Pozytywne Inspiracje
Forum => Karma i reinkarnacja => Wątek zaczęty przez: Mariusz w 2012-05-05, 12:22:14
-
http://www.ayahuasca.net.pl/ayahuasca_relacje.html
nie żebym coś pamiętał , nie wiedziałem gdzie wkleić? ;p
-
Mariusz,
dzieki za tego linka, duzo pieknych relacji. Bardzo ciekawa jest Ayahuasca:)Juz troche o niej wczesniej slyszalem.
Wiem, ze to nie jest "politically correct";), ale ja czuje ze Aya jest w porzadku. Moze kiedys sprobuje, a moze nie:)
-
Byłem na Aya 2 razy i tyle co na niej przerobiłem, to historia... W ten weekend była kolejna sesja, na której niestety nie mogłem brać udziału :(
Jakby ktoś chciał się wybrać - nie trzeba jechac za granicę. Dla zainteresowanych polecam zajrzenie na stronę
http://www.tsunki.com/
i zapisanie się na newsetlera.
-
A czy ceremonia ayahuasca jest w Polsce legalna? Bo z tego co wiem, sama aya nie, ale może jest kruczek prawny w przypadku zastosowania religijnego.
-
Przestudiowałam dokładnie opis ceremonii Ayahuaski (plus skorzystałam z informacji paru ludzi o tym, oraz swoich badań... iwłasnej pamieci poprz. wcieleń) i doszłam do wniosku, że owszem - ceremonia może mieć silny wpływ otwierający, oczyszczajacy i uzdrawiajacy... zarówno dzięki działaniu napoju (odblokowującym, tzn. puszczają nasze stawiane granice, plus tamy np.; dla podświadomych traum, połaczeń, skojarzeń itp), jak i dzięki energii grupy, ale... wbrew temu co pisza na stronie, ma nie tylko oczyszcajace działanie, ale i przytruwające organizm. Pamiętam to w ciele, zanim dotarłam do tego opisu, to zaczęłam to odczuwac w pamięci ciała, że wiąze się ta ceremonia z późniejszymi torsjami itp. W opisie znalazłam tego potwierdzenie - jest co prawda interpretowane na tsornie, ze to są objawy silnego oczyszczania organizmu z wcześniej nagromadzonych toksyn, pasozytów itp., ja jednak czuję, ze sam napój Ayahuaska (podobnie jak z peyotla) ma działanie przytruwające organizm - i to mi się mniej podoba.
Co prawda czasem, by np.:pozbyć się pasożytów itp., trzeba lekko przytruć i siebie i moze chodzi tu o tego typu działanie znane już starożytnym "similia similibus curentur" (podobne lecz podobnym) - tak jak np.: Hipokrates, by wyleczyć biegunkę, podawał odrobinę środka przeczyszcającego - tu może zachodzić podobny mechanizm - by usunąć toksyny i oczyścić się, podaje się coś co przytruwa organizm.
Pytanie tylko - moze do tych osób, co brały udział w ceremoniach - czy nie ma żadnych późniejszych obajwów przytrucia organizmu? szczeólnie warto bybyło móc wejrzeć w to na tzreźwo i przytomnie, czy energetycznie nie pozostaja slady tego "leczniczego przytruwania".
Wedle moich odczuć w ciele, pamięci używania tego typu napojów, jak i jednego doświadczenia z peyotlem z tego życia, który ma działanie podobne do Ayahuaski - energetyczne przytrucie pozostaje i ... trzeba je sobie potem odreagowywać/oczyszczać, by się tego pozbyć do końca ;) Ale możliwe, ze moge coś projektować z moich wcześniejszych doświadczeń, bo podkreślę - świaodmie nie korzystałam z ceremonii Ayahuaski w tym zyciu - i trochę tu teoretyzuję. :)
-
Dobrze, ze podają przeciwskazania i np.: ostrzeżenia przez możłiwościami działania toksycznego w połaczneiu z pewnymi pokarmami czy składnikami diety http://www.ayahuasca.net.pl/ceremonia_ayahuasca.html
http://www.ayahuasca.net.pl/dieta.html
Przynajmniej, jak ktoś się zdecyduje, to świadomie.
-
Te "torsje" i "wymiociny" nie maja nic wspólnego z przytuciem organizmu - przynajmniej wg/ mnie i kilkunastu osób z którymi byłem na 6 nocnych ceremoniach.
Przed ceremonią obowiązkowa jest dieta (tydzień przed i tydzień po), tak więc w trakcie ceremonii jesteś prawie bez treści żołądkowych.
Po wypiciu Aya wchodzisz na wyższe wibracje bardzo szybko, czujesz drżenie, szum i piski w uszach, nawet "słyszysz" świecące światło w toalecie. DMT zaczyna działać po kilkunastu minutach. Ciało przechodząc w wysokie wibracje, automatycznie zaczyna wyrzucać z siebie te niskie właśnie poprzez: wymiotowanie, bekanie, itp. Wymiotujesz typowo"energetycznie", wyrzucając z siebie syfy i inne rzeczy. Czasami zdaża się widzieć co oczyszczasz. Ja widziałem postać która pytała się co chcę i czy na pewno chcę to oczyścić. Po wyrażeniu zgody od razu idzie wywalanka, bywa że bardzo ostra. Jak ktoś zbierał w sobie całe życie tyle śmieci, to naprawdę ma niezłą jazdę bez trzymanki. Po swojej pierwszej ceremoni naprawdę byłem zaszokowany tym - że można energetycznie wymiotować aż z pod samych pięt :) i tylko w misce widzę twarz pytającą "Chcesz jeszcze?" Odpowiadam "Tak" i luuuu...
Czasami można pomyśleć - ja już nie wytrzymam, jutro mnie tu nie będzie, spierdzielam stąd po tej ceremonii. Ale rano, po skończonej nocy czujesz się lżejszy o kilkanaście kilo obciążeń i bez wahania podejmujesz decyzję - zostaję na kolejną noc.
Tak samo widok w dzień osób, z którymi razem w nocy wymiotujesz, ich spokój na twarzach, ta "jasność" dodaje Ci odwagi do dalszej pracy.
Jak podejdziesz do tego z ufnością , miłością i spokojem - nie masz się o co martwić. Z tego co mówił Miguel - Szaman opiekujący się ceremonią oraz osoby mu towarzyszące (nadzorujące i pomagające podczas ceremonii) - Aya działa także odwykowo oraz przeciwpasożytniczo. Oczyszcza przy okazji cały organizm i robaczki czasami potrafią też spierdzielić :)
-
W moim doswiadczeniu aya nie przytruwa, jest tak jak pisze Hegemon, to oczyszczenie, i to najsilniejsze jakiego doswiadczylam, bo dziala na kazdym poziomie. Na zewnatrz moze i wyglada na torsje / biegunke (albo oba konce na raz, jak ktos ma szczegolne szczescie), ale tylko wyglada, bo to co sie dzieje podczas oczyszczania jest totalnie nie do opisania ayahuaskowym, ze tak powiem, dziewicom. To co widac fizycznie golym okiem to tylko tycie nic w porownaniu do tego, co dzieje sie w swiadomosci i energiach, i w porownaniu do tego ogromu zmian jakie zachodza – bedac tam chcesz sie tego pozbywac, chcesz wydalic to z siebie wszelkimi mozliwymi sposobami, wreszcie realnie widzisz jakosc wszystkiego co nie jest czystoscia i swiatlem. Caly ten proces oczyszczania zwany la purga jest istota ceremonii, jej sercem.
Moja droga do ayi byla dosc wyboista, zanim sie odwazylam sprobowac odwolalam 3 ceremonie, mialam ogromne opory, ktore pewnie wiekszosc tu podziela: moja ps byla przekonana, ze to narkotyk, ze zaweza swiadomosc, ze to zluda i nieprzytomnosc, i ze w ogole jak jakis napar moze miec jakakolwiek realnie uzdrawiajaca jakosc. Duzo w moim podejsciu bylo durnego ego, na pewno to znacie, ze ja juz jestem tak zaawansowana i przytomna i pooczyszczana, ze zadne mi tu szamanskie brudasy nie beda gadac, ze aya to nie syf. Teraz sie tylko smieje z samej siebie i mocno ciesze, ze mi to zapowietrzenie zeszlo :)
Moja pierwsza ceremonia byla najsilniejsza, bo z tym co mi wychodzilo pracowalam przez nastepne 11 miesiecy, codziennie i bardzo intensywnie. Ale latwosc z jaka zachodzily uswiadomienia i puszczanie wzorcow byly dla mnie niesamowite, znacie te reklamy, ze cos tam cos tam czysci z sila wodospadu – to jest to co aya mi zafundowala. Podczas ceremonii i przez caly kolejny rok mialam taki download informacji z gory, ze myslalam, ze mi procek nie wyrobi, ogromne poszerzenie swiadomosci, do tego stopnia ze wzorce schodzily same, bezwysilkowo. Byl to jednak proces daleki od komfortowego.. Ogolnie moje ceremonie byly diametralnie rozne co do tematow i tego jak przebiegaly, roznily sie tez w formie oczyszczania (od silnych torsji, przez lekkie wydmuchiwanie energii, po zero fizycznej reakcji). Aya pomogla mi wejsc na calkiem inny poziom urzeczywistnienia - doszlabym tam pewnie kiedys i bez niej, ale mysle, ze zabraloby mi to kilka dobrych wcielen i wiele wiele lez i potu i zawracania z drogi. Ale aya to nie droga na skroty.
Chce dodac jedna wazna rzecz. Pomimo, ze ufam w madrosc tego procesu, to sama nie poszlabym na ceremonie nie majac jako tako oczyszczonej podswiadomosci i wypracowanego odruchu gruntowania sie w ciele. To nie jest ani zabawa, ani ciekawostka, nie jest tez przyjemnosc, a ci co doswiadczyli wiedza jak cholernie duzo odwagi trzeba miec, zeby tam w ogole wejsc. Jesli ktos nie umie sobie poradzic z rzeczami tak podstawowymi jak poczucie bezpieczenstwa to raczej lepiej zeby omijal ceremonie szerokim lukiem.
-
A tu trochę informacji technicznych wprost ze źródła:
Przede wszystkim chciałbym podziękować za udział w tej uroczystości. Twoja obecność pomoże nam, rozpowszechnic nasze techniki uzdrawiania na całym świecie. My poslugujemy sie tymi technikami uzdrawiania przez tysiące lat pod kierownictwem naszych szamanów, Uwishin. Te techniki uzdrawiania nie maja zadnych tajemnic i jesteśmy gotowi, aby dzielić się nimi z tymi, którzy są chętni do słuchania.
Po drugie, chciałbym Ci pogratulować. Robisz coś, co wymaga odwagi, jesli chcesz zagłębic sie w siebie. Istnieje wiele ścieżek rozwoju i wiele pokoleń ludzi podaza tymi ścieżkami aby odkryc siebie, użwajac różnych technik duchowych. Ścieżka, którą przedstawiam wam jest kultowana przez tysiace lat wsrod szamanow Shuar i obejmuje picie świętej medycyny Natem.
Ja jestem uzdrowicielem Uwishin. I uzyskalem ten honorowy tytuł poprzez rygorystyczne praktyki. Zawierał on samotny pobyt jednego roku w lasach deszczowych, pod kierunkiem nauczyciela, picie Natem prawie codziennie. Był to rok, bez możliwości rozmowy z innymi i bez seksu. Przez ten rok odwiedziłem wiele świętych miejsc, takich jak jaskinie i wodospady, aby skontaktować się z duchami w tych miejscach i prosić o pomoc w mojej ścieżce. W ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat stosuje techniki, którychuczyłem sie, lecz kazdego dnia jestem w trakcie nauki, by pomóc wielu ludziom w ich procesie uzdrowienia. To jest moje życie, to jest moja radość. Chociaż podczas ceremonii widzisz mnie, nie mogłbym mojej pracy wykonac bez pomocy mojej rodziny i ludzi z mojej wioski. Natem, ktory pijesz został zebrany i przyrzadzony przez moich synów. A wiele z maści, które mogę używać do leczenia zostały przygotowane przez moją żonę i moje córki. Dlatego chciałbym serdecznie podziękować im za wsparcie w mojej pracy.
Uroczystośc w ktorej bedziesz uczestniczyć, jest zgodna ze sposobem moich przodków Shuar ktorzy przeprowadzili takie ceremonie pokolenia za pokoleniem. Zrobiłem jednak niewielkie zmiany w celu uwzględnienia różnic w kulturze. Ponadto, nie istnieje nic takiego jak najlepszy sposob na przeprowadzanie ceremonii Natem. Różni szamani z różnych kręgów kulturowych wykonuja uroczystośc na różne sposoby. Sposób, w jaki wykonuje uroczystości i metody, które używam to mój wybór.
Najważniejszą rzeczą, jaka możesz dac od siebie podczas ceremonii jest zaufanie do tej medycyny. Najważniejszą rzeczą, jaka mogę dać jest moją integralności. Ja oraz moi pomocnicy poprzez zaufanie I integralnosc moga stworzyć bezpieczna atmosfere, w której leczenie ma miejsce I manifestuje sie.
Aby uzyskać jak najwięcej korzyści z ceremonii prosimy o przeczytanie instrukcji dokładnie. To co opisuje w niniejszej instrukcji pomoze Ci abys otrzymal jak najwiecej z tej uroczystości. Moim celem jest mieć pragmatyzm w uroczystościach, w przeciwieństwie do dogmatyzmu, a wszystkie rzeczy, które można przeczytać w tej instrukcji mają bardzo pragmatyczne pochodzenia.
Dziękujemy za udział w tej uroczystości!
Krótkie wprowadzenie
W szczegolnosci Ci, którzy beda uczestniczyć w ceremonii po raz pierwszy mają zwykle wiele pytań na temat ceremonii. Niniejszy rozdział odpowiada na niektóre podstawowe pytania.
Rośliny lecznicze Natem
Natem jest najbardziej święta roślina wsrod szamanow Shuar ktorzy używali go tysiące lat w ich ceremoniach uzdrawiania. Istnieje wiele sposobów jego przyrządzania. Sposobem Szamana i jego rodziny na przygotowanie Natem jest gotowanie w wodzie przez kilka godzin drewna oraz specjalnech roślin, które zwiększaja możliwości tej medycyny aż do momentu w ktorej otrzyma sie odpowiednia konsystencje. Ten syrop jest podawany podczas ceremonii. Natem jest znany w świecie od Północno Andyjskiej jego nazwy Ayahuasca. Szaman dodatkowo używa w jego uroczystosciach tytoniu. Tego tytoniu nie można porównać do tytoniu ktory jest w papierosach, nasaczany srodkami uzależniajacymi które zawierają substancje chemiczne. Czysta Tobacca jest gotowana w wodzie gdzie podczas ceremonii niewielka jej ilosc zostanie wciagnieta przez nos, co powoduje otwarcie sie wszystkich komórek ciała I mozeliwosc aby Natem sie do nich dostal I wykonal swoja dobroczynna prace. W niektórych przypadkach Szaman przygotowuje tyton do palenia.
Jak działa Natem
Najważniejszym efektem Natem jest proces oczyszczania, który umożliwia ci oczyścić system z niższych energii. Dodatkowo Natem może pomóc Ci rozwinac i poszerzyc twoja swiadomosc, a tym samym pomóc w refleksji nad swoją osobowościa i swojm życiem. Wydaje się, że niektórzy z uczestników szczegolnie wyczekuja na silne wizje, a to z kolei może spowodować rozczarowanie, gdyz okazac sie moze ze w procesie przeszli tylko przez glebokie oczyszczenie. Najlepiej jest jednak, aby mieć pewność, że Natem spowoduje dokładnie to co na dana chwile jest najistotniejsze I ze uruchomi te procesy, które muszą zostać uruchomione.
Wpływ Natem
Natem znacznie zwiększy częstotliwość systemu energetycznego co zmusi zarówno ciało fizyczne jak i ciało energetyczne do uwolnienia niższych energii. To wlasnie uwolnienie niższych energii może wywolac nudności. U niektórych osób moze to spowodować wymioty, inni moga miec biegunke przez krótki okres. Ciało fizyczne reaguje w taki sposob aby uwolnic niższa energie. Te dolegliwosci trwaja krótką chwilę, chyba że dużo niższych energii musi być przetransformowanych. Szaman korzysta z piesni oraz wielu innych technik uzdrawiania, aby pomóc w transformacji niższych energii. Dla większości ludzi pierwsze efekty Natem zauważalne sa juz po około dwudziestu minutach,czesto przychodzi uczucie mrowienia w kończynach. Oddychajac gleboko pomozesz aby energia tej medycyny dostala sie do calego systemu.
Z czym Natem nie mozna laczyc?
Natem nie może być stosowany w polaczeniu z lekami anty-psychotycznymi i anty-depresyjnymi. Obejmuje to, ale nie ogranicza się do, lekow takich jak Prozac, Seroxat i inne leki z grupy SSRI i MAO. Jeśli jesteś w trakcie leczenia jesteś zobowiązany skonsultować się z lekarzem, zanim będziesz mogl uczestniczyć w ceremonii. Zawsze musisz poinformować organizatora o leku ktory zazywasz. Jednakże organizator nie jest lekarzem i nigdy nie może udzielać rad na temat leku w połączeniu z Natem. Organizator nie jest odpowiedzialny za cokolwiek, wszystko robisz na swoja własną odpowiedzialność.
-
Harmonogram uroczystości
Szaman prowadzi ceremonie ktora rozpoczyna się wieczorem i kończy następnego dnia rano. W nocnej ciszy ciało biologiczne ma najlepsze mozliwosci do pozdrozy duchowej. Dodatkowo ciemnośc nocy jest korzystna dla zwiększenia wizji ktore moga sie pojawic, poniewaz Natem zwiększa wrażliwość trzeciego oka.
Ołtarz
Przy każdej ceremonii jest zbudowany ołtarz. Ołtarz jest centralnym miejscem, które łączy nas z Matka Ziemia i Ojcem Niebem. W zamkniętych obiektach ołtarz składa się z koca, na którym umieszcza sie święte przedmioty Szamana, w tym butelki z Natem i jego kadzidła.
Podstawowe poglądy na temat Natem
Istnieje kilka grup w Europie, które uważaja, że Natem jest narkotykiem, ponieważ zawiera elementy psychotropowe. Zwykle jest to opinia ludzi, którzy nigdy nie mieli do czynienia z Natem. Uzdrowiciele Shuar uwazaja ta opinię za bardzo zabawna. Dla nich narkotyki są czymś, co uzależnia i ma negatywny wpływ na zdrowie. Uważają Natem jako święte lekarstwo, które pomaga oczyścić swoje ciało i energie systemu, a nie jako coś, co jest szkodliwe dla zdrowia. Istnieje rzeczywiście wielu Shuar-szamanów, w tym Miguel, którzy korzystają z Natem, aby uleczyc ludzi z uzaleznien od narkotykow. Natem może przyczynić się do likwidacji głodu substancji uzależniających.
Przed ceremonią
Dobre przygotowanie to połowa pracy. Zacznij od przeczytania tego przewodnika. Inne rzeczy, które możesz zrobić, aby uzyskać jak najwięcej z uroczystości są wymienione w tym rozdziale.
Przed ceremonią zadbaj o wewnetrzny spokoj, pomoc Ci moze w tym medytacja, joga lub spacer po lesie. Ogólnym zaleceniem jest zatem nie podejmowanie żadnych działań męczących, w dniu uroczystości, na poziomie fizycznym, jak również na innych płaszczyznach. Zrob to, co działa na Ciebie! Miej pewnosc, ze masz wystarczająco dużo czasu na podróż do miejsca, gdzie odbywa się uroczystość. Od uczestnikow ceremonii wymaga sie postawy szczerości i szacunku. Ci, którzy uważają, że mogą całą noc przed uczestnictwem w takiej uroczystości bawic sie lub imprezowac będą mieli naprawdę ciężki czas.
Post
Ceremonia będzie trwać całą noc. I choć medycyna da Ci dużo energii, nie zaleca się ograniczac ilosci spozywanego jedzenia, ponieważ będziesz potrzebowac energii do pracy nad soba w nocy. Ponadto nie zaleca się spożywać dużej ilości żywności tuż przed ceremonią, poniewaz moze sie to wiazac z czestym wymiotowaniem. Wystarczy zjesc swój ostatni posiłek około cztery do pięciu godzin przed ceremonią i będzie dobrze. Jedz lekko, i starają się ograniczyć spożycie produktów mlecznych oraz mięsa innego niż mięso kurczaka na tydzien przed i po ceremonii. Zaleca sie rowniez calkowita abstynencje seksualna na tydzien przed i tydzien po ceremonii, poniewaz energia seksualna ma ogromny wpływ na otwarcie komórek ciała. Jest rzeczą oczywistą, że nie nalezy spożywac alkoholu i narkotykow przed ceremonia.
Asystenci
Podczas ceremonii Szaman i jego asystenci beda udzielac Ci wsparcia. Do ich zadań nalezy wynoszenie wymiocin oraz zajmowanie sie ogniskiem. Każdy z nich ma określone zadanie, choć mogą oni wymieniac sie tymi zadaniami w zależności od tego, co jest konieczne w danym momencie. Wszyscy asystenci brali udzial w wielu uroczystościach z Szamanem i są w stanie poradzic sobie z efektem dzialajacej medycyny w swoim ciele pomagajac przy uroczystosci. Niektórzy są nawet przeszkoleni w zakresie gromadzenia i rozpraszania nizszych energii wraz z Szamanem. Więc jeśli jeden z asystentów wymiotuje razem z Toba to można mu podziękować rano. Asystenci są zobowiązani do przestrzegania tego samego kodeksu postępowania zgodnie z którym pracuje Szaman. Jeśli potrzebujesz pomocy podczas uroczystości, takiej jak pomoc w dojsciu do łazienki lub cokolwiek innego, proszę nie wahaj się poprostu podnies reke a ktos odrazu do Ciebie podejdzie.
Wywiad
Aby móc uczestniczyć w uroczystości przejdziesz przez krotki wywiad. Ten wywiad jest niezbedny do określenia, czy kwalifikujesz się do udziału w uroczystości. Dyskfalifikacja obejmuje stosowanie anty-depresantow oraz tego co zostalo opisane wcześniej. Ponadto osoby, które cierpią z powodu ataków psychotycznych, osoby ze sklonnosciami samobójczymi lub ludzi, ktorzy po wywiadzie uważa sie, że nie nadają się do uczestnictwa w ceremonii. Dotyczy to rowniez osób, które są pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Jeśli nie kwalifikujesz się do ceremonii, nie angażuj się w dyskusję z organizatorem, ale w spokoju pozostaw miejsce uroczystości. Jeśli nie możesz uczestniczyć w uroczystości to dla własnego zdrowia i zdrowia innych. Oczywistym jest, ze nie musisz płacić za ceremonie jeśli nie bierzesz w niej udziału.
Miejsce podczas ceremonii
Będzie dla Ciebie wyznaczone miejsce kiedy przyjedziesz do miejsca uroczystości. Mimo, że jest miejsce dla wszystkich, to może sie zdarzyc, że bedziesz siedzieć bliżej kogoś innego niż jest to przewidywane. Z tego powodu zaleca się położyć rzeczy, których nie potrzebujesz pod glowa na koniec maty, co rowniez umozliwi Ci wygodne oparcie. Prosimy zachować obszar przed swoja mata wolny od wszelkich przedmiotów, przez cały czas, poniewaz niektorzy beda przechodzic. Zdarzają się osoby, które lubią siedzieć blisko Szamana, ponieważ uważają, że będzie to bardziej korzystne podczas ceremonii. Dla większości osób działa nawet lepiej siedzieć jak najdalej od Szamana poniewaz mogą one mieć lepszy obraz tego, co się dzieje. Pamietaj rowniez ze nie zaszkodzi Ci przedstawic sie osobie, ktora siedzi obok Ciebie.
Ego-pułapki
Zdarzaja sie osoby Ja-Wiem-Najlepiej, ktore podczas ceremonii uwazaja, że mają prawo do tego aby robic rzeczy na swój sposób. Zwykle można je dostrzec poprzez słowa: powinien, musisz, koniecznie i ich niezdolność do przekraczania negatywności. Jeśli jesteś jednym z nich, to prosimy nie wpaść w pułapkę ego. Organizatorzy i asystenci pracuja z Miguelem od wielu lat i wiedza dokładnie, co robić. A nawet jeśli mają do czynienia z nietypowymi sytuacjami lub czyms nieprzewidywalnym, mają wystarczająco dużo doświadczenia, aby uporać się z powstałą sytuacja. Jeśli masz jakieś uwagi to proszę powiedziec je w następny dzień po ceremonii.
Podczas uroczystości
Prowadzenie ceremonii jest poważnym zadaniem, które wymaga wiele wysiłku od Szamana, organizatorow i asystentów. Ich życzeniem jest, aby ceremonia byla korzystna dla Ciebie i uzdrowienie przyszlo do tych z Was, ktorym jest potrzebne. Z tego powodu, prosze zachować atmosferę spokoju i ciszy, istnieje kilka wytycznych.
Struktura Ceremonii
Każda uroczystośc zazwyczaj ma taką samą strukturę. Najpierw jest otwarcie ceremonii przez Szamana i organizatora. Następnie Szaman podchodzi do kazdego z małą miskę wypelniona wodą Tobacco. Po Tobacco Szaman podchodzi do Ciebie z Natem(Ayahuasca), który jest pity z małej filiżanki. Każdy uczestnik dostaje rowniez szklanke wody, ktora zawiera dodatkowe zioła wzbogacajace proces oraz neutralizujace posmak w razie potrzeby. Wtedy w ciszy i spokoju oczekujemy dzialania Natem. Po uplywie chwili uslyszysz piekna muzyke dzieki ktorej Szaman bedzie Cie prowadzil w Twoim indywidualnym procesie. Uroczystość konczy sie nad ranem przy uzyciu Tobacco.
Tytoń
Tytoń jest kolejna świętą roślina uzywana przez szamanow Shuar. W żaden sposób nie można porównać tego tytoniu z tym, ktory jest sprzedawany w Europie. Wielkie koncerny tytoniowe wprowadzaja do papierosów substancje chemiczne i uzalezniajace. Szaman umieszcza liscie tytoniu w wodzie, powstala w ten sposob esencje wciagana jest przez kanaly nosowe. Efektem tego jest otwarcie komórek ciała, ale także pomoc w usunieciu napiecia emocjonalnego. Jest to technika, która może wymagać pewnej praktyki, ale jeśli uważnie sluchasz i obserwujesz asystentow bedziesz wiedziec jak to zrobić. Proszę uważać, aby nie rozlac Tytoniu na podłoge.Dostaniesz rowniez chusteczki higieniczne, jesli bedziesz chciec wydmuchać nos po zażyciu Tobacco.
Natem
Gdy Szaman podejdzie do Ciebie z Natem, przyjmij to z godnością, miloscia i wypij z kieliszka, aż bedzie pusty. Uwazamy ze najlepiej jest wypic za jednym razem, jak mowi większość ludzi, którzy juz go pili. Chociaż Natem czasami może być surowym nauczycielem, to ma on dobre intencje dla Ciebie i Twojego zdrowia. Przeprowadzajac Cie przez to, co dokladnie dla Ciebie jest potrzebne, pomoze Ci uwolnic sie od twoich problemow. Jeśli uważasz, że skutki Natem zmniejszyły się podczas uroczystości, to możesz zawsze poprosić o dodatkową filiżankę. Zazwyczaj Miguel ogłosi ta możliwości, ale można też podejść do niego samodzielnie.
Doświadczenie Natem
Najlepszym sposobem na doświadczenie Natem-u jest siedzenie z wyprostowanym kregoslupem przynajmniej przez pierwsze cztery do sześciu godzin ceremonii. W ten sposób pozwolisz energii rośliny w pełni zintegrowac sie z Twoim systemem energetycznym umozliwjajac, aby wykonala swoja prace. W niektorych uroczystościach ludzie potrafia spać w tym czasie, ale zdecydowanie nie jest to zalecenie. Oczywiście jeśli czujesz się zmęczony po kilku godzinach można iść spać, a Szaman i jego asystenci beda czuwac nad Tobą.
Wymioty i biegunka
Niektórzy ludzie mają wymioty i/lub biegunke. Zazwyczaj jest to tylko tymczasowy efekt picia Natem. Konieczne jest przekształcenie niższych energii, które znajdują się w wymiocinach. Innymi slowy kiedy wymiotujesz pozbywasz sie ze swojego systemu nizszych energii. W zależności od organizatora istnieje kilka sposobow obchodzenia się wymiocinami, opisze jeden z nich. W większości przypadków są to twarde plastikowe miski, które można używać do wymiotów. Asystenci będa wynosic miski i zebrane w ten sposob wymiociny po ceremonii zostana zakopane/zwrocone Matce Ziemi. Nie należy umieszczać żadnych innych elementów, takich jak papier czy chusteczki w miskach. Papier i chusteczki beda zebrane do oddzielnej torby przez asystenta. Jeśli ktoś wymiotuje a ty chcesz np. Isc do lazienki to prosimy nie przekraczyć granicy między tą osobą a oltarzem, ale obejść oltarz z drugiej strony. W przypadku, gdy występuje biegunka może być przydatne, aby dowiedzieć się, gdzie są toalety przed wejściem w uroczysta przestrzen.
Trudne chwile
W każdej chwili podczas ceremonii Szaman może zobaczyć, gdzie jestes w swoim procesie i pomoc Ci, abys nie przeszedl do stanów świadomości, do których nie jestes gotowy, nawet jeśli chcesz. Jest to jedna z korzyści płynących z picia Natem z doświadczonym-Shuar szamanem. W rzadkich przypadkach ludzie doświadczają trudności przy uwalnianiu bloków energetycznych podczas ceremonii. Wymioty zwykle rozwiązuja te problemy. Jeśli nie, to oddychanie pomoże uwolnić nagromadzone nizsze energie. Jeśli zauważysz, jakies bloki w swoim systemie, zwykle ujawniajace sie jako małe bóle w organizmie, możesz wydychać je na zewnatrz ciała.
Energia Grupy
Jesteśmy wszyscy indywidualni, ale podczas ceremonii laczy nas wspolna energia grupy. Podczas ceremonii Natem możesz stać się bardziej świadomy tej jedności i połączenia. Innymi słowy, niektórzy ludzie mogą czuć energię grupy tak mocno, jak czują swoja wlasna energie. Z tego powodu, i dla własnego dobrego samopoczucia, zaleca się zachować otwartość serca podczas ceremonii i powstrzymac się od wszelkiego co negatywne.
Świadomość
Bardzo ważne jest, aby zachować świadomość co się dzieje w ceremonii i pozostać świadomym tego, co medycyna robi w organizmie. Z tego powodu nie zaleca się położyć spać w ciągu co najmniej pierwszych czterech do sześciu godzin ceremonii. Proszę również słuchaj uważnie instrukcji, które są podane, zarówno na początku jak i podczas uroczystości. Dodatkowo prosimy o niewydawanie z siebie glosnych lub dziwnych dźwiękow, które mogą przeszkadzać innym, jak jęki lub bardzo głośne i falszowane śpiewanie. Prosimy rowniez aby podczas ceremonii nie rozmawiac ze soba nawzajem, jesli potrzebujesz pomocy lub chcesz sie o cos zapytac podnies reke a asystent udzieli Ci odpowiedniej pomocy. Z rana zadowolony i usmiechniety bedziesz miec czas aby podzielic sie z innymi swoimi przezyciami. W ceremonii najlepiej jest skupić uwagę na sobie.
Inne Efekty Natem
Oprócz efektów, które już zostały wymienione, Ci z was, którzy zmagają się z uzależnieniem od narkotyków, alkoholu lub toksyn chemicznych mogą doswiadczyc pocenia się podczas ceremonii Natem. Jest to wynik pozbywania się toksyn z organizmu i jest to normalny efekt.
Rola Shamana
Szaman będzie pracował z grupą całą noc, na różnych poziomach. Przede wszystkim pilnuje uroczystości tak, abys przebywal w przestrzeni sacrum(Swieta przestrzen). Będzie również transformowac negatywne energie tak, aby nie mogly dostać się do systemów energetycznych innych ludzi. Poprzez jego śpiew i jego instrumenty jest w stanie kierowac energia, która pomaga w procesie leczenia. Instrumenty,ktorych uzywa zwykle to Tumank, jego harfa ustna i Kaer, jego skrzypce dwóch strun. Można skoncentrować się na energii, starając się ja odczuć podczas ceremonii. Czasami prowadzi indywidualne uzdrowienia dla uczestników, jeżeli jest to konieczne. Jeśli podejdzie, to prosimy usiasc z przodu maty. Szaman przechodzac podczas tych indywidualnych uzdrowien będzie oczyszczal pole energetyczne człowieka przy uzyciu specjalnego szamanskiego przedmiotu Shaman Brush. Dodatkowo uzywa on Trago, który jest mieszaniną alkoholu, który zawiera istotę różnych roślin. W tych indywidualnych oczyszczeniach mezczyzni są proszeni o zdjecie koszuli lub innej czesci gornej garderoby. Zwróć uwagę, że we wszystkich przypadkach są bardzo ścisłe granice w odniesieniu do integralności ciała. Czasami Szaman prosi o podniesienie rąk do gory po czym rozdmuchuje Trago w twarz lub inne czesci ciala, ktore potrzebuja uzdrowienia. Zaleca się mieć oczy zamknięte, kiedy to robi. Potem czesto prosi o zlozenie rak i nalewa na nie wywar Trago,zalecane jest połozenie dłonie na twarzy i wdychanie tej esencji, zarówno przez nos i przez usta, po czym rozsmaruj reszte na twarz i okolice serca.
Pozostawienie uroczystej przestrzeni
Jesli chcesz podczas uroczystosci iść do łazienki proszę nie wychodz podczas podawania instrukcji lub gdy Szaman opowiada historię, poniewaz sa to wazne informacje dotyczące Twojego udziału. Asystent powie Ci jesli moment wyjscia bedzie nie odpowiedni a ty sam tego nie dostrzerzesz. Jeśli skutki Natem-u beda zbyt silne dla organizmu i bedziesz mial problemy z wstawaniem zaleca się abys uziemil sie. Mozesz to zrobic zwyczajnie wyobrazajac sobie ze z twoich nog wychodza korzenie do ziemi. Jeśli nadal nie uda Ci sie wstac, zawsze możesz poprosic o pomoc poprzez podniesienie reki jednego z asystentów. Cokolwiek robisz, zawsze postaraj sie szybko wrocic do uroczystego miejsca. Nigdy nie wychoc sam opuszczajac swieta przestrzen.
Palenie
Jest calkowity zakaz palenia podczas ceremonii. Jest to zasada w odniesieniu do papierosów i cygar, jak również marihuany. W razie potrzeby Szaman przygotuje czysta tabace/tyton do palenia.
Reszta!
Proces oczyszczania, który jest aktywny i trwa przez cala noc oraz doswiadczenia w trakcie maja ogromny wpływ na sposób doświadczania normalnej rzeczywistości. Aby dostosować się do tych procesów i zmian zaleca się odpoczynek po ceremonii. Basen, sauna lub odpoczywajac w wannie z sola. Stanowi to wielka pomoc w uzyskaniu wiekszej ilosci korzyści plynacych z ceremonii Natem
Dieta
Zaleca się zachowanie ścisłej diety na tydzień przed i po ceremonii. Mięso nie jest zalecane, za wyjątkiem drobiu i ryb. Mleko produkty alkoholowe są odradzane, a także pamietamy o wstrzemiezliwosci w aktywności seksualnej.
-
Reakcje organizmu [ i świadomości] typowe dla dragów z półki LSD i nie tylko.
-
Odnosnie ayahuaski itp. - taki rodzaj zmienionego stanu swiadomosci, polega mniej wiecej na tym dla umyslu, co wlamywanie sie do komputera (bez kontroli nad samym procesem jednak) - powoduje sie niekontrolowane zmiany w umysle i dostaje sie informacje z roznych czesci umyslu, rowniez takie ktore nie powinny byc w danej chwili tykane. Naturalne bariery ochronne sa lamane.
