Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 189712 razy)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-07-24, 13:31:56 »
Inga,

mamy takie prawo. To odczucie podpowiada do jakich ludzi jest bliżej, a do jakich dalej. To co jest silnego do uzdrowienia, można uzdrowić, jednak nie ma przymusu, aby efektem było polubienie jakiejś osoby, czy kontaktowanie się z nią. Chodzi o zdrową neutralność i dobre samopoczucie.
I tu znów mam obiekcje bo
 to nielubienie wiąże się z tym że sie takiego człowieka źle ocenia, źle sie o nim mysli, może źle się mu życzy czy też źle się o nim mówi. Jest to cała seria złych niskich uczuć a przcież tego chcemy uniknąć, bo to jest coś złego i niskiego a my przecież chcemy iść do góry.
To nielubienie wcale nie jest czymś takim prostym i latwym bo jest to w przeciwieństwie do lubienia, uczuciem nieprzyjemnym.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-07-24, 13:30:01 »
Inga, a dlaczego uważasz, że każda relacja ma być udana i zakończyć sie wzajemnym polubieniem się?

Czasem relacje się kończą, lub rozpadają. To normalne. Jedni do nas pasują, inni nie. Nie ma przymusu bycia w dobrej relacji z każdym.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-24, 13:23:31 »
Inga,

jak Ty zaakceptujesz i pokochasz swoją złość ręczę Ci, że inni Ciebie też zaakceptują złoszczącą Cię, tak to działa.

Najpierw poczuj trochę złości i przyjmij ją, potem jeszcze więcej i więcej, a potem powiedz głęboko kocham się i akceptuję nawet, gdy czuję złość, nawet dużo złości, czy mogę/chcę się od niej uwolnić (jeśli tak), otwieram drzwi w ciele w miejscu gdzie czuję jej najwięcej i wypuszczam ją. I żeby było jasne uwalniamy najpierw cały nadmiar złości, który się w nas skumulował przez lata wypierania. Jak to oczyścimy to złość pojawiająca się w różnych codziennych sytuacjach np. gdy nas ktos obraża będzie juz znacznie mniejsza i wtedy łatwiej bedzie ja asertywnie wyrażać.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-07-24, 13:20:24 »

Chodzi o to, że uczucia jakie wywołują w nas ludzie mają swoje źródło wewnątrz nas.

Kiedy byłam zła na ludzi za to, że mnie olewają, nie szanują, nie liczą się ze mną, krytykują, zmuszają mnie do czegoś itp,itd., to zawsze na końcu się okazywało, że to ja sama siebie nie szanuję, olewam swoje potrzeby, marzenia, plany, nie liczę się ze sobą, zmuszam się do przestrzegania wzorców, które tak naprawdę sama w swojej głowie stworzyłam i jestem swoim największym krytykiem.
Do uzdrowienia mam to jak widzę siebie. A jak to uzdrawiam to i w relacjach z innymi mi łatwiej.



Tylko że jak ja coś takiego czytam to od razu mi się włącza poczucie winy i całą odpowiedzialność za nieudaną relację zwalam na siebie. Jestem skoncentrowana na tym że te przyczyny są we mnie więc inni są niewinni i w porządku, a tylko ja powinnam uzdrowić siebie a wtedy relacja się uzdrowi a my się zaczniemy przyjaźnić.
A przecież gdy relacja jest nieudana to mają w tym udział 2 osoby. A uzdrowienie relacji może prowadzić do jej zaniku a nie do polubienia siebie.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-07-24, 13:10:55 »
Tak sobie pomyślałam, że dorosłym/rodzicom niekiedy bardzo trudno przyjąć do wiadomości, że ich dziecko ma życie osobiste. Takie życie osobiste, do którego nie mają wstępu, które ma prawo pozostać intymne i tajemnicze. To się odnosi do wolności jaką rodzice zabierają dorastającym dzieciom/a często dorosłym dzieciom. Ciągłe wtrącanie się, zmuszanie, kontrolowanie. Rodzicom trudno zaakceptować, że ich dzieci mogą mieć coś swojego, odrębnego, robić coś czego nie da się już upilnować. Wtedy nie da się przecież uciec przed własnym poczuciem wstydu, zagrożenia - kiedy nie wiem co moje dziecko "wyprawia".

