Bosz a my znowu razem Laka?

Paskudne to jest, te wzorce.
Ja wczoraj wszczełam procedure uzdrawiania, do Boga to ja nie dojechałam, bardzo ziemskie sprawy ale takie mocne, które jakby wyjasniły mi strukture mojej podświadomej osobowości.
Wyszedł mi np mechanizm konkretnego reagowania.
Byłam utrzymywana w ciągłym napięciu i gotowości [ jak żołnierz], celowo, takie świadome wywoływanie we mnie napięcia bym lepiej walczyła o swoje [ a tak naprawde cudze;(]. Taki szał bojowy jakby? No i nacpanie, bo nieumiałam na nic normalnie reagować. Były tylko dwie opcje: albo zabić albo nieprzytomna radość z wygranej. Do dziś mi zostało, ze jak odnosze jakis większy sukces, wygrywam, to włacza mi sie ta nieprzytomność. A potem nie umiem sie ogarnąć.
To było kamuflowane bardzo głęboko, właściwie prawie dla mnie niezauwarzalne w zyciu. A to że nie umiem jeszcze bez emocji reagowac na jakies tam sukcesy, to przyjmowałam za normalny przejściowy stan.
Wczoraj Sylwia napisała w innym watku pięknie o "chwaleniu się", cos w stytlu: jeśli cos przychodzi naturalnie i jest oczywiste to nie ma potrzeby eskalowania radości poprzez chwalenie się.
Dziś zrozumiałam to jeszcze bardziej.
Przytomny umysł i serce raduje się owszem, ale w spokojny sposub, dziękczynny.
Dzis rano jeszcze pracowałam nad tematem mnie i mamy. Straszne to zycie sobie wybrałam w brzuszku. Mama uczyła mnie wtedy że faceci to %*#%, a szczególnie partnerzy, do niczego się nie nadają, to mięczaki więc trzeba byc twardą jak facet, walczyć.I to całe jej zakłamanie udzieliło mi sie jako totalne pomieszanie. Ja sie wcale nie dziwie, że jako dziecko byłam bardzo spokojna, bo czułam się jak na poligonie w ogłupieniu co jest czym a czym nie jest.Poprostu zgłupiałam.

Jedyne co mogłam to sie buntować przeciwko temu, w końcu przeciwko sobie [ bo w końcu sama zaczełam tą energią emanować] więc odciełam sie od siebie bo to be było i zostały mi reakcje dda
Mam tez wyrzuty sumienia, ze zajmowałam sie bóg wie jakimi ambitnymi rzeczami, a podstawa, relacja z mamą, leży wciąż. Tzn bardzo wiele sie zmieniło, ale nieprzekręciłam ostatecznie klucza, więc pozwoliłam na lekki regres;/
Chyba najgorzej oczyszcza się końcówki karmy.
Jak sobie uświadomiłam jak szeroki zasięg ma we mnie ta energia struktury mojej podświadomej osobowości to narazie nie wiem niby jak miałabym sie przejawiac po oczyszczeniu tego;) Zapewne "niewiem" bo to świeża sprawa i z każda godziną Bóg będzie mi podpowiadał jak.