Widzialem osoby po ayahuasce i widze tyle ze to jest drag ktory daje odlot ("duchowy"). Nie zauwazylem zeby te osoby dostroily sie do swojej duchowej, boskiej natury, ale ze byli w stanie zachwytu nad tym, jakiego odlotu dostali. To co ich wypelnialo, to nie byly boskie wibracje. Warto pamietac ze szamani to osoby, rowniez wedle samych siebie, czerpiace moc, dostrajajace sie do swiata duchow (nie "spiritual world" ale "spirits world") - i faktycznie to sie moze udac przy uzyciu tego specyfiku.
Forum jest o przytomnym rozwoju duchowym, nie o propagowaniu psychedelikow w rozwoju. To dwa rozne kierunki.
-
Mysle, ze nawet zaciekly przeciwnik wszelkich srodkow psychoaktywnych moze dac 0,1% mozliwosci, ze jest taki srodek, ktory jest inny od reszty chociaz wyglada podobnie, i ze mozna z niego korzystac z czystymi intencjami i Bozym prowadzeniem. Bo a propos "wlamywania sie" do umyslu, to wielu z powodu nieczystych intencji robi to korzystajac z roznych praktyk, w tym takich, ktore powinny byc oswiecajace.
To watek o Ayahuasce, a nie roznorakich "itp.";)Nikt tutaj nie stwierdzil: "walnij sobie Aye, kwasa, albo cos na podobe";)
-
Pisalem o ayahuasce. itp. dzialaja podobnie. Na poziomie energetycznym i dostrajania sie.
-
Kazdy ma prawo miec swoje zdanie. Osoby nastawione na 100% nie dla czegokolwiek psychoaktywnego rozumiem i szanuje ich podejscie, sam podchodze ostroznie do tematu.
Ayahuaski ani zadnego "itp." nie bralem w tym wcieleniu, wiec nie wypowiadam sie jak to wyglada energetycznie.
-
Witek, piszesz o 'osobach', ja pisze z wlasnego doswiadczenia, ktore jest inne niz to co u kogos zaobserwowales. Nie jestem w stanie ocenic intencji tych osob, moge jednak wyraznie zobaczyc co u mnie sie zmienilo dzieki wgladom, ktore aya uruchomila. Co do przytomnosci, zalezy ona od intencji - wiadomo, ze niektorzy sie i woda nawala.
-
> Forum jest o przytomnym rozwoju duchowym, nie o propagowaniu psychedelikow w rozwoju.
Moim zdaniem tu wróż Wiltold ma rację, bo z bożym prowadzeniem to spokojowo i kwasa można wciągać, ale warto doczytać wcześniej małym druczkiem, że tylko 1/1000 na tym doświadczeniu skorzysta, a reszta straci. Więc nawet jeśli to uproszczenie, to całkowicie uzasadnione -- bezpieczniej przyjąć, że wszystkie bez wyjątku psychodeliki to zuo!
-
A ja trzymam stronę Oli, która słusznie zauważa, że "niektórzy się i wodą nawalą". Tak w istocie jest, a jeden z najpopularniejszych środków odurzających to jedzenie. Najlepszym dowodem jest to, że już krótkotrwała dieta/post powoduje zazwyczaj silne zmiany samopoczucia i zachowania. Zatem jedzenie to dla większości ludzi środek psychoaktywny:)
Intencje, z jakimi zażywamy daną substancję - to się liczy.
-
Wszystko racja, ale lepiej zapobiegać, niż leczyć. Ponadto mnie się wydaje, że ważna jest osoba prowadząca (+ przygotowanie, warunki, cała otoczka), a w mniejszym stopniu ta akurat psychoaktywna substancja, którą serwuje. Zaznaczam, że nie próbowałem, tak sobie tylko gdybam. ALE, gdyby takie misteria prowadził nie jakiś omszały brodacz z puszczy, lecz ta duńska nauczycielka Aisha, która ponoć nas wkrótce nawiedzi w PL, no to nie wnikałbym w skład mikstury, czy to eko czy identyczne z naturalnym, tylko szedłbym jak w dym!
-
Zwracam uwagę, że Forum Przytomny ROzwój Duchowy nie jest miejscem do reklamowania środków odurzających.
-
Intencje, z jakimi zażywamy daną substancję - to się liczy.
Nie tylko intencje (zależy co się też przez nie rozumie i z jakiego są poziomu, czy na pewno przyczynowego), ale też skład, czyli wpływ na komórki w ciele i przenoszona informacja w substancji. Na planie fizycznym szczególnie działa prawo przyczyny i skutku.
Zwierzęta w większości nie mają samoświadomości, czyli też intencji, a też pewne substancje na nie wpływają, jak na ciało człowieka. Ciało ma swoją strukturę, która reaguje na chemię. Popisowe neutralizowanie substancji toksycznych dla mózgu, udaje się tylko nielicznym joginom i nie robią tego co chwila. Chyba, że coś jest PLACEBO, wtedy tylko intencje się liczą i to głównie te zgodne z podświadomością.
-
tak, zauważam, że często ludzie mówią: a ja mam w tym temacie czyste intencje, nie widząc lub nie chcąc widzieć ogona który się za nimi ciągnie negatywnych przekonań. Podświadomość jest tak głęboka, że nie zauważamy nawet połowy co w niej siedzi. Często jest to po prostu podświadome pragnienie nawalenia się. Gdzież tam zaraz oburzy się większość, przecież ja jastem już tAAki oświecony. ;))
-
Moim zdaniem taki rytuał będzie przynosił różnorodne efekty, w zależności od etapu rozwoju na którym znajduje się adept. Niektórzy skorzystają, inni się uzależnią. Dokładnie tak jak przebywanie w ośrodku któregoś z awatarów. Z reguły ci, którzy rozwijają się, odchodzą po pewnym czasie idąc dalej własną drogą, szanując zarazem mistrza. Wielu uzależnia się od obecności awatara i nie potrafi odnaleźć własnej drogi. Pozostają przy nim do jego śmierci, po czym przeżywają szok i w dalszym rozwoju są zagubieni. Są też tacy, którzy czują uzależnienie, ale nie potrafią ani się rozwijać, ani poradzić sobie z wewnętrzną presją uzależnienia. Tacy ludzie z reguły uciekają od awatara szkalując go.
W przypadku Ayahuaski pewnie dojdzie z czasem to podobnych rozłamów.
-
Chronienie innych od iluzji może być męczące i w rezultacie odgrywać inną rolę
-
DMT ktore daje w ayi stany mistyczne wystepuje naturalnie w ludzkim ciele, nie tylko w mozgu, ale i w miesniach, plynie rdzenia kregowego itp. wiec ciezko je nazwac srodkiem odurzajacym. Ergo, albo wszyscy jestesmy globalnie pod tym wzgledem nawaleni albo nikt.
Jesli ktos ma zaciecie naukowe to polecam przeszukanie bazy Medline pod katem jego farmakokinetyki i skutkow (Medline to najwieksza baza codziennie updateowanych artykulow medycznych na swiecie).
-
Można Ayę nazwać środkiem poszerzającym świadomość - odurzenie i nieprzytomności raczej tu nie wchodzą w grę. Jesteś przytomny i świadomy jak cholera, jesteś tu i teraz. Wizje nie zawsze są obecne.
Odnośnie jeszcze środków odurzających - ach jacy my jesteśmy cacy że nie bierzemy tego świństwa :)
Znam ludzi którzy właśnie dzięki nim mogli się zmienić nie do poznania. Odkryć dno i odbić się niesamowicie w górę.
Zresztą codziennie jesteśmy faszerowani taką chemią i narkotykami totalnie ograniczającymi i zawężającymi świadomność, że nawet sobie nie wyobrażacie.
Fluor w paście do zębów, owoce i warzywa z marketów, napoje, guma do żucia...
To ja już wolę przejść na dietę praniczną i od czasu do czasu naszprycować się świadomie Ayą z intencją oczyszczania i pracy ze sobą :) A kiedy już czuję że nie jest mi to już potrzebne, to po prostu nie biorę tego.
Jak to powiedział ktoś mądry: "Nie ma, nie było i nie będzie w kreacjach Ojca niczego złego"
-
Co do medycznego podejścia, to zarys jest w tym artykule, napisanym przez dwóch lekarzy http://www.kwadryga.pl/upload/Dokumenty/Artykuly_naukowe/Gf_naukowy_10_12.pdf
Wg tego co tam zostało napisane, Ayahuasca ma działanie psychoaktywne i halucynogenne; Opócz tego ma też rzeczywiście dzialania zdrowotne, jak wynika z poniższego cytatu. Ale takie działania ma też np.: marihuana, a nie da się ukryć że odurza i zawęża świadomość. Co do ayahuaski - jak badałam (wahałam) eksperymentalnie jedną z osób biorących udział w tej ceremonii, na pewno był na moje odczucie wzrost nieprzytomności po, ale też nastąpiło obniżenie np.: wzorców walki, wg mnie na poziomie karmy (jakby się wypaliły).
Moje wątpliwości budzą jednak nadal np.: te wizje, które sa opisywane na stronie - wg mnie zdecydowanie astralne, nawet jeśli jest to wyższy astral, nie wygladają mi na pochodzące z poziomu duchowego. Zapewne to też zalezy w jakimś stopniu od człowieka i tego co ma w pś, no i prawie każde narzędzie można użyć zarówno do zaszkodzenia sobie, jak i do uzyskania jakis korzyści. Nawalić się rzeczywiście można wszystkim, jak już ktos ma takie intencje lub zachłanność na nieprzytomność.
Pytanie też, które mi się nasuwa - skoro poszerzenie świadomości, otwarcie serca, poczucie jedności i wszechogarniającej miłości, głębsze wglądy można uzyskac poprzez medytację - to czy warto używac do tego Ayahuaski (o ile rzeczywiscie uzyskuje się wtedy wglądy z poziomu WJ i realne poszerzenie, bo co do tego, to nie jestem przekonana po przeczytaniu opisów ze strony www - ale pewnie i to tez jest jednostkowe), z dodatkowymi efektami "specjalnymi" w postaci wymiotów itp. Choc jak Ola napisałaś, rozumiem, ze po kolejnych ten efekt się osłabia i nie jest tak dosłowny fizycznie.
Dziwne też mi sie wydaje mówienie o Ayahuasce, jako o osobie - co się przewija w relacjach i na stronie. Misyjność tam obecna też nie za bardzo mi leży. (te rózne białe kapłanki, diamenty itp).
Cytat z artykułu, linkowanego na początku:
"Według Handbook of Medicinal Herbs. Sec. Edition (Duke J.A. i inni 2002) dotychczas wiadomo o następujących kierunkach działań i zastosowaniach terapeutycznych Soul vine:
antibactericum – przeciwbakteryjne
anorexigenum – hamujące łaknienie
antileishmanicum – przeciw leiszmaniozie
antimalaricum – przeciwmalaryczne
antiparkinsonicum – przeciw chorobie
Parkinsona
antitrypanosomicum – przeciw świdrowcom Trypanosoma
aphrodisiacum – pobudzające popęd
płciowy
bradycardiacum – wywołujące bradykardię
bronchospasmogenicum – wywołujące
skurcz oskrzeli
convulsans – wywołujące drgawki
stimulans – pobudzające, bodźcowe,
orzeźwiające
cytotoxicum – cytotoksyczne
emeticum – wymiotne
euphoricum – wywołujące euforię
halucinogenum – wywołujące halucynacje
hyperkineticum – pobudzające ruchowo
laxativum – przeczyszczające
phototoxicum – fotouczulające
psychotropicum – wpływające na funkcje
psychiczne
respiradepressivum – działające depresyjnie na funkcje oddechowe
spinodepressivum – obniżająco na sprawność funkcji kręgosłupa
telepathicum – wywołujące wrażenie telepatii
tremorigenicum – wywołujące drgawki
uteroactivum – aktywujące funkcje macicy
vermifugum – przeciwrobacze.
Zastosowania Banisteriopsis caapi w terapii następujących schorzeń: ameboza, bakteriemia, zapalenie oskrzeli, zaparcia, różnorodne somatyczne dolegliwości mózgu, niska aktywność ruchowa, impotencja, lejszmaniozy, malaria, otyłość, choroba Parkinsona, paraliż, stany apatii i letargu, stany skurczowe mięśni szkieletowych, zaburzenia akomodacji źrenic, robaczyce, choroby wywołane przez świdrowce."
-
Z forum o narkotychach, gdzie wiedza wszystko jak cpac, jak sie odtruwac, itd itd. Inni ludzie, a popatrzmy na to czym sie zachwycaja, ayahuasca i reakcje:
"Ja przed spotkaniami z yage nie myślałam już o odtrutce. Zastanawiałam się nad tym na jakimś etapie jakiś czas temu.
Próbujecie mnie zniechęcić ? Po co ? Dlaczego ? Nie chcieliście abym doświadczyła tego cudownego, odmiennego stanu świadomości, miłości, radości i ekstazy duchowej, abym doświadczyła kontaktu z tą dobrą, przepełnioną miłością, delikatnością i czułością istotą ? Nazwałabym to nawet nie odmiennym, a wyższym stanem świadomości. Użyłam ruty i mimozy. Mimoza wcale nie jest mroczna jak niektórzy tu piszą … przez cały czas działania doświadczałam czegoś dokładnie odwrotnego. Spróbuj najpierw grzybków, meskaliny, kwasa - straszycie, a potem ktoś czyta wypowiedzi na forum i boi sie pić yage.
Dobrze, że was nie posłuchałam. Udało mi się w końcu zaparzyć działajacą ayahuaskę. Wywar zadziałał, ale był słaby, otrzymałam przesłanie duchowe od tej istoty. Oni tam byli i mnie wołali - choć. Czekali na mnie. Wiem, że to czego doświadczyłam to zaledwie czubek góry lodowej.
To było cudowne i niezwykłe. Wino duszy. Teraz rozumiem skąd ta nazwa. Serce tańczy. Dusza śpiewa. Duchowe eldorado. Nieskończone pokłady energii duchowej i miłości dla ciebie, jeśli tylko będziesz w stanie się otworzyć i będziesz gotowy na przyjęcie tego...polecisz gdzie chcesz...uzdrowisz tą energią siebie, wykorzystasz ją do kształtowania życia.
Wino duszy nie działa, ale to co mi podarowała zostało we mnie i zostanie na zawsze.
Słowami opisać nie da się tego ... Ayahuaska to już dla mnie nie narkotyk...to klucz, a nasze mózgi wadliwie działają i nie pracują jak powinny. Za mało jest w nich molekuły duszy. "
Innymi slowy, doswiadczenie czegos odmiennego niz rzeczywistosc jawi sie jako rzecz świeta, wino duszy. Poszukiwanie na zewnatrz, czy to w postaci napoju, substancji, rosliny, czlowieka, czy istoty niematerialnej, ze zapewni nam cos, czego my sami nie potrafimy sobie zapewnic, to uzaleznianie sie od istnienia tego, badz braku. Naruszanie barier ochronnych w psychice, ktore maja sluzyc chociazby temu, aby sie dobrz spalo, i wizje astralne czyscily sie po obudzeniu, jest pozbawione sensu. To brak odpowiedzialnosci za swoje cialo fizyczne.
A gadanie,ze to i tamto jest naturalne, cóż - samooszukiwanie się. A może komuś gwoździ dokupić, bo ma mało żelaza, albo kilo węgla? Ba! Nie ma też powodu aby nie zjeść miedzianego kabelka. Zły przykład? :)
To może efekt oddziaływania psychiatry ze swoim wiadrem specyfików mający za zadanie uleczyc dusze pacjenta dawką np serotoniny ? Konsekwencje są takie, że mijaja lata, ... uzależnienie rośnie, a efektu brak. Zmienia się specyfik, zmienia środek, a samodzielności to nie uczy.
Obserwacja zachwytu u innych, to złe źródło informacji. Można sprawdzić, czy stosowanie tego czy owego pomogło na konkretny problem u osoby, czy poprawila nastroj. Efekt nagłej zmiany samopoczucia równie dobrze to skutek wymiotowania.
Konsekwentne stosowanie czegokolwiek co istnieje na zewnatrz, jako jedyny specyfik, istota, metoda ktora nam cos zapewnia, przyspiesza buduje nawyk: nie moge osiagnąc tego, owego sam- sięgam po to ponownie, by to osiągać.
-
Ola,
Mogłabyś wrzucić jakieś wprowadzenie do tematu DMT? Przyznam że mnie bardzo ciekawi, bo chyba jest też naturalnie wydzielany przez przysadkę(?) w olbrzymich ilościach w momencie śmierci (w tym klinicznej).
Proszę, niech mnie ktoś tutaj skoryguje:)
Wszyscy,
Jakaś dziwna ta rozmowa się robi o_O
To, że zioła zawarte w aya leczą jakieś robaczyce nie ma nic do rzeczy w kontekście działania DMT.
To, że DMT występuje naturalnie w mięśniach nie znaczy że wszyscy chodzimy nawaleni -- tu raczej chodzi o jego ilość w mózgu (a i pewnie nie tylko tam).
To, że w paście jest fluor, nie ma nic do rzeczy z niczym. No, chyba że ktoś uważa że wszystko co jest "naturalne" jest w 100% zdrowe ;)
To, że ktoś sięga po coś na zewnątrz, nie oznacza od razu że buduje nawyk. Zresztą, z wypowiedzi tutaj uczestniczących mogę wywnioskować że potrzeba znacznie mniej rytuałów ayahuaski niż EFT czy regresingu -- więc nie wiem kto się tutaj nawykuje ;P
-
Ceremonialne wspólne rzyganie, wspaniała sprawa. Tak popularne w Polsce. Chociaż wiekszosc lubi inny środek.
I są tacy szczęsliwi po .. :))
-
Aby nie przewalać za dużo tekstu, macie linka do artykułu o DMT:
http://instytutarete.pl/poczytaj/cialo/na-zdrowie/470-szyszynka-tunele-rzeczywistosci-i-2012.html
Ceremonialne wspólne rzyganie, wspaniała sprawa. Tak popularne w Polsce. Chociaż wiekszosc lubi inny środek.
I są tacy szczęsliwi po .. :))
Bo ja wiem czy są szczęśliwi po? Raczej w trakcie - po, to właśnie jest masakra :)
-
Hegemon,
W jakim celu zamieszczasz taki artykuł? Pytam szczerze, bo nie widzę co tam można wartościowego znaleźć, jeśli nie jest się wieblicielem i bezkrytycznie akceptuje treści tam zawarte.
Z ciekawosci zerknąłem na źródła, bo skoro artykuł twierdzi że wikipedia się myli, to pewnie czymś się podpiera. A i owszem:
- książkami doktorów medycyny (mimo że "prawdziwa fizjologia szyszynki na poziomie biomolekularnym, która jest naprawdę skrzętnie ukrywana, nawet przed studentami medycyny"), wygodnie bez cytatów ;)
- cytatami z proroctw majów z własnego bloga
i najlepsze:
- linkiem do strony NASA odnośnie 2012, w którym odparte są dokładnie te same argumenty, które są umieszczone w artykule :D
Po co zamieszczać artykuł, w którym najpierw autor mówi że inni się mylą, bo jest inaczej, a potem zamieszcza bibliografię mającą na celu tylko sprawiać wrażenie wiarygodności?
-
Lynd - o robaczycach napisałam, bo sprawdzałam w materiałach źródłowych na ile ayahuasca rzeczywiscie ma dodatkowe działanie zdrowotne. Wygląda, ze ma. Na tym polega weryfikacja źródłowa ;) Tak tłumacze, jak moja wypowiedź ma się do dyskusji ;)
-
OK :)
Nie zauważyłem żeby był wątek o zdrowotnych zastosowaniach, ale myślę że dyskusja w tę stronę i tak nie ma sensu -- niezależnie od kwestii zdrowotnych, rozmawiamy o duchowych.
-
[...] z dodatkowymi efektami "specjalnymi" w postaci wymiotów itp. Choc jak Ola napisałaś, rozumiem, ze po kolejnych ten efekt się osłabia i nie jest tak dosłowny fizycznie.
[...]
Dziwne też mi sie wydaje mówienie o Ayahuasce, jako o osobie - co się przewija w relacjach i na stronie. Misyjność tam obecna też nie za bardzo mi leży. (te rózne białe kapłanki, diamenty itp).
Asiu, co do ‘efektow specjalnych’ to nie chodzi o to, ze ten efekt sie oslabia z czasem, tego nie moge powiedziec. U mnie akurat tak sie rozlozylo, ale z tego co wiem nie jest to zadna regula. 'Wymioty' moga wystapic, ale nie musza, czasem cialo potrzebuje zatrzymac napar w sobie. W moim odczuciu to co zatruwa, to nie substancja, a opor przed uzdrowieniem, czyli krotko mowiac strach.
Mnie osobiscie ayowa otoczka nie interesuje i rozumiem, ze po przeczytaniu niektorych opisow moga sie zjezyc wlosy na glowie. Ale trzeba pamietac, ze ludzie pisza przez pryzmat swoich wzorcow i uzywaja ayi do roznych celow, nie moja rzecza jest zastanawiac sie nad ich intencjami czy sciezka. W swoim otoczeniu mam osoby, ktore, podobnie jak ja, skorzystaly bardzo wiele, bo swiadomie pracuja z oczyszczaniem podswiadomosci, ale znam i takich, ktorzy robia to dla odjazdu i wizji. To jest tak jak z regresingiem, jeden sie zdecyduje sie na sesje, bo chce realnie w sobie cos zmienic, inny pojdzie, bo sie jara wizjami poprzednich wcielen i galaret, a inny, bo czuje sie samotnie, a grupa jest taka fajna.
Ja lubie prostote, ceremonialnosc mnie troche smieszy, a troche odstrecza, dlatego ciesze sie, ze osoby, z ktorymi robilam ceremonie byly wolne od zapowietrzenia.
Co do nieprzytomnosci jeszcze to widze to tak: podczas ceremonii pracuje sie zazwyczaj z ogromnie silnymi wzorcami, dociera sie do samego zrodla, i w wiekszosci przypadkow energie sie stabilizuja dopiero po ok 6 tygodniach. W tym czasie zachodza procesy na glebokich poziomach, moze wywalac. Nieprzytomnosc wiazalabym raczej z tymi wywalankami niz z neurotoksycznoscia ayahuaski. Przy czym ciagle pisze tylko o sobie, nie formuluje tu generalnych zasad.
Materialow na necie jest duzo, swojego czasu naczytalam sie sporo, jak ktos bedzie chcial to sobie znajdzie i oddzieli ziarno od plew. Przyznam, ze w ogole nie mam potrzeby pisania o ayi, wiem, ile skorzystalam na swoich ceremoniach, wiem tez, ze moja praca z aya juz sie skonczyla. Glos tu zabralam, zeby moze swoim przykladem pokazac, ze aya nie sprowadza na manowce, a wrecz przeciwnie. W sumie tez wiedzialam dokad ta rozmowa podazy, czyli w kierunku tekstow o dragach itp i nawet sie nie dziwie, bo, jak pisalam wczesniej, kiedys mialam podobny poglad. Teraz mam w sobie troche mniej pychy i wiecej ufnosci.
Moja pierwsza ceremonia nauczyla mnie tyle o tym kim jestem i jak dzialaja rzeczy, ze na te chwile niczego wiecej nie potrzebuje. Ugruntowaly sie we mnie spokoj, blogosc, milosc, madrosc, lekkosc, prawda. Zniknela wewnetrzna szarpanina, resztki poczucia aniolkowego nie bycia stad, nieprzystawania. Akceptacja i zrozumienie zajely miejsce watpliwosci i leku. Oczywiscie, gdyby nie wczesniejsza praca nad soba to nie byloby tej bazy pod aye i jej efekty pewnie bylyby inne. Ale sa jakie sa i ciesze sie, ze sie odwazylam.
-
Myślę, że jak ktoś ma wysokie wibracje i dobry kontakt z Bogiem, to może się samoistnie oczyścić ze skutków energetycznych tej substancji. Wypracowany przepływ energii zrobi swoje, choć jak dla mnie do czasu. Przy regularnym zażywaniu tego w pewnym momencie nastąpi zahamowanie lub upadek.
U osób o takich sobie wibracjach zapewne następuje szybkie dostrojenie astralu i nieprzytomności.
-
Dostrajania do niskich wibracji może nastąpić bardzo szybko.
Kiedyś kupiłem sobie napój energetyczny Guanabana czy cos podobnego. Po wypicu 0,5 litra miałem w gowie czarno przez 2 dni. Oczywistym jest, że osoby, które na codzień pijają kawę, herbatę, coca cole czy inne "dopalacze" nawet nie zauważyłyby takiej drobnej zmiany.
-
Dla mnie zmiany w swiadomosci wywolane wypiciem np. herbaty czy kawy (albo czegos z kofeina bo ostatnio sie nacialem na coca-cole i zaczalem miec jakies nieprzyjemne, a niecodzienne odczucie - doczytalem na etykiecie ze jest kofeina) to za duzo. Wtedy tez (gdy sie tego nie spozywa) czuc najmniejsze zmiany w swiadomosci na skutek wplywu substancji w jedzeniu/piciu . Tym co zostaje a zaburza, sa wtedy same emocje i/lub dostrajanie (nie jest sie jednak zrodlem tu juz) A patrzac na osoby po ayahuasce ( i tu ten wzorzec zrozumialem - telepatycznego dostrajania sie pod nich) to mi sie na wymioty zbiera od tego co widze
-
Każdy ma swoją drogę. Właśnie skończyłem 5-dniowa glodowke. Planowałem dłuższą bo nie dotarłem w niej do korzeni tego do czego chciałem dotrzeć, ale sporo się oczyscilo i praca jest na głębokich poziomach - wyciąga skrzętnie ukrywane w ciele wzorce do których nie umiem w inny sposób dotrzeć. Piszę o tym bo wielu ludzi to potępia i uznaje za szkodliwe a dla mnie jednak działa. Ja bym nie wziął ayahuaski ( fuj, kojarzy mi się z ciężkim cpaniem, którego jeszcze trochę zostało w psce) ale jestem w stanie zaakceptować fakt ze są tacy którym to pomaga w rozwoju duchowym.
Na pewno trzeba mieć do tego czyste intencje i uzdrowione wzorce cpania, uciekania od siebie.
Jako ciekawostkę dodam, że w czasach palenia trawy po trawce regularnie dostawalem inspiracje żeby rozwijać się duchowo na przytomnie ( a wcześniej nigdy nie myślałem o tym żeby medytować) . Gorzej było z realizacją ;) bo byłem uzależniony i nie umiałem oczyszczać podświadomości. Ale to przeżycia po narkotykach i poznanie tego że one nie dają pełni i zatruwaja organizm, spowodowało we mnie chęć szukania wyższych stanów świadomości na trzeźwo
-
Ola,
dzieki wielkie za podzielenie sie swoimi osobistymi obserwacjami w tym temacie, idealne wyczucie czasu :)
"Moja pierwsza ceremonia byla najsilniejsza, bo z tym co mi wychodzilo pracowalam przez nastepne 11 miesiecy, codziennie i bardzo intensywnie. Ale latwosc z jaka zachodzily uswiadomienia i puszczanie wzorcow byly dla mnie niesamowite, znacie te reklamy, ze cos tam cos tam czysci z sila wodospadu – to jest to co aya mi zafundowala. Podczas ceremonii i przez caly kolejny rok mialam taki download informacji z gory, ze myslalam, ze mi procek nie wyrobi, ogromne poszerzenie swiadomosci, do tego stopnia ze wzorce schodzily same, bezwysilkowo. Byl to jednak proces daleki od komfortowego.. Ogolnie moje ceremonie byly diametralnie rozne co do tematow i tego jak przebiegaly, roznily sie tez w formie oczyszczania (od silnych torsji, przez lekkie wydmuchiwanie energii, po zero fizycznej reakcji). Aya pomogla mi wejsc na calkiem inny poziom urzeczywistnienia - doszlabym tam pewnie kiedys i bez niej, ale mysle, ze zabraloby mi to kilka dobrych wcielen i wiele wiele lez i potu i zawracania z drogi. Ale aya to nie droga na skroty. "
Wiem ze nie masz ochoty :) ale czy mozesz napisac wiecej na temat swoich sesji? jestem bardzo ciekawy. moze byc na priva, albo daj mi w ogole jakies namiary na siebie, komorka czy cos w tym stylu, to moze sobie pogadamy.
-
Jest powiedzenie "wszystko jest dla ludzi, byle tylko używać tego z głową".
Wszystkie substancje typy marihuana, alkohol, kawa, herbata czy ta ayahuaska są po coś, do czegoś służą.
Np. alkohol dezynfekuje i podnosi ciśnienie czy konserwuje. I tylko do tego powinien być wykorzystywany. A nie do tego by się nim nawalić.
To samo z innymi substancjami. Jeśli są wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem organizm sobie z nimi poradzi.
Ja w tej chwili nie zdecydowałabym się na tę ceremonię. Nie jest mi już potrzebna.
Być może osobom polokowanym możne pomóc w otwarciu się na siebie i na rozwój.
Natomiast nie sadzę by był to dobry pomysł na dłuższą praktykę. Istnieje ryzyko uzależnienia się od niej.
-
Niestety nie widzę u osób " w procesie" boskich wibracji, a jedynie poszerzenie kontaktu ze swoją ps ale bardzo wybuchowo i poprzez pryzmat pś. Zdarza sie ze docieraja tez osoby do "źródla".Często przychodzą uświadomienia, to fakt, wchodzi się w inny wymiar percepcji jaki serwuje napompowany ukł. nerwowy. Potem jest zjazd. Znam osoby które eksperymentują, i to co najbardziej mna wstrząsneło to to że mój ex po takiej ceremoni do dzis nie doszedl do siebie a mineło wiele lat. Zobaczył swoich rodziców, relacje, wczesniej tłumione tematy, zdarzenia, i go totalni wysadziło, przerosło go to az musiał iśc na terapię. To apropo zeby nie wyprzedzać gotowości na pewne tematy bo mozna cofnąc sie mocno do tyłu.
gdy wszystko idzie zgodnie z planem i gdy rozwija sie corazpelniejsza świadomość, to naprawdę nie trzeba siegać po DTM zeby sie uzdrawiać, żeby widzieć, odnaleźć "źródło". Wiem ze osoby które odnalazly na DMT źródło faktycznie wyszly wyrzej niz mogą, ale niestety jest to nieprzytomne a to dlatego, ze to ile organizm wydziela DMT nie jest bez powodu. Na pewne doświadczenia trzeba gotowości a to co jest podczas ceremoni DMT naprawde mozna zaznac i bez tego, tzn rozszerzenia, i to na przytomnie i o wiele lepiej. Róznica jest taka, ze po DMT jest zjazd, a po boskiej medytacji, poszerzonej świadomości- jest niesamowity wzlot w górę i ugruntowywanie kolejnego poziomu. Pozatym DMT z tego co wiem naturalnie wzrasta przy przekraczaniu duchowych poziomów. samo, wskutek rozwoju i uwarzam ze jest to naturalny kierunek i najlepszy.
zgadzam się z Witkiem i Leszkiem, ja teraz mam głebokie oczyszczanie ciała z różnych toksycznych wibracji i dotego bardzo sie gruntuję a to bardzo poszerza przytomności i gdy tylko zarzyję coś co ma w sobie toksyny to mam problem, poprostu zwieche. Nawet po kosmetykach. Bo one tez wchodzą przecież do krwioobiegu itd.
Czasem mnie kusi taka kropelka DTM ale wiem, ze wszystko w swoim czasie,pozatym mam jeszcze pamięć moich szamańskich wcieleń, ja Boga i siebie Boska moge doświadczac w kazdej chwili na tyle na ile jestem gotowa. A jak wiem że jestem gotowa na skok i poszerzenie, to naprawde to sie dzieje samo. W medytacji.:) Albo w zabiegach uzdrawiania.
-
Nie tylko intencje (zależy co się też przez nie rozumie i z jakiego są poziomu, czy na pewno przyczynowego), ale też skład, czyli wpływ na komórki w ciele i przenoszona informacja w substancji. Na planie fizycznym szczególnie działa prawo przyczyny i skutku.
Zwierzęta w większości nie mają samoświadomości, czyli też intencji, a też pewne substancje na nie wpływają, jak na ciało człowieka. Ciało ma swoją strukturę, która reaguje na chemię. Popisowe neutralizowanie substancji toksycznych dla mózgu, udaje się tylko nielicznym joginom i nie robią tego co chwila. Chyba, że coś jest PLACEBO, wtedy tylko intencje się liczą i to głównie te zgodne z podświadomością.
No wlasnie.
Chyba Lynd wspomnial że mowa tu o aspekcie duchowym a nie fizycznym/zdrowotnym- ale jak to ominąc, jesli rozwój duchowy odbywa się tez na planie komórkowym:)) To takie oddzielanie się od materii, jakby to nie było juz istotne, podczas gdy nasze cialo jest pojazdem dla naszego ducha, a ziemia jedną z dróg.
-
Zgadzam się z tym co pisze Olga. Od siebie dodam, że nie wszyscy ludzie, ale zapewne spora część wchodzi w takie rzeczy szukając drogi na skróty. No bo to się wydaje takie łatwe i piękne - wypić sobie coś, przetrwać ostre przeczyszczenie i być czyściutkim.
Tak jakby rozwój polegał tylko na tym, że się wywala z siebie syfy. Dużo ludzi w rozwoju podchodzi do siebie tak mechanicznie - coś się wywala, coś się wpuszcza i jest. A przecież zdrowy i pełny rozwój duchowy to przede wszystkim poznawanie siebie, nawiązywanie kontaktu z własnym wnętrzem, ocieplanie relacji z sobą, odkrywanie swoich możliwości, doświadczanie i wypróbowywanie tego wszystkiego w praktyce, itd. To nie jest zwyczajne wywalenie jednego, żeby zastąpić to drugim. Jak ktoś tak myśli, to ja się nie dziwie że potem przychodzą do głowy pomysły, żeby sobie odblokowywać naturalne bariery ochronne umysłu w imię przyspieszonego oczyszczania - gdzie w tym cierpliwość i szacunek do siebie?
Ja wolę żeby dane obciążenia wychodziły ze mnie w odpowiednim dla nich czasie, żeby to był wynik wzrastającej miłości do siebie i zmian w świadomości, a nie mechaniczne przeczyszczenie. I mimo, że nie boję się swoich emocji, bo tyle już przeszedłem skrajnych stanów emocjonalnych, że wiem że byłbym w stanie poradzić sobie z tak intensywnym czyszczeniem, ale nie chce tego robić. Nie widzę w tym nawet sensu - bo to tak jakby kończyć w trybie przyspieszonym szkołę, tylko po to, aby zdobyć ten tytuł naukowy. No i niby na końcu się ma ten papierek, tylko co z tego skoro nie wyniosło się zbyt wiele z nauki? Ja wolę wszystko przerabiać porządnie w swoim czasie i mieć pewność, że zostanie zrozumiane i uświadomione to, co powinno być zrozumiane i uświadomione.
No bo to jest tak jak przy naszej medycynie - uzdrawia się objawy choroby i człowiek się potem czuje lepiej, bo nie ma tych objawów. Rzecz w tym, że wciąż są nieuzdrowione przyczyny i one siedzą i jeszcze dadzą o sobie znać. Myślę, że tutaj jest podobnie - takie przeczyszczenie daje dużą ulgę i na pewno człowiek jest w stanie się czuć dużo lepiej bez tego bagażu, ale co z tego skoro intencje się zbyt mocno nie zmienią (no wiadomo, że coś tam się pewnie i uświadomi i zmieni, ale to raczej niewiele) i to jest tylko kwestia czasu, aż to wszystko się odnowi.
Zresztą to standard, że większość ludzi woli pić magiczne napoje niż na spokojnie uczyć się jak po prostu kochać siebie i dawać sobie tą miłość, która przeczyszcza przecież z dużo większą mocą, ale też łagodnością i subtelnością niż takie bajery. Warto zaakceptować swoje tempo zmian i oczyszczania zamiast na siłę wymuszać jego przyspieszenie.
-
Clint, tak jak np dla mnie rozwojem sa moje praktyki, tak dla innych mogą być inne praktyki. Osoby które np stosują DMT uznają to za praktykę dla siebie i odpowiedzą ci że właśnie dzięki min DTM[ bo przecież nie tylko] pracują na poziomie wzorców blokad itd. i skoro to przyjmują to widocznie są gotowe na prawdziwy rozwój, a ty prawdopodobnie jeszcze nie:)
-
No być może :P Mi chodzi jednak głównie o to, aby pokazać jak ważne jest zrównoważenie i całościowe spojrzenie na siebie w rozwoju. Nie ma znaczenia to jakich praktyk się używa, ale znaczenie ma jaki się ma w tym wszystkim stosunek do siebie.
