Autor Wątek: Prosperująca świadomośc, świadomość bogactwa, kreacja mentalna.  (Przeczytany 308852 razy)

Danny7

  • Wiadomości: 158
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-03-14, 16:31:34 »
Pomieszanie z poplątaniem w moim prosperity. Więc od razu mówie ze post bedzie ciężkim przypadkiem :)

Przez zbyt dlugi okres czasu dawalem sie uzalezniac rodzicom finansowo. Na studia szedlem zeby sie uwolnic od ojca niz realizowac...
To sie za mna ciagnie teraz.
Moja obecna sytuacja jest taka, ze mam prace, ktorej nie chce mi sie wykonywac, ide po najmniejszej linii oporu. Bardzo mozliwe ze skoncze w tym miesiacu i zostane na lodzie...

Teraz mecze sie sam ze soba, bo nie wiem co mam robic:

/Z jednej strony potrzebuje pieniedzy, obecna praca nie daje mi satysfkacji, wlasciwie niczego poza jakimis groszami na przezycie

/Gdy szukam innej pracy - rowniez nie ma nic co by zwrocilo moja uwage, same beznadziejne ogloszenia... Lub takie do ktorych sie nie nadaje, takie w ktorych juz probowalem i to byl jeden wielki stres, udawanie, lęki w kazdej plaszczyznie...

Teraz gdy juz przy szukaniu jestesmy - caly czas mysle ze stac mnie na cos duzo lepszego, wciaz chcialbym byc bardziej przedsiobiorczy, niezalezny, inny niz wszyscy na tych swoich nic nie wartych etatach, miec wlasny biznes, i tutaj tez wychodza z glowy kwestie tego ze bez pieniedzy sam firmy nie postawie z dnia na dzien zeby chociaz z tego wyzyc...

wyksztalcenie mam, zdobylem w mekach realizujac wizje innych ludzi - teraz ciekawy paradoks, jestem niekompetentny jesli chodzi  o moj papierek z uczelni, probowalem juz pracowac w takich pracach, bo jest jej w tej branzy najwiecej teraz, ale coz z tego skoro nie mam wiedzy, nie mam umyslu scislego, analitycznego, jednak wielka meka. Mam zdecydowanie predyspozycje artystyczne/humanistyczne, ze tak to ujme.

Z drugiej storny jest rodzinny biznes, ktorego tez nienawidze od zawsze. Ojciec mnie zniechecil do tego jak tylko mogl.
I nie chce z nim pracowac. I wracac tam. Choc tam finansowo wszystko super prosperuje.

Jak sie pozbierac w tym wszystkim?

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-03-14, 09:16:06 »
Czy komuś z was w wyniku rozwoju duchowego czy to uzdrawiania swojej pś, karmy zaszły pozytywne zmiany w życiu materialnym?

U mnie to było tak.
Mój wzorzec dotyczący pracy był taki, że idę tam gdzie mnie chcą i udowadniam, że się nie pomylili, że zasługuję na tą "wspaniała szansę", daję z siebie wszystko nie żądając niczego.
Do obecnej pracy to wogóle ściągnęła mnie matka, niby do księgowości, ale tez mialam pomóc we wdrażaniu oprogramowania Symfonia w firmie, bo nikt tu za bardzo nie znał sie na komputerach.
Jak przyszlam to dostałam chyba z 900 zł na rękę. I zajmowałam sie wszystkim co było potrzeba i wszytskim tym czego inni nie potrafili, a co dotyczyło księgowości i komputerów. Wystarczyło, że ktos powiedział: pani Agnieszko nie wiem jak to zrobić - ja juz leciałam i robiłam to za niego, tłumaczyłam po sto razy, bo nikomu nie chciało się zapamiętać ani zapisać.