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-24, 13:08:56 »
Felicite masz wspaniałą zdolność opisywania jak działają dane procesy uzdrawiania :)

A ja --- początek i koniec, a kto by się środkiem przejmował ;)))

Hihi, Grażynka, bo na własnej skórze przkonałam się, jaki ten środek jest ważny :)) A wcześniej cierpiałam, chcąc go przeskoczyć (nie widząc go w ogóle).

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-07-24, 13:04:56 »
Felicite masz wspaniałą zdolność opisywania jak działają dane procesy uzdrawiania :)

A ja --- początek i koniec, a kto by się środkiem przejmował ;)))

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-07-24, 13:01:20 »
Inga, a co by się stało jakbyś pozwoliła sobie być "zła"?

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-24, 12:59:02 »
Chciałbym mieć prawo do nielubienia ludzi.
A ciągle czytam że trzeba wybaczać, akceptować, więc czuję że to nielubienie jest czyms bardzo złym. A ja nie chcę być kimś złym.

Inga, słowa "zaakceptuj swoje nielubienie" oznaczają, że masz do tego prawo :) Zaakceptuj, czyli pozwól sobie na to. Bo to jest w porządku.
Każdy nieoświecony lubi i nielubi czegoś lub kogoś. To normalne, nie da się inaczej. A jeśli ktoś mi wmawia, że on wszystkich lubi, to widzę, że gość nie jest szczery. Ze mną, albo co gorsza, ze mną i ze sobą ;) Takie coś śmierdzi na kilometr białym astralem.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-07-24, 12:58:42 »
Inga,

mamy takie prawo. To odczucie podpowiada do jakich ludzi jest bliżej, a do jakich dalej. To co jest silnego do uzdrowienia, można uzdrowić, jednak nie ma przymusu, aby efektem było polubienie jakiejś osoby, czy kontaktowanie się z nią. Chodzi o zdrową neutralność i dobre samopoczucie.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-24, 12:54:59 »
Chodzi o to, że uczucia jakie wywołują w nas ludzie mają swoje źródło wewnątrz nas.

Kiedy byłam zła na ludzi za to, że mnie olewają, nie szanują, nie liczą się ze mną, krytykują, zmuszają mnie do czegoś itp,itd., to zawsze na końcu się okazywało, że to ja sama siebie nie szanuję, olewam swoje potrzeby, marzenia, plany, nie liczę się ze sobą, zmuszam się do przestrzegania wzorców, które tak naprawdę sama w swojej głowie stworzyłam i jestem swoim największym krytykiem.

Grażynka, ale tego chyba nikt tutaj nie kwestionuje (że nasze uczucia mają źródło w nas).
Chodzi po prostu o to, że najpierw trzeba zauważyć efekt w postaci tego, że ktoś mnie nie szanuje. Zauważyć, że ktoś to robi, nazwać to, że nie szanuje, poczuć, że jest to nie takie, jakie chciałbym żeby było. Ustalić czego chcę i przekonać się o tym, że mogę to dostać (dać sobie do tego prawo). Po prostu zadziałać, stanąć w swojej obronie. I nieważne, jakie ktoś miał intencje, bo to jego sprawa. Ważne jest to, że mnie skrzywdził. A ja nazywam to po imieniu i domagam się, by mnie szanował. To świadczy właśnie o wzroście szacunku do siebie.
Taka postawa prowadzi do poczucia bezpieczeństwa (od wewnątrz). A gdy człowiek czuje się bezpiecznie, może zachowywać się zupełnie inaczej niż do tej pory. Nie musi już reagować na brak szacunku, bo wtedy szanuje swój czas i energię na tyle, że po prostu odejdzie od takich ludzi, którzy go nie szanują, a nie będzie chciał ich "naprawiać". Pozwoli im być takimi, jakimi są. Sobie tak samo, więc zrezygnuje z ich towarzystwa.
Tak to wygląda z mojego doświadczenia. Taki jest skutek. Ale najpierw trzeba nauczyć się stawać w swojej obronie (jeśli ktoś tego nie umie).

