Asiu, dziękuję za odpowiedź!
Jakoś tak czuję, że moje silne postanowienie nie wystarczy, potrzebuję pomocy z zewnątrz. Z jakiegoś powodu dostrzegam w sobie nagły (!) sprzeciw na to, że świat jest jaki jest. Chociaż do tej pory jakoś brałam to za naturalny stan rzeczy i akceptowałam rzeczywistość taką, jaka jest. O co chodzi? Jakiś nastoletni bunt?
Może coś w tym jest, bo moje gruczoły łojowe pracują jak za czasów nastoletnich - cera i włosy... Matko, myślałam, że mam to dawno za sobą. Mam sporo siwych włosów i młodzieńczy łojotok. Moje ciało uzewnętrznia zagmatwanie, jakie we mnie jest. Cholera, nie udzielałam się na forum, bo nie miałam problemów, a tu nagle jakieś takie rewelacje - egzystencjalne pytania, szukanie własnego miejsca w życiu...