W międzyczasie zaczęłam stosować afirmacje. Na początku to było głównie "Ja Agnieszka kocham, lubie i szanuje siebie", płyta Leszka "Afirmacje zycia" i "Afirmacje bogactwa" Romana Rybackiego.
No i rzeczywiście szybko moje zarobki sie podwoiły. Za jakiś czas nagle odszedł mój przełozony i ja zostałam główna księgową i znowu moje zarobki się podwoiły, potem też jeszcze jakas podwyżka.
Co ciekawe moja matka zamiast mi dopingować bardzo mnie odwodziła od tego, bym została główną księgową, bo mówiła, że jestem za młoda na takie stanowisko, że nie dam sobie rady itp. Głownie chodziło o to, ze nagle przeskoczyłam ją. Bo ona wtedy była kierownikiem handlowym. Ale nastąpiły takie zbiegi okoliczności, że mi się udało.

No i nagle miałam więcej pieniędzy. Tyle, że moje wzorce nadal działały. Nadal udowadniałam to, że zasługuję. Wcześniej wydawało mi się, ze jak będę miala to stanowisko to wreszcie będę sie czula kimś, ale po jakims czasie znowu czulam sie nikim.

Poza tym tak naprawdę nie korzystałam z tych pieniędzy. Ona szły głównie na zaspokajanie potrzeb mojej córki. A dysponentem moich pieniędzy była matka. Oczywiście na zewnątrz to wyglądało, że nie, ale tak manipulowała, że wydawałam na to co ona uważała za stosowne.
"Twoje dziecko potrzebuje tego czy tamtego."
"A ty to masz, a dziecku nie chcesz kupić!"
"Nie kupuj tego. Tylko stracisz pieniądze."
"Kup sobie ten mebel. Ja ci połowę dołożę."
"No ktos to widział, żeby dziecko nie miało nawet..."

Jak ja coś kupowałam córce np bluzkę, to moja matka zaraz kupowała jej dwie. Zawsze musiała byc lepsza.

Inna sprawa, ze ja nie miałam dostępu do swoich potrzeb, więc nie mogłam ich zaspokajać pieniędzmi.

A potem to mi się odpaliło poczucie winy, że ma za dużo. Że inni tyle nie mają. Że za łatwo. Że nie zasługuję. A że pracownicy tak ciężko pracują i mają o wiele mniej ode mnie. No i trochę mi obcięli ze wzglęgu na sytuację firmy.

W międzyczasie uznałam, że poczuje sie lepiej jak wszyscy w firmie będą lepiej zarabiali. I wtedy będę i ja mogła więcej zarabiać. Więć zaczęłam nauczać i energetycznie pchac wszystkich do przodu. Długo to trwało zanim pojęłam, że poniosłam porażkę, bo oni niewiele sie zmienili. Ale to mnie tak wyczerpało energetycznie i podkopało moje i tak niskie poczucie wartość, że wreszcie odpuściłam.

Ostatnie lata mniej się zajmowałam tematem zarabiania, a więcej lękami, oczyszczaniem podświadomości, odkryciem siebie i swoich potrzeb, korzystaniem z życia i pieniędzy. Zarabianiem też, ale raczej pod kątem uwalniania się od jakichś głupich przekonań dotyczących pracy i pieniędzy typu: "tylko ciężka praca to uczciwa praca" albo wzorca utraty zdrowia dla pieniędzy.

Chyba teraz bardziej mi zależy na lekkim i przyjemnym życiu, łatwej realizacji swoich celów niż na furze pieniędzy. Co nie znaczy, ze nie zależy mi na pieniądzach. Ale nie kosztem zdrowia, nie kosztem braku czasu i energii.

Na ten moment moje wnioski sa takie. Owszem samymi afirmacjami można zwiększyć poziom swoich zarobków, ale bez pracy z lękami czy negatywnymi przekonaniami czy wzorcami, nie skorzystamy z tego za wiele. Bo albo stracimy, albo ktoś inny będzie z tego korzystał.
W każdym razie jezeli chodzi o mnie to jakość mojego życia po kilku latach rozwoju jest znacznie wyższa niż przed rozwojem. Na pewno nie chciałabym byc na tym poziomie co przed. Liczę na dalsza poprawę, również w sferze finansów.


