Odnośnie tematu, to bardzo polecam króciutką książęczkę J. Campbella "Kwestia bogów". Fajnie patrzy na to dlaczego jest takie pierwsze przykazanie:
"Drugi problem polega na tym, że źródło tej tradycji jest semickie. Semici wywodzili się z pustyni, a jedną z cech charakterystycznych religii semickich – czy to babilońskich, akadyjskich, hebrajskich czy asyryjskich – jest to, że główne bóstwo nie stanowi personifikacji sił przyrody, lecz zasad, etyki i historii danego społeczeństwa.
Kiedy mamy do czynienia z religią natury - nawiasem mówiąc, jest to termin pejoratywny odnoszący się do wszystkich religii świata poza grupą religii, o której mówię - można powiedzieć, na przykład: „Bóstwo, któremu wy nadajecie imię Indra, my nazywamy Zeusem". Kiedy Cezar wkroczył do Galii, co omawia w szóstej księdze Pamiętników o wojnie z Gallami, podjął się opisu religii ludów celtyckich, ale na oznaczenie tamtejszych bóstw używa nazw łacińskich. Nazywamy to synkretyzmem. Podobnie, kiedy Aleksander Wielki wkroczył do Indii, jego oficerowie od razu zauważyli związek między własnymi bóstwami a bóstwami indyjskimi. Zidentyfikowali Krisznę z Heraklesem i tak dalej. Ale kiedy główne bóstwo jest bóstwem twojego plemienia, nie da się tego uczynić. Wówczas nie możesz powiedzieć: „Ten, którego wy nazywacie Assurem, my nazywamy Jahwe". W takiej sytuacji dochodzi do pierwotnej ekskluzywności – odrzuca się nie tylko bóstwa natury, lecz również bóstwa sąsiadów. Przeciwstawiamy się sąsiadom będącym czcicielami religii natury, wielbiącym złych bogów, fałszywych bogów i tak dalej. Ta ekskluzywność jest w nas zakorzeniona, ponieważ stanowi fundament tradycji judeochrześcijańskiej."