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-07-24, 12:53:21 »
Chciałbym mieć prawo do nielubienia ludzi.
A ciągle czytam że trzeba wybaczać, akceptować, więc czuję że to nielubienie jest czyms bardzo złym. A ja nie chcę być kimś złym.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-24, 12:44:02 »
Naprawdę twierdzisz, że to ja jestem nieszczera w swojej wypowiedzi? Oj masz coś do mnie nadal, bo tworzysz coś na mój temat po raz kolejny.

Naprawdę tak właśnie czuję.
I owszem, "mam" coś do Ciebie, podobnie jak i Ty "masz" do mnie.
Różnica między nami polega tylko na tym, że ja otwarcie się do tego przyznaję (przede wszystkim przed sobą). To bardzo ułatwia mi życie, bo to nie emocje kierują moim zachowaniem, ale to ja decyduję, co z nimi zrobić.

I w dalszym ciągu nie wiem co miałam zrobić z tym odczuciem że Sylwia czuję się lepsza.
Miałam  w sobie zdusić to odczucie i sobie powiedzieć że to nieprawda ponieważ ona jest wielobarwna  i wielowymiarowa?
Miałam sobie powiedzieć że to nieprawda i tak tylko mi się wydaje bo mam kompleks niższości wobec arystokracji?

W relacjach z ludźmi chciałabym się zachowywać zgodnie z tym co czuję a nie zgodnie z tym co powinnam robić.

Jeśli tego właśnie chcesz, to tak zrób. Moim zdaniem jest to jedyne skuteczne rozwiązanie. Skuteczne pod tym względem, że przynoszące efekt w postaci zbliżenia się do siebie prawdzwej :)
Nie musisz zaczynać od akceptacji zachowania Sylvii, bo to robiłabyś na siłę, a to mija się z celem. Warto znów posłuchać siebie (bo także Ty podkreślałaś tutaj na forum skuteczność takiego podejścia) i zacząć od akceptacji swoich uczuć wobec niej, albo inaczej mówiąc od akceptacji siebie z tymi odczuciami. Czyli całkowicie sobie na nie pozwolić.
Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że jeśli sobie na nie pozwolisz, jeśli je zaakceptujesz, to za tym pójdzie akceptacja zachowania Sylvii. Ale to w późniejszym czasie, więc teraz w ogóle nie ma co się na ten temat zastanawiać, a tym bardziej się do tego zmuszać. Zauważyłam, że bardzo często ludzie chcą przeskoczyć nieprzyjemny etap akceptacji swoich niemilych uczuć, od razu przechodząc do odczuwania pięknych energii (np. przebaczenia, akcepatacji innych) i tym sposobem tracą szansę (albo raczej ją oddalają w czasie) na zobaczenie, o co chodzi, jakie te uczucia niosą im informację.
Bo uczucia, emocje nie biorą się z nikąd, one mają swoje źródło. Dochodząc do niego, można się ich łatwo pozbyć i co nieco sobie uświadomić. A uświadomienie jest bardzo wyzwalające. A wtedy piękne energie wybaczenia i akceptacji przychodzą same. Jako skutek :)

Wiem, że to wiesz :) Świadczą o tym Twoje słowa:

Metoda starania się postrzegania ludzi jako dobrych a obwiniania tylko siebie nie prowadzi do niczego dobrego. Trzeba się starać czuć to co rzeczywiście idzie od człowieka i jakie się ma do niego rzeczywiste uczucia.

