Tak sobie pomyślałam o różnych sytuacjach to faktycznie jestem z siebie zadowolona, ale mam wzorzec wtedy, że to nie w porządku, że jestem zadowolona. Chyba o to chodzi, ludzie mi udowadniają wtedy, że nie mam podstaw do zadowolenia. Jest w tym poczucie winy.
To nie jest też tak, że gdy komuś coś sie nie podoba to ja od razu też tak uważam, bardziej o lęk pś, że aby żyć, przetrwać trzeba być atrakcyjnym dla innych, sprawiać by to inni byli ze mnie zadowoleni.
Czasem jest tak, że stawiane mi są jakieś nierealne oczekiwania, a jak im nie sprostam, to mi się wmawia, ze jestem słaba. Nierealne, albo jest tego zbyt dużo. Tu jeszcze nie umiem przytomnie czesto ocenic i sie na to lapie, że widocznie jestem za mało wydajna, za wolna, mało bystra, albo słabo myślę, skoro nie wymyślilam dobrego rozwiazania. A komuś innemu się udało:(
Jeszcze są jakieś wzorce że zawsze za mało robię i za wolno. Nie daję z siebie wszystkiego, a to nie w porządku. Pozwalam sobie na przyjemność, nie wyrabiając normy, nie ogarniając wszystkiego co jest do ogarnięcia? A nigdy nie udaje mi się zrobić dość dużo by było ok. To takie ciagle zycie w poczuciu winy, ze nie panuje nad swoim zyciem, nie daje sobie dosc dobrze rady. Czyli nie jestem dosc dobra.
Często jak ludzie mają jakieś pretensje o coś, to po zastanowieniu sprowadza się to do tego, że ja za mało trzymam kontrole nad wszystkim, powinnam wszystko wiedziec na wyrywki, o wszystkim pamietać, ogarniać.