Autor Wątek: Prośby o wsparcie duchowe  (Przeczytany 143744 razy)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-04-26, 15:44:35 »
Tak to chodzi o tę książkę
Najważniejsze są 3 pierwsze rozdziały- Biegunowość, Cień, Dobro i zło.

Felicite
My z Mateuszem po spędzeniu tylu wcieleń w zakonach takie  afirmacje rozumiemy jednoznacznie ( to znaczy nasze podświadomośći) jako uwolnienie od tych emocji które są złe i za wszelką cenę trzeba się ich pozbyć aby dzięki temu móc wrócić do Boga.
Tak robiliśmy przez wiele wcieleń i taki sposób rozwoju jest w nas wdrukowany i dzieje się automatycznie.
Teraz musimy to zmienić idąc w przeciwnym kierunku czyli poprzez akceptację, przyjmowanie tego złego, czego wcześniej w zakonach się pozbywaliśmy.
Mnie w zakonach udało się wykasować z siebie złość i wściekłość całkowicie i teraz zupełnie nie mam do nich dostępu.
W każdym razie mnie taka afirmacja by bardzo zaszkodziła.

Szafirowy Błękit

  • Wiadomości: 617
  • Płeć: Kobieta
  • W "wątku numerologicznym" nie wykonuję analiz dat urodzenia.
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-26, 13:40:21 »
Inga :)
Fajnie, że napisałaś o tej książce, dzięki :) Czytałam książki o tej tematyce ale tej, którą podałaś jeszcze nie znam, a bardzo chętnie się zapoznam :) Bardzo interesuje mnie ta tematyka, tym bardziej że sama też mam dolegliwości które są oparte u mnie na psychosomatyce.
Tutaj znalazłam link do tej książeczki, wygląda na to, że to chyba ta pozycja, o której piszesz ale dla pewności proszę sprawdź czy faktycznie tak jest :)

http://qualitylife.pl/wp-content/uploads/2011/09/Przez-chorob%C4%99-do-samopoznania.pdf

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-04-26, 12:10:44 »
Ja bym powiedziała tak: ta afirmacja może przynosić dobre, albo złe rezultaty przede wszystkim w zależności od tego, w jaki sposób z nią pracujemy.
Złe wtedy, gdy skoncentrujemy się tylko i wyłącznie na uwolnieniu od skutku, czyli na pozbyciu się emocji. Takie działanie powoduje spychanie emocji do środka, czyli jej wypieranie. To jest bardzo realne niebezpieczeństwo.
Dobry skutek może przynieść wtedy, gdy pozwalamy sobie na prawdziwe uwolnienie od emocji, a więc na akceptację tego, że emocja spełnia pewną pozytywną rolę. Pokazuje nam, że coś jest nie tak. I chodzi o to, żeby w procesie afirmowania dostrzec o co chodzi, czyli uświadomić sobie przyczynę np. złości. No i potem można zająć się już tą przyczyną.
Ale ja bym sformułowała nieco inaczej tę afkę: "Pozwalam sobie na uwolnienie się od złości" (a jeśli mamy tendencje do wypierania emocji, to "Pozwalam sobie na zaakceptowanie złości"). No i trzeba pamiętać, żeby nie skupiać się na pozbyciu się jej, ale na akceptacji, czyli na pozwoleniu jej, aby przekazała nam cenną dla nas informację. Po spełnieniu swojej roli emocja sama znika.

Inga,
ja też proszę o przesłanie tej książki na dres felicite@vp.pl. Dziękuję.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-04-26, 11:54:23 »
Mateusz
Czy znasz książkę- T. Dethlewson- Poprzez chorobę do samopoznania?
Mnie ona bardzo pomogła w zrozumieniu siebie, życia, świata od tej najgłębszej strony, od samej istoty istnienia.
Jeżeli chcesz to mogę ci ją przesłać.

Bo ja widzę że ty tak samo jak w klasztorach chcesz siebie zmieniać poprzez wykasowanie z siebie tego co złe, tego co nie lubisz, tego co ci przeszkadza.
Ta książka wiele ci  w tym zakresie wyjaśni.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-04-26, 11:24:59 »
Mateusz
Ja nadal obstaję przy tym że twoja afirmacja jest szkodliwa.
W pracy nad sobą dochodzimy do przyczyn i uwalniamy się od przyczyn. Złość i wsciekłość na siebie wynika z jakiejś przyczyny i jest skutkiem. Ty chcesz uwolnic się od skutku a to jest niemożliwe. Powinienieś poszukać przyczyny tej złośći i na nią pisać afirmację.
Ta droga którą chcesz iść prowadzi donikąd.
Pracuj nad akceptacją siebie takiego jakim jesteś.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-04-25, 22:24:22 »
Ciężka karma jest oceną- prawdziwą.