Ale nie zaszkodzi napisać o tym samym innymi słowami, bo to ważna kwestia :)
Uczucia są, albo ich nie ma, nie da się ich zdusić, tak jak nie da się ich sztucznie  wywołać. Można się jedynie do nich przyznać (i je poczuć) lub nie. Ale nie przyznanie się do nich nie sprawi, że znikną.


I jeszcze jedno.
Piszesz o kompleksie niższości wobec arystokracji. Oczwywiście, to też może być źródło poczucia tego, że ktoś się wywyższa. Ale wcale nie musi chodzić o to. A nawet - jak wynika z moich obserwacji - najczęściej nie o to chodzi. Więcej napiszę w wątku, w którym toczy się dyskusja na ten temat (tylko muszę jeszcze dokładnie poczytać posty, bo póki co rzuciłam tylko na nie okiem).

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-07-24, 12:42:07 »
Cytuj
Mam dość chwalenia go i wyszukiwania jego zalet, podnoszenia jego wartośći po to aby on się dobrze czuł.
Dzisiaj nie zaczynam z nim rozmowy a on też jak zwykle milczy. Czy za wszelką cenę powinnam dążyć do zgody i być dla niego miła? Dodam że on mnie nie atakuje ani nie robi mi niczego złego i ogólnie jest wobec mnie w porządku, poza tym że bywa niemiły i opryskliwy.
Mam zamiar iść w kierunku przeciwnym w relacji z nim niż dążenie do zgody, akceptacji, szacunku, bycia miłą i uprzejmą czyli w kierunku przeciwstawiania się mu i niezgody.
W relacjach z ludźmi chciałabym się zachowywać zgodnie z tym co czuję a nie zgodnie z tym co powinnam robić.

I w dalszym ciągu nie wiem co miałam zrobić z tym odczuciem że Sylwia czuję się lepsza.
Miałam  w sobie zdusić to odczucie i sobie powiedzieć że to nieprawda ponieważ ona jest wielobarwna  i wielowymiarowa?
Miałam sobie powiedzieć że to nieprawda i tak tylko mi się wydaje bo mam kompleks niższości wobec arystokracji?

Inga nie chodzi o to by zmuszać się do lubienia innych, do uznawania ich za dobrych wbrew temu co się czuje. W ogóle nie chodzi o robienie czegokolwiek wbrew sobie.

Chodzi o to, że uczucia jakie wywołują w nas ludzie mają swoje źródło wewnątrz nas.

Kiedy byłam zła na ludzi za to, że mnie olewają, nie szanują, nie liczą się ze mną, krytykują, zmuszają mnie do czegoś itp,itd., to zawsze na końcu się okazywało, że to ja sama siebie nie szanuję, olewam swoje potrzeby, marzenia, plany, nie liczę się ze sobą, zmuszam się do przestrzegania wzorców, które tak naprawdę sama w swojej głowie stworzyłam i jestem swoim największym krytykiem.
Do uzdrowienia mam to jak widzę siebie. A jak to uzdrawiam to i w relacjach z innymi mi łatwiej.

Acha i jeszcze jedno. Nie jestem ideałem. Ja się tego co wyżej napisałam jeszcze też uczę.
« Ostatnia zmiana: 2012-07-24, 12:45:47 wysłana przez Grażyna Anna »

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-07-24, 12:32:16 »
Cytuj
Siedzę w pracy i obserwuję moje odczucia wobec tego człowieka. I co mi wychodzi? Że ja absolutnie nie chcę mu wybaczać, nie chcę się do niego zbliżać,  nie chce go widzieć jako wielobarwnej i wielowymiarowej istoty, nie chcę go akceptować ani lubić.
Ja chcę móc mu powiedzieć co o nim myślę, móc się zachowywać tak jak sama chcę, móc mówić to co chcę i jak chcę, mieć prawo do tego aby go nie lubić, aby mieć o nim złe zdanie.

I masz prawo do tego.

Dlaczego czujesz się zmuszona do postępowania w sposób jaki my proponujemy? Możesz olać to co my piszemy i zrobić po swojemu.