, po za snami też mi czasem coś wywali i coś tam sobie uzdrowię, tak jak było wcześniej przed urwaniem kontaktu - z tą różnicą że oszczędziłem sobie wielu nieprzyjemnych sytuacji.

W międzyczasie dość konkretnie zanikało zainteresowanie tym, co tam się dzieje u nich i co sądzą o tym wszystkim. Na początku to wiadomo, było sporo zamieszania i emocji, więc nieco łapczywie wyciągałem od siostry co się dzieje. Ciężko było nie być ciekawym. Teraz już wszystko opadło i nie czuję żeby było mi do czegokolwiek potrzebne wiedzieć, co się u nich dzieje, pozostały jakieś tam tlące się resztki ciekawości.

Decyzji swojej nie żałowałem nawet przez najmniejszy moment przez całe te 3 miesiące i nie sądzę żebym kiedykolwiek miał żałować.

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2014-01-20, 02:53:55 »
Pytanie blu4 co do objwów paniki, przeniosłem tu:
http://designersites.pl/cudaducha/index.php?topic=890.0

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-12-20, 12:27:13 »
No ja dostałem od ukochanej bardzo dużo wsparcia, jak zresztą we wszystkim :)

Miałem taką osobę, która mi robiła za dwójkę rodziców w pracy i to była jakaś masakra, ale ostatnio dzięki tym wszystkim zmianom to się bardzo zmieniło - teraz mam spokój ze strony tej osoby, a pozostałości denerwujących mnie wcześniej zachowań całkowicie po mnie spływają i nie robią na mnie żadnego wrażenia. Dla mnie to znak, że coś się naprawdę uzdrowiło.

Jeśli chodzi o intencje to jest to dosyć złożona kwestia, odkrywałem to po kawałku przez ostatnie 5 lat - to były zarówno kwestie karmicznych relacji z konkretnie tymi osobami, jak i wiele destrukcyjnych wzorców, które miały świetne warunki do realizowania się w tej właśnie rodzinie. A że to wszystko sobie odpadało przez ostatnie lata, to teraz już nie mam nic wspólnego z nimi :P

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-12-20, 12:07:24 »
na pewno jeśli partner nie krytykuje naszych pomysłów (jak rodzice), a jeszcze nas chwali to w praktyce działa to ogromnie wspierająco. Ale myślę, że i mieszkając samemu ten efekt tez by był w dużej mierze osiągnięty. Ważne żeby nie przyciągac sobie osób, które będą z nas niezadowolone (i zastapią w ten sposób rodziców).

A doszedłeś jakie miałeś intencje decydując się na ich wybór jako rodziców?