Ok. Dla mnie jest i oceną prawdziwą i jednocześnie nieprawdziwą, więc zgadzam się z tym, co piszesz.

Tak się mówi że sama akceptacja wystarczy. ale ja świadomie mogę sobie akceptować, ale pokłady nieakceptacji mogą sobie spokojne być poukrywane.
Ja się właśnie na tym kiedyś przejechałem w rozwoju, że świadomie wszystkich kochałem, czułem rozkosz i głębokie przeżycia duchowe tylko, że później to co było ukryte, zaczęło się materializować i skończyły się uniesienia. Ale to już było długo potem, tak że nie byłem tego nawet świadomy.

Ja też przejechałam się na tym i też mi się zmaterializowało i to nawet w tym samym wcieleniu (w obecnym).
Teraz wiem, że to dlatego, że nie byłam do końca uczciwa sama ze sobą i nie chciałam (ze strachu) widzieć tego, co ukryte. A można było to zobaczyć.
Właśnie o to chodzi, żeby stopniowo ukazywało się to, co ukryte w podświadomości. Akceptacja (przede wszystkim siebie) jest dla mnie dobrą drogą do tego, ponieważ kiedy siebie akceptuję, to pozwalam na wyjście z podswiadomości tego, czego wcześniej nie byłabym w stanie zaakceptować. I tak powoli obejmuje świadomością coraz większe obszary mojego JA :)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-25, 21:55:07 »
Felicite
Ciężka karma jest oceną- prawdziwą. Tak się mówi że sama akceptacja wystarczy. ale ja świadomie mogę sobie akceptować, ale pokłady nieakceptacji mogą sobie spokojne być poukrywane.
Ja się właśnie na tym kiedyś przejechałem w rozwoju, że świadomie wszystkich kochałem, czułem rozkosz i głębokie przeżycia duchowe tylko, że później to co było ukryte, zaczęło się materializować i skończyły się uniesienia. Ale to już było długo potem, tak że nie byłem tego nawet świadomy.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-25, 21:39:31 »
Inga
idąc tym tokiem  rozumowania, to w zasadzie można zakwestionować sens afirmowania. Jak człowiek ma świetnie poukładane, to rzeczywiście afirmacje nie są mu potrzebne.
ale jeśli ma, własnie dużo emocji, które mu blokują dobre funkcjonowanie ciała, dobre samopoczucie itp. to trzeba je uwalniać. Stąd jest to słowo "uwalniam", jeśli inne metody nie przynoszą efektu.
Ja mogę akceptować siebie, a jednocześnie z czegoś rezygnować, np. ze złości, bo od niej się choruje.
Myślę, że tu trzeba rozgraniczyć między akceptacją a tym, że czegoś nie potrzebuję.
Jeśli zas chodzi arytmię, to już mi po kilku dniach przeszła. To był objaw zakłócenia na czakrze serca.


Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-25, 21:39:18 »
Inga

Nie wiem czy ja nie chciałam istnieć. Moze sie do tego nie dokopalam jeszcze.
Wczoraj w sesji odreagowywałam bycie awatarem i indywidualizowanie się z połówkiem.
Chciałam być taka wyjątkowa, ważna, atrakcyjna i idealna jako ten awatar.  Z jednej strony byłam zachłanna na to uwielbienie tłumów. Pod tym krył się lek, że bez tego bycia awatarem jestem nic nie warta dla nikogo. To takie też pragnienie bycia ważną, miłości, dowartościowania się.
Najpierw było tak, że z połówkiem mielismy być razem indywidualni. Ale to wyglądało potem zupełnie inaczej, chcielismy być zupełnie różni od siebie. Najpierw bylismy "Boską parą", ale to była jakby moja domena: światła, on był tutaj tym niby gorszym połówkiem. A on szedł kiedy indziej w magię i bycie wojownikiem, tu ja byłam też przy nim, ale tym razem ja byłam " tą gorszą".
On poszedł w mrok, a ja w "światło". Jedno i drugie było wykrzywione. Każde z nas miało być inne, być dopełnieniem drugiego.
Konkurowaliśmy ze sobą. Przeszlismy też najróżniejsze kodowania:  jing jang, słonce- księżyc, dzien i noc i tym podobne bzdury i że to niby harmonia, a każde jest zupełnie inne.