Cierpliwość, miłość, akceptacja - tego nie może zabraknąć w rozwoju, jeśli się chce na dłuższą metę osiągać jakieś większe rezultaty. Widziałem już wielu ludzi, którzy używają naprawę konkretnych i mocarnych technik, które sporo oczyszczały, ale co z tego jak cały czas traktowali siebie jak kawał mięcha, który trzeba przemyć bo śmierdzi.
Zamiast się uczyć akceptować, lubić i kochać siebie takimi, jakim są, z całym tym bagażem i pozwalać sobie na luz i cierpliwość - woleli używać wykańczających, mocnych technik (np. buddyści mają sporo takich bajerów) doprowadzających ich do chorowania, gorączki, wymiotów i innych atrakcji w imię oczyszczania. Ludzie dosłownie wymiotują tym co w nich siedzi, zamiast kurczę pokochać siebie i przytulić te swoje biedne, zranione serduszka. I tak się nakręcają w czyszczeniu, warunkując sobie to kochanie siebie tym, że jak nie będzie syfu to wtedy miłość sama przyjdzie. Zamiast podjąć się pokochania siebie wolą wyrywać sobie kawałki siebie będąc przekonanymi, że to właśnie ich obecność nie pozwala kochać.
No i się potem dziwić, że tylu tych praktykujących potrafi dojść tak wysoko energetycznie po całym życiu oczyszczania się, ale coś nie mogą się oświecić, a potem znowu podupadają. No ale co tu się dziwić, skoro fundamenty ego są nieruszone i wciąż stanowią podstawę pod budowanie chorych rzeczy - co z tego że się zburzyło ruderę i jest czyste pole, skoro zaraz się zbuduje kolejną? Nie wystarczy zburzyć brzydki dom, trzeba się jeszcze nauczyć jak postawić i pielęgnować ten ładny. A to jest bardzo złożony proces, który wymaga czasu, a więc i cierpliwości. Dlatego warto zacząć od akceptacji siebie i nauki cierpliwości, żeby sobie najzwyczajniej w świecie ułatwić to wszystko :)
-
Wg mnie wpływ na ciało takiej ayahuaski jest równie wazny, jak wpływ na rozwój duchowy :) Wiem, ze energetycznie i na poziomie ciała nadal czuję to jako coś nieprzyjemnego, mdlącego, niesmacznego i nieprzytomnego.
A jednoczesnie na poziomie ciała akceptuję, ze ayahuaska może być uzytkowana pro-zdrowotnie - choc nie wiem, czy kiedy zażywa się ją w większych ilościach, dla uzyskania efektów "poszerzenia" i "oczyszczenia" - to ostrzejsze "efekty specjalne", jak torsje, mdłości itp. w ciele nie świadczą jednak o jej przedawkowaniu. I wg mnie rozwojowe oczyszczanie/uzdrawianie nie musi się wiązać z tego typu nieprzyjemnościami - istnieją jednak ludzie, kórych pś "lubią" jak coś sie dzieje mocno namacalnie, nawet jesli niezbyt przyjemnie - i np.: wyrzyganie może im pomóc w uwolnieniu się również na poziomie pamięci ciała i energetyki od różnych traum czy blokad. Dodatkowo wsparcie grupy, życzliwość itp. robią swoje. Zatem mniej więcej rozumiem jaki jest mechanizm popularnosci takich ceremonii i ich efekty oczyszczajaco-uzdrawiajace, jakie odczuwa część uczestników.
Ważne jest jednak to co napisała Olga i Clint - ze kiedy pewne rzeczy "wywalą" pod wpływem ceremonii za szybko - mogą nie zostać przetransforomowane, bo nie bedzie na nie jesczze gotowości - i wtedy człowiek zostanie z bagażem i różnie to może potem wplyuwać. Jedna osoba w końcu "upora" się z tym co wyszło w przeciągu paru miesięcy - tak jak napisała o Tym Ola - a ktoś inny moze zostać z tym obciążeniem i swoją niegotowością - jak ex- Olgi. Przy metodach bardziej stopniowo uzdrawiających i oczyszczających to ryzyko jest duzo mniejsze.
Każdy jest tu jednak dorosły;) i kazdy ma prawo do własnych metod, i własnej drogi - jednemu będą one pasowac, innym nie - i to normalne. Dla jednej osoby taka ceremonia będzie dużym "kopem" do zmian w sobie i w życiu na lepsze - a dla innych nie. Bądź co bądź podobnie bywa z regresingiem i innymi metodami ;)
Wiem, ze nie zdecyduję się na DMT "na haju" (skondensowany kop;) po ayahuasce. Moze też dlatego, ze miałam za dużo "ćpuńskich" wcieleń i źle mi się wszelkie haje kojarzą, a jak coś się źle kojarzy, to pewnie by mi korzyści zbytnio nie przyniosło. W tym miejscu zastanawiam się, czy karmiczne ćpańsko (także szamańskie) nie ma jednak jakiegoś wpływu na postrzeganie tego typu ceremonii, przez pryzmat własnie zatrucia i nieprzyjemnych doświadczeń - kiedy osoby bez tego typu obciążeń moze mogą ceremonię ayahuaski inaczej odbierać i inaczej transformowac? Nie wykluczam takiej możliwości, choc tez nie wykluczam, ze ayahuaska w swoim sednie nie rózni się specjalnie od wszelkich innych szamańskich dopalaczy i po jakimś czasie moze zacząc zauważalnie zawężać, zamiast poszerzać.
Czuję też podobnie jak Grażynka, ze jest tu jakieś ryzyko uzależnienia się od ceremonii - jako rzeczy działającej szybko, efektownie i w osobistym odczuciu efektywnie oraz wzbudzajacej euforię na pewnych poziomach - ja tam wolę jednak większą niezależność - poszerzenie uzyskuję w medytacji, uzdrawianie też idzie na podobnym poziomie, a jak chcę powywalac z pś to idę na sesję rsr. Choć i tak ktoś z zewnątrz mógłby stwierdzić, ze się np.: "uzależniam" od medytacji ;) Ale takie "uzaleznienie" to mogę mieć.
-
Jak dla mnie, ta ceremonia nie budzi entuzjazmu, raczej niechęć. Dodam, że te osoby po zabiegu nie wyglądają na uduchowionych. Mają rzeczywiście pobudzone ośrodki wesołości, wygląda to na sztuczną euforię. Jednak nie odbieram jej jako w pełni przyjemną. Być może skutki uboczne działania aya mogą być minimalne, ale to nie jest rozwój duchowy. Nie ma u tych osób głębi, bogactwa wewnętrznego.
Na podanej stronie, gdzie są opinie, jest osoba, Dorota, przed zabiegiem, w trakcie i po; jak dla mnie, po ceremonii są u niej zmiany, ale nie nazwałbym ich pozytywnymi, jakaś sztuczność sie pojawiła.
-
Temat funkcjonuje na forum - Przytomny Rozwój Duchowy - już trzy dni. To o trzy dni za dużo.
Ayahuaska jest narkotykiem. Za dzieciaka na takie coś mówiło się Syf-Kiła-i-Mogiła.
I nie potrzeba samemu stosować by to poczuć (choć do tego znam wielce pouczającą historię osoby kiedyś stosującej przez lata regresing i jej spotkanie z ayahuaska) . A dla rozwijających się duchowo to jeden moment.
Więc nie wiem dlaczego tak długo moderatorzy nie reagują.
Do tej pory jak ktoś użył niestosownego słowa to zaraz była reakcja.
Więc CZAS NAJWYŻSZY MODERATORZY.
Ten temat choć jest "niewinną" dyskusją wprowadza na forum zagadnienie, które jest wprost sprzeczne z założeniami tego forum.
Poza tym wiele osób prezentuje tutaj fałszywie pojętą tolerancję i wypowiada się tak wyważenie o czymś co jest jednoznacznie SYFEM. Czy taka postawa jest przygrywką do zmiany nazwy forum czy raczej do zmiany zainteresowań?
Wiele osób w tym wątku piszacych powinno się raczej zająć oczyszczaniem intencji do przytomnego rozwoju.
-
Jarku,
brzmisz troche jak ksiadz na kazaniu. Jest to forum Przytomny Rozwoj Duchowy, dlatego tez pewnie w dyskusji wiekszosc osob wypowiedziala sie o ayahuasce w sposob negatywny. Leszek rowniez zwrocil uwage, ze nie jest to miejsce na reklame srodkow odurzajacych. Natomiast sam fakt, ze watek i dyskusja powstaly, jest rzecza dobra. Mozna wymienic poglady, doswiadczenia - co w tym zlego?
Czy wedlug Ciebie maja byc na forum tematy tabu?
-
Matek,
jeśli masz własnie etap oczyszczania intencji do RD to ok.
Dzieciak na ścieżce wpisując w google ayahuasca zorientuje się czym to pachnie. Nie potrzeba osobnego tematu na forum o tym narkotyku. Wystarczy stworzyć temat ogólnie - SUBSTANCJE NIEBEZPIECZNE NA ŚCIEŻCE i wystarczy.
To robota moderatorów.
A Ty masz co robić skoro jest to dla Ciebie temat "badawczy" vide Twój wpis:
"Mariusz, dzieki za tego linka, duzo pieknych relacji. Bardzo ciekawa jest Ayahuasca:)Juz troche o niej wczesniej slyszalem. Wiem, ze to nie jest "politically correct";), ale ja czuje ze Aya jest w porzadku. Moze kiedys sprobuje, a moze nie:)"
-
Odnoszę wrażenie, że niektóre osoby demonizują szamańskie metody rozwoju. Nie wypowiadam się na temat działania substancji psychoaktywnych. Ten rodzaj kontaktu z zaświatami mnie raczej nie interesuje. Jednak uważam, że dla niektórych ludzi może to być inicjatorem rozwoju duchowego. Moim zdaniem nie należy na tym forum tego popierać, ale też nie ma co demonizować. Są osoby, których intencje astralne muszą wypalić się zanim rozpoczną poszukiwania duchowe. Dla nich właśnie przeznaczone są takie rytuały jak Ayahuaski. Być może niektórzy uzależnią się i trudno im będzie dostrzec świat pozamaterialny poza astralem, ale oni i tak nic by w tym życiu duchowego nie osiągnęli.
Mój rozwój duchowy rozpoczął się od zainteresowania spirytyzmem. Jednak moje intencje nie wystarczyły na praktyczne uczestnictwo w seansach. Za każdym razem jak znalazłem medium, to ono kończyło już z tymi praktykami. Skończyło się na teorii. Ale nie uważam tego czasu za stracony czy źle ukierunkowany. Po prostu wówczas na tyle mnie było stać.
-
<wypowiadam się prywatnie, nie jako stanowisko moderacji>
Jarek,
Moderacja nie reaguje, bo wątek nie jest sprzeczny z regulaminem. Zresztą, wątek wydzielił sam wszechmocny administrator;)
A rozmowa jest rzeczowa. Dwie osoby po rytuale ayahuaski, które do tej pory się wypowiedziały, też pisały spokojnie i rzeczowo, nawet nie reklamująco. A już na pewno nie namawiali innych do swojej jedynej ścieżki rozwoju duchowego, która powinna się odnosić do wszystkich -- chyba pierwszy taki post jest dopiero Twój. W tym kontekście ich wypowiedzi wydają się nawet bardziej zgodne z tytułem forum ;)
Jeśli nie chcesz -- nie korzystaj. Jeśli chcesz się udzielić w dyskusji -- udzielaj się. Ale dobrze byłoby, gdyby to była dyskusja, a nie udowadnianie innym ile mają jeszcze do przerobienia bo pozna się "dzieciak na ścieżce". Te klimaty to raczej domena starego cudu :P
<przypominam, to moje prywatne zdanie. zdanie moderacji jest w regulaminie>
-
Jesli temat watku zostanie zmoderowany w kierunku cenzury to ja prosze o usuniecie moich postow w temacie.
Przestalam sie tu odzywac, bo poza pojedynczymi wypowiedziami zrobilo sie tak jak sie mozna bylo spodziewac: betonowo, co nie tylko uniemozliwia dyskusje, ale i jest recepta na bicie piany. Ataki energetyczne tez nie byly przyjemne. Jedno chcialam od siebie napisac. Jestem w 'rozwoju' od ponad 15 lat w sensie swiadomej praktyki, i troche dluzej jesli chodzi o poszukiwania. Nigdy nie uzywalam zadnych innych enteogenow. Wiem, co to jest nieprzytomnosc, astral, intencje do rozwoju, ostatnio badane erd mialam w okolicach 32-33, 10 lat temu bylo to 21, o ile dobrze pamietam. Moja droga to sciezka prawdy. Mam coraz fajniejsze zycie, od daaaawna nie oddzielam 'zycia' od 'praktyki', moj caly dzien to medytacja, kontemplacja. Wiem, gdzie jestem duchowo, zyciowo, za co moge byc wdzieczna, widze (i nie tylko ja) jakosc tego. Jestem inspiracja dla innych na codzien, wlaczajac to wiele osob z cudu. Mam silne czyste energie, pomagam wiele. Zrobilam ogromny skok w jakosci zycia, czucia sie dobrze w zyciu, w ciele, w zwiazkach. Dominujaca wibracja jest radosc, ona zajmuje miejsce kazdej odreagowanej nieprawdy, blednego przekonania. To tak a propos czyichs wczesniejszych uwag, ze moze na poczatku drogi aya moze cos tam komus dac jak ma jeszcze nieczyste intencje.
Co do ayahuaski, jest to metoda ktorej cud slusznie sie boi. Lagodnie mowiac, powiem, ze wylewacie dziecko z kapiela. Dla mnie jak wspomnialam wczesniej czas ayi juz sie skonczyl, jednak nie dlatego, ze jest to syf, a dlatego, ze dostalam to czego potrzebowalam i zostalo to ze mna. Ale jesli mam pisac calkiem otwarcie to napisze: jedna ceremonia moglaby rozwalic ten astral, ktory sie tu przez lata nabudowal, a ktorego uparcie nikt nie chce widziec, i te zludy, ktore wiele osob powtarza jak zahipnotyzowani. Przez wiele lat nie zagladalam na cud za wiele wlasnie z tego wzgledu, i z daleka widac to jeszcze silniej. Macie tu wlasny jezyk, wlasna siatke pojec, poza ktora malo kto sie wydostaje, bo presja grupy wzajemnej adoracji jest silna, od razu tez kazdy myslacy inaczej bedzie zakrzyczany. Nie wiem jak to sie dzieje, ze wokol skad inad przytomnych wypowiedzi Leszka nabudowalo sie tyle sztucznych tworow. Nie moja to jednak rzecz, zeby tu kogos budzic poza soba, bo wszystko dzieje sie zapewne tak jak powinno. Kiedys bedzimy sie wszyscy z tego smiac. Ja sie troche juz smieje, bo kiedys tez myslalam, ze nie ma prawdy poza cud. Po prywatnych wiadomosciach tutaj wiem, ze wiele osob moze sie do tego odniesc we wlasnym zyciu.
Aya rozwala iluzje i sciaga luski z oczu. Mowie tu o swoim doswiadczeniu, a nie o tym co ktos inny napisal gdzies tam w testimonialach. Trzeba dojrzalosci i odwagi, zeby wejsc tam gdzie aya prowadzi. I _oczywiscie_ mozna tam wejsc i bez niej, jednak nie bez gotowosci staniecia twarza w twarz z prawda. Prawda jest przytomna, wszystko inne to halucynacja.
No, a teraz mozecie mnie zjesc.
-
Mi się bardzo podoba pewne zdanie i je przytoczę "Wystarczy zatrzymać się i być świadomym, a prawda w pysk cię strzeli".:))
-
No to zaczynam posilek :) Wlasnie dlatego ze mozna wejsc i bez niej to warto zrobic to w ten sposob, bez skutkow ubocznych (o skutkach ubocznych pisze z pozycji osoby ktora rozroznia zmiane swiadomosci na minus, po spozyciu chocby szklanki herbaty czy kawy). Fakt ze udaje sie z nia a nie udaje bez niej, moze mowic wlasnie o samej gotowosci na staniecie ze soba twarza w twarz. O tym ze umysl sam z siebie nie jest gotowy i sie go forsuje.
-
"Kiedy uczeń się gotowy, nauczyciel się pojawi."
Jeśli Ola tego doświadczyła i zintegrowała, to nie rozumiem skąd tu mówienie o tym "na co umysł nie jest gotowy". Jej najwyraźniej był. Przecież nawet oficjalnie się mówi, że wielu ludzi nie jest gotowych na regresing i od tego tylko by im się pogorszyło. Każda technika jest metodą mniej lub bardziej siłową. A takie cytaty jak napisała Karina jak najbardziej odnoszą się... do ludzi świadomych, którzy uzyskali tę świadomość dzięki technikom.
Do celu jedziemy na osiołku, u celu schodzimy z osiołka. Ale nie ma sensu mówić, że bez osiołka lepiej i że na piechotę to byśmy to nawet szybciej przeszli. Każdy ma swojego osiołka, wedle intencji.
Uważam że Ola dobrze powiedziała -- choć zdecydowanie zbyt ostro. Tak naprawdę chyba w każdym środowisku, duchowym czy nie, tworzy się wspólne podejście. I albo ja się zmieniłem i przestalem pewne rzeczy zauważać, albo tu naprawdę nie jest takie złe jak w innych "duchowych" miejscach. Ale trochę jest.
Myślę, że każdy kto się wypowiedział "no dla mnie to nie pasuje" a nie wniósł nic nowego do dyskusji mógłby conieco skorzystać na przyjrzeniu się powodom takiej potrzeby podkreślania tego. To jakby ktoś założył wątek o majonezie, a inni weszli tam napisać "no ja nigdy nie jadłem i jeść nie zamierzam bo to świństwo, ale rozumiem że może się podobać komuś pozbawionemu kubków smakowych. ale mi nie, bo to świństwo." I to jest taka błędnie rozumiana tolerancja, przykrywanie betonu bibułką, na zasadzie "no niby innym daję do tego prawo." Dla porównania, post Mirka poniżej wykazuje, wg mnie, autentyczną tolerancję.
Myślę że część ludzi tu wypowiadających się zakazała sobie używek wszelkich na zasadzie ideologii. I, jak każda ideologia, najlepiej działa kiedy głosi się ją innym ;)
"Cześć chłopaki, przyszedłem do was do hamburgerowni żeby zobaczyć co jecie. FUUUUUU mięso, o nie, ja rozumiem że niektórzy ludzie może jeszcze mogą je jeść, ale ja jestem WEGETARIANINEM. Dlatego przyszedłem was tu odwiedzić i Wam to powiedzieć." ;)
-
Temat wątku nie zostanie zmoderowany w kierunku cenzury. To jest dyskusja, kazdy moze podzielić się wątpliwościami, odczuciami (nawet jeśli jak moje są pewnie w jakiejś części projekcjami nieprzyjemnych energii zatrucia dopalaczami we wczesniejszych zyciach i doswiadczeniach) czy swoimi doświadczeniami - także pozytywnymi.
Wg mnie świadectwo Oli o tym jak na nią podziałała ceremonia jest bardzo w porządku. To co mnie zniechęciło i może mi wywaliło pod wpływem - to te treści na stronie www i w dużej mierze astralne odloty tamtych świadectw.
Ola, tak z ciekawości - jakie wg Ciebie są te złudy i ten astral (treści-konkrety), których ludzie nie chcą widzieć wg Ciebie? Ja się chętnie dowiem :) Bo co do grup wzajemnej adoracji to nie do końca sie zgodzę - choc czasem takie elementy tu się pojawiały |(pisze o tym forum tutaj, nie analizuję, co było na starym cud), to zazwyczaj po przelewie wywałkowej grupowej nieprzytomności, wracała przytomność - czyli trzeźwe widzenie innych, nie jedynie przez pryzmaty wywałek negatywnych czy hurraoptymistycznych;) :)
Zresztą dla mnie przytomny rozwój nie polega na unikaniu niewygodnych tematów, lecz na umiejuętności trzeźwego i przytomnego spojrzenia na dane kwestie, co we mnie budzą, jakie reakcje, czym te reakcje moga być spowodowane, czy w związku z nimi patrzę w pełni trzeźwo i spokojnie na dany temat, czy tez budzi we mnie nieprzytomność, złość, agresję, irytację itp. itd. i wyciagnięcie z tego wniosków dla samego siebie, bez uogólniania na wszystkich. To taka moja definicja przytomnego rozwoju duchowego.
-
Lynd
Wiem ze ludziom udaje sie dokonywac zmian przy uzyciu tego typu specyfikow. Czasem i duzych i pozytywnych. Ale towarzysza temu skutki uboczne. Nawet jesli nieodczuwalne dla samego zainteresowanego.
Zanim napiszesz o ideologii - proponuje (kazdemu) nie pic niczego co zawiera teine, kofeine badz alkohol przez 4-5 lat i poobserwowac zmiany w swiadomosci i odczuciach :) A potem jak ktos juz chce, wypic sobie raz trunek (np. herbate) i popatrzec jak sie z tym czuje. Gdy ma sie tak odswiezony umysl (ze widzi sie jak wyrazna jest zmiana w odczuciach, bo ja to potrafie zaobserwowac - u siebie) stosunek do substancji psychoaktywnych, rowniez tych slabych, moze sie zmienic.
-
proponuje (kazdemu) nie pic niczego co zawiera teine, kofeine badz alkohol przez 4-5 lat i poobserwowac zmiany w swiadomosci i odczuciach :) A potem jak ktos juz chce, wypic sobie raz trunek (np. herbate) i popatrzec jak sie z tym czuje. Gdy ma sie tak odswiezony umysl (ze widzi sie jak wyrazna jest zmiana w odczuciach, bo ja to potrafie zaobserwowac - u siebie) stosunek do substancji psychoaktywnych, rowniez tych slabych, moze sie zmienic.
Zgadzam sie z tym, że odstawiając wszelkie "używki" i substancje psychoaktywne zwiększa się wrażliwość na ich odbiór i odbiór energii z nimi związanych. Czasem jednak istnieje ryzyko wpadnięcia w nadwrażliwość - kiedy sama energia np.; alkoholu i to z daleka, przykładowo przy rozmowie z kimś po alkoholu (nie będącym pod ewidentnym "wpływem";) przez skype - zaczyna odpalać się od razu poczucie przytrucia, obrzydlistwa danej energii itp. To wg mnie jest już wynikiem podświadomego traktowania tego wszystkiego jako "zła absolutnego";) i zamiast skupiać się na pozytywnej transformacji, pozytywnych energiach, człek moze wpaść w lekką schizę i wszedzie czuć "złe energie" i się do nich podświadomie dostrajać, poprzez skupienie na tym, jakie to one sa złe i nieprzytomne.
-
Ta nadwrazliwosc wynika zazwyczaj z dostrajania sie telepatycznego lub emocjonalnego stosunku do stanu po uzyciu osoby z ktora sie rozmawia :) Rozroznianie nie musi wykluczac wolnosci od tego.
-
To prawda. Po odreagowaniu podlaczanie sie telepatycznego moglem spokojnie przebywac na weselu, ktore bylo ciekawe, przyjemne - najesc sie, pogadac, poogladac prac fotografow. Jako osoba towarzyszcza musialem jednak po jakims czasie odczuc zmiane atmosfery, jak zaczeto dolewac trunki. towarzystwo zaczelo wtedy sie "dobrze" bawic, klotnia malzonkow naprzeciw mnie, ogolnie od tego momentu moze sie zdawac ze puszczaja hamulce podswiadomosci. A jak to wygladalo na trzezwo. Ano tak, ze ludzie siedza jak strusie, czy ptaki w dziupli, i dopiero jak popija maja odwage isc w tango :)
Podobnie jest z ludzmi ktorzy stosuja aya, bo moga miec obawy przed przekroczeniem samemu, samodzielnie tematu podswiadomosci, wspomnien, poznania nieznanego.
-
Olu :)
Moja wewnętrzna szamanka uśmiecha się do twojej, bo czuje, że rozważnie używałaś tej substancji.
Natomiast zżyma się na nadużywanie i traktowanie jej jako pigułki rozwiązującej wszystkie problemy.
wrrrr
Przy czym nie mam nikogo konkretnego na myśli.
Choć strona www nie wzbudziła mojego zaufania.
-
To co pisze Witek o używkach mogę w całej rozciągłości potwierdzić. Po pewnym czasie od odstawienia wszelkich używek, po wypiciu słabej, czarnej herbaty odczuwałem zmiany wibracji. To wszystko prawda, tylko.... co z tego dla mnie wynikało. Nic. Może gdybym mógł przez całe dnie medytować na coś by się przydało.
Karma również ma swoje do powiedzenia. I nieprawdą jest, że tylko koloru skóry nie można zmienić, a resztę poprzez rozwój duchowy - tak. Każdy ma w karmę wpisany swoją ścieżkę rozwoju. Jeśli dla kogoś tą ścieżką są szamańskie rytuały z wykorzystaniem używek, to niech mu to służy. Nie ma uniwersalnych metod i uniwersalnych poglądów. Na pewno nie ma co propagować używek jako substancji "odlotowych", pozwalających "zapomnieć" o rzeczywistości. Jeśli jednak są takie używki, które dokonują, co prawda astralnego, ale zawsze - oczyszczenia, to nie powinno to przeszkadzać na takim forum jak to.
Pisałem niedawno w innym wątku o moim wglądzie w Częstochowie, przed obrazem MBJ. W skrócie - przeprowadziłem "rozmowę" z istotami z wyższego astralu, tworzącymi sztuczną, boską istotę na bazie energii, wygenerowanej przez miliony, modlących się ludzi. Chociaż wyrażają one pogląd, z którym się nie zgadzam, życzę każdemu takiej postawy zrozumienia i tolerancji dla każdej "ideologii". Podczas tej "rozmowy" otrzymałem przekaz o tym co wg nich jest a czego nie ma. W tym przekazie było 100% tolerancji i 0% presji. Ten kontakt naprawdę wiele mnie nauczył.
-
Asiu, z tym astralem itp to jest gruba rzecz i nie czuje sie chyba na silach, zeby w ogole chciec w to wchodzic opisujac. Uwazam, ze skoro to jest, to jakby nie bylo idealne, jest to potrzebne, jako jakis etap - ktory jednak wraz z dojrzewaniem kiedys sie przekroczy. Myslalam troche o tym jakis czas temu, czasem mnie kusilo, zeby moze cos napisac od siebie, ale poczulam, ze skoro nie jestem wewnatrz tego 'programu' to moze nie powinnam interferowac w sprawy tych, ktorzy sa gdzie indziej niz ja. Podobnie bylo z tematem aya, mimo, ze doceniam co do mnie z nia przyszlo i uwazam, ze byc moze jest tu kilka osob, ktore rowniez moglyby skorzystac, to nie zamierzalam otwierac watku ze wzgledu na hmm pewien rodzaj odpowiedzialonosci w stosunku do tych, ktorzy sa niegotowi, a moze tak wymeczeni swoja karma, ze szukaliby drogi na skroty, obojetnie jakiej, byle dzialalo. A to nie o to chodzi.
Co ja widze w tych reakcjach tutaj to taka cudowa 'bute', i rozpoznaje ja, bo sama kiedys tam bylam, ciagle bywam, to jest zamkniecie swiadomosci i dzialanie z ego. Widze tez pewna tendencje, ktora nie wiem czy uda mi sie opisac tak jak to czuje, ale sprobuje. Chodzi o dzialanie z poziomu sredniego ja, ktore mowi WJa co robic, juz kiedys o tym wspominalam, nadal mi sie ten temat krystalizuje, widac wazny dla mnie. To jest dzialanie z leku, brak akceptacji tego co jest. W religii mowilo sie o tym 'jak trwoga to do Boga', tutaj to przybiera to subtelniejszy wydzwiek, ale schemat jest ten sam, a u jego podstaw lezy lek. Leszek czesto powtarza, ze zeby cos zmienic trzeba najpierw to zaakceptowac, ale widac, ze ten etap sie jakos omija. Trzeba wejsc w to co jest, realnie to zobaczyc. Przytomnie, nie znieczulac sie, dac sobie czas i przestrzen na to by zadzialaly wyzsze energie, a nie manipulowac rzeczywistoscia, by sie cos juz teraz natychmiast zdarzylo. Dobrze jest pielegnowac w sobie ufnosc, cierpliwosc. Warto sobie uswiadomic ile razy zaczynaliscie cos afirmowac albo pracowac z dekretami glownie z poczucia braku?
Jednym z takich cudowych slow - kluczy jest 'korzystne'. I fajnie jesli ta korzystnosc przychodzi z gory jako zrodla inspiracji, niefajnie jesli srednie ja ocenia co jest, a co nie jest korzystne. Trzeba patrzec szerzej niz przez pryzmat chwilowych niedogodnosci. Jednakze dla osob, ktore do tej pory byly szargane wywalankami z nizszego ja (a jest tutaj takich troche) wspiecie sie na poziom dzialania ze sredniego jest postepem. Pozniej idzie sie poza to, przekracza kolejny etap. Dlatego ja nie widze za bardzo sensu w wydawaniu opinii i zazwyczaj trzymam jezyk za zebami, bo moja sciezka jest inna. I, tak na marginesie, dlatego pomyslalam o tym cudowym blogu, gdzie moznaby sie dzielic swoimi wgladami, bez udzielania rad, zagladalby ten kto chce, kiedy chce.
Wygodnie jest chowac sie za tym co dane srodowisko wypracowalo, ale trzeba pamietac, ze bez wzgledu na to jak bardzo dane nauki nie byly oswiecajace, maja sens tylko do momentu, gdy staje sie samotnie twarza w twarz z tym co jest. Bez oceniania. Bez proby zmiany tego. Tam dopiero jest spokoj. I tam wlasnie zabija sie tego Budde ktorego sie spotkalo i idzie sie dalej. Kazde uswiadomienie jest koncem procesu, za nim jest Nowe. I dopoki nie mamy spokoju w sobie nt tego nieznanego to nasza praca nie jest skonczona. Grupa, jakkolwiek by nie byla inspirujaca na danym etapie utrwala schemat, ulatwia jedno, a utrudnia drugie.
Ale juz mi sie nie chce chyba pisac wiecej, sobota mi ucieka :)
PS: Mirek, fajne z tym przekazem.
-
Olu,
jak dla mnie to co piszesz, szczegolnie post z 2013-06-01, 13:12:32 trafia w sedno. Oswiecenie to droga do Siebie, a nie chodzenie z klapkami na oczach po sciezkach wytyczonych przez innych. Nawet superprzytomnych.
-
Ola, przyznam, że nadal nie wiem, o co chodzi z tym astralem ;) Chyba też nie do końca rozumiem Twoją wypowiedź w tym temacie. Moze w tym astralu nie jestem, albo jestem tak głęboko;), że nie widze żadnego ogólnego "astralu" obejmującego większosć użytkowników forum. Może oprócz tzw. aniołkowych klimatów. Tak jak jest i ayahuaskowy astral, z otoczką szamańsko-kapłańską, totemiczną itp. Mam wrażenie, ze ten "astral cudu" to czasem takie słowo-wytrych, okreslające w inny sposób, ze czyjaś droga jest zła, albo nam po prostu nie odpowiada... albo że nam wywala. Nie twierdzę w tej chwili, ze jest tak w Twoim przypadku, ale wielokrotnie tak to sformułowanie "astral cudu" było wcześniej używane.
Wg mnie kazdy ma prawo do własnej drogi, do własnych opinii - i jeśli sie nie zgadza z drugą osobą w jakimś temacie, albo w przydatności czegos dla siebie, to przeciez też nie oznacza to automatycznie, ze tej osoby nie akceptuje. Mozna się nie zgadzać, ale akceptować :) ... i nie tkwić wtedy w żadnym astralu lecz po prostu ufac sobie :)
Co do akceptacji tego, co jest, by potem móc to zmienić na lepsze, to wydaje mi się, ze większość soób "siedzących" w rozwoju dociera do tego punktu i w końcu go załapuje; I po akceptacji, wybierają w końcu "korzystniejsze" dla siebie - bo tak to jest :) - miłość, szczęście, spełnienie, zadowolenie itp. Inspiracje by się na nie otworzyć, pozwolić sobie być w nich - na pewno idą z WJ. Cóż zatem jest takiego, co ma być "korzystne" i niezbyt pozytywne, a idzie ze średniego ja, i osoby na forum się tym zajmują?
" Trzeba patrzec szerzej niz przez pryzmat chwilowych niedogodnosci." - czy w tym przypadku chodzi na przykład o to, ze choć np.: wymioty i torsje nie są "korzystne" z punktu widzenia średniego ja, to mogą byc korzystne z punktu widzenia WJ?
I co w tym złego, jeśli ktoś popracuje nad afirmacjami czy dekretami, wychodząc z punktu braku? Skoro takie czy inne narzędzie otworzy kogoś na pełnię, w której nie ma braku - to co za problem?
'Trzeba wejsc w to co jest, realnie to zobaczyc. Przytomnie, nie znieczulac sie, dac sobie czas i przestrzen na to by zadzialaly wyzsze energie, a nie manipulowac rzeczywistoscia, by sie cos juz teraz natychmiast zdarzylo. Dobrze jest pielegnowac w sobie ufnosc, cierpliwosc. " - z tym się zgadzam w 100%; Ale kazdy ma własną drogę, by w końcu do tego etapu dojść. Jednej osobie przyjdzie to niejako naturalnie, a inna będzie musiała wpierw pozbyć się różnych głupot i przywiązań z pś, by w ogóle zajarzyć co to znaczy ufność i cierpliwość.
Na pewnym etapie wg mnie kazdy zaczyna działać w zgodzie z samym sobą, a nie na fali "bo tak ktoś powiedział" lub "bo tak inni robią"; Wtedy się staje twarzą w twarz z sobą, z poziomu kazdego "ja" - i wtedy może nastąpić otwarcie na "siebie prawdziwego", na swoją boską esencję, a także na nieznane. Wcześniej jednak bywa, ze dobrze jest iść z falą korzystając z tego, co ktoś inny wypracował - kiedy widzi się, ze te rzeczy nam działają i czujemy, że są dla nas dobre i korzystne :) Korzystne to dobre słowo w tym przypadku :)
-
Asiu,
mnie sie wydaje, ze nie wiesz o co chodzi z tym astralem, bo masz otwarte serce i otwarty umysl, wiec do "astrala" sie nie zapuszczasz, tylko bierzesz co chcesz dla siebie i tyle:)
(tylko zeby teraz znowu nie stworzyc kolejnych podzialow i obozow: kto siedzi w forumowym astralu, a kto nie...;))
-
Asiu, tak cos czulam, ze nie uda mi sie wyrazic tak, zeby wszyscy zrozumieli :) Po czesci jest to zwiazane z tym, ze nie chce za ostro napisac, wiec sobie sama nakladam edycje, po czesci dlatego, ze mysl jest szybsza niz slowa klepane w klawiature, a jeszcze inna rzecz, ze jak juz cos dla siebie zrozumiem to nie mam za bardzo potrzeby chwytac tego i ubierac w literki, bo waznosc tego w pewnym sensie juz minela. Calkiem odrebna kwestia jest to, co pisze, a co kto inny zrozumie, na zasadzie, ze moge probowac powiedziec cos o kolorze niebieskim - ale czy moj niebieski jest twoim niebieskim? Ale matek dobrze powiedzial, chyba nie ma co dodawac :)
-
Ola:
pomyslalam o tym cudowym blogu, gdzie moznaby sie dzielic swoimi wgladami, bez udzielania rad, zagladalby ten kto chce, kiedy chce.
Jestem ZA.
Taka wydzielona część, wolna od ocen, porównań itp. byłaby dobra, sprzyjała dzieleniu sie i aktywności. Bo myślę, że część osób nie pisze ponieważ ma własnie takie obawy.
Sam po sobie wiem, że w rozwoju zmiany mogą być szybkie i czasem to, co sie napisało miesiąc temu juz by sie nie powtórzyło. Każdy odcinek rozwoju ma swoją pieśń, więc traktowany byłby jako poszukiwanie i odkrywanie prawdy.
