Pozytywne Inspiracje
Forum => Afirmacje i dekrety => Wątek zaczęty przez: Wisieńka w 2011-09-27, 10:52:22
-
Czy tak może być, że zaczynam pracę z afirmacją, że "Kocham, szanuję i akceptuję siebie niezależnie od tego, co mówią i myślą o mnie inni" i następnego dnia w pracy klient rzuca mi obraźliwe słowo (pierwszy raz się to zdarzyło), po którym nie potrafię się otrząsnąć 3 dni?
To rozumiem tak ma być, abym dalej pracowała nad afirmacją?
-
Na pewno warto. Zwróć uwagę na to, jakie oceny na swój temat zaczęły się w Tobie pojawiać po tym wybryku klienta a także co dokładnie wywołało ten szok gdy on to powiedział. No i potem możesz to odnieść do tego, jak ma się kochanie, szanowanie, akceptowanie siebie niezależnie od ..
-
U mnie może dlatego nie ma reakcji na afirmacje, bo boję sie takich wlasnie sytuacji i zablokowalam je w strachu, ze znowu bedę coś takiego przezywać.
Jakieś 4 czy 5 lat temu pisalam podobna, chyba bez tej niezależności od innych i niebawem mialam przykra sytuacje w pracy, jakby jakieś fatum i wszyscy patrzyli na mnie potem jak na niekumatą a ja czulam się fatalnie i odechciało mi się pisania na dlugo. i teraz tez bym się bala ze w pracy spotkaloby mnie cos podobnego.
-
Przy takim czymś chyba warto się przekonać że jest się w porządku, nawet jeśli się w takiej sytuacji znalazło. Częściej człowiek więcej sam sobie dołoży, niż sama sytuacja.
-
Jakiś czas temu pojawiła się u mnie potrzeba pisania afirmacji dotyczącej spraw rodzinnych. Po ponad dwóch tygodniach pisania pojawiła się nagle moja siostra której nie widziałem ponad dwadzieścia lat a Ona spowodowała, że spotkałem się z tatą którego nie widziałem dwadzieścia siedem lat. Samo spotkanie było bardzo fajne. Noc jednak nie przespana. Do tej pory coś się dzieje w podświadomości i trzeba to rozpoznać i pracować dalej. Różne są reakcje na pisanie. Najlepiej kiedy potrafi się połączyć fakt pisania z wydarzeniami które dzięki temu pisaniu występują.
-
No i po co ja w ogóle zaczynałam tą afirmację? Jest coraz gorzej! W pracy mieliśmy takie zebranie, że wszystkim się oberwało od szefa i oczywiście kolejny klient z pretensjami. Co za kanał. Samoocena mi się bardzo zaniżyła, ale olałam, bo mam urlop i mogę grać z moją nową konsolką i malować z moim nowym tabletkiem
Rozumiem, że kiedy tak wywala, to trzeba pracować dużo więcej nad afirmacją?
-
Nie zawsze dużo więcej, ale chodzi o to żeby robić to systematycznie, nie zrażać się i nie przerywać. Zawsze można dodać też afirmację, która dokładniej określa problem, np. tu "jestem całkowicie bezpieczna, niewinna i w porządku bez względu na pretensje, roszczenia i oczekiwania innych".
-
Dzięki. Rzeczywiście zapomniałam dodać to bezpieczeństwo.
-
Pięknie mi działa afirmacja o rezygnowaniu z czegoś na rzecz czegoś jeszcze lepszego, bardziej korzystnego, tego co mi Bóg proponuje:)
Tylko chciałam z czegoś z rezygnować, jeszcze nie zaczęłam działań w tym kierunku, a inni mnie w tym wyręczyli, że się dokonało w kreacji. A to co się pojawiło w zamian bardzo mi się podoba pod wieloma względami, i na pewno jest bardziej korzystne i lepsze:)
-
"..Czy tak może być, że zaczynam pracę z afirmacją, że "Kocham, szanuję i akceptuję siebie niezależnie od tego, co mówią i myślą o mnie inni" i następnego dnia w pracy klient rzuca mi obraźliwe słowo (pierwszy raz się to zdarzyło), po którym nie potrafię się otrząsnąć 3 dni?.."
Tylko pogratulować, że tak szybko działa Ci pisanie afirmacji :)
-
U mnie reakcją n a afirmację „jestem bezpieczna i w porzadku gdy mi jest dobrze” po prawie miesiącu pisania było nasilenie się bólu w kolanach, do tego stopnia że miałam problemy z chodzeniem. Okazało się że ja nie znam takiego stanu że mi jest dobrze, ponieważ nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Dobrze mi było tylko wtedy gdy to sobie wyobrażałam, gdy żyłam w świecie marzeń, odcięta od realu, od siebie. Moja podśw. wystraszyła się że ja teraz też tak chcę, że teraz dążę do takiego samego stanu w którym mi będzie dobrze, kosztem odcięcia się od siebie samej. I po to abym ni e straciła kontaktu ze sobą, abym się koncentrowała na sobie, zwiększyła mi ból, bo jak boli to nie da rady myśleć o czym innym.
Uświadomienie sobie tego mechanizmu na tyle mi pomogło że ból się zmniejszył w dużym stopniu.
-
Moje najpiękniejsze marzenia speniają się (mogą się spełniac) w rzeczywistości :))
-
To były stare marzenia. Obecnie nie mam marzeń poza chęcią wyzdrowienia.
-
Inga
Ważne jestmieć WIZJĘ LEPSZEGO ŻYCIA PO UZDROWIENIU.
-
Nie mam takiej wizji i nawet nie wiem jakby ją można stworzyć. Nie myślę o przyszłości bo przyszłość mnie przeraża. Żyję dniem dzisiejszym. Przypuszczam że moje wizje nie miałyby nic wspólnego z rzeczywistością i to byłoby tylko tworzenie kolejnego świata astralnego i życie w nim na niby. Kiedyś cała byłam pogrążona w swoich światach stworzonych z marzeń, że teraz się tego boję i wolę niczego sobie nie wyobrażać.
-
Możesz sobie wypisać rzeczy, które wedle Ciebie by się zmieniły po uzdrowieniu (choćby wypisując to co teraz negatywne i im zaprzeczając) i skupić się na odczuciach, wizualizacjach towarzyszących temu co by było. I przekonać się że to co jest wypisane pozytywnego jest "dla mnie możliwe, realne i bezpieczne". Skoro inni potrafią bezpiecznie czy wręcz szczęśliwie żyć, będąc zdrowymi, to i ty możesz spróbować (popatrzeć sobie że oni potrafią będąc zdrowymi żyć będąc bezpiecznymi i szczęśliwymi) i przekonać się że "ja też potrafię gdy już jestem zdrowa".
-
Kiedyś pisałam afirmacje, tak jak to radził Leszek, po to aby przekonać swoją podświadomość do czegoś lepszego, po to aby zmienić swoje przekonania na lepsze, po to aby uwierzyć w coś właściwszego. I jak w odpowiedziach wychodziły mi jakieś niewłaściwe poglądy, to pisałam nową afirmację, odwrotną do tej z podświadomości. I tak dyskutowałam z nią w celu przekonania jej na silę do moich obecnych , już właściwych poglądów. I tak naprawdę była to walka samej ze sobą, wciskanie sobie innych wierzeń niż miałam do tej pory czyli zmienianie siebie na siłę.
I dopiero na terapii zrozumiałam że chodzi o coś zupełnie innego i że taki sposób pisania afirmacji to postępowanie wobec siebie takie jak to robili wobec mnie rodzice, czyli zmienianie mnie na siłę zgodne z tym co im się wydawało, że takim należy być.
Zrozumiałam że najważniejsza jest akceptacja siebie taką jaka jestem a rozwój polega n a poznawaniu siebie a nie na wtłaczaniu sobie bardziej prawidłowych poglądów.
I teraz piszę afirmację ni e po to aby w to uwierzyć. Nie mam oczekiwań wobec siebie że w to uwierzę i nie presjonuję siebie. Piszę po to aby dzięki odpowiedziom bardziej siebie poznać i zrozumieć. Piszę bo dzięki temu czuję się lepiej, bo ktoś we mnie zauważa ten pozytywny tekst i go zapamiętuje.
Taka afirmacja powoduje otwieranie się a nie zamianę starego na nowe.
-
Intencje, z jakimi pracujemy z afirmacjami, są bardzo ważne.
Nie chodzi o to, by zmieniac się na siłę, ale by zmieniać swoje poglądy na swój temat na bardziej pozytywne.
Pierwsze afirmacje często są odbierane jak gwałt na swojej "prawdziwej" naturze. Wiele osób presjonuje się. Ale to nie o presję chodzi, tylko o ugruntowanie związane z refleksją nad sobą i swymi poglądami.
Fajnie to ujęłaś na koniec:
"Piszę bo dzięki temu czuję się lepiej, bo ktoś we mnie zauważa ten pozytywny tekst i go zapamiętuje."
To jest sedno pracy z afirmacjami :)))
-
Leszku, Inga
Dzięki za te ostatnie posty, chyba się przekonam i wrócę do afirmacji. :)
-
U mnie, niezaleznie od tego, jaka afirmacje pisze w wiekszosci wypadkow dostaje te same odpowiedzi ;
Nie, to nieprawda/ hola hola bratku/ nie, bo matka zakazala oswiecenia/ tak, ale jeszcze nie teraz.
Czuje ze krece sie wokol wlasnego ogona i ostatnio zaczyna mnie to juz wkurzac.
-
Jarek,
a robiłeś sobie testy skojarzeń?
Np. matka zakazywała mi oświecenia, bo...
Gdybym się oświecić, to matka...
Muszę słuchać matki, bo inaczej...
To co mówi matka jest dla mnie ważne, bo...
Muszę się oświecić, bo...
Zanim się oświecę muszę...
Nie chcę się oświecić, bo...
A tak naprawdę nie chcę się oświecić, bo...
Test skojarzeń na "nie, to nieprawda":
Nie chcę się do tego przyznać, bo...
A tak naprawdę to boję się, że gdy się do tego przyznam to...
Nie chcę być z sobą szczery, bo...
Itp. itd.
Jak Ci coś wyjdzie to na to układaj afki i do dzieła :)
-
Felicite
Z ta szczeroscia wobec siebie chyba trafilas.
Testow skojarzen w tych tematach jeszcze nie robilem bo mi zawsze wywalal lek przed matka, widocznie nadszedl czas bym stanal z tym twarza w twarz i przestal byc... no i mi wywala
Dziekuje :)
-
Jarek, powodzenia :)
-
We wrześniu 2011 zacząłem pisać afirmacje związane z pieniędzmi i zarabianiem. Wszystko ładnie szło aż do grudnia, gdzie zaczęło mnie boleć gardło. Na początku nie skojarzyłem tego z afirmacjami gdyż wokół wiele osób chorowało i pomyślałem sobie, że coś podłapałem. Ból gardła nie ustępował aż do Świąt, gdzie zaprzestałem afirmowania. Po świętach, jak zacząłem afirmować, ból powrócił. W końcu załapałem skąd ten ból i zaprzestałem pisania. Obecnie znów zacząłem i znów to samo. Ból jest taki jakbym miał tam jakąś ranę, która daje o sobie znać podczas pracy z tematem zarabiania. Sprawa pewnie na sesje regresingu, ale nie mam obecnie na to czasu. Chciałbym jednak tę niewielką ilość czasu jaką dysponuję przeznaczyć na uporanie się z tym problemem. Wie ktoś może jak do sprawy podejść? Na co zwrócić uwagę? Z czego może wynikać ten ból?
-
W swoim życiu napisałam mnóstwo afirmacji które nic mi nie dały albo nawet zaszkodziły. A pisałam je przez kilka lat, dostając przy odpowiedzi które były pozbawione emocji.
Już od pewnego czasu czułam bezsens tego pisania ale wierzyłam osobom z tego forum instruującym że to opór podświadomości który trzeba przezwyciężyć i tym bardziej pisać je do skutku.
Moja świadomość siebie jest już na tyle duża, że rozpoczęłam obserwacje siebie podczas tego pisania, widząc że coś jest nie tak, bo nie ma we mnie żywej reakcji na te afirmacje i nic się potem nie dzieje.
Wiele osób rozczarowuje się i zaprzestaje pisania bo u nich to nie działa.
No i wreszcie doszłam w czym jest sęk.
Czułam, pomimo że miałam odpowiedzi, że to co piszę jest wmawianiem sobie.
Okazało się że to dlatego że afirmacja zawiera słowa których znaczenia podświadomość nie zna. To są słowa oznaczające pozytywne stany lub uczucia np. bezpieczeństwo, niewinność, miłość.
Moja podświadomość nigdy czegos takiego nie czuła i jedynie potrafi takie stany sobie wyobrażać. Dlatego pisanie afirmacji zawierającej pozytywne słowa prowadzi mnie do wchodzenia w sztuczne wyobrażone światy.
Niestety nie jest łatwo zobaczyć których słów podświadomość nie rozumie, bo jak się o tym dowiedzieć jeżeli świadomie doskonale wiemy co takie słowo znaczy i wydaje się to oczywiste.
Czasami dostawałam takie odpowiedzi że nie wiem co to znaczy być np. bezpiecznym.
Druga sprawa to taka że w przypadku osób chorych na zaburzenia osobowośći ( a może na nerwicę też) które nie są zintegrowane wewnętrznie, brak im spójnej, jednolitej osobowośći, brak im krytycznego i podejmującego decyzje wewnętrznego „ja”, wprowadzanie jakichś treści z zewnątrz jest szkodliwe.
Leczenie takich osób polega na wyprowadzaniu na zewnątrz tego co mają w środku, na rozpoznawaniu własnej negatywnej zawartości i akceptowaniu tego. Dokładane pozytywy zasypują tylko negatywne treści i tym bardziej nie pozwalają na pozbycie się ich.
Dlatego bardzo odradzam osobom chorym afirmowanie czegos pozytywnego, do czasu zintegrowania na tyle swojej osobowości że będzie potrafiła to analizować.
Ja obecnie piszę afirmację- rezygnuję z bycia pokorną- i wychodzą na powierzchnię bardzo ważne rzeczy i widzę że dzięki temu coś się we mnie zmienia, porusza, dzieje. Ta afirmacja naprawdę mi pomaga i poświęcam na jej pisanie mnóstwo czasu.
-
Jakiś czas temu, chyba na Cud-zie, natknęłam się na artykuł Ani Atras, w którym pisze, że zmierzyła sobie moc afirmacji i moc modlitwy, i wyszło jej, że moc modlitwy ma o wiele większą od mocy afirmacji. Nie pamiętam, czy pisanie afirmacji zupełnie zarzuciła, czy tylko ograniczyła, w każdym bądź razie skupiła się na modlitwach. Też sobie zmierzyłam i wyszło mi podobnie (nie tak wysokie liczby, jak u Ani ) i od tego czasu zredukowałam ilość afirmacji do 2 krótkich, lub 1 dłuższej, czasami działają, czasami mniej, a ponieważ jestem niecierpliwa, to po miesiącu, maksymalnie dwóch zmieniam temat, ale go nie zarzucam, wracam co jakiś czas. Częściowo piszę lewą ręką, odczuwam przy tym duży wysiłek psychiczny, ale wydaje mi się, że podświadomość jest wtedy bardziej zainteresowana, może dlatego, że lewą piszę wolniej???
-
Nie polecałbym zastępować afirmacji modlitwami, ponieważ ich cele są zbieżne tylko częściowo. Obiema technikami można doprowadzić do oczyszczenia czegoś, to prawda, ale tylko afirmacjami można ugruntować na stałe konkretne treści.
Modlitwy mogą przynosić uzdrowienie, ale jest wiele obciążeń, które bez odpowiedniego ugruntowania pozytywów potrafią się odnawiać.
-
Wydaje mi się, że efekt zależy też w jaki sposób podchodzimy do afirmacji. Jeśli traktujemy to tylko jako "robotę" do odwalenia to efektów może nie być. A jeśli do każdej afirmacji podejdziemy za każdym razem z radością entuzjazmem odpowiednią emocją to efekty szybciej przyjdą. Sam zacząłem afirmować od stycznia i czuje po sobie np lepszą samoocenę, samopoczucie i podejście. Dodatkową wspomagam się również afirmacjami z miłą i relaksującą muzyką co mnie wprowadza od razu w lepszy nastrój :)
-
Wczoraj, po tym co tu napisałem przez cały dzień oczekiwałem na odpowiedź. Nie, nie na tym forum, choć to oczywiście też, ale w ogóle. Wieczorem pomyślałem sobie, że może mój problem jest oczywisty i nie wiąże się z tym coś nadzwyczajnego. Sięgnąłem więc do książki Louise L. Hay "Możesz uzdrowić swoje życie" i wyczytałem, że to opór przed zmianą. No to dla mnie oczywiste. Tak oczywiste, że zamiast przyjąć to do wiadomości i zająć się podświadomym stosunkiem do zmiany, szukałem jakiegoś głębszego dna. Dziś rano zrobiłem sobie test skojarzeń dotyczący zmian i wyszły takie rzeczy, że już nie dziwię się skąd ten opór.
A oto mój test skojarzeń. Może komuś się przyda.
Zmiany kojarzą mi się z ...
Zmiany w moim życiu kojarzą mi się z ...
Zmiany w moim życiu wywoływane były przez ...
Zmiany w moim życiu kończyły się ...
Każda zmiana to dla mnie ...
Pozytywne zmiany są ...
Negatywne zmiany są ...
Kiedy czuję, że coś się zmienia to ...
Kiedy czuję, że coś się zmienia w moim życiu to ...
Kiedy czuję, że coś się zmienia w moim życiu na lepsze to ...
Kiedy czuję, że coś się zmienia w moim życiu na gorsze to ...
Zamiast zmian na lepsze wolę ...
A jeśli wyszły nam lęki/obawy to "jedziemy" dalej:
Moje obawy przed zmianą wynikają z ...
A tak naprawdę to wynikają z: ...
A podtrzymuję to bo: ...
-
dr02d2u
dzięki za ten tekst
mi w sumie wyszły kwiatki ,jakie teraz w EFT opukuję,brak bezpieczeństwa,lęki przed pogorszeniem a pogorszenie bo nie zasługuję a nie zasługuję bo zrobiłam coś strasznego ale co to już pś milczy a podtrzymuję bo mogę zostać ukarana
nie mogę wydobyć co takiego strasznego zrobiłam.
-
Kaśka, cieszę się że Ci się przydał. U mnie wyszło, że zmiana to coś okropnego, bolesnego, zaczynająca i kończąca się awanturą. No i oczywiście, że zmian się boję. To wszystko tkwi w mojej podświadomości, bo świadomie mam zupełnie inny stosunek do zmian. Dziwne w tym jest dla mnie to, że pomimo takiego postrzegania zmian przez podświadomość, w moim życiu tak wiele dobrych zmian udało mi się uzyskać. Ale może to wynikać stąd, że "ból zmiany" był mniejszy od bólu wynikającego z sytuacji w jakiej tkwiłem.
Myślałem trochę nad tym co napisałaś. Nie wiem jak działa EFT (dopiero zamierzam się z tym zapoznać), więc nie mam pojęcia czy ta technika jest pomocna w "ciężkich przypadkach". Kiedyś regularnie i ciężko chorowałem. Wiedziałem że to "kara za coś", tylko nie wiedziałem za co. Nie mogąc dojść przyczyny tego (a nie znałem wówczas żadnej techniki regresywnej) po prostu modliłem się o ukazanie przyczyny. Trwało to kilka, może kilkanaście miesięcy (dawno to było i nie pamiętam już dokładnie). Oczywiście nie modliłem się codziennie, ale tylko wtedy gdy choroba mocno dawała się we znaki. I udało się. Zobaczyłem co też takiego strasznego zrobiłem. Po tym, w krótkim czasie "wylądowałem" na regresingu (RSR). Ale nie było mi z tym łatwo. O "takiej" rzeczy nie chciałem relacjonować prowadzącemu sesję. Na szczęście bardzo szybko załapałem jak się prowadzi sesję i dalej już pracowałem z tym problemem sam. Dopiero spory czas później poszedłem na indywidualne sesje, do osoby którą postrzegałem jako kompetentną i którą wskazywała mi moja nadświadomość.
Po co to wszystko piszę? No cóż, choć nie prosiłaś o radę, a Twój przypadek może być zupełnie inny, to tylko chciałem podzielić się swoim doświadczeniem. Może coś Cię zainspiruje.
-
Cieszę się ,że napisałeś to!
Moja pś zmiany postrzega dokładnie jak twoja czyli awantury,wymuszanie czegoś na mnie,generalnie nic przyjemnego,choć świadomie wiem i pamiętam o wielu pozytywnych zmianach w moim życiu ,które przyszły zaskakująco lekko łatwo i przyjemnie:)
Niestety nie mam możliwości chodzić na regresing,bo najbliższy regreser kilka setek km ode mnie.Mam w planach wyjazd na warsztaty i tam spróbuję to ruszyć,bo to jest coś co czuję, że mi blokuje wiele dziedzin życia.Od dziś będę też robiła modlitwy jak ty robiłeś,dziękuję za podpowiedzi.
-
U mnie zmiana, to zawsze kojarzy się pś z jakimś zamieszaniem, zawieruchą. Choć w rzeczywistości nie zawsze tak jest. A mój lęk przed zmianą oparty jest na braku wiary w to, że sobie z tą zmianą poradzę, dam sobie radę w nowych warunkach :)
Też zauważyłam, że pś jest bardziej przywiązana do tych negatywnych skojarzeń ze zmianą.
Prawdopodobnie dlatego, że te negatywne aspekty zmiany związane są z silnym ładunkiem emocjonalnym.
A te zmiany, które przechodzą pozytywnie i łagodnie takiego silnego ładunku emocjonalnego nie mają. I pś je pomija.
Czyli sposobem na polubienie zmian, będzie zniwelowanie jakoś tego silnego ładunku emocjonalnego związanego z negatywnymi skutkami zmian z przeszłości i przekierowanie uwagi pś na te zmiany, które przyniosły pozytywne efekty. I tu się pewnie przyda EFT.
-
Do przedmówców:
Zmiany są dla mnie bezpieczne i korzystne.
Afirmacje to naprawdę skuteczne narzędzie.
W pracy z nimi zauważyłem, że jeśli przeafirmuje się choćby pewną częsc jakiegoś problemu to pś już funkcjonuje na innych zasadach. Ona sama przekonuje się, że funkcjonowanie na "starych zasadach" nie przynosi rozwiązania. Zauważam, że Pś też się rozwija pod względem procesów myślowych i jeśli pojawiają się nowe sytuacje, ona szuka i znajduje własciwe rozwiązanie.
-
Przed snem pisałem afirmacje i dodatkowo wizualizowałem trochę i rano po przebudzeniu tak jakby otrzymałem informację - "zatwierdzone do realizacji" czy to mogła być odpowiedź WJ na to co robiłem :)
-
Pewnie tak, jeśli to było z serca.
-
nic nadzwyczajnego poporstu ministerswo pozytywnej kreacji, zatwierdziło twój wniosek, jak chcesz to jeszcze możesz zadzwonić i potwierdzić ;)
-
:)))) nie mam numeru, jak dzwonili to wyświetliło mi się "numer prywatny" Przy następnym kontakcie poproszę o numer
-
Przez tych ostatnich kilka dni układałem dekret pt. "zmiany to naturalny proces". Uznałem jednak, że to jest dla mnie za ciężkie, gdyż za dużo przy tym wyłaziło emocji, a ponadto ujawniały się wątpliwości co do tego czym jest zmiana. Zacząłem więc codziennie pisać 15 razy "Zmiany to naturalny, korzystny proces", aby się nieco "oswoić". Wczoraj znów pojawił się ból gardła. Dziś ledwie mówię. Nie wiem co robić. Darować sobie ten temat aż od sesji regresingu?
-
Na pewno warto dodać sobie przymiotnik "bezpieczny".
No i skoro są takie opory, to tym bardziej bym pisał tą afirmację, dzięki czemu opory wyjdą jeszcze bardziej na wierzch i tym łatwiej będzie przerobić właśnie ten temat na sesji.
-
dr02
a czy nie lepiej zamiast na siłę sobie wpychać te zmiany, dowiedzieć się czego się boisz? A potem poczuc ten lęk żeby zobaczyć co się za nim kryje?
-
dr02d2u
Gardło to nasze wyrażanie się i twórczoąść ale także ŁATWOŚĆ działań. Pomedytuj na ten temat. Skoro wywala to znaczy, że coś w tym temacie Twojej PS nie pasuje. Jeśli zależy Ci na tym temacie to nie przerywaj afek. Wawałki przy afkach to raczej norma - trzeba je po prostu przetrzymać i wywalający temat uzdrowić.
Trzymam kciuki!
-
Łatwość - no właśnie. Jakoś ostatnio mi to umykało w przypadku moich oporów. Dzięki, Tulia :)
-
Dzięki wszystkim za odpowiedzi i wsparcie. Trochę pomedytowałem. Zrobiłem też sobie autoregresing. Sprawa jest dość poważna. Nie ma szans by przełamać opór afirmowaniem. Dalsze afirmowanie doprowadziło by do zbyt daleko idących konsekwencji zdrowotnych, a na to nie mam ochoty. Sesję będę miał za parę tygodni. Do tego czasu daję sobie na wstrzymanie w temacie "zmian".
-
A to znaczy że nie można sobie dowolnie afirmować i na siłe przełamywac opory podświadomośći. A takie rady często się tu pojawiają.
U mnie podobny efekt przyniósł regresing po którym wpadłam w bardzo silne lęki.
-
Inga,
co do afirmowania to prawda, nic na siłę. Jednakże większość oporów zaczyna się i kończy jedno/dwu/trzy dniowym bólem głowy, czasem katarem. Takie coś to nic strasznego, to "norma". I to można i należy przełamać. Afirmowanie to swego rodzaju sztuka i trzeba podchodzić do tego z głową. Nie tylko dobrać odpowiednią afirmację, zapisywać reakcje na nią, ale też i obserwować siebie w codziennym życiu. Problem jest tylko taki, że jak już się zacznie afirmować, to czasem reakcja podświadomości może człowieka tak skołować, że sam już nie wie co ma robić. :-)
-
dr02d2u
Ja tam wcześniej podałem afirmację:
"Zmiany są dla mnie bezpieczne i korzystne."
Ale jak tak reagujesz to możesz zacząć od bezpieczeństwa, że jesteś bezpieczny zawsze i wszędzie,
czy coś innego
-
Mateusz,
tak widziałem tę afirmację, jak też sugestię Clinta by dodać jeszcze "bezpieczny" do mojej afirmacji ("Zmiany to naturalny, korzystny proces)". Przez dwa dni dodatkowo pisałem "jestem bezpieczny w procesie zmian". Jednak mój stan w czwartek wieczorem był już dość kiepski. Okropny ból gardła nawet przy przełykaniu śliny, gorączka i ogólne osłabienie. W piątek nie poszedłem już do pracy. Zrobiłem sobie sesje i pomedytowałem. Z tego co mi wyszło, to że ruszam podstawy mojego powodu dla którego jestem tu na Ziemi. Ten opór wynika z konfliktu pomiędzy tym do czego teraz dążę świadomie z tym po co tu się znalazłem i do czego dążyłem od "zarania świata".
-
Gdy podczas afirmacji, przed i po nie czuję żadnych oporów, żadnych sprzeciwów tzn, że podświadomość akceptuje te afirmacje? Nie jestem nimi znudzony wręcz przeciwnie podchodzę do tego z wielką radością i wdzięcznością. Ten stan pojawia się nawet w czasie wykonywania różnych czynności.
-
Napisałam afirmację- teraz wybieram moje dobro
I dostałam odpowiedź - a co to jest moje dobro?
I nie wiem jak na to odpowiedzieć bo ja też nie wiem co to jest moje dobro
To co jest dla mnie korzystne- ale korzystne to znaczy jakie? Kiedy coś jest dla mnie korzystne?
No i chyba muszę zakończyć wybieranie się na wycieczki w tym kierunku
-
Te wycieczki w medytacji, potem ew. w afirmacji:) Zawsze można to trochę inaczej zrobić - wybieram moje szczęście, radość i zadowolenie.
-
dafidoo,
za mało napisałeś by jednoznacznie orzec. Czy Ty tę afirmację zaczynasz pisać? Jesteś w trakcie? Kończysz (minęło co najmniej 21 dni)? Czy wcześniej wzbudzała negatywne reakcje?
Etap "entuzjazmu" niekoniecznie oznacza, że afirmacja została zaakceptowana. Afirmacja jest przyjęta kiedy jej treść jest czymś zupełnie i "od zawsze" oczywistym, normalnym. Często w tym momencie zupełnie inaczej postrzega się (czuje/rozumie) problem na który pisało się afirmację.
-
Moje uparte dążenie do rozpracowania problemu oporu przed zmianą, o którym tu pisałem, zaskutkowało niestety rozchorowaniem się moim i mojej rodziny. W krytycznym momencie miałem 40,2 stopni gorączki. Lekarz niczego się nie dopatrzył. Jednakże ślady po bańkach wyglądały tak jak przy zapaleniu oskrzeli i płuc. Na szczęście udało mi się znaleźć przyczynę - wyszła na wierzch w czasie apogeum gorączki (nie, to nie były majaki :-) Od poniedziałku jestem już na chodzie i zastanawiam się co dalej. Trochę się boję ruszać ten problem, by nie spowodować ponownie takich reakcji. Na razie, codziennie modlę się o wskazanie drogi do bezpiecznego uwolnienia się od ujawnionej przyczyny oporu.
-
Od niedawna pracuje z tematem poczucia wlasnej wartosci, bo za cokolwiek sie wczesniej zabieralam, "sprowadzalo mnie " niemilosiernie do tego ze mam zanizona samoocene. Wiec teraz postanowilam wziac sie za to jako za fundament moich bolaczek. I co, wywala mi strasznie, potwornie wrecz. Jestem zle traktowana, inni sprawiaja mi przykrosci rozne. Az oczy robie. No, cierpie strasznie, boli mnie to. Wiem ze nie przerwe pracy z afirmacjami, ani w ogole pracy nad soba w tym temacie, ale co tu zrobic z "napastnikami"? pozwolic sobie dowalac ( nawet w zartach to sie odbywa ) przyjmujac to wylacznie jako potwierdzenie ze pracuje nad dobrym tematem i cieszyc sie z tego, ze "cos sie ruszylo", ze ps reaguje, i odplacac usmiechem i totalnym zlewem na przykrosci zadawane przez innych ( a wiedziec swoje, ze mimo to kocham siebie ) czy sie bronic ewidentnie, wchodzic w konflikt. Niewchodzenie w konflikt z jednej strony pozwala mi zachowac " czystosc energetyczna" ale z drugiej strony daje fory atakujacemu ze moze tak ze mna robic i stawia mnie w roli ofiary, bo ja nie reaguje.
-
A czemu chcesz wybierać między dwiema skrajnościami? Istnieje jeszcze złoty środek czyli nie wchodzenie w konflikty, ale jednoczesne stawianie swoich granic.
Takie uśmiechanie się, przybieranej dobrej miny do złej gry to zwykłe oszukiwanie się, że nic się nie stało, że wcale Cię to nie boli. Znam dobrze ten mechanizm obronny :) Sama użyłaś zwrotu "Jestem zle traktowana, inni sprawiaja mi przykrosci rozne", więc wcale nie jest ok. Źle się czujesz z takim traktowaniem, więc nie chowaj się za maską uśmiechu i nie udawaj, że wszystko jest w porządku, gdy wcale nie jest. Nie musisz się awanturować i wchodzić w konflikty - wystarczy, że spokojnie i jasno przekażesz, że nie chcesz takiego traktowania, że zasługujesz na szacunek jak każdy człowiek i sobie tego nie życzysz. Osoby, które mimo wszystko wciąż będą się tak zachowywać po prostu olewaj i w miarę możliwości urywaj kontakt, a jeżeli nie jest to za bardzo możliwe (np. wspólna praca) to wtedy ograniczaj się jedynie do kontaktu w ramach tego, co musicie razem robić, a wszelkie zaczepki i złośliwości olewaj tak jakby nie zostały wypowiedziane - nie odpowiadaj na nie, jeśli sobie ich nie życzysz, to nie masz obowiązku ich przyjmować do swojej wiadomości.
-
Clint,
no tak masz racje, ten zloty srodek rzeczywiscie jest dobra rada.
Ale co zrobic z przykrymi zartami, bo to przeciez "tylko" Zart - jak sie wtedy zachowac?
Nie chce wyjsc na kogos kto sie na zartach nie zna albo na jakiegos nadwrazliwca, wolalabym jakos inaczej, inteligentniej,tylko ze ja to zbyt duzego refleksu nie mam i trudno na poczekaniu jakas trafna riposta strzelic
-
Nie wysilaj się z ripostami, szkoda energii na to. Po prostu reaguj naturalnie - jeśli żart Cię nie bawi, to nie masz obowiązku się z niego śmiać. Piszesz, że nie chcesz wyjść na kogoś kto się na żartach nie zna, ale ja bym w taki sposób ocenił właśnie kogoś, kto się śmieje z nieśmiesznych żartów :D No i poczucia humoru to raczej nie ma ta osoba, która robi sobie jaja czyimś kosztem zamiast tak rozbawić ludzi, aby nikogo nie ranić.
-
Po za tym udając, że te żarty niby rzeczywiście takie zabawne są, tylko dajesz jeszcze większe przyzwolenie na kontynuowanie tego procederu. Nie martw się tym jak inni ocenią Twoją reakcję, to niech lepiej ta osoba martwi się tym, adresat jej żartów jakoś się nie śmieje :P
I jeszcze co do samych reakcji - nie reaguj tak, aby to było dobrze ocenianie, ale tak żebyś się dobrze czuła z samą sobą, tak abyś czuła że stoisz po swojej własnej stronie, nawet gdy wszyscy inni są przeciwko Tobie. Jeżeli zdradzisz samą siebie i weźmiesz ich stronę, aby się im przypodobać, to kto w tym czasie będzie stał po Twojej stronie? Czy cudza akceptacja jest warta aż takiego poświęcenia?
-
Clint,
wiesz co... cos mi uswiadomiles... To niesamowite, ze ja na to sama nie wpadlam. Ladnie musze o sobie myslec skoro kombinowalam jak kon pod gore zamiast po prostu pojsc za glosem serca. Podbudowales mnie Clint mocnymi dobrymi slowami, dzieki Ci. Naprawde bardzo. Alez ja bylam zahukana. A teraz jakby jakis promyk slonca na mnie padl:-) Zobaczylam dzieki Tobie to jakby z boku i tego bylo mi trzeba. Podladowales moje akumulatorki do jeszcze wiekszej pracy nad soba,no i widze ze ma ona sens kiedy darem niebios dostaje takie wspierajace odpowiedzi :-)
-
Cieszę się, że mogłem pomóc :)
-
Obecnie czytam dekrety i pisze afirmację i są efekty: pś zaczęła mi szaleć i reagować paniką.
Moje pytanie: jak ją uspokoić? Bo przekłada mi się to na wielki LĘK
-
Pytanie - czego się boisz?
