Gdy przychodzi taki czas, że wyjście z domu na zakupy staje się wyprawą, którą się planuje przez godzinę, a wstawienie pralki staje się naprawdę skomplikowanym zadaniem, wtedy poradnik Pawlikowskiej staje się tylko kolejnym wyrzutem. Następnym dowodem dla chorej osoby, że skoro inni mogą uporać się z depresją, a ja nie mogę, to znaczy, że coś jest ze mną nie tak.
Dla mnie to świetnie podsumowuje cały artykuł.
"Skoro mi się udało..." to Ci się udało, i tylko tyle. To znaczy, że nie jest to niemożliwe dla żadnego człowieka. Ale może znaczyć, że jest możliwe tylko dla, dajmy na to, 1000 ludzi na ziemi.
Nie jesteśmy tacy sami. Czy każdy może stać się strongmanem? Czy każdy może stać się tancerzem baletowym? Czy ten, kto może stać się strongmanem może stać się tancerzem baletowym? Nie. Więc mówienie "mi udało się stać się strongmanem, więc Tobie też się uda" jest bzdurą.
Co więcej, jest też drogą na skróty. Czy muszę studiować terapię, poznawać przyczyny choroby? A po co, skoro się wyleczyłem ze swojej. Teraz bez żadnego wysiłku mogę trzepać kasę, wystarczy że opiszę swoją historię.
Swoją drogą, zastanawialiście się kiedyś jak taka oświecona osoba jak BP mogła być z takim fanatycznym konserwą jak Cejrowski?
Obstawiam, że ona jest tak samo fanatyczna, po prostu w swoich sprawach. Co widać po książkach tego typu, albo po zamieszaniu przy okazji piersi Angeliny Jolie -- ma być tak jak BP myśli i koniec.
Eksperyment myślowy.
Weźmy terapię X. Jeśli zastosujesz terapię X i chcesz się uzdrowić to pomoże. Jeśli nie chcesz się uzdrowić to nie pomoże.
Kiedy terapia X zawiedzie?
Nigdy

Zawsze można powiedzieć, że wina jest po stronie stosującego. I to nie ważne czy jest to psychoterapia, książka BP, leżenie krzyżem przed ołtarzem czy smarowanie sobie pach klarowanym masłem. Przy pomocy prostego wybiegu logicznego, zostaje zapewnione 100% skuteczności.
Co jest dodatkowo perfidne w takim podejściu, to że autentycznie może skrzywdzić ludzi. I oczywiście cała wina leży po ich stronie, bo przecież "ja tylko chcę pomóc, a to oni nie chcą się uzdrowić." Czyli klasyczne zrzucanie winy na ofiarę, która w przypadku depresji jest szczególnie podatna.
Ciekawe gdyby tak to odnieść do innych kwestii.
Dekarz buduje ci dach, ale jeśli będzie przeciekać, to tylko twój brak woli bycia suchym. Zapłać za naprawę.
Mechanik pogrzebał pod maską, ale jeśli samochód nadal nie zapala, to twój brak woli jazdy. Zapłać za naprawę.
Chirurg zrobił operację, ale jeśli szwy puściły, to tylko twój brak woli wyzdrowienia. Zapłać za naprawę.
Złoty interes, nie? Gość, który płaci, ponosi też odpowiedzialność za jakość. Nie wykonawca.
Ostatnia rzecz: rolą terapeuty czy nauczyciela nie jest tylko bycie wzorem. I na pewno nie wystarczy znać tylko swojego przypadku.
Terapeuta/nauczyciel musi również
zrozumieć pacjenta/ucznia, aby móc wyprowadzić go z błędnego miejsca, w którym ten tkwi. Jeśli chory wpadł do dziury, to terapeuta nie może tylko mu mówić "bądź taki jak ja, bądź na górze". To nie jest terapia, to jakaś przykra bufonada. Rolą terapeuty jest spuścić choremu linę i trzymać ją, kiedy chory się wspina. Czyli tak, w jakiś sposób uniesienie części ciężaru chorego. Oczywiście nie całości, bo tak się nie da, ale też wykazać się sporym zrozumieniem i pewnym wysiłkiem.
Oczywiście, można też po prostu pobufonować zamieszczając fotki na fejsie i zgarniając lajki, zamiast pisać książki dla chorych, ale... Z fotek na fejsie mniejsza kasa, a tu wiadomo, chory wszystko łyknie. A czy mu pomoże?
No to już tylko jego odpowiedzialność
