Tristen, jeśli w czasie opukiwania musisz sobie ciągle przypominać "temat" który opukujesz, to znaczy, że nie wszedłeś dobrze w temat podczas ustawienia. Ja również jestem początkujący w EFT i zrobiłem raptem ze dwadzieścia "sesji". Ja podszedłem do tego tak. Na początku nauczyłem się poprawnie robić ustawienie i opukiwanie. Chodzi o to by podczas opukiwania nie zaprzątać sobie już głowy tym, czy dobrze się to robi, czy trafia we właściwe miejsca, czy jakiegoś punktu się nie pominęło. Mnie to zajęło niecały tydzień czasu, ćwicząc od czasu do czasu przed lustrem. Później wziąłem się za "wchodzenie w temat", który chciałem sobie "opukać". Zauważyłem, że w ustawieniu jakoś mi to nie wychodziło. W ogóle moje pierwsze, samodzielne opukiwania na jakieś bóle czy emocje nic nie powodowały. Z książki wyczytałem o różnych dodatkowych sposobach "dostrojenia" się do problemu, a także o opukiwaniu się podczas oglądania filmu, który wywołuje u nas emocje, czy podczas opowiadania komuś burzliwego przeżycia. Zacząłem więc mówić na głos to co mnie "boli". Opowiadać tak jakbym mówił do kogoś siedzącego naprzeciw mnie. Bardzo szybko "wchodziłem w temat" i zaczynałem opukiwanie z przypominaczem "ta emocja"/"to odczucie" i w zależności od tego co to było mówiłem "ten żal", "ta rozpacz", "to wzruszenie", "ten ból". Kiedy podczas opukiwania zza emocji wychodziły jakieś myśli, lub pojawiał się aspekt, to robiłem na to ustawienie i to sobie opukiwałem. I tak, powoli zaczyna to działać. Choć rzadko udaje mi się zejść z problemem do zera na skali. Możliwe, że za mało robię powtórzeń.