Czego się najbardziej obawiasz. I czy na pewno masz podstawy do tego żeby się o to bać? A jeśli tak, to jakie to podstawy i na czym bazują.
To powinno pomóc dotrzeć do przyczyn lęków.
-
Znalazlam fajna stronke wyjasniajaca jak dzialaja afirmacje wybaczajace sobie,jak je pisac:)
http://www.akademialiderow.pl/stara_strona/Zastosowanie_afirmacji.pdf
-
Moje reakcje na afirmacje były lękowe. Miałam odpowiedz pś że jeśli coś zmienię to umrę, paniczny strach.
Afirmowałam dalej i zaczęły się dolegliwości zdrowotne. I co dalej z tym fantem zrobić? Jak wytłumaczyć pś że będzie ok?
W tym życiu lub w ogóle (patrząc na poprzednie wcielenia) mam intencję by sobie dowalić.
I co z tym zrobić?
-
A dodawałaś, "że jest to dla mnie bezpieczne i korzystne" ?
Możesz też spróbować coś w tym stylu "afirmacje są dla mnie całkowicie bezpieczne i korzystne"
-
Lena,
prawdopodobnie uaktywniają Ci się mocniejsze traumy, które mogą być zapisane również biologicznie. Efektem jest reakcja chorobowa, ponieważ istnieje duże poczucie zagrożenia. Nie wiem jakie afirmacje stosujesz, ale dobrze, jest popracować nad bezpieczeństwem. Medytacje na ten temat znacznie by pomogły. W takim stanie odprężenia i relaksu łatwiej bowiem przyswaja się pozytywne treści. Jeżeli to temat zmian, fajnie zadziałałoby EFT, które mogłoby obniżyć Twój lęk, a także przykre odczucia fizyczne.
-
Lena
A jakie to dekrety, afirmacje?
-
Grażyna Anna
piszę na końcu każdej afki, że jestem niewinna, bezpieczna i w porządku dodam teraz że jest to również korzystne :)
BlackRose
Ja mam bardzo dużo napięcia zapisanego w ciele, to jest wyniesione z domu rodzinnego tj sposobu wychowania jakiemu zostałam poddana, zdaje sobie sprawę że trzeba się zrelaksować aby było łatwiej przyswajać afki ale to puszczanie napięcia idzie mi wolno.
EFT próbowałam ale niestety bez większych efektów.
Afki jakie stosuję: Pieniądze są czyste,dobre,korzystne,bezpieczne.
Moje dochody przewyższają wydatki.
Przyciągam klientki, które mi płacą za moje usługi. Jestem bezpieczna gdy zarabiam jako masażystka.
Jestem cenna i wartościowa taka jaka jestem.
MariuszEro
Afki takie jak powyżej a dekret mam na temat zarabiania, długi... i niestety nie pamiętam gdzie go znalazłam
-
Już wiem dlaczego tak źle reaguję na afirmacje które mi się kojarzą wyłacznie z wmawianiem sobie czegoś, z wmawianiem sobie nieprawdy.
I przestałam siebie torturować pisaniem ich.
Bo mama kazała mi stosować afirmacje.
Kazała mi sobie powtarzać że jestem zadowolona, że jest mi dobrze, że cieszę się po to abym czuła się dobrze, chociaż rzeczywistość była zupełnie inna. Miałam sobie wmówić że jest mi dobrze i dzięki temu być zadowolona i się nie złościć i nie mieć pretensji.
-
Lena,
mam taki pomysł, na razie tylko początek, jak Ci się spodoba to napiszę resztę
- napisz sobie afirmację, przeczytaj i odczuj swoją reakcję w ciele, np.
"Pieniądze są czyste,dobre,korzystne,bezpieczne."
- czyli np. jeśli czujesz strach i napięcie w ciele na myśl o pieniądzach, określ to jako myśl w zdaniu np. takim:
"Boję się pieniędzy, boję się zarabiać"
- pozwól sobie przez chwilę pobyć w tym odczuciu na tę konkretną myśl o pieniądzach (w tym napięciu, strachu itp.), a następnie zadaj sobie pytanie "jakbym się czuła gdyby tej myśli nie było?" i odczuj w ciele jak to jest się czuć bez tej myśli
-
Afka: wybieram trzeźwy, jasny, czysty i przytomny umysł w relacjach z kobietami
Pśka: To po co mi kobiety jak już będę przytomny??
Skąd takie rzeczy
-
Też się zastanawiam ;) ale nie takie kwiatki w podświadomościach siedzą.
Może spróbuj swojej wytłumaczyć, że przytomne relacje z kobietami mogą dawać o wiele większą frajdę, niż nieprzytomne?
-
Mnie natomiast dobija, że tak cholernie mocno trzymam przekonanie o swojej nędznej wartości :/ trzymam, jakby od tego moje życie zależało. Nie ogarniam
-
Magda ja nie potrafię zrozumieć skąd u Ciebie takie przekonanie. Nie znam Cię tak dobrze ale na pierwszy rzut oka nie masz ku temu żadnych powodów. Trzymam kciuki za Twoje uwolnienie od tego :)
Ja w ogóle mam niepoukładane relacje z kobietami. Wciąż mam w pamięci nieprzytomne świrowanie razem jako normalny wzorzec a na przytomnie to nie że mniejsza frajda, tylko raczej się nie odnajduję. A przytomne relacje podobają mi się już bardzo, tylko wciąż nie wiem co w czymś takim i do czego. W nieprzytomność uciekam od tego poczucia niespełnienia.
Ja piszę teraz też taką afkę, że jestem tak samo cenny i wartościowy jak inni. Może też spróbuj?
-
Kurcze, to chyba rozbija się wszystko o to, że Twoja pś nie zna wzorca przytomnych relacji z kobietami, frajdy na trzezwo i bez świrowania, bo tego dotąd nie miałeś. Może masz możliwość zainspirować się kimś, kogo znasz? Jakimiś fajnymi parami, ale też niekoniecznie, może znasz osoby, które mają dobrze poukładane w tym temacie i mógłbyś ich przykład swojej pś podać za wzór? albo na początek chociaż dopuscić, że takie relacje z kobietami są w ogóle dla Ciebie możliwe i bezpieczne
U mnie wyłazi to poczucie niegodności nadal w kontekście odrzucenia przez mężczyznę. Pś jest na maksa uparta w tym i wierzy w to święcie, że MUSI być tak, iż mi czegoś mocno brakuje, że jestem nieatrakcyjna, nieciekawa, że gdyby było ze mną wszystko w porządku, to on by mnie w dupę nie kopnął, przecież nie odrzuca się wartościowej osoby, która sie nam podoba. Nie mam już wymówki w postaci tego, iż on był zamknięty na związek i uczucie, gdyż od razu wszedł w bliski związek z inną kobietą. No i tak sie z tym bujam i nawet nie wiem, co mogę podświadomosci na te żelazne argumenty odpowiedzieć. Jakby nie było trzyma sie to kupy i jest logiczne. Dlatego tak ciężko mi się przez to przebic.
-
Oho, mocna afka ;))) od razu nastąpiła reakcja wzburzenia, protestu i buntu.
-
Może po prostu zaakceptuj to, że on Cię nie chciał.
Mi się z czasem poukłada, właśnie chcę dopuścić, pozwolić sobie na tą nieprzytomność. Ja wcześniej w życiu winiłem się za to że robię się taki nieprzytomny i z tego poczucia winy szedłem się ućpać :P Nie zawsze jestem nieprzytomny przy kobietach. Ale zdarza mi się i jest to kłopotliwe wtedy bo najchętniej bym zasnął, przewrócił się albo bełkotał coś bez sensu. Jestem na etapie pozwolenia sobie na bycie takim jakim jestem czy mi wywala czy nie i jak dojrzę że nie wszystkie kobiety mnie winią za to jaki jestem to może pójdzie coś do przodu.
Ponadto przy tych afkach wychodzi mi poczucie winy że ja mam jakieś pozytywne uczucia do kobiet. Może stąd zacząłem popadać w nieprzytomność. Wszystko jest w trakcie układania się więc spoko, jestem optymistą :)
A na afkę "Już teraz zasługuję i otwieram się na związek partnerski oparty na harmonii uczuć, energii i celów" pśka dzisiaj mówi "Tak!" :) Oby więcej takiej zgody.
-
Każdy ma prawo kogoś nie chcieć i nie ma w tym nic wielkiego. Trudno by było, gdyby było inaczej.
-
Już to zaakceptowałam (chyba), bardziej mi wywala na powody, dla których mnie nie chciał. Bo skoro mnie nie chciał, to musi być ze mną coś nie w porządku, jestem wybrakowana i rozczarowująca. I już zawsze będę odrzucana, jeżeli tylko kogoś poznam, to on szybko odkryje fakt, że jestem do niczego i też mnie odrzuci :/ cały dzień dziś ryczę przez tą wywałke.
Super, że masz taką zgodę na tę afkę, to świetnie wróży:) no i jasne, pozwalaj sobie być takim, jaki jesteś, ze wszystkim, co masz w sobie. Genialnie, że do tego dojrzałes, z czasem na pewno ładnie Ci się poukłada. Grunt, żeby nie ładować się w poczucie winy i nie iść się potem ućpać :P
-
Jasne, że ma prawo, tego nigdy nie kwestionowałam. Tylko wywala mi poczucie bycie bezwartosciową, bo gdybym była wartościowa to by do tego nie doszło :/
I pat.
-
Indra, a jest możliwy związek żyrafy z dzikiem??
I z jakiej racji żyrafa ma czuć się mniej wartościowa, bo jej z dzikiem nie wyszło?
;)
-
GA
Hahahah ale jest mozliwy zwiazek psa z kotem-moj kot przyjazni sie ze wszystkimi psami z sasiedztwa:))
-
GA
ciekawe porównanie i bardzo obrazowe :D aczkolwiek do mojej sytuacji chyba nie do końca odpowiednie, niemniej jednak fajne:)
Semira
Twój kot jest wyjątkowy, jak jego Pani:)
-
Indra
Z powodów własnych.
Te powody tak naprawdę nie są dla Ciebie istotne, jeśli chcesz to pouwalniać. Poczuj się wartościowa, to przestaną Cię interesować powody.
-
Indra, to spróbuj znaleźć, takie które będzie bardziej pasować :D
Na tyle obrazowe, żeby pokazać podświadomości, że ty i ten facet jesteście tak różni od siebie, że nic z tego by nie było, a jednocześnie oboje tak samo wartościowi :D
-
Indra
Pani jest wyjatkowa,bo w poprzednich wcieleniach zmieniala sie na haju w zwierzeta:))Pewnie dlatego mam taki dobry kontakt ze zwierzetami bo maja mnie za jedna z nich:))))
-
Semira o, wreszcie jakieś rozwojowe zajęcie ;))))
-
GA
No właśnie myślę, że wcale nie jesteśmy tak od siebie różni, uważam, że dość podobni, no ale mogę się mylić.
Ja próbowałam z klockami lub kawałkami puzzli- że dwa puzzle mogą do siebie nie pasować, ale to przecież nie jest wina żadnego z nich i każdy jest tak samo wartościowy :D i też dupa blada, ja swoje, pś swoje :D
Seba
Ja już nie wnikam w te powody, teraz sie tylko bujam z samooceną :/ nawet EFT nie daje rady
-
Semira
super :D ja Cię widzę jako czarną panterę :)))
-
Przed chwilą pisałaś że wywala Ci na powody dla których ten gość Cię zostawił. To znaczy że dalej uzależniasz swoją samoocenę od tych powodów. Może zapytaj siebie dlaczego to takie ważne jak on widział tą sprawę, skoro i tak nic z tego nie wyszło.
Ja wiem, że to potrafi być przykre. Ale kurde, przecież nie można jednocześnie być w zgodzie ze sobą i przejmować się powodami innych ludzi do czegokolwiek.
Indra ludzie mogą być do siebie nawet podobni ale to nie sprawia że muszą być ze sobą. Każdy ma wolną wolę robienia tego na co ma ochotę ;)) Uff
-
No własnie z jakiegoś powodu uzalezniłam poczucie wartości od tego, co on o mnie myślał, jak oceniał, jak traktował, itd. Bo skoro odrzucił to jestem do bani , itd.
Nie wiem skąd to w ogóle, na razie nie ogarniam tematu, powoli próbuje sie za to zabrac, ale juz nawet ustawienia nie umiem wymyslic :) czuję, że oddam to Bogu, jesli nie zmieni sie nic
-
Bo skoro odrzucił to jestem do bani , itd.
To jest nielogiczne przekonanie. Przyjrzyj się mu, widzisz w tym sens?
-
Oczywiscie, że widzę. Jest to dla mnie wręcz przerażająco logiczne i sensowne
-
Odrzucenie to po prostu... fakt tego że ktoś nie ma ochoty/potrzeby robienia z Tobą tego co Ty chcesz, albo spędzania z Tobą czasu.
- Masz ochotę na kanapkę?
- Eee, nie, dzięki, nie jestem głodny
W ten sposób odrzuciłem kanapkę. Ale czy kanapka ma się czuć pokrzywdzona z tego powodu? O Dżizus, ratuj!
-
Seba
odrzucileś kanapkę ponieważ nie spełniła Twoich oczekiwań, nie była wystarczająco dobra- co za bezwartosciowa, nędzna, śmierdząca, paskudna kanapka :D dlatego jej nie chciałeś :D
Ale po chwili znalazłeś sobie fajną i dobrą kanapkę, która Ci pasowała i sobie ją zjadłeś:) - tak to dla mnie wygląda :)))
-
Mogła być przepyszna. Mieć pastelle śródziemnomorską, ser ustrzycki i kaparki a mimo to nie byłem głodny :P Albo miałem ochotę na ravioli hahahahahaha :))))))
A czasem się nie je, np. jak się jest chorym. Zwierzątka tak robią, że jak są chore to nie jedzą nawet tych dobrych rzeczy dopóki im się rany nie zaleczą.
A na temat wątku, to nigdy nie lubiłem robić kolumny reakcji. Polubiłem kiedy zacząłem pisać też pozytywne uświadomienia.
Ja: Ja, Seba, jestem tak samo cenny i wartościowy jak inni
Pśka: Więc nie muszę robić rozpierdolu, ufff ;;)
-
OMG Seba uwazales,ze jestes wartosciowy tylko wtedy jak robiles rozpierdol????:)
-
Nie, ale kiedy czułem się mało wartościowy to chciałem robić rozpierdol żeby wszyscy zobaczyli jaki jestem ważny. Mój tata tak robił...
-
kanapkowe i zwierzęce metafory dzisiaj rządzą :D
-
Piszę teraz taką afkę "Bóg ma dla mnie zawsze coś lepszego od nieprzytomnych jazd" i moja pśka zaakceptowała, że bardzo fajnie wiedzieć, że ma, że jest, że to wszystko jest dostępne, aż miło się robi, ale narazie niech spada ;)
-
"Bóg ma dla mnie zawsze coś lepszego od nieprzytomnych jazd", dzień kolejny. Reakcja: Jeszcze lepszą zabawę na trzeźwo? Wchodzę w to :)
-
Często się zdarza że jak piszę to pśka przekręca afkę i powstaje coś nowego.
Dzisiaj pisałem że zasługuję i otwieram się na to by być chcianym, docenianym i kochanym w związku partnerskim i pśka przekręciła na zasługuję i otwieram się na to by być chcianym, docenianym i kochanym w związku anielskim. Też mi się podoba:)
-
"Mi, Sebastianowi, opłaca się być trzeźwym i przytomnym". Reakcja: A co mi będą pierdolić!
Poczułem głos czarnego maga w sobie.
-
Ostatnio dosc duzo pracuje z afirmacjami-stalo sie to moja ulubiona metoda pracy z ps ,poniewaz nie czuje przymusu jak do innych metod,widze tez wieksze korzysci niz przedtem.Jednak czulam,ze COS jeszcze jest nie do konca tak ,poniewaz czulam ze moge jeszcze wiecej osiagnac dzieki afirmacja ,ale COS jeszcze to blokowalo.Czulam jakis dziwny niepokoj.
Postanowilam przyjzec sie temu blizej i porozmawiam z moja szanowna ps.To co uslyszalam zamurowalo mnie totalnie.Dowiedzialam sie,ze moja ps czuje sie winna zajmujac sie afirmacjami i modlitwami ,poniewaz..to zajmuje duzo czsu!!Przeciez przez ten czas co pisze te afirmacje,robie te modlitwy moglaby juz tyle innych pozytecznych rzeczy zrobic,ktore bedzie OD RAZU widac a nie zajmowac sie czyms takim co nie wiadomo kiedy sie spelni.Moja ps nie uznaje do konca pracy wewnetrznej,bo wg niej nie przynosi to WIDOCZNYCH rezultatow w swiecie zewnetrznym od razu,dlatego czuje sie winna jak poswieca duzo czasu na prace wewnetrzna.Zajmujac sie praca wewnetrzna caly czas krzyczy:gdzie te rezultaty??!!!Idac dalej zaczelam zastanawiac sie o co chodzi -kompletne pomieszanie -ja chce pracowac swiadomie z afkami itp,natomiast ps ma swoje zdanie na ten temat.
Nie trzeba bylo dlugo czekac jak doszlam do tego kto przemawia glosem mojej ps-kochany tatus i babka,ktora zawsze jak zajmowalam sie w dziecinstwie tym co lubialam najbardziej czyli nauka,czytaniem ksiazek wciaz na mnie krzywo patrzyla,ze poswiecam tyle czasu na glupoty wg niej zamiast zajac sie czyms pozytecznym ,czyli wg niej umycie okien bylo bardziej pozyteczne niz np nauczenie sie 100slowek francuskiego..
Odkrylam tez ,ze za tym wszystkim kryje sie jaks ukryta nerwica u mnie jezeli chodzi o czas-ogromna presja czasu,ze musze wszystko robic szybko to co lubie ,to co mi przynosi radosc ,aby jeszcze zdazyc zrobic te prace ,ktore sa obowiazkowe ,ktore ktos mi narzuca bo moja ps wierzy ,ze te sa wazniejsze niz to co ja naprawde chce robic..
-
Leszku, czy może być tak, że w regresingu wiele sobie przypominam, pierwotne myśli i intencje, w EFT schodzą emocje, po węzłach czuję sie lepiej, na Ma-Uri też wychodzą emocje, ale wydaje mi się, że ja to sobie wszystko przypominam i czuję, ale NIE PUSZCZAM tego. Piszę afki - średnio po 6 miesięcy i nic, słucham regularnie medytacji - nawet po 3 miesiące i nie wierzę w to. A słucham świadomie, mówię czule, piszę skupiony i BETON, BETON, i jeszcze raz BETON!
Pewne rzeczy przerabiam i przerabiam i po tylu latach widzę, że chyba nie posunąłem się nic naprzód, a może chociaż o 1 mm. Tak w głębi gdzieś nie wierzę w ten rozwój duchowy, i jeśli ktoś może mieć opory przed puszczeniem czegokolwiek, to ja chyba jestem takim 100% przykładem.
Co zrobić? Czy jest szansa na taki przypadek jak ja? Ktoś mi kiedyś powiedział, że dopiero jak doświadczę dna, krytycznych zdarzeń w życiu, to się może ocknę. Ale ja doświadczam takich zdarzeń i nic, BETON. Czuję, ze nawet gdybym miał zginąć, to byłbym dalej nieugięty i BETONEM!
-
Chyba powinieneś popgadać z Ingą, a nie ze mną.
-
Inga, podpowiesz mi coś w poniższym temacie, bo czuję że się szamocę cały czas w tej samej beczce jak karp.
-
Mam zestawy po 3 afirmacje i stosuję je zazwyczaj ponad 30 dni. Niedawno zaczęłam nowe m.in
"Mi Ani opłaca się zaufać sobie i swoim możliwościom".
Wychodzi śmietnik i ocenianie przez rodzinę. Zawsze mi wmawiano, że to w co wierzę przyniesie mi tylko gruszki na wierzbie, a tym samym żadnych realnych sukcesów. Tak samo jak wreszcie odważyłam się przeafirmować, że...
"Wiem, co jest dla mnie najlepsze i mogę to realizować bez oglądania się na innych".
Wyszedł mi kryzys wiary w to co robię, brak ufności do siebie. Boję się, że się mylę, bo czasami jestem zmęczona próbą kreacji tego wszystkiego. Poza tym nam perfekcjonistom bardzo łatwo o brak docenienia siebie. Wymagam od siebie tak silnie, jak wymagali ode mnie rodzice i chcę, aby mi się od razu udało. '
"Moje Ani wybory, działania i decyzje przynoszą mi realne sukcesy i zadowolenie."
-
Blackrose
mam wrażenie, że warto by było do tych afirmacji dodać jeszcze coś o bezpieczeństwie, albo/i o odgórnym Bożym prowadzeniu
-
Rose
przy perfekcjoniźmie jedna z najlepszych afek "Ja, Ania mam to co najlepsze"
-
"Mi Ani opłaca się zaufać sobie i swoim możliwościom".
Świetna! Fajnie, że ją napisałaś. Chyba czegoś takiego właśnie potrzebuję. Ostatnio niesamowicie mi wywala brak zaufania do siebie. Zwłaszcza w sprawach na których mi zależy.
-
Ciesze się, że mogłam pomóc :)
A mnie wczoraj mama przez telefon zapytała czy widzę jakieś perspektywy na swoje życie...niby przy okazji złożenia życzeń. Odpowiedziałam, że tak, ale poczułam lęk pomieszany z poczuciem winy :)
-
A mnie wczoraj mama przez telefon zapytała czy widzę jakieś perspektywy na swoje życie...niby przy okazji złożenia życzeń. Odpowiedziałam, że tak, ale poczułam lęk pomieszany z poczuciem winy :)
Nieźle...Takie niby szczere pytania z podtekstem mniej więcej do tego zmierzają. Żeby wywołać poczucie winy. Moja mama też coś takiego stosowała...
-
Zawsze możesz odpowiedzieć, że widzisz perspektywy na życie wieczne.
-
Mariomar
Trzeba zmienić podejście.
Trzeba przestać ładować czegokolwiek do podśiadomoći, trzeba przestać próbować ją zmieniać, uczyć, Niczego jej nie powtarzać, nie narzucać.
Odrzuć afirmacje, dekrety i to wsszystko czym próbowałeś na siebie wpływać. I rób na odwrót. Czyli skup się na poznawaniu siebie, na rozumieniu tego co się z tobą dzieje. Skup się na uczuciach, pytaj skąd masz takie uczucie, dlaczego. I nie oczekuj od siebie zmian tylko akceptuj to co jest. Wnętrze najlepiej wie co jest mu potrzebne na obecną chwilę i nie trzeba go kierować samemu, wystarczy mu pozwolić i nie przeszkadzac aby samo tworzyło różne sytuacje popychające do przodu.
Przypuszczam że tak osaczasz swoją duszę afirmacjami itd, że nie dajesz jej możłiwości aby sama pomyslała i rozejrzała się w sytuacji. Za bardzo chcesz decydować i kierować a dusza potrzebuje przestrzeni i wiedzy na czym stoi aby móc zrobić krok do przodu.
Jako priorytet uznaj samoświaodomość.
No i bardzo ważne dzieciństwo. Trzeba w nie wchodzić i przeżywać tamte emocje.
-
wow Inga, bardzo mądre i świadome to co napisałaś :)
-
Ja rozumiem, że są osoby, którym takie podejście jest potrzebne.
Ale... jeśli się właściwie podchodzi do afirmacji i modlitw, to one "wchodzą" do podświadomości w taki sposób, że zmieniają stare, błędne programy, na nowe, znacznie lepsze i skuteczniejsze.
Jakiś sposób na zmianę jest nam konieczny. Może to być też praca z ciałem.
Prawidłowo stosowana afirmacja czy modlitwa nie jest PRESJĄ wywieraną na siebie czy "boga"!
Przy pracy z afirmacjami ważne jest, by dać się wygadać podświadomości - stąd kolumna reakcji.
No i jeszcze jedna ważna uwaga - jeśli ktoś nie ma kontaktu z podświadomoscią, to zamiast afirmacji może stosować autohipnozę.
Różnica między afirmacjami a autohipnozą jest zasadnicza.
Afirmacje wchodzą do podświadomości pobudzając refleksje.
Autohipnoza to BEZREFLEKSYJNE wmawianie sobie tego, co by się chciało.
Autohipnoza jest niewskazana. Budzi opór podświadomości, wymusza działania i zachowania, jakie nie są zgodne z naszą strukturą osobowosci lub Wyższym Ja.
Afirmowanie musi odwoływać sie do intuicji. Bo AFIRMACJE to stwierdzanie prawdy.
Autohipnoza zaś polega na wmawianiu sobie tego, co by sie chciało.
Warto o tym pamiętać.
-
Inga, Leszku
Chyba mi pomogliście. Zrobiłem analizę mojego RD - oto moje wnioski. Ale proszę Was o pomoc, bo się pogubiłem w moim RD.
Najpierw jak Inga napisała, żeby odrzucić cały RD, czyli afirmacje, medytacje, modlitwy i zacząć samoświadomość (mimo że Inga sama np. stosujesz węzły), to mną wstrząsnęło, załamał się mój światopogląd dotyczący RD. Jeden dzień, pierwszy raz chyba od 3 lat, zrobiłem wczoraj dzień przerwy od słuchania medytacji na płytce. Okazało się, że zaczęło mnie rozpier...lać psychicznie, nie mogłem sobie znaleźć miejsca, i wrócił wzorzec sprzed RD - chęć ucieczki na drugi koniec świata, ale tak naprawdę chęć ucieczki od siebie, jak najdalej. Chęć ucieczki spowodowana nienawiścią do siebie, jak i strachem przed ludźmi. Ale wiem, że jak bym uciekł na koniec świata, to i tak spotkałbym tam siebie, i stamtąd chciałbym uciec do... Polski zpowrotem.
Zresztą, jak nie rozwijałem się duchowo, to uciekałem od siebie cały czas w świat fantazji, snułem przygody, jakie dosnaję chodząc po górach (bo bardzo lubiłem chodzić po górach). A musiałem chodzić po górach, bo tak mnie rozpierało wewnątrz, musiałem gnać do przodu po górach jak... najdalej od siebie. Bo inaczej bym od tego powera zwariował.
Dlatego m.in. zacząłem zajmować się RD. Gdy zacząłem słuchać regularnie płytek Darka (Leszka płyt się bałem strasznie), to się uspokoiłem, wszedłem bardziej w kontakt ze mną i się wyciszyłem. JUż mi się nie chciało się zdobywać świata. Ale te medytacje, to chyba okazało się, że jest to pogłębianie doła, chyba wchodzenie w podświadomość.
Potem, gdy pomyślałem sobie, że miałbym odstawić jeszce afki, jedyne moje pozytywne myśli, to bym już nic nei poprawił w swoim życiu na lepsze. Ale gdzieś Inga ma rację, bo przez RD, straciłem (jakiś paradoks) kontakt ze sobą takim wesołym. Ale za to, gdy nie rozwijam się duchowo, wychodzi ze mnie po jakimś czasie paniczny strach w kontaktach z ludźmi i zagubienie, odrzucenie w kontaktach z ludźmi.
Za to rozwijając się duchowo, strach... pojawia się szybciej i szybciej jestem odrzucany przez ludzi. Chyba po prostu teraz cały czas czuję swoje zakompleksienie. Dlatego ucuieszyłm się, że Leszku nappisałeś, że jednak trzeba wprowadzać zmiany w sobie na lepsze.
A oto analiza moich zachowań podczas RD (poświęcam na niego dziennie około 1,5-2 godzin, w weekend czasem 2,5 godzin, czyli chyba nie przesadzam):
1. zawsze uciekałem w wyobrażenia, teraz uciekam w RD, więc nie jest to taki świadomy RD, ale bez takiej ucieczki nie wytrzymałbym ze sobą i z moim strachem i bólem,
2. Pisać afek nie lubię, ale piszę je regularnie codziennie od kilku dobrych lat. Reakcje, jakie czuję, to ból, czasem strach, przeważnie po chwili pisania pojawia się totalna NUDA, albo wściekłość. Piszę afki w 1 osobie, gdyż 3 osoba mnie nie rusza, a 2 rusza mnie bardzo mocno. Ale ze wględu na wielką podatność na opinie innych i przejmowanie się nimi, oraz uciekaniem od siebie, gdyś ktoś w afirmnacji w 2 osobie mówi do mnie miłe rzeczy, skupiłem się na 1 osobie - afki piszę po 15 razy w 1 osobie.
Przy pisaniu afek staram się być świadomy, ale nie czuję, by moja pś to łapała. Potrafię pisać afki 6 miesięcy i nic, nie przyjmuję ich jako prawdy. Więc chyba jest tak, jak Leszek zauważył, stosuję autohipnozę. Ale prónbiwałem mówić afki do lustra, to uciekam od siebie. W pisaniu najlepiej czuję afkę i w nią wierzę. Ale po skończeniu pisania afek, jak wychodzę z pokoju do rodziny, pojawuia się agresja, gdy ktoś coś ode mnie chce, coś jakbym się denerwował, ze ktoś mnie wyprowadza z mojego stanu (chyba autohipnozy). I często gdzieś wyładuję swoją wściekłość na kogoś (czasem mi się to niestety zdarza).
3. Słucham medytki Darka na płytce, to to lubię - ale jest to chyba ucieczka w świat duchowy od siebie i świata materialnego. Bo nigdy nie chcę wracać poi medytce do rzeczywistoości. Ale często, jak przy afkach, pojawia się NUDA podczas mówienia na głos medytki (zawsze mówię je na głos, inaczej bym się na nich w ogóle nie skupił). Czasem wrogość, czasem strach i złość. CZyli też jest wielki opór przed stosowaniem medytek.
4. Ćwiczę rytuały tybetańskie rano na rozgrzewkę, fajnie mi one robią, ale znów odwracają moją od świata zewnętrznego do wewnętrznego, ale znów pojawia się brak drogui środka, i w efekcie uciekam w rytuały od siebie.
5. Czasem w ciągu dnia stosuję EFT, czy też wahadła, ale do tego też sie musze zmuszać, a jak już to zacznę, to nie chcę się od tego oderwać. Kompulsywnie podchodzę do każdej techniki. I znowu pojawia się NUDA, zniechęcenie, złość, agresja, ból, czasem strach. I przerywam. Znowu to chyba autohipnoza, a nuda to chyba reakcja obronna przed każdym uzdrowieniem.
6. Jak się myję, to zawsze modlę się o oczyszczenie intencji. Już przemawiam do siebie nie tak transowo i poważnie, tylko z radością i entuzjazmem, ale znowu pojawia się wielka NUDA i zniechęcenie.
Nie mam więc kontaktu z pś ani z WJ, przynajmniej ich nie czuję. Za to każda afka czy medytka to zatopienie się w bałagan pś. Gdy zaś nei rozwijam się duchowo, to moja pś kieruje moim życiem impulsywnie - dziś chce to, jutro to. wszystko ja nudzi po 1 dniu. Pierwszego dnia się zapala do pracy (czy to duchowej, czy to w świecie fuzycznym), a drugiego dnia juz jest NUDA i zniechęcenie i tak to trwa, dopóki nie przerwę praktyki. Dlatego zawziąłem się i stosuję te same afki i medytkę aż je w końcu zaakceptuję. Zauważyłem, że na studiach czy w szkole liceum, w grupie odnajdywałem się po okoo 2,5 roku. Również po około 2,5 roku zaczynały podobnac mi się moje studia. MOże zatem moje afki wejdą mi do głowy po 2,5 roku?
Ale zarazem mój RD powoduje, że zaczynam coraz bardziej odlatywać, uciekać od rzeczywistości, bujać w obłokach, zapominać podstawowe rzeczy i wyrazy, nieprzytomnieć.
Proszę, doradźcie mi coś sensownego, bo się w tym wszystkim pogubiłem. Jednocześnie, jest to dla mnie bardzo trudne przyznać się tu przed Wami na forum o moich błędach w RD, ale dalej już tak nie dam rady z takim chyba pseudo RD.
-
A ja tylko zapytam o jedną rzecz - robiłeś sobie może kiedyś harmonizacje półkul mózgowych? Pytam bo miałem część symptomów, które opisujesz (choćby nie łapanie afek przez pś), a które zniknęły po tym, jak mi Leszek mózg zharmonizował :)
-
Tak, miałem 3-4 zabiegi harmonizacji u Leszka kilka lat temu. Teraz pytałem Olgę, czy coś u mnie trzeba harmonizować, to powiedziała, że mam sharmonizowane półkule. :) Więc jesteśmy dalej w punkcie wyjścia. :)
-
mariomar
a jakie w ogóle są twoje cele w RD? afirmowałeś że są one bezpieczne , miłe fajne itp ? bo jeśli PŚ ma kiepskie wyobrażenia nt to zawsze będzie wynajdywać 100 sposobów na to, żeby ich nie osiągnąć
-
Mariomar - a ja mam podstawowe pytanie - z czym pracowałeś - medytacje i afki? Z jakimi tematami?
-
Kiedyś wybierałem różne tematy, ale ostatnie lata to szanowanie i kochanie siebie, a teraz od pół roku bezpieczeństwo na wszelkie sposoby (obecnie bezpieczeństwo finansowe i bezpieczeństwo w obecności ludzi i istot), punktem wyjscia była relacja z ojcem, słuchałem przez 60 dni medytacji uzdrawianie relacji z ojcem, a teraz od około 60 dni słucham Bezpieczeństwo w relacjach z ludźmi.
Bo na codzień zżera mnie mega strach, zwłaszcza w relacjach z ludźmi (efekt silnego DDA/DDD) - Kinga powiedziała mi przy pierwszych węzłach, że cały jestem strachem, gdzie nie zajrzała we mnie, to był strach.
-
Mariomar
Czy przynajmniej przeczytałeś wczoraj moją odpowiedź? Bo dzisiaj jest już wykasowana.
-
Inga
Twoja odpowiedz zostala przeniesiona a nie wykasowana
-
Przepraszam ale nie zauważyłam i się przestraszyłam że jest tu silna cenzura.
-
Ewidentnie tu jesteś bezpieczna:-)
-
"Ale zarazem mój RD powoduje, że zaczynam coraz bardziej odlatywać, uciekać od rzeczywistości, bujać w obłokach, zapominać podstawowe rzeczy i wyrazy, nieprzytomnieć."
Ze mną działo się to samo.
A rozwoju uzywałam w tym samym celu co ty, czyli po to aby poczuc się lepiej i jakoś przetrwać.
Te wszystkie afirmacje i modlitwy to autohipnozy i dlatego koniecznie z tym skończ. Trzeba się zacząć konfrontować ze swoimi rzeczywistymi uczuciami, trudnymi i blesnymi zamiast usuwać je za pomocą medytacji czy afirmacji.
Ja słuchałam afiramcji na okrągło bo jeżeli przestawłam to ogarniały mnie tak straszne uczucia że były nie do wytrzymania.
Takie ćwiczenie.
Nie rób niczego tylko przez chwilę skup się na tym co czujesz i próbuj to wytrzymać. W ten sposób ucz się przyjmować swoje negatywne uczucia. Z czasem one zaczną słabnąć. Ale musi być pełna koncentracja na uczuciu.