Nie wydaje mi się bym poszła w niewłaściwym kierunku, chyba;), głębokie rzeczy ruszam. Też jakieś wzorce rozwojowe. No i samoocena. Boje się tej materii, no.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-04-25, 19:29:03 »
Laka
Ja w dawnych wcieleniach tak bardzo nie chciałam istnieć że unicestwiłam się rozwalając  swoje ciało energetyczne w drobny mak. A teraz muszę składać te rozproszone cząstki siebie w jedną całość, co jest niezwykle trudne, bo mam uczucie jakbym te części siebie musiała ściągać gdzieś z kosmosu. Robię to poprzez ściąganie swojej uwagi z zewnątrz do swojego wnętrza, na siebie.
 A u ciebie to bardzo dziwne że coś takiego ci się przydarza. Ja bym to tłumaczyła tym że albo poszłaś w rozwoju w niewłaściwym kierunku albo stoisz przed dużą zmianą, jakąś wielką przemianą siebie, całkowitym przewartościowaniem siebie i tego się boisz i stąd to przytycie.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-04-25, 18:20:20 »
Inga, oj, to faktycznie chyba bardzo daleko od siebie odeszłaś. Ale wszystko jest do odkręcenia.
Daj sobie luz i akceptację. Na wszystko przychodzi właściwa pora :)

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-25, 16:24:48 »
Inga

Mam podobne stany ostatnio, jak opisujesz w ostatnim poście.
Czuję totalny bezsens życia i ...bezsens śmierci, bardziej tu pasuje bezsens istnienia. Boje się i życia w materii i śmierci i znów życia. Wiąże się to z tym, że wywala mi poczucie niemożności szczęśliwego i spełnionego życia w materii.
Brak możliwości. Mam poczucie, że nad niczym tu w materii nie panuję: nad tym co doświadczam w tzw społeczeństwie, czuje sie totalnie uzależniona od innych ludzi, tak ogólnie, od ich intencji, woli, świadomości, tego co kreują.
Mam poczucie, że jak puszczam walkę, to nie mogę już nic. A pś walczę jakby o istnienie, życie, podtrzymanie ciała, nawet kreacja wydaje mi się wysiłkiem, jakby wszystko, całe moje istnienie było podtrzymywane desperacko przez moją siłę woli, za pomocą mojej energii. Jakbym była skazana na cierpienie i napięcie. Jak nie traumatyczne, to chociaż takie mniejsze, egzystencjalne. Nie rozumiem też mojego fizycznego ciała i nad nim nie panuję.

Odżywiam się zdrowiej niż kiedykolwiek, ćwiczę, jestem aktywna, a okazało się, że przytyłam parę dobrych kilo.
Co ciekawe miałam wrażenie, że schudłam, byłam o tym święcie przekonana. Byłam ze swojego ciała coraz bardziej zadowolona, czulam się coraz bardziej atrakcyjna dla siebie.
A tu takie coś.
Zaczynam się bać akceptacji i pozytywnego nastawienia do siebie, bo chyba jest niezgodne z rzeczywistością.
Poza tym wywala mi, że ja juz nie wiem co mam robić by byc szczupła. Musiałabym chyba przejść na bardzo niezdrowy i wyczerpujący tryb.
To frustrujące. Co ciekawe nie czuję takich wybuchów emocji jak kiedyś, wszystko jest takie letnie. Kiedyś mi porządnie wywalilo i z hukiem sie uzdrawiało, a teraz to taki stan niezadowolenia i jakby pustki. Nawet ta frustracja jakaś taka niewyraźna.
« Ostatnia zmiana: 2012-04-25, 16:26:50 wysłana przez Laka »

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-04-25, 16:00:27 »
Felicite
Ja nawet nie wiem czy cierpię bo nie wiem jak nazwać to co czuję. Ja się cały czas boję a poza tym przężywam stany pustki, bezsensu i beznadziei.
Dzisiaj zrobiłam sobie sesję oddechową na której nie miałam żadnych emocji i można powiedzieć że nie czułam niczego. I cały czas starałam się skupiać na tym nieczuciu niczego, na tej pustce w sobie, no bo to były moje jedyne uczucia. Myśli mi uciekały, ale większośc czasu czułam to niemiłe uczucie że w srodku jestem pusta, że we mnie nie ma niczego. Mózg intelektualny miałam wyłaczony, niczego nie oceniałam, po prostu trwałam w tym co było. W ten sposób chciałam dotrzeć do swoich prawdziwych uczuć i przestać się ich bać. Jakoś udawało mi się to wytrzymywać.
Myślę że takie ćwiczenia sprawią że coraz mniej będę się bała swoich prawdziwych uczuć i kiedyś je poczuję.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-04-25, 15:13:05 »
Mateusz
Po przemyśleniu uważam że ta afirmacja jest szkodliwa. Ale aby to sobie uświadomić, trzeba pracować z emocjami.

