Niezła teoria. Ładna.
Ale trzeba przyjrzeć się faktom. Syria, Afganistan, albo i Polska, czy USA.
Gdzie w tych przypadkach zwyciężyła nadrzędna miłość?
Nigdzie!
Ale... był okres, kiedy miłość wygrywała w konflikcie na wschodniej Ukrainie!
Po Majdanie zaplanowano podporządkowanie ludności rosyjskiej z obwodów Ługańskiego i Donieckiego. Puszczono tam jakieś czołgi w celu zastraszenia ludności. Ludzie wychodzili przeciw czołgom z obrazkami świętych i... żołnierze ukraińscy odstępowali. Tę idyllę zakończył dopiero Poroszenko ogłaszając, że będzie płacił za każdego schwytanego czy zabitego "terrorystę", czyli Rosjanina. To zdecydowanie odmieniło losy tego konfliktu. Nagle żołnierze ukraińscy przestali reagować na miłość, bo poczuli pieniężną motywację do walki!
Podły przykład, co?
Życiowy.
W skali społecznej wygrywa skoncentrowana wola. W skali indywidualnej może wygrywać miłość. Ale i tak zależna jest ona od skoncentrowania woli. W tym przypadku woli indywidualnej, która skoncentrowana okazuje się nadrzędna nad nieskoncentrowaną wolą otoczenia. I żadne epitety przypinane do woli tego faktu nie zmienią. Doskonale wiedzą o tym szkolący zawodowych żołnierzy. Najważniejszą częścią tego szkolenia jest trening motywacyjny. To dlatego zawodowi mordercy wygrywają przeciw nieskoncentrowanej miłości większości miłujących pokój ludzi!
Jedyny przykład, kiedy w relacjach społecznych w Europie wygrywała miłość, to opowieści o dokonaniach św. Franciszka.
Jego cud polegał na tym, że był skoncentrowany na miłości i WIERZE w jej moc, i nie przejmował się indywidualną złą wolą. W kwestiach indywidualnych (boża opieka, ochrona, uzdrowienia) takich przykładów jest znacznie więcej. Dotyczą one jednak jednostek.
Mimo wszystko, mało. Dlaczego aż tak mało?
Według wiary naszej nam się dzieje. Wiara to skoncentrowana wola.
Oczywiście,
JEŚLI WOLA SKONCENTRUJE SIĘ NA MOCY MIŁOŚCI, ZACHODZIĆ MOGĄ CUDA. Wola nie jest nadrzędna wobec miłości, ale uruchamia, bądź wycofuje jej działanie.
Wiara to przekonanie o MOCY. (bądź niemocy).
Kto nie wierzy w moc miłości, niestety, nie doświadcza jej mocy tak, jakby chciał. Może się ciągle czuć oszukany, zwiedziony, a wreszcie może też stracić wiarę.
Kto wierzy w moc miłości (ale musi wierzyć niezachwianie), ten doświadcza, że miłość ma niesamowitą moc.
Mimo że działanie miłości uruchamia nasza zgoda, BY SIĘ DZIAŁO ZGODNIE Z NAJWYŻSZYM DOBREM, to efekty działania miłości nie są zależne od naszego widzimisię, tylko ZGODNE Z NAJWYŻSZYM DOBREM.
Zgoda jest skutkiem wyboru, czyli aktu woli. Nad wolą mamy kontrolę, bo zależy od nas. Nad miłością i jej działaniem już tej kontroli nie mamy. Nie możemy jej wygenerować na życzenie. Możemy tylko zgodzić się, by działała, albo ją wyłączyć (zdusić w sobie, zblokować).
Uważam, że niezależnie od wyznania, którym człowiek się kieruje, warto poznać Hymn o miłości św. Pawła
http://www.nonpossumus.pl/ps/1_Kor/13.phpi potraktować go jako temat do medytacji.
No i na koniec temat do afirmacji oraz medytacji:
Moc boskiej miłości, mądrości, mocy i światłości we mnie jest potężniejsza od zła i głupoty w innych. Jeżeli brzydzi was używanie frazy "zła i głupoty", możecie użyć bardziej kulturalnego zwrotu, modnego wśród buddystów: "ignorancji". Efekt będzie nieco inny, ale przynajmniej wasze ego nie ucierpi