Mogę ci też dać metodę oddechową która słuzy do wyszukiwania przyczyn i rozumienia siebie.
Ja węzły stosuję bo tam nie ma wpływania na podświadomość i wmawiania jej czegokolwiek. tobie też polecam bo dużo dają.
-
Była fajna wypowiedź, więc na pewno nikt by się nie pokusił na wykasowanie :)
-
Mariomar - w Twoim przypadku poczucie własnej wartości (i otworzenie się na samego siebie) plus poczucie bezpieczeństwa to właśnie podstawa. Zatem dobrze, ze zacząłeś się tym zajmować. W ogóle to właśnie od samooceny (w tym jest zwykle też poczucie bezpieczeństwa) należy zaczynać rozwój - bo jeśli to jest nie uzdrowione, to inne rzeczy też raczej nie wyjdą.
Skoro afirmacje i medytacje (dekrety) wywołują w Tobie np.; odlatywanie i nieprzytomnienie - to jak Inga słusznie pisze, warto bardziej skupić się na sobie, swoich prawdziwych odczuciach. Poczucie swojej złości, nienawiści - nawet do siebie samego - i zaakceptowanie, że masz prawo do tych emocji. A potem, w miarę możliwości, pójście za nitką do kłębka i uświadomienie sobie - czemu się nienawidzę, sobą gardzę i czym to zostało spowodowane? Kiedy się zaczęło? Kto mi co wmawiał? Kto co robił? Czy byłem wpędzany w poczucie winy? Manipulowany? Karany? itp. Często uświadomienie sobie skąd coś się w nas wzięło jest najważniejszym krokiem w uwolnieniu tego.
Konfrontacja ze strachami tez bywa przydatna np.: strachami przed ludźmi.
Przykładowo: - Kiedyś bardzo bałam się ludzi, ich nie akceptacji, byłam chorobliwie nieśmiała, znerwicowana (odezwanie się do kogoś, kogo nie znałam, graniczyło z cudem, odezwanie się w grupie - również, udzielenie odpowiedzi na lekcji przed klasa - droga przez mękę)... a jednocześnie gardziłam nimi (uciekałam tez we własny świat, świat książek, nauki, języków i polepszania tak sobie poczucia własnej wartości - jestem od nich lepsza, wiem więcej, zajmuję się bardziej interesującymi rzeczami niż inni itp - taki miałam mechanizm); W 98 roku powstał pierwszy czat internetowy - weszłam na niego i po miesiącu gadania tam (a było to wtedy istnym objawieniem dla mnie, taka możliwość kontaktu z drugim człowiekiem) postanowiłam - wbrew swoim lękom, niechęciom, uprzedzeniom - pojechać na mały zlot/spotkanie w górach z dwudziestoma paroma ludźmi. Najpewniej gdyby nie to, ze wcześniej osobiście udało mi się poznać jedną z osób, dziewczynę z tego samego osiedla, która była przebojowa, pewna siebie i akceptująca mnie w mojej nieśmiałości - to bym nie pojechała. Pojechałam jednak i od tego momentu rozpoczął się proces (paroletni) coraz większego otwierania się na ludzi, na to że wcale nie myślą tylko o tym, by mi dopieprzyć, że akceptują mnie, nawet jak jestem inna od nich - to było prawdziwe odkrycie dla mnie! Najpierw wśród tych ludzi przestałam się bać i zaczęłam wyluzowywać, coraz lepiej się bawić i przestałam skupiać się głównie na swoich lękach (co inni pomyślą, co mi zrobią, co powiedzą), a bardziej na tym, co jest faktycznie.
Drugą tez przełomową rzeczą było pierwsze publiczne przyznanie się do niedosłuchu - wcześniej unikałam mówienia o tym, jak ognia, bojąc się, ze ludzie - tak jak dzieci w podstawówce i pewna głupia pani psycholog (końcówka podstawówki) - ocenią czy będą sugerować, ze skoro mam niedosłuch, to jestem tez na pewno niedorozwinięta umysłowo. Bałam się tego straszliwie, tej stygmatyzacji, takiego traktowania. Ale im bardziej się bałam, im bardziej uciekałam w milczenie i udawanie, ze niedosłuch nie istnieje - tym bardziej zaczynałam zdawać się dziwna i może niedorozwinięta umysłowo (skoro np.; nie odpowiadałam na pytania - bo nie dosłyszałam, a udawałam, ze słyszę dobrze... przez co ludzie zaczynali wnioskować, ze znaczy nie kumam lub nie umiem, bądź czegoś nie wiem;); W końcu, na drugim ustnym egzaminie z angielskiego na Uniwerku, odważyłam się i przyznałam (podpierając zaświadczeniem od audiologa), ze mam niedosłuch i czy w takim razie mogą panie do mnie mówić wyraźniej i wolniej. Zdałam wtedy na 4+. To było naprawdę wyzwalające :-) i uświadomiło mi, ze naprawdę nie mam czego się (już) bać, ba! terapeutycznie zadziałał na mnie też widok lekko skrępowanych zaświadczeniem pań egzaminatorek - wtedy do mnie dotarło, że dziwne zachowania ludzi mogły się brać tez z ich nieobycia z tematem, oraz strachem, jaki w nich samych budzą "odstępstwa od normy". Zrozumienie tego było tez dla mnie kluczowe.
Po tych przełomach uzdrawiałam swoją samoocenę z pomocą RD i rozwoju osobistego. Zajęło mi to parę lat (najintensywniejszej pracy nad tematem - ok. 2 lat), pozostałe lata - to trochę się nad tym prześlizgiwałam i traktowałam pokątnie pełne uzdrowienie swojego poczucia wartości we wszystkich dziedzinach życia, nie tylko w wybranych.
Sądzę, ze bez własnych konfrontacji ze swoimi lękami, bez własnego uświadamiania sobie, czemu się boję i czego tak naprawdę - prawdopodobnie też nie przyjmowałabym afirmacji ani dekretów.
Tak pisze o tych przykładach, gdyż być możne będą pomocne i ze czasem warto wpierw przerobić pewne podstawy kontaktu z samym sobą, zanim człek się rzuci na głęboką wodę
-
Hydzia dobrze pisze o tym zderzeniu się z rzeczywistością.
Ja mam silne lęki przed ludźmi, nieuzdrowioną samoocenę. Mam wyobrażenia,że nie zostanę zaakceptowana, niezrozumiana, odrzucona. Teraz już jest lepiej bo właśnie dla mnie kluczowym momentem była terapia DDA. Po urodzeniu dziecka wpadłam w depresję i zaczęło wszystko lecieć w dół- wszystko wybiło jak z szambo- po tylu latach tłumienia moich lęków z dzieciństwa plus następna trauma poród, 2 tyg szpital , nieudany związek (piekło karmiczne;)). Lęk mnie sparaliżował - dosłownie - gdybym miała go przedstawić na planie rzeczywistym to hiperwentylowałam się z lęku, bałam się wyjść do sklepu po bułkę- było bardzo źle. Odważyłam się pójść na terapię- gdy pierwszy raz weszłam zaczęłam płakać jak małe dziecko a jeszcze nie otworzyłam ust. Płakałam prawie ciągle, było mi wstyd, byłam zażenowana i myślałam,że CI ludzie się ze mnie śmieją. Takie schizy. Gdy tylko wchodziłam na terapię serce waliło mi jak młot, gdy miałam się odezwać - sucho w ustach. Gdy opowiadałam o dzieciństwie- najbardziej upadlających, strasznych scenach traciłam rzeczywistość- obraz mi się rozmazywał z lęku. Pomimo tego zacisnęłam zęby i chodziłam dalej choć ten lęk w skali do 10 był u mnie 15 ;) Ta terapia początkowo była dla mnie piekłem, ale po jakimś czasie zauważałam,że ludzie jednak mówią do mnie spokojnie, czule i z sympatią (oczywiście węszyłam podstępy). Bardzo znienawidziłam ludzi, jakichkolwiek. Nawet miałam urojenia ,że terapeutka się ze mnie śmieje ;) W konfrontacji z rzeczywistością te lęki odpadły. Chodziłam tam głównie po to,żeby zmierzyć się z tym lękiem. Kurcze to przypominało lęk z dzieciństwa , gdy wchodziłam do dentysty tylko było jak wiercenie zęba bez znieczulenia 2h. Bo tyle trwało jedno spotkanie ;)) Skoro ja to przeszłam i stawiłam czoła tym lękom to jestem w stanie stwierdzić,że każdy jest w stanie się skonfrontować z swoimi lękami. Później jest już tylko lepiej. Też chciałam uciec, od siebie, z tej terapii- wchodziłam tak jak na ścięcie głowy. Ale wchodziłam cała się trzęsąc.
Może Ty aż takiego poziomu lęku w sobie nie masz (całe szczęście) to polecam konfrontację z lękami. Dzięki temu dziś normalnie funkcjonuję, choć nie wszystkie lęki sobie poszły bo dalej nad nimi pracuję ;) TY vs Ty . Niech ten prawdziwy wygra ;)
Inga,
Mogłabyś przedstawić tą metodę oddechową jaką stosujesz?
-
„Dlatego m.in. zacząłem zajmować się RD. Gdy zacząłem słuchać regularnie płytek Darka (Leszka płyt się bałem strasznie), to się uspokoiłem, wszedłem bardziej w kontakt ze mną i się wyciszyłem. JUż mi się nie chciało się zdobywać świata. Ale te medytacje, to chyba okazało się, że jest to pogłębianie doła, chyba wchodzenie w podświadomość.”
Działo się tak ponieważ te medytacje powodowały spychanie negatywnych emocji głebiej do podświadomości i pokrywanie ich pozytywnymi wierzeniami. Czyli ten pozytywny stan był powodowany wytłumieniem lęków a nie ich przetransformowaniem. Niestety ale tłumienie lęków ma swoją drugą stronę bo za tym idzie tłumienie wszystkich pozostałych uczuć i coraz mniejszy kontakt ze sobą
„Ale gdzieś Inga ma rację, bo przez RD, straciłem (jakiś paradoks) kontakt ze sobą takim wesołym.”
To są pierwsze objawy a z czasem tych uczuć będzie coraz mniej, osobowość będzie coraz bardziej schematyczna a świat będzie się stawał coraz bardziej płaski.
„Ale za to, gdy nie rozwijam się duchowo, wychodzi ze mnie po jakimś czasie paniczny strach w kontaktach z ludźmi i zagubienie, odrzucenie w kontaktach z ludźmi.”
Zaczynasz czuć swoje rzeczywiste uczucia, te przed którymi tak uciekasz.
„Dlatego ucuieszyłm się, że Leszku nappisałeś, że jednak trzeba wprowadzać zmiany w sobie na lepsze.”
Na czym ma polegać to wprowadzanie w sobie zmian na lepsze? Bo obawiam się że poprzez przekonywanie podświadomości.
„poświęcam na niego dziennie około 1,5-2 godzin, w weekend czasem 2,5 godzin, czyli chyba nie przesadzam):”
Ja bym powiedziała że poświęcasz codziennie tyle czasu na to aby uciec od siebie.
„zawsze uciekałem w wyobrażenia, teraz uciekam w RD, więc nie jest to taki świadomy RD, ale bez takiej ucieczki nie wytrzymałbym ze sobą i z moim strachem i bólem,”
I dlatego polecałabym psychoterapię bo samemu będzie trudno z tego wyjść zwłaszcza że wypracowałeś sobie doskonałe metody tłumienia.
„przeważnie po chwili pisania pojawia się totalna NUDA, albo wściekłość”
Bo piszesz coś co nie ma związku z twoimi rzeczywistymi problemami. Twoje dziecko wewnętrzne jest niezauważane i niewysłuchane. Piszesz coś czego twoje wnętrze nie chce słuchać i czuje się nierozumiane. Piszesz po to aby siebie zmienić a nie po to aby zaakceptować takim jaki jesteś, razem z tymi lękami i bólem.
„Przy pisaniu afek staram się być świadomy, ale nie czuję, by moja pś to łapała. Potrafię pisać afki 6 miesięcy i nic, nie przyjmuję ich jako prawdy.”
Bo przekonywanie podśwaidomośći do swoich prawd to bardzo zła metoda. Co z tego że 1000 razy powtórzysz jej że świat jest bezpieczny jeżeli ona pamieta z dzieciństwa sceny mrożace krew w żyłach? I nigdy nie czuła się bezpiecznie?
„Ale po skończeniu pisania afek, jak wychodzę z pokoju do rodziny, pojawuia się agresja, gdy ktoś coś ode mnie chce, coś jakbym się denerwował, ze ktoś mnie wyprowadza z mojego stanu (chyba autohipnozy).”
Następuje konfrontacja rzeczywistośći z tym co sobie wyobrażałeś na temat rzeczywistości podczas pisania afek.
„I często gdzieś wyładuję swoją wściekłość na kogoś (czasem mi się to niestety zdarza).”
Wściekłość wynikajaca z nieradzenia sobie.
„CZyli też jest wielki opór przed stosowaniem medytek.”
Tylko że w tym przypadku to reakcja prawidłowa. To opór przed stosowaniem tego co ci szkodzi.
„Ćwiczę rytuały tybetańskie rano na rozgrzewkę, fajnie mi one robią, ale znów odwracają moją od świata zewnętrznego do wewnętrznego, ale znów pojawia się brak drogui środka, i w efekcie uciekam w rytuały od siebie.”
To mnie dziwi. Nie potrafię sobie wyobrazić takiego działania ćwiczeń fizycznych.
„Znowu to chyba autohipnoza, a nuda to chyba reakcja obronna przed każdym uzdrowieniem.”
Nuda to reakcja obronna przed traceniem czasu na coś co nie pomaga i czego nie lubisz robić.
„Jak się myję, to zawsze modlę się o oczyszczenie intencji. Już przemawiam do siebie nie tak transowo i poważnie, tylko z radością i entuzjazmem, ale znowu pojawia się wielka NUDA i zniechęcenie.”
Bo to jedna wielka fikcja takie modlenie się gdy się nie ma kontaktu z Bogiem ani ze sobą.
Jakie masz wyobrażenia na temat Boga? Może modlisz się do swojego ojca.
„Dlatego zawziąłem się i stosuję te same afki i medytkę aż je w końcu zaakceptuję.”
Nie łódź się, takie coś nigdy nie nastąpi bo akceptowanie treści afirmacji nie jest kwestią uporu tylko kontaktu ze swoim wnętrzem. A wmawianie sobie czegoś na siłę tylko buduje blokady.
„MOże zatem moje afki wejdą mi do głowy po 2,5 roku?”
Nie ma co na to liczyć bo to nie kwestia matematyki.
-
Inga
Pięknie to rozpracowałaś :)
-
Dzięki za uznanie :)
-
Inga, wielkie dzięki za zajęcie się mną tak szczegółowo.
Dzisiaj odstawiłem afki. Poczułem się lżej i wróciłem do świata. Jedynie zrobiłem rano medytkę, ale z otwartymi oczami i na głos, żeby tak nie uciekać w siebie. Wyciszyłem się, trochę było nudy, ale już mniej, bo cały czas widziałem świat materialny, ale nieprzytomość też się pojawiła. Ale poczułem w sobie taki większy entuzjazm, że NIE KATUJĘ SIĘ już pisaniem afek i medytacjami z zamkniętymi oczami. Poobserwuję siebie i może te medytki na jawie też odłożę?
Zwiększyłem za to liczbę powtórzeń rytuałów tybetańskich z 7 do książkowych 21 i otworzyłem oczy (bo wcześniej cwiczyłem z zamkniętymi oczami). Moja pś lub dusza (sam nie wiem już co) ucieszyła się, że była cały czas w kontakcie ze świoatem fizycznym, a po drugie większa ilość ćwiczeń i zmęczenie spowodowało, ze się wyciszyła i znalazłem przestrzeń dla siebie (przestrzeń podczas tego cichego ćwiczenia). Zawsze lubiłem tą przestrzeń, gdy szedłem po górach, organizm cały czas pracował, wówczas umysł na łonie przyroduy się wyciszał. Teraz podobnie miałem z ryuałami.
Przyznam szczerze, że takiego obrotu sprawy się nei spodziewałem, że odłożę cośm czym zajmowałem się ostatnie 10 lat. Wszystko się we mnei wali od 2 dni, cała moja z pietyzmem zbudowana budowla. Katastrofa. Ale widocznie jest mi to potrzebne, takie otrzeźwienie, dłużej już bym tak nie dał rady. Ze swej strony niezły ze mnie DEBIL, żeby dopiero po 10 latach dostrzec, że coś mi nie służy. Zacięty jestem jak cholera. Zaślepiony swoimi wyobrażeniami.
Ale obawiam się, że jak odłożę jeszcze te medytki, to skąd będę czerpał pozytywne myśli, bo te medytki to moje jedyne pozytywne myśli. Szukam nadal pracy, boję się teraz, że jak odłożyłem afki o pracy, to wszystkie oferty pracy, które się pojawiły, i na które czekam na odpowiedź, odejdą (tak czuję teraz wewnętrznie). Kurde, już nie wiem co mam robić, ale fakt, że czuję się lepiej.
Może tak, jak piszesz Leszku, spróbować w moim przypadku pfracować z ciałem (bo tym kierunku mnei ciągnie), np. te rytuały, może kundalini joga (bo hathy nie lubię), może EFT - popróbuję, no i wahadła i węzły, bo to bardzo lubię. No i Ma-Uri bardzo mi się spodobał - tu płakałem sobie jak niemowlak i najlepiej jak dotychczas czułemsiebie jako niemowlaka. Super!
Regresing też mi chyba nei służył na tym etapie (nic w nim nie czułem), więc też na razie go chyba odłożę. Tylko czy taka kundalini joga mnie nie rozszarpie, gdy przebudzą się energie i zacznie wywalać ze mnie emocje na wierzch? Może jeszcze popróbuję dalej ciągnąć rebirthing, bo tu jestem sam na sam ze sobą i z moim oddechem? Ale tu też się strasznie nudziłem. Najchętniej to bym chodził latem po łonie przyrody i kontemplował przyrodę całym sobą, Tylko że to znowu ucieczka od ludzi i chyba od siebie.
Co do terapii DDA, to chodziłem na taką 4 miesiące (trwała 6 miesięcy, ale po 4 zrezygnowałem). Sam nie wiem, miałem totalne opory przed chodzeniem tam, nudziłło mnie to, czułem tego bezsens, nie chciało mi się już chodzić, ale jak tak sobie pogadałem na ciężkie tematy, to było mi lżej. Ale co z tego, jak potem następnego dnia szedłem taki wyluzowany do pracy, a tu jak nie jebnie coś w pracy, ktoś mnie nie zaatakuje, i cały lęk powracał w sekundę. Brak mi wytrwałości. NIe chce mi się wychodzić do ludzi na terapie. Ale może taka moja droga.
Pojawił się we mnie taki smutek, że np. na 2 lata, czy na dłużej odłożę afki, cały RD klasyczny, to Wy znowu (jak w poprzednich wcieleniach), polecicie do przodu, w górę, a ja sam tu zostanę na dole z Ingą. Ach, żal.
Inga, czy możesz opisać to cwiczenie oddechowe?
I jeszcze jedno - to co ja w ogóle mam robić? Tylko siebie obserwować? A co z silnymi lękami,jak nie uciec przed nimi? A co z silna agresją, jak nie dac się jej nie ulel i nie wybuchnąć?
Oprócz entuzjazmu, czuję jakiś bezsens. Kurwa, kurwa, kurwa, całego mnie rozjebało na łopatki (sorki). :)
-
Inga,
I jeszcze jedna ważna rzecz. W głębi duszy uważałem Cię za chorą psychicznie - teraz przepraszam Cię, gdyż nigdy nie sądziłem, że najwięcej podpowiedzi i rozwiązań dostanę właśnie od Ciebie. Widocznie nie chciałem dostrzec tej choroby we mnie. Dzięki Ci za pomoc. :)
-
Z tą terapią to chodziło mi o indywidualną psychoanalityczną. Ale może nie jest z tobą tak źle żebyś sam sobie nie poradził.
Jeżeli chodzi o szukanie pracy to lepiej żebyś ją najpierw znalazł zanim zaczniesz wprowadzać rewolucję, o jak się zaczną zmiany to może być ciężko, bo przy wchodzeniu w rzeczywisty rozwój często traci się pracę. Ja też przez to przechodziłam.
„Ale obawiam się, że jak odłożę jeszcze te medytki, to skąd będę czerpał pozytywne myśli, bo te medytki to moje jedyne pozytywne myśli.”
Jak już będziesz miał pracę to warto się rozstać z pozytywnym myśleniem na rzecz kontaktu z tym co jest realne i prawdziwe. Bo tylko jak widzi się prawdę to można coś z tego wywnioskować i podejmować jakieś decyzje.
Zwiększyłeś z dnia na dzień ilość ćwiczeń z 7 do 21?
Wydaje mi się że wcześniej pisałeś że rozwijasz się od 20 lat. To czym się zajmowałeś te pierwsze 10 lat?
Te sesje oddechowe to chcesz stosować? Bo jak nie to nie chce mi się opisywać.
Takie chodzenie po przyrodzie i kontemplowanie jej na pewno nie jest ucieczką od siebie, chociaż może byc izolacją od ludzi.
-
Inga, ja chętnie skorzystałabym z opisu tych sesji oddechowych. Jeśli nie masz nic przeciwko :)
-
Inga, czy możesz opisać to cwiczenie oddechowe?
Tak, poprosze o opis. :)
-
Siada się z wyprostowanym kręgosłupem, zamyka oczy i wolno oddycha biorąc wdech nosem a wypuszczając ustami.
Uwagę należy skierować na problem który mamy. I tak oddychamy aż pojawią się jakies wizje czy myśli związane z tematem. Zazwyczaj pojawia się przyczyna tego problemu.
Może się zdarzyć że problem nie jest tym najważniejszym, bo nie mamy żadnych reakcji emocjonalnych czyli nudzi nas to. Wtedy należy poszukać coś innego.
Można też skupiać się na uczuciu które mamy.
Mogą się pojawiać reakcje fizyczne, np. machanie rękami czy chęć krzyczenia. Trzeba sobie na to pozwolić ale pod warunkiem że jest to spontaniczne a nie chodzi i zmniejszenie napięcia w ten sposób.
Nie jest to codzienna praktyka. Robi się w miarę potrzeby.
Po zakończeniu trzeba narysować scenę którą się widziało. Pomaga to w utrwaleniu zmiany oraz w dokładniejszym zrozumieniu sobie tego co zobaczyliśmy.
Przy silnych emocjach odpowiedzi pojawiają się bardzo szybko. Przy braku, trzeba się trochę namęczyć zanim coś się pojawi.
Ja wczorajszemu oddychaniu zawdzięczam nocną wizytę astrali.
-
Inga,
Czasami myślę, że powinnaś mieć status zaawansowany :)
Szczerze i prosto opisujesz poważne sprawy. Dzięki za ostatnie posty :)
-
Inga,
I jeszcze jedna ważna rzecz. W głębi duszy uważałem Cię za chorą psychicznie - teraz przepraszam Cię, gdyż nigdy nie sądziłem, że najwięcej podpowiedzi i rozwiązań dostanę właśnie od Ciebie. Widocznie nie chciałem dostrzec tej choroby we mnie. Dzięki Ci za pomoc. :)
A ja czułam twój lekceważacy stosunek do mnie, tego typu- a co ona tam wie. Nie ma co się z nią liczyć.
Może rzeczywiśćie status zaawansowany pomógłby mi uniknąć takich ocen
-
Mariomar
Pojawił się we mnie taki smutek, że np. na 2 lata, czy na dłużej odłożę afki, cały RD klasyczny, to Wy znowu (jak w poprzednich wcieleniach), polecicie do przodu, w górę, a ja sam tu zostanę na dole z Ingą. Ach, żal.
Mam wrazenie,ze traktujesz RD troche jak wyscig szczurow:)
btw:co to jest RD -klasyczny?
-
Inga ja też uważam że powinnaś zmienić status:)Przestań się czajnikować;)
-
Muszę przemysleć jakie to przyniesie konsekwencje.
Jestem teraz na etapie wychodzenia z piekła, wydobywania sie z rąk astrali i wyjśćia na powierzchnię, przestania być diabłem i stania się spowrotem aniołem.
I ta zmiana statusu akurat mi się w to wpisuje.
Bo tam u tych astrali zawsze byłam tą najgorszą, tak jak w mojej rodzinie. A jak ich nie bedzie to wreszcie bedę mogła zacząć być lepszą.
-
I Kwiatek ujrzy Słońce:)
bardzo się cieszę
-
Inga, dzięki za pomoc i za opis oddychania. :)
Nie gniewaj się na mnie, ja już tak mam, ze ludzie za mną nie przepadają, wyczuwając mój sposób bycia, wypowiedzi, myślenia. Powoli się z tym godzę, że to ja mam problemy z ludźmi, a nie ludzie ze mną.
-
Jak odłożyłem medytki i afki, to czuję że stanąłem Co dalej? Dzisiaj postanowiłem kontynuowac afki, jako jedyny środek wpływu na pś. Rzeczywiście, zahipnotyzowałem się szybko, a świat się spłaszczył. Kurcze, to co ja mam robić - tylko tak siebie obserwować, wnikać w swoje emocje i uczucia, w ich przyczyny, trochę poćwiczyć rytuały, trochę węzły i to wszystko?
Przyznaję, że piszecie tu często o tak mądrych rzeczach, że jak ich w ogóle nie pojmuję. Może te węzły mi pomogą i rozjaśnią mnie?
Czuję, że ten RD i cały świat duchowy robi się dla mnie trudny i... chyba przerażający, zwłaszcza jak czytam Inga Twoje "przygody". Najlepiej schować się gdzieś tu na Ziemi i przeczekać. Tylko co przeczekać? Takie mam teraz myśli.
2 lata temu ktoś mi wytknął tu na forum pewne prawdy, i znikłem z forum na ten okres. Bolało mnie to za bardzo. Teraz znowu usłyszałem kilka słów prawdy pod moim adresem, i czuję, że scenariusz chce się powtórzyć - ja chcę uciec z tego forum i schować się, czuję że nikt tu mnie nie lubi i nie przepada za mną. Jak dziecko chcę do mamy. No i mam ochotę rzucić ten cały RD i zająć się moimi sprawami. Tylko że cały czas czuję taki mega ból w środku.
Co robić? Oczekuję, że ktoś mi powie po kolei: Mariusz zrób teraz to, Mariusz a teraz zrób tamto. Gubię się, jeśli nie mam jak stosować ani jednej myśli pozytywnej, gdyż one mnie tylko hipnotyzują.
-
Przeżywasz coś w postaci żałoby, bo coś utraciłeś i nie masz niczego na to miejsce.
Ważne jest aby sobie pozwolić na pełne przeżywanie uczuć których doświadczasz, niemocy, braku sensu i nie widzenia drogi wyjścia. Potrzebny jest czas na zrozumienie tego co się stało i trzeba sobie dać go tyle ile trzeba.
Ważne jest aby nie uciekać od tych uczuć tylko przezywać je świadomie. Gdy wypalą się naturalnie to pojawi się jakieś wyjście. Wnętrze znajdzie jakiś sposób jeżeli jest wola wyzdrowienia.
Takie momenty przełomowe są bardzo ważne, bo wtedy dzieje się najwięcej. Potraktuj to co cię spotkało jako coś pozytywnego. Przecież własnie teraz dokonałeś zmiany w sobie. A im więcej teraz bólu poczujesz tym będzie większa motywacja aby coś z tym zrobić. Pamiętaj że prawda ma uzdrawiające działanie a ty właśnie zobaczyłeś prawdę o sobie.
-
Mariomar
A próbowałeś w sesji regresingu odliczyć to autohipnotyzowanie się? I fakt, że pozytywne stwierdzenia Cie hipnotyzują?
-
Inga,
Bardzo Ci dziękuję za słowa otuchy i że we mnie wierzysz! To pomaga przetrwać ten boom. Ja i tak Cię podziwiam, że radzisz sobie z tym wszystkim, co się spotyka/spotykało i masz jeszcze siłę mi doradzić i pomóc. Pełen szacunek! :)
Tulia,
Już mi kilka osób regreserów powiedziało na regresingu, że ja nic nie chcę puścić i nic nie chcę odreagować. Jak tylko kładę się do sesji, to odczuwam taką nudę i taką ucieczkę, że w ogóle nie czuję siebie. No ale może by warto jeszcze raz spróboować?
Inga, a na Ciebie jak działa regresing? Coś Ci pomaga, czy raczej nie?
-
Ja tam bardzo dobrze puszczałam, rosło mi ERD i poprawiały się wskaźniki procentowe. Tylko że w życiu nic się nie zmieniało ani ja się nie zmieniałam. A wszystko dlatego że podczas regrsingu niczego nie czułam, żadnych emocji. To wszystko działo się jakby za szybą i jakby mnie nie dotyczyło.
-
Mariomar,
a próbujesz, jak Ci wywala np.; strach lub nienawiść - skonfrontować się z tym? Tak jak podawałam przykłady w moim poście?
Czyli zrobić coś, co Cię przeraża, skonfrontować swój strach np.: przed ludźmi w danej sytuacji... z tym, ze mimo strachu wychodzisz i działasz, obserwując wtedy uważnie zarówno reakcje ludzi (szczególnie te pozytywne), jak i własne emocje w trakcie?
Co do nienawiści - kiedyś waliła mi straszna nienawiść do ludzi, do siebie zresztą też spora niechęć; Pomogło z jednej strony większe zrozumienie (takie patrzenie z boku na siebie, nie wiem na ile potrafisz), skąd bierze się ta nienawiść we mnie, czym była spowodowana - ujrzenie czym mogli kiedyś kierować się ludzie, kiedy mnie krzywdzili - wraz z zobaczeniem z boku własnych zachowań z tego czasu.
Plus oczywiście pozwolenie sobie wpierw na odczuwanie tej nienawiści, przestałam ją tłumić w sobie - ale przekierowywałam na coś, czemu nie mogłam specjalnie zaszkodzić (np.: krzyki w lesie, kopanie poduszek, wysiłek fizyczny-sport)
Mi ten proces pomógł, wspomagałam się przy tym dodatkowo rsr i dekretami. Najważniejsze było jednak wg mnie to świadome bardziej podejście do swoich leków i emocji. No i chwilę uzdrowienie tego trwało, nie było na pewno od razu.
Węzły i rozpuszczanie blokad na pewno tez w tym może świetnie pomóc :)
-
a próbujesz, jak Ci wywala np.; strach lub nienawiść - skonfrontować się z tym? Tak jak podawałam przykłady w moim poście?
Czyli zrobić coś, co Cię przeraża, skonfrontować swój strach np.: przed ludźmi w danej sytuacji... z tym, ze mimo strachu wychodzisz i działasz, obserwując wtedy uważnie zarówno reakcje ludzi (szczególnie te pozytywne), jak i własne emocje w trakcie?
Bardzo się boję przekroczyć mój strach, bo zawsze poległem i stchórzyłem (co za trudne do napisania słowo). Ale spróbuję, choć nie obiecuję, co wyjdzie, czy przekroczę własny strach i nie ucieknę od niego, tylko pozwolę go sobie odczuć i pójść dalej. :)
Plus oczywiście pozwolenie sobie wpierw na odczuwanie tej nienawiści, przestałam ją tłumić w sobie - ale przekierowywałam na coś, czemu nie mogłam specjalnie zaszkodzić (np.: krzyki w lesie, kopanie poduszek, wysiłek fizyczny-sport)
Też spróbuję, ale mam wielkie opory przed pokrzyczeniem sobie, bo a nuż ktoś usłyszy. No i powalę w poduchy, mimo że kojarzy mi się taka przemoc z ojcem.
-
Ja tam bardzo dobrze puszczałam, rosło mi ERD i poprawiały się wskaźniki procentowe. Tylko że w życiu nic się nie zmieniało ani ja się nie zmieniałam. A wszystko dlatego że podczas regrsingu niczego nie czułam, żadnych emocji. To wszystko działo się jakby za szybą i jakby mnie nie dotyczyło.
To mnie uspokoiłaś, bo miałem identycznie - jasnowidzący (widzący energie i myślokształty) regreserzy odliczali mi i mówili, że schodzi, a ja nic nie czułem, żadnych emocji, a potem w życiu nie było żadnych zmian, we mnie też. A regreserzy, którzy nie mieli jasnowidzenia mówili, że nic nie chcę puścić.
Inga, a Ty z jakim regreserem miałaś sesje - z jasnowidzącym, czy bez jasnowidzenia? Bo jeśli bez, to może spróbuję dalszych sesji z takim regreserem?
-
Co do tego - mogło puszczać coś na poziomie podświadomości ale nie uzdrawiała się relacja między sobą a swoją podświadomością (wewnętrznym dzieckiem etc.). Jest pozytywny aspekt tego, bo później łatwiej się puszcza różne rzeczy, ale nie towarzyszy temu spora zmiana w świadomości i efektów wraz z tym mało. Ja bym powiedział że w takich przypadkach warto nastawić się na metody w których jednym z głównym aspektów, jest dopuszczanie do siebie tego co się czuje. W regresingu też jest to możliwe, ale jeśli się nie dzieje to warto się odwołać do czegoś innego (sam regresing może po tym też dać ciekawe efekty), bardziej bezpośredniego (jak pewne metody które opisała Inga).
-
Już mi kilka osób regreserów powiedziało na regresingu, że ja nic nie chcę puścić i nic nie chcę odreagować. Jak tylko kładę się do sesji, to odczuwam taką nudę i taką ucieczkę, że w ogóle nie czuję siebie.
W podświadomośći mogą być zawarte treści zagrażające naszemy zdrwowiu psychicznemu. Gdyby nagle przeszły do umysłu świadomego to psychika nie wytrzymałaby tego i by zwariowała.Dlatego istnieją naturalne mechanizmy ochronne uniemożliwiajace dostęp do tych treści.
Dotrzeć to tych treści można stopniowo, poprzez odkrywanie kolejnych warstw w trakcie czego psychika ulega wzmocnieniu. Gdy jest gotowa na konfrontację z tym czego tak bardzo się boi to wtedy można zastosować jakąś metodę np regresing i wydobyć to coś na światło dzienne. w takich przypadkach ważne jest wdrażanie do wytrzymywania silnych lęków i innych trudnych emocji aby umieć sobie radzić z coraz silniejszymi emocjami.
Wdzieciństwie musiało cię spotkać coś czego bardzo się boisz i stąd zakładasz rózne blokady aby do tego nie dotrzeć i nie zwariować ze strachu.
-
Na pocieszenie ci napiszę że gdyby mnie regreserka nie pogoniła po 2,5 latach regresingu to sama nie zdecydowałabym się na zmianę tylko próbowalabym bez końca. Zostałam bez regresingu i nie wiedziałam co mam dalej robić bo ona niczego mi nie podpowiedziała.
Wtedy zdecydowałam się na kolejnego regresera który się okazał terapeutą.