-
Jak dla mnie to decyzje niezrozumiałe, mówię o moderatorach. No chyba, że potraktujemy opisane tutaj "doświadczenia" z aya (jak niektórzy zdążyli już spersonifikować niejako „cudowną” roślinkę, co świadczy o wejściu świadomym w astral ćpaczy i dowartościowywaniu się tym) jako Półprzytomny Rozwój (bez Duchowego).
A jak już w tym wątku wypowiedziałem się wcześniej to dodam, że wszelkie ekscytacje syfami mam za sobą, a tym bardziej już "pakowanie g...a w papierki". I opieram się, tak jak i kilku piszących tutaj, na własnych doświadczeniach, choć na szczęście nie mogę "się poszczycić" kontaktem bezpośrednim z tym narkotykiem.
Do rzeczy.
Znajoma, która 20 lat temu poznała regresing i była z nim związana kilka lat, poszła potem własną drogą. Najogólniej oznaczało to "radosną twórczość" w obrębie RD z ekscytacjami i szukaniem drogi na skróty. Nie przeszkadzało to jej trwać w różnych nieprzerobionych wzorcach latami. Ale można powiedzieć rozwijała się tam jakoś.
Kolejną jej ekscytacją było spotkanie z ayahuaska, które odbyło się poza granicami Polski. Ponieważ ze świadomości poprzednich wcieleń korzystała już dużo wcześniej to ta cała ceremonia wywołała w niej silne wspomnienia regresywne. Na tyle silne, że uciekła stamtąd w trakcie ceremonii. Udała się na policję i w ogóle była cała afera z tym.
Nie pamiętam już jak wróciła do Polski, ale po tej "wspaniałej" ceremonii pozostały jej silne lęki, pomieszanie i ogólne rozbicie emocjonalne.
I mimo tego, że całe lata używała regresingu nie uchroniło ją to od tego błędu. A doświadczenie było dla niej dodatkowo szokujące, bo tym razem nie uwalniała się od wzorców narkotycznych regresingiem – bezpiecznie i ze wsparciem – tylko spotkała świadomych ćpaczy z jej dawnej sekty z poprzedniego wcielenia, którzy chcieli doświadczyć wspaniałych, „duchowych” doznań. I oni byli w szoku, że ona tak zareagowała.
Po tym doświadczeniu zaliczyła UPADEK. Na szczęście nie na dno (w sensie ERD to „tylko” jeden stopień), ale zatrzymało ją to już na 2 lata w rozwoju i na pewno ma ciągle wpływ na jej stosunek do ludzi, świata i rozwoju. Takich doznań się nie zapomina.
I zaraz pewnie rozpiszą się tu wszyscy tolerancyjni dyskutanci, jak to przecież – to było tylko jej doświadczenie. Ja mogę doznać tylko wspaniałych ekstaz. Bo tak wiele ludzi pisze, co im to dało. Więc warto sobie uzmysłowić, że ayahuaska jest substancją zmieniającą świadomość. A w RD dąży się do rozszerzenia, a nie do zmiany świadomości.
Znajoma potem szukała pomocy, choć i tak jej stosunek do ayahuaski był ambiwalentny, tzn. fascynacja została. Po rozmowie z nią, wpisałem w google termin i pierwsza strona w wyszukiwarce otwarta wystarczyła, żebym wiedział czym to jest. Ayahuaska to narkotyk pochodzący z kultury, gdzie szamańskie doświadczenia są wartością. Szaman dąży do innego celu niż mistrz czy uczeń RD. Podłącza się do astralnych źródeł informacji. Za to ma uznanie, utrzymanie i prestiż w społeczności. Dla społeczności jest „mędrcem”. Najbardziej znany dla nas w kulturze zachodniej mędrzec szamański, Don Juan opisany przez Carlosa Castanedę urzeczywistniał ten ideał. Któryś z nich badany był wówczas na 6 ERD.
Oczywiście można się ekscytować peyotlem czy ayahuasca czytając relacje z wizji szamańskich. To wiele nie kosztuje. I może stanowić materiał do sesji regresingu. Natomiast uczestnictwo w ceremonii a ayahuasca działa pewnie jak, wspomniany przez jedną z przytomnych w tym wątku, LSD. Jednemu pojedyncze doświadczenie z narkotykiem nie zaszkodzi, a dla innego może mieć katastrofalne skutki. Narkotyk to narkotyk.
Ćpanie to ćpanie. Upadek to upadek. Ceremonia to nazwa dla inicjacji w astral sekty.
I żenujące jest w DYSKUSJI na tym właśnie forum tolerowanie wątku z ayahuaska. To czym to forum rozni się od innych gdzie groch miesza się z kapustą.
-
To może ankieta w tej sprawie? W celach czysto badawczych, wynik niekoniecznie wiążący dla kogokolwiek. A wcześniej oczywiście debata o tym, jak sformułować pytania ankiety.
-
Asiu, z tym astralem itp to jest gruba rzecz i nie czuje sie chyba na silach, zeby w ogole chciec w to wchodzic opisujac. Uwazam, ze skoro to jest, to jakby nie bylo idealne, jest to potrzebne, jako jakis etap - ktory jednak wraz z dojrzewaniem kiedys sie przekroczy. Myslalam troche o tym jakis czas temu, czasem mnie kusilo, zeby moze cos napisac od siebie, ale poczulam, ze skoro nie jestem wewnatrz tego 'programu' to moze nie powinnam interferowac w sprawy tych, ktorzy sa gdzie indziej niz ja. Podobnie bylo z tematem aya, mimo, ze doceniam co do mnie z nia przyszlo i uwazam, ze byc moze jest tu kilka osob, ktore rowniez moglyby skorzystac, to nie zamierzalam otwierac watku ze wzgledu na hmm pewien rodzaj odpowiedzialonosci w stosunku do tych, ktorzy sa niegotowi, a moze tak wymeczeni swoja karma, ze szukaliby drogi na skroty, obojetnie jakiej, byle dzialalo. A to nie o to chodzi.
Ola, prawdą jest że to, że się coś widzi, to nie oznacza, że trzeba o tym mówić. Jeśli ktoś siedzi w jakimkolwiek astralu, poza którym ty jesteś, czy ktoś inny [ już bez tematycznie i bezosobowo piszę] to ma ku temu podświadome powody. Warto oczyszczać swoją intuicję, wzmacniać ugruntowanie i poczucie bezpieczeństwa a zatem i przytomność- by wiedzieć co mówić, kiedy mówić, w jakim celu mówić. Czy wogóle jest sens. Bo pewne astrale sa tak mocne, tak wiele dają pozornych korzyści i dają rozwój [ a raczej awans w ramach struktury]do złudzenia przypminający oświecenie, że jedyne co otrzymasz mówiąc o tym- to atak, odrzucenie, zlekceważenie ciebie.
A ta odpowiedzialność sobie włóż między bajki na półce;) tak jak i inni- rób to co dla ciebie słuszne, ani ty nie potrzebujesz rodzica, a ni inni.
-
Jak już powiedziałem na privie, mnie tam ten post zainspirował :) A ludźmi niegotowymi się nie przejmuj, i tak stwierdzą że bzdury gadasz, to normalny proces w rozwoju duchowym ;)
-
Ola, prawdą jest że to, że się coś widzi, to nie oznacza, że trzeba o tym mówić. Jeśli ktoś siedzi w jakimkolwiek astralu, poza którym ty jesteś, czy ktoś inny [ już bez tematycznie i bezosobowo piszę] to ma ku temu podświadome powody.
A ja bym tez powiedziała - nie zawsze to, co sie widzi w czyims temacie, lub w temacie jakiejś grupy, musi byc w pełni obiektywnie prawdziwe. Piszę to jako ogólne spostrzeżenie w tej chwili. Dlatego tym bardziej nalezy być uwaznym i przytomnym, w zakresie wsadzania różnych innych osób w "astrale". Lepiej już przyglądać się, czy samemu się w czymś nie siedzi (bardziej to pożyteczne), niz rozważać w czym siedzą inni. Szczególnie jeśli np.: "siedzicie w grupowym astralu" służy przede wszystkim gwoli zarzutu, a nie merytorycznej dyskusji.
Bo tak tez bywa czasami.
-
Asiu, tak cos czulam, ze nie uda mi sie wyrazic tak, zeby wszyscy zrozumieli :) Po czesci jest to zwiazane z tym, ze nie chce za ostro napisac, wiec sobie sama nakladam edycje, po czesci dlatego, ze mysl jest szybsza niz slowa klepane w klawiature, a jeszcze inna rzecz, ze jak juz cos dla siebie zrozumiem to nie mam za bardzo potrzeby chwytac tego i ubierac w literki, bo waznosc tego w pewnym sensie juz minela. Calkiem odrebna kwestia jest to, co pisze, a co kto inny zrozumie, na zasadzie, ze moge probowac powiedziec cos o kolorze niebieskim - ale czy moj niebieski jest twoim niebieskim? Ale matek dobrze powiedzial, chyba nie ma co dodawac :)
Olu, żebyś nie musiała się specjalnie powstrzymywac - czy możesz mi napisac na fb lub na privie, o co dokładniej chodzi? O ile oczywiscie chcesz/masz ochotę.
Mój niebieski wcale nie musi być Twoim niebieskim i vice versa - podobnie jak żaden z tych niebeiskich odcieni nie jest lepszy, ani gorszy. Po prostu jest :)
Mam wrazenie (moze błędne, ale oparte na tym, ze stwierdziłaś, iż musisz się hamowac, by nie napisać za ostro), ze irytuje Cię lub wkurza ten "cudowy astral" po częsci.
-
Asia, oczywiście że nie musi być przytomne i prawdziwe. Ale przecież na pewnym etapie, ta rozróżniająca świadomość, jest już na tyle wysoka, ze można zobaczyć różne zalezności, także gdy się jest w nich samemu.(Co nie oznacza od razu, że ma się intencje do zrezygnowania z tego:) Poszerzanie świadomości, przytomności, gruntowanie się w ziemi, wychodzenie po za modele, po za schematy, daje wglądy min w to, jaka energia płynie za kimś, za czymś, jakimi intencjami ktos sie kieruje, komu służy, dlaczego i co daje w zamian. Nie trzeba tego śledzic u innych, to się widzi, czuje, w kontakcie z innymi.
-
Olgus, fakt, pewne rzeczy się czasem widzi same np.; jakies wzorce czy automatyzmy; I patrząc pod tym kątem - owszem, zauważałam pewne tendencje, kóre czasem objawiały się tu na forum np.: zmniejszaniem samodzielności w działaniu i myśleniu, w uzależnianiu się np.: w podejmowaniu decyzji od wglądów innych osób, czasem sztywne trzymanie się czegoś, bo ktoś (będący autorytetem) cos powiedział, więc trzeba tak robić. Z drugiej strony wiem, ze taki etap bywa przydatny niekiedy, w szczególności gdy człowiek stara się uzyskać poczucie pewnego ugruntowania i bezpieczeństwa - jest to co prawda ograniczające działanie na dłuższą metę, ale jako pewien wstęp - bywa przydatne. Jako taka wiedza, ze coś działa tak i tak i można mieć co do tego pewność, że zrobiwszy A uzyskamy B. Wtedy ktokolwiek, kto będzie mówił o C, może wydać się zagrożeniem, póki poczucie bezpieczeństwa i ugruntowania opiera się głównie na A => B.
Co do energii jaka płynie za kimś, jego intencjami itp - pewnie wielokrotnie można odczytać/odczuć to prawidłowo, ale sama jestem daleka od wyrokowania, ze wszystko co odczuje - nawet w pełni pewności, ze jest to na trzeźwo i przytomnie - mówi mi całą prawde o tym, kto jakie ma intencje (zarówno świadome, jak i nieświadome) i jak one wpływają na jego postępowanie czy interakcję z innymi, kórzy też mają własne intencje, mniej lub bardziej sie dogrywające. Wg mnie nie ma co oceniać, szczególnie grup ludzi, nawet na podstawie najtrzeźwiejszych przesłanek - nie tylko dlatego, ze sama ocena stawia w roli porównywania siebei i innych, ale i dlatego, ze rzadko kiedy uogólnienia są prawdziwe.
Jeśli chodzi o wychodzenie poza modele i poza schematy, to jest to wręcz moje standardowe działanie ;) choć myslę, ze nadal nie schematyczne :)
-
Świadomość a ocenianie to różne rzeczy
-
Świadomość a ocenianie to różne rzeczy
Tez tak to widze. No, w kazdym razie w sytuacji idealnej.
Asiu, nie mialam wkurzenia ani irytacji, hamowanie sie, albo raczej auto-edycja wiazaly sie z czyms innym, m.in z ta odpowiedzialnoscia co mi Olga troche slusznie radzi sobie wlozyc (miedzy bajki haha :) Jakos nie czuje, ze mam w to glebiej isc, bo pozytek z tego znikomy i tez jakby nie moja czesc historii.
-
Z bazowaniem na innych ludziach trzeba dojść do pewnego punktu krytycznego i pewnie każdy ma go w innym miejscu. Na przykładzie szukania sobie partnerek: najpierw chciałem taką która zainteresuje się rozwojem duchowym. Zainteresowała się, ale po to żebyśmy się spotykali. Potem chciałem partnerkę która sama z własnej woli będzie coś praktykować. I praktykowała, nieprzytomne interpretacje Osho i Eckharta Tolle, trudno z nią było o kontakt. Nie zniechęcałem się i zacząłem kreować partnerkę która praktykuje, ma czyste intencje do rozwoju i jest do tego wysoko urzeczywistniona - myślałem że to już załatwi sprawę. Okazało się nie, i wtedy wreszcie zwróciłem się ku sobie, ku temu co odpychałem od siebie i co chciałem zalepić taką partnerką - czyli swojej nieporadności w pojedynkę.
Tak samo z grupami - bardzo chciałem mieć najpierw rozwojowych znajomych. Potem chciałem mieszkać wśród rozwojowych znajomych co wykreowałem. Pół roku mieszkałem w Toruniu z ekipią której wiele zawdzięczam, ale po jakimś czasie zrozumiałem że nawet świadoma, pracująca nad sobą ekipa będzie zawsze miała ograniczenia. Dlatego jestem zdania że warto zostawić czasem nawet fajną grupę, po to żeby złapać więcej oddechu i dać sobie miejsce na w pełni własny rozwój - póki się ma tendencje do łapania "astralu grupy", a ja takie wciąż mam. Za to wyobrażam sobie że spotkam się z różnymi osobami z którymi się rozluźnia, za miesiąc lub za rok i zobaczę jak ci ludzie poszli do przodu, co w sobie zmienili i wymienię doświadczenia. Spotkania na świeżo są najlepsze i najbardziej budujące.
Teraz zostałem sam ze sobą i na przemian doświadczam pewności tego co robię, z lękami przed własną samodzielnością i tym że zostałem sam ze sobą i że czuję coraz większą odpowiedzialność za siebie i jestem w procesie akceptowania tego i uczenia się co mogę dzięki temu osiągnąć. Wiem że nie można się cofnąć bo wiem że nie ma szans na to że powrót do starych schematów da mi jakąkolwiek satysfakcję. Można iść tylko do przodu. Niedługo przeprowadzam się w miejsce gdzie nie znam żadnych rozwojowców, będę mieszkał ze zwyczajnymi ludźmi i nie mogę się doczekać aż poznam moje współlokatorki :) Nie zawsze pamiętam o miłości do siebie, ale zawsze kiedy pamiętam, to w kontakcie z kimkolwiek wynoszę coś dobrego dla siebie.
Jestem zdania że zawsze się trafia na nauki i ludzi godnych siebie, i cała praca polega na własnym odniesieniu się do tego i wyjściu ponad to. Czasem nawet jak się wyjdzie poza coś, to doświadczenie tych samych osób które wcześniej ograniczały wraca z innego poziomu i warto to przerobić - np. zaakceptować to że inni tkwią w ograniczeniach w których samemu już nie tkwię. W przeciwnym wypadku nieakceptacja, i wynikająca z tego chęć udowodnienia, przekonania kogoś zawsze ściąga do mierzenia się z tym, co pozornie już przekroczyłem.
-
Z bazowaniem na innych ludziach trzeba dojść do pewnego punktu krytycznego i pewnie każdy ma go w innym miejscu. Na przykładzie szukania sobie partnerek: najpierw chciałem taką która zainteresuje się rozwojem duchowym. Zainteresowała się, ale po to żebyśmy się spotykali. Potem chciałem partnerkę która sama z własnej woli będzie coś praktykować. I praktykowała, nieprzytomne interpretacje Osho i Eckharta Tolle, trudno z nią było o kontakt. Nie zniechęcałem się i zacząłem kreować partnerkę która praktykuje, ma czyste intencje do rozwoju i jest do tego wysoko urzeczywistniona - myślałem że to już załatwi sprawę. Okazało się nie, i wtedy wreszcie zwróciłem się ku sobie, ku temu co odpychałem od siebie i co chciałem zalepić taką partnerką - czyli swojej nieporadności w pojedynkę.
Tak samo z grupami - bardzo chciałem mieć najpierw rozwojowych znajomych. Potem chciałem mieszkać wśród rozwojowych znajomych co wykreowałem. Pół roku mieszkałem w Toruniu z ekipią której wiele zawdzięczam, ale po jakimś czasie zrozumiałem że nawet świadoma, pracująca nad sobą ekipa będzie zawsze miała ograniczenia. Dlatego jestem zdania że warto zostawić czasem nawet fajną grupę, po to żeby złapać więcej oddechu i dać sobie miejsce na w pełni własny rozwój - póki się ma tendencje do łapania "astralu grupy", a ja takie wciąż mam. Za to wyobrażam sobie że spotkam się z różnymi osobami z którymi się rozluźnia, za miesiąc lub za rok i zobaczę jak ci ludzie poszli do przodu, co w sobie zmienili i wymienię doświadczenia. Spotkania na świeżo są najlepsze i najbardziej budujące.
Teraz zostałem sam ze sobą i na przemian doświadczam pewności tego co robię, z lękami przed własną samodzielnością i tym że zostałem sam ze sobą i że czuję coraz większą odpowiedzialność za siebie i jestem w procesie akceptowania tego i uczenia się co mogę dzięki temu osiągnąć. Wiem że nie można się cofnąć bo wiem że nie ma szans na to że powrót do starych schematów da mi jakąkolwiek satysfakcję. Można iść tylko do przodu. Niedługo przeprowadzam się w miejsce gdzie nie znam żadnych rozwojowców, będę mieszkał ze zwyczajnymi ludźmi i nie mogę się doczekać aż poznam moje współlokatorki :) Nie zawsze pamiętam o miłości do siebie, ale zawsze kiedy pamiętam, to w kontakcie z kimkolwiek wynoszę coś dobrego dla siebie. Świadomość tego powoduje, że chcę jeszcze więcej samodzielności i niezależności w życiu i w rozwoju duchowym.
2 miesiące temu miałem okazję pogadać z dziewczyną która chciała bardzo jechać na ceremonię ayahuaski i odkładała właśnie na to pieniądze. Zobaczyłem jej zdjęcie i mnie odrzuciło. No tak - nieprzytomna czarownica jedzie wcinać napary ziołowe. I to utwierdziło mnie w przekonaniu żeby się tego trzymać. Teraz Ola weszła na forum i pisze że jej aya pomogła, i skonfrontowałem to z tym jak czuję Olę i efekt jest taki że kolejną rzecz przestaję brać za pewnik, przestaję wrzucać ayahuaskę do łatwego wora z napisem "Błeee". Kto wie, może kiedyś spróbuję ayahuaske? Choć w tej chwili nie odważyłbym się. Jeśli przyjdzie mi poczucie że to mi się przyda to na pewno nie będę się tak wahał. Póki co się nie zanosi. Robię za to różne inne rzeczy które logika by podpowiadała że są niewłaściwe. Czasem niektóre rzeczy są właściwe, ale tylko raz. No dobra, wygadam się:)) Byłem odwiedzić panienkę do towarzystwa. Zdziwiłem się tym że dostałem od niej dużo wsparcia, podczas seksu płynęła fajna energia między sercami, ja jak zwykle miałem potrzebę dużo dawać, ona odwzajemniła serduchem i potem trochę pogadaliśmy o związkach i seksie i gdyby nie to że potem głowa mnie bolała od tego że podłapałem energię dymu tytoniowego z jej aury, to byłoby to 100% korzystne dla mnie spotkanie - zwłaszcza że nie bzykałem się ostatnie 2 lata i byłem całkiem poblokowany na seks, a teraz patrzę na sprawę inaczej. Potem czułem żeby już tego nie robić, ale poszedłem z ciekawości jeszcze do innej - i przeczucie mnie nie myliło, dziewucha mimo że wizualnie piękna, miała zamknięte serce i okazało się że w ogóle mnie nie podnieca. To też mnie czegoś nauczyło, tego że kręcą mnie dziewczyny o otwartych sercach. I że mogą płynąć takie energie w seksie. I że można luźniej podejść do seksu - wszystkie moje byłe dziewczyny strasznie się spinały że jak jest seks to trzeba bardzo ciasny oplatający związek tworzyć. Tu zobaczyłem że to nie jest konieczne. Tak więc wydawałoby się że chodzenie po dziewczynkach do towarzystwa jest złe, a ja wyciągnąłem z tego naukę i było całkiem miło. Po tym doświadczeniu jestem pełniejszy i nawet nie mam ochoty go powtarzać, bo teraz otworzyło mi się pole do pracy nad kilkoma tematami z całkiem innej perspektywy.
W rozwoju najgorsza jest stagnacja i skostniałość. Trzeba być elastycznym i nie popadać w schematy, i każdą sytuację która zwraca naszą uwagę oceniać pod względem korzystności z osobna.
Jestem zdania że zawsze się trafia na nauki i ludzi godnych siebie, i cała praca polega na własnym odniesieniu się do tego i wyjściu ponad to. Czasem nawet jak się wyjdzie poza coś, to doświadczenie tych samych osób które wcześniej ograniczały wraca z innego poziomu i warto to przerobić - np. zaakceptować to że inni tkwią w ograniczeniach w których samemu już nie tkwię. W przeciwnym wypadku nieakceptacja, i wynikająca z tego chęć udowodnienia, przekonania kogoś zawsze ściąga do mierzenia się z tym, co pozornie już przekroczyłem.
Trochę rozwleczony post bo edytowałem go kilka razy w jego środku, no ale mam nadzieję że treść trzyma się kupy.
-
[mod]
Sebastian, może napisz trzeciego posta odpowiednio sklejonego z tych, bo coś Ci się chyba krzywo wysłało :) a te dwa się wytnie.
-
Olgu,
Tak jak zrozumiałem Hydro, chodziło jej o to, żeby nie uważać się za nieomylnego. I owszem, można to nazwać tylko "świadomością", ale już stwierdzenie, że ktoś np syfi czy atakuje, jest już od razu oceną. I to oceną najgorszego sortu, bo nie ma przed nią żadnej obrony -- w końcu jedynym kryterium jest wyrokujący i jego odczucia. "Wyrokowany" może co najwyżej zgodzić się z nimi, albo nie. Jeśli się nie zgodzi -- to dodatkowo kłamie. To prawie jak topienie czarownicy :P
Uważam że "świadomość" że ktoś syfi, atakuje, siedzi w strukturze czy jest zaślepiony jest automatycznie oceną, na takiej samej zasadzie jak stwierdzenie że ktoś kradnie czy kłamie jest oceną. Zwłascza, jeśli nie jest oparte na dowodach, a na odczuciach. A mówienie że to "świadomość, nie ocenianie" to umywanie rąk od tego.
No i uważam że ZAWSZE warto brać poprawkę na to, że się można mylić. No, może po oświeceniu nie ;) A jeśli taka konieczność brania poprawki wywołuje jakieś emocje, to tym bardziej.
No i nie znam nikogo, komu by pomogło przekonanie o własnej nieomylności. O ostatnim nawet rozmawialiśmy -- na dniach :D
-
Lynd Seagull
Nie przesadzajmy z podejrzeniami o ocenianie.
Jeśli ktoś widzi czy czuje i podzieli się tym, to jest jego odczucie, a nie ocena.
Tylko ważne, żeby to w odpowiedni sposób wyrazić, bez ataków na inne osoby.
-
Na karmę, swoją i cudzą, swoje i cudze syfienie, czy atakowanie, można patrzeć z bezwarunkową miłością i neutralną świadomością.
Wtedy nie nadaje się temu energii oceny=osądu, tylko zrozumienia i akceptacji. Akceptacja i patrzenie z miłością, nie oznacza przyzwolenia, czy pobłażania swoim kosztem. Można zachować zdrowe granice.
Jako osoba pracująca z uzależnieniami sprawdziłam ayahuaski (nie próbując substancji):
W teście kinezjologicznym ayahuaski wychodzi jako szkodliwe dla ciała fizycznego. Między duchem, a ciałem w którym się żyje, nie ma różnicy, są jednym informacyjnie. Osoby, które stosowały narkotyki mogą mieć zaburzone wyniki tego testu, więc nie powinny go robić na sprawdzanie tej substancji.
Ayahuaski jest w Polsce nielegalnym narkotykiem, ze względu na swoje właściwości uzależniające, odurzające i halucynogenne.
Może coś powtórzyłam z innych wypowiedzi (i dobrze:)), ale nie czytałam całego wątku, tylko fragmenty;)
-
Lynd a moim zdaniem w rozwoju swojej świadomości można sie nie mylić na pewnych pułapach, Można się coraz bardziej zbliżać do czerpania z czystego źródła informacji, mozna miec super wglądy.Piszesz że one potrzebuja dowodów. Wiesz o to czasem ciężko gdy np kilka osób uwarza co innego bo maja wkrętkę w swoja karmę. Ale to nie jest istotne bo nie chodzi o to by miec racje i o tym mówić, rozpowiadać, udowadniac innym, bo to juz jest ego, tylko o to, by ufać swojej poszerzającej się świadomości w sercu, w ciszy, w miłości. Oświecenie nie pojawia sie ot tak, przed oświeceniem tez można mieć bardzo wiele prawdy w sobie, i uwarzam ze błedem jest zaprzeczanie jej w sobie, podwarzanie jej, podwarzanie prawdy absolutu. To jakby sie nie miało do siebie zaufania, do Boga zaufania:)
Sylvia ładnie to napisała.
Dodam, ze poszerzająca sie świadomość łączy się z zanikaniem pewnych potrzeb płynących z ego. Im więcej "wiesz widzisz czujesz" tym mniej potrzeby rozpowiadania o tym.
Rozmawia sie bardziej chyba o tym, co ma się do przerobienia;)
-
Wracając do Aya, wczoraj szukałam pewnych materiałów i znalazłam wątek o DMT, w jaki spoób jest naturalnie wywoływany.
Co ciekawe Lynd mi mówił o tym kilka dni temu :D rozszerzę to.
W Tybecie jest od dawna praktyka zamykania osób na min 2 tyg w ciemności bez doznań dla mózgu.
Już w 1szym dniu zaczyna działac mocno melatonina. Wychodza wszystkie resztki lęków, wszystkie obrazy z głowy urzeczywistniają się po za głową. W kolejnych dniach melanina zamienia sie w inny związek lub inny związek jest wydzielany [ niepamietam], od 3 do 10 dnia zachodza silne procesy udrazniania kanałów w mózgu wczesniej nie urzywanych, zaczynaja sie podróże astralne i widzenia ale jest to poprzedzone kolejna porcja wywalanek i to ostrych. Generalnie chodzi o to, ze siedzi się tyle by nie zwarjować. Ja kiedyś medytowałam sobie w ciemnościach ale to było kilka godzin tylko, stawiam na 2, i wyszło bardzo dużo. To sie przerabia na bieżąco, nie da sie tego odsunąć na potem. Trzeba być bardzo przygotowanym i juz bardzo urzeczywistnionym moim zdaniem by sie bawić 2 tyg w ciemności w "spokoju ducha" i bez opętania;p Po 10 dniach zaczyna byc wydzielane DMT w większych ilościach.
To jest naturalne wydzielanie DMT i jak widać- trzeba sie do tego bardzo przygotować- i takie ceremonie Aya są wg mnie bardzo szkodliwe szczególnie dla pewnych grup osób.
A innym naturalnym wydzielaczem DMT jest dotarcie kundalini do szyszynki i puszczenie węzła [ bramy] który tam podobno jest:) naturalny rozwuj duchowy.:)
-
Nie piszę o cudzym syfieniu, tylko o domniemanym syfieniu.
Nie piszę, też że potrzebują dowodów. Piszę, że kiedy nie ma dowodów innych, poza własnymi odczuciami, i kiedy te odczucia stają się 100% wyznacznikiem -- wtedy można naprawdę kogoś osądzić bez możliwości jego obrony. Bo nie ważne co on czuje, my mamy rację. Oczywiście pod płaszczykiem świadomości i akceptacji. Tylko nie ma różnicy czy kogoś określa się złodziejem z akceptacją czy bez.
Leszek napisał aby mówić że to jest odczucie, i to jest ok. Bo odczucie bywa wzlędne: może mi coś wali, może akurat taką karmę mamy, może coś. I to jest różnica między zaufaniem sobie, o którym mówił Leszek czy Hydro, a przekonaniem o własnej nieomylności.
Kiedy czuję się bezpiecznie i ufam sobie, wiem że może mi się powinąć noga i to jest OK, dzięki temu się uczę lepiej słuchać swoich odczuć.
Ale kiedy nie ma jeszcze we mnie pewności i bezpieczeństwa, wtedy -- uważam -- jest takie podejście jak Ty mówisz: że to "podważanie prawdy absolutu." Albo się siebie słucha na 100%, albo się sobie zaprzecza i wypiera. Dla mnie to jest pozycja lękowa, na zasadzie "nikt inny mi już nie wmówi co mam czuć."
Akurat wydaje mi się, że oświeconemu wisi jakieś podważanie prawdy. Przynajmniej tak to wyglądało w moim rozwoju -- im dłużej, tym mniejsze przywiązanie do jakichś poglądów, w tym swoich, tym więcej "wiem że nic nie wiem." Mniej skrajnej czarno-białości.
"Oznaką uczonego umysłu jest to, że może zabawić jakąś myśl bez przyjmowania jej." (Arystoteles, parafraza.) Wiem, że dany pogląd nie grozi ani mi ani prawdzie we mnie. Ona nie jest twarda i sztywna, opierając się wiatrowi -- wygina się jak wodorost, płynnie, bo chwilowe zaburzenia w okolicy nie są w stanie zmienić jej natury. Poddanie w wątpliwość czegoś nie będzie ciosem w pień, tylko po prostu wygnie ją w inną stronę.
-
OLga
bardzo ciekawe to co napisałąś :)
-
Moim zdaniem nie jest tak ze im wiecej wiesz tym mniej, moim zdaniem jest tak że wiesz coraz więcej ale znika chęć mówienia o tym bo zachodza tez inne transformacje. Napisałam, ze nie chodzi o ocenianie, tylko o świadomość.- bo chyba to pomijasz Lynd:)
Ja myśle inaczej,niż uczony umysł, wszystko już napisałam:)
-
Świadomość a ocenianie to różne rzeczy
W teorii tak.
Jednak póki nie jest to świadomość oświecona, to nie jest dodstatecznie szeroka, by stwierdzić, czy to co się widzi i odczuwa o drugiej osobie lub grupie osób, jest na 100% prawdziwe. Zawsze warto w takim przypadku zostawiać sobie margines błedu - a niestety - nie kazdy to robi. I wtedy zamiast zwykłego podzielenia się pewnym wglądem, neutralnie, bywa że po prostu zaczyna się "zabawa" w to, kto co widzi o danej osobie, bez uświadomienia sobie, że samemu można się mylić (projektować itp). Nikt nie jest nieomylny, zanim się nie oświeci.
Świadomośc wyrazona w opinii juz wiąże się z oceną - tak jak to napisał Lynd. Bo wiąże się z automatycznym postawieniem kogoś przed faktem - "ja wiem, ze mam racje o Tobie" - mimo że jest to tylko odczucie, a nie prawdziwa wiedza. Co innego właśnie napisanie o własnych odczuciach - to bywa jak najbardziej rozwojowe, a co innego stwierdzanie faktu, ze na pewno jest tak i tak.
Za to na pewnych pułapach, jak się nie jest jeszcze oswieconym, na pewno mozna stwierdzac z dużą pewnością, że to co czujemy wobec siebie czy wobec cudzego zdania np.: na nasz temat, jest prawdziwe - tu faktycznie szybciej można być nieomylnym, choć pewne zaslepienia mogą zdarzać się nawet w tym temacie i to dośc wysoko rozwiniętym osobom.
Lynd, tak zrozumiałes to dobrze.
"No i uważam że ZAWSZE warto brać poprawkę na to, że się można mylić. No, może po oświeceniu nie ;) A jeśli taka konieczność brania poprawki wywołuje jakieś emocje, to tym bardziej.
No i nie znam nikogo, komu by pomogło przekonanie o własnej nieomylności. O ostatnim nawet rozmawialiśmy -- na dniach :D" - Dokładnie tak.
-
Tez tak to widze. No, w kazdym razie w sytuacji idealnej.
Asiu, nie mialam wkurzenia ani irytacji, hamowanie sie, albo raczej auto-edycja wiazaly sie z czyms innym, m.in z ta odpowiedzialnoscia co mi Olga troche slusznie radzi sobie wlozyc (miedzy bajki haha :) Jakos nie czuje, ze mam w to glebiej isc, bo pozytek z tego znikomy i tez jakby nie moja czesc historii.
Ola, ok :) Rozumiem.
-
"Za to na pewnych pułapach, jak się nie jest jeszcze oswieconym, na pewno mozna stwierdzac z dużą pewnością, że to co czujemy wobec siebie czy wobec cudzego zdania np.: na nasz temat, jest prawdziwe - tu faktycznie szybciej można być nieomylnym, choć pewne zaslepienia mogą zdarzać się nawet w tym temacie i to dośc wysoko rozwiniętym osobom."
Tak, niżej pisałam że NA PEWNYM PUŁAPIE.W domyśle ze nie jest to pułap osoby zaczynającej medytacje i rozwuj.
Cóż, ja często jestem pewna tego co czuje widzę, nie muszę tego komunikować, nie zawsze jest wogóle sens, i tyle, to świadomość i nie musi byc ona wykorzystywana do udowadniania innym, do oceniania itd. Jesli moje oczy widzą [ np oczy] to nie muszę iśc przez miasto i mówić tym któży nosza okulary że ten liśc jest lancetowaty a tem okrągły. Idę, jestem sobie, i tyle z tego wszystkiego. :)
Rozumiem ze mogę byc odbierana za nadufaną panienkę:) I nieobiektywną, itd itp,może i nie rozwojową w tym aspekcie przytomności, nie przeszkadza mi to, nie wadzi
-
Zgadza się, Olga, ja odbieram Cię jako nadętą panienkę, ale w przeciwieństwie do tego co kiedyś, teraz tylko czasem :))
-
spoko;)
-
Tak sobie pomyślałam o przeszłości, Karina, i niedalekiej przeszłości [ bo wiele zmian we mnie jest dość świeżych], że ja od zawsze miałam w sobie wyrobione pewne kanały dostępu informacji, szybko odświeżyłam w tym życiu swoja intuicję, to co rozwijałam w poprzednich zyciach w temacie rozwoju duchowego. Ale:) to wszystko szło przez obciążenia, i każde moje stwierdzenie,nawet jeśli dość czyste w samej informacji- szło wraz z tym obciążeniem, te obciążenia były z wątku tzw przedwiecznych, doprowadzenia mnie przez nich do parteru by zrobić ze mnie finalnie Archa. Moje centrum duszy, czyli to co jest w okolicach serca, pod obojczykiem - miało i jeszcze ma lęki z tamtego okresu, traumy, potwierdzane dodatkowo w dzieciństwie, a przez takie energie, jesli idzie nawet najczystrze uświadomienie- to jest one dla innych po prostu nieprzyjemne, pretensjonalne i czuć ze idą za tym lęki i niska samoocena. I to silne lęki bo wywołane szokiem.
