O, znajome

Mi swego czasu na dobre wyszlo olewanie kazdego telefonu od rodzinki, i olewanie tego co mowili, do momentu, az odebranie telefonu przeze mnie bylo wydarzeniem.
Wtedy musieli sie zastanawiac, co chca powiedziec, i wzniesc sie na wyzyny intelektualne, i emocjonalne, by nie uzyc jakiejs obelgi, bo bym sie rozlaczyl.
Zdarzalo mi sie doswiadczac wielokrotnie nabierania sie na postawe "zmienimy sie", szczegolnie u ojca, ktory nie nauczony okazywania uczuc, rozmowy, zachowywal sie niemal jak zdenerwowana na swiat malpa z adhd, rzucal miesem, a potem sie dziwil, jaki to swiat zly, a nikt nie chce z nim przebywac.
Mijala lata, a jak nie bylo zmiany postawy, tak nadal nie ma. Duza ulge przynosi uswiadomienie trzezwe, kto jest kim. Odpuszczenie checi na pochwale, milosc, dobre slowo od ludzi, ktorzy nie sa w stanie tego dac, nawet za 4 wcielenia, odcina emocjonalnie od takiej osoby. O ilez przyjemniej otworzyc sie na milosc, i dostac ja od osoby, ktora posiadla te magiczna umiejetnosc czakry serca, umie wyrazic slowami zyczliwosc, usmiechem.

To naturalne, ze niektorzy sa glupi, niektorzy prymitywni, niektorzy lubia sie schlac, jak tez to, ze bywaja rodzice, ktorzy nie umieja kochac.
Warto obserwowac co sie zmienia w realnych czynach rodziny, czy pada slowo przepraszam, ktore czujemy. Czy jest autorefleksja. Czesto bywa, ze marzenie o wspanialej rodzince nie moze sie ziscic, wiec troche sobie kolorujemy tych naszych niedorobkow, fantazjujemy, .. az tu nagle "lup, lup w nasz glupi dziob"

Jak to? To oni tacy nadal glupi?

Obserwujmy te malpki, czy sie ucza.
(Taak, ida swieta, az mi sie niezbyt milo robi, a z drugiej strony, wcale nie musze tam byc...

)
Duza krzywde robi sie ludziom, gdy wciska jak mantre, ze rodzice chca dla ciebie dobrze(dobra),
lub rodzice cie kochaja.
Czasem faktycznie rodzice chca dla kogos dobrze, tylko ze nie uwzglednia to poszanowania wolnej woli czlowieka, jego upodoban, jego zainteresowan.
Czasami bywa, przypadkiem, ze rodzic kocha dziecko, dajmy na to do 6-9 roku zycia, a potem zaczyna wylazic z niego jego wlasne wychowanie (lub niemal brak). Wtedy zaczyna sie kilkanascie lat manipulacji, szantazu, az uksztaltuje sie osobowosc, ktora dazy do marchewki, i unika kijka.
Dziala to nieswiadomie rzecz jasna. Dla kogos, kto widzi te mechanizmy, to jest to prymitywna tresura zwierzecia, a nie dialog, szacunek, przekazywanie informacji, wyjasnianie. Milosci tam niewiele. Moze ktos powiedziec, ze to wszystko wynika z milosci, troski. Troska w takiej sytuacji to tak naprawde lek przed utrata osoby, do ktorej jest sie przywiazanym, ktora daje warunkowa milosc, troche jak piesek, czy kotek.
Jest jednak pewna pozytywna rzecz, a moze kilka, bycia w glupiej rodzinie.