Daniel

  • Gość
[#]   « 2016-03-13, 09:02:05 »
Lilliole
Dzieki za ciekawe wpisy! Na początku trochę się zdziwiłem, jak temat zszedł na relacje z matką, ale potem przypomniałem sobie odwieczną mantrę jaką u mnie w domu powtarzano wydając pieniądze - zawsze było to TRACENIE pieniędzy; nigdy nie słyszałem "ile wydałeś" a "ile straciłeś", w dziesiątkach wariantów. Było to powiązane z lękiem i mocno tkwiło w mojej PŚ, ciekawe że dopiero teraz to zaczęło wychodzić i ujawniać się... i to w dość kosztowny sposób

Ile osób, dzięki afirmacjom, zaczęły LEPIEJ ZARABIAĆ?
Leszek na pewno, hahaha, w końcu sprzedaje afirmacje ;)

Z drugiej strony, dlaczego odrzucać opcję wyjazdu? W końcu, z pustego nawet Salomon nie naleje. Trzymanie się miejsc, gdzie kwitnie bieda, i jednoczesna walka z nią afirmacjami, czy innymi metodami, to jak płynięcie pod prąd, przynajmniej w mojej opinii. I czasami dziwię się, jak wiele osób trzyma się starego afirmując sobie jednocześnie zmiany a potem dziwią się, że nic się nie dzieje ;)

Michał,
jeśli chodzi o rozwój, to znam sporo osób, u których zaszły pozytywne zmiany. Z odległych czasów, kiedy biegały po Ziemi dinozaury a ja mieszkałem w RP - jeśli już ma być Polska - to osobiście odnotowałem 5x wzrost wynagrodzenia dzięki pracy nad sobą na przestrzeni nieco ponad 4 lat.

medżikowsky

  • Gość
[#]   « 2016-03-12, 12:41:30 »
Ja dzięki modlitwie- czyli zestawie afirmacji - znalazlem prace w Polsce w ktorej pod koniec zarabialem 4,5 tys do łapy jako 26 latek . Wczesniej 1000 za 6h pracy.

Cytuj
Bo gdybym wyjechał do Niemiec, to od razu zarabualbym kilka razy więcej

A gdyby ciocia miala ptaka to by była wujkiem...
 jeszcze jak bys powiedzial kilkadziesiat % to by sie mozna warunkowo zgodzic , jesli znasz niemiecki i jesli... Cię tam chcą :)
zeby wyjechac w lepiej prosperujace rejony gdzie na dzien dobry sie wiecej zarabia tez trzeba mieć otwartosc na pewne rzeczy

Idac za twoja logiką Mariomar, może sprobuj zarabiac ta kase co zarabiasz, na wsi , albo na Ukrainie
« Ostatnia zmiana: 2016-03-12, 12:46:13 wysłana przez medżikowsky »

Mariomar

  • Gość
[#]   « 2016-03-12, 11:48:18 »
Michał

Dobre pytanie. Ile osób, dzięki afirmacjom, zaczęły LEPIEJ ZARABIAĆ?

Bo przecież uzdrowienie wewnętrzne powinno się przenosić do świata materialnego. Inaczej to nie jest uzdrowienie.

P.S. Pytam tylko tych, którzy mieszkają i pracują w Polsce. Bo gdybym wyjechał do Niemiec, to od razu zarabualbym kilka razy więcej, a nie będzie to efekt afirmacji, tylko zmiany kraju. Chodzi mi tylko O KONKRETNE ZMIANY OSOB W POLSCE.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-03-09, 15:12:47 »
Coś sie podniosło .... numery w telefonie.

https://www.youtube.com/watch?v=m1uWTrOjIus 

Michał486

  • Wiadomości: 802
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-03-09, 10:27:42 »
Czy komuś z was w wyniku rozwoju duchowego czy to uzdrawiania swojej pś, karmy zaszły pozytywne zmiany w życiu materialnym?