uwalniam się od złości i wściekłości na siebie"

Złość i wściekłość to twoje emocje a ty afirmujesz że się od nich uwalniasz. Jeżeli chcesz się od nich uwolnić to znaczy że ich nie akceptujesz. Jeżeli nie akceptujesz swoich emocji to znaczy że nie akceptujesz siebie. Za pomocą tej afirmacji walczysz ze sobą, ze swoimi emocjami. A przecież należy swoje emocje akceptować, zgadzać się aby były takie jakie są, pozwalać sobie je czuć, nie wypierać ich. Na tym też m. in.   polega pokora że akceptuje się to co jest. Nic dziwnego że masz arytmię serca po takich atakach na siebie. Negatywne emocje rozpuszczają się podczas akceptowania ich tak jak to opisuje Felicite. Nie ma możliwości uwolnienia się od swoich emocji czyli pozbycia się ich , wyrzucenia, odrzucenia. Jeżeli są jakieś emocje to znaczy że są one nam do czegos potrzebne a wyrzucanie ich prowadzi tylko do wyparcia ich, schowania głęboko do swojego wnętrza.
Emocje mogą się zmienić, przekształcić podczas procesu rozumienia po co nam były potrzebne i zaakceptowania że w takim celu ich uzywamy.

 Na samą myśl że miałabym pisać taką afirmację zaczynam się denerwować.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-04-25, 11:10:41 »
Na ostatniej terapii na sesji oddechowej miałam próbkę, sekundową uczucia jakie miałam na co dzień w niemowlęctwie. Po raz pierwszy udało mi się poczuć moje realne uczucie z okresu niemowlęcego. Było ono tak przerażające że potem długo wrzeszczałam ze strachu. To było takie uczucie jakie mogłabym mieć leżąc w Oświęcimiu wśród trupów. Najniższe wibracje śmierci, poczucie że jestem trupem.

Inga, pamiętam, jak pisałaś o swoich przeżyciach z dzieciństwa na Cudzie. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Bardzo Ci współczuję, bo naprawdę przeżyłaś koszmar. I wspieram Cię w dalszym uzdrawianiu.

***

Jeśli chodzi o to, co pisałam w poprzednim poście, to teraz widzę, że źle się wyraziłam (nie zawsze język - nawet giętki ;p - wyrazi wszystko, co pomyśli głowa ;).
Samo przeżywanie emocji jest ok, bo emocje muszą być poczute i przeżyte, ale koncentrowanie się na przeżywaniu, zatrzymywanie się na tym etapie już nie. A co powoduje zatrzymywanie się na bolesnym przeżywaniu? Ocena, intelektualne podejście (np. że emocji jest za mało, albo że za dużo; że będzie za bardzo bolesna; że jest "nienormalna", bo nikt inny w danej sytuacji by tego nie czuł; bo trzeba tak, a nie inaczej, itp.). To wszystko powoduje przywiązanie do tej emocji, zatrzymanie się na etapie jej przeżywania i w efekcie cierpienie.
A samo przeżycie emocji, wypuszczenie jej i pozwolenie, by trwała tyle, ile trzeba, bez intelektualnej oceny (czyli akceptacja), powoduje jej uwolnienie.

Aha, i jeszcze coś. Ponoć zwierzęta czują ból, ale nie cierpią. Bo nie intelektualizują tego bólu, nie oceniają. Po prostu - odczuwają ból, napięcie, stres, by za chwilę to rozładować (uwolnić).


Ja mam silne reakcje na afirmacje, może to być opór, ale bardziej jest to efekt ciężkiej karmy.

"Ciężka" karma jest oceną. Twierdzenie "ciężka karma nie może puścić szybko i bezboleśnie" jest oceną.
Umysł ocenia to, czego tak naprawdę nie jest w stanie ocenić. I dlatego wytwarza się opór przed uwolnieniem.
To że nie możesz szybko i bezboleśnie zaakceptować prawdy, jest efektem oporu, który powstał w wyniku oceny, a nie obiektywnych, naturalnych praw.
Możliwe jest wyzwolenie od najcięższej karmy w jednej chwili. Tylko trzeba w to uwierzyć, a więc wyłączyć funkcję oceniania i poddać się Bogu na zasadzie totalnej ufności. Czyli tak naprawdę trzeba wyłączyć umysł.
Nie wiem, czy historia łotra na krzyżu, tego obok Jezusa (tego od "jeszcze dziś będziesz ze mną w raju"), to bajka, ale nie to jest najważniejsze, bo (nawet jeśli jest zmyślona) bardzo dobrze obrazuje to, co napisałam powyżej.