Autor Wątek: Prośby o wsparcie duchowe  (Przeczytany 143558 razy)

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-05-06, 09:54:09 »
Witam
Dramatycznie potrzebuje wsparcia modlitwą. Czy jest ktoś komu mógłbym zapłacić przez paypal ? potrzebuje pilnie uzdrowić relacje ze swoim ojcem. Ostatnio uzdrawiałem z nim relacje wachadłami na odległość i niewiele zostało by to dokończyć. Potrzebuje uwolnić się z pod jarzma jego władzy. Wywaliła nam karma z japoni. On był moim Panem a ja jego poddanym. Na pana niewolno było podnieść ręki a ja wczoraj niewytrzymałem. Wczoraj wyżucił mnie z domu bo tylko to mógł zrobić.
Potrzebuje uwlonić się od jego presji, od jego władzy i lęku że może mnie skazać na śmierć.
Oczywiście zapłace za taką modlitwe i sam też robie modlitwe regresywną.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-04-27, 21:16:00 »

Moim celem było oczywiśćie uwolnienie się od tych emocji.
Poza tym już wszystko jasne.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-27, 20:14:19 »
Inga
Piszesz, że
Cytuj
Ja zaakceptowałam swoje emocje w tym sensie że ich nie wypierałam, nie walczyłam z nimi, nie chciałam się od nich uwalniać
A jednak chciałaś się od nich uwolnić, bo
Cytuj
W końcu wymiękłam i postanowiłam rozprawić się z tym uczuciem metodą uwalniania czyli w zacząć czuć to świadomie.
Jakkolwiek można nazwać to, co robiłaś, czy jakich sposobów używałaś, to tak naprawdę działałś po to, żeby się od tych emocji uwolnić.

Czyli podjęłaś proces uwalniania, bo jak piszesz, nie czułaś się z tym dobrze i przyjemnie

Cytuj
Zrobiło mi się bardzo nieprzyjemnie bo przecież ja pisałam do tej osoby coś pozytywnego. Chciałam zapomnieć o tym niemiłym uczuciu ale chwila nieuwagi i ono wracało. Tłumaczyłam sobie racjonalnie że ta osoba teraz jest w dołku więc dlatego tak zareagowała ale nic mi to nie pomagało, cały czas czułam jakąś urazę czy poczucie winy.

Ja tak też podchodzę do emocji. Nie wypieram, je obserwuję i pojawiają się rozwiązania czy też przyczyny. a ten sposób uwalniania jakoś sam mi się wyklarował już jakiś czas temu. Oczywiście, to dobry sposób pracy z emocjami.

Ja pisząc afirmację jakbym przyspieszał proces. Bo wychodzą mi na wierzch emocje pod wpływem afirmacji uwalniającej; pojawiają się więc emocje które znikają po pewnym czasie.

A dlaczego wolę afirmować np. przebaczenie. Bo kiedyś żeby komus przebaczyć potrzebowałem dużo czasu. Teraz zaś jak ktoś mnie wkurzy- co jest efektem jeszcze czegoś z mojej przeszłości- to to wkurzenie szybko mija, a ja czuję jakby nic między mną a tą osobą już nie było, jakby się nic nie stało.

« Ostatnia zmiana: 2012-04-27, 20:23:53 wysłana przez Mateusz »

