Cieszę się, że odwróciła się pewna tendencja - tak jak kiedyś siedząc na tyłku w domu i medytując miałem fajne stany i wyobrażenia o sobie, które były rozwiewane przez wychodzenie z domu i konfrontacje z rzeczywistością - tak teraz coraz bardziej mam tak, że wychodząc z domu mogę się przekonać o tym, że jest ze mną lepiej, niż mi się wydaje.
Coraz bardziej też widać efekty mojej pracy nad niewinnością. Czuje, że mogę coraz swobodniej się przejawiać wśród ludzi i coraz mniej przejmować cudzymi problemami związanymi z moją osobą. Dzisiaj tak jakoś się we mnie przebudziła taka fajna niewinność bycia sobie, gdy szedłem na uczelnie. Niemal całą godzinę tej drogi szedłem uśmiechając się od ucha do ucha, bo tak mi było przyjemnie czuć... siebie. Tak bardzo czułem się sobą, a muszę przyznać że być mną to jest zajebista sprawa. Poważnie czułem w tamtym momencie ogromną przyjemność z bycia kimś tak bosko wspaniałym, jak ja.

A jakie miłe odczucia w ciele - czułem przyjemność w nogach, własne wsparcie w dolnej części pleców (tu było najprzyjemniej) i lekkość od brzucha aż po serce.
Potem był też zabawnie, bo na zajęcia przyszła dziewczyna z którą byłem rok temu w grupie, potem ona wyjechała na wymianę, grupy się zmieniły i jej długo nie widziałem. I gdy rozmawiałem z nią ten rok temu, to byłem nieco onieśmielony, sztywny i spięty, a ona w porównaniu ze mną wydawała się rozmawiać na dość dużym luzie. A dzisiaj dla odmiany to ja gadałem na pełnym luzie i ku mojemu zaskoczeniu zauważyłem, że to ona jest nieco onieśmielona moją śmiałością. I w sumie jak się zastanowiłem to doszedłem do wniosku, że ona jest taka sama, jaka była ten rok temu - tylko że wtedy w porównaniu ze mną wydawała się dość swobodna w rozmowie, bo ja byłem aż tak kiepski

Zauważyłem też że wraz z czasem siedząc wśród całej grupy ludzi jakoś tak sobie powoli wygasałem przez kolejne godziny. Ewidentnie traciłem chęć do tak fajnego przejawiania siebie, tak jakbym nie mógł za bardzo się wychylać z tym wszystkim, ale raczej zachować dla siebie podczas samotnych spacerów. Zastanowiłem się też od jakiej strony pokazuje się ludziom i doszedłem do wniosku, że rzeczywiście ukrywam przed innymi to, co we mnie najlepsze. Kreuje się na przeciętniaka, jakich wielu nie dając się poznać od tej strony, którą sam chce przejawiać na dany moment. Trzeba będzie to rozpracować, bo przecież świat nie może być nieświadomy takich wspaniałości, jakie skrywam
