Właśnie wróciłem z rozmowy o pracę i nawet nie wiem od czego zacząć, bo tyle wrażeń jest

Opisze więc po kolei.
W zeszłym tygodniu odezwał się do mnie po kilku latach przerwy dawny znajomy, w wyniku czego okazało się, że w miejscu gdzie pracuje szukają ludzi. Ja normalnie bym odmówił jak tylko usłyszałem co to za praca, bo mi się tak źle kojarzyło to z typowym call center, ale coś mi kazało go wysłuchać i w efekcie się zainteresowałem. On załatwił mi rozmowę, a ja czekałem na telefon nieco spięty, ale jednocześnie czując w środku bardzo silnie, że wszystko będzie dobrze i że to właśnie jest praca dla mnie na teraz. Jak telefon w końcu zadzwonił to się lekko spiąłem, kiedy znienacka zaczął mnie wypytywać o motywacje do podjęcia pracy, ale mimo fali stresu zapierającej dech, ogarnąłem się szybko i wybrnąłem. Zrobiłem sobie potem sesje regresingu z ukochaną, bo czułem że coś mi leży i bruździ. Sesja była niesamowita i miałem wrażenie jakby domknęła kilka większych kwestii, nad którymi pracowałem od lat. Zmienił się mi stosunek do materii, do działania w materii, do pracy która jest niezwiązana z rozwojem duchowym. Dotarło do mnie, że już tyle wcieleń poświęciłem na pracę związaną z rozwojem duchowym, że jakoś tak nie czuje tu takiego niespełnienia jak w innych dziedzinach i w gruncie rzeczy zajął bym się czymś zupełnie innym, czego unikałem ze względu na te wszystkie wzorce niechęci do materii i nie angażowania się w cokolwiek co niezwiązane z rozwojem. Zostałbym sobie np. jakimś trenerem bardziej od rozwoju osobistego, jakiegoś biznesowego niż duchowego. No i chciałbym jakieś dodatki fajne do tego jak np. malowanie/rysowanie czy jakaś gra na instrumencie czy inne takie artystyczne sprawy w których mam jakieś niespełnienie.
Wracając jednak do samej pracy - udało mi się naprawdę mocno wyluzować i spałem nawet spokojnie, a rano miałem apetyt. A jeszcze dwa miesiące temu na rozmowę o pracę w głupim sekretariacie, od której nic nie zależało (a teraz bardzo chce się wyprowadzić i zamieszkać z partnerką) stresowałem się jak głupi. Dzisiaj oczywiście były momenty lekkiego spięcia, szczególnie jak wchodziłem do budynku, ale jak tylko usiadłem w recepcji na kanapie to jakoś tak się wyciszyłem. Widziałem pomieszczenie w którym pracowali sprzedawcy i to wszystko wydało się z początku takie nowe, obce, straszne i poważne, ale po chwili usłyszałem jak jedna dziewczyna rozmawia z jakimś klientem i na koniec rozmowy rzuca z taką śmieszną bezradnością i poczuciem beznadziei "to jednak pan nie chce być na pierwszej stronie google?" - tak mnie to gdzieś w środku rozbawiło, bo dotarło do mnie że pracują tu zwyczajni ludzie, a nie jakieś super zajebiste jednostki i że ja generalnie nie tylko jestem wystarczająco dobry do tej pracy, ale pewnie jeszcze byłbym w stanie przebić niejedną osobę, tu pracującą.
Przyszedł kierownik z którym miałem rozmawiać i się okazało, że to tak niesamowicie przyjemny w odbiorze i sympatyczny facet, że poczułem przy nim totalny luz. Usiedliśmy sobie w pokoju konferencyjnym i rozmawialiśmy. I tutaj szok dla mnie, bo ja nie poczułem najmniejszego spięcia, ani razu mi nie zadrżał głos ani się nie zająknąłem czy nie zatrzymałem nawet na moment. Po prostu nawijałem bez zastanowienia, gadając naprawdę konkretnie, wykazując swoją wiedzę i czystą zajebistość. Nie spodziewałem się, że pójdzie mi aż tak dobrze nawet w najbardziej optymistycznych wersjach. Facet też ewidentnie był bardzo pozytywnie zaskoczony i na koniec rozmowy powiedział, że zadzwoni jeszcze dzisiaj odnośnie ewentualnego spotkania na drugi etap rekrutacji(mówił że to takie warsztato-szkolenie), ale się nie mógł powstrzymać i dodał od razu, że i tak mam się spodziewać dobrych wiadomości