-
:) Dzisiaj jestem po węzłach i dochodzę do siebie, więc do końca nie wiem, co czytam. Jutro na spokojnie wrócę do tego. :)
-
Inga
dzięki twojemu opisowi metody oddychania puściło mi coś ważnego!
jak tylko wstawiłaś opis zrobiłam sobie taką sesję i już po niecałych 2 min miałam uświadomienia ,na węzłach puszczałam powody z poprzednich wcieleń ,ta sesja uświadomiła mi jak to się poukładało w tym życiu i wszystkie tego konsekwencje i to wszystko w 5 min !
po raz kolejny twój wpis bardzo mi pomógł,dziękuję bardzo!
-
Cieszę się :)
Ja na poczatku też miałam uświadomienia w poczatkowych minutach. Teraz muszę się męczyć przez godzinę zanim do czegoś dotrę. Ale na szczęście zawsze jest jakieś uświadomienie.
-
Inga,
A ja, jak poczułem siebie, te wszystkie moje emocje, wstyd, zakłopotanie, co inni powiedzą, odrzucenie, to tylko chce mi się uciec jak najdalej, z tego forum też. Bo pokazałem swoje słabości, więc pewnie nikt mnie z nimi nie polubi - tak to odczuwam. No i że teraz to wszyscy będą się ze mnie śmiali, że ja taki wrażliwiec, tchórz, beksa i mamisynek - słowa mojego ojca.
Ale mną trzącha. :)
-
To teraz masz za zadanie akceptować i wytrzymywać te uczucia. I to jest włąściwa droga.
-
Dzięki :)
-
Mariomar
A czytałeś książkę Toksyczni rodzice? Trzeba będzie zacząć się wgłębiać w dzieciństwo. Felicite dużo na te tematy pisała.
-
Kaśka fajnie, ja też czasem stosuje metodę oddechową by sobie coś szybko uświadomić nawet na 5 min i wtedy uświadomienie wchodzi mi od razu w zmianę sposobu bycia/myślenia/funkcjonowania, tak z miejsca, i to jest fajne. No ale to wyraz gotowości, inaczej nawet godzina by nam nie pomogła;)
-
Inga, ja też chce ci podziękować .
Za wczorajszy post nt STOPNIOWEGO docierania do pewnych informacji, tak aby psychika mogła ulec wzmocnieniu, aby sobie umieć poradzić z silniejszymi emocjami.
Dał mi do myślenia. między innymi na temat tego, czy i jak mówić innym to, co wiemy .
Oraz dlaczego sami jeszcze pewnych rzeczy nie możemy wiedzieć.
To koi niecierpliwość/bunt :))
-
Olga , "Uświadomienie przechodzi OD RAZU w zmianę sposobu bycia/myślenia/funkcjonowania" , wow !!! Ja też tak chcę :)))
Gratuluję otwartości i gotowości :)
-
Olga
no ja rozumiem ,że wyraz gotowości bo przez 2 tyg żadną metodą nie mogłam tego ruszyć i z tego dobitnie wynika ,że na gotowośc do uzdrowienia w moim wypadku ma wplyw tylko moja dusza,moje świadome ja nic nie poradzi:)
Ja tego typu uświadomienia i od razu idące za tym uwolnienie i zmianę realną w życiu miałam kiedyś podczas rozmowy telefonicznej z Hydro,jazda bez trzymanki :)) no ale top było po twoich węzłach na drugi dzień .
cieszę się jednak ,że jak gotowośc się pojawiła to i podpowiedź w postaci Ingi wpisu pomogła mi błyskawicznie dojść do uświadomienia:)
-
Podstawy terapii psychoanalitycznej opierają się na uświadomieniach. Chodzi o to aby jak najwięcej treści nieświadomych wyciągać na światło dzienne, bo wtedy zakańczamy ich niszczycielską działalność o której nic nie wiemy.
Ponadto zrozumienie mechanizmów które nami sterują umożliwiają nam zmienienie ich i dzięki temu zaczynamy mieć wpływ na siebie. A taka wiedza na temat co nami steruje daje nam poczucie pewnośći siebie i zwiększa się nasze bezpieczeństwo
-
I jeszcze dodam że pomimo że w terapii nie ma wprowadzania pozytywów to jednak ludzie zdrowieją i odzyskują poczucie radości. Zaczynają czuć pozytywne uczucia.
-
A dzieje się tak ponieważ szczęście czy radość to nasze stany naturalne do których dążymy samoistnie. Stan zdrowia psychicznego to stan radości czy przyjemnośći i aby w tym kierunku iść nie trzeba siebie do tego nakłaniać czy popychać bo to dzieje się automatycznie jak tylko jest na to pozwolenie wewnętrzne czyli gdy brak jest lęków przed tym.
-
Mariomar, Inga
Wasza rozmowa mi bardzo wiele dała. Ja od jakiegoś czasu też czuję, że afirmacje mi długofalowo nie posłużyły i stanowiły bardziej ucieczkę od niechcianych emocji. Fakt, trochę trudno mi z nich zrezygnować, bo były skuteczne i działały precyzyjnie nawet co do kwoty zarobków. Albo pozwalały przyciągnąć faceta, mimo masakrycznie niskiego poczucia własnej wartości. Z tym brakiem poczucia własnej wartości też sobie "poradziłam" za pomocą afirmacji. Zaobserwowałam u siebie to co nazwaliście "spłaszczeniem" osobowości. Jest to rodzaj znieczulenia, który pozwala odseparować się od emocji związanych z traumami, ale też jakby mniej w nim wzruszeń i prawdziwej radości. Ostatnio wyszła mi spora nienawiść do samej siebie. Ja chyba nienawidzę siebie za całą sztuczność jaką sobie zafundowałam, czyli nienawidzę siebie za to, że się nienawidziłam. I wstydzę się tego, że się siebie wstydziłam. Trochę to zakręcone, ale czuję, że bliskie prawdy.
Teraz bardziej pociągają mnie techniki typu 'mapy myśli', w ogóle bycie tu i teraz, obserwacja i świadomość tego co jest. Od kiedy je stosuję, czasem przebija ta fajna, spontaniczna ja z dzieciństwa i cieszę się, że mimo całego syfu, który nagromadziłam przez lata, znajduję w sobie takie skarby. Za jakiś czas i tak wybieram się na klasyczną psychoterapię.
-
Inga, Asia,
Dzisiaj pozwoliłem sobie być ze swoimi emocjami, robiłem cały czas ostukiwanie punktów EFT i gadałem do siebie głośno i czułem, jak przewijają się różne obrazy z dzieciństwa - te z emocjami, ale na razie lekkie emocje. Nawet nie sądziłem, że zacząłęm sobie przypominać wiele sytuacji, w których czułem jakieś emocje, zażenowanie, strach, wstyd, złość. Teraz umiałem nazwać te emocje.
Pukałem punkty, a emocje wychodziły, wtapiałem się w tamte sytuacje, wychodziły sprzeczne myśli i emocje, jakbym sam ze sobą prowadził ni to dialog, ni to monolog, ale szły jakby sekwencje moich decyzji i spostrzeżeń z dzieciństwa. Aż zacząłem sobie przypoimnać przykre sytuacje z podwórka, gdy chłopaki się nede mną pastwili, jak uciekałem od dzieci w miejsca bez nich, jak mi było źle.
Aż doszedłem do złości. O, co to to nie, ja jej nie mogę ani odczuwać, ani tym bardziej wyrażać. No i zadziało się, nagle wyszła ze mnie złość, ba nienawiść, prawdziwe wkurwienie - tak, to było wkurwienie - zacząłem walić pięściami w poduchy i drzeć w niebogłosy "kurwa". Jesczze nigdy nie pozwoliłem sobie na takie wyrażanie złości i na takie darcie się. Wstydziłem się, że może sąsiad usłyszy przez ściany. A szły takie emocje, że ze spięcia bolały mnie wszystkie mięśnie rąk. Potem nastąpiła przerwa, bo nie dałem sobie dalej pójść, aż nagle poszła druga faza, bo stwierdziłem, że to moje wkurwienie, że to moje pięści i to moje poduchy, więc to ja o nich decyduję. I znów waliłem i darłem się w niebogłosy. I szły emocje.
A potem, jak się uspokoiłem (wiem, że to zszedł ze mnie dopiero czubek góry lodowej, ale od czegoś trzeba zacząć), to uświadomiłem sobie, że pierwszy raz przejawiałem taką złość i agresję, darłem się i... nikogo nie skrzywdziłem, nikt nie został przeze mnie pobity, zabity ani zbluzgany. Wyrażałem swoją (moją własną) złość i nikt na tym nie ucierpiał, ja też nie. Może to nie krok milowy, ale krok do przodu w możliwości uwolnienia ze mnie całej złości.
Jutro mam nadzieję, że będę walił w poduchy i darł się dalej, bo wentyl się otworzył, a czuję że to wszystko jest na wierzchu. :)
-
Kornelia, to dzięki Indze ruszyła ta rozmowa - ona była tym "punktem zapalnym" w pozytywnym słowa tego znaczeniu. :) Leszek mi Ingę podpowiedział i miał rację.
-
Mariuszu - gratuluję! :-) Pierwsze koty za płoty. Ja tez wrzeszczałam wielokrotnie w mieszkaniu, albo w samochodzie, jak już czułam, że muszę popuścić wentyl bezpieczeństwa. I co? I nic :) Sąsiedzi nadal mówią dzień dobry, rozmawiają i są przyjaźnie nastawieni :))
Trzymam kciuki za resztę góry! Jak już raz sobie pozwoliłeś, to już teraz będzie łatwiej :)
-
:)
-
Ale teraz jakoś czuję różne lęki i wstyd, gdy mam zajrzeć na forum i poczytać, co tu dalej napiszecie. I aż boję się pisać, ale jak np. widzę, że mnie nie atakujecie, a wręcz np. Kornelia piszesz, że Ci to pomaga, to jakoś wstępuje we mnie wiara, by dalej się dzielić tym, co się ze mną dzieje i to opisywać, bo to dla mnie też forma terapii, dzielenia się tym, co NAPRAWDĘ jest we mnie. Ale to oczywiście boli.
-
Wiem(y), że boli; wiadomo, ze będziesz jeszcze czuł przez jakiś czas takie emocje. Ale właśnie teraz konfrontujesz się z nimi i już spostrzegasz, ze reakcje ludzi mogą być pozytywne, a nie odrzucające i raniące, jak kiedyś. I to właśnie jest w tej chwili bardzo ważne :-)
-
Mariomar
Jestem Ci szczerze wdzięczna, że zainicjowałeś rozmowę dzięki której zrozumiałam, że nie jestem sama jeśli chodzi o zmianę podejścia do rozwoju duchowego. Życzę Ci mega skutecznych i możliwie najłagodniejszych w formie transformacji ;)
Ja niby przez lata uwalniałam mnóstwo emocji, ale i tak czuję, że jednak jakoś zakłamywałam się afirmacjami i przez to się w jakiś sposób odcięłam od źródła prawdy w sobie. Uff... Wreszcie to wyraziłam.
-
Przyznam, ze trochę się zastanawiam nad tym mechanizmem zakłamywania się poprzez afirmacje - czy to nie jest tak, że w pewnym momencie człek odpuszcza sobie kolumnę reakcji? i powtarza, powtarza pozytywy, aż do auto-zahipnotyzowania?
Kornelia, jak to było u Ciebie? Czy poczułaś, ze się zakłamujesz i odcinasz od siebie, mimo stosowania afek z kolumną reakcji? Wg mnie ona tez pobudza (samo)świadomość.
To tak a propos "mapy myśli", obserwacji tego co jest.
Zastanawia mnie to po prostu.
Z drugiej strony wiem, ze nie każda metoda działa równie dobrze i równie dobrze trafia do każdego.
-
U mnie było tak, że albo w trakcie pisania nic nie przychodziło, czyli zero odzewu. Bo pisałam mechanicznie i nie zwracałam uwagi czy coś się pojawia czy nie.
Albo pojawiało się dużo, i wtedy skupiałam się na tym co wychodzi a nie na treści afirmacji.
W obu przypadkach afirmacje nie przynosiły skutków.
mimo wszystko wole afirmacje kontemplować, bo pozwala mi to i na wprowadzanie pozytywów i obserwowanie reakcji.
-
Czyli z afiramacjami jest jak z każdą techniką-niechęć do afirmacji bierze się z braku umiejętności stosowania albo z nazywania afirmowaniem kompletnie odmiennej techniki /w ktorej sie pisze automatycznie, zapomina o odczuciach podczas pisania i bardziej chce sie efektu niz zinntegrowania/
-
Hydrozagadka
Jak pisałam z kolumną reakcji to nie były skuteczne albo były skuteczne w niewielkim stopniu, na przykład wydawało mi się, że bardziej siebie polubiłam, czy coś, co po latach okazało się g**** prawdą.
Działały te powtarzane w myślach z przekonaniem, że ma się tak stać jak mówię. Teraz zdaję sobie sprawę, że to było toporne i wysiłkowe rzeźbienie w energii, że tak to ujmę.
-
Mariomar
Gratulacje :)
Zrobiłeś siedmiomilowy krok do przodu
Jak już załapałeś o co w tym chodzi to już będzie z górki.
-
Mariomar
Dzielny jesteś! Każdy z nas odczuwa czasem jakies leki - normalna sprawa. Ja miałam kiedys taki czas, że się bałam sprawdzić pocztę - czy tam czegoś nie-przyjemnego nie znajdę... Na szczęście to był krótki okres i szybko minął ale już żaden lęk mnie nie zdziwi
-
Ja za pomocą afirmacji zabiłam swoje dziecko wewnętrzne.
Na początku miałam bardzo żywe odzewy na afirmacje. Teraz wiem że to moje dziecko wewnętrzne w ten sposób usiłowało nawiązać ze mną kontakt.
A działo się to tak.
Pisałam afirmację np. świat jest dobry
Z mojego wnętrza odzywał się protest, że nie , że przecież tyle złego jest na świecie. A ja w odpowiedzi twardo pisałam dalej- świat jest dobry. Głos ze środka znów protestował i wykazywał że to nieprawda.
Ja na to twardo i nieugięcie – bo przecież celem było przeprogramowanie i nauczenie podśwaidomośći – świat jest dobry. A moje dziecko wewnętrzne czuło się coraz bardziej lekceważone, niewysłuchane, odrzucone i głos stawał się coraz słabszy. W końcu zamilkł.
Od tamtej pory nie mam kontaktu ze sobą, jestem od siebie całkowicie odcięta.
A za pomoca afirmacji tworzyłam sobie świat iluzji, sztuczną rzeczywistość, taką jaką chciałabym mieć i przebywałam w tym świecie w wyobraźni. To katowanie się afirmacjami stosowałam przez 15 lat do czasu utraty wszystkich uczuć. A że czułam coraz mniej negatywnych uczuć więc myślałam że to zmiany na lepsze.
-
Hydrozagadka
Dzisiaj do końca dotarła do mnie treść Twojego pytania ;) Nie. W momencie stosowania afirmacji nie czułam, że się zakłamuję. "Wywalało" mi po drodze, uświadamiałam sobie różne rzeczy itd.
Póki co zostaję przy przekonaniu, że ta metoda na dłuższą metę nie jest korzystna i w jakiś sposób "spłaszcza" sposób postrzegania świata, przykrawa go do naszych wyobrażeń. Otwierając się na prawdziwego siebie wchodzimy w rzeczywistość, gdzie energia jest bardziej świeża, jest więcej miejsca na niespodzianki, na autentyczność w relacjach z innymi itd., tak to teraz widzę.
mimo wszystko wole afirmacje kontemplować, bo pozwala mi to i na wprowadzanie pozytywów i obserwowanie reakcji.
Jeżeli będę jeszcze stosować kiedyś afirmacje, to właśnie w takiej formie.
-
Inga
Chyba masz jednak mimo wszystko nienajgorszy kontakt ze sobą, że potrafisz to wszystko tak jasno przedstawić i jeszcze pomóc innym.
-
A moje dziecko wewnętrzne czuło się coraz bardziej lekceważone, niewysłuchane, odrzucone i głos stawał się coraz słabszy.
Może to u mnie podobnie działało.
-
Dzieje się tak daltego że u mnie priorytetem jest poznawanie siebie.
Stąd wiedza i rozumienie działających mechanizmów.
-
Inga
"świat jest dobry" to nie afirmacja tylko myślenie życzeniowe. W świecie sa rzeczy i dobre i złe(niekorzystne dla nas). Afirmacją byłoby "zasługuję na to, co świat ma dla mnie najlepszego"
-
Gdybym pisała afirmację podaną przez ciebie efekt byłby ten sam.
Pisałam również afirmacje książkowe i podane przez regreserkę.
a takiej jaką podałam raczej nie pisałam, to tylko przykład.
-
Kornelia - ok, rozumiem :)
"mimo wszystko wole afirmacje kontemplować, bo pozwala mi to i na wprowadzanie pozytywów i obserwowanie reakcji."
"Jeżeli będę jeszcze stosować kiedyś afirmacje, to właśnie w takiej formie."
No i tu przyznam jestem lekko zaskoczona - bo dla mnie praca z afirmacjami (czy dekretami) to właśnie kontemplacja ich, podczas której zarówno świadomie obserwuję własne reakcje (i docieram np.: do swego wewnętrznego dziecka), jak i wprowadzam pozytywy.
Czyli pod hasłem "praca z afirmacjami" dla każdego kryje się coś innego.
Rozumiem, ze kiedy ma się zablokowane odczucia, emocje, reakcje - nie dociera się do nich, niezależnie od tego czy to afirmacja, sesja rsr czy inna metoda - wtedy stosowanie afirmacji na siłę jest bez sensu i jak najbardziej może wiązać się z zakłamywaniem i autohipnotyzowaniem. W innych przypadkach, kiedy kontakt z reakcjami i emocjami jest - może po prostu wychodzić silny opór pś, np.; znieprzytamniający lub związany z chęcią ucieczki od tego, co wychodzi pod wpływem afek - i wtedy tez może to skutkować odcinaniem się od "prawdy w sobie".
Zatem sądzę, ze to nie tyle "afirmacje są be", co po prostu nie każdemu musi taki sposób kontaktu z sobą odpowiadać (nie każda pś może wtedy prawidłowo reagować) i inne metody są wtedy lepsze.
-
Mnie rozprasza proces pisania :D
Dlatego wolę kontemplować w myślach, bo skupiam się wtedy na 2 czynnościach, jestem na tym bardziej skupiona, nie ma rozpraszacza :) i więcej do mnie dociera.
-
Ja tam zawsze byłam zdania, ze nie trzeba afirmacji pisać, by zadziałały i by była przy tym świadomość reakcji (te można zapisywać sobie hasłowo).
Wg mnie afirmacje można mówić, nagrywać, śpiewać, tańczyć i co tam komu pasuje - byleby ZAWSZE pamiętać o w pełni świadomym ich odbiorze i śledzeniu własnych reakcji, odczuć i emocji.
Można tez mieszać metody - na początku pisać, potem nagrać, następnie mówić przed lustrem - byleby z samoświadomością.
-
Ja też pisałem afki z kolumną reakcji. Jedyne reakcje, jakie pojawiały się na pisanie, to było: "To boli" oraz "boję się" i to wszystko. Jakieś 20 lat temu, gdy zaczynałem pisać afki, to reakcji było chyba więcej, ale stłumiłem je przez te lata, koncetrując się na pozytywach, w które i tak pś nie wierzyła.
Pamiętam, jak pisałem pierwszą afkę czy drugą i juz wtedy do mnie dotarło, że to nie działa. Teraz też widzę, że mimo że starałem się pisac świadomie, to było to często mechanicznie, o tak, żeby odfajkować 15 afek w 1 osobie i z głowy.
Ponadto zauważyłem teraz, że takie afki osobiste, na "zmianę" siebie najbardziej mnie otępiały, typu: szanuję siebie, jestem bezpieczny. W to w ogóle nie wierzyłem - nawet tego nei czułem. Czułem za to afki, dzięki którym coś miałem otrzymać "z zewnątrz", np. że zasługuję na taką i taką pracę. Ale takie afki też mnie doprowadzały do bólu i odcięcia od siebie.
Teraz afek nei piszę (oprócz jednej o pracy), to czuję że wróciłem nieco do przytomności, czuję ludzi, czuję synka, czuję świat, wróciły emocje, odbiór wrażeń,znikło stępienie i znieczulenie.
A, jesczze jedno, jak pisałem afki np. o bezpieczeństwie w obecności ludzi, to pś i tak w to nie wierzyła, widząc jak mnie ludzie traktują w pracy. Wyła z bólu.
Teraz to aż mam wstręt do afek.
-
Asia,
Jak mówiłem afki przed lustrem, to w 5 sekund się hipnotyzowałem i uciekałem w jakieś transy (?). Tzn. widziałem siebie w lustrze, wiedziałem co mówiłem, ale byłem za jakimś takim kloszem, totalnie znieczulony na to co mówię.
-
Ja jakiś czas temu próbowałam wrócić do pisania. Afirmację bardzo dobrze sobie dobrałam, taką otwierającą. Pisałam jedną dziennie poświęcając na to godzinę, po to aby bardzo świadomie odbierać odpowiedzi i je zapisywać. Miałam bardzo wyczerpujące odpowiedzi i coś na temat siebie na ich podstawie sobie uświadamiałam. Jednak treści afirmacji w żaden sposób nie przyswoiłam.
Myślę że nie ma afirmacji w którą bym była w stanie uwierzyć, metodą powtarzania sobie tego i wyrażania wątpliwośći. Dla mnie nie ma odpowiedniej afirmacji. Treść mogę wepchnąc w siebie tylko na zasadzie autohipnozy.
-
No i tu przyznam jestem lekko zaskoczona - bo dla mnie praca z afirmacjami (czy dekretami) to właśnie kontemplacja ich, podczas której zarówno świadomie obserwuję własne reakcje (i docieram np.: do swego wewnętrznego dziecka), jak i wprowadzam pozytywy.
Wg mnie afirmacje można mówić, nagrywać, śpiewać, tańczyć i co tam komu pasuje - byleby ZAWSZE pamiętać o w pełni świadomym ich odbiorze i śledzeniu własnych reakcji, odczuć i emocji.
Można tez mieszać metody - na początku pisać, potem nagrać, następnie mówić przed lustrem - byleby z samoświadomością.
Pisząc o kontemplacji miałam na myśli inny sposób pracy niż powtarzanie (nawet ze stałym utrzymywaniem świadomości). Chodziło mi o jednokrotne przeczytanie i wczucie się w energię jaką niesie treść danej afirmacji, czyli coś bardziej jak medytacja na temat.
-
Napisałem chyba najbardziej naładowaną pozytywnymi uczuciami afirmacje dotyczącą pracy ever - "Już teraz mam stałą pracę, którą uwielbiam, która sprawia mi wiele przyjemności i w której zarabiam więcej niż 1500 zł netto miesięcznie, ponieważ zasługuje na to, jako ukochane dziecko Boga."
I to w połączeniu z niczym innym, jak medytacją "Ukochane dziecko Boga" :P
-
Inga
Czyli sugerujesz żeby niesłuchać medytacji ani niepisać afirmacji ? To co mam niby robić ? To jedyne co mam
-
Czasem coś takiego może się przydać, czasem nie. Myślę że jeśli coś daje pozytywne efekty nawet jeśli nie są one super szybkie, to warto to kontynuować niż zostawać z niczym :)
-
Inga
Czyli sugerujesz żeby niesłuchać medytacji ani niepisać afirmacji ? To co mam niby robić ? To jedyne co mam
Skup się na odczuciach i ucz się samoświadomości, akceptacji tych odczuć, akceptacji siebie z wadami, zaletami, słabościami. Przyglądaj się sobie ...
-
Inga
Czyli sugerujesz żeby niesłuchać medytacji ani niepisać afirmacji ? To co mam niby robić ? To jedyne co mam
Doktor, ja też na początku zgłupiałem - "co dalej???". :)
-
Nom :) taki mini mindblow ale fajnie by było zebrac to do kupy całą tą praktyczną wiedze o uzdrawianiu, uwalnianiu za pomocą świadomego przeżywania emocji. Najlepiej założyć o tym nowy temat.
Troche to dziwne ale często sie o tym pisze a i tak do bani niedociera.
Ja sobie złamałem palca z miesiąc temu i od tamtej pory niepisze afirmacji. Zresztą i tak cholernie mi się niechciało pisać.
Jeśli chodzi o afirmacje to ja z 3 lata już pisałem ale z takimi samymi odczuciami pozostawałem jak inni co sie wypowiadali czyli odpływałem gdzieś, pisałem afirmacje a myślałem o jakimś momencie na filmie który wczoraj oglądałem itp.
Mimo to ja bym nieskreślał afirmacji tak kategorycznie. Słowo ma moc tylko trzeba wiedzieć jak z niego skorzystać. Ale po tym co tu przeczytałem o afirmacjach to dalsza praktyka z afirmacjami pozostaje u mnie pod znakiem zapytania.
Jeśli afirmacje mają działać to.. no właśnie co trzeba zrobić ?
Do tej pory sądziłem że trzeba świadomie afirmowac i czuć co wychodzi i zapisywać to jako kolumne reakcji i pracować dalej z tą samą afirmacją i będzie szło... ale po tym co tu przeczytałem to afirmacje wydają się wręcz niebezpieczne i niekorzystne.
To prawda przydają się do odkrywania co w nas siedzi bo po afkach wywala ale co z pozytywnymi myślami ? Tyle czytałem że trzeba do umysłu wprowadzać pozytywne kwestie.
A może jednak nietrzeba bo pozytywny stan to nasz naturalny stan ?
Chciałbym żeby ktoś rozwiał te nieporozumienia
-
Potrzeba się przyzwyczajać do pozytywnego stanu. Czasem jest tak że sam się utrwala po puszczeniu jakiegoś wzorca, ale czasem potrzeba go jeszcze pielęgnować ze wzmożoną uwagą.
Ja jestem zadowolony ze skutków moich afirmacji ;-) W przeszłości potrzebowałem ich dużo i pisałem ich dużo. Teraz pracuję z jedną, dwiema i może czasem z dekretem na temat. Jak mam potrzebę popracować w jakiejś dziedzinie, to wtedy coś jeszcze dodaję.
Moje wnioski są takie że długotrwała praca z afirmacjami potrafi się przydać, czasem potrafi się przydać zaprzestanie pracy z afirmacjami. Kiedy człowiek bardziej poznaje siebie zaczyna czuć co jest dla niego odpowiednie i brać to co działa w jego przypadku. Z miłością i akceptacją wobec siebie, a jak ma być bez miłości, to eee.. to nie ;)
Jeśli np. jest niechęć do pisania afirmacji, to warto sobie pomyśleć, jedno - czy chce się wprowadzać te pozytywne treści a potem, w jaki sposób najbardziej by odpowiadało wprowadzanie ich :) Moim ulubionym sposobem (jest mi naprawdę przyjemnie i błogo) jest powtarzanie ich w myślach (lub na głos - szczególnie dekret) w trakcie jak sobie chodzę po pokoju (robiłem tak ze 100 kółek/owalów na raz jak nic :)) ). To dało też fajny efekt, bo w trakcie jak sobie chodzę po ulicy, to automatycznie wskakuję w ten przyjemny stan (bo lubię) i z samego siebie, z własnej chęci powtarzam jakieś fajne treści (albo się po prostu fajnie czuję).
To jest naturalny stan ale potrzeba go też czasem poznać. Pielęgnować życie w tym stanie :)
Teraz w wielu kwestiach mogę ograniczyć afirmacje do minimum (z niektórymi w ogóle nie muszę pracować) wynika też z tego że różne pozytywne treści wcześniej afirmowałem. Nie udałoby mi się zrozumieć tego co teraz potrafię rozumieć, gdybym wtedy tego nie robił. Powiedzmy że afirmacje były małymi krokami, które jednak pomogły w przemianach będących dla mnie kamieniami milowymi :)
-
Doktor-X
To, co pisze Inga, jest bardzo ważne, ale tylko dla części osób, które próbują pracować nad sobą. To jest mniejszośc, wg. mojego rozeznania.
Zauważ, że te uwagi są kierowane do osób, którym nie działają afirmacje, medytacje i modlitwy, ponieważ te osoby zrobiły sobie z rozwoju duchowego wyścig szczurów i gonitwę z czasem.
Jeśli mamy dobry kontakt z podświadomością, wówczas afirmacje i medytacje są jak najbardziej na miejscu. Jesli działają, to powinny być stosowane.
Inga pisze do tych, którym afirmacje, wizualizacje itp. nie działają, a którzy starają się za wszelką cenę osiągnąć efekty tymi sposobami.
Każdy musi dobrać SKUTECZNE DLA SIEBIE metody, a nie kierować się modą czy opiniami innych. Najważniejsze jest własne doświadczenie - sprawdzenie na sobie.
-
Dzięki
To już chyba rozumiem. Czyli nie każdy może pisać afirmacje albo afirmacje nie są korzystne dla każdego.
Tu jszcze chciałem zapytać bo piszecie że jak afirmować to świadomie i odczuwać co wychodzi.
Jak to wygląda w pratyce ?
Pisze sobie daną afirmacje, nagle pojawia się emocja i co ? przestaje pisać, wczuwam się w nią, przyglądam się jej co może trwać nawet z pół godziny i potem kontyunuje pisanie ? Troche tak bez sensu. W ten sposób to cały dzień można pisać afirmacje
-
Doktor-X
Prawidłowe pisanie afirmacji w naturalny sposób pogłębia kontakt z własną podświadomością i emocjami.
Dzieje się tak u większości osób, jednak nie jest to zasada że tak ma się dziać u wszystkich.
Praktyka ta, przynosi odwrotny efekt, gdy nie robimy tego właściwie, czyli z kolumną reakcji lub robimy z tego wyścig szczurów, jak wspominał Leszek.
Istnieje też inna możliwość że osoby, które zaczęły pisać afirmację, nie mogły ich pisać prawidłowo.
Z powodu zaburzeń, negatywnych intencji, wzorców znieczulenia, niskiej samooceny itp.
Tak czy inaczej, istniał powód który, blokował mechanizm poszerzania świadomości, wykorzystywany przez afirmację.
Dlatego jedni potrzebują odtworzyć kontakt z samym sobą, po przez samoobserwację, akceptację i zrozumienie, nim zaczną korzystać z afirmacji.
Zobacz, czy podczas pisania afirmacji, czujesz własne emocje, czy je rozpoznajesz i potrafisz je nazwać ?
Jeśli tak, to nie widzę problemu, abyś kontynuował pisanie afirmacji i notował własne reakcje :)
Przede wszystkim podejdź do nich na luzie, stres i napięcie nie pomagają, możesz robić relaks przed pisaniem afirmacji.
-
Doktor-X
Zobacz, czy podczas pisania afirmacji, czujesz własne emocje, czy je rozpoznajesz i potrafisz je nazwać ?
Jeśli tak, to nie widzę problemu, abyś kontynuował pisanie afirmacji i notował własne reakcje :)
Jak długo ma pisać afirmacje i w jakim celu?
-
Zauważ, że te uwagi są kierowane do osób, którym nie działają afirmacje, medytacje i modlitwy, ponieważ te osoby zrobiły sobie z rozwoju duchowego wyścig szczurów i gonitwę z czasem.
.
W moim przypadku afirmacje nie działają z całkiem innej przyczyny.
-
Dr X
Aby podjąć jakieś decyzje powinieneś najpierw przeanalizować sobie te 3 lata stosowania afirmacji. Ja na podstawie tego co napisałeś nie wiem czy w twoim przypadku afirmacje działają i dlaczego ewentualnie nie działąją. Przypomnij sobie jaki byłeś 3 lata temu, czy się zmieniłeś, czy twoje życie się zmieniło, czy teraz jesteś bardziej śwaidomy siebie, czy czujesz się bardziej sobą.
Na pewno nie ma sensu pisać afirmacji typu- kocham i szanuję siebie, jestem niewinny, jestem bezpieczny, zasługuję na najlepsze ponieważ dla ciebie . w tej chwili są to zwykłe kłamstwa.
Piszesz że masz wywalanki po afirmacjach.
Może to być reakcja podśwaidomości, jej bunt na wmawianie jej czegoś po czym ona czuje ból, ale może też być reakcja emocjonalna na uświadomienie sobie czegoś trudnego.
Ponieważ miałeś trudne dzieciństwo to masz w sobie zamknietych mnóstwo ran, bólu i traum. Najważniejsze jest dotarcie do tych ran i powtórne świadome przeżycie tamtego bólu.
Bo nigdy nie zaczniesz kochać i szanować siebie obecnego jeżeli nie będziesz kochał tamtego odrzucanego i niechcianego przez ojca chłopczyka.
Na chwilę obecną możesz zacząć obserwować swoje uczucia. To znaczy na bieżaco zauważać jakie masz uczucie i uświadamiać sobie jego przyczynę, pochodzenie, skąd ono się wzięło, czym jest spowodowane np. jakaś mysl lub wydarzenie.
Możesz też starać się nie tłumić żadnych uczuć tylko starać się je świadomie czuć.
A skąd brać pozytywy?
Gdy w trakcie pracy nad sobą zauważysz jakieś zmiany, drobne sukcesy, zobaczysz że ty tego dokonałeś to poczujesz że masz moc, siłę, że nie jesteś sterowaną marionetką, że masz wpływ na swoje życie i stąd zaczną się brać dobre uczucia, z poczucia że dajesz sobie radę. Stąd rodzi się i radość i chęć do dalszej pracy.
-
Jak długo ma pisać afirmacje i w jakim celu?
Treść samej afirmacji, definiuję cel jej pisania.
Komu nie pasują afirmację lub nie widzi pozytywnych zmian wynikających z praktyki danej techniki niech ją zmieni.
-
Dr X
Czy w ciągu tych 3 lat udało ci się zaakceptować treść przynajmniej jednej afirmacji?
-
Myślę że afirmacje mi pomogły. Nigdy niebyło tak żebym w 100% zaakceptował afirmacje ale zmiany były i brało sie następną, ale po tej dyskusji tu w temacie odechciało mi się pisać afirmacji w stylu ja Doktor kocham i akeptuję siebie lub jestem bezpieczny. To rzeczywiście są kłamstwa na tą chwilę i niezamierzam takich afirmacji pisać.
Za to afirmacjie prawa, lub takie które wpływają na zmiane przekoanań jak najbardziej będe pisał i stosował.
Inga
Widze że sporo wiesz na temat emocji. Udało Ci się już jakieś uwolnić metodą którą opisujesz ?
Dziś próbowałem odczuwać wszystkie emocje jak najbardziej świadomie z pozycji obserwatora które się pojawiały ale jak to zacząłem robić to znikały szybciej niz się pojawiły i niemiałem okazji sie im przyjżeć.
Interesuje mnie też proces uwalniania, ten moment. Odczuwa się świadomie emocje, pozwala się jej wychodzić, czuje się ją i co ? I to wystarcza by ją uwalniać ?
Bo ja do tej pory to doszedłem tylko do etapu gdzie np. potrafiłem odczuwać daną emocje z pół godziny i nic się niedziało. Porpstu siedziałem i czułem tą emocje aż wkoncu już miałem dosyć bo chciałem wstać i zająć się swoimi sprawami i wtedy przerywałem.
Jeśli samo świadome odczuwanie emocji, obserwacja emocji ją wypala to by było super.
