Naprawdę twierdzisz, że to ja jestem nieszczera w swojej wypowiedzi? Oj masz coś do mnie nadal, bo tworzysz coś na mój temat po raz kolejny.
Naprawdę tak właśnie czuję.
I owszem, "mam" coś do Ciebie, podobnie jak i Ty "masz" do mnie.
Różnica między nami polega tylko na tym, że ja otwarcie się do tego przyznaję (przede wszystkim przed sobą). To bardzo ułatwia mi życie, bo to nie emocje kierują moim zachowaniem, ale to ja decyduję, co z nimi zrobić.
I w dalszym ciągu nie wiem co miałam zrobić z tym odczuciem że Sylwia czuję się lepsza.
Miałam w sobie zdusić to odczucie i sobie powiedzieć że to nieprawda ponieważ ona jest wielobarwna i wielowymiarowa?
Miałam sobie powiedzieć że to nieprawda i tak tylko mi się wydaje bo mam kompleks niższości wobec arystokracji?
W relacjach z ludźmi chciałabym się zachowywać zgodnie z tym co czuję a nie zgodnie z tym co powinnam robić.
Jeśli tego właśnie chcesz, to tak zrób. Moim zdaniem jest to jedyne skuteczne rozwiązanie. Skuteczne pod tym względem, że przynoszące efekt w postaci zbliżenia się do siebie prawdzwej

Nie musisz zaczynać od akceptacji zachowania Sylvii, bo to robiłabyś na siłę, a to mija się z celem. Warto znów posłuchać siebie (bo także Ty podkreślałaś tutaj na forum skuteczność takiego podejścia) i zacząć od akceptacji swoich uczuć wobec niej, albo inaczej mówiąc od akceptacji siebie z tymi odczuciami. Czyli całkowicie sobie na nie pozwolić.
Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że jeśli sobie na nie pozwolisz, jeśli je zaakceptujesz, to za tym pójdzie akceptacja zachowania Sylvii. Ale to w późniejszym czasie, więc teraz w ogóle nie ma co się na ten temat zastanawiać, a tym bardziej się do tego zmuszać. Zauważyłam, że bardzo często ludzie chcą przeskoczyć nieprzyjemny etap akceptacji swoich niemilych uczuć, od razu przechodząc do odczuwania pięknych energii (np. przebaczenia, akcepatacji innych) i tym sposobem tracą szansę (albo raczej ją oddalają w czasie) na zobaczenie, o co chodzi, jakie te uczucia niosą im informację.
Bo uczucia, emocje nie biorą się z nikąd, one mają swoje źródło. Dochodząc do niego, można się ich łatwo pozbyć i co nieco sobie uświadomić. A uświadomienie jest bardzo wyzwalające. A wtedy piękne energie wybaczenia i akceptacji przychodzą same. Jako skutek

Wiem, że to wiesz

Świadczą o tym Twoje słowa:
Metoda starania się postrzegania ludzi jako dobrych a obwiniania tylko siebie nie prowadzi do niczego dobrego. Trzeba się starać czuć to co rzeczywiście idzie od człowieka i jakie się ma do niego rzeczywiste uczucia.
Ale nie zaszkodzi napisać o tym samym innymi słowami, bo to ważna kwestia

Uczucia są, albo ich nie ma, nie da się ich zdusić, tak jak nie da się ich sztucznie wywołać. Można się jedynie do nich przyznać (i je poczuć) lub nie. Ale nie przyznanie się do nich nie sprawi, że znikną.
I jeszcze jedno.
Piszesz o kompleksie niższości wobec arystokracji. Oczwywiście, to też może być źródło poczucia tego, że ktoś się wywyższa. Ale wcale nie musi chodzić o to. A nawet - jak wynika z moich obserwacji - najczęściej nie o to chodzi. Więcej napiszę w wątku, w którym toczy się dyskusja na ten temat (tylko muszę jeszcze dokładnie poczytać posty, bo póki co rzuciłam tylko na nie okiem).