Niedawno wpadałam na to, dlaczego z zewnątrz nie jesteśmy w stanie otrzymać tego (tzn. chodzi o miłość), co możemy dać sobie samej (samemu). Spróbuję to wytłumaczyć.
Jeśli ktoś usilnie szuka zaspokojenia potrzeby miłości na zewnątrz (u innych ludzi), tzn. że nie dostał jej wystarczająco dużo od matki w okresie niemowlęctwa.
W tym czasie matka powinna być całkowicie do dyspozycji dziecka, być przy nim cały czas, zaspokajać każdą jego potrzebę, rozumieć je, akceptować je całkowicie, być na każde jego skinienie, itd. (To dlatego natura wyposażyła kobietę w silny instynkt, pozwalający na poniesienie "ofiary" polegającej na zajmowaniu się dzieckiem bez przerwy. Ale może on się tylko rozwinąć wtedy, gdy kontakt matki z dzieckiem zaraz po urodzeniu jest bardzo bliski i nieprzerwany. I gdy matka nie ma poranionej psychiki). To bardzo ważne, bo tylko w tym czasie mogą zostać „nasycone” podstawowe potrzeby (bezpieczeństwa i miłości) dziecka. Dlatego, że gdy tak faktycznie jest dziecko uczy się, że jego potrzeby mogą i są zaspokajane, uczy się samemu zaspokajać te potrzeby (bo ma wzorzec).
Po czasie tego najbliższego kontaktu z matką ono samo w stosunku do siebie zaczyna przejmować tę rolę. Role osoby, która zajmuje się sobą w każdym momencie, zaspokaja wszystkie swoje potrzeby, pragnienia, rozumie się, reaguje gdy jest głodne, czy spragnione, itd.
Taki człowiek nie będzie musiał szukać miłości na zewnątrz (w chory sposób), bo sam sobie będzie dawał to, czego nikt inny nie byłby w stanie mu zapewnić. Bo kto byłby w stanie poświęcić dorosłemu człowiekowi uwagę cały czas, w każdym momencie jego życia? Kto byłby w stanie reagować na każdą jego uwagę, gest, skinienie. Kto byłby w stanie tak bardzo się poświęcać? Nikt. To może zrobić tylko matka w odniesieniu do niemowlęcia (w zdrowej sytuacji) i człowiek sam w odniesieniu do siebie.
Bo tylko my sami jesteśmy z sobą ciągle. Bo tylko my sami jesteśmy w stanie tak dobrze się zrozumieć, itp. I – co więcej – nigdy nie odczujemy zajmowania się sobą jako poświęcania się. Wręcz przeciwnie, im bardziej będziemy wsłuchiwać się w siebie i poświęcać sobie czas, tym bardziej będziemy zadowoleni. Tego nikt inny nie jest w stanie dla nas zrobić! Bo każdy ma swoje własne potrzeby, które musi spełnić. I prędzej czy później zbuntuje się przeciwko zaspokajaniu ciągle tylko naszych potrzeb. Nikt nie jest w stanie dac nam uwagi 24H na dobę. A my sami możemy.
Dorosły człowiek, którego matka nie zajmowała się we właściwy sposób (tzn. nie opiekowała się nim w sposób totalny; a do tego - tak jak pisałam - są zdolne niektóre tylko matki), nie umie tego robić w stosunku do siebie, więc domaga się tego ze strony innych (którzy mają zastąpić mu matkę).
A ponieważ nawet najbardziej starająca się osoba z zewnątrz nie jest w stanie zapełnić tej „dziury” (czyli zajać się nim tak, jak noworodkiem), człowiek zawsze czuje niedosyt.
Jaka jest na to rada?
Ponieważ te nasze pragnienia pochodzą z okresu niemowlęctwa, to trzeba sobie uświadomić, że nie mogą być zaspokojone. Trzeba przeżyć tamte emocje, które wtedy odczuwaliśmy, pozwolic sobie przeżyć cały ten koszmar. Wtedy zrozumiemy, że nasze pragnienie miłości z zewnątrz (od matki) nie pochodzi z obecnego czasu, więc obecnie nie można zaspokoić od zewnątrz (ten czas już minął bezpowrotnie). Da się tylko od środka.
Teraz tylko my sami możemy traktować siebie tak, jak kiedyś powinna nas traktować matka. Tylko my sami możemy dac sobie 100% czasu (bo i tak zawsze ze sobą jesteśmy), 100% uwagi, 100% zrozumienia i w ogóle 100% tego wszystkiego, co składa się na miłość.
Dlaczego ludzie tak buntują się, gdy jest mowa o tym, że miłość mogą dac sobie sami? Dlaczego tak się boją? To jest bunt i lęk małego dziecka, które mysli, że samo sobie nie poradzi, że zginie bez miłości z zewnątrz. I to jest prawda. Tzn. to była prawda. Kiedyś. Wtedy małe dziecko nie przeżyło by, gdyby rodzice go porzucili. Ale teraz sytuacja jest inna. Trzeba to sobie uświadomić i zauważyć, że jest już zupełnie inaczej i że ten lęk teraz nie ma sensu! A jak to sobie uświadomić? Wypuścić na zewnątrz stłumione emocje, powrócić do tamtego czasu i przeżyć cały ten lęk przerażonego niemowlęcia.
A potem nauczyć się traktować tak, jak kiedyś powinna traktować nas matka

)