Mariomar - i znów uderzasz w skrajność

To, ze jakiś niewielki procent bardzo dobrze prosperuje w Polsce, a większa część społeczeństwa mocno średnio, raczej żyjąc na etapach wyrzekania się i zapierniczania, zamiast czerpania z życia, nie oznacza, ze Polska jest idealnym miejscem do życia dla każdego... i że to tylko nieudacznicy się w Polsce nie odnajdą

No i pytanie ile z tego co "kapie" na tych wsiach i nie tylko - jest na kredyt, a ile wynikiem prawdziwego prosperity. Kredyt akurat tez czasem może być wynikiem prosperity, ale dla większości ludzi (takie mam wrażenie) oznacza szybki spadek prosperity i życie w zadłużeniach, na kreskę. Pozory mogą świadczyć o bogactwie (jak u mnie wcześniej, kiedy zarabiałam 5-6 tys./mies, a realia o biedzie;). Ja teraz już zmądrzałam i nie zamierzam brać niczego na kredyt, bo to bardzo złudne prosperity jest. Ale są osoby z mieszkaniem, działką,, rodziną, samochodem, budującym się domem... o których byś rzekł - ale mają prosperity, ale bogaci! i zadłużeniem na ponad milion... przez co żżera je stres, nerwica itp. Czy to jest prosperity?
I nie tylko rozwojowcy radzą sobie lepiej za granicą. Nie tylko oni zachwycają się tym, ze mogą w takiej Wielkiej Brytanii czy Irlandii żyć spokojnie, godnie, w radośniejszym i bardziej wyluzowanym społeczeństwie, czując, ze to co zarabiają starcza im z łatwością na podstawowe potrzeby, jak i na spełnianie marzeń; Choć sama na razie żyje i zarabiam w Polsce, to za każdym razem, jak jadę na zachód, czuje różnicę energetyczną na plus - tam jest więcej akceptacji, radości, luzu; W Polsce jest pod wieloma względami ciężki, energetyczny beton. I nie są to tylko moje subiektywne wrażenia.
Po prostu tam łatwiej o to wszystko, niz w Polsce. Zatem to raczej zdrowy odruch - ułatwić sobie życie, niż utrudniać
