wciąż nie ma wątku "Chciwość a rozwój duchowy", ani "Chciwość - ślepa furtka czy tragiczne wyzwanie", pooftopuję więc jeszcze przez chwilkę tu (za co przepraszam wszystkich zainteresowanych czystym, bezideowym trzepaniem kapuchy)
--
Lynd
odnośnie tego, co pisałeś o
wyznaczaniu własnych granic bestialstwa, i że każdy "
w tej swojej granicy jak najbardziej ma prawo czuć się OK" to ja się zasadniczo zgadzam, znaczy chciałbym się zgodzić, ale coś mi tu jednak zgrzyta, i nie potrafię tego teraz precyzyjnie nazwać, ale chodzi o chyba o to, czy oby na pewno każdy wyznacza własne granice, w których czuje się wporzo, i tak ma być, więc nie drąż?
taki troszkę chaotyczny i skrótowy ciąg skojarzeń:
1) torturowanie niewinnych świnek, krówek i kurek oraz hipokryzja kupujących mleczko w hipermarkecie -- temat z grubsza omówiony i nie ma potrzeby odświeżać go częściej niż raz na rok -- stanęło na tym, że jeśli ktoś lubi wcinać sery lub salcesony, bo jemu to służy, i czuje się z tym OK -- no to fajno, gites majones
2) wyzyskiwanie gorzej urodzonych, korzystanie z ich niewolniczej pracy dla własnego komfortu, no i wobec "aktualnej sytuacji ekonomicznej" -- czy to ze świadomością własnej chciwości, czy to udając Greka, który nie wie, skąd ten dobrobyt -- OK, kupuję
3) wrzucanie do pieca małych aryjskich dziewczynek, w celu późniejszej konsumpcji -- stop, wróć!
ups, czyli jednak są granice, których przekraczać nie wolno -- przeciętny janusz widzi je chyba gdzieś pomiędzy pkt. 2 i 3, ale myślę, że można (należy) go czasem szturchnąć, i poddać w wątpliwość tę jego mapę
--
WG, nie zaczepiaj mnie proszę per ekspert, bo to mi uwłacza