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-04-27, 17:06:26 »
Ja zaakceptowałam swoje emocje w tym sensie że ich nie wypierałam, nie walczyłam z nimi, nie chciałam się od nich uwalniać, nie oceniałam ich negatywnie ani pozytywnie a tylko pozwoliłam im być takie jakie były i do czasu do jakiego same chciały być. To takie poddanie się- niech się dzieje to co się dzieje bez mojej kontroli.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-04-27, 16:33:44 »
Trudno jest wyjaśniać coś emocjonalnego za pomocą słów.
Metoda pracy z emocjami jest naprawdę swietna i przynosi szybkie rezultaty a przede wszystkim jest dla każdego. Aby ją stosować nie trzeba mieć żadnych predyspozycji czy być już na jakimś poziomie. Najlepiej podam na przykładzie jak to działa.
Na innym forum przeczytałam odpowiedź do mnie w której była zawarta złość. Zrobiło mi się bardzo nieprzyjemnie bo przecież ja pisałam do tej osoby coś pozytywnego. Chciałam zapomnieć o tym niemiłym uczuciu ale chwila nieuwagi i ono wracało. Tłumaczyłam sobie racjonalnie że ta osoba teraz jest w dołku więc dlatego tak zareagowała ale nic mi to nie pomagało, cały czas czułam jakąś urazę czy poczucie winy. W końcu wymiękłam i postanowiłam rozprawić się z tym uczuciem metodą uwalniania czyli w zacząć czuć to świadomie.
Najgorsze było wejście w to uczucie, to jest najtrudniejszy moment gdy się otwieram aby w pełni poczuć to coś takiego okropnego. I zaczęłam czuć jakiś lęk, upokorzenie, odrzucenie. Po chwili zaczeły mi się pojawiać ataki na siebie ze słowami- jesteś głupia. Czułam się coraz gorzej i za chwilę pojawiła się scena z dzieciństwa jak cała rodzina wrzeszczy na mnie że jestem głupia bo wg nich powiedziałam cos głupiego. Nadal przeżywałam to upokorzenie i poczucie że jestem głupia oraz odrzucanie mnie za to przez całą rodzinę. Za chwilę te wszystkie uczucia zniknęły a ja poczułam się o wiele lepiej  i takie wzmocnienie w sobie, poczucie że dałam sobie radę, że mam kontrolę nad tym co czuję.
Całość uwalniania trwała ze 3-4 minuty
Na drugi dzień znów przeczytałam tę odpowiedź i teraz nie poczułam kompletnie nic, zero jakichkolwiek emocji.
Takie sceny gdy cała rodzina atakowała mnie wrzeszcząc że jestem głupia w dzieciństwie powtarzały się bardzo często i te uczucia bezradności, upokorzenia, poczucia że jestem głupia były we mnie bardzo silnie zapisane. To krótkie, powtórne przeżycie tych emocji spowodowało całkowite wykasowanie tych zapisów z tych konkretnych sytuacji czyli pełne uzdrowienie w tym zakresie.
Od tej pory żadne sytuacje nie będą mi się kojarzyć z tamtymi scenami.

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-04-27, 07:53:41 »
Mateusz, czytałeś posty w wątku o technice uwalniania?

Przecież tak naprawdę "powrót do przyczyn" też nie jest żadnym panaceum. Mało to osób na forum mówi o przyczynach, które zna ale jeszcze sobie nie odpuściło?
Uważam że po powrocie może być łatwiej puścić te emocje, ale nadal bez zgody, choćby takiej jak w TU, dupa blada ;)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-26, 22:39:38 »
Są więc różne akceptacje ;) ja rozumiem to słowo tak jak napisał Lynd, ale nie używam tego słowa, bo moja ps go słabo rozumie. Dlatego posługuje się słowem: zgadzam się, uznaję, przyjmuję.

Mówimy tu o emocjach, a jak jest z mechanizmami, programami, czy też je akceptujecie, i pozwalacie na ich przeżywanie? Tak samo podchodzicie do nich jak do emocji?
Własnie, w jaki sposób te emocje uwalniacie. Bo z tego co piszecie to akceptujecie je, przeżywacie ponownie, aż do wypalenia, lub pojawia się (miejmy nadzieję) przyczyna i wtedy emocja znika.

Inga:
"I dlatego uwalnianie emocji jest dla mnie czymś niezrozumiałym i niemożliwym do wykonania.
Emocje się rozpoznaje, akceptuje, dochodzi skąd się wzięły i do czego służą, ocenia czy dalej są potrzebne"...

Z rozpoznaniem emocji nie mam problemu, z wyciąganiem na wierzch i oceną również.

"Jeśli nie są potrzebne to się je puszcza i one się rozpływają."
 