-
A no i przedewszystkim to jedno nie wyklucza drugiego. Moge i praktykowac to o czym piszesz bo spodobało mi się i czuje że to bardzo skuteczne i również moge pisać afirmacje czy czytać dekrety.
-
Inga
Fajnie by było, gdybyś napisałe, z jakiego powodu afirmacje u Ciebie nie dziaały.
Może się komuś przydać, a mnie trudno sobie wyobrazić takie sytuacje.
-
Z własnego doświadczenia wiem że silne tkwienie w roli ofiary, powoduję samo sabotaż, nie tylko przed pisaniem afirmacji. Również przed tym wszystkim co może pomóc takiej osobie pomóc.
Niektórzy od dziecka są przyzwyczajani od bycia ofiarą, dodatkowo mają z tego wtórne korzyści.
Również, utrata nadziei i ból z tym związany może doprowadzić do takiej traumy że traci się ochotę na działanie i jakiekolwiek zmiany.
Z takim nastawieniem nie trudno o depresje i chorobliwe marudzenie które wpędza człowieka, w coraz większe poczucie marazmu.
I jak tu afirmacje mają działać ?
" Jak nic mi nie jest wstanie pomóc"
-
Ja raz miałem tak że nieświadomie pisałem przez jakieś 10 minut. Niewiem o czym wtedy myślałem ale jak spojrzałem na kartke to się przeraziłem.
Afirmacje miałem "Ja dokor jestem wartościowym i cennym męzczyzną bez względu..." a na kartce wtedy zapiasałem całą strone że
"ja doktor jestem bezwartościowym i cennym męczyzną"
były też problemy, częste z interpretacją afirmacji przez podświadomość.
-
Widzę że przestał pisać, bardzo ostatnio aktywny, Mariomar.
Ale ja się mu nie dziwię, po tym jak zaufał, przyznał się publicznie do swoich błedów, dokonał w sobie dużej zmiany i potrzebował teraz wsparcia, dostał etykietkę że zrobił sobie z rozwoju wyścig szczurów i gonitwę z czasem.
Myślę że jest mu bardzo przykro i nie szybko zacznie znowu ufać ludziom
-
Kazda afirmacja to jest program. Zawierają one słowa a za każdym słowem jest wyobrażenie. Zawsze wprowadzając afirmację wprowadzamy wyobrażenie tego co sobie afirmujemy. Nie potrafimy afirmować prawdy bo jej nie znamy a dopiero ją odkrywamy.
Ja nie chcę nowych korzystniejszych programów od tych które mam bo od przyjemnych iluzji będzie mi jeszcze trudniej się uwolnić. Mój umysł nie chce być sterowany za pomocą afirmacji, nie chce nowych wierzeń na miejsce starych. Wystarczająco długo moja rodzina wtłaczała mi do głowy na siłe rożne afirmacje a ja obecnie nie zniosę już żadnych.
Zamiast tego wolę odkrywać prawdę na swój temat oraz na temat rzeczywistośći. A jak mam odkrywać prawdę jeżeli za pomocą afirmacji wprowadzę sobie że świat jest taki i taki a ja jestem taka i taka?
Ja sama siebie chcę odkrywać na podstawie obserwacji swojego przejawiania się zamiast wmawiać sobie to jaka jestem, bo jak pisałam za każdym słowem idą moje wyobrażenia na temat tego słowa.
Nie ma możliwośći afirmowania prawdy ponieważ prawda jest dla nas nieznana.
Cytat z Martinusa
„Nie trzeba programować się na prawdę, prawda jest w nas, na najgłębszym, jedynie rzeczywistym poziomie. Tak naprawdę każde programowanie, nawet najbardziej pozytywne, może nas zamknąć na tę prawdę. Najbardziej niebezpieczna jest najbardziej przyjemna iluzja. Najbardziej błogie iluzoryczne niebo. Najbardziej błoga iluzoryczna miłość. Wtedy jest przyjemnie, i nie chce się wychodzić z tego miejsca, stanu itp. I to jest największa pułapka.”
Afirmacje u mnie nie działały kiedyś bo byłam zbyt zniszczona wewnętrznie i nie było takiej afirmacji która byłaby dla mnie prawdziwa. Każda afirmacja dla mojej podśwaidomośći była kłamstwem nie do przyjęcia.
Każda była wprowadzaniem czegoś na siłę, była atakiem na siebie, powtórką tego czego doświadczałam w rodzinie.
Dlatego jedyną metodą którą preferuję jest odkrywanie tego co jest. Poznawanie, uświadamianie sobie, rozumienie, szukanie przyczyn obecnego stanu.
.
-
Inga
Widze że sporo wiesz na temat emocji. Udało Ci się już jakieś uwolnić metodą którą opisujesz ?
Interesuje mnie też proces uwalniania, ten moment. Odczuwa się świadomie emocje, pozwala się jej wychodzić, czuje się ją i co ? I to wystarcza by ją uwalniać ?
Bo ja do tej pory to doszedłem tylko do etapu gdzie np. potrafiłem odczuwać daną emocje z pół godziny i nic się niedziało. Porpstu siedziałem i czułem tą emocje aż wkoncu już miałem dosyć bo chciałem wstać i zająć się swoimi sprawami i wtedy przerywałem.
Jeśli samo świadome odczuwanie emocji, obserwacja emocji ją wypala to by było super.
Ja na forum wielokrotnie opisywałam swoje przypadki uwolnienia emocji.Wiąże się to z uśwaidomieniem sobie czegoś.
Raz musiałam dany lęk czuć przez kilka dni zanim go puściłam.
Ale też nie zawsze mi to uwalnianie wychodzi. Czasami przyczyny danej emocji są tak rozległe i złożone że nic się nie da z nią zrobić. Można ją sobie odpuścić albo potem dalej próbować.
-
I w ten sposób się dowiedziałeś co tak naprawdę o sobie myślisz:)
-
Właśnie przeszukuje forum w poszukiwaniu różnych wpisów na temat uwalniania propagowanego przez Ciebie.
Dużo też było pisane na temat uświadamiania. Że ono podobno uwalnia.
Dziwne bo ja sobie uświadomiłem mase rzeczy. Głównie dzięki afirmacjom. No i jakoś nic się do tej pory nieuwolniło...
Często jak sobie coś nagle uświadomiłem, zrozumiałem to bardzo się cieszyłem, odrazu poprawiał mi się humor. Ale co z tego jak za pare dni mijało a problem był nadal.
A wracając do afirmacji to znalazłem taki wpis Felicite o tym że afirmacje tworzą nakładkę na problem przez co trudniej jest odkryć siebie prawdziwego.
A wcześniej jeszcze Lynd pisał że pozytywne programy zbliżają nas do nas prawdziwych.
http://designersites.pl/cudaducha/index.php?topic=447.120
I przypomniała mi się analogia do samooceny. Samoocene to zbiór wyobrażeń o sobie samym z którego kiedyś będziemy musieli i tak zrezygnować jeśli poważnie myślimy o rozwoju. Więc po co tracimy lata na tworzeniu korzystniejszych wyobrażeń o sobie ? Bo łatwiej uwaniać się od wysokiej samooceny niż od tej niskiej.
Być może jeśli chodzi o afirmacje i inne metody sprzyjające programowaniu, sprawa wygląda podobnie.
-
Ale przeciez w afirmacjach nie musimy sobie wmawiac jakis stalych niezmiennych rzeczy. U mnie jest tak ze moglbym znowu pisac te same afirmacje ktore pisalem dwa lata temu bo wtedy one znaczyly dla mnie cos innego co sobie przeafirmowalem a teraz tez cos innego co moglbym sobie tez przeafirmowac. No na przyklad jesli afirmuje sobie, ze jestem niewinny i w porzadku, kiedy mam wlasne zdanie to nie jest to program ktory sobie wmawiam tylko uswiadamianie sobie prawdy :)
-
Uświadamiałeś sobie przyczynę problemu i on nadal nie znikał?
Przy małym problemie wystarczy uświadmienie jednej przyczyny ale gdy problem jest złożony to trzeba sobie uświadomić wszystkie przyczyny.
Ja sobie ostatnio uśwaidomiłam dlaczego dziewczyna z dołu ciągle mi gra radiem co mnie wręcz zabija i też ten problem mi nie znikł. To znaczy że jeszcze są inne przyczyny.
-
No na przyklad jesli afirmuje sobie, ze jestem niewinny i w porzadku, kiedy mam wlasne zdanie to nie jest to program ktory sobie wmawiam tylko uswiadamianie sobie prawdy :)
Nie mozna nazywać afirmowania uświadamianiem sobie bo uświadamianie sobie to wgląd w rzeczywistość, w to co się dzieje. Ja używam tego słowa w tym znaczeniu.
Afirmowanie można porównać do uczenia się czegoś, do powtórnego wychowywania siebie.
Ja wolę w inny sposób dojść do tego przekonania że jestem niewinna niż przez powtarzanie tego sobie.
-
Czasem gdy piszemy automatycznie i odlatujemy myślami, to wychodzą takie kwiatki :)
Mi się również zdarzało coś przekręcać, ale na szczęście szybko się na tym łapałam.
-
Na to wychodzi.
Inga, założyła byś wątek o świadomym odczuwaniu emocji ? Mam sporo pytań
-
Jest taki wątek. Felicite bardzo dużo na ten temat pisała tylko nie wiem gdzie, może w róznych wątkach.
Ale jak coś to pytaj.
-
Tak, sporo tego jest porozżucane po rónych wątkach. Miałem zrobić taki nowy temat o emocjach ale niechce mi się tego zbierać do kupy no i pozatym niejestem w tym temacie zbyt kompetentny. Zapytam na PW.
-
Jak chcesz to mogę ci polecić jeszcze inną metodę którą ja stosuję.
-
Jak chcesz to mogę ci polecić jeszcze inną metodę którą ja stosuję.
Ja tez jestem zainteresowana jakby co :)
-
To jutro bo dzisiaj już nie mam czasu.
-
Spoko:)
-
za nowe metody bedziemy wdzieczni :) Techniki mozna laczyc. Jakis rok temu szukalem informacji na temat uswiadamiania sobie emocji i uwalniania ale to bylo niestety tak jak tutaj tj. ludzie krytykowali afirmacje ale nie pisali nic konkretnego na temat technik ktore stosuja. Mi afirmacje zawsze bardzo pomagaly. To kwestia doboru odpowiednich slow i dotarcia do setna problemu. np nie pisze afirmacji ze jestem wystarczajaco kochany przez moja rodzine bo to byloby dla mnie klamstwo ale moge pisac ze sam mam prawo dac sobie milosc i szacunek.
Ruzumiem ze nie lubisz takiego programowania siebie ale ja na przyklad potrzebuje przejrzystych technik do pracy ze soba, inne u mnie nie dzialaja.
-
dscorpio10
U mnie też tak działają afirmacje :)
-
No zawsze wracam do afirmacji bo fajnie mi to idzie i duzo wychodzi :)
-
Wniosek jest taki że trzeba stosować te techniki [ po przez testowanie] które nam służą i dają efekty:)
-
hehe fakt krotko i zwiezle :) Kazdemu podchodzi cos innego, zreszta u kazdej osoby to tez sie zmienia na przestrzeni czasu :)
-
Afirmacje pisze się w celu wprowadzenia pozytywnych zmian w podświadomości. W celu zastąpienia negatywnych wierzeń, wierzeniami pozytywnymi. I w celu otwarcia się na to, co prawdziwe.
Np. jeśli wierzysz "jestem głupi", to możesz być przekonany, że to najprawdziwsza prawda, bo tak został ukształtowany Twój światopogląd na temat samego siebie. Światopogląd nie jest prawdą, samoocena również nie jest prawdą. To zestawy POGLADÓW, głównie innych ludzi, które uwewnętrzniłeś, w które uwierzyłeś i które mogą Ci się wydawać prawdziwe, choć wcale prawdziwe nie są.
Afirmacja służy odkłamaniu się.
Jeśli wierzyłeś, że jesteś głupi, to prawdziwą myślą (choć może Ci się ona na teraz wydawać idiotyczną) bedzie: "Jestem wystarczająco mądry".
Afirmacje pisze sie również, by skierować uwagę na pozytywne uczucia. Jedno drugiego nie wyklucza. Ale...
AFIRMACJE POWINNO SIĘ UŻYWAĆ WYŁACZNIE Z POZYTYWNYMI ODCZUCIAMI WOBEC CELU AFIRMOWANIA. Inaczej mogą one przynieść niepożadane skutki.
Jeśli np. chcesz pisać prawdziwą afirmację, że zasługujesz na miłość i szacunek, a odrzuca Cię od niej, to trzeba sprawdzić, dlaczego Cię odrzuca. Tu się przydaje kolumna reakcji albo rozmowa z podświadomością, żeby ujawnić, co podświadomosci nie pasuje.
TO BARDZO WAŻNE, żeby w takim stanie nie pracować z afirmacją, od której nas odrzuca, a zmienić swoje nastawienie do słów używanych w afirmacji lub usunąć te słowa wywołujące negatywne skojarzenia.
I tak, prawdą jest, że kazdy z nas zasługuje na miłośc i szacunek. Ale jeśli mamy w podświadomości skojarzenia wywołujące negatywne reakcje na miłość lub szacunek, to trzeba te nastawienia do miłości lub szacunku zmienić na pozytywne. TRZEBA ZNALEŹĆ WSZYSTKIE NEGATYWNE SKOJARZENIA związane z używanymi słowami. Robi się więc listę negatywnych skojarzeń. Co tam znajdziesz, to na pewno jest Twoje. Niestety.
Np. znalazłeś skojarzenia: "miłość wymaga cierpienia", albo "miłość to poświęcanie się za innych (na krzyżu)". Trzeba być masochistą, żeby chcieć takiej miłości. Dlatego afirmacja "zasługuję na miłość i szacunek", bedzie budziła u Ciebie negatywne skojarzenia i bedzie odrzucana. Albo w wyniku takich uprzedzających definicji miłości, pisząc afirmację będziesz odczuwać coraz więcej cierpienia.
Przykady takich nieudanych afirmacji można mnożyć.
Np. chcesz być bogaty, a w Twej podswiadomosci tkwi przekonanie, że do bogactwa dochodzi się nieuczciwą drogą. Wtedy pisząc afirmację "zasługuję, by cieszyć się bogactwem", bedziesz miał pomysły, jak je zdobyć w spowób nieuczciwy. Być może nawet wykombinujesz pseudo afirmację: "zasługuję, by inni mi pozyczali pieniądze, których nigdy im nie oddam".
Autentycznie, znam faceta, który to zrobił! Kilka lat działało, ale przesadził i wreszcie trafił do więzienia. Stracił mieszkanie i kochającą go żonę. A więc nie opłaciło się.
Afirmacje nigdy nie mogą być wymierzone przeciw komuś! Nie mogą nam gwarantować sukcesów czyimś kosztem! Dlatego trzeba wyrobić w sobie właściwy mechanizm:
"Kiedy ja wygrywam, daję szansę wygrać innym. Kiedy inni wygrywają, to i ja wygrywam".
Jeśli jesteś sportowcem, lub strategiem, nie możesz pracować z taką afirmacją.
Ale weź pod uwagę, że ani rywalizacja ani pokonywanie / ponizanie innych, nie są zgodne z boską PRAWDĄ. W afirmacjach NIGDY NIE PORÓWNUJ SIĘ Z INNYMI.
Przykłady można by mnożyć. Dlatego tak ważne jest poznawać przekonania swej podświadomości, by nam nie bruździły, by nie sabotowały naszych kreacji.
-
Afirmacje zawsze warto łączyć z medytacją nad treścią afirmacji - tak by ją czuć i rozumieć. Jeśli w medytacji nie udaje się poczuć afirmacji, dostrzec na ile jest prawdziwa/możliwa to warto zostawić daną afirmację albo medytować tak długo, aż dojrzy się jej sens i znaczenie. Nie chodzi o to żeby się przekonać że coś jest prawdziwe gdy się w to nie wierzy ale zobaczyć to w czystym(czystszym) stanie umysłu i wtedy zdecydować czy chce się w to uwierzyć (w to co zrozumiało się, zobaczyło odnośnie prawdziwości afirmacji).
-
Widzę że przestał pisać, bardzo ostatnio aktywny, Mariomar.
Ale ja się mu nie dziwię, po tym jak zaufał, przyznał się publicznie do swoich błedów, dokonał w sobie dużej zmiany i potrzebował teraz wsparcia, dostał etykietkę że zrobił sobie z rozwoju wyścig szczurów i gonitwę z czasem.
Myślę że jest mu bardzo przykro i nie szybko zacznie znowu ufać ludziom
Trochę mi przykro, bo ja też nie korzystałem z pisania afek w celu wyścigu w RD. Afki pisałem w domowym zaciszu i nikomu się tym nie chwaliłem, nie ścigałem się również z nikim. Jak miałem z 20 lat to wtedy owszem, chciałem się oświecić w tym wcieleniu, ale szybko mi to przeszło. TEraz chcę po prostu uzdrowić siebie, uwolnić się od wielu problemów, polepszyć relacje z ludźmi i funkcjonowanie w świecie. A co do afek, to oprócz krótkiego czasu, zawsze je pisałem z kolumną reakcji i w tej kolumnie zapisywałem wszystko, co tylko się pojawiło.
A nie pisałem, bo jestem chory, nagle dostałem gorączkę ponad 39 stopni (bez żadnych innych objawów) i coś jej nie mogę zbić.
-
Mariomar
To chyba silny bunt przed zmianami na lepsze.
Zobacz, jakich konsekwencji zmian boisz się aż tak, że wolisz zachorować, lub może nawet umrzeć?
-
Jeśli chodzi o kolumnę reakcji, to samo pisanie jej może się okazać zbyt mała korzyścią.
Ważne jest obserwować, jakie emocje wiążą się z tym, co się pokazuje w kolumnie reakcji. I po 3-4 dniach zajrzeć do niej i zanalizować, co się powtarza przez 3-4 dni. Jakie idee, opory, bunty, lęki itd.
I kiedy uda się zidentyfikować myśli i emocje przewodnie - powtarzające się, wówczas NA TEJ PODSTAWIE układa się NAJLEPSZE afirmacje, gdyż trafiające w sedno! Tylko trzeba umiejętnie dobrać przeczące im twierdzenia pozytywne.
-
Jeszcze raz to napiszę, bo chyba niektórzy nie załapali:
Znam osoby, które mają specyficzny sposób pracy z afirmacjami, a dziwią się, że afirmacje im nie działają.
Piszą afirmacje kilka lub kilkanascie minut dziennie. A resztę czasu zajmuje im marudzenie, że nie wyjdzie, nie uda się, to i tak nie ma sensu. I tak przez 18-20 godzin dziennie.
To czym zajmują swój umysł? I co ma im wyjść?
15 minut pozytywnego myślenia contra 18 godzin myślenia negatywnego!
Wychodzi im dokładnie tak, jak myślą. Dokładnie to, czym pasą swój umysł.
I narzekają, że afirmacje nie są skuteczne.
To, czym się zajmujesz, wzrasta. To bezwgledne prawo.
-
Jeśli chodzi o kolumnę reakcji, to samo pisanie jej może się okazać zbyt mała korzyścią.
Ważne jest obserwować, jakie emocje wiążą się z tym, co się pokazuje w kolumnie reakcji. I po 3-4 dniach zajrzeć do niej i zanalizować, co się powtarza przez 3-4 dni. Jakie idee, opory, bunty, lęki itd.
I kiedy uda się zidentyfikować myśli i emocje przewodnie - powtarzające się, wówczas NA TEJ PODSTAWIE układa się NAJLEPSZE afirmacje, gdyż trafiające w sedno! Tylko trzeba umiejętnie dobrać przeczące im twierdzenia pozytywne.
I tu ja miałam problem, bo przy pisaniu afirmacji nie odbierałam emocji. Myśli, podpowiedzi z podświadomości owszem tak, ale zero emocji. Nie zauważałam ich. Praca z afirmacją w myślach, bez angażowania się w pisanie daje mi dostęp do emocji.
-
Jeśli np. chcesz pisać prawdziwą afirmację, że zasługujesz na miłość i szacunek, a odrzuca Cię od niej, to trzeba sprawdzić, dlaczego Cię odrzuca. Tu się przydaje kolumna reakcji albo rozmowa z podświadomością, żeby ujawnić, co podświadomosci nie pasuje.
TO BARDZO WAŻNE, żeby w takim stanie nie pracować z afirmacją, od której nas odrzuca, a zmienić swoje nastawienie do słów używanych w afirmacji lub usunąć te słowa wywołujące negatywne skojarzenia.
I tak, prawdą jest, że kazdy z nas zasługuje na miłośc i szacunek. Ale jeśli mamy w podświadomości skojarzenia wywołujące negatywne reakcje na miłość lub szacunek, to trzeba te nastawienia do miłości lub szacunku zmienić na pozytywne. TRZEBA ZNALEŹĆ WSZYSTKIE NEGATYWNE SKOJARZENIA związane z używanymi słowami. Robi się więc listę negatywnych skojarzeń. Co tam znajdziesz, to na pewno jest Twoje. Niestety.
Np. znalazłeś skojarzenia: "miłość wymaga cierpienia", albo "miłość to poświęcanie się za innych (na krzyżu)". Trzeba być masochistą, żeby chcieć takiej miłości. Dlatego afirmacja "zasługuję na miłość i szacunek", bedzie budziła u Ciebie negatywne skojarzenia i bedzie odrzucana. Albo w wyniku takich uprzedzających definicji miłości, pisząc afirmację będziesz odczuwać coraz więcej cierpienia.
A jaką metodą zmieniać te nastawienia?
Metodą afirmacji?
-
Ja mam złe skojarzenia z każdym pozytywnym słowem to znaczy gdy sobie robiłam te skojarzenia to nie znalazłam ani jednego pozytywnego słowa które by mi się dobrze kojarzyło.
I jak taka osoba jak ja ma korzystać z afirmacji i co ma zrobić żeby zmienić te skojarzenia?
Druga sprawa.
Afirmacje działają w obszarze kory mózgowej, w sferze myśli i mogą być też powiązane z emocjami.
Nie docierają do najgłębszych warstw mózgu, do mózgu gadziego.
Ja byłam doprowadzana na granicę śmierci od urodzenia, wielokrotnie przez okres niemowlęctwa w okresie gdy jeszcze nie miałam wykształconej kory mózgowej a wszystko co mnie spotykało zapisywało się bardzo głęboko w obszarach do których nie mam dostępu.
Co ma dać mi przekonywanie siebie że jestem bezpieczna jeżeli moje lęki cały czas działają z tamtej części, na którą nie mam żadnego wpływu? Taka afirmacja to tylko pływanie po powierzchni problemu a cała góra lodowa nadal jest nietknięta.
-
Afirmacje działają w obszarze kory mózgowej, w sferze myśli i mogą być też powiązane z emocjami.
Nie docierają do najgłębszych warstw mózgu, do mózgu gadziego.
Ja byłam doprowadzana na granicę śmierci od urodzenia, wielokrotnie przez okres niemowlęctwa w okresie gdy jeszcze nie miałam wykształconej kory mózgowej a wszystko co mnie spotykało zapisywało się bardzo głęboko w obszarach do których nie mam dostępu.
Co ma dać mi przekonywanie siebie że jestem bezpieczna jeżeli moje lęki cały czas działają z tamtej części, na którą nie mam żadnego wpływu? Taka afirmacja to tylko pływanie po powierzchni problemu a cała góra lodowa nadal jest nietknięta.
Inga,
to chyba strzał w dziesiątkę. Bo ja też jestem przelękniony do szpiku kości. Jakąkolwiek afirmację pisałem, to zawsze wychodziło z pś, że ona się boi. Nawet jak pisałem afki o bezpieczeństwie, to też wychodził strach.
Leszku,
Ja piszę o tym niedziałaniu afek na moją pś nie po to, by się "pochwalić" czy ponarzekać, bo jaki miałbym w tym cel. Chcę sobie pomóc, a taka podstawowa metoda jak afki na mnie nie działa. Dlatego zacząłem Was pytać.
Oto moje obserwacje, poczynione podczas pisania afek:
1. w kolumnie reakcji nie pojawiają mi się takie myśli czy zdania że np. "miłość to cierpienie", więc nie mam co z czym porównywać po 3-4 dniach
2. w kolumnie reakcji pojawiają mi się tylko takie słowa: "to boli", "boję się", "aaaa".
3. w kolumnie reakcji powyższe słowa pojawiają się tak co 3-4 afki, nie co każdą. Są więc afki bez odzewu.
4. gdy piszę ostatnią ostatnią afkę, to przeważnie pojawia się pytanie pś do mnie "wierzysz w to?"
5. czasem pojawiały się takie rzeczy: "łżesz chuju", "i tak w to nie wierzę". A więc pś nie wierzy w nic, co piszę.
6. reakcje są takie same, czy piszę już 10. dzień, czy np. 130. (!) dzień. Bez zmian. Tylko nuda większa i otumanienie.
Ojciec całe dzieciństwo mnie kłamał, więc nie wierzę może teraz w nic, bo zauważyłem, że w kazdym pozytywnym zdaniu, moja pś szuka haka, gdyż nie wierzy w taką idealność myśli zawartej w afce. Po drugie, kiedyś ojciec zmuszał mnie do pisania (mi się wydawało, że godzinami) tak, abym nie wyjeżdżał długopisem poza linijki w zeszycie. Od tamtej pory, afki zawsze pisałem na tapczanie, siedząc na podłodze, gdyż jak siadałem przy biurku, wracały te przykre wspomnienia, i moja pś w sekundę zamykała się we wzorcu nudy.
-
Każdy ma odpowiednie dla siebie metody, a metody dobiera się odpowiednio do problemu/przypadku.
Jeśli chodzi o afirmacje, nie zgodzę się z wnioskami, zależy to od tego jak się stosuje afirmacje. To narzędzie, może być zarówno metodą wyniszczania siebie, jak i motorem dla głębokiej kontemplacji. Dużo (jak nie wszystko) zależy od tego jakie są zakodowane skojarzenia związane z treścią afirmacji, jako że to one rzutują na to jaki proces zachodzi przy pracy z afirmacjami.
Jeśli nie ma pozytywnych skojarzeń z żadnym słowem - można stworzyć własne, odpowiadające pozytywnym uczuciom, albo pracować bez słów a na samych uczuciach. Jest dużo możliwości.
-
Takie mam pytanie - czy ktokolwiek twierdzi, ze afirmacje to samodzielnie działający sposób na naprawienie sobie życia? Tutaj raczej nikt.
Afirmacje są metodą POMOCNICZĄ; mogą naprawdę wiele dobrego sprawić w kwestii przestawienia umysłu na inne tory, czy wydobycia z niego pewnych informacji (skojarzeń) - ale samodzielnie nie uwolnią od traum, lęków, blokad itp. Od tego są inne metody - dla jednego taką metoda będzie regresing, dla kogoś innego - RPT, czy Theta Healing, dla jeszcze innego - psychoterapia czy węzły;
Nie ma co ani demonizować afirmacji, ani ich przeceniać - trzeba po prostu stosować każdą z metod w zgodzie z sobą i nie traktować jej jako metody w pełni samodzielnej - która automatycznie sprawi cuda, szczególnie w życiu człowieka, który ma duże blokady, traumy i obciążenia na wierzchu; Tam gdzie potrzeba spychacza - trzeba użyć spychacza, a nie taczek;
Afirmacje wg mnie działają najlepiej przy podczyszczonej podświadomości, wolnej od największych traum i lęków, takiej, w której jest już miejsce na nie; Jak nie ma miejsca, bo podświadomość jest jednym wielkim lękiem - to zgadzam się z tym - afirmacje nie zadziałają cudów, choć nadal mogą czasem być pomocne w wyciąganiu na wierzch pewnych uświadomień... lub utrwalaniu pozytywnych zmian osiągniętych innymi metodami;
-
Niestety ale panowie Leszek czy Witek mieli łatwe dzieciństwo i na podstawie swojej psychiki oceniają każdą inną nie rozumiejąc jak działa psychika osób silnie zaburzonych. I wydaje im się że jeżeli afirmacje są dla nich korzystne to znaczy że są dla każdego. A prawda jes taka że w przypadku mocno zniszczonej psychiki afirmacje szkodzą.
-
Oto moje obserwacje, poczynione podczas pisania afek:
1. w kolumnie reakcji nie pojawiają mi się takie myśli czy zdania że np. "miłość to cierpienie", więc nie mam co z czym porównywać po 3-4 dniach
2. w kolumnie reakcji pojawiają mi się tylko takie słowa: "to boli", "boję się", "aaaa".
To też są konkretne reakcje. Możesz wtedy spróbować z ustawieniem takim:
"Pomimo tego, ze się boję (albo to boli), kiedy... "i tu treść afki", to i tak w pełni akceptuję siebie ( lub np.: swoje prawo do strachu, swoje prawo do uczuć, swoje prawo do życia)"
Można coś takiego wypróbować i zobaczyć, jakie daje efekty.
3. w kolumnie reakcji powyższe słowa pojawiają się tak co 3-4 afki, nie co każdą. Są więc afki bez odzewu.
Wg mnie to normalne, nie wszystkie afki musza mieć odzew.
4. gdy piszę ostatnią ostatnią afkę, to przeważnie pojawia się pytanie pś do mnie "wierzysz w to?"
5. czasem pojawiały się takie rzeczy: "łżesz chuju", "i tak w to nie wierzę". A więc pś nie wierzy w nic, co piszę.
Przykładowa kontra:
"Pomimo tego, ze nie wierzę (w to i to) ... to i tak pozwalam sobie dostrzec swoje prawo do..."
Ojciec całe dzieciństwo mnie kłamał, więc nie wierzę może teraz w nic, bo zauważyłem, że w kazdym pozytywnym zdaniu, moja pś szuka haka, gdyż nie wierzy w taką idealność myśli zawartej w afce. Po drugie, kiedyś ojciec zmuszał mnie do pisania (mi się wydawało, że godzinami) tak, abym nie wyjeżdżał długopisem poza linijki w zeszycie. Od tamtej pory, afki zawsze pisałem na tapczanie, siedząc na podłodze, gdyż jak siadałem przy biurku, wracały te przykre wspomnienia, i moja pś w sekundę zamykała się we wzorcu nudy.
I to zrozumiałe. Dlatego wg mnie warto byś traktował afki bardziej pomocniczo niż jako główna metodę pracy nad sobą; A już szczególnie pisanie afirmacji, szczególnie póki nie odpuścisz innymi metodami negatywnych skojarzeń z pisaniem. Póki je masz - nie ma co się katować; Może lepiej pracować z afirmacjami w myślach, kontemplując, padały tu takie możliwości.
Przykładowo pracowałeś pisemnie nad afirmacją "Jestem bezpieczny zawsze i wszędzie" - zatem teraz najpierw ją czytasz, potem świadomie "łapiesz" wszystkie reakcje np.: boję się, to bzdura, nadal boli itp. - i wtedy dalej świadomie zaczynasz się "bawić" tą afirmacją - czyli sprawdzasz na ile jesteś w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której jesteś bezpieczny zawsze i wszędzie. Jak potrafisz, to okej - masz punkt zaczepienia; Jak nie - to sprawdzasz, co najbardziej "bruździ" i wtedy z tym pracujesz innymi metodami; Potem po jakimś czasie sprawdzasz ponownie, jakie nastąpiły zmiany;
Jeśli odlatujesz w trakcie, to też notujesz ten odlot-ucieczkowość - w nudę, nieprzytomność, rozkojarzenie itp.
Możesz przy okazji pracować z "Pomimo tego że (nadal) boję się, kiedy otwieram się na możliwość bycia bezpiecznym zawsze i wszędzie... (bo...), to i tak pozwalam sobie dostrzec swoje prawo do bycia bezpiecznym zawsze i wszędzie."
Można to przepracowywać zarówno za pomocą afirmacji bardziej klasycznej-pisanej, kontemplacji (akceptacji swojego strachu, ale tez i prawa do bezpieczeństwa), jak i z EFT; To jest tylko przykład i jedna z możliwości.
-
Nie wygląda to tak (odnośnie tego co się komu wydaje), a o tym jaki efekt dają afirmacje, decyduje sposób korzystania z afirmacji. Prawda jest taka że afirmacje można stosować w sposób który szkodzi - z takim stwierdzeniem się zgadzam. Opisałem też w paru ostatnich postach kiedy szkodzi. Jest pewnie więcej rzeczy ale myślę że większość osób którym afirmacje dają negatywny efekt, może znaleźć tam coś co mogą odnieść do siebie.
-
To są wyłacznie twoje przypuszczenia i nie wiem na jakiej podstawie je masz. Były robione jakieś badania?
Możesz udowodnić że mi afiramcje nie szkodzą?
A zwalać winę na piszącego jest najłatwiej.
Piszesz to z taką pewnością jakby to był pewnik a przecież to tylko twoje pomysły.
Skąd o tym wiesz co piszesz? Bo tak ci się wydaje?
-
Gdyby afiramacje tak dobrze działały na osoby zaburzone to z pewnością byłyby wykorzystywane w psychoterapii. A żadna metoda psychoterapeutyczna z nich nie korzysta.
-
Jest wiele metod skutecznych z których nie korzysta psychoterapia (na forum sporo).
Mi tylko chodzi o to by nie przypisywać wartości przyczyny (tego co wywołuje skutek) czemuś co nie jest przyczyną. I nie ma w tym obwiniania z mojej strony.
-
Nie , cały czas usiłujesz mi wmówić że afirmacje dobrze działają u każdego a jeżeli nie to znaczy że on je niewłaściwie stosuje.
-
Dam se spokój. Chodzi mi o dokładnie o to co napisałem w ostatnim poście bez względu na to jak to odbierasz. Nie ma w tym podtekstu ani drugiego dna, choć akurat dotyczyło to w tym przypadku afirmacji. Jeśli więc chcesz oceniać co tu robię i czemu pisałem to możesz to robić przez pryzmat mojego ostatniego posta.
-
Inga
Napisałem wyraźnie, że do afirmacji trzeba używać słów, które się kojarzą jednoznacznie pozytywnie. Pisałem to lata wcześniej.
Jesli komuś takich słów brakuje - a są to wyjątki - wtedy afirmacje się dla niego po prostu nie nadają. Jeśli ktoś na siłę usiłuje afirmowac, bo robią to inni i im działa, a on ma wyłacznie negatywne skojarzenia z treścią afirmacji, to na siłę nic się nie uda osiągnąc, a efekty będą szkodliwe.
Bardzo się cieszę, że miałem łatwe dzieciństwo, gdyż jest to dowód na to, że kreacja działa. Chciałem takie mieć i się udało :)
Ale żeby nie było... jeszcze nie spotkałem osoby, która zaczynałaby rozwój duchowy z tak silnym stresem, jakiego się nabawiłem w tym łatwym dziecinstwie. Najważniejsze jednak były 3 pierwsze lata zycia, które dały mi duzo pozytywnych skojarzeń.
W poprzednim zyciu, w którym umarłem jako dziecko, tych pozytywnych skojarzeń prawie nie miałem. No i niestety, musiałem przepracować 2 dziecinstwa.
