Zakładam ten wątek, żeby można było dzielić się swoimi doświadczeniami i sposobami pracy z wewnętrznym dzieckiem

Terapia wewnętrznego dziecka, odzyskiwanie w. dziecka, nawiązywanie z nim kontaktu, uzdrawianie go to proces dający tak wiele dobrego, że czasem aż się wierzyć nie chce, że tak proste działania mogą przynieść tak spektakularne efekty. Napiszę tutaj, jak to wyglądało u mnie.
Jakiś czas temu poczułam się gotowa do przerobienia tego zagadnienia, a że akurat wpadła mi w ręce książka J. Bradshawa „Powrót do swego wewnętrznego domu”, więc zaczęłam od niej. No i jakoś przeszło to bez większego echa. Tzn. nie zauważyłam radykalnych zmian. Porzuciłam więc temat.
Tak się złożyło, że we wrześniu tego roku przypadkowo wpadłam na książkę Alice Miller „Dramat udanego dziecka”. I od niej zaczął się mój wielki powrót do dzieciństwa

Już wiem, jaki wcześniej popełniłam błąd. Książka Bradshawa jest świetna na dalszym etapie terapii, ale zbyt mało w niej wiedzy na temat tego, w jaki sposób zranione zostają uczucia dziecka. A na początku terapii trzeba wrócić do pierwotnego bólu. Tego się nie da przeskoczyć, a jeśli zrobi się to po łebkach, to się to potem zemści.
Na tym właśnie skupia się w swoich książkach A. Miller. To dzięki tym książkom dotarłam do ran, których nawet nie byłam świadoma. Dzięki nim dowiedziałam się, w jaki sposób nie powinno wychowywać się dzieci, a nawet, że w ogóle nie powinno się ich wychowywać, ale jedynie czuwać nad ich rozwojem i pozwalać uzewnętrzniać cały swój wewnętrzny potencjał, z którym przyszły na ten świat. Ale wychowywanie dzieci jest powszechne, jest bazą, na której oparte jest funkcjonowanie społeczeństwa i właśnie dlatego niedostrzegalny jest jego niszczący wpływ na psychikę ludzi. Powszechnie sadzi się nawet, że jest odwrotnie; że wychowywanie dzieci jest niezbędne, bo bez niego wyrosłyby na prawdziwe potwory.
Weźmy takie „nic nieznaczące” klapsy dawane dzieciom, gdy są „niegrzeczne”. Czy można sobie wyobrazić, że dorosły człowiek bije drugiego dorosłego wtedy, gdy ten drugi zrobi coś nie po jego myśli i nikogo to nie oburza? Nie. Bo takie zachowanie budzi sprzeciw. A bicie dziecka? Zazwyczaj postrzega się je w zupełnie innym świetle. A dziecko jest w gorszej sytuacji niż dorosły: jest bezbronne, nieprzygotowane do tego, żeby poradzić sobie z takim zachowaniem, a osoba która je uderza (prawdziwy olbrzym – z pozycji małego człowieka) jest zazwyczaj osobą najbliższą, od której zdrada (bo tak postrzega to wrażliwe dziecko) boli podwójnie.
Tak więc najpierw trzeba mieć wiedzę o tym, jak powinno wyglądać „wychowanie”, a jak nie. Na tej podstawie można wywnioskować, co było nie tak we własnym dzieciństwie po to , żeby można było wyciągnąć na wierzch wszystkie zablokowane emocje z tym związane po to z kolei, żeby się od nich uwolnić.
W dowiedzeniu się, co mi się przytrafiło i w odczuciu tłumionych wcześniej emocji bardzo pomogły mi książki. Czytając je zagłębiałam się w opisach, jeśli coś poczułam (np. opór, albo gdy coś mnie dotknęło) pozwalałam sobie podążać „po nitce do kłębka”, czyli do tego co było powodem tego odczucia. I tak zazwyczaj dochodziłam do zablokowanej emocji z dzieciństwa, czasem do konkretnego wspomnienia. Pozwalałam sobie na pełne tego przeżycie.
Książki A. Miller, które przeczytałam i polecam to:
„Dramat udanego dziecka” (pierwsza jej książka, niezbyt „zgrabna”, choć najczęściej chyba cytowana),
„Bunt ciała”,
„Mury milczenia. Cena wyparcia urazów dzieciństwa” (najtrudniejsza, ale najbardziej ją cenię),
„Gdy runą mury milczenia. Prawda faktów”,
„Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii”,
”Ścieżki życia: historie, w których każdy odnaleźć może własne losy”.
Tyle udało mi się wypożyczyć w mojej bibliotece