Teraz gdy pracuję nad gruntowaniem swojej samooceny, bezpieczeństwa na poziomie rdzenia duszy, na poziomie starych emocji w okolicy serca- łatwiej mi o bezinteresowność. Bo im mniej lęków, tym więcej łagodności i miłości. Bo im wolniejsza dusza tym bezpieczniej może wyrazić swój "dorobek". Im więcej tych dobroci, tym coraz więcej mądrości i wglądów. Im bardziej rozwija się bezinteresowność tym większa świadomość. Bo świadomość poszerza się gdy nie jest ona wykorzystywana wbrew innym a na porzytek własnego ego, tylko dla dobra innych, ale głównie dla jednoczenia się ze sobą, z Bogiem, ze światłem, z przyjmowaniem tego czym jest Bóg, absolut, jakkolwiek to ludzie nazywają.
-
Ja tylko offtopuję w tym wątku:)
Jeden z najlepszych wątków na tym portalu:)i chcialabym móc poczytać więcej o pracy i uświadomieniach Sylvii, Olgi, Oli i Asi. Dziewczyny dzielcie się:)
-
Olga
howk :)
-
lachony
:)
-
Jak dla mnie to nie ma nic złego w mówieniu z pewnością siebie czegoś, nawet jeśli w rzeczywistości się mylimy - co jest ważne to to, aby zachować akceptacje, szacunek i grzeczność w stosunku do osób z którymi się tym dzieli.
Budowanie w sobie poczucia, że jestem nieoświecony, a więc omylny i muszę zawsze brać możliwość że się mylę jest nierozwojowe - to takie zachowawcze i nie pozwala budować pełnego zaufania do własnych odczuć. Ważne jest to co się samemu czuje - jeżeli ja w danym momencie czuję, że jestem czegoś pewien to sobie pozwalam być tego pewien. Kiedy później sobie uświadamiam że się myliłem, no to się myliłem - to też jest w porządku. Mam prawo czuć się pewien, nawet gdy się mylę :)
Innym ludziom to może się nie podobać, ale to już ich problem. Jeżeli ktoś będzie pewien, że mam jakiś problem, a w rzeczywistości wcale nie będę go miał, to co z tego że ta osoba jest tak bardzo pewna nieprawdy na mój temat? No ma przecież prawo się pomylić, być zaślepiona czy coś w ten deseń. Wszyscy mamy prawo do błędnych wniosków czy ocen - warto to zaakceptować i pozwolić innym ludziom się mylić, a nawet być pewnymi nieprawdy. Warto dawać ludziom przestrzeń dla ich nieświadomości do której mają prawo. No, a jeśli przy okazji są niegrzeczni, chamscy czy działają na naszą szkodę to już warto coś z tym zrobić, ale bez przymusu uświadamiania tej osoby - wystarczy tyle, ile jest dla nas potrzebne i korzystne.
-
Jest subtelna różnica między byciem pewnym siebie, a aroganckim, to sie czuje. :)
Każdy doświadczony rozwojowiec nabiera z czasem naturalnej pokory, gdyż rozumie, że jego podświadomość zawiera jeszcze całe mnóstwo "niespodzianek", o których nie ma pojęcia.
-
Dlatego jak świat, światem "Ci co nie wiedzą głośno krzyczą, a Ci co wiedzą mają wątpliwości" :)
-
No, ale dobrze jest też nie upraszczać i wyciągać pochopnych wniosków - to, że ktoś o czymś rozmawia, coś głosi czy coś w ten deseń - nie znaczyć musi od razu że ta osoba ma coś nieprzerobione w temacie. Intencje mogą być różne i różniste, może ktoś ma potrzebę podzielenia się czymś tak po prostu, może mu wywala misjonarstwo i uświadamianie ludzi (co nie znaczy od razu, że rzeczy które mówi nie wynikają z jego świadomości).
To, że pewne mechanizmy są popularne i często spotykane nie znaczy jeszcze że każde zachowanie danego typu oznacza od razu konkretną rzecz. Potem dochodzi do paranoi, gdzie ktoś się czymś pochwali, bo mu się serduszko samo śmieje i ma ochotę wyśpiewać całemu światu swoją radość, a zaraz przyleci ktoś i zacznie gadać, że skoro ta osoba tak się uzewnętrznia na forum to pewnie nieugruntowana albo się sama próbuje do czegoś przekonać.
To jest zabawne, że jedni ludzie mówią innym jak się mają przejawiać i zachowywać ze swoim urzeczywistnieniem, próbują ich wtłoczyć w jakieś ramki własnych wyobrażeń. Mniej zabawne jest już jak te pouczane osoby mają pewne rzeczy w tych kwestiach nieprzerobione i dają się stłamsić wbrew sobie i zamiast swobodnie się przejawiać - zaczynają wierzyć w to, że coś jest nie tak i próbują się zmienić czy coś.
Dlatego ja mam radę do ograniczających się i źle czujących z danymi zachowaniami - olejcie wyobrażenia o tym co się powinno, a co nie. Olejcie krzykaczy i pouczaczy. Rozwijajcie w sobie miłość, szacunek, akceptacje i inne Boskie cechy, a Wasze zachowania będą się do tego dostosowywać - w międzyczasie róbcie wszystko na co macie ochotę, a z czym jednocześnie sami się dobrze czujecie, co jest zgodne z Waszą świadomością i sumieniem.
Wolność przejawiania się jest fajna. Dlatego też mi się podoba to jak się zachowuje czy co pisze Leszek - kiedyś mi wywalało do niektórych jego zachowań, ale teraz to mi się wręcz podoba, że tak bardzo robi to sam uważa za słuszne, niezależnie od tego co inni sobie myślą.
-
teraz do mnie przyszło, że ta arogancja bierze się z jakiegoś podświadomego lęku, który w mówiącym się włącza, tak jak pisała Olga. Jednak dobrze jest wiedzieć, że dopóki się tego lęku nie przepracuje nie można być wiarygodnym dla ludzi, bo w nas samych pojawia się jakiś dysonans. Lęk się bierze z poczucia, że możemy się mylić i jak to wypieramy, przejawia się jako arogancja.
-
Tak, bardzo ważne jest dopuszczenie możliwości i akceptacja faktu, że możemy się mylić całkowicie.
-
"Za to na pewnych pułapach, jak się nie jest jeszcze oswieconym, na pewno mozna stwierdzac z dużą pewnością, że to co czujemy wobec siebie czy wobec cudzego zdania np.: na nasz temat, jest prawdziwe - tu faktycznie szybciej można być nieomylnym, choć pewne zaslepienia mogą zdarzać się nawet w tym temacie i to dośc wysoko rozwiniętym osobom."
Tak, niżej pisałam że NA PEWNYM PUŁAPIE.W domyśle ze nie jest to pułap osoby zaczynającej medytacje i rozwuj.
Ola, tak, ale wg mnie odnosiłaś sie do postrzegania innych, a nie siebie (choć moze się myle i coś nadinterpretuje:)); Dla mnie to jest różnica, bo w postrzeganiu innych jest więcej naszych własnych filtrów, póki sie nie oświecimy. Bo po oświeceniu - tak mi się wydaje - nie ma podziału "ja-oni" i wtedy możłiwe, ze postrzeganie jest tak samo tzrexwe siebei, jak i innych :)
Cóż, ja często jestem pewna tego co czuje widzę, nie muszę tego komunikować, nie zawsze jest wogóle sens, i tyle, to świadomość i nie musi byc ona wykorzystywana do udowadniania innym, do oceniania itd. Jesli moje oczy widzą [ np oczy] to nie muszę iśc przez miasto i mówić tym któży nosza okulary że ten liśc jest lancetowaty a tem okrągły. Idę, jestem sobie, i tyle z tego wszystkiego. :)
I to jest w porządku, tak myslę :) Widzisz, ale wiedząc, ze to jest Twoja prawda, co do której jesteś w 100% pewna - zatrzymujesz ją dla siebie :) Nie ma wtedy żadnego udowadniania, ani oceniania, kazdy ma swoją prawdę aż do pułapu, kiedy nie ma oddzielności, jest jedność :)
Rozumiem ze mogę byc odbierana za nadufaną panienkę:) I nieobiektywną, itd itp,może i nie rozwojową w tym aspekcie przytomności, nie przeszkadza mi to, nie wadzi
Ja jedynie odbieram, że czasem siedzisz w "astralu nieomylności" ;-)) (to taka moja uwaga na poziomie np.: "astralu cudu" i innych "struktur") - generlanie budzi w emnie ubaw, bo wcale nie zakładam, ze jestem nieomylna :D:))
A przekonanie o własnej nieomylności na pewnym pułapie nie jednego zwiodła na manowce :-D
-
Dlatego ja mam radę do ograniczających się i źle czujących z danymi zachowaniami - olejcie wyobrażenia o tym co się powinno, a co nie. Olejcie krzykaczy i pouczaczy. Rozwijajcie w sobie miłość, szacunek, akceptacje i inne Boskie cechy, a Wasze zachowania będą się do tego dostosowywać - w międzyczasie róbcie wszystko na co macie ochotę, a z czym jednocześnie sami się dobrze czujecie, co jest zgodne z Waszą świadomością i sumieniem.
Wolność przejawiania się jest fajna.
Clint, super napisane :)
-
Jak dla mnie to nie ma nic złego w mówieniu z pewnością siebie czegoś, nawet jeśli w rzeczywistości się mylimy - co jest ważne to to, aby zachować akceptacje, szacunek i grzeczność w stosunku do osób z którymi się tym dzieli.
I wtedy dopuszczać do siebie, ze wcale nie musza uważać naszej prawdy za swoją prawdę :)
Budowanie w sobie poczucia, że jestem nieoświecony, a więc omylny i muszę zawsze brać możliwość że się mylę jest nierozwojowe - to takie zachowawcze i nie pozwala budować pełnego zaufania do własnych odczuć.
Nie do końca się z tym zgodze - mam pewność własnych odczuć co do siebie samej:) Inne osoby, to inna sparwa :) - tu założenie swojej omylności jest po prostu przejawem zdrowego podejścia do sprawy wg mnie, a nie braku zaufania do siebie samego.
Ważne jest to co się samemu czuje - jeżeli ja w danym momencie czuję, że jestem czegoś pewien to sobie pozwalam być tego pewien.
Kiedy później sobie uświadamiam że się myliłem, no to się myliłem - to też jest w porządku. Mam prawo czuć się pewien, nawet gdy się mylę :)
Tak, w szczeólności, gdy potem potrafisz isę przyznac przed sobą (i czasem innymi, jesli zachodzi taka potzreba), ze się myliłes :)) To jest ok :)
Wszyscy mamy prawo do błędnych wniosków czy ocen - warto to zaakceptować i pozwolić innym ludziom się mylić, a nawet być pewnymi nieprawdy. Warto dawać ludziom przestrzeń dla ich nieświadomości do której mają prawo. No, a jeśli przy okazji są niegrzeczni, chamscy czy działają na naszą szkodę to już warto coś z tym zrobić, ale bez przymusu uświadamiania tej osoby - wystarczy tyle, ile jest dla nas potrzebne i korzystne.
Z tym akurat się zgadzam :)
-
Clint
"Kiedy później sobie uświadamiam że się myliłem, no to się myliłem - to też jest w porządku. Mam prawo czuć się pewien, nawet gdy się mylę :)"
Tak, dopóki się nie jest saperem.:))
-
Karina, ha ha :))
-
tu założenie swojej omylności jest po prostu przejawem zdrowego podejścia do sprawy wg mnie, a nie braku zaufania do siebie samego.
Dokładnie. Zaufanie do siebie samego nie oznacza nieomylności. Zaufanie do siebie samego polega na tym, że wiem, że nawet jeśli się pomylę, to w odpowiednim czasie to zauważę i nauczę się z tego. To najnormalniejsze życie :)
Dokładnie tak samo jak z sukcesem: sukcesem nie jest niepopełnianie błędów, ale podnoszenie się po każdym i nauka z niego. Ludzie starający się niepopełniać błędów to nie ludzie sukcesu, tylko perfekcjoniści -- i rzadko ten sukces osiągają.
-
Nie do końca się z tym zgodze - mam pewność własnych odczuć co do siebie samej:) Inne osoby, to inna sparwa :) - tu założenie swojej omylności jest po prostu przejawem zdrowego podejścia do sprawy wg mnie, a nie braku zaufania do siebie samego.
Po części się z Tobą zgodzę - mi chodzi przede wszystkim o to, aby nie było założenia omylności, takiego sztucznego stanu w umyśle, który ma służyć nienaturalnej pokorze czy czemuś w ten deseń. W zdrowszej wersji to jest coś co bym nazwał raczej przestrzenią w swoich odczuciach - ja to widzę tak jakby wokół tego uczucia pewności była sobie wolna przestrzeń na zmiany - ona nie wymusza poczucia niepewności i wątpliwości, ale pozwala na zmianę stanowiska pod wpływem odpowiednich czynników.
Czyli wychodzi na to, że zdrowa pewność to taka, która zawiera ze sobą przestrzeń na zmiany, a nie wątpliwości czy poczucie niepewności, które są trochę niższymi wibracjami, których nie warto się trzymać, bo one podtrzymują właśnie ten brak zaufania do swoich odczuć. Osoba z taką pewnością siebie może pozornie nie różnić się za bardzo od zwykłego aroganta, ale różnica jest przede wszystkim przy czynnikach wpływających na zmianę stanowiska - ta pierwsza płynnie zmienia poglądy, ta druga walczy i broni swoich racji. No i też idzie inna energia od takich osób, ale to już kwestia odbioru, bo nawet Boga można odbierać jako wielki syf jak się ma swoje wkreny, a wiadomo że szczególnie DDA mają alergię na osoby pewnie siebie, niezależnie od tego czy to zdrowa czy chora pewność siebie :P
Tak, dopóki się nie jest saperem.:))
A co to zmienia? Saper też ma prawo popełnić błąd i wysadzić sobie twarz. Konsekwencje błędów niezależnie od skali zawsze w jakiś sposób ponosimy, ale co to zmienia? Przecież to każdy sam musi żyć (bądź umierać :D) z konsekwencjami swoich błędów. Ja sam przez całe swoje istnienie popełniłem niezliczone ilości błędów, w tym takie, które doprowadziły mnie do śmierci, wielkiego cierpienia czy negatywnych konsekwencji ciągnących się przez setki lat. No i co z tego? Ja istnieje dalej, świat się kręci, miłość jest tak samo cudowna jak była kiedyś, a ja wciąż mam możliwości całkowitego pogodzenia się ze sobą i Bogiem. Błędy to tylko błędy - skutek uboczny uczenia się.
-
Jestem pomiędzy wypowiedziami Hydro i Lynda, a Clinta:)
Umiem przyznać sie do błędów i to robię a jednoczęśnie nie widzę nic złego w tym o czym pisze Clint.
"Budowanie w sobie poczucia, że jestem nieoświecony, a więc omylny i muszę zawsze brać możliwość że się mylę jest nierozwojowe - to takie zachowawcze i nie pozwala budować pełnego zaufania do własnych odczuć. "
Fajne, ale:
Myśle ze najlepiej znaleźć drogę środka.W tematach co do których ma sie już bardzo klarowne widzenie można byc pewnym. A tematy które dopiero sie budują- maja prawo się zmieniac i to gruntownie, całkowicie, wystarczy tylko wtedy dodać, ze mozna sie mylić.
Asia, ja mówie o sobie i o innych. Jesteś uzdrowicielką więc sama wiesz, ze pewność tego co robisz jest tu podstawą i świadomość rozrózniająca energie. Nie możemy mówić, ze ta energia może jest czarna, może bo nie mam pewności bo nie jestem oświecona. Doskonale wiesz co jest złe w procesie uzdrawiania, a co dobre, i wraz z poszerzaniem świadomości tych oczywistości widzenia świata- jest coraz więcej. Możesz nie byc pewna pewnych energii, nawet ich niewidzieć, ale masz cały pakiet tego- czego jesteś już pewna, czyż nie? I można całkowicie byc pewnym tego pakietu.I poszerzać go.:)
A najbardziej podoba mi się stwierdzenie Kariny:
"teraz do mnie przyszło, że ta arogancja bierze się z jakiegoś podświadomego lęku, który w mówiącym się włącza, tak jak pisała Olga. Jednak dobrze jest wiedzieć, że dopóki się tego lęku nie przepracuje nie można być wiarygodnym dla ludzi, bo w nas samych pojawia się jakiś dysonans. Lęk się bierze z poczucia, że możemy się mylić i jak to wypieramy, przejawia się jako arogancja"
Bo dokładnie tak jest, dodam tylko, że to poczucie ze mozemy sie mylić- bardzo wazne jest źródło. Są ludzie któży mają lęk ze moga sie mylić- i rzeczywiście sie mylą, są ludzie któży maja lęk ze moga sie mylić i mogą mówić prawdę. Ten lęk to często pierwsze lata życia dziecka gdy rodzice wiedza lepiej co dziecko myśli, czego chce, czego nie chce. A z poprzednich wcieleń sa to tematy lęku, zalęknionej duszy, co emanuje zaciskiem w gardle i sercu a splotem jak w szuszarce na najwyrzszym biegu wydmuchiwane są aroganckie energie [ ataki], tak naprawdę w samoobronie.
-
Clint - założenie, ze nawet będąc pewnym tego co się wie, można jednak się mylić, szczególnie jeśli odnosi się to do drugiej osoby/grupy osób - nie jest ograniczeniem (przynajmniej ja tak tego nie spostrzegam), a właśnie jest przestrzenią. Tak ja to odbieram :)
Olguś: "Asia, ja mówie o sobie i o innych. Jesteś uzdrowicielką więc sama wiesz, ze pewność tego co robisz jest tu podstawą i świadomość rozrózniająca energie. Nie możemy mówić, ze ta energia może jest czarna, może bo nie mam pewności bo nie jestem oświecona. Doskonale wiesz co jest złe w procesie uzdrawiania, a co dobre, i wraz z poszerzaniem świadomości tych oczywistości widzenia świata- jest coraz więcej. Możesz nie byc pewna pewnych energii, nawet ich niewidzieć, ale masz cały pakiet tego- czego jesteś już pewna, czyż nie? I można całkowicie byc pewnym tego pakietu.I poszerzać go.:)"
Wiadomo, ze jeśli chodzi o odczucie energii to jest pewnosć, że ta energia np.: jest boska (naprawdę trudno miec w tym przypadku watpliwości:)), a ta nie i związana z lękiem lub zamknięciem; takie rzeczy rzeczywiście czuć i można być pewnym swoich odczuc - za to np.; dalej idące przełożenie tego na drugiego człowieka zazwyczaj zawiera w sobie juz własną interpretację - która może byc słuszna, albo nie do końca, albo wręcz mylna,. Bo to tylko interpretacja :) I o czyms takim mówię. Kiedy ktoś, kto coś odczuwa w energiach subtelnych przekłada to na "twardą" interpretację, bez założenia, ze w swej interpretacji może się mylic, patrzec przez własne filtry czy szkiełka :) Czasem takie osoby się zdarzają, i fakt - do tego typu osób Cię w pełni nie zaliczam, bo wiem, że wiesz, iż pewne rzeczy pozostają interpretacjami. Zresztą może mi wali trochę w sprawie tego "astralu nieomylności" ;) Chociaż z takimi osobami parokrotnie spotkałam się w zyciu, jak i tu na forum.
Zresztą całość tego zagadnienia ma tez drugą stronę medalu :) - założenie, ze jednak wszystkiego nie wiemy w 100%, poki nie jestesmy oswieceni, pomaga równiez przyjmowac uwagi innych na swój temat - zamiast automatycznego odrzucenia, bo np.: "bzdury mówią" jest zawsze chwila samorefleksji i dopiero, kiedy wewnatrz siebie czuje się, że coś nie jest prawdziwe z nami, można (choć nie trzeba) poinformowac, ze czuje się inaczej i nie zgadza z cudza wizją -wyobrażeniem :)
-
2 miesiące temu miałem okazję pogadać z dziewczyną która chciała bardzo jechać na ceremonię ayahuaski i odkładała właśnie na to pieniądze. Zobaczyłem jej zdjęcie i mnie odrzuciło. No tak - nieprzytomna czarownica jedzie wcinać napary ziołowe. I to utwierdziło mnie w przekonaniu żeby się tego trzymać. Teraz Ola weszła na forum i pisze że jej aya pomogła, i skonfrontowałem to z tym jak czuję Olę i efekt jest taki że kolejną rzecz przestaję brać za pewnik, przestaję wrzucać ayahuaskę do łatwego wora z napisem "Błeee". Kto wie, może kiedyś spróbuję ayahuaske?
Sebastian dobrze zrozumiałam, zmieniłeś zdanie o aya tylko dlatego że Ola powiedziała że jej pomogła?!
-
Jako osoba pracująca z uzależnieniami sprawdziłam ayahuaski (nie próbując substancji):
W teście kinezjologicznym ayahuaski wychodzi jako szkodliwe dla ciała fizycznego. Między duchem, a ciałem w którym się żyje, nie ma różnicy, są jednym informacyjnie. Osoby, które stosowały narkotyki mogą mieć zaburzone wyniki tego testu, więc nie powinny go robić na sprawdzanie tej substancji.
Ayahuaski jest w Polsce nielegalnym narkotykiem, ze względu na swoje właściwości uzależniające, odurzające i halucynogenne.
Sylvia, zaciekawil mnie ten test, mozesz napisac, jaki sklad sprawdzalas? Jak takie badanie w ogole przebiega?
Tytulem wytlumaczenia dla innych, ayahuasca to takie slowo mniej wiecej jak choinka - zbiorcze, potoczne, opisuje kilka bardzo roznych roslin, bardzo roznych skladow. Zaden nie jest bardziej prawdziwy od innego. Moze to byc Banisteriopsis caapi i Psychotria viridis lub Diplopterys cabrerana. Moga tez byc rosliny z rodzaju akacjowatych, albo mimozowatych. Skladow podstawowych jest wiele, nie mowiac juz o wariacjach, praktycznie kazdy ayahuasquero ma swoje rosliny, z ktorymi pracuje i ktore zna bardzo intymnie.
Co nielegalnosci tez chcialabym uscislic. Ayahuaski nie ma na liscie 'nielegalnych narkotykow' czy raczej w wykazie środków odurzających i substancji psychotropowych. DMT jest. Jednakze w zwiazku z tym, ze dwumetylotryptamina jest naturalnie obecna w ludzkim (i nie tylko) organizmie, nielegalnosc jej jak dla mnie jest dosc nieprzekonujaca. Nie trzeba byc prawnikiem (choc jestem), zeby wiedziec, jak tworzy sie prawo, czy tez jakie grupy moga skorzystac z ustalania takich czy innych zakazow. To jest policyjna definicja narkotyku, czyli cos jeszcze mniej stalego niz niz cechy zmienne w analizie zwiazku :)
I jeszcze ogolnie na temat ayahuaski bedacej 'narkotykiem'. Narkotyk to kolejna nazwa zwyczajowa. Ayahuasca nie tylko nie powoduje uzaleznienia, a wrecz przeciwnie, pomaga nalogowcom wyjsc z uzaleznien i to z niespotykanym gdzie indziej % trwalego wyleczenia (polecam m.in. prace Dr Gabora Mate i Jacquesa Mabita). W ograniczonym zakresie moglabym zgodzic sie z tym, ze ayahuasca z tradycyjnie rozumianymi narkotykami ma tyle wspolnego, ze moze przyniesc 'halucynacje'. Ale jesli tak nazwiemy stany duchowe, ktorych doswiadczylam w ceremonii czy w trakcie wielu wielu miesiecy po, to kazde inne doswiadczenie duchowe rowniez jest halucynacja i niczym innym, obojetnie czy przyszlo w medytacji, we snie, w wyniku stosowania technik oddechowych, wznoszenia kundalini, cwiczenia jogi, regresingu itd.
I dalej, narkotykow uzywa sie dla odlotu od rzeczywistosci i dla milych doznan, ayahuaski nie - tu sie mozna szczegolnie gorzko rozczarowac (pomijam juz jej obrzydliwy smak, niezaleznie od skladu). Uzywa sie jej po to by swiadomie uleczyc cialo z toksyn i dusze z tego co jej dolega, a piekno i madrosc tego procesu moga naprawde zaskoczyc. Mnie zaskoczyly, bo bylam tak nieufna jak wiekszosc tutaj.
Jeszcze odniose sie do jednej rzeczy. Jak wczesniej wspominalam, mam dostep do bazy Medline / Pubmed, wykorzystalam to i poczytalam wiele naukowych prac w temacie wplywu ayahuaski na cialo i psychike (prace pochodza z tzw peer reviewed journals, czyli creme de la creme swiata medycznych publikacji). Wiekszosc z nich konczyla sie konkluzja, ze aya nie tylko moze byc bezpiecznie stosowana, ale i wydaje sie miec korzystne efekty psychologiczne, socjologiczne i farmakologiczne na czlowieka, i ze warto poswiecic jej wiecej uwagi i badan klinicznych. Zaden z nich nie znalazl w dzialaniu tych naparow niczego co mialoby negatywny wplyw na biologie i psychike czlowieka. Te zas, ktore skupialy sie na socjologicznej i psychologicznej stronie jej dzialania podkreslaly np., ze w grupach ludzi ktorzy dostali aktywny skladnik (w odroznieniu od grupy kontrolnej, ktora dostala placebo - a testy zazwyczaj byly randomizowane i double blinded) nastepowaly znaczace zmiany w postaci zmniejszenia poziomow stresu, agresji, depresji itp obserwowane na przestrzeni szeregu miesiecy od wypicia naparu (jesli dobrze pamietam bylo to 18 m-cy follow up).
-
Mi pomogła w temacie afka: jestem bezpieczna niewinna w porządku i wartościowa gdy jestem
pewna siebie:)
Taka bardzo prosta. Wtedy ładnie się zaczyna w głowie układać.
Nie powinno też bać się pewności siebie, wiary w siebie, w to co się myśli, czuje, postrzega.
Z drugiej strony powinna być przestrzeń na "mogę się mylić", "mogę nie wszystkiego być świadom." Tutaj pomaga bardzo, tak jak już było pisane, intuicja i świadomość rozróżniająca. Widać wtedy jakość tego co płynie, a intuicja podpowiada, czy to korzystne.
Wtedy widać wszystko jak na dłoni:) A gdy się jeszcze nie jest pewnym, warto spytać, kogoś innego, komu się ufa.
Miałam ostatnio taką sytuacje, że pojawiła się dla mnie kusząca oferta współpracy, wszystko wydawało się super, ale moja intuicja i ŚR mnie ostrzegły, żeby w to nie wchodzić. Poczułam by spytać pewną osobę, jak to widzi( bo kusiły mnie te możliwości i wydawały sie pod kazdym względem z logicznego punktu widzenia korzystne). Okazało się, że trafiłam w 10tkę pytając właśnie tą konkretną osobę. Bo wdepnęłabym w niezły syf karmiczny.
Pewność siebie jak najbardziej, tylko przytomna:)
-
Z drugiej strony powinna być przestrzeń na "mogę się mylić", "mogę nie wszystkiego być świadomym." Tutaj pomaga bardzo, tak jak już było pisane, intuicja i świadomość rozróżniająca.
Wtedy widać wszystko jak na dłoni:)
Pewność siebie jak najbardziej, tylko przytomna:)
Właśnie o to mi chodziło :)
Dla mnie bowiem pewność siebei wynikająca tylko i wyłacznie z faktu, ze osiagneło się jakis poziom - wszytsko jedno czy to jest konkretny poziom rozwoju duchowego, jakaś funkcja (jak papieska;)), czy umiejętnośc , jak widzenie i odczuwanie energii - zakladanie na tej podstawie, że nie mozemy się mylić, bo już to osiagnelismy - nie jest w pełni przytomne.
A czasem sie tak zdarza, choc jak już wspomniałam - moze mi trochę wywalac na ten "astral nieomylnosci" :D
-
A może ci wali bo to ja poruszyłam ten temat a skoro uwarzasz ze siedzę w tym astralu[ tak zrozumiałam], no to wali na ten astral:)
-
Olgus :) nie, nie dlatego :)
Akurat ten temat wychodził mi juz wczesniej, że irytuja mnie osoby uważajace się za nieomylne i nie potrafiace przynawac się do błędów. Ty akurat potrafisz przyznawac się, choć czasem wiejesz na moje odczucie energią "jestem nieomylna" ;) A skoro mnie irytują, to znaczy, że u mnie tez nie jest całkiem czysto.
-
Nie napisałaś nic z czym się nie zgodzę:)
-
W całej tej dyskusji na temat pewności siebie nasunęło mi się skojarzenie z następującym tekstem (tu tylko skrót, w oryginale jest dłuższy).
Wielblad - lew - dziecko
Zarathustra dzieli ewolucje swiadomosci na trzy symbole: wielblad, lew i dziecko. Wielblad to
zwierze juczne gotowe oddac sie w niewole, nigdy sie nie buntuje. Nie potrafi nawet powiedziec
nie. Jest istota wierzaca na slowo, wyznawca, zwolennikiem, wiernym niewolnikiem. To
najnizszy poziom ludzkiej swiadomosci. Lew jest rewolucja. Poczatkiem rewolucji jest swiete
nie. W swiadomosci wielblada zawsze jest potrzeba kogos, kto bedzie prowadzil i kto bedzie
mówil "powinienes..." Potrzeba mu dziesieciorga przykazan. Potrzebne mu sa wszystkie religie,
wszyscy ksieza i wszystkie swiete pisma, bo sam sobie nie potrafi zaufac. Nie ma odwagi i nie
ma duszy i nie ma tesknoty do wolnosci. Jest posluszny. Lew jest tesknota do wolnosci,
pragnieniem zniszczenia wszystkich wiezien. Lew nie potrzebuje zadnego lidera - sam sobie
wystarcza. Nikomu nie pozwoli nakazywac "bedziesz..." - jest to uraza dla jego dumy. Moze on
tylko powiedziec: "ja to zrobie". Lew jest odpowiedzialnoscia i ogromnym wysilkiem
wyzwolenia sie z wszelkich lancuchów. Ale i lew nie jest najwyzszym szczytem ludzkiego
wzrastania. Najwyzszy szczyt jest wtedy, gdy lew takze przechodzi metamorfoze i staje sie
dzieckiem. Dziecko jest niewinnoscia. Nie jest posluszenstwem, nie jest nieposluszenstwem. Nie
jest wiara, nie jest niewiara - jest czysta ufnoscia, jest swietym tak mówionym egzystencji i zyciu
i temu wszystkiemu, co sie w nim zawiera. Dziecko jest samym szczytem czystosci, szczerosci,
autentyzmu, chlonnosci i otwartosci na egzystencje. Te symbole sa bardzo piekne.
Może tu osiągnąłem już poziom dziecka, w każdym razie nie rozumiałem tego co pisał Clint o niepewności i przestrzeni. Rzeczywiście, długo miałem problem z pewnością siebie, ale nie uważam abym go rozwiązał przez rozwijanie jakiejś "pewności siebie" a wręcz odwrotnie -- kultywując właśnie jej brak.
Czym w ogóle jest "pewność siebie"?
Jeśli ktoś powie mi, że moja wanna jest czarna, a wiem że jest biała, to podaję fakt. Nie ma miejsca na wątpliwości: jest albo taka, albo taka, a widuję ją codziennie kilka razy. Nie jestem "pewny siebie", jestem pewny zewnętrznie potwierdonego faktu.
Jeśli ktoś powie mi, że szczepionki są złe, bo powodują autyzm, mogę ich odesłać do odpowiednich statystyk. Nie jestem "pewny siebie", jestem pewny statystyk i źródeł. (Oczywiście, moje źródła też mogą się mylić, albo źle je zinterpretowałem -- ale to nadal nie ma nic wspólnego z "pewnością siebie".)
Jeśli ktoś mi powie, że kontaktuje się z kosmitami, i kosmici mówią mu że Ziemia zostanie zniszczona 13.11.2013, to mogę być w miarę przekonany że to nie jest prawda. Opieram się tu na zwykłej statystyce: stosunku przepowiedni końca świata (http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_doomsday_predictions) do liczby (http://qntm.org/board) realnych zniszczeń Ziemi. (Jak widać po drugim linku, wybieram tu zaufać swoim doświadczeniom, które nadal wykazują 0.)
Mam tendencję obalać różne posty pseudonaukowe, ale prawie zawsze zanim coś takiego zrobię, poświęcam przynajmniej minutę-dwie na sprawdzenie swoich faktów w Sieci. Na wypadek gdybym się właśnie mylił. Rezultat jest taki, że nie muszę być "pewnym siebie", jestem po prostu pewny tego, na czym się bazuję. Wanna jest biała. Nie ma miejsca na wątpliwości.
Rozumiem, że kwestia wygląda inaczej w sprawach duchowych. Ale tu przyjmuję proste podejście: to jest prawda, dla mnie.
Jeśli działa: OK, wanna jest biała.
Jeśli nie działa, to jest to moje przekonanie -- może słuszne, może nie. Nie ma sensu żebym je innym wciskał, ani żebym go bronił. Mogę o nim dyskutować. Nie mam co być "pewnym siebie", bo nie mam żadnych przesłanek na których mogę to oprzeć.
A co do świadomości rozróżniającej, to tu jest jakiś śliski temat... Zresztą, nie tak dawno Semira się szczyciła tym, że ma jej 100%, wywahane przez Leszka. Ale też miała pewne, hm, mało zgodne z prawdą przekonania na temat samego Leszka czy innych tutaj...
Dlatego wydaje mi się, że czasem rzucanie takimi tekstami jak ŚR, intuicja czy pewność siebie, bywa czasami takim "ryczeniem lwa", który nie ma żadnych argumentów, ale musi mieć rację. Musi, bo inaczej go to zaboli. Bo okaże się nie błędem w jego postrzeganiu, ale właśnie "podważaniem prawdy absolutu".
I wszystko jest łatwe, kiedy działa się tylko dla siebie. ŚR kazała mi kupić banana, a nie jabłko, bo okazało się że jabłko było zatrute przez złą czarownicę, a banan jest dobrym źródłem potasu. Wszystko OK, wanna jest biała.
Ale! Zuzia syfi, Zuzia atakuje mnie na 3, 4, 5 czakrze i w okolicach prawego uda, Zuzia ma inicjacje od galaret, Zuzia w poprzednim wcieleniu była Gargamelem!
W tym momencie wypowiadamy się już o kolorze czyjejś wanny. "Tak, intuicja powiedziała mi, że jego wanna jest zielona." I, dopóki nie wejdziemy komuś do domu, tu nie ma "OK, wanna jest zielona." Niestety, aby zobaczyć jak jest naprawdę, musielibyśmy stać się tą osobą (ale zarazem pozostając sobą, żeby móc to dostrzec swoją wysoką świadomością). Niestety, tak się nie da. I ktoś jak najbardziej może powiedzieć nam:
- Wiesz co, stary, moja wanna jest biała. Widuję ją codziennie kilka razy.
I słusznie, bo to w końcu jego pieprzona wanna. Skoro nie stoi w naszej łazience, to po co nam aferować się jej kolorem?
Najwyżej po to, by potrenować sobie pewność siebie ;)
-
Lynd
Ze świadomością rozróżniającą, intuicją i tego typu rzeczami jest tak, że możemy je mieć dobrze rozwinięte, ale to jeszcze nie znaczy że się one nam nie będą "wyłączać" pod wpływem różnych emocji czy zaślepień. Ja miałem wg ARD Leszka już na samym początku swojego rozwoju ŚR na 90% i intuicje na 55% rozwinięte, co nie zmieniało faktu że gadałem ogromne ilości bzdur i wiele rzeczy mi się wydawało. Niecały rok temu już mi wyszło ŚR na ~100% i intuicja 90% co nie zmienia faktu, że wciąż od czasu do czasu gadam głupoty. No, ale to jest normalne. Bo to jest tylko poziom rozwoju danej cechy czy umiejętności, a nie częstotliwość jej używania. No przecież mogę być mistrzem kuchni i mieć rozwinięte na maxa umiejętności robienia sushi, ale to nie znaczy że cały czas je robię, bo to już zależy od moich decyzji. I tam samo jest ze ŚR - co z tego że mam 100% rozwiniętą umiejętność jeśli w danej sytuacji wybiorę kierowanie się emocjami?
Wiele osób o tym zapomina albo nawet nie jest tego świadomych i potem myślą, że są nieomylni bo im wyszły takie cyferki.
