Autor Wątek: Wsparcie  (Przeczytany 9803 razy)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-12, 18:27:23 »
Liliole
Zastanawiałam się co się z tobą dzieje że przestałas pisac.
A tu szok, taka wiadomość. Materializacja moich lęków.
Jak się czujesz? Jak sobie z tym radzisz? Jak z poczuciem winy?

Ja całe lata bałąm się że moja mama umrze gdy ja bedę się oczyszczać, i ona kilka razy była na granicy śmierci.
Rok temu nieświadomie mocno ją uzdrowiłam za pomocą kamertonów i mama teraz czuje ię dosyc dobrze a ja przestałam się bać że ją zabiję, tym że mnie będzie lepiej. Ponadto tak się samo potoczyło że zostały jej zrobione egzorcyzmy, więc dzięki temu czuje się jeszcze lepiej.

Nawet nie wiem od czego zacząć, bo jeszcze nie do końca ogarnęłam o co chodzi. Faktem jest, że zawsze jak zaczynałam oczyszczać relację z ojcem to go cos bolało. Teraz tez tak było. Teraz oczyszczałam ogóle moje relacje z rodzicami. Zaczęłam sobie uświadamiać co sie tak naprawdę tam działo. Co było pod spodem. No i moja mama złamała rękę. I od czasu tego złamania od ojciec po tygodniu zaczął sie źle czuć. Po tygodniu trafił do szpitala ze stanem przedzawałowym. Trzymali go kilka dni. Zrobili zabiegi i wypuścili. A po jakichś 3 dniach umarł w domu. W międzyczasie okazało się, że mojej mamie źle zdiagnozowali złamanie jako proste, a było z przemieszczeniem. No i dla mnie zaczłęła sie jazda. A to z mamą do szpitala, a to załatwiać sprawy z pogrzebem. Dwa razy naciągali jej rękę na żywca (z miejscowym znieczuleniem). Z drugim razem to krzyczala z bólu. Jak na torturach. Nie wiadomo czy ręka będzie do końca sprawna. W każdym razie tyle bólu co teraz przeżyła to nie wiem czy kiedykolwiek w tym zyciu przeżyła. Bo wiele nocy tez nie przespała, bo ja ręk atak bolała.

Tu chyba najbardziej czułam sie winna, bo sie bałam, że to przeze mnie. Ze jakbym nie ruszała tego systemu rodzinnego to może ona nie poczuła by sie winna. Bałam się, że ona się za coś karze i że ja mam na to wpływ.
Ale chyba wreszcie dotarło do mnie, ze ja nie jestem odpowiedzialna za swoich rodziców. Że ja też ta swoja odpowiedzialnością za nich podtrzymywałam ten system. W tym systemie ja nie mogłam odejść, nie mogłam miec nic własnego.
Czułam sie odpowiedzialna za rozwój mojej matki. Miałam chyba jakąś misję, żeby otworzyć im serca. Ale sie nie udało. To ja swoje w pewnym momencie zamknęłam.
Teraz powierzam ich Bogu. Życzę im jak najlepiej, ale dbam o siebie. Oni niech robią co chcą. Nie może być tak, żeby moje zycie i moja wolność były mniej warte niz ich. Mamie pomagam tyle ile mogę, ale też myślę o sobie. Ojcu życzę wszytskiego najlepszego w następym wcieleniu ( w tym był juz chory i od jakiegos czasu tracił ochote na życie, nie rozwijał się).

Poza tym  odpuszczam. Tym bardziej, że nie wiem do końca co jest grane. U mnie w domu nic nigdy nie było tym czym sie wydawało.
W sumie to chyba czuję sie lepiej. Jeden z moich strażników ne żyje, a drugi jest zajęty swoim bólem. Dzisiaj czuję jakby zeszły ze mnie jakies pęta.

