Mam mega dylematy... Sprawa jest dosyć złożona i tyczy się mojego obecnego pracowania. Spróbuje opisać poszczególne aspekty problemu:
1. Finansowo mogę zaspokoić swoje podstawowe potrzeby, ale drugorzędne już nie bardzo - chętnie bym sobie kupił chociażby laptopa.
2. Jestem na IV roku studiów i dostałem ostatnio ochrzan, że powinienem iść do roboty żeby się wprawiać do zapierdalania w życiu, szczególnie że za te 2 lata jak skończę studia to mam robić wypad z chaty, więc pora się usamodzielnić.
3. Mieszkam na kompletnym zadupiu, gdzie autobusy do Poznania jeżdżą co 1-1,5h(a w weekendy dwa razy rzadziej), więc dla mnie 8h roboty oznacza jakieś 11-13h bycia po za domem i na dodatek ostatni bus odjeżdża po 22, co mi z miejsca ogranicza pracę w późniejszych godzinach. Jakby tego było mało, to teraz aż do durnego EURO 2012 jest rozkopane pół Poznania, co też dość utrudniło komunikacje w samym mieście(przez co np. teraz na uczelnie w jeden dzień muszę jeździć wcześniejszym busem o 1,5h, bo bym się spóźniał jakieś 10-20 minut z powodu tych korków -_-)
4. Nie mam kompletnie innego pomysłu na znalezienie pracy niż biura pracy, gdzie są same oferty pracy na kasach, infoliniach i magazynach, a i tak jeszcze sporo ofert u mnie odpada z powodu dojazdów.
5. Mam zbyt niską samoocenę w tym względzie, boję się że praca będzie dla mnie źródłem mnóstwa poniżających sytuacji(tak jak mnie zawsze ojciec poniżał gdy coś robiłem), boję się że trafię jak zwykle na samo toksyczne towarzystwo, boję się że praca będzie nieprzyjemna i męcząca z w połączeniu z powyższymi trudnościami nie będzie warte tych pieniędzy, które bym tam zarobił.
6. Zbliża się zima, robi się coraz ciemniej, zimniej i depresyjnej co ma znaczenie przy dojazdach trwających kilka godzin i mojej motywacji

7. Przeraża mnie wizja konieczności usamodzielnienia się i wyprowadzenia, więc chciałbym zacząć już teraz działać wbrew oporom, aby za te dwa lata było mi łatwiej.
8. Nie czuje w tej kwestii żadnego wsparcia - od rodziny, znajomych czy nawet Boga. Czuje się kompletnie sam z tym nawałem problemów i nie jestem pewien czy chcę nawet podejmować próbę udźwignięcia tego. Wciąż łatwiejszym rozwiązaniem wydaje mi się zwykłe poddanie się i uciekanie od problemu tak długo jak się da.
Eh, naprawdę bym chciał coś porobić, szczególnie że akurat mam dość sporo wolnego czasu, ale ten nawał problemów mnie przeraża i paraliżuje na tyle, że odechciewa mi się nawet próbować. Na dodatek nie jestem pewien czy jeśli na siłę znajdę jakąś kiepską harówę czy to mi rzeczywiście coś da i czy nie przyniesie wręcz odwrotnego skutku - jeszcze większego zniechęcenia.
Wkurza mnie moja sytuacja, bo ze względu na to gdzie mieszkam mam już mocno utrudniony start. Wszyscy moi znajomi z uczelni sobie mieszkają w Poznaniu i nie mają takiego problemu i tylko ja muszę się na co dzień męczyć z dojazdami z tego zadupia.
Na dodatek mój ojciec chyba się stara pobić rekordy w byciu bezczelnym. Ledwo się pozbyłem wkurzenia za to całe jego skąpstwo, to ten postanowił wejść na nowy poziom. Zawołał mnie i zaczął mnie opieprzać, że czemu sobie nie znalazłem żadnej pracy. Stwierdził, że utrzymywanie mnie nie jest dla niego żadnym problemem bo go na to spokojnie stać, ale przecież mógłbym pomyśleć o tym, żebym mógł np. opłacać sobie sam bilety na autobus(mimo, że mnie sam na to zadupie wywiózł, plus patrz wyżej ile mi to problemów już sprawia) i że mógłbym wziąć pod uwagę, że on zawsze może stracić pracę, a przecież on ma taki duży kredyt na ten dom na tym zadupiu (i jeszcze się kurna mam martwić spłacaniem jego kredytu na przyczynę moich problemów). Jakby było tego mało, dzień wcześniej wlazł mi do pokoju żeby pokazać swój nowy wybajerowany telefonik i zapytać czy jestem zazdrosny (sic!), dzisiaj sobie kupuje jakiś drogi pakiet kanałów tv w HD, a kilka miechów temu wydał kilkanaście tysięcy na wymiane 4-letniego pozbruku, bo się trochę wykrzywił - i ja mam uwierzyć, że on się obawia przyszłości finansowej?
Nie mam żadnej rodziny u której mógłbym zająć pokoik czy coś, która by mi pomogła z jakąś roboty po znajomości, zupełnie nic. Jedyne co dostaje to tylko presje i kolejne wymagania.
Szlag mnie trafia, bo mnie to wszystko przerasta...