Tak więc ja bym nie przekreślał wartości ŚR czy intuicji, tylko dlatego że spora część duchowiaków nadużywa tych pojęć czy ich nie rozumie do końca. Moim zdaniem można osiągnąć zdrową pewność wykraczającą po za racjonalne, mentalne myślenie. Sam przez ostatnie pół roku przestawiam się z mentalnego analizowania wszystkiego na czucie. I jest naprawdę super, bo to pozwala działać z wyższego poziomu i przynosi bardzo fajne efekty. No choćby w kwestii swojego związku mógłbym schrzanić wiele rzeczy, gdybym zaczął analizować zamiast zaufać temu co czuje - z czasem się okazało, że to uczucia miały racje, a nie racjonalne myśli. Wielokrotnie też tak miałem w kwestiach różnych spraw związanych ze studiami, gdzie miałem pewność że coś mi wystarczy do zrobienia, że czegoś nie muszę robić, itd. i rzeczywiście to działało.
I to nie jest rozwijanie żadnej pewności siebie tylko kontaktu ze swoimi uczuciami i ufania im - pewność siebie to tylko skutek tego wszystkiego.
-
Pewnosc siebie - tak - ale dla siebie, przy uwadze do wewnatrz i pamietajac o tym, ze to co widzimy, widzimy przez wlasne filtry. Mi wychodzi na to, ze nic, co pojawia sie w obrebie naszej swiadomosci nie jest od nas oddzielone. Nie poznajemy rzeczywistosci obiektywnej, tworzymy rzeczywistosc subiektywna.
-
Olu, czyli np jeśli stwierdzamy ze ktoś jest opętany, i stwierdza do 10 innych osób, to jest to dla ciebie subiektywną rzeczywistością?
-
Teorie prawdy
-klasyczna-zgodne z rzeczywistością
-konsensualna-zgodne z tym co się zgadza większość
-koherentna-zgodne ze zbiorem znaczen, ktore wczesniej uznalismy za prawde
-utylitarna-zgodne z tym co użyteczne/pożyteczne
-pragmatyczna-wywoluje określone przez nas skutki
-
Olu, czyli np jeśli stwierdzamy ze ktoś jest opętany, i stwierdza do 10 innych osób, to jest to dla ciebie subiektywną rzeczywistością?
Jak najbardziej moze taka być, szczegolnie jesli te osoby dzialaja we wspolnym mysloksztalcie. Z tym, ze w tym, co napisalam punkt ciezkosci stawiam gdzie indziej: by pamiętać, ze jak coś pojawia się w obrębie naszej uwagi to najpierw mówi to coś o nas samych, niesie potencjał uswiadomienia. I wlasnie PO TO sie pojawia, zebysmy w sobie cos zintegrowali; samo zjawisko jest wtórne. Liczy sie jaki swiat budujemy z naszych obserwacji. Obserwacje z kolei wynikaja z wewnetrznego pejzazu. W tym sensie nie mozna oddzielic obserwujacego od obserwowanego.
-
Przychodzi obserwator do lekarza i mówi... :-)
Obserwator i przedmiot obserwowany (http://www.jkrishnamurti.republika.pl/wolnznan12.htm)
-
Jak najbardziej moze taka być, szczegolnie jesli te osoby dzialaja we wspolnym mysloksztalcie. Z tym, ze w tym, co napisalam punkt ciezkosci stawiam gdzie indziej: by pamiętać, ze jak coś pojawia się w obrębie naszej uwagi to najpierw mówi to coś o nas samych, niesie potencjał uswiadomienia. I wlasnie PO TO sie pojawia, zebysmy w sobie cos zintegrowali; samo zjawisko jest wtórne. Liczy sie jaki swiat budujemy z naszych obserwacji. Obserwacje z kolei wynikaja z wewnetrznego pejzazu. W tym sensie nie mozna oddzielic obserwujacego od obserwowanego.
Tak, ale nie wszystko, nie cała świadomość lustra- bo o tym piszesz raczej- jest po to by wyciągać wnioski i uczyć się.To że widzę że ktoś zatacza się od alkoholu nie oznacza od razu, że muszę mieć coś do przerobienia z bycia alkoholikiem.
To że grupa osób widzi ze ktos jest opętany [ idąc za tym przykładem] nie oznacza że maja w tym coś do przerobienie i nie musi to oznaczać że się mylą, i nie jest to ich subiektywny świat.
Nie mogłaby powiedzieć że każdy stwarza swój świat. Świat nie jest projekcja twojego wnętrza, ale jest w nim duży procent odbicia twoich intencji. Gdy całkowicie twoje intencje będa czyste, nie spotkasz zionącego na ciebie alkoholem czlowieka prawdopodobnie, i nie oznacza to że świat się zmienił. I że alkoholik nie jest juz alkoholikiem. Bo to jego intencje a nie cudze. Chyba ze jest opetany :p
-
Czasami dostrzega się coś lub kogoś np. alkoholika lub opętanego, żeby pomóc, bo ma się taki dar np. diagnozowania i uzdrawiania. Nie dlatego, że jest się alkoholikiem, czy opętanym. Bóg działa przez ludzi na ludzi z poszanowaniem wolnej woli obu stron, a elementem wolnej woli jest świadomość.
-
odnośnie ziół na ziemi
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=UO8wIw7rjk0
-
kopergamin, dzieki za linka, przeczytalam z ciekawoscia, duzo mi zarezonowalo.
Olga, chyba nie do konca sie zrozumialysmy. Celowo nie uzylam tego sformulowania, bo nie mowilam o takiej prostej, zewnetrznie pojmowanej swiadomosci lustra o jakiej piszesz, a o tej, ktora jest jakby o krok dalej. To, o czym wspominasz to podstawowe prawo, w miare latwo obserwowalne, gdy troche sie rozumie karme i intencje, ale pod nim jest jeszcze cos glebiej, dalej, tam gdzie topi sie pomalu ego. Gdy postrzegamy nie umyslem (zewnetrznie) a sercem (czy jak to zwal, w sensie, ze wewnetrznie) swiat przestaje byc taki mechaniczny czy logiczny, albo, inaczej mowiac, logika umyslu zostaje zastapiona logika swiadomosci. To jest troche jak z prawami fizyki - prawa klasycznej (przewidywalnosc, determinizm) sa inne niz kwantowej (potencjal).
Ja to widze tak: ta subiektywnosc doswiadczania, o ktorej wczesniej wspominalam, laczy mi sie z tym, ze nic co istnieje nie jest oddzielone od reszty. Ja nie jestem oddzielona od niczego co widze, czuje, doswiadczam, przez sam fakt, ze mam z tym taka czy inna stycznosc. Wplywam na to, z czym mam stycznosc, przez sam fakt, ze pojawia sie to w polu mojej uwagi czy energii i to cos wplywa na mnie. Dopoki nie urzeczywistnie 100% boskiej swiadomosci to jestem w stanie odczytac to tylko poprzez swoje filtry, swoja matryce energii. Byc moze nawet na pewnym poziomie stwarzam to wydarzenie i siebie w nim, a ono stwarza mnie, po to by zaszlo uzdrowienie.
Trudno mi to zwerbalizowac, natomiast latwo czuc. To odczucie jest podobne do rozszerzonego pola aurycznego, gdy mozemy tak sie rozszerzyc, by byc w stanie objac soba nie tylko siebie ale i otoczenie. I z tego poziomu widac te jednosc najlepiej, znikaja granice miedzy ty, ja, on, to.
To że grupa osób widzi ze ktos jest opętany [ idąc za tym przykładem] nie oznacza że maja w tym coś do przerobienie i nie musi to oznaczać że się mylą, i nie jest to ich subiektywny świat.
Patrzenie subiektywne nie zaklada bycia w bledzie, co wiecej posiadanie racji lub jej brak w tym wewnetrznym swiecie nie ma w ogole znaczenia, bo 'racja' jest na innym poziomie. Na subiektywnym zawsze mam racje, przez sam fakt, ze cos obserwuje w taki a nie inny sposob. Moja rola jest zauwazyc dlaczego postrzegam tak a nie inaczej, uczyc sie z tego.
Przy okazji jesli zamulam to mnie smialo ignorujcie, bo temat mam zywy, znaczy, w procesie jestem i nie daje tu prawd objawionych, tylko pisze jak mi sie to jawi na te chwile. Ciekawa sie dyskusja wywiazala, kto by pomyslal, ze przy okazji takiego nieortodoksyjnego tematu :)
-
Davvidia
Dzieki, fajne. Znalazlam tez Bashara jak mowi o DMT / ayahuasce http://www.youtube.com/watch?v=7Clsi0HGSu0
-
Davvidia
Dzieki, fajne. Znalazlam tez Bashara jak mowi o DMT / ayahuasce http://www.youtube.com/watch?v=7Clsi0HGSu0
Ola po prostu wiesz :)
-
https://swiatducha.wordpress.com/2014/05/02/zatrucie-czakry-korony-za-kilkaset-zlotych/
-
Wczoraj słuchałam audycji, gdzie dwóch jasnowidzów wypowiedziało się negatywnie o tej metodzie.
-
Co mówili przykładowo?
-
Resocjalizacja w więzieniu z pomocą Ayahuaski http://joemonster.org/art/31732/Resocjalizacja_z_pomoca_substancji_halucynogennych_na_razie_w_Brazylii
-
Jasnowidzowie twierdzą że ta roślina pochodzi z ciemnej strony, że powoduje uświadomienie sobie swoich negatywnych wzorców, programów, przeżyć czyli powoduje to że wchodzi się do przeszłośći i ją rozgrzebuje wchodząc w dawne przeżycia. Ale za tym nie idzie żadne uzdrowienie. A poprawa to wynik efektu placebo oraz silnego wpływu szamana.
-
Inga :) To brzmi prawie jak opis sesji Regresingu :)
-
Oprócz "powoduje to że wchodzi się do przeszłości" nie widzę związku;)
-
Co ciekawe, sporo czytalem i slyszalem o przypadkach uzdrowien z alkoholizmu lub narkomanii poprzez ceremonie Ayahuaski wiec trudno mi sadzic cos na ten temat, chetnie poczytalbym wypowiedzi ludzi dosc dobrze zorientowanych w temacie. Zapewne, jak jakzy narkotyk zmienia on swiadomosc i moze cos sie podpiac wtedy ale z drugiej strony sporo czyta sie o leczniczych wlasciwosciach takich roslin/srodkow wiec chyba jakies ziarno prawdy tez musi w tym byc.
-
Jest ziarno prawdy- efekt placebo oraz silny wpływ szamana co skutkuje wywołaniem zmiany.
-
Skad masz to info?
-
Sylvia :)
".. powoduje uświadomienie sobie swoich negatywnych wzorców, programów, przeżyć czyli powoduje to że wchodzi się do przeszłośći i ją rozgrzebuje wchodząc w dawne przeżycia..."
A potem 3,2,1,0 ..już.
Tyle, że nie wiem jakby to podziałało przy Aya.
-
stąd
https://www.youtube.com/watch?v=AnagWWl5Z-8
-
http://www.tsunki.com/
Jakby ktoś chciał się bliżej zapoznać z "zawodem" szamana i pracą z roślinami...
W zakładce "Uwishin" możecie pobrać gotowe rozdziały książki która właśnie jest pisana przez osobę pracująca z tą medycyną od ładnych kilkunastu lat. Paul ukończył min. Szkołę uzdrawiania Barbary Brennan.
Rozdziały tłumaczone profesjonalnie na język polski.
Miłego czytania.
-
Co ciekawe, sporo czytalem i slyszalem o przypadkach uzdrowien z alkoholizmu lub narkomanii poprzez ceremonie Ayahuaski wiec trudno mi sadzic cos na ten temat, chetnie poczytalbym wypowiedzi ludzi dosc dobrze zorientowanych w temacie. Zapewne, jak jakzy narkotyk zmienia on swiadomosc i moze cos sie podpiac wtedy ale z drugiej strony sporo czyta sie o leczniczych wlasciwosciach takich roslin/srodkow wiec chyba jakies ziarno prawdy tez musi w tym byc.
Czytałam, że w więzieniach w Brazylii jest to stosowane na złagodzenie agresji. Podobno działa.
Znam też osoby, które otworzyły się na zmiany życiowe i rozwój po ayahuasce, chociaż nie wiem jak to będzie po latach i jaki to będzie rozwój, w jakie intencje pójdzie. Oby na czystych intencjach i w kierunku wyższych energii i uczuć, i szerszej świadomości. Czas pokaże.
Tak jak każde silne narkotyczne lekarstwo trzeba brać pod uwagę skutki uboczne. Jest wiele narkotycznych lekarstw. Nikt ich nie podaje ludziom zdrowym. Silnych lekarstw nie powinny stosować osoby zdrowe i lekko chore z dolegliwościami, a nie w stanie krytycznym.
Silne lekarstwa mogą mieć albo mają zawsze skutki uboczne, czasem nieodwracalne i trzeba brać to pod uwagę.
Dla ludzi pierwotnych takie substancje były czymś zupełnie innym, niż dla człowieka współczesnego, który ma dostęp do wielu narzędzi rozwojowych, terapii i o wiele szerszą świadomość i wiedzę.
Możliwe skutki uboczne:
-wyczyszczenie części świadomości i inteligencji z mózgu
-odcięcie od uzdrawiającej energii Siły Wyższej i podłączenie pod istoty i energie podające się za boga
-halucynacje, że jest się bogiem ponad innymi
-zniszczenie barier ochronnych i np. ataki energetyczne ze strony innych
-po chwilowym poszerzeniu świadomości, silne jej zawężenie do światów astralnych (poniżej boskiego wglądu)
-zaburzenia świadomości rozróżniającej w rozwoju
-nie widzenie skutków ubocznych zażywania - bardzo częsty objaw
-halucynacje na jawie
-stany depresyjne
-stany lękowe
-psychozy
-schizofrenia
-odhamowanie norm etycznych w relacjach społecznych np. częstsze kłamanie
-zagrażanie życiu innych ludzi z wyżej wymienionego powodu
-zatrucie organizmu
-lekceważenie skutków ubocznych jako nie związanych
-śmierć
-
Byłem niedawno na w sumie 4 ceremoniach Ayahuasci. Każda po okolo 12 godzin, przez całą noc. I jestem bardzo mega zadowolony. Dla mnie to nie jest jakiś narkotyk, jak to niektórzy piszą, ale lek ciała, serca, umysłu, duszy. Każda była inna. Każda była niesamowitym przeżyciem.
Czytam różne opisy i trochę mnie dziwi, że niektórzy straszą. Może dlatego, że nie każda Ayahuasca jest taka sama i zależy prawdopodobnie od prowadzącego szamana, więc zależy ogólnie od swoich intencji.
Nie wiem, co inni doświadczyli itd. Ja tam miałem rozmowę w trakcie z sobą prawdziwym (wyższym ja). Miałem pokazywane różne swoje wzorce, myślenie itd. Najintensywniejsza była druga, gdzie uzdrawiało się u mnie uciekanie od serca. Wcześniej serce, miłość było dla mnie dość nudne, ale to, co zobaczyłem wtedy podczas ceremonii, moje wzrce itd., to wszystko było tak intensywne, widziałem swoje uciekanie od serca, wywyższanie się, czucie się lepszym itd., że po kilku godzinach tego, nie miałem innego wyjścia, niż puścić wszelką kontrolę, działanie, uciekanie od serca, podążanie do serca itd., i wtedy serce zaczęło mnie w siebie wciągać. Szaman zaczął śpiewać jakaś piosenkę po hiszpańsku (na gitarze, razem z 2 osobami z jego zespołu, jedna osoba grała na bębnie jakimś a druga na kontrabasie), a ja słyszałem słowa, które mówiło do mnie serce w stylu "Witaj mój ukochany".
Głos mnie prawdziwego mówił mi np. kiedy mam iść do łazienki, do której, np. głos mi mówi, idź teraz do łazienki, bo będziesz niedługo wymiotował. OK, wstałem, głos mówi do tej po lewej, poszedłem po lewej, wszedłem do łazienki, głos mówi, przygotuj się, i zaraz wymiotowałem. Nie fizycznie, ale energetycznie, bo wcześniej nie jadłem ponad dzień. Widziałem jak wymiotuję energetycznie jakieś dziwne rzeczy, robaki i nie tylko.
Za pierwszym razem pojawiały się różne moje myśli, przekonania, w które wierzę i potem śmianie się z tego hi hi ha ha, głos się ten śmiał, że traktuję to wszystko na poważnie, potem ja się zacząłem śmiać, taki śmiech buddy, traktowanie iluzji jako coś poważnego, przez to tworzenie problemów w życiu itd. Niesamowite to było.
Myślę, że zależy od intencji, od tego, co się chce doświadczyć, jak bardzo się jest otwartym itd. Dla mnie to było najpiękniejsze doświadczenie w swoim życiu. Ale trafiłem na cudownego szamana, który prowadził ceremonię ze swoja też cudowną żoną, dużo było ukierunkowania się na miłość, otwieranie się na miłość.
Wiem, że nie poszedłbym do każdego na taką ceremonię.
-
Możliwe skutki uboczne:
-wyczyszczenie części świadomości i inteligencji z mózgu
-odcięcie od uzdrawiającej energii Siły Wyższej i podłączenie pod istoty i energie podające się za boga
-halucynacje, że jest się bogiem ponad innymi
-zniszczenie barier ochronnych i np. ataki energetyczne ze strony innych
-po chwilowym poszerzeniu świadomości, silne jej zawężenie do światów astralnych (poniżej boskiego wglądu)
-zaburzenia świadomości rozróżniającej w rozwoju
-nie widzenie skutków ubocznych zażywania - bardzo częsty objaw
-halucynacje na jawie
-stany depresyjne
-stany lękowe
-psychozy
-schizofrenia
-odhamowanie norm etycznych w relacjach społecznych np. częstsze kłamanie
-zagrażanie życiu innych ludzi z wyżej wymienionego powodu
-zatrucie organizmu
-lekceważenie skutków ubocznych jako nie związanych
-śmierć
Znam już kilka osób, które miały raz i więcej tych ceremonii i nie zauważam żadnego z tych skutków ubocznych. Wręcz przeciwnie. Zmiany w życiu na lepsze. Nawet przeciwieństwa tego, co jest napisane powyżej.
-
To może być tak, że roślina z ciemnej strony, dobrze służy do wypchnięcia na wierzch wszystkiego co ma się w sobie nieprawidłowego, ciemnego a jak przebiegnie dalsza część uzdrawiania to już zależy od czystośći szamana oraz od czystośći własnych intencji.
-
A może to jest tak, że osoby mocno to krytykujące mają jeszcze lęk przed tym, że wróci im zachłanność na substancje odurzające? To taka projekcja.
-
Pytanie tylko jakie są to intencje i po co robic jakies eksperymenty na sobie przy takiej ilosci skutecznych technik rozwojowych? Idea zarzucenia jakiegos srodka ktory cos robi za nas jest widac nadal pociagajaca.
-
Pytanie tylko jakie są to intencje i po co robic jakies eksperymenty na sobie przy takiej ilosci skutecznych technik rozwojowych? Idea zarzucenia jakiegos srodka ktory cos robi za nas jest widac nadal pociagajaca.
Ponieważ taka praca wymaga wysiłku i zaangażowania, łatwiej wsiąść coś z przeświadczeniem że nam to pomoże.
-
Traktowanie tej ceremonii w kontekście rozwoju duchowego, wymusza na osobie przyjęcie do definicji RD idei że można się efektywnie, rozwijać duchowo (skutecznie*) stosując środki odurzające, halucynogen itp.
-
Przeciez jak cos zaczyna sie z kims dziac, czego nie moze przerwac w dowolnym momencie (nie moze swoja wolą juz na to wplynac) to jest to skutek utraty świadomosci, a nie jej poszerzenia
-
Martinus
Nie pisałam tylko o negatywnych skutkach. Czy to zauważyłeś?
Moje wypowiedzi opieram m.in. na badaniach, które były robione na ten temat. Ok. 30% biorących ma problemy po ayahuasce.
Kolejnym obserwowanym skutkiem ubocznym u niektórych jest cyklotymia. O tych co wylądowali w szpitalach psychiatrycznych z różnymi powikłaniami po zażywaniu, nie wiesz, bo znikają z tego kręgu.
Odhamowanie pewnych zblokowanych obszarów w mózgu, po tego typu substancjach jest tym czego wiele osób szuka. Z tego co opisujesz u ciebie też nastąpiło.
Gratuluję zmian, jeśli ci służą, i życzę dalszego rozwoju w kierunku czystych intencjach i w kierunku wyższych energii i uczuć, i szerszej świadomości.
Mnie interesuje twoje zdjęcie sprzed brania, aktualne i jak będzie w rozwoju za kilka, kilkanaście lat.
To co ktoś mówi czy pisze, bo miał takie wizje, a diagnostyka kompetentnej osoby to dwie różne sprawy.
Mój stosunek do tego jest w tej chwili neutralny, nie pozytywny, nie negatywny. Jest z pozycji obserwatora i osoby zbierającej fakty.
Tak jak nie neguję brania chemii na raka, czy morfiny w bólu. Albo operacji z narkozą. Jednak wiem o skutkach ubocznych, których nie można pomijać.
-
Martinus
Szanuję Twoje doświadczenia i nie piszę tego, żeby coś narzucać komukolwiek. Dlatego nikt nie musi brać tego do siebie, co teraz napiszę. Własnie spróbowałem to teraz zbadać, tak dla siebie, i odechciało mi sie zaraz na początku. Poczułem, nie moje, ciężkie narkotyczne energie, jakbym się miał w czyś takim ohydnym zanurzyć, i jak zaburza czakrę serca i korony. Czakra serca zaczęła mnie boleć i kurczyć się w mechanizmie obronnym. Więc dziwi mnie to otwieranie serca w procesie. U mnie jest więc odwrotnie. To działanie i wpływ sił nieczystych, czy więc warto za cenę jakichś doświadczeń płacić taką cenę. Dla mnie nie.
-
Sylvia,
o jakich badaniach konkretnie piszesz?
-
Uważam, że jak się nie czuje, to nie należy oczywiście iść na taką ceremonię. Nic na siłę. Nie dla każdego jest to dobre i potrzebne.
Ja nie czuję niczego narkotycznego w niej, jak niektórzy piszą. Tak, jak pisałem, dla mnie to jest jak lek ciała, serca, umysłu i duszy. Jak picie herbatki z pokrzywy, czy jedzenie surowych warzyw itd. Z tą różnicą, że tutaj cel jest inny tego eliksiru :).
Nie poczułem podczas ceremonii i po działania nieczystych sił. Wręcz przeciwnie. Ok poczułem raz, że ktoś się do mnie chce dobrać, wtedy wyszedłem do łazienki, trochę poza krąg i czułem że z zewnątrz coś się zbliża, żeby mną zawładnąć, ale wtedy pojawił się głos szamana we mnie, żebym szybko wracał na salę i szybko wróciłem. I przeszło.
Na sali cudowna synchronizacja. Ktoś się śmieje, ktoś płacze, ktoś przechodzi itd. - to wszystko ma tak być. Tak jest tez w codziennym życiu, jednak w codziennym życiu nie ma się tak silnej świadomości, jak podczas ceremonii tych procesów. W codziennym życiu też jest totalna synchronizacja pomiędzy wszystkim, żeby budzić się do siebie prawdziwego.
Zauważyłem też, że część się uzdrawia na takich ceremoniach, ale jednak trzeba potem własnej pracy, żeby inne rzeczy się uzdrowiły, zmieniły na lepsze itd. Nie jest tak, że wszystko się samo zrobi. Ma się wizje, są podawane informacje, co zrobić w życiu itd., ale potem samemu trzeba to oczywiście zrobić.
Powiem tak, jak ktoś czuje, żeby iść, niech idzie. Jak ktoś nie czuje, niech nie idzie na siłę, to nie ma sensu.
A takie negatywne nastawienie do tego może być też spowodowane przez Anunnakich i innych, którzy chcą kontrolować Ziemią i ludźmi na niej. Więc będą oni poprzez innych rozsiewać negatywne informacje, żeby odstraszać ludzi od Ayahuasci. Bo to dla nich coś niebezpiecznego. Tracą kontrolę nad Ziemią :)
-
Martinus, nie sprowadzaj negatywnego nastawienia do wyrazu złej woli bądź poddawaniu się manipulacji :)
Ja mam nastawienie negatywne, bo widziałem osoby po takich ceremoniach, które najczęściej nie zauważały skutków ubocznych - związanych z podatnością na wpływy zewnętrzne (nawet jeśli wybiórcze, dlatego może bagatelizowane) i ryzykiem odnośnie odkrywania czegoś wcześniej, niż świadomy umysł sam na to pozwala. Poza osobami które były po prostu w naćpaniu po takiej ceremonii i na które się patrzeć nie dało.
Jakie jest moje zdanie na temat działania ayahuaski (na bazie obserwacji) ? Jeśli umysł jest jak cebula, ma wiele warstw, to ayahuaska nacina ten umysł tak że ma się z miejsca bardziej bezpośredni dostęp do jego głębszych warstw. Pewnie że osoby mające doświadczenie w pracy nad sobą, są w stanie coś z tego wyciągnąć, ale nie zmienia to faktu że umysł zostaje nacięty w trakcie takiej ceremonii i pozostaje w tym stanie przez jakiś czas. Dlatego pojawia się podatność na wpływy - astralne i zaburzenie granic własnej energetyki (w aurze powstają dziury), których nie da się świadomie kontrolować, na które nie da się świadomie wpłynąć. Trzeba czekać aż wpływ substancji minie. Zależnie od osoby (tego na ile potrafi pracować z energią), podatność i dziury zostają bądź nie, ale nie zmienia to faktu że w trakcie samego wpływu/działania substancji niemożliwym jest brak tej podatności. Są to zaburzenia które nie pojawią się w trakcie np. medytacji. U osób uzależnionych w jakiś sposób od astralu czy innych ludzi, mogą się pojawić epizody podatności w medytacji, ale związane są z utajonym uzależnieniem które jest możliwe do usunięcia, a w przypadku substancji psychoaktywnych, nie da się tego zrobić w trakcie ich działania.
Ja osobiście uważam i jestem zwolennikiem, że lepiej jest zrobić coś powoli, naturalnie (czyli bez burzenia naturalnych barier umysłu, a raczej pozwalając by warstwy "cebuli" same się odsłaniały), wtedy gdy umysł jest gotowy, niż robić coś co ma ryzyko wpisane w sposób działania. Ryzyko - nie w sensie szansy, a tego czy dziura którą zawsze się zrobi, spowoduje powikłania czy nie.
Co do samych szamanów - oni pozostają stabilni umysłowo po wielokrotnych ceremoniach, bo ich umysł i osobowość budują się na przestrzeni pomiędzy dziurami które istnieją w umyśle. Można powiedzieć że część umysłu z którą szaman ma codzienny kontakt +osobowość istnieją w symbiozie z podziurawieniem. I o ile ma to zastosowanie w odwoływaniu się do duchów czy kontaktu ze światem astralnym, to wpływa negatywnie na możliwości kontaktu z własną duchowością. Poza paroma spektakularnymi momentami.
Zresztą można sobie pomedytować na ten temat - Dlaczego w świadomym stanie, w medytacji, nie ma się dostępu do tych warstw siebie które pojawiają się w trakcie np. ceremonii ayahuaski? Co dzieje się z umysłem w trakcie i jakie są różnice w trakcie świadomego wejścia w siebie bez dopalacza - i dlaczego umysł sam nie stosuje tego samego mechanizmu w trakcie świadomej pracy + co się z nim dzieje gdy świadomie się próbuje go wywołać. Dla mnie te właśnie różnice i obserwowanie tych różnic w innych, sprawiają że jestem na nie :)
-
Martinus
To mamy różne odczucia. To tak na mnie wpływa, że nawet nie chce w to wchodzić, żeby lepiej pobadać.
Na pewno jest dostęp do pewnych głębszych poziomów, a jak są uświadomienia to trochę, czy sporawo może sie uzdrowić. Ale dzieje się to kosztem czegoś.
A takie negatywne nastawienie do tego może być też spowodowane przez Anunnakich i innych, którzy chcą kontrolować Ziemią i ludźmi na niej. Więc będą oni poprzez innych rozsiewać negatywne informacje, żeby odstraszać ludzi od Ayahuasci. Bo to dla nich coś niebezpiecznego. Tracą kontrolę nad Ziemią :)
Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie. Piszę jak czuję: to własnie te negatywne wpływy są spowodowanie dodatkowo, oprócz samej rosliny, tymi działaniami Anuuakich, którzy czerpią z tego biznesu.
Sam wiem że to nie dla mnie, ale znam kogoś, kto sie na to wybiera, choć ja mu to odradzam. Więc dowiem się jakie są jego doświadczenia... i czy / z czego trzeba będzie go oczyszczać.
Witek D.
Yes, dokładnie.
-
Czytam Was, to jest Ciebie Witek i Mateusz i pewnie innych też, wypowiadających się negatywnie i czytam, jakbyście pisali o czymś innym niż ja. Ja byłem na 4 ceremoniach u tego samego szamana. Nie wiem, jak jest u innych, więc nie mogę się wypowiadać i uogólniać, że każda ceremonia jest taka sama. Z tego, co wiem, nawet sama Ayahuasca może być zrobiona z innych roślin, z tego, co mówił ten szaman, u którego byłem, jest wiele odmian, z których się to przygotowuje. W zależności od odmiany, działa to inaczej. Ayahuasca zrobiona przez kogoś w Brazylii może działać inaczej niż przez kogoś zrobiona w Kolumbii.
Ja to doświadczyłem, nie wiem, jak wy, 4 razy na razie i każda ceremonia była super przeżyciem. Siedzę w duchowości dość długo i mam tak myślę świadomość rożróżniającą dość dobrą i widzenie. I nie zauważyłem u siebie, czy znajomych tego, o czym piszecie. Wręcz przeciwnie.
Ale tak czuję, że nie poszedłbym do każdego szamana na taką ceremonię właśnie dlatego, że czułbym, że tam może coś nie grać. Nie szedłbym ślepo na każdą taką ceremonię.
Jak ktoś nie czuje, nie ma sensu, żeby szedł. Jak ktoś uważa to, za coś negatywnego, też nie. Ja sam jeszcze niedawno byłem na nie. Ale poczułem, że mam pójść, więc poszedłem. I totalnie nie żałuję. Wiele mi się pozmieniało na lepsze. Ale też miałem odpowiednie intencje, ufność itd.
Ja - z mojego doświadczenia - nie widzę nic złego w tym, raczej widzę same pozytywy, z tego, co doświadczyłem. Moje doświadczenia z Ayahuascą są pozytywne. Jak mają inni, nie mam pojęcia, oprócz tych osób, które poznałem, które też są zadowolone.
Nikogo oczywiście nie namawiam. Jak ktoś nie czuje, nie ma sensu iść.
-
Dokładnie, popieram Martinusa. Medycyna na każdego działa inaczej. Ważne są intencje, ale i tak dostajesz to, co jest dla Ciebie w tym momencie najlepsze. Roślina jest dobrym nauczycielem zabierającym na miłą wycieczkę, raz srogim profesorem ucząc np. ogromnej pokory. Byłem też na iluś tam ceremoniach, każda przebiega inaczej i pokazuje, uczy uczestnika czegoś innego. Cały czas jest się w pełni świadomym, równie dobrze widzenie aury i energii można nazwać halucynacjami :)
Jeżeli chodzi o oczyszczanie, wymiotowanie energią podczas ceremonii... gdy myjecie się pod prysznicem to przeglądacie każdy brudek, zastanawiając się skąd to on się wziął i co zrobić aby następnym razem tak się nie ubrudzić czy idziecie tam z intencją umycia się? Przez ileś tam ceremonii miałem tylko i wyłącznie czyszczenie, wymiotowanie spod samych pięt, przez całe ciało przechodziło mnóstwo energii. Nie interesowało mnie skąd to jest, co to jest i po co. Za dużo się tego nazbierało w ciągu mojego życia abym miał jeszcze po kolei to analizować... Widziałem tylko twarz w misce pytającą - czy chcesz jeszcze wywalić ten syf? Tak.
Bardzo ważną rzeczą jest trafienie na szamana znającego się dobrze na swojej pracy, to tak jak dobry terapeuta - wie jak poprowadzić sesję aby jak najwięcej korzyści z tego wyciągnąć.
-
Wymiotowanie czy też oczyszczanie u mnie występuje przy EFT nawet w sesji regresingu, nie trzeba brać Ayahuaski.
-
Wymiotowanie czy też oczyszczanie u mnie występuje przy EFT nawet w sesji regresingu, nie trzeba brać Ayahuaski.
:) Oczywiście, że nie trzeba.
-
No, aby wiedzieć co z czym się je, i nabrać niezależnego oglądu na sprawę, przeszedłem niedawno przez ową ceremonię. Kilka wniosków:
Czy owe roślinki to narkotyk? Zdecydowanie TAK.
Czy wyniosłem z tego jakieś korzyści? TAK
Czy można się dzięki temu „duchowo rozwinąć”? ZALEŻY – czytaj poniżej
Czy zrobiłbym to ponownie? Zdecydowanie NIE.
Jeśli kogoś to interesuje, więcej tutaj: http://www.elijah-blog.info/?p=1102
-
Suma sumarum – poczułem, że dopełniła się karmiczna intencja i dość paradoksalnie, przeszła mi w tym momencie ochota na branie jakichkolwiek używek,
Dopełniła sie karmiczna intencja.
Podoba mi sie to zdanie. Czułam cos podobnego wielokrotnie, tylko nie wiedziałam jak to ująć :)
-
Piękny opis starego ćpuna :) który potrafi tylko do tego porównać doświadczenia.
Ile osób - tyle opinii i jedna nie jest gorsza od drugiej.
Jeżeli czujesz że to dla Ciebie - nie wierz nikomu tylko sprawdź na sobie.
Jeżeli nie próbowałeś - nie wypowiadaj się :)
No, aby wiedzieć co z czym się je, i nabrać niezależnego oglądu na sprawę, przeszedłem niedawno przez ową ceremonię. Kilka wniosków:
Czy owe roślinki to narkotyk? Zdecydowanie TAK.
Czy wyniosłem z tego jakieś korzyści? TAK
Czy można się dzięki temu „duchowo rozwinąć”? ZALEŻY – czytaj poniżej
Czy zrobiłbym to ponownie? Zdecydowanie NIE.
Jeśli kogoś to interesuje, więcej tutaj: http://www.elijah-blog.info/?p=1102
-
No, aby wiedzieć co z czym się je, i nabrać niezależnego oglądu na sprawę, przeszedłem niedawno przez ową ceremonię. Kilka wniosków:
Czy owe roślinki to narkotyk? Zdecydowanie TAK.
Czy wyniosłem z tego jakieś korzyści? TAK
Czy można się dzięki temu „duchowo rozwinąć”? ZALEŻY – czytaj poniżej
Czy zrobiłbym to ponownie? Zdecydowanie NIE.
Jeśli kogoś to interesuje, więcej tutaj: http://www.elijah-blog.info/?p=1102
:) Żalosne i śmieszne to. Wypowiada się osoba, która doświadczyła niedoświadczenia Ayahuasca na podstawie doświadczenie San Padro. I wysnuła wnioski też odnośnie Ayahuasci.
San Pedro działa totalnie inaczej niż Ayahuasca. Nie korzystałem z San Padro, znajomi korzystali, którzy korzystali kilka razy z Ayahuasca i powiedzieli, że nigdy więcej San Padro. Co do Ayahuasci mają totalnie inne zdanie. Ja miałem 4 razy Ayahuascę, idę na kolejne ceremonie niedługo. Dla mnie rewelacja, ale... wątpię, żebym poszedł do innego szamana, niż byłem. Jakość ceremonii itd. zależy od szamana, a to wiadomo, od naszych intencji.
-
Jak ktoś nie próbował jak najbardziej powinien się wypowiadać, bo nie w tej energii i widzi coś z boku.
Jak dziecko nie próbowało alkoholu, to ma prawo się wypowiadać co o tym myśli z poziomu swojego odczuwania. Mimo, że jest "niżej".
Na temat opętania powinni wypowiadać się nie opętani. Tak samo terapeuta ma prawo się wypowiadać o lękach, depresji, zaburzeniach żywienia, uzależnieniach, nawet jeśli tego nie doświadczał. Tak jak trener sportowy, który nigdy nie był zawodnikiem.
Itd. Przykładów jest wiele.