A więc, jeśli moim doświadczeniem jest, że mozna wyjść z bardzo zakręconej karmy i cięzkich obciązeń, to raczej uprawnionym jest, że mi się wydaje, że większość osób z cięzką karmą może sobie poradzić i "wyjść na prostą". NIE ZNACZY TO, ZE MUSZĄ MAŁPOWAĆ techniki, które ja stosuję z powodzeniem.
Inga czy Mariomar powinni wg mnie zacząć od usuwania balastu silnych obciazeń zakłamujacych wizję świata i siebie. "Odgruzować" podświadomość z bardzo negatywnych kodów. Samemu bardzo trudno to ogarnąć i uwolnić. Temu służą techniki, jakie zasugerowała Hydrozagadka.
I dopiero po "odgruzowaniu" można się odwoływać do pozytywnych doświadczeń.
Przyp[adki tak silnych obciązeń karmicznych zdarzają się wyjątkowo rzadko. I jeszcze kilka lat temu takim osobom nie miałem nic skutecznego do zaoferowania. Raczej je zniechęcałem do zajmowania się technikami, które ja stosowałem.
Teraz mogę zaoferować wypalanie węzłów karmicznych, po którym co nieco, albo i nawet dużo, się rozjaśnia.
-
Może dla Ingi właściwsze są afirmacje typu
"Mogę nie podtrzymywać podatności na ataki energetyczne"
"Mogę nie podtrzymywać karania siebie/niszczenia siebie" itp itd
One nie tyle tworzą nowa strukturę w PŚ ale kładą nacisk na niepodtrzymywanie czegoś. MOże to byłoby rozwiązanie?
Ja kiedyś dostałem takie afirmacje od samego Szefa ;p
no i nie wydaje mi sie żeby afki mogły szkodzić. Raczej rozdrapują ranę lepiej niż co innego.
-
Leszek
A czego używasz do pomiaru stresu jeżeli uważasz że twój był najsilniejszy?
I tak szybko udało ci się z tego wyjść?
-
„Możesz przy okazji pracować z "Pomimo tego że (nadal) boję się, kiedy otwieram się na możliwość bycia bezpiecznym zawsze i wszędzie... (bo...), to i tak pozwalam sobie dostrzec swoje prawo do bycia bezpiecznym zawsze i wszędzie."
Przy wystraszonym umyśle stosowanie tego jest niemożliwe, bo umysł jest w stanie skoncentrować się tylko na pierwszej częśći zdania a potem ucieka bo musi kontrolować otoczenie.
Reszty zdania już nie potrafi przyswoić, bo musi się rozdwajać na myślenie o tym co czyta i o tym co się dzieje wokół.
Dla mnie to jest absolutnie nie do przebrnięcia.
-
Inga - rozumiem, ze dla Ciebie to jest nieprzydatne i szanuję to.
Ale może Mariomar ma jeszcze inny stopień lęku w sobie (sam to oceni) - i to mu pomoże; Znam osoby bardzo zalęknione (w tym kiedyś samą siebie) - którym taki proces pomógł;
-
Faktycznie długa ta afirmacja ja też bym raczej jej nieprzyswoił pisząc jej. Ale dobra jest. Zawijam ją :)
Im cieższe ludzie mają obciążenia to tym trudniej korzystać z różnych metod.
Ale jedna metoda zawsze działa bez względu na jakim poziomie się znajdujemy. To oddychanie.
-
Moze trzeba ustalic co podswiadomosc mysli o bezpieczenstwie. Ja tez mialem problemy z poczuciem bezpieczenstwa bo moja podswiadomosc powiedziala mi tak przy okazji przy innym temacie ze tylko silni ludzie sa bezpieczni. Silny mezczyzna to dla mnie byl agresywny mezczyzna no i z takim podejsciem to odrzucalo mnie od tematu bezpieczenstwa :) Druga sprawa bylo to ze gdybym widzial realne mozliwosci by stac sie naprawde silnym mezczyzna to bym to chetnie zrobil no ale przy mojej drobnej sylwetce to niespecjalnie mialem pole do popisu :) Inga mozliwe ze boisz sie czuc sie bezpiecznie bo wtedy przestalabys uwazac na innych ludzi i ich ewentualne ataki. Mozliwe ze u ciebie tak nie jest ale jakos tak mi sie pomyslalo :)
-
Doktor X - to jest tylko przykład :) - do pracy na różne sposoby, nie tylko do pisania - ale fajnie, ze trafił;
Można też dzielić coś takiego na kilka afirmacji, ale pod warunkiem, że pś zna już właściwe ich połączenie.
Dscorpio - oczywiście, ze to bardzo ważne; i jest to element kontemplacji afirmacji również :) - ustalenie, co pś rozumie poprzez dane słowa.
-
Inga
Proszę, nie dokonuj nadinterpretacji moich wypowiedzi, bo to rodzi nieporozumienia.
Przede wszystkim, nie licytowałem się, czy miałem najsilniejszy stres, czy nie. No i nie mierzyłem go w żadnej skali. Po prostu go czułem. Podobnie jak czułem, że miałem nerwicę wegetatywną od 9 roku życia. To wszystko dzięki "bezstresowemu" dzieciństwu :)
Jak się tego pozbyłem?
1. ćwiczenia relaksacyjne.
2. afirmacje "mogę sobie pozwolić puścić wszystkie napięcia" i podobne
3. ćwiczenia oddechowe w trakcie chodzenia "dob-re wdy-cham, złe wy-dy-cham".
4. Elektrostymulację - bolesne ale skuteczne.
5. Rebirthing.
6. Regresing.
7. Mikrokinezyterapia.
Najskuteczniejsze okazało się oddychanie rebirthingowe, potem elektrostymulacja. Regresing i mikrokinezyterapia ugruntowały odstresowanie.
A dziś wybieram się na kolejny zabieg elektrostymulacji :)
-
Asiu,
Bardzo Ci dziękuję za podpowiedzi co do afek, ale ja , niestety, nie rozumiem takich długich afek. I widzę, że Inga "ubiegła" mnie :) z tym, co miałem napisać. Afka musi być dla mnie prosta i krótka, maks 4-6 linijek w kolumnie pisania. Próbowałem pisać takie afki złożone, że pomimo mojego strachu, albo pomimo że się bałem, to to i to, to moja pś przy pisaniu drugiego zdania podrzędnego, zapominała o pierwszym, mimo że np w pierwszej części zdania było bezpieczeństwie, w drugiej części zdania już bałem się jak galareta. No i takie długie afki były dla mnie niezrozumiałe.
Leszku,
Odkąd pojawiły się węzły, od razu poczułem, że to metoda dla mnie, że ona działa, że to ratunek dla mnie, że jest bardzo silna. Od pierwszej sesji moja pś ją polubiła, wręcz ją uwielbia, tak coś czuję, bo wiem, że przynosi realny ratunek mojej przelęknionej duszy. A w ostatnim czasie niezależnie od kilku osób, w tym od Ciebie, dostałem podpowiedzi, że dla mnie na tą chwilę są najlepsze węzły. Reszta zadziała, jak powypalam najpierw setki ton syfu węzłami. :)
Dlatego jestem Ci Leszku bardzo wdzięczny za wynalezienie/odkurzenie/udoskonalenie/danie światu tej metody. Dzięki niej jest realna szansa dla mnie. :)
A co do dzieciństwa, to też nie będę się licytował i jego przykre szczegóły zdradzę na razie tylko mojemu terapeucie. Powiem tylko, że miałem taki terror w domu PRZEZ OJCA-TYRANA, bicie mnie i mojej mamy, gwałcenie mojej mamy, duszenie mojej mamy na moich własnych oczach, poranny widok pobitej mamy po nocy, i tak w zasadzie codziennie do 20 roku życia. Każda noc, od czasu, gdy byłem jeszcze małym chłopczykiem, to było dla mnie 8 godzin strachu, paniki i przerażenia, tak wielka przemoc była w nocy w moim domu, potem dołączył jeszcze do tego alkoholizm ojca, który spotęgował piekło wyrządzane nam przez ojca jeszcze bardziej.
Pamiętam po dziś dzień, jak do 20 roku życia, dokąd ojciec mieszkał z nami i nas nie porzucił, panicznie bałem się wracać do domu. Dom kojarzył mi się z piekłem. Dopiero jak ocjciec się raz na zawsze wyprowadził, mając 20 lat stwierdziłem po raz pierwszy, że nie boję się wracac do domu, że pomimo że w domu zrobiła się straszna bieda i nie było co jeść (bo ojciec był bardzo bogaty i całe pieniądze zabrał ze sobą), to cieszyłem się, że jestem bezpieczny.
Ale jak patrzę w przeszłość, chyba nie było ani jednego dnia przez pierwsze 20 lat mojego życia, czyli w całym moim dzieciństwie, zebym czuł się choć przez chwilę CAŁKOWICIE BEZPIECZNY.
-
Mariomar
Hardcorowo.
Ja tak miałem w poprzednich wcieleniach podobnie jak ty. W tym życiu już niedoświadczyłem przemocy fizycznej ze strony ojca ale lęki zostały. Często sytuacja w domu wygląda normalnie, nic się niedzieje, nikt nikogo nie bije a ja sie bardzo boje. Te lęki ciągle we mnie są bo pś pamięta co z tą duszą przezyłem.
Ale chyba nie jest tak źle z tobą Mariomar.
Masz żonę masz dziecko. Ja bym się bał choćby zagadać z dziewczyną.. a jeszcze gdyby poznała jaki jestem to już wogule bym umarł ze strachu i wstydu.
Jak byś mógł to napisał byś jak to było u Ciebie z poznaniem kobiety ? Łatwo to przyszło ?
-
Hej koleżanki i koledzy:)
Ja się zgadzam w pełni z Hydrozagadką że przy pewnym poziomie lęków afirmacje nie są dobre, sa dobre, jak to Hydzia napisała, przy względnie otwartej już podświadomości, gdzie nie ma nonstop we wszystkim zaszczucia, paraliżu, strachu. I tak jak Leszek napisał, gdy nie ma żadnych pozytywnych skojarzeń to znaczy że lepiej na ten moment odłożyć afirmacje.
Pracuję regularnie z 3 osobami o bardzo silnej dawce leków i to co mogę powiedzieć, że dla tych osób najwazniejsze jest puszczanie po kolei najgorszych traum i podłączeń z innymi. Te osoby zawsze maja kilku katów i ciężką przeszłość z nimi. I nie jest teraz dla nich istotne że intencje sie dograły, ze coś tam, bo te osoby w tych tematach są na innej częstotliwości i czesto wpadają w obsesje lekowe. Nic tu milość, afirmowanie jej, uczucia bezpieczeństwa nie da, bo to będzie zakłamanie, taka osobę można będzie [ jak nie przerwie] odesłac do warjatkowa po jakimś czasie. [ tak myślę czasem] Dla tych osób najwazniejsze jest poczuć wolnośc od czynników, by pojawiła się bezpieczna przestrzeń w której powoli zaczną dopiero nawiazywać głebszy kontakt ze sobą opart na pozytywach, obydwie drogi sa długie ale moim zdaniem do zrealizowania całkowicie.
Takim osobom bardzo pomagały sesje wypalania aury, robiłam im taką bezpieczną harmonijną przestrzeń by mogły duchowo odpocząć i nawet, jedna osoba podczas jednej z nich poczuła w trakcie miłe uczucia. Jest to takie przedzieranie się z maczugą przez dżunglę, mozolne męczące ale dające efekty i samoświadomość swojego położenia co jest bardzo ważne by wiedzieć co się dzieje. Osobiście szalenie szanuję te osoby bo wykazuja się hartem ducha, one "walczą" jak mało kto. Są ambitne jak juz postanowią ze chcą sie zmiezyć z lękami. No i jak Inga np, mają już duże doświadczenie i mimo że wciąż są w trakcie procesu to mogą udzielić innym bardzo ważnych wskazówek.Bardzo pomocne jest też wypalanie wezłów, czyli poporstu oczyszczanie ze wszystkiego co wychodzi. No i sesje oddechowe o których pisała Inga i Leszek.
zapomniałam dopisać ze wazna jest też praca z głową, by odzyskiwać zdrowie głowy, mózgu i by odzywiać się dobrze, tak by ze strony organicznej ciało miało energię do pracy. jeść mądże i robić czasem wahadła lecznicze, terapie kolorami,i inne. stres zrzera ciało i ciało choruje.
-
Olga dzięki za ten wpis ;-) dajesz dużą nadzieję nie tylko takimi wpisami ale w realnym kontakcie(pisanym) po zabiegach, w trakcie i w ogóle.
Powiem szczerze,że ja sama nie wiem czy stosować afki.Trochę mi się w głowie pokiełbasiło w tym temacie. Z jednej strony widzę postępy- mam nadzieję,że się nie zakłamuję. Realnie w życiu też staram się ciągle zmierzać z sytuacjami , które budzą lęki. Lęki mi się bardzo zmniejszyły- choć jeszcze są to staram się je przełamywać codziennie.W największym natęzeniu lęku właśnie poszłam na terapię i tam się mierzyłam z lękiem oko w oko. Myślę,że to też miało znaczenie,że nie uciekłam od siebie, od lęków.Wiem,że afki wszystkiego nie załatwią ale w połączeniu z wychodzeniem do świata, zmierzaniem mogą dawać fajne rezultaty. Czasami się czuję pewniej, nawet pewnie a czasami się czuję jakbym zaczynała znów z niższego poziomu- to zależy np. od wywałek, samopoczucia ogólnego- gdy tu jest ok to i lęki są jakby mniejsze. Tak przynajmniej to interpretuję. I choć już zdaje sobie sprawę ,że są one tylko w mojej główce bo obesrwuję reakcje ludzi to i tak je odczuwam, nie puszczam ich całkowicie więc nie uległy jeszcze transformacji. A może ulegają stopniowo. Pocieszające jest to ,że da się z tego galimatiasu wyjść choć jest długa droga. MI też węzły pomagają- bardzo ;) no ale pół roku pracy codziennej z dekretami, afkami i medytkami bezpieczeństwa uważam,że miało ogromne znaczenie.
Mam jednak zamiar zweryfikować swoją pracę za jakiś czas tą metodą by realnie spojrzec czy to mi posłużyło czy tylko mi sie wydawało ,że mi posłużyło bo nie chciałabym mieć sytuacji takiej jak niektórzy ,że po 10 latach stwierdzają,że zrobili coś na darmo,że to im nie posłużyło.
-
Muszka
Zakłamanie raczej ci nie grozi, tym bardziej że weryfikujesz skuteczność (owoce) twojej pracy z afirmacjami.
Z dyskusji widać, że istnieją wyjątki u których afirmacje nie działają, a wręcz szkodzą.
Warto tutaj zaznaczyć że wyjątek nie stanowi reguły, a jedynie ją wspiera.
-
A więc, jeśli moim doświadczeniem jest, że mozna wyjść z bardzo zakręconej karmy i cięzkich obciązeń, to raczej uprawnionym jest, że mi się wydaje, że większość osób z cięzką karmą może sobie poradzić i "wyjść na prostą". NIE ZNACZY TO, ZE MUSZĄ MAŁPOWAĆ techniki, które ja stosuję z powodzeniem.
Ja uważam że najsilniejsze stresy powstają wtedy gdy życie dziecka jest bezpośrednio zagrożone, gdy żyje ono w stałym zagrożeniu życia.
I dlatego nie uważam że jeżeli ty z taką cięzką karmą wyszedłeś z tego to uda się to każdemu innemu.
Zresztą od nerwicy do zaburzeń schizotypowych droga jest bardzo daleka.
-
To co napisałeś dowodzić może tylko tego że każdy kto ma nerwicę może sobie z nią poradzić. A nerwicy nie jest trudno sie wyleczyć.
-
Ja myslę, że niezależnie od tego, jak traumatyczne były przeżycia z dzieciństwa, najważniejsze jest właściwe definiowanie pojęć. I używanie tych pojęć zgodnie z własnymi definicjami.
Pracowałem kiedyś z klientem, któremu niewiele wychodziło z afirmacji, który po afirmacjach bywał jeszcze bardziej zakręcony niż przed. On rozwijał się duchowo od 10 lat i ciągle miał pomieszanie.
Robiąc mu sesję regresingu zwróciłem uwagę na jego definicje. I cóż się okazało?
Miał łatwe dzieciństwo, a na dodatek mama uczyła go "pozytywnego' myślenia. I dzięki temu wszystko mu się pomieszało.
Piotruś przychodził do domu z bólem obitej ręki i płakał, a mama tłumaczyła mu: "nic cię nie boli. Pomyśl, ze jesteś zadowolony".
Kiedy Piotruś płakał, ze jest nieszczęśliwy, mama przeczyła: "nieprawda Piotrusiu! Jesteś szczęśliwy". Gdy Piotruś skarżył się, ze się źle czuje, mama zaraz zamieniała jego myśli na "pozytywne" i tłumaczyła: "Nieprawda Piotrusiu, czujesz się bardzo dobrze".
I tak mu się całkiem w głowie popieprzyło. Coś w rodzaju "jest dobrze, kiedy jest źle".
Inny przykład - klientka na kursie huny ma ułozyć afirmacje. Korzysta z przykładów, ale.... wszystko jej się kojarzy negatywnie: i miłośc, i szczęscie i pieniądze, i uczciwość i bycie w porządku. Po prostu brak zaczepienia dla jakiejkolwiek afirmacji. Potem sesja regresingu. Bardzo trudna, ale klientka częsciowo zaczyna wychodzić z pomieszania definicyjnego, które zawdzięcza rodzicom. A miała lekkie, miłe i przyjemne dzieciństwo. Tylko okraszone głupim kodowaniem. Wszystko wskazywało na tym, że rodzice byli wielbicielami czarnego humoru :)
-
A propos definiowania pojęć, znajomy mi kiedyś opowiadał, jak szukając swojej pierwszej pracy zaraz po studiach, afirmował i wizualizował sobie duży nadmiar własnych pieniędzy. Bardzo długi czas wszystkie propozycje, które do niego przychodziły to były propozycje rzędu 1500zł. Dopiero pół roku później uświadomił sobie, że tak jego podświadomość definiuje duży nadmiar. Jeszcze będąc studentem dostawał od rodziców 300zł kieszonkowego, a tutaj nagle zaczęto mu proponować 5 razy tyle - i jego podświadomość tak zrozumiała duży nadmiar :)). Potem jak sobie przedefiniował poczucie nadmiaru, w ciągu 2 tygodni dostał propozycję pracy, gdzie zarabiał w końcu tyle, ile naprawdę chciał :).
-
Leszek
„Jeśli np. chcesz pisać prawdziwą afirmację, że zasługujesz na miłość i szacunek, a odrzuca Cię od niej, to trzeba sprawdzić, dlaczego Cię odrzuca. Tu się przydaje kolumna reakcji albo rozmowa z podświadomością, żeby ujawnić, co podświadomosci nie pasuje.
TO BARDZO WAŻNE, żeby w takim stanie nie pracować z afirmacją, od której nas odrzuca, a zmienić swoje nastawienie do słów używanych w afirmacji lub usunąć te słowa wywołujące negatywne skojarzenia.”
W jaki sposób zmienić nastawienie do słów? Jaką metodą?
„Inga
Napisałem wyraźnie, że do afirmacji trzeba używać słów, które się kojarzą jednoznacznie pozytywnie. Pisałem to lata wcześniej.”
Przejrzałam wszystkie twoje książki i nie znalazłam takiej informacji. Gdzie o tym pisałeś?
„Ja myslę, że niezależnie od tego, jak traumatyczne były przeżycia z dzieciństwa, najważniejsze jest właściwe definiowanie pojęć”
Akurat przy traumatycznym dzieciństwie to jest najmniej ważne.
Mariomar musi czuć się bardzo skrzywdzony bo zmarnował 20 lat swojego zycia na wykonywanie praktyk za które obiecywałeś mu złote góry, a teraz jest w bardzo złym stanie. Zaufał, uwierzył i prawidłowo stosował wszystko co zalecałeś. Po 20 latach teraz czuje się gorzej niż przedtem. Ja zmarnowałam 15 lat po których znieczuliłam się do zera za pomocą afirmacji. A ty teraz zamiast przyznać się do błedu zamydlasz oczy jakimś definowaniem pojęć.
Bo nie napisałeś że przy silnych zaburzeniach te metody są szkodliwe. A nie mogłeś tak napisac ponieważ wierzysz że to ty miałeś najsilniejsze stresy, najbardziej zakreconą karmę i jeżeli tobie takie metody pomogły to wg ciebie muszą pomóc każdemu. Przyznaj się wreszcie że nie wiesz jak funkcjonuje psychika osób mocno zaburzonych i że nie masz takim ludziom niczego do zaoferowania. Moje zaburzenie ciągle umniejszasz i lekceważysz bo nie chcesz się przyznać że nie wiesz co w takim wypadku robić.
Przestań w końcu udawać że jesteś najlepszy i że wiesz wszystko najlepiej. Przyznaniem się do błedu można zdobyć więcej szacunku niż uciekaniem i udawaniem że nie ma problemu.
-
Inga
Leszek naprawdę pisał o slowach w książce, tam gdzie masz przykład z butami Komfort
-
Inga
tylko o to, że jest przytoczona przez Leszka w książce historia, gdzie dziewczyna nie znając znaczenia slowo pisała afke, że zasługuje na komfort. Ponieważ afki się realizują zgodnie ze znanymi przez pś definicjami po jakimś czasie kupiła buty firmy Komfort. Afka się zrealizowała
-
Iustitia
Ciekawe
-
Inga,
A swoją drogą, przecież to nie Leszek wymyślił afki - one przyszły do nas ze Stanów (np. od L Hay, S Ray), więc nie masz co się Leszka o te afki czepiać. :)
-
Są osoby które uważają że te rozmowy na temat afirmacji wiele nowego wniosły.
-
Ja uważam że wniosły sporo. Uzupełniły temat afirmacji. W książkach Leszka wszystkiego tego się nieprzeczyta co tutaj ale książki Leszka były pisane 20 lat temu.
-
A jeżeli Mariomar uważasz że te rozmowy powinny być przeprowadzone w innej formie to trzeba było taką rozmowę zainicjować.
-
Inga,
nie o to mi chodziło, to że poruszyliśmy temat, że afki nie działają dobrze na wszystkich, a wręcz mogą działać na takie osoby szkodliwie, jest jak najbardziej dobrze. Bez tego i ja bym się o tym fakcie nie dowiedział.
Chodziło mi o to, by nie mieć pretensji do Leszka, że nas nie ostrzegł w swoich książkach o szkodliwości afek dla niektórych osób, gdyż to nie Leszek wymyślił afki, a osoby w Stanach - to do nich możemy mieć pretensje, że nie przewidziały pewnych zagrożeń, jakie afki niosą ze sobą. :)
-
To uważasz że Leszek tak bezmyślnie przepisał to od nich sam nie zgłebiając tematu?
Autor książki odpowiada za treści w niej zawarte, nie wazne skąd wziął te treści.
Ale ty oczywiście możesz wnieść swoje pretensje do tych osób w Stanach. Znasz na tyle angielski?
-
Inga
Myśląc w tych kategoriach tak radykalnie to strach książke pisac :)
Zawsze się znajdzie dziure, luke jak się chce w danej książce. (nie o tobie tu pisze)
-
Aby ostatecznie wyjasnic, dlaczego proces afirmowania nie przynosil efektów przejrzalem watek.
Inga pisze:
"Ja za pomocą afirmacji zabiłam swoje dziecko wewnętrzne.
Na początku miałam bardzo żywe odzewy na afirmacje. Teraz wiem że to moje dziecko wewnętrzne w ten sposób usiłowało nawiązać ze mną kontakt.
A działo się to tak.
Pisałam afirmację np. świat jest dobry
Z mojego wnętrza odzywał się protest, że nie , że przecież tyle złego jest na świecie. A ja w odpowiedzi twardo pisałam dalej- świat jest dobry. Głos ze środka znów protestował i wykazywał że to nieprawda.
Ja na to twardo i nieugięcie – bo przecież celem było przeprogramowanie i nauczenie podśwaidomośći – świat jest dobry. A moje dziecko wewnętrzne czuło się coraz bardziej lekceważone, niewysłuchane, odrzucone i głos stawał się coraz słabszy. W końcu zamilkł.
Od tamtej pory nie mam kontaktu ze sobą, jestem od siebie całkowicie odcięta.
A za pomoca afirmacji tworzyłam sobie świat iluzji, sztuczną rzeczywistość, taką jaką chciałabym mieć i przebywałam w tym świecie w wyobraźni. To katowanie się afirmacjami stosowałam przez 15 lat do czasu utraty wszystkich uczuć. A że czułam coraz mniej negatywnych uczuć więc myślałam że to zmiany na lepsze."
Znaczy to, ze nauczona presji w domu, takimi samymi presjami obarczala siebie, aby wtlamsic swojej podswiadomosci to, w co ma wierzyc. Czy to widac w tresci ktorej napisala?
Nigdzie nie bylo napisane, w zadnym artykule, aby tak robic. To jest sposob, na ktory wpadla sama.
To co powinno sie zadziać, to zaczac nawiazywac kontakt z soba samym. Dac sobie samej mozliwosc wypowiedzenia tego, co sie zaczelo pojawiac.
Ja zwykle robie tak, ze piszac afirmacje, prowadze tez krotkie dialogi.
np.
Ja Mariusz kocham, lubie siebie, nawet gdy popelniam bledy.
Ja Mariusz lubie siebie, kocham siebie, i zasluguje na szacunek.
i pś mi wyrzuca: nie prawda, klamiesz ty draniu jeden. przeciez...
pytam: a dlaczego tak myslisz?
najczesciej padac moze - bo tak, o, bo wierze w to. :P
- a po co sie tego trzymac, co ci to daje?
ps: nic mi to nie daje, ale tak umiem, i to sie sprawdza.
- a moze byc inaczej, znasz takich ludzi ktorzy maja inaczej?
ps: no tak, .. w sumie milo by bylo aby u mnie tez byly takie efekty :)
Podswiadomosc pogadala, i napiecie opadlo.
Czasami nie jestesmy w stanie z soba podyskutowac. Przyczyna? Rodzic nie pozwalal dyskutowac, negowal, czy ucinal kazdy dialog. Stosujemy czasem pozniej to samo na sobie.
Rozumiem to co Inga robila probujac pisac afirmacje, tez tak robilem. Jednak mysle, ze bylem wystarczajaco przytomny, aby to zauwazac. Pewnie przyczynilo sie do tego to, ze w zaden sposob w zyciu nie znieczulalem sie, ani alkoholem, anie papierosami, czy narkotykami.
Mimo mojej nienawisci, zlosci, i niechęci do siebie, gdzies z drugiej strony czulem swoja wyjatkowosc, i mozna powiedziec kochalem siebie. Co prawda mialem mnostwo zarzutow, widzialem wady, ale to nie przeszkadzalo kielkowac prawdziwej, ogromnej milosci ;))
Przestawalem pisac afirmacje jak wychdzily mi reakcje presji, i nacisków w trakcie procesu pisania, gdy wracaly wspomnienia zwiazane z samym pisaniem. Wtedy zajmowalem sie w sesji tematem odrabiania lekcji. (wkurzenie na dloniach, w rekach, barkach - pisanie).
________
To jest cale źródło problemu - brak kontaktu z sobą, lub mały, i nieustająca presja na siebie.
Poza tym, przy pewnego rodzaju zaburzeniach, gdzie mózg gadzi zaczyna funkcjonowac w wiekszym stopniu, nie jest sie w stanie logicznie myslec, wlacza sie presje egzekwowania tego, co sie postanowilo. Wlaczaja sie instynkty przetrwania.
Nagminne tez jest to, ze wielu osobom wydaje sie, ze zrobia sobie sami sesje EFT, czy autoregresing, wybiora afirmacje, i wykonaja to lepiej, niz osoba, która ma doswiadczenie i stoi z boku.
Przed ostatecznym wykonaniem wskazowek, podpowiedzi chroni je ich wlasny nawyk unikania odczuwania nieprzyjemnych emocji, bycia gorszym (bez sukcesow i owocow pracy). Mi pomoglo usuniecie konfliktu przy pomocy EFT, gdy opukiwalem cialo, ale czytalem "gotowce" - gotowe ustawienia.
Wymyslanie kolejnych etapow sesji EFT mi nie szlo. Wylaczala sie pamiec, logika.
Emocje i nieprzytomnosc robily swoje, moja podswiadomosc chciala wyegzekwowac perfekcyjnosc.
W tym czasie zakazalem sobie narzekac, marudzic, i nie majac ujscia frustracjom (uczylem sie metody EFT jeszcze) pojawialy sie mysli samobojcze. Potrwalem w tym z pol dnia. Po czym zmienilem metode. Nauczony bylem w moim rodzinnym grajdole, ze jesli cos nie dziala, to mozna to obejsc, zmienic podejscie. To bylo pomocne w tym, abym zmienil sposob, patent. Mozliwe ze u Ingi nie bylo czegos takiego jak zmiana, ze byl odgorny nakaz, koniecznosc wykonania rozkazu. Stad zbyt uparte trzymanie sie procesu pisania, swojej decyzji afirmowania - az do zduszenia swojego glosu.
Mariomar
Pewnie cie kojarze z wczasow, i moge cie zapewnic, ze gdybys mial sesje ze mna, nie przegapilbym twojego oporu przed wejsciem w sesje. Zapomnialbym o twoim oddechu, odliczaniu, a skupil sie na Tobie, i tym co powoduje opór.
Różnica miedzy spostrzegawczym regreserem, a terapeutą który nie mial trudnego dziecinstwa, braku otwartosci do ludzi, czy wstydliwego robi OGROMNA roznice. Mi sie jeszcze nie zdarzylo, abym nie rozumial problemu klienta, aby nie potrafil wejsc w problem. U mnie sesja trwa do momentu, az sie wyciszaja odczucia. Tyle ile potrzeba. Najdluzsze robilem za darmo, czy na wymianę - z zyczliwosci, po 3-4h (przy duzej otwartosci).
Pomocne tez, i to diabelnie, jest uswiadomienie sobie, jak bardzo chcemy obwiniac sytuacje z zewnatrz, dyskusje, zaczepi, zamiast kierowac energie na uswiadamianie, pracę, i dogrzebywanie sie bolesnych wspomnien.
-
Inga, Mariomar
Rzecz w tym, że ja ostrzegałem przed błędnym korzystaniem z afirmacji.
Wynika z tego, ze nie przepisałem bezmyślnie tez z amerykańskich podręczników rozwoju duchowego czy osobistego.
I będę wdzięczny za zaprzestanie głoszenia takich nieprzemyślanych opinii, gdyż one są potem cytowane przez rózne złośliwe osoby na innych forach.
Zdanie "Świat jest dobry" nie jest afirmacją! To nie jest prawda!
Prawdą by było: "Świat jest wystarczająco dobry dla mnie, (by mi się tu żyło dobrze, bezpiecznie, szczęśliwie i w poczuciu spełnienia)".
Więcej w moim art. "Landrynkowy swiat"
-
"Ja za pomocą afirmacji zabiłam swoje dziecko wewnętrzne.
Na początku miałam bardzo żywe odzewy na afirmacje. Teraz wiem że to moje dziecko wewnętrzne w ten sposób usiłowało nawiązać ze mną kontakt.
A działo się to tak.
Pisałam afirmację np. świat jest dobry
Z mojego wnętrza odzywał się protest, że nie , że przecież tyle złego jest na świecie. A ja w odpowiedzi twardo pisałam dalej- świat jest dobry. Głos ze środka znów protestował i wykazywał że to nieprawda.
Ja na to twardo i nieugięcie – bo przecież celem było przeprogramowanie i nauczenie podśwaidomośći – świat jest dobry. A moje dziecko wewnętrzne czuło się coraz bardziej lekceważone, niewysłuchane, odrzucone i głos stawał się coraz słabszy. W końcu zamilkł.
Od tamtej pory nie mam kontaktu ze sobą, jestem od siebie całkowicie odcięta.
A za pomoca afirmacji tworzyłam sobie świat iluzji, sztuczną rzeczywistość, taką jaką chciałabym mieć i przebywałam w tym świecie w wyobraźni. To katowanie się afirmacjami stosowałam przez 15 lat do czasu utraty wszystkich uczuć. A że czułam coraz mniej negatywnych uczuć więc myślałam że to zmiany na lepsze."
może tu jest klucz do uzdrowienia. Po pierwsze oczywiście "swiat jest dobry to nie afirmacja", po drugie można by postawić na odzyskanie kontaktu ze sobą poprzez przebaczenie sobie ze się nie używało prawidłowo afirmacji i afirmowanie wolności od skutków tych praktyk i wszystkich intencji ich podtrzymywania
-
Mariusz
"może tu jest klucz do uzdrowienia. Po pierwsze oczywiście "swiat jest dobry to nie afirmacja", po drugie można by postawić na odzyskanie kontaktu ze sobą poprzez przebaczenie sobie ze się nie używało prawidłowo afirmacji i afirmowanie wolności od skutków tych praktyk i wszystkich intencji ich podtrzymywania"
Przecież Inga wyjaśniała, że rzuciła "świat jest dobry" jako przykład i raczej nie stosowałaby takiej afirmacji. Pomysł wyleczenia afirmacją znieczulenia spowodowanego afirmacjami, to propozycja typu, masz kaca, to wypij szklankę wódki.
-
Pracowałem z klietką, która wiele lat afirmowała, a efekty były mizerne. Głównie w wyniku afirmowania bolała ją głowa. A więc ograniczyła tę metodę.
Kiedy wreszcie zdecydowała się do tego przyznać, poprowadziłam jej kilka sesji regresingu, gdzie okazało się, że ona się po prostu presjowała zmuszając podświadomość do zaakceptowania afirmacji powtarzając dokładnie metodę presjowania jej przez matkę. Autopresja była bardzo silna, co budziło sprzeciw podświadomości podobny do tego, jakim sprzeciwiała się presjom matki. Po sesjach autopresje zmniejszyły się, ale nie odpuściły do końca.
Dopiero 2 sesje wypalania węzłów karmicznych usunęły autopresje i zmniejszyły napięcie w głowie do takiego stopnia, że mogła afirmować na luzie i świadomie.
PROSZĘ, PRZESTAŃCIE NAMAWIAĆ Ingę, by wróciła do afirmacji.
To naprawdę nie dla niej, przynajniej nie na teraz.
-
To jest oczywiste ,że nie ma co wrzucać do jednego wora wszystkich .Ludzie mieli różne dzieciństwo i w związku z tym (jako ,że to dzieciństwo wpływa najbardziej na stan psychiki ). Nie można mówić ja też miałem problemy ,czy wszyscy mieli problemy ,bo po prostu niektórzy mieli takie ,że nawet nie mogli by sobie inni tego wyobrazić .Ja też nie miałem łatwo ale to co Mariomar opisał i pewnie też Inga przeżyła to jest masakra .Ja się wcale nie dziwię ,że im afirmacje nie działały ,bo przy takich lękach ,emocjach i zaślepieniu spowodowanym tym co przeżyli to poczucie czegokolwiek pozytywnego wydaje się prawie niemożliwe .Warto sobie odpuścić i zaakceptować swoje tempo rozwoju ,to że się ma problemy gdy inni w łatwiejszy sposób się od nich uwalniają i warto nie czuć się przez to gorszym człowiekiem ,ze nie idzie tak jak innym .Warto też wybaczyć ,że nikt o tym nie wspominał że afirmacje nie zadziałają i że się przez to jeszcze bardziej pogubiło ,no i warto się otworzyć tak jak Mariomar na inne skuteczniejsze terapie (np.węzły).