No i rzeczywiście godzinę później zadzwonił, żeby mnie zaprosić na konkretny termin.
Na dodatek okazało się, że pensja której się spodziewałem, a która już była całkiem niezła dla mnie jak na początek, okazała się jeszcze lepsza, bo wychodzi na to, że z prowizji mogę wyciągnąć dużo więcej niż myślałem, a miałem tak minimalistyczne myślenie, że koleś aż był lekko rozbawiony moimi niskimi oczekiwaniami i miał radochę z pozytywnego zaskoczenia mnie(jakie to fajne, jak ktoś chce dać mi więcej niż oczekuje

). System prowizji jest bardzo jasny i korzystny, ale nie będę zdradzał detali bo raczej nie powinienem, szczególnie że koleś też mówił że normalnie też by już tego nie mówił na tym etapie rekrutacji, ale zrobił wyjątek bo z polecenia od kolegi jestem. W ogóle widać po tym co on mówił i co słyszałem od kolegi, firma stosuje metodę marchewki, a nie kija - nikt nie stoi nad głową, można na luzie pracować w swoim tempie i liczy się, aby mieć dobre wyniki po prostu. Nikogo nawet nie obchodzi czy będę zdobywał klientów telefonicznie czy mailowo - po prostu róbta co chceta, byleby przyniosło to efekty.
Jakby tego było mało, to też mają fajne ścieżki kariery i aż się nakręciłem. Firma też sama w sobie jest świetna, bo to jeden z liderów na rynku i mają nawet jakąś nagrodę pracodawcy roku od jakiegoś większego portalu związanego z pracą. Siedziba firmy w świeżo wybudowanym kompleksie biurowym w super okolicy, z budynkami biurowymi klasy A, więc najwyższej możliwej. Ja się tym miejscem zachwycałem już rok temu i nawet pamiętam jak koledze mówiłem, że mógłbym tam pracować dla samych budynków

Nawet czułem wtedy jakbym miał tam pracować, jakoś tak potrafiłem sobie to łatwo wyobrazić.
W ogóle się nie przejmuje tym drugim etapem, ja już jestem pewien że tą pracę mam - dzisiaj wymiotłem tak bardzo, że nie wiem jakim cudem miałbym skopać to na tyle, aby nie dostać szansy. Byłem tak spokojny, wyluzowany, pewny siebie i wygadany, że wracając do domu czułem się jak młody bóg, który może wszystko. A wszystko to, dzięki mojemu cudownemu związkowi i temu jak poszła mi w górę samoocena, otwartość na wszystko co najlepsze i wiele innych. Całe życie mi się zmienia, a to już tylko kwestia tygodni aż wyniosę się z domu i będę samodzielnie się utrzymywał i to jeszcze wychodzi na to, że w lepszych warunkach niż oczekiwałem.
Tak bardzo czuje tą pracę jako coś niesamowicie oczywistego i korzystnego na teraz, że to się w głowie nie mieści. W ogóle to planuje etap przejściowy spędzić mieszkając u dziadków ze względu na dojazdy (jakiś miesiąc), a że nawet kolejne weekendy będę miał zajęte, bo warsztaty, bo wyjazd do Torunia być może, to możliwe że za tydzień pożegnam się z rodzinnym domem i już do niego nie wrócę na dłużej niż na krótką wizytę czy pojedynczy weekend. Potem to w ogóle przestanę jeździć bo mi się nie chce taki kawał, jak rodzice będą chcieli to będą mogli sobie sami przyjechać, o ile wcześniej nie zdążą puścić focha, że nie przyjechałem na święta czy miałem w tyłku inną niezwykle "ważną" rzecz. Wychodzi na to, że spokojnie dam radę bez ich pomocy, więc nie muszę niczego już robić wbrew sobie i będę żył po swojemu, a co oni na to, to już nie mój problem.
Ah, życie jest cudowne - tyle wsparcia, tyle szczęścia. Żeby było śmieszniej - wszystko mi samo przychodzi - najpierw mnie odnalazła cudowna kobieta, potem się studia same układały tak, jakby chciały powiedzieć "masz cały wolny tydzień, możesz pracować na etacie", a potem przyszła do mnie super praca na tydzień przed tym jak miałem zacząć jej szukać

No i związek mi się cały czas rozwija i to naprawdę szybko, dzieje się tyle rzeczy, nawet zrobiło się między nami na tyle poważnie, że randki przestały być randkami, a stały się spotkaniami dwojga ukochanych planujących wspólną przyszłość.
I że ja niby byłem ledwie 4 lata temu kolesiem bojącym się ludzi, totalną ofiarą życiową i zamkniętym w sobie chłopczykiem? Niesamowite co się ze mną stało.
Boże, jaki jestem szczęśliwy
