Clint, to może najlepiej ZAMUROWAĆ SIĘ, żeby mieć spokój z wszystkim, co wkurwia i z potencjalnym czymś, co się może przypadkiem pojawić w życiu, co może wkurwiać?
Nie rozumiem Twojego podejścia. Wiadomo, masz prawo robić, co chcesz, nawet zainstalować fortepian na suficie. Wolna wola. Ale tej Twojej walki z rodzicami, zwalania na nich winę itd., nie kapuję w ogóle.
Siedzisz w tym rozwoju długo i nie widzisz, że na zewnątrz jest lustro naszych relacji z różnymi częściami siebie? Że rodzice symbolizują Ci coś w Tobie?
Rodziców nigdy nie zmienisz. Możesz zmienić żonę. Rodziców, rodzeństwa, swoich dzieci nigdy nie zmienisz. Przez całe życie będą rodzicami, rodzeństwem, swoimi dziećmi. I dlatego to zazwyczaj, jeżeli nie zawsze są NAJLEPSZE lustra, czyli innymi słowy najlepsi nasi nauczyciele w uzdrawianiu, w otwieraniu się na siebie prawdziwych.
Rodzice to nasze drzwi, przez które wchodzimy na ten świat. Już to oznacza, że są oni ważni w rozwoju, w uzdrawianiu itd.
Te drzwi mówią o naszej energii, jaka w nas jest. Z jaką wchodzimy na ten świat. Prawdopodobnie o naszych najważniejszych rzeczach do przerobienia.
Sam buntowałem się na swoich rodziców. Prawdopodobnie jednym z powodów, że wyjechałem do USA byli rodzice. Ale teraz po prostu ich lubię. Zacząłem widzieć, czegoś, czego wcześniej nie widziałem. Nie widziałem ich już 7 lat (niestety na razie nie jestem w stanie odwiedzić Polski), i zaczynam cholernie za nimi tęsknić. I śmieję się czasami z czasów, gdy był we mnie totalny wkurw na nich.
Zamiast wkurwiać się na rodziców, odrzucać, niszczyć, ja na Twoim miejscu sprawdziłbym, co oni reprezentują w Tobie i co w sobie chcesz zniszczyć, usunąć itd.
Widać, że cały czas masz reakcję emocjonalną związaną z nimi. Bo inaczej, po co byś pisał to, co poniżej? Według mnie po prostu okłamujesz sam siebie.
Piszesz tak, przynajmniej tak czuję, jakbyś oczekiwał, że inni Ciebie pochwalą za to, co zrobiłeś: "Tak Clint zajebistą rzecz zrobiłeś, odcinając rodziców od swojego życia".
Rodzice są różni, wiadomo. Ja na szczęście mam dobrych. Choć różnie było ze mną. Wiem, że u niektórych jest piekło w domu. Ale zawsze jest to projekcja czegoś w środku. Relacji względem różnych części siebie w sobie.
Wiele osób mnie wkurwiało i wkurwia. Ale zauważyłem już od długiego czasu prostą rzecz. Za każdym razem, problem był we mnie. Coś odrzucałem w sobie, czegoś nie chciałem w sobie. I gdy to mijało, wkurw też mijał i o dziwo Ci ludzie się też zmieniali. Albo znikali z mojego życia, albo przestawali mnie traktować tak, jak traktowali.
Więc, wiadomo Twoje życie, twoje decyzje, wybierasz swoje doświadczenia bla bla bla itd., ale ja na Twoim miejscu poszedłbym za swoją reakcją na swoich rodziców i poszukał w sobie.
To takie proste cholera, ale wiem, że czasami pewne rzeczy trudno zauważyć, nawet jak się je ma przed czubkiem nosa.