Jak człowiek jest szczęśliwy to nie ma neurotycznej potrzeby gonienia za jakimś mitycznym oświeceniem.
To prawda

Dążenie, gonienie, jest zawsze związane z napięciem, poczuciem niezaspokojenia, braku, który podpowiada, że musi być lepiej, więcej, inaczej, bardziej itd. Szczęśliwość to stan spełnienia i zaspokojenia. Myślę, że każdy z nas, zna stan radości, bo na pewno doświadczył go w swoim życiu wielokrotnie, chociaż na chwilę, kiedy czuł się po prostu dobrze ze sobą. Chyba największym problemem jest to, by się do tego stanu przyzwyczaić, jako czegoś naturalnego, codziennego, normalnego. Większość osób, nie zmotywowałoby się do zmian, do działania, gdyby nie wewnętrzne napięcie, które każe im pędzić, coś zmieniać, coś robić i większość osób nie potrafi sobie wyobrazić codzienności życia, bez tego napięcia. Często słyszę, że zaspokojenie, to zatrzymanie, skoro człowiek nie chce więcej, do niczego nie dąży. Ale ja to widzę inaczej. Zaspokojenie wynikające ze szczęśliwości, to zamiana z "gonię za", na "korzystam z". A tam gdzie jest korzystanie, tam jest również działanie i przepływ, więc nie znaczy, że się już w życiu nic nie chce i nic nie realizuje. Napięcie, które do tej pory ciągle podpowiadało „zrób więcej, zrób lepiej, powinieneś mieć to”, wycisza się. A do głosu coraz bardziej dopuszczamy nasze WJa. A WJa, to nie są tylko inspiracje, to jest równie często konkretne działanie przez nas, przez nas dla innych i przez innych dla nas.