Abstrahując ,ja pamiętam jak ja coś wspominałem o dzieciństwie czy rodzicach (z wtedy),to byli tacy co się na mnie oburzali ,że jak tak mogę mówić albo tacy co mówili ,ze mi się tylko wydawało ,że to kwestia nastawienia ,tylko dlatego ,ze oni sobie tego nie mogli wyobrazić i im się wydawało ,ze mi się wydaje.
-
ontoja
To wazne wyjasnienie, ktore dopisales. Obrazuje czesto brak akceptacji, ze wzgledu na niemozlliwosc wyobrazenia sobie trudnej rodziny, i od razu negowanie, ze to niemozliwe. To znak, ze to nie jest wlasciwa osoba, aby brac jej slowa za w pelni prawdziwe, i adekwatne do sytuacji.
Poza tym, warto zebym dopowiedzial. Trzymanie sie afirmacji, bez zwracania uwagi na to co sie dzieje, to jak prowadzenie sesji regresingu, bez zwracania uwagi na klienta, i to co mowi. Wlasnie o to chodzi w afirmacjach, aby pojawily sie reakcje, I to moze byc wspomnienie, odczucie w ciele, lub wrecz dzialanie. Dotyczy to osob, ktorzy rozpoznaja istnienie emocji, i potrafia cos na ich temat powiedziec.
Mozemy sobie wyobrazic, co by sie dzialo, gdyby w trakcie zycia, robic cos przeciwnego, do tego co sie akurat zechcialo, zdecydowalo, nie jako praktyke docierania do zagluszonej podswiadomosci, i wspomnien.
Chcemy zjesc? Idziemy na spacer. Pojawia sie bol glowy, wmawiamy sobie, nic mnie nie boli. Jemy posilek, ktory nam nie smakuje, wciskajac go w siebie, mimo ze cialo mowi, ze smak potrawy jest nie taki, jak byc powinien - nieswiezy, z podejrzeniem plesni. Spirala zaklamywania sie przyniesie efekty.
Co innego jesli sa to afirmacje, ktore maja wydobyc na swiatlo dzienne odczucia. Czesto sie zdarzalo, w wypowiedziach w watku o afirmacjach, ze ludzi pisali afirmacje, i efekty byly _zadne_. Nie pojawialo sie nic, tylko , i tu byla cala lista: nuda, zlosc, wkurzenie. Mimo tego, ze pojawiala sie reakcja ciala, to nie bylo na to kontry, w postaci zwrocenia uwagi na cielesna reakcje i pozniejszego dzialania, obserwacji, refleksji nad tym.
To bardzo czeste rowniez w trakcie sesji, ze klient opowiada, ze on ma sesje trudne, bo NIC NIE KOJARZY SIE, i lezy jak kloda. Tylko : zlosc, wkurzenie, nuda, i zniecierpliwienie. I czasem agresja. I dalej jest w stanie twierdzic, ze nic to nie dziala. I tak nadal bedzie, jak nikt nie zwroci mu uwagi na to, ze to co sie pojawia, to emocje, reakcje. Dotychczasowy sposob reagowania na takie sytuacje to bylo czesto tlumienie, negowanie. Tu powinno nastapic zatrzymanie i rozwijanie umiejetnosci obserwacji.
I tu moga pomagac, odreagowanie blokad pamieci, rozmowa, dialog z kims, kto rozumie i akceptuje wydarzenia z naszego dziecinstwa, wezly, basen, spacer, bieganie - ruch ciala pobudza miesnie, blokady, wtedy wracaja czesto wspomnienia. A takze rozmowa ze soba. Notowanie w notatniku naszych odczuc - wtedy kiedy podswiadomosc chce sie otworzyc.
-
Bardzo dziękuję wam za wasze posty .
Wszystkie ! Wiele mi wyjaśniają !
Nareszcie. Po tylu latach .
Zawsze stawiałam na młodzież :)))
-
Byłam dziś na szkoleniu z zakresu rozwoju duchowego. Uderzyła mnie bardzo jedna rzecz. Na każde "negatywne" zdanie wypowiedziane przez kogoś była jedna reakcja: programujesz się , zmień program. Np. ktoś mówił mam problem z czymś, to odpowiedź była nie mów tak bo się programujesz.
-
Byłam dziś na szkoleniu z zakresu rozwoju duchowego. Uderzyła mnie bardzo jedna rzecz. Na każde "negatywne" zdanie wypowiedziane przez kogoś była jedna reakcja: programujesz się , zmień program. Np. ktoś mówił mam problem z czymś, to odpowiedź była nie mów tak bo się programujesz.
Wcale mnie to nie dziwi:)Sama mialam okazje brac udzial w warsztatach,gdzie pani bardzo dobrze znana w kregach rozwojowych mowila to samo:)
-
To zaklamywanie swojego aktualnego postrzegania.
Jesli czujesz, ze masz problem, to jest to fakt. To prawda dla ciebie. Jak poczujesz, ze ten problem znika, znikaja emocje, zmienia sie stosunek do tego, dopiero mozna mowic: czuje, ze to mnie nie dotyka, czuje sie ok.
Na poczatku warto uwierzyc, ze moze byc inaczej, ze jest taka opcja, a nie rzucac sie na teksty, typu nie programuj sie. Nazywanie czegos, to nazywanie. Inaczej sesja by nie dzialala, bo koncentrowanie sie na niemilym odczuciu, mysli "nie dam rady", "nie mam sily z tym, tamtym" nie dawaloby ulgi, a podtrzymywalo, programowalo.
-
Na tym szkoleniu mówili to uczestnicy i to różne osoby, ale na tyle często, że mnie to uderzyło To pokazuje jak wiele osób rozwijających się duchowo, błędnie interpretuje pewne rzeczy.
-
Często nie umieja pracowac realnie z przekonaniami.
Trafil mi sie jeden chlopak ktoremu odreagowywalem zmuszanie sie do myslenia tylko pozytywnego.
Zauwazyl, ze jak koncentrowal swoja uwage na myslach przyjemnych, to bylo mu milo. Pojawialy sie jeszcze te negatywne. Wymyslil wowczas, ze bedzie z nimi walczyl. Tak go pozniej to zmeczylo, wpadl w takie obsesje, pomieszanie, ze o jezu.
A to wszystko zapoczatkowane na forum pseudo rozowjowym. Bylo tam powiedziane, ze mysli wplywala na efekty osiagane w zyciu. Co z nimi robic, niekoniecznie. Co robic z myslami pojawiajacymi sie z nikad. Tez nie bylo opisow.
Efekty u osob, ktore zbyt plytko wchodza w jakis temat, i zaczynaja eksperymentpwac moga byc calkowicie nieprzewidywalne, bolesne, i szkodliwe. Slyszalem tez ostrzezenia, aby nie afirmowac sobie glupot, aby sprawdzic czy to dziala. Wyobrazacie sobie, ze byli ludzie, ktorzy wmawiali sobie glupoty, z pomoca tasm magnetofonowych. Nagrywali jakies bzdury, i potem tego sluchali? Robili tak. I chyba dwie osoby mocno na tym ucierpialy. Jedna popelnila zdaje sie samobojstwo, druga zbzikowala.
Nie ma zabawy z soba, bez ponoszenia efektow, kiedy sie robi cokolwiek, a tym bardziej glupoty.
-
MariuszEro
Trafil mi sie jeden chlopak ktoremu odreagowywalem zmuszanie sie do myslenia tylko pozytywnego. Zauwazyl, ze jak koncentrowal swoja uwage na myslach przyjemnych, to bylo mu milo. Pojawialy sie jeszcze te negatywne. Wymyslil wowczas, ze bedzie z nimi walczyl. Tak go pozniej to zmeczylo, wpadl w takie obsesje, pomieszanie, ze o jezu.
Dokładnie.
Ja miałem podobną obsesję na punkcie uważności. Czytałem książkę: Umysł zen, umysł początkującego, w której była mowa o byciu świadomym. Ponieważ, jak każdy, działałem mechanicznie i byłem nie świadomy swoich myśli, zacząłem zmuszać się do bycia świadomym. Pamiętam, że po pewnym czasie robienia tego na siłę przeradzało sie to w obsesję i powodowało nerwicę. Dobrze że w porę się zorientowałem i zaprzestałem, bo nie wiem czym by się to skończyło. Zrozumiałem, że NIC NA SIŁĘ.
-
Przyznam szczerze, że jak odłożyłem afirmacje i nie mam się czym już hipnotyzować, jebie mnie równo. Nie mam w co uciec, mój umysł szaleje, nie mogę sobie znaleźć miejsca. Zaczynam uciekać w metodę, którą znam z dzieciństwa - w sen. Chyba na razie otrzeźwienie mnie przerasta, nie mówiąc już o skupianiu się na swoich emocjach i docieraniu do ich korzeni. Zaczynam zasypiać.
-
Zacznij to wszystko wyrażać na papierze. Rysuje emocje, wypisuj co czujesz, drzyj kartki, Możesz to robic nawet godzinami. Potem przygladaj się rysunkom i może bedą ci się z czymś kojarzyc.
-
Kurczę, na tą chwilę wziąłbym kartkę i rył w niej tak długo, aż by się zrobiła dziura na wylot.
-
To chyba oznacza, że Twoje wnętrze potrzebuje się wydostać z tego kokonu, który sobie zbudowałeś przez pozytywne programowanie. Jakieś zagłaskanie problemów i teraz one chcą sie wydostać na zewnątrz.
-
Mnie czasami robiły sie dziury
-
:)
-
W 95 roku zanotowałam sobie taki problem
Dlaczego inni ludzie mogą mówić a ja mam siedzieć cicho i nie odzywać się? Moja babcia dużo ii głupio mówiła a mnie kazała siedzieć cicho. Dlaczego ludzie złoszczą się jak ja mówię a sami mówią bez przerwy? A potem jeszcze mają pretensję że milczę i jestem milczkiem.
Na ten problem pisałam afirmację z odpowiedziami - ja mam prawo się odzywać. I to pisanie niczego mi nie dało. Nadal bałam się tak samo.
Niedawno po 5 latach terapii, jak zwykle bałam się odzywać do terapeuty.
I wreszcie udało mi się wejść w kontakt z tym lękiem. Po 5 latach terapii poczułam się na tyle bezpiecznie że przypomniałam sobie momenty kiedy ten lęk powstał. Przypomniałam sobie czas gdy miałam 2-3 lata i próbowałam się odzywać. Wtedy następował na mnie atak. Ojciec wrzeszczał z wsciekłością przeklinając jak tylko coś zaczynałam mówić. Atakował mnie przy tym energetycznie. Tak się go bałam że siedziałam nieruchomo i udawałam że nie istnieję. Uznałam że mogę przeżyć tylko wtedy gdy mnie nie będzie. Ten lęk nie pozwalał mi na wydobycie głosu z siebie.
Ta sesja była bardzo ważna. Od tamtej pory przestałam się bać mówić do terapeuty.
I co w takim wypadku mogła zdziałać afirmacja? Nic. Nie było żadnej szansy aby mi pomogła chociaż cokolwiek.
Przy tak silnych traumach afirmacje nie są w ogóle przydatne bo się ślizgają tylko po powierzchni.
-
a jakie odpowiedzi wtedy pojawiały się najczęściej i nie zniknęły pod wpływem afirmacji? masz jeszcze ten zeszyt?
-
Mi stary bloki na gardło zakładał jak się urodziłem
-
Mariusz
Nie mam zeszytu z odpowiedziami.
Ale nigdy nie udało mi się wprowadzic treści afirmacji chociażby w małym stopniu.
I dlatego w późniejszym okresie zaczełam stosować metody siłowe czyli powtarzanie afirmacji aż do skutku.
-
ale częste odpowiedzi przerabiałaś na nowe afirmacje?? nie pamiętasz czy pojawiała się w odpowiedziach złośc na ojca lub strach przed nim??
bo afki też teoretycznie powinny pozwolic do tego dotrzeć, chociaż mogłaś mieć wtedy duży poziom lęku i nie byc w stanie utrzymać koncentracji
-
Przerabiałam.
Nie pojawiała mi się złość na ojca ani lęk przed nim ponieważ miałam to stłumione.
Pojawiało mi się natomiast obwinianie siebie i ataki na siebie.
Tego typu- ojciec jest wielki mądry i wspaniały a ty jesteś śmieciem zerem i niczym. Powinnaś chodzić przed nim na kolanach. To takie mechanizmy obronne.
Tego typu odpowiedzi miałam w róznych afiramcjach a ciągnęlo się to przez lata.
-
Nadal tego nie przerobiłam. Odpowiedzi jakie dostaję od podśwaidomości, jako reakcje na coś z czym sobie nie radzę to - zabić siebie.
Moja podświadomość widzi tylko takie rozwiązanie.
-
Od poczatku swojego życia byłam zabijana.
Moja podśwaidomośc myśli że życie polega na zabijaniu mnie i rowiązanie kazdego problemu widzi w zabijaniu mnie.
-
Czasem dobrze działa na podświadomość pokazanie jej innej wizji, pokazanie jej, że może być inaczej niż to do czego jest przyzwyczajona, przekonana.
Pomocne może być pytanie "Co zrobiłabym, kim byłabym bez tej myśli?". Szukanie też takich sytuacji w życiu, kiedy to jej przekonanie nie potwierdziło się. To czasem czasochłonnych proces, ale w pewnym momencie podświadomość sama załapuje, że może jednak jest inaczej.
-
Myślisz że gdyby to działało to mój terapeuta nie wpadł by na taki pomysł?
-
Myślisz że gdyby to działało to mój terapeuta nie wpadł by na taki pomysł?
U mnie działa :)
Fakt, u ciebie nie musi. Tylko skąd wiesz, że nie działa?
-
U ciebie działa bo masz do czego się odnieść. Masz do czego porównać.
Nie da się stworzyć czeogoś z niczego. Musi byc chociaż zaczyn. Musi być jakikolwiek pozytyw. Jak jest sama ciemność to skąd ma się wziąc światłość?
-
U ciebie działa bo masz do czego się odnieść. Masz do czego porównać.
Nie da się stworzyć czeogoś z niczego. Musi byc chociaż zaczyn. Musi być jakikolwiek pozytyw. Jak jest sama ciemność to skąd ma się wziąc światłość?
Inga, a sam fakt że żyjesz, pomimo takich przekonań podświadomości? Czy to nie jest już coś? Czy to nie jest to światło, którego potrzebujesz? A te rzeczy, które udało ci się przerobić, puścić? To są fakty i pozytywy :)
-
Czuję się tak bardzo nierozumiana że się zastanawiam nad odejściem z forum.
-
Czuję się tak bardzo nierozumiana że się zastanawiam nad odejściem z forum.
Inga, faktycznie czasem cię nie rozumiem. Czasem próbuję się do ciebie przebić.
Ale cieszę się że jesteś tu :)
-
Albo przestanę o sobie pisać.
-
Nie wiem kim jestem ani jaka jestem, brak mi własnej tożsamości. A czuję bardzo silne presje mówiące mi jaka jestem. To mi bardzo zaburza proces budowania siebie, polegający na odkrywaniu tego jaka jestem i kim jestem. Ciągle muszę walczyć z tym co do mnie płynie i zaciskać głowę aby tego nie wpuszczać. A przez to jeszcze bardziej odcinam się od siebie.
Moja mama nigdy mnie nie słuchała bo zawsze sama lepiej wiedziała jaka ja jestem , co lubię, czego chcę i co ja myślę. Nigdy mi nie pozwoliła wyrazić siebie.
Na tym forum też jest mnóstwo ludzi którzy lepiej ode mnie wiedzą co mam w środku i jaka ja jestem.
Nie mam już siły aby z tym walczyć. Muszę się pogodzić z tym że nie potrafię siebie opisać tak aby było to zrozumiałe dla innych, jestem na to za słaba i mam zbyt małą siłę przebicia aby przeforsować mój obraz siebie. I tak inni zawsze będą wiedzieli lepiej ode mnie co ja mam w środku.
Muszę przestać o sobie pisać.
-
Ah Inga, niełam się :)
Napewno dasz sobie rade, prędzej czy później odkryjesz samą siebie.
Ja też lubie jak jesteś.
Trzymaj sie
-
Inga a jaki jest cel twojego pisania na forum? Rad nie potrzebujesz to już wiemy.
Przekonanie nas że jesteś ciemnością, że nic na Ciebie nie działa (z wyjątkiem terapeuty). Że nic nie czujesz? Mamy Ci w tym przytakiwać?
-
Inga
"Na tym forum też jest mnóstwo ludzi którzy lepiej ode mnie wiedzą co mam w środku i jaka ja jestem.
Nie mam już siły aby z tym walczyć. Muszę się pogodzić z tym że nie potrafię siebie opisać tak aby było to zrozumiałe dla innych, jestem na to za słaba i mam zbyt małą siłę przebicia aby przeforsować mój obraz siebie. I tak inni zawsze będą wiedzieli lepiej ode mnie co ja mam w środku.
Muszę przestać o sobie pisać."
Inga,ale sa tez tacy ,ktorym Twoje posty wiele pomogly:)
A to,ze nie jestes przez wszystkich rozumiana to co z tego?Nie musiasz sie przeciez nikomu tlumaczyc.Ja tez nie rozumiem czasem niektorych osob tutaj,ale nie jest moim obowiazkiem ich rozumiec :)
-
Kaja.
Nie masz obowiązku mi przytakiwać i ja tego od ciebie nie oczekuję.
A jeżeli nie wiesz co poza tym mogłabyś mi odpowiedzieć to twój problem.
Doktor X, Semira - dziękuję :)
-
Kaja
A jaki jest twój wkład w to forum?
-
Inga
Dodam,ze swego czasu tez reagowalam na Twoje posty dziwnie,ale po jakims czasie zrozumialam,ze to nie ma nic wspolnego z Toba ,tylko ze mna.Po prostu pokazywalas mi jakies rzeczy mocno wyparte u mnie.
Ja tez mialam osoby ,ktore mnie tutaj probowaly uswiadamiac w jakimz ja wielkim bledzie jestem ,ze mysle tak jak mysle :)A ja sie tylko po cichu smialam bo wiedzialam,ze to nie ma nic wspolnego ze mna tak naprawde:))
-
Inga,
ja wiem że nie mam obowiązku, pytanie było czego ty oczekujesz.
ja wiem co mogłabym Ci napisać ale wiem też że tego nie chcesz więc tego nie robiłam.
Nie wiem czy mam jakikolwiek wkład w to forum, ale forum w moje życie duży - taki był i jest mój cel bycia na tym forum.
Dlaczego mój post odbierasz jako atak na Ciebie? To że ktoś ma inne zdanie nie znaczy wcale że Ciebie nie rozumie lub nie akceptuje.
-
Ja tez mialam osoby ,ktore mnie tutaj probowaly uswiadamiac w jakimz ja wielkim bledzie jestem ,ze mysle tak jak mysle :)A ja sie tylko po cichu smialam bo wiedzialam,ze to nie ma nic wspolnego ze mna tak naprawde:))
Semira, ja myślę że generalnie osoby ustosunkowujące się do czyjejś wypowiedzi czy nawet dające rady kierują się dobrymi intencjami. To przecież nie jest tak że ktoś zmusza kogoś do zmiany przekonań.
-
W Waszej dyskusji fajna rzecz wyszła
to my sami decydujemy czyj impuls będzie rzeczywistym impulsem. Na początku "musi"pojawić się zaufanie. Bez zaufania automatycznie wkracza się w ocenianie i wtedy z aspektu "chcę coś przerobić" aktywność przenosi się do obszaru "udowodnie, że osoba "Z" nie ma racji w stosunku do mnie" więc nie dziwota, że nie wychodzi. A wląsciwie wychodzi, że bardziej ważna jest relacja z osobą "Z" niż konstruktywne rozwiązanie.
A jak jest zaufanie i dopóki jest zaufanie, to cuda się dzieją:)
-
Nie wiem kim jestem ani jaka jestem, brak mi własnej tożsamości. A czuję bardzo silne presje mówiące mi jaka jestem. To mi bardzo zaburza proces budowania siebie, polegający na odkrywaniu tego jaka jestem i kim jestem. Ciągle muszę walczyć z tym co do mnie płynie i zaciskać głowę aby tego nie wpuszczać. A przez to jeszcze bardziej odcinam się od siebie.
Moja mama nigdy mnie nie słuchała bo zawsze sama lepiej wiedziała jaka ja jestem , co lubię, czego chcę i co ja myślę. Nigdy mi nie pozwoliła wyrazić siebie.
Na tym forum też jest mnóstwo ludzi którzy lepiej ode mnie wiedzą co mam w środku i jaka ja jestem.
Nie mam już siły aby z tym walczyć. Muszę się pogodzić z tym że nie potrafię siebie opisać tak aby było to zrozumiałe dla innych, jestem na to za słaba i mam zbyt małą siłę przebicia aby przeforsować mój obraz siebie. I tak inni zawsze będą wiedzieli lepiej ode mnie co ja mam w środku.
Muszę przestać o sobie pisać.
Inga, nie poddawaj się. Ja wiem, że kolejne 50 lat robienia węzłów to rzecz przerażająca, ale sama sobie powiedz - co masz lepszego do roboty. Mnie też przerasta czasem wizja iluś set węzłów do zrobienia, gdy sobie pomyślę, czy to w ogóle działa, czy nie działa? Że wydaję pieniądze na takie pierdoły, podczas gdy szukam pracę. Ale lepszej perspektywy na siebie nie mam, aniżeli cierpliwe, żmudne stosowanie węzłów. No bo co mam innego robić? Zwariować? Nie chcę. Mam szansę od życia i chcę ją wziąć, a że to będzie setki węzłów, zanim się uzdrowię, i że nie raz (pewnie raz na tydzień) załamię się, czy to w ogóle ma sens, no cóż - uważam że to i tak warto. Masz dobrą metodę, to z niej korzystaj.
Inga, już wiesz, że afki na Ciebie nie działają i już nie musisz tego nikomu udowadniać. Oboje wspólnie stwierdziliśmy, że to nam wyjątkowo szkodzi i zostawmy ten temat. My o tym wiemy, więc trzeba iść dalej. Kilka osób też potwierdziło, że afki im nie działają, np. Doktor. A że ludzie lubią nam doradzać - to chyba dobrze, ale możesz sobie myśleć na porady w swój sposób. Trzym się! :)
Pewnie troszkę izolacji od forum na pewno dobrze Ci zrobi, pozwoli nabrać dystans, ale nie warto stąd uciekać. :)
-
Słuchajcie
Wężły fajna sprawa ale jest też mase innych metod które oferują np. ludzie z forum. Polecam m.in. usługi Moniki Korbut.
Jak kolwiek dobrą pomoc otrzymuje się od innych to jednak trzeba wziąć pod uwage że inni niemogą odwalić za nas całej brudnej roboty.
Myśle że inni mogą pomuc, nawet bardzo, dać niezłego buffa, kopa rozwojowego, z pomocą innych można jechać 100km/h podczas gdy samemu jedzie sie 40km/h ale niewłaściwym by było się od nich uzależniać tak jak uzależniać się od tego forum.
To do nas należy zrozumienie danej lekcji życia, wyciągnięcie z niej wniosków, ogarnięcie tego.
Po za tym jest jescze Bóg, WJ, zapomnieliście ? Tyle się ostatnio pisało a nikt niewspomniał że przecież jest WJ które zawsze służy nam pomocą. Ja mam z nim kiepski kontakt ale być może Wy macie lepszy.
Aha, znam też jedno fajne przesłanie na koniec. Niewiem kto to mówił ale jest niezłe
"Jeśli naprawde chcesz to znajdziesz sposób"
-
Inga
Robisz tak wiele dla siebie, że ja jestem pełen uznania. Odkrywasz siebie, swoje bolesne przeżycia i to się liczy.
De Mello ładnie określił tę podróż duchową: jest to poznawanie Prawdy. Prawdy pisanej przez duże P, bo to jest prawda o sobie samym. W tej wędrówce ona liczy się najbardziej. Dlatego życzę Ci powodzenia; świetnie sobie radzisz.
Co do afirmacji, nie dotyczy m.in. Ingi.
Mam takie wrażenia. Osoby, które miały despotycznych rodziców, mają problemy zaakceptowaniem afirmacji, ponieważ afirmując słyszą głos despotycznego rodzica, który im rozkazuje jacy mają być. Ich podświadomość w mniejszym lub większym stopniu broni się przed treścią afirmacji, bo odbiera ją jak rozkazy znęcającego sie ojca lub matki. Wtedy ważne jest dogadanie się ze sobą i pisanie afirmacji ze słowem: pozwalam sobie, mam prawo.
-
Inga, a sam fakt że żyjesz, pomimo takich przekonań podświadomości? Czy to nie jest już coś? Czy to nie jest to światło, którego potrzebujesz? A te rzeczy, które udało ci się przerobić, puścić? To są fakty i pozytywy :)
Grażyna
Czy znasz zasadę działania tej metody? Wiesz dlaczego ona działa i co zachodzi wtedy w psychice?
Bo na tej podstawie można zobaczyć czy ona się nadaje dla mnie.
Ja wiem dlaczego ona działa ale obawiam się że ty nie wiesz i dlatego mi ją zaproponowałaś.
Kaja
Cały wydźwięk twojej wypowiedzi brzmiał- ponieważ piszesz tu po to aby ci przytakiwać, więc twoje pisanie tu jest bezcelowe.
Niestety ale nie rozumiesz że potakiwanie komuś a rozumienie go to są dwie różne sprawy.
Rozumienie kogoś to zauważanie jego prawdziwego ja, widzenie prawdy o kimś. A gdy prawdziwe ja czuje się zauważone to wtedy wzrasta, wzmacnia się i dlatego bycie rozumianym jest takie pożądane.
Natomiast gdy jest się nierozumianym to następuje zamykanie siebie i uciekanie w głąb siebie.
Zaś potakuje się z różnych powodów.
A jeżeli to co piszę, nie odpowiada ci, to po prostu nie czytaj moich wypowiedzi.
-
Kaja
Cały wydźwięk twojej wypowiedzi brzmiał- ponieważ piszesz tu po to aby ci przytakiwać, więc twoje pisanie tu jest bezcelowe.
Inga, ani przez chwilę tak nie pomyślałam. Chodziło o to, że nie wszyscy tu na tym forum parzą na Ciebie tak negatywnie jak ty sama.
Odnośnie rozumienia, można rozumieć ale nie zgadzać się we wszystkim.
-
Grażyna
Czy znasz zasadę działania tej metody? Wiesz dlaczego ona działa i co zachodzi wtedy w psychice?
Bo na tej podstawie można zobaczyć czy ona się nadaje dla mnie.
Ja wiem dlaczego ona działa ale obawiam się że ty nie wiesz i dlatego mi ją zaproponowałaś.
Inga wystarczyło napisać, że to nie dla ciebie metoda i było by po dyskusji.
Nie musisz zaraz szpili mi wciskać.
Nie mam zamiaru przekonywać cię na siłę do czegokolwiek.
-
Ja nie czułam że wciskam ci szpilę.
Czułam że znów muszę się bronić przed czymś co mi jest narzucane i muszę się tłumaczyć dlaczego tego nie chcę przyjąć.
-
Inga rozumiem, twoją potrzebę by dostrzec cię prawdziwą, taką jaką jesteś.
Masz do niej całkowite prawo.
Tylko chyba za dużo od nas oczekujesz. Mało osób ma rozwinięte postrzeganie duchowe na tyle, by cię taką dostrzec. A zwykłe postrzeganie oparte na doświadczeniu i wiedzy jest nie wystarczające.
Ja jestem w stanie zrozumieć cię na 60-70% Bo na tyle pozwala mi moje doświadczenie i wiedza. Może kiedyś jak bardziej rozwiną mi się duchowe umiejętności będę mogła rozumieć cię bardziej.
-
Ja nie czułam że wciskam ci szpilę.
Czułam że znów muszę się bronić przed czymś co mi jest narzucane i muszę się tłumaczyć dlaczego tego nie chcę przyjąć.
Nie musisz mi się tłumaczyć, mów że nie chcesz i wystarczy :)
-
No własnie, chyba za dużo oczekuję.
-
No własnie, chyba za dużo oczekuję.
Po to własnie ludzie ze sobą rozmawiają i wyjaśniają sobie różne sprawy, wątpliwości, niejasności, żeby móc lepiej siebie zrozumieć. Móc zobaczyć tę drugą osobę jej oczami.
Dlatego to co piszesz o sobie jest sposobem na to, żeby lepiej cię poznać i lepiej móc cię rozumieć. Bez tego ani rusz. Bo telepatia nie jest powszechna ;)))
-
Chodziło o to, że nie wszyscy tu na tym forum parzą na Ciebie tak negatywnie jak ty sama.
Wiem że nie widzą mnie takiej jaką ja sama siebie widzę.
Tylko że to co ja o sobie piszę nie wynika z tego że tak mi się wydaje tylko jest to wszytko oparte na wglądach w siebie. Dlatego nie są to opinie z którymi można dyskutować lecz fakty.
Mam dużą samośwaidomość i udało mi się bardzo głeboko wejść w swoją psychikę, bo moja praca nad sobą na tym się opiera.
Dlatego to zaprzeczanie mi że nie mam racji co do siebie tak bardzo na mnie źle działa.
-
Inga, nie poddawaj się. Ja wiem, że kolejne 50 lat robienia węzłów to rzecz przerażająca, ale sama sobie powiedz - co masz lepszego do roboty.
Z takim samopoczuciem jakie mam, poza pracą nad sobą nie mam niczego innego do roboty i to włąściwie jest moje jedyne zajęcie. Wszystkie pozostałe czynnośći traktuję jako dodatek i coś co musze zrobić aby umożliwić przeżycie ciału fizycznemu.
-
Inga
Dlatego życzę Ci powodzenia; świetnie sobie radzisz.
[/quote
Cieszę się że we mnie wierzysz.
-
Inga
To, co napiszę, nie wynika z tego, ze "wiem lepiej niż Ty". Wynika z tego co wiem w związku z tym, co SAMA o sobie napisałaś. I nie ma CIę atakować!
Napisałaś: "Na ten problem pisałam afirmację z odpowiedziami - ja mam prawo się odzywać. I to pisanie niczego mi nie dało. Nadal bałam się tak samo".
A potem: "I co w takim wypadku mogła zdziałać afirmacja? Nic".
Faktycznie, jeśli się TYLKO pisze kolumnę reakcji, a nie korzysta z niej, by tworzyć na jej podstawie nowe afirmacje, to nic nie daje.
Gdyby zanalizować kolumnę reakcji, to by się udało stworzyć nową afirmację: "...mam prawo się odzywać. Jestem z tym BEZPIECZNA i w porządku". Albo: "Bóg mnie chroni, kiedy się odzywam". Albo "Jestem naprawdę bezpieczna, kiedy się odzywam".
Oczywiście, możliwości jest wiele.
Nie wiem, jak pracowałaś z afirmacjami?
Znam jednak ludzi, którzy świadomie odwlekają pracę z afirmacjami, które wynikają z analizy kolumny reakcji. I to bardzo ważnymi afirmacjami, bez których podstawowa afirmacja nie ma szans się zrealizować, czy nawet zostać zaakceptowana przez podświadomość
Z dalszych rozważań wynika, że trzeba zmienić program: "ojciec jest wielki mądry i wspaniały a ty jesteś śmieciem zerem i niczym. Powinnaś chodzić przed nim na kolanach".
na:
"Jestem NORMALNA, wielka, mądra wspaniała, jestem równa mojemu ojcu. Jestem z tym bezpieczna i w porządku".
Z kolei program:"Od poczatku swojego życia byłam zabijana.
Moja podśwaidomośc myśli że życie polega na zabijaniu mnie i rowiązanie kazdego problemu widzi w zabijaniu mnie".
Warto zmienić na taki:
"Żyję i to jest fakt. A więc jednak istnieję po to, by żyć. Rozwiązywanie moich problemow polega na tym, że żyję coraz lepiej".
Można też afirmować z EFT:
Pomimo że podświadomośc starała się mnie zabić, to jednak żyję, żyję, żyję....
Tak więc rozwiązanie moich problemów polega na tym, że żyję.....
Rozwiązywanie moich problemów prowadzi do tego, że żyję coraz lepiej .....
TO JEST ODNIESIENIE SIĘ DO FAKTÓW, KTÓRE ZNASZ, których doświadczyłaś. Niezależnie od tego, jak te fakty dotąd interpretowałaś. Bo faktem jest, że podświadomośc Cię nie zabiła. To nie ma nic wspólnego z tym, kim jesteś i jaka jesteś. A więc nie masz powodu bronić się przed prawdą, że żyjesz i że Cię podświadomośc nie zabiła.
A że się czujesz niezrozumiana?
To kwetia Twojej interpretacji, a niekoniecznie rzeczywistości. To kolejny program do zmiany.
Ponieważ Twoje negatywne programy to przekonania BAZOWE, to samo ruszenie ich może niczego nie zmienić. Trzeba w tym przypadku odwołać się do wypalenia węzłów karmicznych, z którymi owe przekonaia są powiązane.
Terapeuta nie jet Bogiem, więc mógł nie wpaść na ten czy inne pomysły.
A może po prostu do dziś nie byłaś otwarta, by to zauważyć i przerobić?
Jeśli Kaja nie wie, co mogłaby Ci podpwoiedziec, to NA PEWNO NIE JEJ PROBLEM!
Bo ona nie ma obowiązku Ci niczego podpowiadac.
Tak to bywa, że ktoś głośno prosi o pomoc, ale nie chce jej przyjąć, bo mu się podświadomowsć buntuje na mamusię.
Ktoś inny z kolei przekonuje, że nikt i nic mu nie pomaga, ale jego podświadomość już pracuje nad możliwością przyjęcia pomocy.
-
Jeżeli uważasz że ty mnie znasz lepiej niż ja sama to tylko mogę ci pozwolic trwać nadal w tym przekonaniu. Niczego innego nie dam rady zrobić.
-
Po prostu nie chcesz pewnych rzeczy zobaczyć, nie chcesz wyjść poza schemat w którym jesteś i ja na to nic nie poradzę.
-
Jeśli Kaja nie wie, co mogłaby Ci podpwoiedziec, to NA PEWNO NIE JEJ PROBLEM!
Bo ona nie ma obowiązku Ci niczego podpowiadac.
Tak to bywa, że ktoś głośno prosi o pomoc, ale nie chce jej przyjąć, bo mu się podświadomowsć buntuje na mamusię.
CZytaj uważniej.
Ja nie chciałam żeby ona mi cokolwiek podpowiadała. Napisałam że jeżeli poza przytakiwaniem mi nie wie co innego mogłaby mi odpowiedzieć- to jest jej problem.
A ja nie prosiłam o pomoc.
-
A moja podświadmość rzeczywiście ostatnio mocno zaczęła się buntować na mamusię i dążyć do oddzielenia od niej, a ciebie z nią utożsamia.