Natomiast szaman to nie terapeuta. To tylko porównanie, ale dające błędne skojarzenia. Szaman to osoba, która zastępowała historycznie kontakt ze sobą i z Bogiem/Siłą Wyższą u mniej świadomych osób od niego. Jest wioskowym uzdrowicielem lub przewodnikiem, który ma swoją rolę.
Jakie są skutki, jeśli szaman ma realnie niższą świadomość od swoich uczniów i oni dostrajają się pod niego, odrzucając wszystko co jest powyżej niego?
Historia ludów opierających się na szamanach w swoim rozwoju pokazuje, że trzeba być ostrożnym i niezależnym.
To co zwróciło moją uwagę, to, że niektóre wypowiedzi pachną marketingowo, a nie rozwojowo.
Teraz jestem w energii buntu, więc mam NIE na wszystko co ma też negatywne skutki. Szczególnie, gdy ktoś ich nie widzi/nie chce widzieć.
Jeśli widzi, że są te negatywne skutki, ale ważniejsze są na dany moment pozytywne efekty, to jest dla mnie w porządku. Jeśli uwolni te negatywne skutki, to zachowana jest świadomość, wolność i niezależność.
Najbardziej mnie ciekawi czy po takim używaniu substancji psychoaktywnych jest pójście dalej w danym życiu, czyli np. nieuwarunkowany rozwój poprzez energie, decyzje i świadomość, jak np. w medytacji. I skutki w okresie ok. 10-30 lat od zażywania.
-
REKLAMOWANIE NARKOTYKÓW JEST W POLSCE PRAWNIE ZAKAZANE!
-
Wpierw zakazali narkotyków. Biorą się za pozostałe zioła i leki homeopatyczne. A przecież są tacy co twierdzą, że marihuana i ayahuaska leczą raka.
-
Dark Angel
W niektórych narkotykach są substancje z zastosowaniem leczniczym i w tym sensie mają one sens - jeśli by lekarz zapisał dane substancje :) Ale to osoby zdrowe zazwyczaj używają tej linii argumentacji, by móc sobie zracjonalizować używkowanie. Ja jestem za tym, by to co działa, miało zastosowanie w medycynie i pod okiem lekarza, nie dla rekreacji.
-
Hegemon,
ale ostro spaliłeś gumy, ho ho, prawie jak koleś Golfem II pod dyskoteką w remizie ;)
Raz, nigdzie nie pisałem, że próbowałem Ayahuasci - polecam przeczytać na trzeźwo, głęboko oddychając, i najlepiej ze dwa razy, to co napisałem. Natomiast, faktem jest, że ceremonia którą przeszedłem jest zarówno dla San Pedro jak i Aya jest IDENTYCZNA - technicznie różni się tylko substancja, którą w siebie wlewasz.
Dwa, wiesz, mam kolegę, który jest wytrawnym piwoszem - i dla niego dwa różne piwa to czasami niebo a ziemia - takie ogromne widzi różnice. Spoko, wierzę że Aya jest czymś zupełnie różnym od San Pedro, choć absolutnie nie zmienia to faktu, że jedno i drugie to psychodeliki, podobnie jak grzybki czy LSD, i obydwie substancje były "duchowo" wykorzystywane przez szamanów z Ameryk. Dodatkowo, opisy jazd na jednym jak i na drugim są praktycznie identyczne. Koniec i kropka.
No i finalnie, skoro nazywasz mnie starym ćpunem, to trochę szacunku zatem, bo w końcu czy to wypada młodemu ćwikowi uczyć starego wyjadacza? ;)
-
Mnie by interesował taki eksperyment, że ktoś przez 3-6 miesięcy pracuje solidnie nad jasnością, trzeźwością i przytomnością umysłu i potem wnioski co się zmieniło. Warto pamiętać, że w przypadku odstawienia każdej substancji psychoaktywnej są lepsze i gorsze dni, ujawnia się to co było nią przykryte, stłumione, wyparte i wtedy przydaje się pomoc specjalisty w przejściu przez trudniejsze momenty.
Próba kontrolna minimum 20% z osób zażywających.
Dark Angel
Ważniejsze dlaczego i po co, a nie, że coś jest zakazane.
Akceptacja tego jakie coś jest takim jakie jest daje wolność:)
Oddzielam też Człowieka od jego chwilowych intencji, decyzji i doświadczeń.
-
interesujące wątki polityczne, np. ze Stanem Tymińskim, ale nie tylko:
http://polska.newsweek.pl/ayahuasca-narkotyk-uzaleznienie-zakup-newsweek-pl,artykuly,341625,1.html
"Dziki Mietek nie pamięta złych przygód. Chętnie wspomina, jak po ayahuasce przewidział atak na WTC. Opowiedział o tym w chicagowskim radiu u Sylwestra Skóry. Wkrótce zadzwonili do niego smutni panowie z FBI. Poprosili, żeby trzymał język za zębami. Mietek wie dlaczego: – Z wizji dowiedziałem się, że wszystko, co będzie mówione o zamachu, będzie mijać się z prawdą."
-
Z tego co można wyczytać w internecie oraz dowiedzieć się od znajomych z portali to Ayahuaska Nie uzależnia
Wpływa pozytywnie na rozwój duchowy.
Leczy z wielu chorób w tym nowotworowych.
Potrafi pokazać co siedzi nam w podświadomości (tak jak Regresing ?)
ps. a według jednego znajomego który długo siedzi w RD to nic mu tak naprawdę nie dała a tylko utwierdziła w tym co już wiedział.
Z opisów wynika, że Aya (ta prawdziwa a nie jakieś tam związki chemiczne u pseudoszamanów) daje same pozytywne efekty. Nawet u ludzi nie rozwijających się duchowo.
A czytałem nie raz, że uwalnia narkomanów od uzależnienia.
To tyle co wiem z netu. Sam dopiero za kilka lat spróbuje to napiszę na pewno jak było.
-
DarkAngel
To są właśnie internetowe teksty marketingowe. Badania dostępne dla specjalistów mówią coś innego jeśli chodzi o skutki uboczne. Ok. 30% osób ich doświadcza. To, że ktoś widzi tylko pozytywne efekty nie oznacza, że nie ma skutków ubocznych krótko czy długofalowo. Jak z lekami. Więźniowie są mniej agresywni w Ameryce Południowej po zażywaniu. Tylko co z poczuciem własnej wartości i wartościami społecznymi? Odhamowanie w płatach czołowych w kontaktach z ludźmi przy obniżeniu agresji, to jeszcze nie zmiana samooceny.
Czy ta substancja poszerza świadomość, czy też ją podwyższa? Poszerzenie, to niekoniecznie równoczesne podwyższenie. Czy świadomość jest bardziej trzeźwa i przytomna? Jak energetycznie wyglądają te osoby pod kątem rozwojowym i czy nie zniszczyły sobie warstw ochronnych (znam takie przypadki) ?
Pamiętam ayahlaskę karmicznie i długofalowo nic mi nie dała w rozwoju. Bilans zysków i strat był ujemny na kolejne wcielenia. I przede wszystkim na trzeźwo i przytomnie, ta energia to NUDA, jak każdy narkotyk.
-
Po marihuanie tez by więźniowie byli spokojniejsi ze względu na obniżenie poziomu "teścia" ;) i ogolny rozwoj ciapowatości.
Też uważam, że bardziej kompetentni w temacie są ci ktorzy nie próbowali.
-
Też uważam, że bardziej kompetentni w temacie są ci ktorzy nie próbowali.
:) Czyli bardziej kompetentny jest Martinus sprzed 3 miesięcy, który nie próbował wtedy Aya i był nastawiony anty. Ciekawe :). Teraz po 4 ceremoniach jestem mniej kompetentny. Ha ha :). Przeżyłem, doświadczyłem, nie bazuję na wyobrażeniach itd. Ale po tych ceremoniach jestem już opętany przez astral Aya i reklamuję nielegalnie narkotyk Aya. Więc strzeżcie się ataków z astrali! :) Jestem już opętany przez siły nieczyste! :) Oczywiście, gdybym po 4 ceremoniach mówił, że to syf, że broń może nie idźcie itd., że syfi itd...... Wtedy byłaby to właściwa według Was reakcja. :)
-
Daniel
Zrobiłes trochę zamieszania, bo w tytule artykułu pisze Ayahuasca a nie przyjmowałes tej substancji
-
Wiem, że nawet małe dzieci uczestniczą w ceremonii Ayahuasci, kilku letni i mniej. Biorą zwykła dawkę, jak dorośli. Z tą różnicą, że nie wymiotują, nie mają wizji itd.
-
Moje wnioski wynikają ze współpracy z osobami które stosowały ayahuaskę, a które potem korzystały z regresingu, wglądu któremu ufam i który jestem w stanie stosować również patrząc na zdjęcie/wideo i karmicznej pamięci szamaństwa z peru (również w roli uczestnika). Oczywiście że bardziej ufam własnemu wglądowi niż kogoś kto to stosował, czy kogo pociąga to. Piszę to też z pozycji osoby która kompletnie odstawiła teinę czy kofeinę (alkohol itd.) wiele lat temu i która widzi zauważalną zmianę w odczuciach które te substancje powodują (miałem w międzyczasie okazję to przetestować i zauważyć w oazie spokoju a czasem emocji:) nowy a niefajny rodzaj odczucia, nienaturalny w kontekście tych dwóch).
I przede wszystkim z tego że zwracam uwagę na różnicę jaka pojawia się przy medytacji a przy stosowaniu np. ayahuaski - różnicę w samym procesie, który nie jest w stanie się pojawić w medytacji. Dlatego wcześniej wystosowałem pytanie, nad którym można medytować - dlaczego w medytacji nie działa to jak przy ayahuasce i dlaczego pewne rzeczy nie są w stanie wystąpić (przy medytacji). To jest bardzo ważne pytanie które warto sobie zadawać. To jest ta subtelna różnica z powodu której chętnie odradzam takie eksperymenty. Zgadzam się też z tym, że potrzeba rozważać skuteczność (brak skutków ubocznych) w długofalowym okresie. Ja patrząc na energetykę "weteranów" czy szamanów, nie mam pozytywnego zdania.
edit - Jeszcze dodam odnośnie samej chemii mózgu - zażywając substancję psychoaktywną nie ma się wyjścia by wpaść w dany stan zmienionej świadomości (nie będący medytacyjną uważnością) póki organizm się jej nie pozbędzie i nie odtruje. Przy praktykach bez "dopalania" coś takiego się nie dzieje. Stany zmienionej świadomości zależą wtedy od emocji, bądź ich braku i trwają aż np. dany proces emocjonalny się zakończy, albo inny utrwali (w formie głębokiego spokoju) i kontrolowany jest przebieg z tego poziomu. Wpływ substancji psychoaktywnych nie ma nic wspólnego ze stanami zmienionej świadomości wywoływanymi np. emocjami czy rozwijaniem głębokiego spokoju i uważności, bo tu działa po prostu wpływ substancji na mózg aż się wyczerpie. Ja jednak wolę by proces wchodzenia w takie stany rodził się sam, naturalnie i tak samo kończył. A nie trwał jeszcze gdy sam umysł go nie tworzy.
-
:) Czyli bardziej kompetentny jest Martinus sprzed 3 miesięcy, który nie próbował wtedy Aya i był nastawiony anty. Ciekawe :). Oczywiście, gdybym po 4 ceremoniach mówił, że to syf, że broń może nie idźcie itd., że syfi itd...... Wtedy byłaby to właściwa według Was reakcja. :)
1. Martinus sprzed 3 miesiecy to Martinus sprzed 3 miesiecy, a nie z teraz ;) tamtego już nie ma ;)
2. Ciekawe to jest to że byłes niby anty i poszedłeś ;)
3. To chyba Ty oczekujesz konkretnych reakcji od innych
Nie jestem anty , jak ktoś chce stosować, lubi, podoba mu się, to fajnie, ale nazywanie tego rozwojem to druga sprawa. A inni mają prawo do własnego zdania. Jest coś takiego jak dysonans poznawczy i jak Twojej podświadomości się to podoba, jako urozmaicenie , doświadczenie, no to będzie w tym widzieć pozytywy, takie podstawowe powiedziałbym prawo, że jak ktoś jestr w coś zaangażowany EMOCJONALNIE, jego podświadomość tego chce, co tu widać po niektórych wpisach, to będzie mówił, że to dobre itd
-
I przede wszystkim z tego że zwracam uwagę na różnicę jaka pojawia się przy medytacji a przy stosowaniu np. ayahuaski - różnicę w samym procesie, który nie jest w stanie się pojawić w medytacji. Dlatego wcześniej wystosowałem pytanie, nad którym można medytować - dlaczego w medytacji nie działa to jak przy ayahuasce i dlaczego pewne rzeczy nie są w stanie wystąpić (przy medytacji). To jest bardzo ważne pytanie które warto sobie zadawać. To jest ta subtelna różnica z powodu której chętnie odradzam takie eksperymenty. Zgadzam się też z tym, że potrzeba rozważać skuteczność (brak skutków ubocznych) w długofalowym okresie. Ja patrząc na energetykę "weteranów" czy szamanów, nie mam pozytywnego zdania.
Jest to warte kontemplacji. Chociaż są też różne stany nazywane medytacyjnymi, te po alkoholu, czy innych substancjach też.
Martinus
Były różne wypowiedzi osób nie stosujących takich substancji o różnym zabarwieniu. Wg mnie większość wykazała się zrozumieniem, nawet jeśli też sceptycyzmem i innymi odlądami.
Każda substancja psychoaktywna ma swoje silne i słabe strony, jeśli chodzi o skutki te krótko i długofalowe. Warto widzieć jedne i drugie.
Silne np. jako lekarstwo w ciężkich przypadkach i słabe strony, bo są skutki uboczne np. dla poziomu energetycznego, czy dalszego rozwoju w danym ciele z danym mózgiem i umysłem.
A co do dzieci biorących ayahlaskę, to zgroza. To jak chrzest albo inny rytuał bez pełni wolnej woli. Dziecko nie ma jeszcze wykształconych pewnych struktur poznawczych.
I czego to ma być przykład?
Poznawczo jest to dla mnie temat do zbadania, a nie brania. Zobaczymy na skutki brania u niektórych za jakiś czas. Jako zjawisko socjologiczne, to na pewno jest na to moda i wytwarza pewne kręgi towarzyskie skupiające się wokół wspólnego rytuału-komunii.
Ten temat z jednej strony jest łatwy i lekki, bo mnie nie ciągnie, a z drugiej trudny, bo mam znajomych, których lubię, a równocześnie wiem, że ich ciągnie w tym kierunku. Akceptując ich wybory i że ktoś jest jaki jest, i patrzę z bezwarunkową miłością i troską co z tego będzie.
-
Mariusz,
w tytule jest też słowo San Pedro. Ale rozumiem Twój ból, dostałem oficjalne zażalenie od "Klubu Ludzi Czytających Tytuły i Wyciągających Na Tej Podstawie Wnioski" i wystosowałem odpowiednie przeprosiny ;)
Jeżeli ktoś kto brał Ayahuasce napisze mi, że był przy tym całkowicie trzeźwy i przytomny, a jedynym efektem było to, że otworzył się na głębokie wewnętrzne poznanie, to przeproszę też hipisów, i wrócę na kolejną ceremonię. Niestety, prawda jest jednak taka, że halucynogenny i odurzający efekt San Pedro jest w tej samej kategorii co inne rzeczy z tej grupy psychodelików: te same jazdy wzrokowe, słuchowe, itd. Równie dobrze można by medytować na LSD, a propos którego: tuż po tym doświadczeniu, nad ranem, przypomniała mi się historia z pewnym tybetańskim mnichem, którą czytałem gdzieś dawno temu. Podano mu LSD na wypróbowanie, wrócił po kilku godzinach i powiedział, że jest to jak lizanie lizaka przez szybę. Miałem dokładnie identyczne odczucia...
-
Są na początku tego wątku posty Oli zachwalające Ayę.
Ja nie jestem kims kto zachwala a substancję. Nie miałem i nie zamierzam miec z nia do czynienia. Akcpetuję jednak, że komuś komu nie wywalą wzorce zwiżane z zatruciem i nawaleniem podczas ceremonii może to przynieść korzyści. W końcu DMT to substancja jaka już teraz występuje w naszych mózgach.
Wydaje mi się też że to co mówi Sylvia ma sens. Często są niezauważalne dla osoby negatywne skutki , które uświadomi sobie dużo poźniej
-
co za czasy na forum nastały ; ) w jednym wątku wypada tłumaczyć, że narzekanie nie jest rozwojowe, a w kolejnym, że ćpanie ...
niezależnie czy motywowane chęcią ucieczki i odlotu, eksperymentowania z nie wiadomo jak uzasadnianym poczuciem bycia ponad negatywnymi skutkami takich eksperymentów (ciekawe skąd nagle ta pewność i pełny ogląd sytuacji?) , czy wynikające z zachłanności na nowe i szczególne wrażenia , albo pod wpływem mody czy z powodu aury tajemniczości i zakazanego owocu, albo dlatego, że ma się nadmiar kasy z którą chyba nie wiadomo co zrobić i robi się etno turystykę żeby być oryginalnym i wywrzeć wrażenie na innych, albo w ramach podkreślania swojej wolności w której to definicji pomieszało się różne pokręcone idee i wyobrażenia , albo dlatego, że można sobie poćpać i się nie uzależnić, albo dlatego że farmakologiczne zaburzanie postrzegania, odczuwania i myślenia miałoby mieć szczególną moc uwalniającą niedostępna bez tego itp. , więc info jest takie:
tak czy siak ćpanie nie służy rd : )
ostatnio oglądam serial "dawno dawno temu" i tam jest często powtarzany taki zwrot jak jakaś mantra, że "magia ma swoją cenę"
(wypadałoby tutaj zachichotać jak Rumpelsztyk haha) , spokojnie można to odnieść do zażywania środków psychoaktywnych, to że ktoś nie chce widzieć ceny magii, czy pod wpływem zaburzenia działania ośrodków w mózgu nie jest w stanie zobaczyć skutków zażywania substancji psychoaktywnych , niestety nie uwalnia od tych skutków
poza tym z tego co zrozumiałem skutki zależą od trzech czynników;
a) substancji psychoaktywnej
b) zawartości podświadomości
c) szamana który to prowadzi
zrozumiałem też że przychodząc na taka ceremonię ani jednej z tych składowych nie jest się w stanie w pełni skontrolować, sam wywar pomijając już jego naturalne właściwości i skutki uboczne , może być bez wiedzy zażywających " wzbogacony" w jakieś inne dodatki jeszcze bardziej trujące, z tego co wklejałem poniżej wynika, że towar przemycają do Polski , więc to może być cokolwiek pod jakąś wspólną nazwą, z podświadomości może wywalić jakiś syf albo wejść coś nieprzyjemnego w czasie gdy naturalne bariery ochronne są zdjęte, a zmysły również te wewnętrzne przymulone, sam szaman, czyli gościu którego spotykamy często po raz pierwszy w życiu przed ceremonią i nawet na pierwszy rzut oka najbardziej wydający się wiarygodny i sam będący przekonanym o swoim boskim posłannictwie, może okazać się kimś zupełnie innym - więc jeżeli ktoś potrafi ocenić w 100% trafnie wszystkie te czynniki, rozpoznać swoje intencje i przewidzieć wszystkie skutki to zwyczajnie chyba nie potrzebuje tego? do reszty pozostaje pytanie:
po co ? w jakim celu? czy naprawdę warte jest to ryzyka i ceny?
-
Jak przyjżeć się temu wątkowi , to jak dla mnie osoby zachwalające tą ceremonię, w duchowości raczej dopiero brodzą, z jednoczesnym b. wysokim mniemaniem osobie na tym polu (nie mówię, ze sam jestem jakims wielkim pływakiem, ale potrafie rozróżnić)
Wogole zdecydowanie się na samo sprobowanie ze świadomoscia, ze to moze byc substancja szkodliwa dla mózgu (bo chyba nie bylo zadnych badan)... no podziwiam rozwojowe intencje.
Lubie i szanuje te osoby, no ale milczec wvtakiej sytuacji nie mogę ;)
-
Tak jeszcze o Aja jak komuś już się nie znudziło http://maxlove.eu/blog/ayahuaska-moj-pierwszy-raz/
-
Jak przyjżeć się temu wątkowi , to jak dla mnie osoby zachwalające tą ceremonię, w duchowości raczej dopiero brodzą, z jednoczesnym b. wysokim mniemaniem osobie na tym polu (
Medżikowsky
Ocena poziomu rozwoju innych nie jest widze twoją mocną stroną.
Do tego to co napisałeś jest niegrzeczne.
-
moze sama powstrzymaj sie z ocenami, ktore nie wnosza nic w temat....
-
zasugerowac ze ktos moze nie byc ekspertem albo ze jest zielony to jeszcze nie zbrodnia, a jesli mijam sie z prawda daleko nikt nie powinien byc urazony...niektorzy na tym forum powinni sobnie odreagowac intencje szczucia
-
Co do takich psychodelikow jak ayahuaska, na pewno isnieje w nich jakas funkcja, ze do czegos moga posluzyc, bo inaczej by one nie istanialy. Znam takie uczucie, jak to jest walic glowa w mur, mimo ze wie sie niby wszystko co potrzeba, wiec rozumiem takich ludzi, ktorzy sobie droge skracaja. Niektorzy, albo niektore rzeczy u roznych osob moga byc tak odciete, zamkniete, ze musza byc przez cos mocno rozwalone. Jednak uzywamy tutaj przy tym zewnetrznej substancji, a nie wewnetrznetej madrosci, czyli troche stawiamy sie w pozycji bezsilnosci, tak w dluzszym rozrachunku, bo musimy cos wypic, wziac. To jest ten myk, ktory moze byc nazwany uzaleznieniem. Wiec kiedys jednak wypadaloby przestac, zeby isc dalej. Jako piekna, wolna duchowo istota;) Ale trzeba tez ufac ludziom w sprawie ich wlasnego zycia, ze wiedza co robia, a nie tak od razu mowic, ze ktos sie zaraz staje raczkujacym w duchowosci narkomanem, czy kims tam, nierozwojowym glupkiem.
Problem moze byc taki, ze przez tak wielka intensywnosc takiego doswiadczenia(bo to wywala "w inny wymiar" tak bardzo na ostro), adepci takich silnych i efektownych cudow nie beda potem rejestrowac innych, subtelniejszych duchowych doswiadczen, jak np jakies olsnienie w medytacji itd, jako czegos znaczacego.
-
Ladaco, jest to mocne uproszczenie (dot. funkcji), bo nie wszystko musi być funkcjonalne dla człowieka (czy jego ciała). Bądź stworzone po to by było funkcjonalnym (w sensie pożytecznym).
-
Nie jest to uproszczone, a piszac jeszcze ze mocno, to juz mocno przesadziles, albo troche za bardzo uogolniles. Jest to uogolnione, w sensie ze jakas tam funcja instnieje, ktora to spelnia( w koncu cos sie dzieje, prawda?). Czy pozytecznym? Niektorym moze posluzyc w jakims stopniu lub w konkretnej kwestii, ale nie w sposob zupelnie uniwersalny. Sadze, ze moze byc pozytecznym dla osob mmocno zamknietych jak puszka, ktorej sie nie da niczym ruszyc, zeby ja rozwalic. Cos tam na pewno moze przelamac, metoda szokowa. Ale bylbym tu bardzo wybiorczy co do tego jakim osobom to mogloby posluzyc, raczej takim, ktorych sie nie otworzyc. I tylko na chwile, a nie dlugi czas.
-
Z przykrością,muszę się zgodzić z Medżikowskim, że Martinus nie jest tym samym Martinusem sprzed 3 miesięcy, bo został zniszczony przez Martinusa, zwolennika ćpania.
Nie on jeden zresztą dał się skusić.
Przykre to.
Niektórzy mając nadzieję, że zrobią coś szybciej i głębiej, niszczą sobie subtelną strukturę ciał energetycznych. Są przy tym przekonani, że zrobili coś o wiele lepszego niż "ciemna masa", która unika ćpania.
Owszem, mogą mieć pożadane przez siebie "wglądy", tylko .... no właśnie. Te wglądy są w astral, a nie w istotę RZECZYWISTOŚCI!
TO NIE JEST ROZWÓJ DUCHOWY, tylko rozwój specyficznych zdolności postrzegania WYBRANYCH FRAGMENTÓW świata astralnego.
-
Eh Leszek, Ty to zawsze tak, że przyjdziesz i od razu rzeczy oczywiste, i pozamiatane. Nie dasz się pobawić i pośmiać ;( Tak, wiem..medytacja...
-
Z przykrością,muszę się zgodzić z Medżikowskim, że Martinus nie jest tym samym Martinusem sprzed 3 miesięcy, bo został zniszczony przez Martinusa, zwolennika ćpania.
Masz jakieś dowody czy tylko tak sobie oczerniasz drugiego człowieka.
Przecież w ten sposób zniszczyłeś mu opinię, zwłaszcza że z twoimi ocenami każdy się liczy i w nie wierzy.
-
Z przykrością,muszę się zgodzić z Medżikowskim, że Martinus nie jest tym samym Martinusem sprzed 3 miesięcy, bo został zniszczony przez Martinusa, zwolennika ćpania.
Nie on jeden zresztą dał się skusić.
Przykre to.
Niektórzy mając nadzieję, że zrobią coś szybciej i głębiej, niszczą sobie subtelną strukturę ciał energetycznych. Są przy tym przekonani, że zrobili coś o wiele lepszego niż "ciemna masa", która unika ćpania.
Owszem, mogą mieć pożadane przez siebie "wglądy", tylko .... no właśnie. Te wglądy są w astral, a nie w istotę RZECZYWISTOŚCI!
TO NIE JEST ROZWÓJ DUCHOWY, tylko rozwój specyficznych zdolności postrzegania WYBRANYCH FRAGMENTÓW świata astralnego.
:) I jak mam to skomentować? Dziękuję Leszek za to, co napisałeś. Jesteś oczywiście w błędzie, co do mnie. Ale, przynajmniej wiem, że czas z pewnymi rzeczami skończyć.
"Zwolennik ćpania " :). Przykre to jest właśnie to, co napisałeś Leszek :). Ale wiadomo, wszystko, co się wydarza, ma się wydarzać. Więc dziękuję.
-
Inga
Masz jekieś dowody, czy też sobie tak marudzisz dla przyjemności marudzenia pod moim adresem?
Martinus sam dał dowody, więc nie musiałem ich nigdzie szukać. A i Ty mozesz je znaleźć czytając jego posty.
-
Z samych postów Martinusa to raczej nic strasznego nie wynika. Raczej przeciwnie - jest złośliwie asertywny i nie ma się do czego przyczepić :-d
Rózne wizje podczas oczyszczania to standard w wielu terapiach włącznie z regresingiem. Ważne jak sie je interpretuje i do czego uzywa. Więc dlaczego zaraz maja być bardziej astralne od innych wizji?
C
zyli krytyka jego decyzji odn ceremonii Ayahuaski jest oparta na krytycznym stosunku do Ayahuaski w ogóle a nie na tym, co napisał. No chyba, ze ktos ma jasnowidzący wgląd w sytuację martinusa ale to w takim razie trzeba to konkretnie powiedzieć, a nie że dowody wynikaja z tego co napisał.
-
Mariusz
"Rózne wizje podczas oczyszczania to standard w wielu terapiach włącznie z regresingiem. Ważne jak sie je interpretuje i do czego uzywa. Więc dlaczego zaraz maja być bardziej astralne od innych wizji?"
Pomijając to w jaki sposób przewinął się ten temat - ogólnie w trakcie pracy nad sobą człowiek łączy się z własną strefą astralną - swoimi emocjami, wyobrażeniami itp. Substancje narkotyczne zaburzają granice między własną a cudzą, czy samym w sobie światem astralnym.
Zgadzam się z Leszkiem co do opisu skutków stosowania substancji narkotycznych (w tym ayahuaski, na bazie mojego kontaktu z osobami które to zażywały), co do Martinusa się nie wypowiem, nie wiem, nie sprawdzałem, nie czuję się uprawniony by sprawdzać, to sprawa Martinusa :) Na pewno jednak uważam że powinno się raczej wstrzymać z zachwalaniem substancji narkotycznej jako nieszkodliwej czy rozwijającej, bez długotrwałej (i mam na myśli wieloletniej, bo jak coś nie gra to prędzej czy później się i tak ujawni i pojawi przy okazji przeszkody czy zaburzenia, które na nic innego nie wskazuje) obserwacji skutków. Zwłaszcza (w kontekście zachwalania) na forum "przytomny rozwój duchowy", gdzie propagowanie rozwoju w trzeźwości (bez dopalaczy) jest jedną z jego podstaw, pomijając już polskie aspekty prawne.
Sens istnienia tego wątku dla mnie jest jednak taki, że może osoby czytające (zastanawiające się np.) wezmą pod uwagę możliwe skutki uboczne i głęboko pomedytują nad sensownością bawienia się w coś takiego.
-
Inga
Masz jekieś dowody, czy też sobie tak marudzisz dla przyjemności marudzenia pod moim adresem?
Martinus sam dał dowody, więc nie musiałem ich nigdzie szukać. A i Ty mozesz je znaleźć czytając jego posty.
Leszek, jakie dowody? Jeżeli dobrze przeczytasz to, co pisałem w tym wątku, powinieneś zauważyć, że piszę o swoim doświadczeniu, które uważam za pozytywne, łącznie ze zmianami po, napisałem swoje zdanie oparte na moim doświadczeniu, kogoś sceptycznego do wszelkiego tego typu rzeczy. Dlaczego mam kłamać, jeżeli mam zdanie takie, jakie mam oparte na moim doświadczeniu? Gdybym napisał, że Ayahuasca jest ble, zła, negatywna itd., wtedy byłoby ok? Dodatkowo podkreślałem, że to moje zdanie oparte na moim doświadczeniu z Ayahuascą z konkretnym szamanem. To ważne, z konkretnym szamanem, bo nie wiem, jakie miałbym z innymi. Nie czuję w ogóle, żeby próbować z innymi.
Nie zachęcam innych do pójścia, piszę, że jak ktoś nie czuje i tak nie ma sensu iść. Dodatkowo pisałem często, że raczej bym nie poszedł na taką ceremonię do innego szamana, bo według mnie dużo tutaj zależy od prowadzącego. Więc nie reklamuję, nie zachęcam innych, żeby szli na taką ceremonię gdziekolwiek z kimkolwiek, bo nie wiem, jak to tam może być.
To, co zrobiłeś Leszek, pisząc o mnie, jest nieprofesjonalne. Ale tak miało być, bo przestałeś być u mnie autorytetem. Kiedyś to musiało nastąpić, że zamiast patrzeć do góry jak na jakiegoś wszechwiedzącego guru, musiałeś się w moich oczach stać kimś zwykłym, normalnym, jak ja czy ktokolwiek inny, który też może się mylić i źle coś widzieć.
Wiele osób traktuje to, co powiesz, jak świętość na tym forum. Jak inni zastanawiają się, czy coś jest ok, czy nie, czy coś jest prawdą, czy nie, nagle pojawia się Leszek, mówi, jest tak i tak, i ucina się temat, bo Leszek wie i to, co powie, jest 100% prawdą. Ale tak nie jest.
-
To jest właśnie ta różnica, czy samemu się eksploruje to co się usłyszy czy nie.
Ale gdzie tam, przeciez tego nie eksplorujecie, Leszek wiele razy wyraznie podkreslal, ze to jest szkodliwe w rozwoju i nie nalezy tego robic. Nie wiem, moze go tam jakis diabel dopadl i chcial zgwalcic, nie tam gdzie trzeba sie udal? ;)
-
Przeczytaj wszystkie moje wypowiedzi jeszcze raz, to będziesz wiedział co eksploruje w temacie :)
-
inspirowanie się a nawet wzorowanie nie wyklucza własnych doświadczeń obserwacji, eksploracji haha i wyborów,
zresztą nie tylko Leszek pisał i mówił o szkodliwości ćpania, więc skąd to nagłe zafiksowanie na jego osobie i kierowanie dyskusji w tą stronę? : D
-
Frisky, jakiego cpania? Tu o czym innym teraz rozmawialismy przeciez. Jak nie chce Ci sie przeczytac, no to powstrzymaj sie na chwile z komentarzem.
-
Frisky, jakiego cpania? Tu o czym innym teraz rozmawialismy przeciez. Jak nie chce Ci sie przeczytac, no to powstrzymaj sie na chwile z komentarzem.
pisałem o tym co dotyczy każdego tematu, akurat jest to wątek o ćpaniu i te rozważania o eksploracjach : ) wynikły z tego tematu, więc dałem taki przykład, chyba to nie problem?
-
Mi tam wszystko jedno, rob sobie co chcesz.
-
[potem przeniosę tę część dyskusji do właściwego wątku]
Pls - DO :)
Bóg doświadcza samego Siebie poprzez bycie człowiekiem który doświadcza Boga poprzez boskość w sobie która Boga doświadcza będąc jednocześnie Bogiem doświadczającym swojej boskości dążącym do doświadczania boskości w Sobie ...Ok, mogę tak całą noc :D
:)))
-
Tess
ciekawi mnie jaki jest cel proszenia kogoś czyli z takim naciskiem, by zrobił coś co zapowiedział że na pewno zrobi? :-)
-
Zauwazylem, ze Leszek, jak mu cos wytknalem czy cos w tym stylu, cos tam do niego, to mi wtedy o moim ego cos prawil ze 2 razy. Ciekawa synchronizacja, ze wtedy:) Ja sam nie lubie jak duchowi ludzie szafuja mechanizmem projekcji, bo to wyswiechtany slogan, ale to tak sie moze troche sklada. Dla mnie to zadne ego, ze ja cos do guru i jego ego sie tak osmiele;) To tak moze lekko zlosliwasnie pisze, ale to nie jest na powaznie.
-
Ladaco
Ciekawa synchronizacja, ze wtedy:)
zwyczajnie gościu reaguje na to co w jego kierunku wysyłasz, czyli wytykasz, cóż w tym dziwnego, to jest w 100% przewidywalne, a jak chciałbyś żeby reagował? żeby był nieobliczalny i reagował tak bez powodu? : )
Kaja
Owszem jest tak często co nie znaczy, że jest tak w tym przypadku :)
a na czym opierasz swoje przekonanie? jeżeli ktoś mówi komuś że czuje w tym co ten ktoś pisze bunt i żeby się tak ten ktoś nie podniecał to ten ktoś może się z nim zgodzić albo i nie, przy czym :
jeżeli pod wpływem tego ten ktoś jawnie się buntuje i coraz bardziej ekscytuje, obraża i wyolbrzymia chwytając się słów i ich negatywnych interpretacji ( np. jako obraźliwe traktuje słowo zasługiwanie) , to jest to dla mnie oznaka że ... diagnoza była trafna : ))
-
Nie zrozumiales chyba tego. Nie wiem o czym teraz napisales nawet, ale zycze wszystkiego dobrego. : )
-
no pisałem do tego:
Zauwazylem, ze Leszek, jak mu cos wytknalem czy cos w tym stylu, cos tam do niego, to mi wtedy o moim ego cos prawil ze 2 razy. Ciekawa synchronizacja, ze wtedy:)
skoro nie rozumiesz dalej czemu tak reagował to też życzę wszystkiego dobrego : )
-
Tak czytam ten wątek fragmentami i mam retrospekcję ze swojego życia i innych, że czasami pozornie negatywna informacja zwrotna, może kogoś przebudzić. Jak jest gotowość na przebudzenie i uzdrowienie.
Ladaco
Zbieżność wglądów może wnikać właśnie z tych wglądów we właściwe źródło informacji, a nie z powielania. W Jedności na najwyższym poziomie świadomości nie ma nic negatywnego.
Martinus
Leszek jest zwykłym człowiekiem, który może się mylić, popełniać błędy. Z drugiej strony jego dorobek jest spory i pomógł wielu ludziom, czyli dla niektórych jest autorytetem.
Dla mnie zdrowa z nim relacja, to taka, gdy może być równocześnie autorytetem, w tym w czym ma dorobek i kompetencje, i równocześnie jest zwykłym człowiekiem, który ma prawo do błędów, jak każdy. Na tym polega zdrowa samoocena, że nie podważa się autorytetów, bo zna się własną wartość.
Niestety po Ayahuasce widzę najczęściej zgliszcza energetyczne, tam gdzie wcześniej było lekko, klarownie i jasno. I zniszczenie ochrony na astrale udające rozwój duchowy. Czasem dość umiejętnie.