Po tych książkach sięgnęłam po „Toksycznych rodziców” Susan Forward. Ona też mi odblokowała pewne rzeczy. Poza tym robiłam też opisane tam ćwiczenia. Przygotowałam się nawet na konfrontację z rodzicami, czyli na powiedzenie im o swoich zranionych uczuciach (podczas konfrontacji omawia się 4 punkty: 1. To mi zrobiłeś, 2. Tak się wtedy czułam, 3. Tak to wpłynęło na moje życie, 3. Tego chcę od Ciebie teraz). Zaczęłam pisać do nich list, pewne rzeczy powiedziałam już mamie (ojciec nie żyje). Bardzo dużo mi to dało. Bardzo zmieniły się też stosunki z moją mamą. Po raz kolejny prawdziwe okazało się hasło „prawda cię wyzwoli”
Ważną kwestią jest też dowiedzenie się, w jaki sposób dziecko powinno być traktowane przez opiekunów. Trzeba zrobić to po to, żeby uzupełnić wiedzę w zakresie co było nadużyciem ze strony wychowawców, ale także – a może przede wszystkim – w jaki sposób traktować własne wewnętrzne dziecko, a także innych ludzi (szczególnie dzieci, jeśli się je ma). Pomogły mi w tym książki: „Pewne siebie i szczęśliwe dziecko. 5 zasad budowania poczucia własnej wartości u dzieci” E. Anderson, G. Redman, C. Rogers oraz „Księga dzieci. Nie bój się być sobą” Osho.
W międzyczasie przeczytałam też książkę Pawła Karpowicza „Terapia wewnętrznego dziecka”, który na przykładach pokazuje błędy wychowawcze oraz właściwe zachowania rodziców. Druga część książki to opis sposobów terapeutycznych pozwalających odzyskać wewnętrzne dziecko.
Po tym wszystkim zabrałam się za odzyskiwanie wewnętrznego dziecka, czyli za pozytywne działania. Wskazówki co robić znalazłam w książce „Powrót do swego wewnętrznego domu” Bradshawa. Okres dzieciństwa podzielony jest tam na kilka etapów. Na każdym z nich wymaga się nieco innego działania. Np. etap pierwszy - niemowlęctwo, a właściwie powitanie wewnętrznego dziecka na świecie, potraktowałam bardzo dosłownie. Fajnie się złożyło, że w czasie pracy nad tym okresem wypadły moje urodziny. Zrobiłam sobie piękną laurkę, a właściwie plakat. W środku nakleiłam zdjęcie, wokół wypisałam afirmacje dla niemowlęcia, pokolorowałam ją. Wisi teraz w centralnym miejscu w pokoju. Zamierzam zrobić takie plakaty dla siebie we wszystkich fazach rozwoju

A to link do fotki plakatu, jaki zrobiłam dla małej Hani:
http://img163.imageshack.us/img163/2152/dscn0109gs.jpgWcześniej dostałam też album „Księga Maleństwa” dla dziecka, które właśnie przyszło na świat. Uzupełniam sobie go, wklejam zdjęcia, wpisuję tam różne rzeczy, wklejam swoje listy od siebie dorosłej do dziecka i vice versa. Wypożyczyłam sobie książeczkę „Witaj maleństwo” z wierszykami dla niemowlaczka i wykorzystuję je do tych rzeczy.
Oprócz tego odsłuchuję nagranych afirmacji dla dziecka na różnych etapach rozwoju, robię medytacyjne spotkania z dzieckiem, pisuję sobie z nim (ja prawą ręką, a dziecko odpowiada lewą). W każdej chwili staram się zwracać uwagę na jego potrzeby, uczę się być coraz bardziej uważną i słuchać tego co mówi.
Jestem dopiero po przerobieniu niemowlęctwa (choć po trochu oczywiście pracowałam też już z sobą z innych etapów rozwoju), a efekty po prostu mnie powaliły na kolana

Aha i jeszcze jedno. A. Miller bardzo podkreśla rolę „akceptującego świadka” w terapii, czyli takiej osoby, która uznaje ból skrzywdzonego dziecka, jego prawo do odczuć, która po prostu go wspiera, jest wobec niego prawdziwa. Zawsze stoi po stronie dziecka, a nie rodziców. Ponieważ wiele osób w dzieciństwie nie miało takiej osoby blisko, tak ważne jest żeby teraz ją znaleźć, żeby pozwolić sobie na bycie sobą (całkowicie) przy tej osobie. Wtedy proces uzdrawiania nabiera właściwego tempa. Jednak znalezienie takiej osoby nie jest łatwe, bo musi to być ktoś, kto sam uporał się z bólem pierwotnym (z problemami z dzieciństwa). Może to być terapeuta, ale także ktoś z rodziny lub przyjaciel.
U Bradshawa taką rolę zdaje się spełniać po części partner, z którym się pracuje lub grupa. Dlatego dobrze jest, gdy pracuje się nad tematem razem z kimś. Ja miałam wsparcie męża, choć też nie zawsze. Nie pracujemy w tym samym tempie i w pewnych momentach jego skrzywdzone wewnętrzne dziecko było np. zazdrosne i sabotowało moją pracę. Choć generalnie muszę stwierdzić, że gdyby nie jego akceptująca postawa, to byłabym jeszcze głęboko w lesie

Pełna terapia przydaje się przede wszystkim w przypadku wzorców DDA/DDTR, osób z nerwicą, nałogami, z większymi problemami życiowymi, a także z wzorcami UA. Oczywiście praca z wewnętrznym dzieckiem jest dobrodziejstwem zawsze, nie tylko w ww. przypadkach, ale jeśli się ma poważniejsze problemy, dobrze jest „kompleksowo oczyścić teren”. W innych sytuacjach (kiedy dzieciństwo było w miarę ok., albo ma się już to uzdrowione) można – jak sądzę – skupić się tylko na pozytywnym kształtowaniu relacji z wewnętrznym dzieckiem.