Juppi kocham regresing:D
Właśnie jestem po sesji i udało mi się dojść do intencji bycia ofiarą jak i walki( resztki wojownika, tak myśle).
A intencja była taka aniołkowa, trywialna. Oczywiscie chodzilo o Boga. Gdy juz poczułam ze upadlam, oddzieliłam sie od Boga, o co oczywiscie chodziło, byłam bardzo rozżalona, a potem wkurzona, ze nie ma powrotu, ze juz nie wiem jak, a raczej nie ufam złemu Bogu. Zaczęłam wtedy nieszczyc wszystko co nieboskie, a także istoty ktore miały jakieś obciążenia, czy intencje. Nienawidziłam tego i ich. I siebie;) Robiłam taki trochę "sąd Boży". Gdy widziałam, że ktoś ma jakieś obciążenia wymierzałam mu konsekwencje karmiczne, inaczej kare.
Do tego zaczelam wchodzic w role ofiary by potegowac to niezadowolenie i nakrecenie, udowadniac sobie, ze swiat jest zly i podkrecac na maxa, by miec potem znow powod do walki;) To bardzo mocno nakrecajacy sie mechanizm i trzymajacy wkurzenie, niespelnienie, wszelkie powody by moc byc wkurzonym i niszczyc.
Oczywiscie najwiecej tych emocji doswiadczalam z polowka, gdy tylko byla ku temu okazja, on tez mial podobnie, wiec sie wspieralismy i nakrecalismy na zmianę w byciu ofiara, cierpieniach, destrukcji i walce. Kazde bylo przekonane, na maxa, ze to ono jest prawdziwą ofiara, a to drugie jest złe.
No i pozostalosci karmy awatara, czyli branie na siebie karmy innych, bo sama jestem na takim wysokim poziomie, ze "ja to sobie przerobię". Tak na prawde chodzilo by sie nie oswiecic i miec ku temu szczytny powod:-) Nie wiara w Boga, w Boską doskonalosc, w Boski plan, mozliwosci itd.
Oczywiscie wkurzenie roslo, ze te zaslepione debilne istoty i tak nic nie kumaja, a ja sie czuje taka odpowiedzialna, bo "jak ja im nie pomoge to kto?".
Fajnie sie uwolnić od takich glupot:)