Ja wam coś powiem. Coś, co mną telepnęło ostatnio w kwestii połówek - z czegoś zdałam sobie sprawę (?) i normalnie nie wiem, jak zareagować emocjonalnie na tę myśl, na razie się zastanawiam, jak podejść do kwestii.
Otóż jak miałam 14 lat, spotkałam cudownego chłopaka - mój ideał, wysoki, brunet, ciemne oczy, okulary, takie trochę żydowskie rysy (proszę mi nie zarzucać niczego odnośnie tego wyrażenia). Człowiek - fantastyczny, geniusz w nauce, bardzo dobre serce - jak przy nim stałam, to jakby mi jakiś anioł na chwilę "podniósł" blokadę z serca, żeby energia miłości mogła swobodnie krążyć. Oczywiście - zakochałam się w nim na amen i to od razu na kilka lat, platonicznie, nie zwracając uwagi na żadnych innych chłopaków - no tak jakby on był czarnym łabędziem, a mnie otaczały kulawe dodo, no nie dało rady, liczy się jakośc, prawda?
jak miałam 19 lat moja przyjaciółka się dowiedziała, że on jest gejem.
teraz zamienił bawełniane koszule na obcisłe podkoszulki z cekinami i obrzępolił swoje cudne włosy do jakiejś wyleniałej formy - wygląda, jakby go strusie oskubały.
gdy patrzę na jego zdjęcia, nic nie czuję. ale pamiętam, co czułam, gdy był blisko i było to niesamowite.
w zeszłym tygodniu przypomniało mi się, jak jakiś czas temu pewna genialna egzorcystka i jasnowidz miała wizję faceta, który jest "dla mnie". zgadzał się z opisem tego "mojego" geja. z czego zdałam sobie sprawę teraz.
i co, i to ma być ta moja połówka niby? bo jeśli tak, a wszystko na to wskazuje, to KTOŚ ma bardzo chore poczucie humoru!!!

(