Ostatnio w dużym stopniu udało mi się to zrealizować.
-
Inga
Jak już przestaniesz mnie kojarzyć z mamą, guru i jeszcze kimkolwiek innym, to zapraszam, byś ponownie przeczytala moją długą wypowiedź.
Bo tam piszę o sprawach przed rozwiazaniem których bronisz się rękami i nogami już od lat.
Powodzenia.
-
Leszek
Porozmawiaj z moim terapeutą o mojej chorobie, to może coś ci się rozjaśni w głowie. Bo w tej chwili nasze rozmowy nie mają żadnego sensu.
-
Fsaktycznie, nasze rozmowy nie mają sensu. Dobrxze, że chociaż Twój terapeuta potrafi do Ciebie dotrzeć. I niech dalej dociera.
Ja jednak pozostanę przy rozwoju duchowym.
-
Mój terapeuta też się rozwija duchowo i przypuszczam że jest mocno zaawansowany.
-
Powiem Wam że przeżywam ostatnio jakiś totalny kryzys związany z sobą samą, pasjami i życiowymi okolicznościami i umiejętnościami...
Ale jestem sobie dzisiaj w barze fast foodowym typu kebabiarnia, czekam na zamówienie... a dwóch gostków wchodzi z fai, takich niby to przeciętnych typków... po czym jeden ogłasza do tego co realizował moje zamówienie "a Pani to Proszę dać wszystkiego co najlepsze i dużo tego, cokolwiek tam Pani zamówiła, bo Pani to w ogóle zasługuje na wszystko, wszystko co najlepsze." :))))))
super otrzymywać takie przekazy. W ogóle zdarzyło mi się już kilka razy że jacyś przypadkowo spotkani ludzie składali mi życzenia na ulicy. Niesamowite
-
UV zaslugujesz na wszystko co najlepsze dla Ciebie:))
-
UV
Super inspiracja. Świat Ci pokazuje, że to wszystko prawda :)
-
Dziękuję dziewczyny :)))))
Anaru
Cudowne zdjęcie :)
-
UV
wszystko będzie dobrze :)
-
Karina :):)
dziękuję
jak miło :o))))
-
:))
-
Inga dzięki CI za zaczęcie tej rozmowy o afirmacjach. Dzięki tej dyskusji zweryfikowałam swoje pisanie afirmacji. Uważam,że mi służą afirmacje i zamierzam z nimi pracować to 1.
2 - za mało uwagi kładłam na kolumnę reakcji- była, ale zdecydowanie pobieżnie często leciałam. Teraz koncentruję uwagę na tym co wychodzi. :) I mojej pś podoba się pisanie na 2/3 kartki :)
Mam teraz czas,że pracuje z 3 afkami ale za to jadę dokładnie. NIe przewalam się afkami a 3 to tak fajnie :) Zaczyna mi się bardziej podobać to pisanie.
Mojej pś podoba się pisanie po gorącym prysznicu :) albo po relaxie.
Gdyby nie ta dyskusja nie zweryfikowałabym swojej pracy i efekty byłyby współmierne do poprzedniego pisania-czyli mierne :)
Na razie też nie będę pisać ,że afki są cudowne bo to się okaże jak przyjdzie zbieranie owoców. Ale zamierzam siać.
Pozdrawiam:)))
-
Muszka :)
Cieszę się że tak myślisz.
Bo dla niektórych, np. Sebastiana było to tylko wszczynanie utarczek słownych.
Cieszę się że to co piszę przydaje się komuś.
-
Muszka !
Dokładnie tak
Dzięki Indze tez bliżej przyjrzałem się afirmacjom i gdyby nie ta dyskusja to niechciało by mi sie zajrzeć, poszukać jak prawidłowo afirmować mimo że wiedziałem że nierobie tego poprawnie.
Również przestałem stosować afirmacje - kłamstwa do długotrwałego pisania np. zawsze i wszędzie jestem bezpieczny. Zamiast tego zaczałem pisać tego typu afki tylko jednorazowo żeby powyciągać z pś to co tam siedzi na ten temat.
Także Dzięki Inga :)
Jesteś Wielka :)
-
Dziękuję za uznanie:)
Taka krytyczna rozmowa o afirmacjach była potrzebna.
-
Zaczęłam dziś pisać afirmacje w inny niż dotychczas sposób. Czyli skupiam się na treści afirmacji, a nie jak dotąd na ilości powtórzeń czy czasie ich pisania (tak mi kiedyś wytłumaczono, że mam pisać afirmacje tyle a tyle razy lub taki a taki czas;). I skończyło się to dla mnie stanem lekkiej nieprzytomności i bólem głowy ... znaczy się że dobry kierunek obrałam ;)
-
Tak, ja też ostatnio experymentowałem i afirmacja afirmacji nierówna.
Gdy siedziałem na balkonie i delektowałem się w ciszy i spokoju widokiem blasku zachodzącego słońca na kwitnących łąkach i drzewach to wtedy afirmacja miała moc. Jedna spokojnie, wolno i pewnie wypowiedziana afirmacja miała moc że odrazu było innaczej czuć. Nie to co siedzieć przy biurku z włączoną lampką nad zeszytem i pisać.
Tylko wadą jest to że niezawsze świeci słońce dlatego włączam sobie czasami coś na yt.
A i jeszcze jedna uwaga.
Mówiono że afirmacje trzeba stosować regularnie przed ileś tam dni i za każdy dzień zwłoki naliczać dodatkowe 3 dni.
Moim zdaniem nie jest to konieczne. Nic sie niedzieje jak niepoafirmuje ten jeden czy 2 dni. Czasami mam takie dołki i wywałki a często mam że nieda rady afirmować i jest odrazu bunt. Wtedy to niema sensu i trzeba skupić się na emocjach.
-
u mnie to zalezy od tego jak bardzo skupiam sie na afirmacji no i jaki to jest temat. Afirmacje na temat zwiazku z moja mama przerabiam raczej tak ponad miesiac tj az mam gleboka pewnosc ze przeszlo :) Inne potrafia szybko przechodzic ale dla pewnosci pisze je przez cztery tygodnie. Swoja droga ostatnio znowu przekonalem sie do dekretow. Mozna sobie ladnie caly temat ruszyc jesli jest skomplikowany
-
Z takim samopoczuciem jakie mam, poza pracą nad sobą nie mam niczego innego do roboty i to włąściwie jest moje jedyne zajęcie. Wszystkie pozostałe czynnośći traktuję jako dodatek i coś co musze zrobić aby umożliwić przeżycie ciału fizycznemu.
A nie ma nic co by ci sprawiało przyjemność ? Nie ma rzeczy które lubisz robić bardziej od innych ? Ja sądze że można nad sobą pracować (łącznie z rozkminianiem i planowaniem tej pracy, myśleniem o tym jak i co) jakiś wydzielony, dość nieznaczny czas w ciągu dnia, ale gdy robiłem, rozkminiałem, wnikałem w tematy za dużo czyli u mnie np. więcej niż 2h dziennie, moje samopoczucie się pogarszało. Zniekształcał się obraz świata, mojej realnej sytuacji i MOŻLIWOŚCI. Na prawde lepiej czasem np. sprzatnac mieszkanie, czy stara szafe i dostrzec realne korzysci i jakąś przyjemność ze zmienienia na lepsze swojej rzeczywistości. Widac Inga że nawet tu na forum przeżywasz, masz jakieś emocje, to dobrze, ja sądze że spokojnie możesz przełożyć to na życie gdzieś tam u siebie, mam wrażenie że przekreśliłaś siebie z powodu swojego stanu i w cieniu tego nastawienia zajmujesz się rozwojem duchowym, bo żyć to ty nie masz prawa ;) Kółko się zamyka, no bo żeby żyć musisz sobie poafirmowac czy coś przerobić, a to jest wtedy taka tylko pułapka, bo wcale nie musisz.
Na pewno sa rzeczy które robiłabyś chętnie i z przyjemnością, a nie dlatego że musisz. Wtedy zapewnienie sobie bytu byłoby naturalne. Może warto ich poszukać jakimiś innymi sposobami :)
-
Ja to tak trochę w przenośni napisałam a chodziło mi o podkreślenie że wszystkie cynnośći które wykonuję nie mają dla mnie znaczenia a jedynie praca nad sobą jest tym co jest ważne, bo to mi pomaga a reszta to dodatek, dodatek który musi być, bo bez niego nie dałoby się pracowac nad sobą. Bo to życie wymusza zmiany i życie pokazuje co jest do zmienienia.
A takie godzinowe siedzenie nad rozwojem to może być często ucieczka od siebie i problemów życiowych.
Ja większość czasu przeznaczam na to co lubię robić a na pracę nad sobą przeznaczam bardzo mało czasu, często w ogóle nic. Bo ja nie stosuję zwykłych metod rozwoju. Bardziej staram się aby wydobywać na powierzchnię to co siedzi w głębi. A to potem jest usuwane na zabiegach. Obserwowanie siebie, uświadomienia, szukanie przyczyn, pozwalanie na emocje- to stosuję.
A gdy coś chcę zrobic na siłę to nie mam efektów.
-
2 ciekawe artykuły, które mogą pomóc zrozumieć, jak nie popełniać błędów w tematach: odpowiedzialnośc, poczucie winy, wina, wolna wola itp.
Wolna wola i odpowiedzialność za swoje życie
http://www.rebirthing.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=54:wolna-wola-i-odpowiedzialno-za-swoje-ycie&catid=38:teksty-ogolne&Itemid=54
Coś kiepsko z tą odpowiedzialnością
http://www.rebirthing.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=52:co-z-t-odpowiedzialnoci-kiepsko&catid=38:teksty-ogolne&Itemid=54
-
Ja bym rozszerzyła tekst o odpowiedzialności.
Odpowiedzialność jest przyjęta w naszej kulturze jako 2 formy -"za coś" i "przed kimś".
"Za coś" jest logiczną konsekwencją działań-skoro chcę mieć jablka to nie sadzę śliwki
"Przed kimś" jest tylko wmowione.
Paradoks polega na tym, ze dopóki działa "przed kimś" "za coś" nie dziala. Proponuję zacząć od->jestem odpowiedzialna wylącznie za siebie. Tu pś burzy się najbardziej, bo przecież Bog, honor, ojczyzna, rodzice, dzieci etc. Puszczamy...do końca. Koniec latwo wychwycić-życzymy wtedy innym tego samego co Sobie:) Wtedy rozpoczyna się czas "za coś". Najpierw następuje wykazywanie się-wow tu już umiem, to mogę, tu wychodzi-->tyle że to nie jest odpowiedzialność w czystym wymiarze. To raczej odgrywanie kalek wyobrażeń na swój temat, którym nafaszerowali nas inni. Tu warto przerobić Skoro jestem odpowiedzialna za Siebie to mogę być odpowiedzialna za swoje dobre samopoczucie i za dokonanie się Boskiego Planu dla mnie.
A potem jest tylko lepiej:)
-
Sama wiem, czego chcę i osiągam to bez oglądania się na innych :)
-
Leszek
jeśli chciales uzupelnić moją wypowiedź to ok, ale jeśli miala to być rada dla mnie to nietrafione. Omijanie tematu odpowiedzialności/używanie podobnych znaczeń nie da efektu. Moja pś nie pracuje na nazwach abstrakacyjnych tylko zdefiniowanych i konkretnych
P.S. Chyba jeszcze coś na rzeczy u mnie zostało, bo moja odpowiedzialność nie zakłada Twojej odpowiedzialności za moje wybory:D
-
Cieszę się, Że nie zakłada. Gdyby zakładała, czułbym się niezręcznie :)
-
:)))
-
Na "odcięcie od siebie" , brak czucia ciała, emocji zaskakująco pomogła mi afirmacja:
"Emocje są dla mnie bezpieczne"
"Wszystkie emocje są dla mnie w 100% bezpieczne"
-
Afirmacje gdy nie ma od razu odpowiedzi tez działają i to bardzo konkretnie, moga nawet odmienić , przetransformować jakąś relacje. Ale trzeba myślec strategicznie i wiedzieć w który punkt nią uderzyć i na czym się opiera przedewszystkim powod że tych reakcji nie ma w pierwszym rzucie...
-
Kocham wspolprace z moja ps. Tak uparcie w snach wacal do mnie bardzo dawno przerobiony czysty temat, ze ubralam to w afirmacje-w tym momencie zachorowala moja mama. Zaczelam ja pisac po 3 dniach chora jestem ja.
Juz myslalam, ze nic mnie nie zdziwi:D
-
Chciałabym ostrzec, laików takich jak ja :) przed nieumiejętnym stosowaniem afirmacji. Naczytałam się o oczyszczaniu karmy i zadowolona z siebie wzięłam się do pracy. Afirmowałam sobie ze spotykaja mnie sytuacje pomagajace oczyscic moja karme z partnerem. Natepnego dnia nasza coreczka trafila do szpitala w ciezkim stanie, z wymiotami o n ie wiadomej przyczynie. W czasie pobytu nie zaprzestalam afirmacji i niedługo potem wyszła na jaw nieprzyjemna informacja, miedzy mna a partnerem było bardzo nieprzyjemnie, po powrocie nadal afirmowałam i 15 min pozniej znow znalazłam sie z dzieckiem w karetce, po kilku dniach epizod sie powtorzył. Zaprzestalam afirmacji. Po serii badan okazało sie, ze to wina alergii, ale co ciekawe wczesniej kiedy stezenie tego alergenu bylo wieksze, corka byla zdrowa, problemy zaczely sie kiedy afirmowalam... A wiadomo nic tak nie oczyszcza karmy jak choroba. Przesta łam afirmowac oczyszczenie karmy, a zaczelam prosic o spokoj i harmonie w zwiazku i jest znaczna poprawa
Może to moja nadinterpretacja wydarzeń, ale sadze ze cos bylo na rzeczy
-
Afirmuje się osiągnięcie celu, a nie drogę do niego! No bo czego chcesz? Tego, żeby mieć uzdrowioną relację czy żeby podoświadczać jakiś dziwnych akcji?
Jeśli chcesz mieć oczyszczoną relację z partnerem to afirmuj sobie "Ja, imię, oczyszczam/uzdrawiam relację z X w bezpieczny dla mnie sposób". Końcówka dodana na wszelki wypadek, skoro Twoja pś ma takie wyobrażenia na temat sytuacji oczyszczających karmę.
Proponuje poczytać sobie dokładnie artykuły na temat stosowania afirmacji przed przystąpieniem do dalszej praktyki, żeby sobie krzywdy nie zrobić przypadkiem :)
-
heh teraz już to wiem, przekonałam sie na wlasnej skorze ;)
-
Witam
Zapomniałem już jak to jest z tymi afirmacjami
Czy to normalne że gdy coś się afirmuje to nasza podświadomość reaguje na to odwrotnie ?
Dla przykładu zacząłem znowu męczyć afirmacje "Ja Doktor lubie, szanuje i doceniam siebie bez względu co o mnie mówią i myśle inni ludzie w tym mój ojciec" no i na codzień w różnych sytuacjach słysze głos wewnętrzny który mnie krytykuje, zawstydza, mówi mi jak coś skopałem albo jak beznadziejnie coś powiedziałem czy napisałem. To jakaś forma oporu czy coś innego ? Nigdy na początku nie zauważam oporu i się dołuje, dopiero póżniej jak z sobą powalcze i sie zmęcze to doznaje olśnienia
-
Tak, to normalne - właśnie dlatego praktykuje się tak zwaną kolumnę negacji. W czasie pisania afirmacji dzielisz kartkę na pół - po jednej stronie piszesz afkę, po drugiej za każdym razem spontaniczną reakcję podświadomości. W ten sposób masz wgląd w głębsze warstwy problemu, można też dzięki temu odreagować kilka rzeczy naraz - jeżeli jakaś negatywna myśl pojawia się notorycznie, to znaczy, że istnieje jakiś poważniejszy problem do przeafirmowania osobno. Ta kolumna negacji (wszystko na "nie") to też baza do budowania innych afek czy dekretów, albo przynajmniej pożywka do autorefleksji. Mi tworzenie kolumny negacji mocno katalizowało oczyszczanie się z jakiegoś konkretnego problemu.
-
"kolumne reakcji" :)
Wiem Vanilla, umiem afirmować ale nie radze sobie z wywałkami. Bardzo ostre mam i nigdy nie jestem pewny czy to co czuje to wywałka czy nie. W każdym razie dzięki za odp. Chciałbym jeszcze usłyszeć to od kogoś innego żeby potwierdził to co napisałaś
-
Zauważyłam, wywałki masz rzeczywiście niemożliwe.
Ale jaki konkretnie jest problem - jeżeli masz negatywne myśli w trakcie afirmowania, to co innego mogłoby to być? Bo nigdy o czymś innym od nikogo nie słyszałam.
-
Vanilla, cóż za ironia :) Nie czepiając się, wywałki zauważyłem również u Ciebie :)
jeśli chodzi o ostatnią dyskusje w temacie seksu to nie wydaje mi sie żebym miał tam jaką kolwiek wywałke, wg mnie to kwestia interpretacji tego co napisałem. A pisałem że niezgadzam się jakoby seks z wieloma partnerkami & partnerami był tak szkodliwy jak to pisałaś lub jak Monika Korbut to pisała.
Korneliax bardzo dobrze to podsumowała i podpisuje się pod tym. Nie dla każdego takie rzeczy :) i już.
-
Dyskusja na ten temat znajduje się gdzie indziej, ja odpisywałam na twój problem, bo miałeś jakieś rozterki odnośnie afirmacji i chciałam pomóc. Po czym stwierdziłeś, że wiesz, jak się afirmuje. To w końcu o co chodzi, jest problem czy go nie ma? Zmieniasz ciągle zdanie.
Ironia to powiedzenie czegoś nie wprost, mając na myśli sens przeciwny. Nie stosuję ironii wobec osób, które nie mają poczucia humoru podobnego do mojego i z którymi nie mam żadnego porozumienia ani wspólnego mianownika. Nie lubię, jak ktoś mnie źle rozumie i się obraża na mnie bez powodu, to dlatego. Co ty nawymyślasz... Najlepiej w ogóle nie reagować na twoje posty, bo cokolwiek się nie powie, to jest źle
-
Vanilla zaczynasz mnie irytować
Napisałem to co napisałem żeby wyjasnić tamtą sprawe bo chyba cie to gryzło skoro pisałaś mi aż na PW, i to wszystko. Nie chce sie z tobą kłócić bo sama chyba już wiesz że nie ma sensu. Może jak niebędziesz odpowiadac na moje posty rzeczywiście będzie lepiej dla nas obojga :)
Trzymaj sie
-
Doktor-X
Jak ostro wywala, to dobrze przejść sesję regresingu lub rebirthingu.
Analiza kolumny reakcji też jest skuteczna, ale nie zawsze.
-
Dla przykładu zacząłem znowu męczyć afirmacje "Ja Doktor lubie, szanuje i doceniam siebie bez względu co o mnie mówią i myśle inni ludzie w tym mój ojciec" no i na codzień w różnych sytuacjach słysze głos wewnętrzny który mnie krytykuje, zawstydza, mówi mi jak coś skopałem albo jak beznadziejnie coś powiedziałem czy napisałem. To jakaś forma oporu czy coś innego ? Nigdy na początku nie zauważam oporu i się dołuje, dopiero póżniej jak z sobą powalcze i sie zmęcze to doznaje olśnienia
Ja bym jeszcze do tej afirmacji dodała: Ja Doktor jestem niewinny, bezpieczny i w porządku bez względu co mi wmawiał mój ojciec. Czy coś w tym stylu...
-
Doktor X,
ja mam chyba dość podobnie. Reakcje na pisanie afirmacji mam głównie w trakcie dnia. Właśnie taki głos wewnętrzny coś mi mówi.Przeważnie odwrotnie do afirmacji, ale też często jest tam coś wiecej. I to są przeważnie najlepsze podpowiedzi do dalszej pracy. Kiedyś się tego troche obawiałam. Żeby to nie była materializacja. Ale teraz wiem, że to podświadomość pokazuje mi swoje przekonania.
-
Serdecznie dziękuje za odpowiedzi :)
Uspokoiłem się.
Odgrzebałem też stare medytacje Leszka poczucie własnej wartości. Idealna, dosłownie teraz dla mnie, dużo afirmacji w temacie Boga i boskiej ochrony czyli to co mi potrzeba. Do tego dodam jeszcze swoje afirmacje.
Macie jakies sprawdzone sposoby na radzenie sobie z wywałkami w ciągu dnia ? jak nieprzyjemne emocje, lęki się pojawiają ?
Ja tylko oddycham i obserwuje
-
Macie jakies sprawdzone sposoby na radzenie sobie z wywałkami w ciągu dnia ? jak nieprzyjemne emocje, lęki się pojawiają ?
Ja tylko oddycham i obserwuje
Mozesz w takim momencie sprobowac przelaczyc sie ze skupianiu na problemie na koncentracje na doznaniach zmysłowych, np. na dzwiekach dochodzacych z otoczenia, wrazeniu jak palce odczuwaja fakture stolu itp.
Sama obserwacja jest ok, czasami pozwala rozpuscic sie jakiejs emocji, ale jesli takie uwolnienie nie przychodzi, moze sie zdarzyc, ze tym skupianiem sie jeszcze wzmacniamy ten niekorzystny stan, wtedy przelaczenie na tu i teraz daje szanse, zeby zadzialala nasza wyzsza inteligencja i "samo" sie uzdrowilo.
-
Dzięki Korneliax
-
Witam :)
Mam prośbę aby ktoś doświadczony w pracy z dekretami odpowiedział mi czy to normalne...
Od około trzech tygodni pracuję z dekretem na poczucie bezpieczeństwa wśród ludzi i na świecie. Dekret bardzo mi się podoba i uważam, że trafia w sedno problemu, poza tym pisała go dla mnie doświadczona osoba po uprzednim przeanalizowaniu mnie. Problem w tym, że pracując z tym dekretem mam bardzo czarne myśli. Są to myśli samobójcze, takie w których jakoś tam sobie odchodzę z tego świata. Już kiedyś pracowałam z tym dekretem i było to samo. Odłożyłam go bo wpędzał mnie w taką depresję, że bałam się iż źle się to skończy. Teraz widzę, że jest podobnie. Czy Waszym zdaniem może być tak iż ten dekret mi nie służy? Nie chcę napisać, że szkodzi bo na pewno tak nie jest. Nie wiem czy to taka mocna wywalanka? czy to przeczekać, bo minie i będzie lepiej?
-
czy to przeczekać, bo minie i będzie lepiej?
jeżeli coś takiego się pojawia to warto od razu z tym co wychodzi pracować , gdy w ten sposób minie wtedy warto wrócić do tego co to wywołało i jeśli znowu to albo co innego pod wpływem tego dekretu się pojawi, to znowu od razu z tym pracować i tak wyciągać po kawałku i rozbijać, nie doprowadzając do kumulacji
-
Nata
Tak się właśnie dzieje przy pracy z dekretami na bezpieczeństwo. Na początku " no co - przeciez jestem bezpieczny", po kilku dniach "kurde - boje się wychodzić z domu, tak mi wywala od tego dekretu", po przerobieniu dekretu " o - teraz naprawdę czuję się dużo bezpieczniej" :-)
A te wychodzące myśli samobójcze trzeba sobie zapisywać i przerobić je na nowe afirmacje. Można je włączyć do dekretu lub jesli pojawiają sie uporczywie to robić je oddzielnie. Na przykład afirmacje na sens zycia.
Przerwanie pracy z dekretem w tym momencie to byłby największy błąd, bo właśnie dekret zaczał działać oczyszczająco (jest jeszcze działanie ugruntowujące pozytywy) wyrzucając z twojej podświadomości to co było w niej ukryte.
-
takie stany lepiej traktować po kawałku i z uważnością , tak czy siak nie warto przekraczać granicy poza którą zaczyna się samonakręcanie się ani nazywać tego oczyszczaniem, jakiś nieszkodliwy lęk przed wyjściem z domu można przetrzymać i zwyczajnie nie wychodzić przez pół roku z chałupy ; ) ale w przypadku takich stanów o których mowa warto mieć jakąś opcję na wypadek awarii , np. kontakt pomocy z zewnątrz, zwłaszcza gdy pracuje się ze stanami i silnymi tendencjami do autodestrukcji i wciąż ma się podświadomą tendencję wpadania w czarną dziurę i ulegania temu,
haha taka fajna technika antydepresyjna mi się nawinęła , czyli klepanie się po tyłku : D od samego patrzenia na tryskający optymizmem charakter tej kobiety może się poprawić humor :
https://www.youtube.com/watch?v=N73LjrXRGZM
"if the most impotent, depressed person can keep his balance in Cow Pose and touch the back of the buttoks to give stimulus to the sciatica "pinch point", and then return to Cow Pose, HE CAN TOTALLY RE- INVIGORATE HIMSELF"
tutaj inna technika do wypróbowania, z tego samego stada , panie jakby mniej żywiołowe, ale równie zaangażowane w praktykę:
https://www.youtube.com/watch?v=u_sEJvDCPTA
-
Frisky, myślałam że to klepanie po tyłku to przenośnia tylko, a tu faktycznie babka się okłada. Masz rację, samo oglądanie poprawia humor.
Na razie postanowiłam, że nie przerwę pracy z dekretem. Zobaczę, jak będzie bardzo kiepsko to może lekko przystopuję.
Przed godziną zrobiłam sobie medytację, w trakcie której prosiłam Boga o uzdrowienie mnie. Pobeczałam się, wyrzuciłam jakieś emocje. Jest mi teraz bardzo lekko. Czuję tą lekkość zwłaszcza na splocie słonecznym i sercu. Czarne myśli minęły jak ręką odjął. Czuję jakbym była na całkiem innej wibracji.
Dziękuję Wam za odpowiedzi :)
-
Nata
skoro odpuszczasz w trakcie to warto go dalej ciągnąć : )
Masz rację, samo oglądanie poprawia humor.
.... a co dopiero klepanie , akurat poklepałem się trochę na stojąco, w różnym rytmie z prawa i z lewa oraz razem ze śpiewem... i też mi się rozweselił cały dom od tego : D
P.S.
a widzę na twym zdjęciu, że stosujesz jeden z największych i najskuteczniejszych antydepresantów znanych na świecie , jak się wabi ten środek leczniczy? : )
-
Witam,
Mam pytanie, wiem o afirmacjach już napisano bardzo dużo.
W czasie pracy z afirmacjami zauważyłam, że moja podświadomość nie wszystkie słowa rozumie, Ona ma inną interpretacje niż ja czasami bardzo śmieszną, a czasami kłopotliwą, chodzi mi o to jak ją nauczyć moich definicji i czy to ma sens uczyć ją, czy lepiej szukać i działać w tym co Ona zna.
Czy ktoś eksperymentował z aformacjami, czy zadawanie pytań i podsuwanie jej odpowiedzi ma sens.
Dzięki za odpowiedź.
-
Ja przeważnie szukam słów, które rozumie moja podświadomość. Wyjątkiem było słowo "miłość", które przedefiniowalam.
Ale jak możesz to napisz jakis przykład słowa, które Twoja podświadomośc interpretuje inaczej. Łatwiej będzie cos doradzić.
-
L. Dzięki. Oczywiście np. afirmowałam, że mam duże pieniądze. Już po kilku dniach zasypały nmie oferty "Skarbnicy Narodowej" z ofertą nabycia pieniędzy (dużych okazów). Oczywiście nie załapałam. Po jakimś czasie pytam się co z tymi dużymi pieniędzmi, a ona na to, jak to przeciesz były i to nawet bardzo duże. Śmieszne nie. Ale nie o tokie pieniądze mi chodziło. A ona, a o jakie, duże to duże.
-
Jagienka
Skup się na celach posiadania pieniędzy - tworzenia w sobie obrazów, odczuć z tym związanych. W ten sposób pokazujesz podświadomości o co Ci chodzi i dowiadujesz się jakie masz do nich nastawienie.
-
Witek. Emocje ok. Wciąż rozmawiam z podś. różnym językiem. Pracuje za granicą i całkiem dobrze zarabiam, ale chce do Polski do domu na stałe a nie na troche. Moja podś. lubi się włóczyć, zawsze się lubiła i tak się włóczymy. Ona twierdzi, że mam wszystko to co powinnam mieć. Budzenie emocji bycia w domu z rodziną są ok. Jak zwizualizowsć na zwsze, nie na chwile? Proszę podpowiedź.
-
Czy ktoś może zaproponować jakąś uniwersalną, podstawową afirmację na bogactwo, żeby nie zaskutkowała taką sytuacją jak u Jagienki
-
Ostatnio przeczytałam o aformacjach i ten temat mnie bardzo zaciekawił. Nawet napisałam sobie jedną.
"Dlaczego zawsze jestem tak szczęśliwa jak zawsze mieszkam w moim domu z moją rodziną". Prację z nią pierwszy tydzień, nie ma buntu i emocje jakie wywoływały pierwsze czytania już opadly. Czytam i liczę na to, że ona szuka odpowiedzi. Wszystkie definicje co do pieniędzy bez określenia kwoty u mnie okazują się mieć u mojej podś. inne znaczenie niż u mnie. Stąt pytanie czy można nauczyć podś. moich definicji i czy stosować do tego aformacje i moją defginicją odpowiadać na nią? Czy to ma sens, czy nie szkoda czasu.
-
Jagienka,
czy Ty naprawdę chcesz byc w domu z rodziną? Skoro musisz sie do tego przekonywac afirmacjami ;)
Wszystkie definicje co do pieniędzy bez określenia kwoty u mnie okazują się mieć u mojej podś. inne znaczenie niż u mnie. Stąt pytanie czy można nauczyć podś. moich definicji i czy stosować do tego aformacje i moją defginicją odpowiadać na nią? Czy to ma sens, czy nie szkoda czasu.
No to określ jej kwoty. I najlepiej dodaj,że to mają być Twoje własne pieniądze.
-
Czy ktoś może zaproponować jakąś uniwersalną, podstawową afirmację na bogactwo, żeby nie zaskutkowała taką sytuacją jak u Jagienki
No ja znam taką: Zawsze mam nadmiar swoich własnych pieniędzy.
-
Lilliole
wygląda dobrze :)
-
Lilliole ja chce do domu, ona nie. Jak podaję kwotę i, że zarobię w Polsce to mam wyrafinowany bunt na pokładzie. Wiem dobrze z doświadczenia, że w atmoswerze buntu niczego nie osiągnę i nie walczę ale szukam obejścia. Może znajdzie się ktoś, kto ma doświadczenie z zadawaniem pytań i podsuwaniem odpowiedzi podś. Dzięki.
-
Jagienka44
No ja znam taką: Zawsze mam nadmiar swoich własnych pieniędzy.
Ja propnuję taką : ,,zawsze mam nadmiar moich własnych pieniędzy
DO MOJEGO WŁASNEGO UŻYTKU ".
pozdrawiam nadmiarowo
-
Jagienka
to zapytaj swoją podświadomość czego się boi w związku z Twoim powrotem do Polski. I jeszcze czego się boi utracić.
-
Fajni jesteście. Dzięki.
Lillole
Oj bardzo się zdenerwowała, aż mi w oczach przyciemniało.
Polska dla niej to nuda, monotonia, stabilizacja i brak nowych możliwości, wyzwań czyli taka sielanka bez fajerwerków. Ona lubi Polskę i tą stabilizację ale chce jeszcze czegoś więcej. Chce podniecenia które toważysz nowemu. Ja w Polsce jest tego nie zapewnię. Ona ma troche racji i ja nie jestem pewna czy chce zabijać tego wariata (pozytywnego). Wiem, konflikt i powinnam się określić. Moge to przeafirmować ale świadomie boje się, że stracę coś cennego, coś bardzo ważnego. Coś co mnie określa i powoduje moją wyjątkowość.
Zdenerwowanie i obużenie było duże, tak duże, że nie czekałam na wieczów tylko w połódnie wydrałam się do domu mojej podświadomości, żeby ją przytulić, pocałować i uspokoić, zapewnić, że nigdy nie zrobię nic w brew jej woli, nic co nie jest super zabawą. Dowiedziała się, że nie wszystkow w świecie mamy załatwione i, że ja jej nie pomagam w tym, nudząc o powrocie do domu. Tłumaczyłam, że świat może przyjechać do nas, ale ona, nie to masze zadanie. A co to? Była cicha i smutna, więc nie naciskałam. Siedziała mi na kolanach, tuląc głowę do mojej piersi, a przed oczami pojawił mi się plac z karetkami ratunkowymi. I przypomniałam sobie, że co roku jesienią w sobotę jest organizowany dzień kiedy ratownicy uczą jak udzielać pierwszej pomocy. Od trzech lat trafiałam na ten plac, ale omijałam ratowników wielkim łukiem, twierdząc, że mnie to nie dotyczy. Jak bardzo się myliłam. Teraz to mój świadomy umysł jest w panice, a myśli się kłębią jak szalone. Wiem muszę wyciszyć myśli, będzie co los da. Góra wie najlepiej.
Wniebowzięcie
Z tym nadmiarem jest problem - co to jest nadmiar? - przecież masz, czego chcesz.
To jest dużo pracy. Znowu zatoczyłam koło i wróciłam do tego, że rozmawiamy różnymi językami.
Mam ją uczyć moich definicji? Jak to się robi? I czy to ma sens?
Mam olbrzymi mętlik. Myślę, że spokojnie poczekam na kurs udzielania pierwszej pomocy i załatwie to co mam załatwić.
Uświadomiło mi to to, że o pieniądzach będe rozmawiać tylko tak jak radzi Witek, paleta kasy w wizualizacji jako moja, a podś. pozostawię jak to zrobić. Oczywiście stopniując, że chce, że mogę, że się otwieram, zasługuję i tak dalej. I tak do listopadam mam dużo czasu.
Wielkie dzięki za to, że jesteście.
-
Lata temu ktoś wymyślił afirmację: "Im więcej daję, tym więcej otrzymuję".
Absolutnie ją odradzam osobom, które pracują nad tematem dobrobytu, wzrostu i bezpieczeństwa finansowego, czy wzajemności w dawaniu.
Jeśli w podświadomości są wzorce nadmiernego dawania, to może się pogorszyć. Można zacząć dawać coraz więcej, a otrzymywać nadal cząstkę tego co się daje. Nawet można otrzymywać troszkę więcej, albo procentowo mniej, chociaż ilościowo niby więcej i być na stratach. Proporcje dawania i otrzymywania wcale nie muszą zmieniać się na lepsze. Czasami też ważne jest, żeby otrzymywać niezależnie od tego ile się teraz daje, bo już dało się tak dużo, że nie ma z czego dawać jeszcze więcej. Czasami niedobory energetyczne są tak duże, że najpierw ważniejsze jest przyjmowanie od świata, żeby odżywić się i mieć z czego dawać. Ważniejsza jest wzajemność dawania z zachowaniem właściwych proporcji, niż ten mechanizm oparty nadawaniu.
Gdyby był prawdziwy, to biorąc pod uwagę ile jest dawców, już powinno nie być na świecie piramid ekonomicznych, gdzie najbogatszych jest 1-3%, tylko dobrobyt rozkładał by się o wiele bardziej wg realnych potrzeb.