- Ale czy emocje podlegają naszej woli, naszym decyzjom, nie za bardzo. Trzeba czekać aż się wypalą, stracą swoją energię.

Świadome przeżywanie emocji aż do wyczerpania - czy to tylko tyle można zrobić?
« Ostatnia zmiana: 2012-04-26, 22:52:35 wysłana przez Mateusz »

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-04-26, 21:44:44 »
A że tak się przyczepię ;)

Akceptacja
Słownik wyrazów obcych
zgadzanie się na coś, zatwierdzenie czegoś (jakiejś umowy, jakichś warunków): Nowy pomysł uzyskał akceptację zebranych.(...)
UWAGA: wyraz błędnie używany w znaczeniu ‘poparcie’, np. "ubiegać się o akceptację władz powiatowych" (właściwie: o poparcie władz powiatowych), "mała akceptacja społeczna Sejmu" (właściwie: małe poparcie społeczne dla Sejmu).łac. acceptatio ‘przyjmowanie’ od acceptare ‘brać, otrzymywać’
http://slowniki.gazeta.pl/pl/akceptacja

Edit:
Podoba mi się totłumaczenie jeszcze bardziej od oryginału.
Przyjmuję siebie takiego, jakim jestem :)
Przyjmuję moje emocje i pozwalam im być :)
Świetne, bezwysiłkowe słowo, chyba moje ulubione od teraz :))

Edit2:
Cytat: wiktionary
Frequentative from accipiō (“to receive, accept”), from ad (“to, towards, at”) + capiō (“take”).
No, czyli przy - jmuję (imam) :) +3 punkty

A do afirmacji słowa każdy ma swoje, do mnie np. wcale nie przemawia "uwalniam się". Bo niby jak? To jest coś zewnętrznego, co mnie trzyma? Kojarzy mi się to z bezsilnością i jakąś sztucznością, i absolutnie nie działa. "Rezygnuję" jest ok, bo to znaczy że mam nad tym kontrolę i wybór, i przestaję to wybierać.

A tak najbardziej to sobie przebaczam, i w zasadzie chyba używam błędnie tego określenia bo sobie przebaczam wszystko, również rzeczy za które nie czuję się winny ;) Pś w miarę wcześnie zrozumiała znaczenie tego słowa, i teraz samoistnie jej się to kojarzy z odpuszczeniem, uwolnieniem.
« Ostatnia zmiana: 2012-04-26, 21:52:00 wysłana przez Lynd Seagull »

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-04-26, 21:27:03 »
Ok czyli sa 2 różne akceptacje :-P
Ale tak naprawde to mi sie zdaje, że to co nazywacie akceptacją jest bardziej podobne do medytacyjnego nieprzywiazania. Relaksujemy sie i pozwalamy czemuś istnieć ale nie pozwalamy się tym czymś nakręcać(nie dodajemy nic do tego). Tylko pogłębiamy relaks przez mentalne komendy. Jesli więc pojawia sie nienawiść lubjakis negatyw to mówimy - relaksuję sie w tym, jeśli nienawiśc sie pogłębiła lub poszła w konkretnym kierunku - znowu się relaksujemy, i tak potem i tak dalej. Można to nazwac i akceptacją ale w mojej definicji akceptować znaczy pochwalać coś, twierdzić że to jest dobre. Od czegoś co akceptujemy nie trzeba sie uwalniać. (Dlatego mam jasność i spokój w umyśle :-) ) ps od paru godzin...

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-04-26, 20:56:05 »
Mariusz,
akceptacja czegość niekorzystnego wcale nie jest równoznaczna z koniecznością wyboru tego. Wręcz przeciwnie.
Całkowita akceptacja daje wolność od i do tego. A to dlatego, że podnosi świadomość (bo nie trzeba już jej zawżęać, by walczyć z tym, unikać tego, bądź temu ulegać). A mając wysoką świadomość (brak nieprzytomności w danym temacie) nie wybiera się czegość niekorzystnego dla siebie.