Wogóle czuję dużą energetyczną zmianę, która jeszcze do końca do mnie nie dotarła, bo długo byłam w niskich wibracjach śmierci. Bardzo możliwe, że dużo sie ruszyło, bo zaczęłam sie oczyszczać wahadłem.
Dzisiaj napisałam znajomej jasnowidzce, że nie wiem czy u mnie to sie wszystko "pieprzy" czy uzdrawia, a ona mi odpisała, że uzdrawia. Tak bym chciała :)

 
« Ostatnia zmiana: 2016-02-12, 18:30:42 wysłana przez Lilliole »

tod

  • Wiadomości: 261
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-02-12, 17:45:15 »
Obawiam się czy niepotrzebnie nie torpedujesz pracy nad sobą z obawy o innych.

Bardzo możliwe.

Właściwie to każdy jest odpowiedzialny za siebie.

A na to co nas spotyka, te sytuacje pozytywne czy negatywne, często pracuje się całe życie.

tod

  • Wiadomości: 261
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-02-12, 17:35:35 »
Fakt, może to i trochę dziwne. Nie mam pojęcia czy to z tego powodu...

Po prostu coś takiego zauważyłem i dorobiłem sobie swoją własną teorię do tego...

Po prostu takie zbiegi okoliczności się wydarzyły.

To nie było raczej tak, że to się wydarzyło z powodu mojego oczyszczania, to pewnie mnóstwo różnych czynników się na siebie nałożyło, zupełnie niezależnych ode mnie.

Po prostu tak się stało, nie mam pojęcia dlaczego, nie wszystko w życiu trzeba rozumieć, czy też umieć wytłumaczyć sobie rozumem.



Ja bardziej zwracam uwagę na to, jakie emocje wywołały we mnie te sytuacje....




Inga

  • Gość
[#]   « 2016-02-12, 15:14:33 »
Obawiam się czy niepotrzebnie nie torpedujesz pracy nad sobą z obawy o innych.
Tutaj niebezpieczeństwo tworzyć może, odcinanie komuś energi którą się mu daje, takie szybkie odcięcie może byc dla takiej osoby niebezpieczne.

Inga

  • Gość
[#]   « 2016-02-12, 15:01:54 »
tod
Trochę to dziwne co piszesz. Oczyszczałeś włąsnie wtedy relacje z dziadkiem i wujkiem? Tak silnie karmisz ich energią że po odcięciu tej energi aż jeden z nich umarł? Skąd wiesz że to z tego powodu były te wypadki?

tod

  • Wiadomości: 261
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-02-12, 13:18:29 »
U mnie tak samo...
Lęk że moje oczyszczanie może zabić kogoś z rodziny...

Ostatnio staram się działać bardzo łagodnie, miałem też wrażenie, że parę razy już mogło być 'na granicy'. Ale staram się cały czas pilnować, żeby zbytnio nie przesadzać z oczyszczaniem... żeby nie fikać zbytnio.

U mnie zdarzyło się, że podczas mocnego 'oczyszczania', następnego dnia dziadek dostał wylewu... Przeżył...
Ale wcześniej zdarzył się przypadek, że mój wujek (chrzestny) dostał wylewu podczas gdy był robiony u mnie zabieg oczyszczający... niestety nie przeżył. I ja miałem poczucie jakbym go zabił, co oczywiście nie było prawdą.

Najprawdopodobniej to ma związek z dużymi uwikłaniami w rodzinie.

Teraz staram się działać tak, żeby jednocześnie uzdrawiać całą rodzinę podczas uzdrawiania siebie a nie tak jak wcześniej, próbować odcinać się od niej i dążyć do tego by tylko samemu się oczyszczać ignorując jednocześnie wszystkich wokół. I mając nawet do nich pretensje że 'mi przeszkadzają w moim oczyszczaniu'.

Inga

  • Gość
[#]   « 2016-02-12, 13:01:24 »
Liliole
Zastanawiałam się co się z tobą dzieje że przestałas pisac.
A tu szok, taka wiadomość. Materializacja moich lęków.
Jak się czujesz? Jak sobie z tym radzisz? Jak z poczuciem winy?

