i już "nie ma co z kasą robić" to jest moja definicja nadmiaru. "Nie miec co z kasą robić" 
Dlatego zaproponowałem słowo "nadwyżka." Bo "nadmiar" jest średnio pozytywnym słowem.
Szklanka jest do połowy pełna, czy do połowy pusta

Jeśli uznam że normą jest dla mnie aktualny poziom opłaty i komfortu, wszystko poza tym będzie nadwyżką.
Zarobię w danym miesiącu więcej: Fajnie! Jestem na plusie! Mogę sobie spełnić jakiś cel z mojej listy, i moja jakość życia wzrośnie.
Moją normą jest to co mam, to jak przeżyłem poprzedni miesiąc + to co osiągnąłem teraz. Przy większych zarobkach, żyję powyżej normy.
Jeśli uznam że moją normą jest spełnienie wszystkich moich marzeń i zamierzeń, to nie będę mieć nadwyżki... cóż, pewnie nigdy, póki nie zostanę multimilionerem. (Choć i wtedy pewnie nie, bo w międzyczasie mi urośnie apetyt.)
Zarobię więcej:
No wreszcie. To teraz mogę odhaczyć punkt 23 z mojej listy i będę trochę mniej na minusie. Zostało jeszcze tylko 512, i wreszcie będę na plusie.
Moją normą jest... moja lista, czyli to co mam i to czego jeszcze nie mam. Cały czas żyję poniżej normy.
Faktyczna różnica jest taka, że w pierwszym przypadku czuję się szczęśliwszy i bardziej doceniam to co osiągam, a w drugim po prostu realizuję to co już
powinienem był (i w wyobraźni i w planach) już mam.
Wątpię aby ten drugi sposób był bardziej motywujący dla pś. Kojarzy mi się z jakąś "prawniczą" próbą obejścia ograniczenia, ale sama afka jest tylko składnikiem otwartości, i jeśli otwartość (i, oczywiście obrotność) nie pozwoli na te 2 mln, to afka niewiele tu zaważy.