Clint
Fajna inspiracja to co piszesz:)))
Gratuluję:-)
Mój zawód wyszedł "przypadkiem"dawno temu. Poszłam do szkoły plastycznej policealnej( wcześniej rzuciłam polonistykę już na pierwszym semestrze) na projektowanie ogrodów. Niestety okazało się, że jest za mało chętnych i nie utworzono kierunku, przerzucili mnie na grafikę. Zgodziłam się dość niechętnie, z myślą, że mnie to nie interesuje i to nie dla mnie.
Jako dziecko lubiłam bardzo rysować. Ale lubiłam też tańczyć i śpiewać. I wiele innych rzeczy. Ze skakaniem po drzewach i dachach garażów, okradanie sadów włącznie;)
Śpiewanie skutecznie wybiła mi z głowy moja mama, mówiąc, że nie mam talentu, głosu i żadnych szans na karierę, że to trzeba być super wyjątkowym, niepowtarzalnym i to jak złote jajo. Nie dla mnie. A na taniec mnie wypychała.
Nigdy nie podejrzewałam się zbytnio o talent plastyczny, a studia na Akademii Sztuk Pięknych to było jak wygrana w lotto w mojej głowie i głowach osób z otoczenia. Podziwiałam, wierząc, że to coś niesamowitego i trzeba mieć wielki talent... marzenie.
Nie dla mnie zupełnie.
W liceum w 3 klasie zaczęłam trzymać się z dziewczyną, która bardzo pragnęła się dostać na ASP, chodziła na dodatkowe zajęcia plastyczne, ciągle rysowała. Mnie to bardzo fascynowało, ona mnie fascynowała, inspirowała. Miałam też w klasie kolegę, który ciągle coś sobie rysowal po zeszytach i uważałam, że ma talent, ale on miał tak niską samoocenę, że gdy mówiłam, żeby zdawał to pukał się w czoło. Ciągle tylko słyszalam, jak to trudno na takie studia się dostać, jak trzeba być wyjątkowo utalentowanym. I nigdy nie poszedł w tym kierunku.
I coś mi zaskoczyło, jak już poszłam na tą polonistykę i męczyłam się tam baaardzo, że chce robić coś co kocham i mam gdzieś to, że nie będę miała pracy itp. Pokierowałam się serduchem. A potem poszło już bardzo łatwo. Studia były dla mnie przyjemnością, inspiracją, pozbyłam się też różnych zahamowań i części kompleksów, że jestem jakaś dziwna. Tam było pełno osób z podobnym nastawieniem. Jakie to było fajne. Oceny też miałam bardzo dobre przez całe studia. Taka zabawa to była.
Rodzice nie wierzyli, że ja jakiekolwiek studia mogę kończyć, a zwłaszcza takie, byli trochę w szoku;)
Jak tak pomyślę jak widziałam to na początku, a jak później, to takie śmieszne mi się wydaje. Ale że mam karmę artysty obciążoną i materialną, to jeszcze mam pewne opóźnienia z realizacją spełniania się.