Moja relacja z zabiegu
10. 30.
Czuję otwieranie czakramu korony na Bożą energię w celu umożliwienia jej przepływu do niższych czakramów po to aby je można było uzdrowić.
Czuję że się zapadam w ciemność, w otchłań i zaczynam znikać. Zaczynam się bać bo znikają coraz to kolejne moje części osobowości i boję się że zniknę do końca. To lęk przed śmiercią, przed tym że podczas śmierci umrze wszystko, że nie zostanie żadna część mnie. Okazało się że na końcu coś ze mnie jednak zostało i nadal istnieję.
Czuję wspaniałe energie, to wybuch życia, widzę wybuchający gejzer energii co wygląda jak wyrzucana woda w górę z fontanny a każdy strumień ma inną wspaniałą barwę. Tworzenie nowego życia jest czymś najwspanialszym i najpiękniejszym. Żyję na ziemi.
Jesteśmy w czakramie serca
Czuję smutek, bo się rozglądam po moim sercu i widzę że jest puste. Nie ma tu niczego, pustka i smutek
Około 11
Robię się mokra ze strachu, jesteśmy w czakramie splotu. To ten mój stały codzienny lęk, który czuję co chwila. Teraz widzę że to strach przed zabiciem mnie. Zgodnie z planem karmicznym w niemowlęctwie miałam zostać zabita przez ojca. Ja jednak bardzo chcę żyć. Czuję że coś się zmienia, są robione jakieś przetasowania w świecie duchowym, są podejmowane nowe decyzje, moja karma zostaje zmieniona, nie umieram a zostaję tylko mocno podduszona przez ojca.
Strach mija.
Czuję to okropne uczucie na splocie, zżerania mnie, takie jakie miałam w niemowlęctwie oraz przez całe życie a szczególnie w okresach gdy chciałam popełnić samobójstwo. Przechodzi.
Czuję ucisk w nosie i w głowie. Taki ucisk mam często przez całe życie. Nie wiedziałam że pochodzi z momenty duszenia mnie. Długo to trwa ale w koncu mija.
Odrzucam siebie, nie chcę siebie, czuję do siebie nienawiść, obrzydzenie. Nie akceptuję siebie takiej jaka jestem, nie chcę być taka. Odwracam się od siebie i przestaję siebie zauważać. Mój wzrok jest utkwiony w nieskończoność, nie widzę siebie, ja dla siebie nie istnieję.
Czuję lęk przed powrotem do siebie, bo się boję uduszenia. Boję się że jak wrócę do siebie to zostanę uduszona. Nie chcę wracać bo nie ma do czego, ja takiej jaka jestem nie chcę.
11.15
Przechodzimy do czakramu sakralnego.
Ja od pasa w dół nie istnieję, tej części mnie nie ma, ona została całkowicie wykasowana jako niepotrzebna.
Czakram sakralny nie istnieje, został spalony, unicestwiony, pozostał z niego tylko popiół. Nie ma możliwości aby go zregenerować, bo nie zostały nawet po nim informacje. Nie da się go odtworzyć. W tej części nie czuję niczego. Wiem tylko że jest próba uzdrowienia go ale niczego nie czuję.
Swojej seksualnośći pozbyłam się całkowicie w zakonach, bo mi przeszkadzała w dojściu do nieba. W niebie nie ma seksu więc zniszczyłam to co mi nie jest potrzebne.
Nie chcę mieć seksualności po to aby już więcej nie byś gwałcona i sprzedawana do burdeli, nie chcę być narzędziem w rekach mężczyzn, nie chcę aby się na mnie wyżywali.
Nie chcę mieć energi seksualnej bo nie chcę nią karmic różnych pasożytów i wampirów, astrali. Nie chce być rozdzierana na kawałki po to aby się mną inni żywili. Jak nie będzie czego ze mnie brać to mi dadzą spokój.
Czuję się źle, mam takie okropne uczucie że nie dam rady tego wytrzymać, że muszę uciec. To samo uczucie mam podczas terapii na sesjach oddechowych.
Dochodzi 11. 30.
Teraz szybciutko przechodzimy do cz kramu podstawy bo czas już się konczy.
Czuję wstyd przypominając sobie jak ojciec w niemowlęctwie oglądał moje narzady płciowe z lubieżnością, jak je dotykał a ja bylam bezsilna.
11.34
Koniec sesji. Wstaję z łóżka.
Asia zakończyła zabieg o 11.19 a o 11.34 zakończyła pisanie maila.
Nie wiem jak to rozumieć i kto mi te czakramy uzdrawiał.
Po zabiegu zaczęłam kaszleć, teraz bierze mnie przeziębienie i kaszlę coraz mocniej. Nie kaszlałam od kilku lat. Czuję się nie najlepiej.
Asiu .
To negatywne co napisałaś zgadza się wszystko. Z pozytywów ja nie czuję niczego.