Szczurki oczywiście też, ale psy są mi zdecydowanie bliższe, towarzyszyły mi odkąd pamiętam, w dzieciństwie były moim głównym obiektem zainteresowania i fascynacja tylko się pogłębiała;) Pierwszego psa miałam przez aż 17 lat. Szczurki, mimo że są inteligentne i przyjacielskie, to jednak są tylko pewną namiastką tego co może zaoferować pies. Poza tym żyją zazwyczaj max do 3, 4 lat, choć w czasach tak wielkiej popularności rasowych szczurów jest ich tak wiele, że wady genetyczne tylko się rozmnażają i często żyją tylko 2 lata albo bardzo wcześnie zaczynają chorować.
Teraz mam stado marzenie i jak myślę o tym, że każda z nich skończyła już rok i za plus minus dwa lata będę się z nimi żegnać to mi serce pęka. Zbyt wielu bliskich straciłam przez ostatnie lata, żeby sobie to robić, więc postanowiłam, że jak dziewczyny odejdą to kończę na jakiś czas ze szczurkami i poświęcę się w pełni psu.
Pewnie, że będzie już tylko lepiej - ja w pewnym momencie poczułam, że już zdecydowanie za wiele się nacierpiałam i moja pś też załapała, że to ani sensu nie ma, ani tym bardziej żadnej przyjemności. Życie jakie zaczęłam na nowo jest o wiele korzystniejsze i przyjemniejsze, czasem jeszcze zdarzy mi się zmartwić czy wszystko pójdzie zgodnie z moimi odczuciami, ale to również wygasa i zaczyna w to miejsce wyrastać zaufanie i pewność, że nic złego mnie już nie spotka.
Fajnie się funkcjonuje w taki sposób, bo cokolwiek by się nie działo - czy to w pracy, czy przed wizytą u dentysty:D, wzbudzam w sobie uczucia miłości do siebie i powtarzam, że wszystko co dzieje się w moim życiu jest dla mnie korzystne i najlepsze na ten moment, że Bóg mnie ochrania i opiekuje się mną i nie muszę się o nic martwić. I faktycznie przy każdej niepokojącej sytuacji wszystko toczy się z korzyścią dla mnie, w dużo przyjemniejszy sposób niż sobie to potrafiłam wyobrazić. Wystarczy się teraz do tego przyzwyczaić i zaufać, że tak już zostanie:)