Mateusz,
u mnie afirmacje wybaczania i sam proces wybaczania jako taki, na nic się nie zdały. Powodowały tylko frustrację.
Teraz, jeśli mam do kogoś żal (brak wybaczenia), to wyciągam na wierzch wszystko to, co mam do tego kogoś i świadomie przeżywam te uczucia, po prostu pozwalam sobie na nie. A gdy odejdą okazuje się, że nigdy nie było i nie ma czego wybaczać.
Po prostu złe uczucia nie przesłaniają mi prawdy. To wystarczy.



Jak to dobrze Felicite że tu jesteś i  piszesz takie rzeczy.
Przynajmniej czuję że chociaż jedna osoba mnie rozumie.
Mnie też wybaczanie nic nie daje a jedynie świadome przeżywanie uczuć aż do ich wyczerpania.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-04-26, 20:36:53 »
Bo całkowita akceptacja czegoś oznacza możliwość swobodnego robienia tego. Np jak sie akceptuje picie wódki to się ją pije bez ograniczeń. Pełna akceptacja nienawiści oznaczałaby że nie ma nic niewłasciwego w jej podtrzymywaniu. I że nie ma powodu aby ją uzdrawiać. A przecież picie jest szkodliwe i nienawiść również.

Mariusz,
akceptacja czegość niekorzystnego wcale nie jest równoznaczna z koniecznością wyboru tego. Wręcz przeciwnie.
Całkowita akceptacja daje wolność od i do tego. A to dlatego, że podnosi świadomość (bo nie trzeba już jej zawżęać, by walczyć z tym, unikać tego, bądź temu ulegać). A mając wysoką świadomość (brak nieprzytomności w danym temacie) nie wybiera się czegość niekorzystnego dla siebie.

- Ten proces akceptacji dokonuje się poprzez wybaczanie sobie tj złości.
Co do pozwalania sobie, to mi się wydaje, że lepiej działa mi bezpośrednie słowo: uwalniam się.

Mateusz,
u mnie afirmacje wybaczania i sam proces wybaczania jako taki, na nic się nie zdały. Powodowały tylko frustrację.
Teraz, jeśli mam do kogoś żal (brak wybaczenia), to wyciągam na wierzch wszystko to, co mam do tego kogoś i świadomie przeżywam te uczucia, po prostu pozwalam sobie na nie. A gdy odejdą okazuje się, że nigdy nie było i nie ma czego wybaczać.
Po prostu złe uczucia nie przesłaniają mi prawdy. To wystarczy.

Jeśli u Ciebie działa co innego, to dobrze. W końcu każdy z nas jest inny :)


Szafirowy Błękicie,
dzięki za ten link :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-04-26, 17:30:42 »
Mateusz
Tak to ten link
Jeżeli u ciebie ta afirmacja dobrze działa to w porządku.
Stąd może być nauka że nie dla każdego takie same afirmacje, bo jednemu pomoże a drugiemu zaszkodzi.
Żeby u mnie coś zadziałało to muszę pracowac na bardzo głębokim poziomie, u samych podstaw tworzenia mnie , na poziomie praprzyczyn czy też samego jestestwa.
I dlatego uwalnianie emocji jest dla mnie czymś niezrozumiałym i niemożliwym do wykonania.
Emocje się rozpoznaje, akceptuje, dochodzi skąd się wzięły i do czego służą, ocenia czy dalej są potrzebne i jeżeli nie to się je puszcza  i one się rozpływają.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-26, 17:00:48 »
Felicite
Napiszę co afirmuję: uwalniam się od nienawiści do siebie. Wybaczam sobie to,że się nienawidziłem, i podobnie ze złoscią do siebie.
Jakie są reakcje, bo teraz nad tym pracuję.
Najpierw prze 1-3 dni wychodziły mi mysli pś na temat samego siebie.
Potem 3-5 nie mogłem spać z powodu arytmii i ogólnej złości. Potem wróciło prawie do normy. A teraz w w ostatnim dniu też nie mogłem spać, ale z powodu rozprzestrzeniającej się czakry serca. Tak mi się powiększała, że z nadmiaru przypływającej energii miłosci nie mogłem spać.