Ja całe lata bałąm się że moja mama umrze gdy ja bedę się oczyszczać, i ona kilka razy była na granicy śmierci.
Rok temu nieświadomie mocno ją uzdrowiłam za pomocą kamertonów i mama teraz czuje ię dosyc dobrze a ja przestałam się bać że ją zabiję, tym że mnie będzie lepiej. Ponadto tak się samo potoczyło że zostały jej zrobione egzorcyzmy, więc dzięki temu czuje się jeszcze lepiej.

Kornel

  • Wiadomości: 304
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2016-02-12, 10:21:37 »
Powiedzcie mi drodzy przyjaciele jak to jest w waszych rodzinach - mam na mysli jak to jest w relacjach kobiety i mężczyzny będących w związku i razem wychowujących dzieci.
Jak wiem i czytam z Waszych postów rodzice to przeważnie para wojujących ze sobą samca i samicy z których jedno usiłuje zdobyć dominację nad drugim.
Tak jest i u mnie. I w tym cały jest ambaras aby dwoje chciało na raz :)

Czy w ogóle jest możliwa zgodna korelacja w małżeństwach ? Wszak zawsze i wszędzie znajdzie się przyczyna by się ze sobą nie zgadzać- a to czegoś jest za mało a to czegoś jest za dużo. Ciemno - widno , zimno - ciepło ... te przeciwstawne stany sa potrzebne bysmy wiedzieli o jednym i o drugim i umieli je definiować.

Jednakże co sie podoba jednemu nie musi się podobać drugiemu i juz jest spięcie.
Takich spięć jest mnóstwo na co dzień. i co ? sama potulność jednej lub drugie strony o skłonnośc do ustępstw wystarczy?
Panie premierze jak żyć ? :) :) :)   / gdy jedno jest leniwe a drugie pracowite/  gdy jedno we krwi ma skłonność do kłótni a drugie ma tego już tego dość .
To wszystko widza dzieci oczekujące miłości ...  która była kiedyś lecz została spłaszczona , wypaczona.

Jakie wzorce przeniosą do swoich rodzin ?   Takie same ?

Leszku co mogą terapeuci gdy nie ma woli skorzystać z ich rad ? Gdy trwała opaska zawiazana na oczach ?


Mariomar

  • Gość
[#]   « 2016-02-11, 16:58:56 »
Lilioe,
Ja dzięki wezlom przejrzałem, kim naprawdę jest moja mama. I odkąd to zobaczyłem i nie pozwoliłem już mamie więcej mną manipulować, zaczęła... mnie atakować. Wyszła jej agresja, ze ona tyle wycierpiala przez dzieci i przez ojca,a ja tego nie doceniam. Dlatego odsunalem się od niej.

Obecnie mamy bardzo chłodną relację. Unikam rozmów z nią, bo każde moje zdanie odbiera jako krytykę i atakuje mnie.

Natomiast opiekuje się moim Synkiem, gdy jesteśmy w pracy i siłą rzeczy, mamy ze sobą kontakt.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-11, 16:24:08 »
Lilliole, mała dziewczynko, to nie twoja wina. To nie jest NICZYJA wina. I życzę ci, zeby te wszystkie wydarzenia,  choć może teraz jeszcze bolesne i trudne, okazały się dla ciebie korzystne. Przytulam :) i wspieram :)

Dziękuję Jenka :-*

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-11, 16:23:11 »
U mnie miłość była pozorna. Miłe słowa, kupowanie zabawek, chwalenie za dobre oceny, jeżdżenie razem na wakacje... Jako dziecko wydawało mi się, że mam super rodziców... no właśnie wydawało się... pozory...
A później jak sobie zacząłem uświadamiać swoje negatywne emocje to przez długi czas miałem poczucie winy z powodu tych emocji... bo oni nijak nie pasowały do tego ogólnego wizerunku moich rodziców. Myślałem że jest coś ze mną nie tak z powodu tego, że czuję lęk, czy wściekłość... wstydziłem się tego wszystkiego co czułem, bo wydawało mi się to takie... nie na miejscu...