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-29, 15:49:13 »
Inga

bardzo ciekawy materiał i jakiś normalny, fajny Polak się wypowiada.:)

Inga

  • Gość
[#]   « 2016-02-29, 12:28:26 »
https://www.youtube.com/watch?v=fdoPNyrSu9A
O prosperującej świadomości Norwegów. Warto zobaczyć aby mieć lepsze pojęcie o rozwoju społeczeństw zachodnich

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-27, 11:42:30 »
JenKa :)
dziekuję
i gratuluję świetnej pracy!
Dla mnie też dużym miernikiem moich postępów w rozwoju jest relacja z córką.

Ja bardzo często wybaczam i u mnie właśnie oznacza to uwolnienie się.
Nie twierdze, ze u każdego będzie PŚ reagowała tak samo ale u mnie się sprawdza.

Bo to właśnie chodzi o uwolnienie. I jak zwał tak zwał. Najważniejsze są efekty. Chodzi o to, żeby mówić do PŚ językiem który ona rozumie.

JenKa

  • Wiadomości: 287
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-02-27, 11:05:10 »
Lilliole, bardzo, bardzo ci dziękuję za ogrom inspiracji, który dzieki tobie tu otrzymuję :)

Nastąpił wreszcie u mnie chyba jakiś moment przełomowy,  w którym jestem w stanie coraz dokładniej widzieć, jak rzeczywiście wyglądają moje relacje.  I jakie intencje - i jakie wydarzenia z przeszłości się za tym kryją. Wczoraj doświadczyłam uczucia wielkiej złości i żalu do mojej matki, jeszcze nie do końca wiem o co, ale już dziś czuję się znacznie lżej.  Co dziwne,  dzięki pracy nad zagmatwanymi relacjami z mojego dzieciństwa,  pozwoleniem przeżycia stlumionych wówczas emocji, zmienia się też moje spojrzenie na mojego byłego męża. Prawdopodobnie m.in. dzięki możliwości zobaczenia przyczyn stworzenia takiego małżeństwa,  w jakim byliśmy. W dodatku widzę go w sposób,  który dotąd był dla mnie sprzecznością : widzę w nim coraz więcej wad, a jednocześnie coraz bardziej takiego go akceptuję; z jego nowym zwiazkiem, nowym życiem i nową obrączka włącznie ;)

Najlepszym jednak dowodem na właściwy kierunek tych zmian jest coraz bardziej pogłębiająca się relacja z moimi córkami - dawno takiej więzi między nami nie doświadczałam :)))
Jeszcze raz DZIĘKUJĘ
« Ostatnia zmiana: 2016-02-27, 11:15:02 wysłana przez JenKa »

Michał486

  • Wiadomości: 802
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-02-26, 20:49:12 »
Ja bardzo często wybaczam i u mnie właśnie oznacza to uwolnienie się.
Nie twierdze, ze u każdego będzie PŚ reagowała tak samo ale u mnie się sprawdza.

furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-02-26, 20:33:22 »
Lilliole,
tak masz rację, tylko że wolałabym unikać jednak słowa wybaczam i zastanawiam się jak je zastąpić. Najbardziej to chyba "uwalniam się" ale czy to to samo?

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-26, 16:53:17 »


 Teraz pozwalam sobie czuc to co czuję. I zamiast rżnąc świętą zaczęłam akceptować wszystkie swoje emocje.
Otwierałam sie na miłośc do siebie właśnie wtedy gdy czułam te "złe" emocje.

 Jak podświadomość uwierzyła, że akceptuję ją w każdej sytuacji to dopiero wtedy zaczęła mi pokazywać moje nieczyste intencje w stosunku do osób, które uważałam za agresorów.

Bez bezwarunkowej miłości do siebie i całkowitej akceptacji ona by mi tego nie pokazała, bo by jej sie wydawało, ze ją negatywnie ocenię lub ukarzę. I ze musi to ukrywać.


Tak.
Zaakceptowanie siebie - nawet ze "zlymi" emocjami.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-26, 11:29:14 »
muszka,
dziekuję :)
i trzymam kciuki.
Świetnie sobie radzisz i jestem pewna, że prędzej czy później uzdrowisz to co jest u Ciebie do uzdrowienia.