A u mnie wielka radosc i krew zywiej krazy w zylach, bo rozpoczelam kolejna wielka przygode i po prostu ide tam gdzie mnie serce prowadzi. Wywalac wywala, strach jest, ale tak sobie widze siebie jak w bajkach te dziewczynke, co szla po zywa wode i zdecydowala nie patrzec za siebie, bo wiedziala, ze jej lek obudzilby smoki. Nie ma sensu siedziec na dupie, nie ma sensu bac sie zmian, trzeba sie rzucac w nowe, pozwalac sobie doswiadczac, ufac kompletnie i wiedziec, ze nawet jak cala sciezka nie jest jeszcze odkryta, to kazdy kolejny krok odsloni ja troche bardziej 
Ola, super!

Ja czuję ostatnio coś podobnego - nie ma co się ograniczać (w tym lękami i obawami lub różnymi przekonaniami), warto iść za tym co się pojawia... i jak najcześciej spełniać swoje marzenia!
Też nie wiem, co z tego wyjdzie czy gdzie dokładnie mnie to doprowadzi - ale nie zamierzam przesadnie tego rozkminiać na wszystkie strony - niech się dzieje, otwieram się na to, co najlepsze! A że po drodze na razie otrzymałam nie do końca to co bym chciała - trudno - też jest jakoś ciekawe i potrzebne - i jest ok. Akceptuję. Są te etapy na pewno korzystne pod wieloma względami. Przynajmniej czuję się teraz zdecydowanie bardziej wolna i szczęśliwa.
I przeszczęśliwa jestem, ze udało mi się ostatnio spełnić swoje marzenie - wyjazd do Barcelony i zobaczenie na żywo architektury Gaudiego

Zdecydowanie WARTO było