Skąd ja to znam...


JenKa

  • Wiadomości: 287
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-02-11, 16:19:29 »
Lilliole, mała dziewczynko, to nie twoja wina. To nie jest NICZYJA wina. I życzę ci, zeby te wszystkie wydarzenia,  choć może teraz jeszcze bolesne i trudne, okazały się dla ciebie korzystne. Przytulam :) i wspieram :)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-11, 16:17:20 »

Też niedawno przejrzałem na oczy, odnośnie mamy. Zawsze myślałem, ze to była miłość, a tak naprawdę najważniejsza dla niej była ciągła walka magiczna z moim ojcem i ciągła kontrola nad nim.


U mnie było to samo :) Na zewnątrz pozory jakiegoś ładu, a pod spodem walka. I jeszcze nie wolno o tym mówić, bo zaraz atak energetyczny. Nie wolno podważać oszustwa, że jest tu jakaś miłość.
Musiałam być wdzięczna, bo przecież taka cudowna rodzina. Jeszcze mi inni zazdrościli :))
Mysle sobie, że chyba juz bym wolała otwartą agresję. Przynajmniej bym wiedziała na czym stoję.

NIe wiem jak u ciebie Mariomar, ale u mnie cięzko było przejrzec na oczy, bo miałam bardzo silny zakaz, że nie wolno. I niby już wiedziałam, że nie było tak różowo, ale i tak sama sobie długo nie wierzyłam, że mogło byc aż tak źle.
No i ta kontrola. Bardzo silna.

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2016-02-11, 15:36:50 »
Kornel
To, co napisałeś, przywodzi mi na myśl dość popularny profilaktyczny wp***ol, żeby się dzieciakom w głowach nie pomieszało i żeby wyrosły na uczciwych obywateli.
Potem, dzięki tej metodzie, terapeuci mają zarobek.
Terapie grupowe pozwalają wyjść poza te schematy.

tod

  • Wiadomości: 261
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-02-11, 15:23:54 »
Jeśli by uznać, że miłość to dostrzeganie drugiej osoby, to ja nie wiem czy kiedykolwiek doświadczyłem miłości ze strony rodziców.

Cytuj
Takie mówienie jest tylko kreowaniem swojego wizerunku dobrej matki wobec otoczenia. Podtrzymywaniem jakiegoś oszustwa. Dziecko wtedy wierzy, że brak miłości i gadanie o miłości jest miłością. A nie jest.
Miałem/mam podobnie.

Cytuj
Miałem to samo w dzieciństwie z tatą - nieobecny, i z mamą - nadopiekunczosc ale bez uwagi i czułości.
U mnie podobnie.

Ojciec agresywny, zamknięty emocjonalnie, toksyczny - matka nadopiekuńcza, sprawiająca pozory bycia zadowoloną i miłą a chowająca w sobie duże pokłady złości.

U mnie miłość była pozorna. Miłe słowa, kupowanie zabawek, chwalenie za dobre oceny, jeżdżenie razem na wakacje... Jako dziecko wydawało mi się, że mam super rodziców... no właśnie wydawało się... pozory...
A później jak sobie zacząłem uświadamiać swoje negatywne emocje to przez długi czas miałem poczucie winy z powodu tych emocji... bo oni nijak nie pasowały do tego ogólnego wizerunku moich rodziców. Myślałem że jest coś ze mną nie tak z powodu tego, że czuję lęk, czy wściekłość... wstydziłem się tego wszystkiego co czułem, bo wydawało mi się to takie... nie na miejscu...

Prawda jest taka, że WSZYSTKO CO SIĘ ODCZUWA JEST W PORZĄDKU.
« Ostatnia zmiana: 2016-02-11, 15:27:28 wysłana przez tod »