Felicite
Częściowo odpowiedziałem na to co napisałaś w poście do Ingi.
Rozumiem o co chodzi. Rzeczywiście najlepiej jest, jak dotrze sie do przyczyny problemu, tylko nie zawsze to się udaje od razu. Trzeba więc afirmować to co jest na wierzchu. I nie ma chyba obaw, że to jest spychanie do podświadomości. Jak coś siedzi w pś, to w praniu i tak wyjdzie.

Piszesz:
"Ale ja bym sformułowała nieco inaczej tę afkę: "Pozwalam sobie na uwolnienie się od złości" (a jeśli mamy tendencje do wypierania emocji, to "Pozwalam sobie na zaakceptowanie złości")."

- Ten proces akceptacji dokonuje się poprzez wybaczanie sobie tj złości.
Co do pozwalania sobie, to mi się wydaje, że lepiej działa mi bezpośrednie słowo: uwalniam się.

« Ostatnia zmiana: 2012-04-26, 17:03:56 wysłana przez Mateusz »

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-26, 16:32:39 »
Inga
Tak jak mówiłem, z myśl takiego podejścia każda afirmacja będzie szkodliwa, czy zakłamaniem, np. piękna af. kocham siebie. Dla pś to jest jak na obecną sytuację- kłamstwem.
Podobnie jest z akceptacją. Ja piszesz mam się zająć akceptacją siebie. Jak mam to zrobić? Jeśli afirmowanie będzie wmawianiem sobie jakiegoś stanu, tłumieniem własnego wnętrza, spychaniem do pś... Według Ciebie wygląda na to, że nie ma sensu sobie czegoś afirmować, skoro np. wspomniana nieakceptacja jest mi do czegoś potrzebna.
Myślę, że mylisz tutaj chcęci doświadczania czegoś, czy nawet zachłanność z uwalnianiem emocji.
Sam wiem, że czegoś nie chcę puscić, bo np. jest mi to do czegoś potrzebne, chcę się jeszcze jakby naużywać czegoś, z czego w niedalekiej przyszłości mam zamiar zrezygnować. Nie wiem czy tak myślisz, ale mam takie skojarzenia.

"afirmacje rozumiemy jednoznacznie ( to znaczy nasze podświadomośći) jako uwolnienie od tych emocji które są złe i za wszelką cenę trzeba się ich pozbyć aby dzięki temu móc wrócić do Boga."
- jak na teraz to nie mam ochoty wracać do Boga.
Z praktyki wiem, że nawet jak uwolnię przyczynę, to czasem dalej funkcjonuje sam mechanizm, który muszę zmienić afirmacjami.

Dzięki za książkę- to ta w linku?
Przeczytam, może być ciekawa.
« Ostatnia zmiana: 2012-04-26, 16:38:15 wysłana przez Mateusz »

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-04-26, 16:17:23 »
Inga
to jest troche inaczej. Wy sie pozbywaliście tego przez potępianie tego w sobie i to było niewłaściwe. Ale akceptowanie negatywności ma sens tylko taki, że akceptujemy że ona się pojawiła, że doprowadziliśmy do stanu w którym jej zaczęliśmy doświadczać. ALe od TERAZ już nie musimy tego doświadczać. Bo całkowita akceptacja czegoś oznacza możliwość swobodnego robienia tego. Np jak sie akceptuje picie wódki to się ją pije bez ograniczeń. Pełna akceptacja nienawiści oznaczałaby że nie ma nic niewłasciwego w jej podtrzymywaniu. I że nie ma powodu aby ją uzdrawiać. A przecież picie jest szkodliwe i nienawiść również.
No więc akceptujemy że DO TERAZ nienawidziliśmy ale OD TERAZ nie musimy nienawidzieć, czyli od nienawiści się UWALNIAMY. Uwalniamy bo to nie jest nasze Prawdziwe Ja i nigdy nie będzie