furyah,
u mnie bardzo podobnie

Ja postanowiłam "odczarować" słowo wybaczanie i uwolnić sie od takich właśnie skojarzeń, że wybaczyć to chronić agresora i pozwolić mu na dalsze krzywdzenie siebie.
I mówię do siebie coś takiego: Mogę wybaczyć i jednocześnie chronić siebie. Mogę wybaczyć i stawiać granice. Moge wybaczyć o dbać o siebie. Nie musze już chronić agresorów.
Ale właściwie to u mnie w trudnych relacjach tak naprawdę sie ruszyło, gdy przestałam sie zmuszać do wybaczania. Jak uświadomiłam sobie jak bardzo presjuje siebie, żeby wybaczyć. Bo tak trzeba, bo przecież sie rozwijam, bo powinnam.
No i powiedziałam sobie
Dość. Nie muszę juz nikomu wybaczać. Nic nie muszę

Teraz pozwalam sobie czuc to co czuję. I zamiast rżnąc świętą zaczęłam akceptować wszystkie swoje emocje.
Otwierałam sie a miłośc do siebie właśnie wtedy gdy czułam te "złe" emocje. Jak podświadomość uwierzyła, że akceptuję ją w każdej sytuacji to dopier wtedy zaczęła mi pokazywać moje nieczyste intencje w stosunku do osób, które uważałam za agresorów.
Bez bezwarunkowej miłości do siebie i całkowitej akceptacji ona by mi tego nie pokazała, bo by jej sie wydawało, ze ją negatywnie ocenię lub ukarzę. I ze musi to ukrywać. Dlatego uważam, że żeby uzdrowić najtrudniejsze relacje ważne jest by przestac odrzucac siebie w trudnych sytuacjach, "złych: emocjach, zachowaniach, których nie akceptujemy. Właśnie wtedy najbardziej potrzebna jest miłośc do siebie.
Pewnie sa jeszcze inne sposoby, ale to jest droga, która znam.
Ale tak czy siak chcę sie uwolnic od skojarzeń , że wybaczyć to pobłażac agresorom, żeby mnie to słowo już nie wkurzało