Bywają też podobne wrażenia do tych "jak lizanie lizaka przez szybę".
Mam znajomego, którego lubię i cenię, a coś go podkusiło jakiś czas temu, żeby spróbować Ayahuaski. Prawdopodobnie zagrała intencja doświadczania. Osoba wymedytowana od lat, podczyszczona, silna energetycznie, ciągle medytująca, również dynamicznie, wielkie serce, poziom akceptacji i pozytywnego widzenia pozytywów ponad przeciętną, ogólnie więcej silnych stron w rozwoju i osobowości, niż słabości.
Podwójna dawka nie zadziałała, więc wziął potrójną i okazało się, że jedynym, chwilowym efektem było wrażenie, że pomieszczenie powiększyło się 2x. Stwierdził, że nie jest to warte tej ceny i nadal medytuje. Ale opowiada to tak zabawnie, że jest się z czego pośmiać:))
Na FB są grupy związane z tą substancją psychoaktywną. I to spore grupy. Ciekawe ile czasu by kogoś gościli w takiej grupie, gdyby zaczął wyrażać swoje wątpliwości co do jej wyjątkowości i tylko pozytywnych efektów, i pisać o skutkach ubocznych dla rozwoju?
5 minut, godzinę, 2 dni? Może ktoś ma chęć spróbować? Może Frisky?:)
-
Na FB są grupy związane z tą substancją psychoaktywną. Ciekawe ile czasu by kogoś gościli w takiej grupie, gdyby zaczął wyrażać swoje wątpliwości co do jej wyjątkowości i tylko pozytywnych efektów? 5 minut, godzinę, 2 dni? Może ktoś ma chęć spóbować?
Frisky?:)
haha, no to są grupy zwolenników tej substancji więc moje pojawienie się tam byłoby nietaktem ; )
-
Frisky
Może jednak taki mały eksperyment, dla zabawy?:)
Tam bywa po kilkaset osób w grupie. Nie to co tutaj w wątku;)
-
myślę że czas mojego pobytu tam, jaki by nie był , liczony w minutach czy godzinach czy dniach byłby krótki ; ) jedyną podstawą mojej obecności tam łatwo wyczuwalną byłaby pobudka misyjna, jako ten co nie używał nie mógłbym zastosować manewru odśrodkowego wybuchu haha , czyli nie mógłbym nie będąc elementem wspólnoty praktykujących mówić o swoich negatywnych doświadczeniach z osobistego używania takiej substancji, więc w tej roli np. Daniel by się lepiej sprawdził i dla mnie to mogłoby być ciekawe, ile ktoś taki by się utrzymał tam wyrażając swoje poglądy takie jak tutaj : )
-
Też dobry pomysł:)
-
Sylwia,
Osoba wymedytowana od lat, podczyszczona, silna energetycznie, ciągle medytująca, również dynamicznie, wielkie serce, poziom akceptacji i pozytywnego widzenia pozytywów ponad przeciętną, ogólnie więcej silnych stron w rozwoju i osobowości, niż słabości.
Jak ja kocham czytać o tym, że tacy ludzie istnieją :)
Szczególnie ten fragment jest dla mnie inspirujący :
poziom akceptacji i pozytywnego widzenia pozytywów ponad przeciętną,
-
W Jedności na najwyższym poziomie świadomości nie ma nic negatywnego.
To ja sie zgadzam z takim zdaniem, nie ma problemu. Przewinalem na dol i zobaczylem swoj post, ktory byl w innym kontekscie, stosunku do astrala i tego, ze tzw "wychodzenie z ciala" szkodzi w rozwoju, a nie ayahuaski czy czegos takiego konkretnie. Moderator Witek tak powycinal, bo przeniosl rozmowe gdzie indziej, ale to mu zostalo i moze tak troche nie wiadomo, co do czego.;)
O samej ayahuasce pisalem, ze ludziom calkiem zamknietym w ogole na duchowosc, a potencjalnie ludziom zamknietym mocno w jakims temacie, moze pokazac, ze jest cos wiecej, itd. Ale nie jestem wielkim entuzjasta tego, ze ludzie uzywaja tego jako "wrot do swiadomosci". Pisalem tez o tym, ze doswiadczenia z tym dla niektorych sa bardzo ekstremalne i przez to, ze normalnie rozwoj odbywa sie mniej ekstermalnie, malymi kroczkami, potem w przyszlosci nie beda zauwazac moze nawet jakis bardziej subtelnych "stanow duchowych", bo beda dla nich za lekkie.
-
Tess
Moją uwagę to też ostatnio najbardziej przyciąga. Bardzo atrakcyjna cecha:)
Ladaco
Ok.
....potem w przyszlosci nie beda zauwazac moze nawet jakis bardziej subtelnych "stanow duchowych", bo beda dla nich za lekkie.
Też to niestety zauważyłam u słabszych osób psychicznie. Przekierowanie uwagi na inne energie, na doświadczanie bez rozróżniania. Nie zauważanie, ignorowanie, tego co jest w energii lekkości duchowej, pewnych uczuć wyższych.
-
Właśnie, kilka dni temu, dowiedziałem się o kolejnych 2 ofiarach ćpania ayahuaski. Obie ofiary były obecne na naszym Forum. Odlot od rzeczywistości. Krzywdzenie bliskich dzięki urojeniom o wolności. A potem mocniejsze środki.
-
Pytanie moje brzmią: -Gdzie ćpały i co ćpały. W Polsce czy Holandii czy Peru ? czy jeszcze gdzie indziej i nie wiadomo co ?
-"Odlot od rzeczywistości" czyli co konkretnie ? Bo odloty od rzeczywistości to ja mam nawet w WC czasami ;)
-"Krzywdzenie bliskich dzięki urojeniom o wolności". Ja na przykład (ale tylko Ja) bym tego nie napisał ;) Bo Regresing był jakąś kroplą do tego, że mi się te ponad dwadzieścia lat temu małżeństwo rozpadło :D
-
A jak się to ma do tego ? http://www.taraka.pl/wplyw_dlugotrwalego_zazywania_ayahuaski
"..autor: Mar (Mar Canela)2013-12-09 10:21:46
Będąc w Peru miałam przyjemność obserwować przez miesiąc miejscowego szamana, który zażywa aya regularnie i co najmniej trzy razy w tygodniu. Miał ponad 50 lat, był w doskonałej formie zarówno psychicznej, jak i fizycznej. Podobnie inni członkowie wioski, zażywający aya podczas regularnych ceremonii. Zatem to, co potwierdzają badania widać nawet gołym okiem."
-
1 Najpierw ćpały aya. W Polsce. Potem pojawiła się u nich potrzeba ćpania czegoś mocniejszego - dalszych odlotów.
2. Odloty poważniejsze niż Twoje w WC :)
3. Chyba nie żałujesz,że Ci się tamten związek DO KOŃCA rozpadł? :)
-
Zerknąłem na naukowy artykuł i przyszło mi do głowy,żeby zalecić ćpanie ayahuaski wszystkim niezadowolonym z regresingu :) Skoro ma działanie przeciw psychopatyczne! :)
-
1. Tak podejrzewałem.
Z rozmów z osobami które "ćpały" aya w Polsce i w Peru wywnioskowywałem, że w Polsce roślinki są nie te same co w Peru albo już "zniszczone czasem" lub często z "dodatkami". W Peru raczej świeże i skomponowane przez szamana który się naprawdę tym od lat zajmuje. (oczywiście mowa o szamanach uznanych i polecanych a nie jakiś tam "Peruwiański Janusz biznesu" ). Ci co brali w Peru nie polecają brać w innych krajach.
3. Jestem szczęśliwy, że się rozpadł. Druga strona mam nadzieję, że też ;) Chodziło mi o dobranie słów "Krzywdzenie bliskich dzięki urojeniom o wolności" :D Bo dzięki Regresingowi stajemy się coraz bardziej wolni i bliżej Boskiej Miłości.
Na szczęście jestem teraz w związku od 10 lat w którym rozumiemy oboje że Najpierw Bóg, potem JA a potem wszyscy inni :D
2. Moje WC mogłoby pamiętniki o tym pisać ;)
-
Mnie Ayahuaska interesuje jedynie z przyczyn egoistycznych. Tak, nadal nie mam OBE :D
-
Ja też nie mam OOBE, ale mnie nie kręci. :)
-
Właśnie, kilka dni temu, dowiedziałem się o kolejnych 2 ofiarach ćpania ayahuaski. Obie ofiary były obecne na naszym Forum. Odlot od rzeczywistości. Krzywdzenie bliskich dzięki urojeniom o wolności. A potem mocniejsze środki.
:) Znam wiele osób, bliskich mi, które mają się bardzo dobrze po Aya. I nie biorą mocniejszych środków. A mieli za sobą dużo więcej ceremonii Aya niż ja.
To tak, jakbyś powiedział: "Właśnie, kilka dni temu, dowiedziałem się o kolejnych 2 ofiarach brania noża w dłoń. Zabiły 10 osób!" Czy to oznacza, że nóż jest zły? Czy, że znalazł się w złych rękach, osób o złych intencjach, które natrafiły na inne osoby, też o złych intencjach. I wszystkie te osoby miały wspólne doświadczenie, w których najbardziej narozrabiał nóż. To on jest zły!
Jeszcze raz powtórzę coś, co pisałem wcześniej. Nie jestem znawcą. Byłem na 5 ceremoniach tylko. Ale, są różne Ayahuasci, zrobione z rożnych odmian roślin. Ja spożywałem taką robioną z odmiany Tiger (Tygrys). Dużo zależy od prowadzącego szamana, jak jest czysty. Wiem, że wielu nie jest czystych, nawet robią między sobą walki energetyczne.
Czy uważasz, że tak bardzo ciągnie do wizji po Ayahuasce? Mnie np. nie. Bo często nie są za przyjemne, gdy ma się pokazywane różne rzeczy, których się nie chce widzieć, które się wypiera z siebie. Na razie mam dość. Na razie nie szykuję się na kolejną, nie ciągnie mnie. Czuję, że przerabia się cały czas to, co zostało zapoczątkowane podczas ceremonii. Nie potrzebuję więc iść po raz kolejny, może kiedyś.
A tak zmieniając trochę temat, ale dalej będąc w temacie ćpania ;). Czy próbował ktoś z Was ceremonialnego kakao? Niesamowita rzecz. Fajnie się uzdrawia temat związany z byciem w ciele itd., z życiem na Ziemi, z korzystaniem jak najbardziej z życia tu na Ziemi, serduszko itd.
-
Właśnie zjadłem tabliczkę czekolady. Też się liczy ?
-
Martinus,
masz na mysli normalne kakao czy jakies specyjalne?:)
-
DarkAngelbubu
Będzie się liczyło, jak .... wiesz co CI się uda :)
-
Martinus,
masz na mysli normalne kakao czy jakies specyjalne?:)
Normalne, ale takie zrobione ze zmielonych całych ziaren kakao, a nie sam proszek, bez masła kakaowego. To się najczęściej nazywa cacao paste.
Pełna dawka "ceremonialna" to 57 gram. Ale na początek trzeba mniejszą, np. 20-40 gram.
Między innymi piszą o tym tutaj: http://ceremonialcacao.blogspot.com/2011/08/cacao-preparation-and-use.html. Tam też można zamówić takie cacao paste, które jest zbierane specjalnie tylko do takich celów, to jest uzdrawiania, ceremonii itd. Można kupić na Amazon. W Polsce nie wiem, nie znalazłem kogoś, kto sprzedaje, ale też długo nie szukałem.
Jak kogoś więcej interesuje, napiszcie do mnie tutaj http://terapiaduszy.pl/kontakt/. Nie chcę wchodzić w dyskusję w tymi, którzy zaraz będą negować to, krytykować na tym forum itd.
Kilka razy robiłem sobie uzdrawianie z kakao i praktycznie zawsze było związane z życiem w ciele, uzdrawianie stosunku do ciała, do życia na Ziemi. Zacząłem sobie uświadamiać, jakie życie na Ziemi, w ciele jest niesamowite.
Działa to subtelnie. Otwiera się fajnie serce. Pojawiają się wglądy. Często jest uwalniający płacz itd.
Mogę podzielić się doświadczeniem, ale nie tutaj na tym forum.
-
Leszku :)
Jakbym wiedział, że się uda, tobym i wiadro czekolady zjadł.
Ale skończyłoby się zapewne zatwardzeniem ;)
-
ot tak przeglądałem wątki na forum w innym celu ale i natknąłem się na taki wątek- pytanie:
Co i jak dawać w żyłę?
http://designersites.pl/cudaducha/index.php?topic=516.msg30059#msg30059
"No, to czas zająć się poważnymi sprawami duchowymi i dać sobie w żyłę."
...no i w końcu ten ktoś po niespełna trzech latach sobie "dał", czyżby podświadome intencje postawiły na swoim? ; )
-
Frycek (pozwolisz, że tak ładnie Cię spolszczę :)
no chciałbym, aby było tak pięknie, że mi się od tak podświadome intencje niechcący zrealizowały, ale nic z tych rzeczy - nawet nie wiesz, ile się napociłem, żeby do ludzi organizujących ceremonię dotrzeć, chyba z 1.5 roku biegałem za pewnym kolesiem aby dał mi na nich namiar ;)
-
Frycek źle mi się kojarzy, więc zdecydowanie wolę Frisky , ale rozumiem, czemu nagle w ten sposób zareagowałeś i wybaczam Ci ; )
no to wynika z tego że nie były to li tylko podświadome intencje , ale w tym przytoczonym poście i wątku raczej tak się to z podświadomości przebijało , naprawdę ciekawe skojarzenia dawania sobie w żyłę... z neutralizowaniem żył wodnych : ))
-
Haha, co za niesamowite wglądy, czytam to taką samą pasją jak prognozy pogody za ubiegły tydzień :)
Przy okazji, podziwiam też bogatą wyobraźnię i zdolność łączenia kompletnie nie związanych ze sobą faktów ;)
Tak dla ścisłości i poważniej już nieco, ani Ayi ani świętego Pedrusia, jak i ogólnie większości substancji psychodelicznych, nie wali się w żyłę - z reguły są one spożywane i przyswajane bezpośrednio przez układ pokarmowy.
-
spoko, ja podchodzę do tego tak: jeżeli ktoś wyraża swoje podświadome intencje do walenia sobie w żyłę... i potem wali, no to ja widzę w tym związek przyczynowo-skutkowy
- co do rodzaju podania, tak czy siak jest to walenie w żyłę w sensie nawalenia się, jak i dosłownym: przez wstrzykiwanie czy przez wchłanianie przez układ pokarmowy - i tak trafia to do układu krwionośnego i do żyły ; )
-
Spoko, ja to widzę tak: ktoś bierze losową rzecz, łączy luźny żart z przeszłości z innym kompletnie nie związanym wydarzeniem które ma miejsce lata później + dodaje do tego pseudoezoteryczną otoczkę ("podświadome intencje") - i proszę, tak się rodzi nowa teoria. W języku polskim nazywamy takie rzeczy mitomanią, lub pseudologią.
Z drugiej strony, w ezo świecie mitów i fantazji jest sporo, nie jesteś pierwszym ani ostatnim. Tylko, czy to na tym polega rozwój duchowy?
-
no widzimy to inaczej i tak już pewnie zostanie, mam nadzieję, że to nie problem ? : ))
jeszcze dla jasności skoro to dla Ciebie taka nowa i nieznana teoria:
jeżeli czytam o pewnym działaniu i po jakimś czasie znajduję patrząc wstecz silnie zaznaczoną, wyrażoną wprost intencję do tego działania, a do tego sam zainteresowany opowiada że 1,5 roku zabiegał o coś takiego pomiędzy tymże wyrażeniem intencji i działaniem, no to widzę ścisły związek między tą intencją-tendencją-działaniem , stąd taki żart jawi mi się jako wyraz istotnych intencji wyrażonych nieświadomie oraz związanych z tym tendencji i działania, gdyby tych dwóch ostatnich elementów nie było no to podchodziłbym do tego jak do żartu i nie wnikałbym w siłę (materializacji) tego,
tyle ode mnie : )
-
martinus
Nie histeryzuj! Kakao to jednak nie ayahuasca :)
Na mnie działa lekko otępiająco przez kilka dni. Słabiej niż guarana, czy coca cola.
-
https://www.youtube.com/watch?v=okztHbaXmNE
-
Jak ktoś ma wgląd w energie, to widzi na filmie co się dzieje. Niedobrze. Obniżają się wibracje, zamyka korona i 3 oko na najwyższe wibracje. Energia ubezwłasnowolnienia (wcześniej to też widziałam, tylko nie było tak wyraźne, żeby jednoznacznie nazwać).
Na poziomie astrala dobre-złe duchy. Świat jakiegoś astralnego boga i istot, które czerpią z tego rytuału energie do życia energetycznego. Nie widać w tym rozwoju kontaktu z Bogiem Prawdziwym.
Może ktoś ma inne wrażenia?
Zastanawia mnie, że nigdy od żadnej osoby po Ayahuasce nie usłyszałam nic sensownego na temat rozwoju duchowego i żadnego pogłębienia kontaktu z uczuciami wyższymi. Żadnego rozświetlenia się od środka. Raczej odhamowanie, szczególnie płatów czołowych, połączone paradoksalnie ze stłumieniem naturalnej ekspresji.
Jakieś wizje, jakieś wrażenia były, ale nic konkretnego z tego nie wynikało poza zachwytem nad tym stanem i zmianą, której nie widać na lepsze. I niestety ten sam problem co w uzależnieniach innego typu "tylko my siebie rozumiemy, nikt inny nas nie rozumie i tych wizji", a w efekcie stworzenie subkultury.
Rozumiem natomiast ideę lekarstwa na beznadziejne przypadki, gdy nic nie działa. Jak chemioterapia lub antybiotyki. "Naturalne" to nie argument. Naturalne substancje też uzależniają (heroina) i doprowadzają do chorób (alkohol, papierosy)) i śmierci (trujące grzyby, przedawkowanie potasu). Wszystkie z wymienionych naturalnych substancji mogą mieć wszystkie podane destrukcyjne skutki.
Ostatnio dowiedziałam się o kolejnych trzech osobach biorących ayahuaskę.
Jedna raz wzięła i zaliczyła zatrucie, szpital na kilka tygodni i zaburzenia psychiczne na dłużej.
Druga doprowadziła do zniszczenia rodziny i przyszłości swoich dzieci. Tutaj były napady agresji i przemoc.
Trzecia regularnie siedząca w Ameryce Południowej, której celem stało się wracanie tam, tylko nie umie wyjaśnić otoczeniu po co i co z tego wynika. Jak wraca do Europy jest regularnie reanimowana przez różnych uzdrowicieli, a później znowu tam wraca. Wygląda to na uzależnienie psychiczno-energetyczne od doświadczania halucynacji i silnych wrażeń.
Jak na razie to wszystko pokazuje duży poziom bezsilności w głębszym kontakcie ze sobą i przede wszystkim z Bogiem w tym świecie.
Dla mnie wniosek długoterminowy cały czas jest taki sam: żadna z kultur opartych na takiej duchowości nic realnego, genialnego, twórczego, duchowego, przekraczającego coś ważnego, nie osiągnęła. Żadna z tych społeczności nie przekroczyła pewnego pułapu kulturowo-społecznego. Wiele z nich upadło i zdegradowało się i nie ma po nich żadnej spuścizny.
Obecna kultura ma podobne tendencje w pewnych aspektach. W innych idzie całkiem dobrze do przodu. Dobrze, że jest tak niejednorodna.
-
Eh, nawet pomarzyć nie dajecie ;( :)
-
Wypada podziękować Sylwi za tak obszerne wnioski.
-
martinus
Nie histeryzuj! Kakao to jednak nie ayahuasca :)
Na mnie działa lekko otępiająco przez kilka dni. Słabiej niż guarana, czy coca cola.
Piszesz o zwykłym kakao w proszku, czy ceremonialnym kakao? Na mnie zwykłe kakao też działa otępiająco, głównie jak jest z mlekiem, ale wtedy wiadomo, to mleko głównie tak działa. Kakao ceremonialne, o jakim piszę, działa inaczej.
-
Jak ktoś ma wgląd w energie, to widzi na filmie co się dzieje. Niedobrze. Obniżają się wibracje, zamyka korona i 3 oko na najwyższe wibracje. Energia ubezwłasnowolnienia (wcześniej to też widziałam, tylko nie było tak wyraźne, żeby jednoznacznie nazwać).
Na poziomie astrala dobre-złe duchy. Świat jakiegoś astralnego boga i istot, które czerpią z tego rytuału energie do życia energetycznego. Nie widać w tym rozwoju kontaktu z Bogiem Prawdziwym.
Może ktoś ma inne wrażenia?
[...]
Powtórzę po raz kolejny. Dużo zależy od prowadzącego szamana. Ja bym do tych szamanów z filmu, nie poszedł nigdy. Dużo też zależy, kto robił Ayahuascę. Są różne odmiany roślin, z których się robi. To nie kokaina, czy LSD, że ma zawsze mniej więcej taki sam skład. To jest wywar. Robiony z różnych roślin. Energetycznie może być inna w zależności od tego, kto ją przygotuje. Jedna może działać inaczej niż inna. Więc wiadomo, to wszystko tak naprawdę zależy od intencji, jakie się ma.
Ja znam wiele osób, które miały za sobą wiele Ayahuasek i nie widzę negatywnych efektów, o jakich piszesz.
Miałem za sobą 5 ceremonii. Uważam je za bardzo wartościowe. Nie czuję jednak na razie, żeby iść na kolejne.
Ta dziewczyna ma za sobą 30 kilka ceremonii, teraz pojechała na 2 miesiące do dżungli na kolejne ileś tam. Warto zobaczyć ją, jaka była, jaka była zamknięta na początkowych filmikach i teraz. Piękna zmiana.
https://www.youtube.com/watch?v=rJIybgvRaLw
-
Martinus
Czy aya może spowodować, że doznam exterioryzacji ?
-
Martinus
To pokaż tego szamana co jest fajny energetycznie :-)
DarkAngel
Podejrzewam, że bardziej prawdopodobne są stany okołoeksterioryzacyjne gdzie nie za bardzo wiadomo, czy to była eksterioryzacja, czy silne wizje. Dla mnie jedyna wartością w eksterioryzacji jest to, że łatwiej się w tym stanie wchodzi na wyższe częstotliwości. Jak się skoncentrujesz na Bogu to wtedy łatwiej niż będąc w ciele doświadczysz kontaktu z Bogiem. Tylko wtedy można się zdziwić bo zwykle inspiracja będzie dotyczyła oczyszczenia czegoś, a takie coś możemy usłyszceć od znajomego lub sami wydedukować. OBE do tego nie potrzebne :-) Ja w stanie OBE dostałem tez inspirację żeby sie w to nie wkręcać i praktykować uważność W ciele a nie z niego uciekać
-
Martinus
Otwierając ten film o rytuale byłam ciekawa czym mnie pozytywnie zaskoczy. Taka ciekawość badacza. Stało się odwrotnie.
To co zwróciło moją pozytywną uwagę na filmie, to, że ayahuaskę bierze się w ostateczności, a najpierw stosuje inne metody.
Podobno to najlepszy z najlepszych szamanów. Co ci w nim nie pasuje?
"Nie zawsze ten sam skład" też brzmi niedobrze przy takich substancjach.
Zobaczymy za kilka, kilkanaście lat co będzie z tymi ludźmi co brali. Teraz to ich wrażenia. Każdy inaczej reaguje. Jedni od razu, inni po czasie i nawet nie skojarzą skutków ubocznych z tym co robili wcześniej. Jeszcze inni się zregenerują i pójdą czystą drogą w rozwoju. Ocena powinna być wg tych samych kryteriów badawczych i długofalowa.
Tutaj nie wygląda najlepiej ta dziewczyna. Poza tym, że jeszcze młoda energia ciała i uśmiech czasami, to jest już rozjechana i odhamowana czołowo. To jest bardzo atrakcyjne dla ludzi zachodu, którzy mają w sobie tyle kontroli, niemocy i zahamowań.
Nie widzę za dużo naturalnej ekspresji z ciała, raczej zbliżona do narkotycznej. Widać też nerwicę i trans na 3 oku. Chciałabym ją zobaczyć za kilka lat.
Z czym porównywałeś ten filmik. Możesz podać? Ciekawi mnie czy też ją tak odbiorę, że teraz lepiej.
Może też zamieść swoje zdjęcia sprzed i po, jeśli siebie podajesz jako przykład. Energię też czuć, ale zdjęcia więcej mówi.
DarkAngel
Na pewno możesz mieć takie WRAŻENIE. Ayahuasca to halucynogen i niestety zdejmuje bariery ochronne na światy astralne. Stąd dużo się doświadcza. Rozmawiać ze zwierzętami czy roślinami, to można bez ayahuaski. Wystarczy poćwiczyć świadomie.
Szaman kontroluje, żeby nie wejść w ten najgorszy świat astralny, jak to było na firmie, w świat duchów "wampirów", chociaż dla mnie bardziej chodzi o zombi astralne.
-
Zobaczymy za kilka, kilkanaście lat co będzie z tymi ludźmi co brali.
A czemu to az taki horyzont obierać? Skutki używek czy szkodliwych substancji tego typu (zakładam, ze ma to negatywny wpływ) powinny pojawić się od razu (co nie jest rownoznaczne z tym, że sa od razu widoczne dla biorących). Później to już tylko kwestie wtórne, ale poziom, że tak powiem zniszczenia jest do ustalenia na dzien dobry.
-
Martinus
Czy aya może spowodować, że doznam exterioryzacji ?
Nie wiem.
-
Martinus
Otwierając ten film o rytuale byłam ciekawa czym mnie pozytywnie zaskoczy. Taka ciekawość badacza. Stało się odwrotnie.
To co zwróciło moją pozytywną uwagę na filmie, to, że ayahuaskę bierze się w ostateczności, a najpierw stosuje inne metody.
Podobno to najlepszy z najlepszych szamanów. Co ci w nim nie pasuje?
To, że bym do niego nie poszedł na dzień dzisiejszy. Nie czuję go dla siebie.
"Nie zawsze ten sam skład" też brzmi niedobrze przy takich substancjach.
Czemu? Wielu chyba uważa, że Ayahuasca to roślina, a to jest substancja otrzymywana z 2, czy 3 roślin i to jeszcze ta główna w niej może mieć wiele odmian i inny efekt.
Zobaczymy za kilka, kilkanaście lat co będzie z tymi ludźmi co brali. Teraz to ich wrażenia. Każdy inaczej reaguje. Jedni od razu, inni po czasie i nawet nie skojarzą skutków ubocznych z tym co robili wcześniej. Jeszcze inni się zregenerują i pójdą czystą drogą w rozwoju. Ocena powinna być wg tych samych kryteriów badawczych i długofalowa.
No zobaczymy. W Ameryce Południowej, są miejsca, gdzie korzystają z Ayahuasci setki lat.
Tutaj nie wygląda najlepiej ta dziewczyna. Poza tym, że jeszcze młoda energia ciała i uśmiech czasami, to jest już rozjechana i odhamowana czołowo. To jest bardzo atrakcyjne dla ludzi zachodu, którzy mają w sobie tyle kontroli, niemocy i zahamowań.
Nie widzę za dużo naturalnej ekspresji z ciała, raczej zbliżona do narkotycznej. Widać też nerwicę i trans na 3 oku. Chciałabym ją zobaczyć za kilka lat.
Z czym porównywałeś ten filmik. Możesz podać? Ciekawi mnie czy też ją tak odbiorę, że teraz lepiej.
:) Nie jest oświecona, więc zawsze coś tam się znajdzie. Dla mnie jest wielką inspiracją. I komentarze ludzi, którzy pisują u niej na facebooku, czy na youtubie też o tym świadczą. Zobacz sobie ją z początkowych filmików.
Może też zamieść swoje zdjęcia sprzed i po, jeśli siebie podajesz jako przykład. Energię też czuć, ale zdjęcia więcej mówi.
Mogę zamieścić, jak wszyscy inni z tego forum też zamieszczą :). Energię to czuję tu u większości nieciekawą, pomimo tego, że siedzą w duchowości wiele lat. Jakie to ma znaczenie?
-
Martinus
To pokaż tego szamana co jest fajny energetycznie :-)
Po co? Żeby wahadła poszły w ruch i analizowanie, co jest w nim nie tak, żeby udowodnić, że Ayahuasca jest zła?
-
Czy nóż jest zły czy dobry?
Raz można nim kogoś zabić, a raz można nim chleb ukroić.....
Nóż w rękach dziecka czy głupca może być niebezpiecznym narzędziem, ale w rękach osoby doświadczonej może być narzędziem bardzo użytecznym.
-
Martinus
I co im z tego wyszło, że tyle lat korzystają? Już pisałam o tych upadłych, zdegenerowanych cywilizacjach, które nic nie wniosły w przyszłość świata i rozwoju.
Potwierdziłeś tym wpisem obserwacje, o których pisałam 2015-06-28, 22:12:40
Równie dobrze mogłeś nic nie napisać, tak to napisałeś. Przed braniem ayahui. inaczej pisałeś.
Rób co chcesz ze swoim umysłem, życiem i ciałem. Sam odpowiadasz za siebie i żaden szaman, ani wywar tego nie zmieni.
Pytanie czy chcesz odpowiadać za decyzje innych (skutki) zachęcając ich swoimi wpisami.
Dla mnie jest istotne, żeby ludzie zajmujący się rozwojem widzieli różne punkty widzenia na ten temat, bo marketing internetowy tej substancji zmieniającej psychikę i energetykę jest olbrzymi, a skutki nie takie wspaniałe jak to niektórzy opisują ze swoich wrażeń.
Łatwo grać na ludzkich wyobrażeniach w pewnych obszarach, gdy mają w sobie jakieś braki, podatność na manipulacje i tendencję do środków psychoatywnych zmieniających świadomość pt."magiczna pigułka".
Logos
A jaki to ma związek z tematem?;)
Nóż możesz użyć na wiele sposobów, ayahuaskę wziąć lub nie wziąć. Proste.
Interpretacje skutków to już inny temat.
meżikowsky
Widać od razu na pewnych planach, tylko nie zawsze to dociera od razu do biorącego i nie zawsze od razu się materializuje.
Czasem do biorącego wcale nie dociera w danym wcieleniu, gdy ma odpowiednie warunki przetrwania. To co jeszcze widzę, to bezkompromisowe manipulacje tego astrala i jego uczestników. Czasem wynikające z ubezwłasnowolnienia świadomości, aż przykro patrzeć na taki upadek świadomości brany za rozwój.
Tłumaczenie, jakie widzi się negatywne skutki nic nie da, dopóki dana osoba nie uwewnętrzni zrozumienia.
-
Sylvia,
Już pisałam o tych upadłych, zdegenerowanych cywilizacjach, które nic nie wniosły w przyszłość świata i rozwoju.
A ktore cywilizacje "cos" wniosly? Starozytny Rzym? Grecja? "Cywilizacja" chrzescijanska?
Warto miec na uwadze, ze to, co niektorzy uznaja za "postep", inni widza jako degeneracje.
Na tej samej zasadzie - Kahuni. Upadli? Zdegenerowali sie? A przeciez, z tego co mi wiadomo, nie "cpali".
Czy te kultury sie zdegenerowaly, czy po prostu zostaly wyrzniete przez "cywilizowanych"? Czy w takim razie mamy uznawac ze ci, ktorzy ich wyrzneli, byli bardziej roziwnieci? Maja lepsza karme?
Te kultury pierwotne zostaly w duzej mierze zniszczone, ale jednak ich bogactwo duchowe przetrwalo do dzis. Nie wydaje mi sie odpowiednie pisac wiec, ze nic nie wniosly do rozwoju ludzkosci.
A "cywilizacja", ktora obecnie dominuje na planecie, stacza sie po rowni pochylej w kierunku nieistnienia.
-
A jaki to ma związek z tematem?;)
Nóż możesz użyć na wiele sposobów, ayahuaskę wziąć lub nie wziąć. Proste.
Interpretacje skutków to już inny temat.
Jak to jaki ma związek... Z ayahuaską jest tak samo jak z nożem. Sama w sobie nie jest ani zła ani dobra. Głupiec po zażyciu będzie jeszcze większym głupcem, a mądry człowiek skorzysta.
-
Martinus
I co im z tego wyszło, że tyle lat korzystają? Już pisałam o tych upadłych, zdegenerowanych cywilizacjach, które nic nie wniosły w przyszłość świata i rozwoju.
Potwierdziłeś tym wpisem obserwacje, o których pisałam 2015-06-28, 22:12:40
Równie dobrze mogłeś nic nie napisać, tak to napisałeś. Przed braniem ayahui. inaczej pisałeś.
Rób co chcesz ze swoim umysłem, życiem i ciałem. Sam odpowiadasz za siebie i żaden szaman, ani wywar tego nie zmieni.
Pytanie czy chcesz odpowiadać za decyzje innych (skutki) zachęcając ich swoimi wpisami.
:) Mnie swoimi wrażeniami zachęciła koleżanka i poczułem, żeby iść i jestem jej bardzo wdzięczny. Każdy dostanie to, co dostanie w zależności, jakie ma intencje. Bez przesady.
Piszę tu i tak rzadko. Jest tutaj kilku cwaniaków duchowych, którzy myślą, że wszystko już wiedzą. I jak się napisze coś inaczej, coś nowego, to zaraz próbuję ustawić człowieka. To zniechęca. W ten sposób jednak, to, co inne, jest tłumione i jak ktoś pierwszy raz wchodzi na to forum, widzi ogólnie Jedyną Prawdę. Bo inne jest albo wyśmiewane, jak nie ma się konkretnym argumentów, wtedy atakuje, ośmiesza się osobę, która coś napisała innego. Np. Leszek, żeby mnie ośmieszyć itd., nazwał mnie "zwolennikiem ćpania". Wrzucił mnie do jednego worka z tymi, co biorą kokę, heroinę itd. Czy to jest OK? Czy ja coś takiego piszę o nim? Dalej go szanuję, bo dzięki niemu zacząłem wychodzić z depresji ponad 10 lat temu.
Któryś raz to powtórzę. Ty, choć nie miałaś doświadczenia z Aya, szukasz ciągle czegoś w tym negatywnego. Ja, miałem doświadczenie, wielu moich znajomych też miało, i wszyscy mieli pozytywne. Oczywiście dla Ciebie, czy niektórych tu z forum, oczywiście taki jest skutek ćpania Aya, że widzi się pozytywne rzeczy, a nie widzi negatywnych, dopiero Ty, Leszek itd., zobaczyliby, jakie to robi spustoszenie w życiu. Tylko najlepiej byłoby jednak spotkać się osobiście, porozmawiać itd., pobyć ze sobą dłużej. Wtedy dopiero by się okazało, jaka jest prawda.
Żadna technika, metoda nie otworzyła mnie na serce i miłość tak, jak ceremonie Aya. Ciągle był dla mnie ważniejszy i ciekawszy umysł, serce, miłość nuda. Teraz mi się wszystko poprzestawiało.
Piszę tylko o swoich pozytywnych doświadczeniach. Czy napisałem kiedykolwiek coś ogólnie o Aya, że działa tak i tak? Zawsze wspominałem, że według mnie zależy dużo od prowadzącego, od intencji osoby, która uczestniczy w ceremonii itd.
Nigdy w tym, co napisałem w tym wątku, nie pisałem ogólnie o Aya, bo według mnie nie da się napisać tylko o Aya. Tak, jak niewiele da się napisać o leżącym na podłodze nożu, czy jest dobry, czy zły. Dopiero, jak ktoś go weźmie i użyje. Jeden do wbicia drugiej osobie w serce, inny do pokrojenia kiełbasy.
Byłem ukrytym rasistą, świadomie nie, ale jak przechodziłem koło murzynów tu w Nowym Jorku, pojawiały się automatyczne myśli typu: pierdolone czarnuchy itd. Walczyłem, tłumiłem je, ale wiadomo, reakcja podświadomości. Czułem się lepszy jako biały, wyższy od Meksyków itd. Po Aya, nie czuję w ogóle rasizmu w sobie. Miałem taką ceremonię wtedy, że czołgałem się po podłodze i przepraszałem wszystkich, ze wszystkich wcieleń, od których czułem się lepszy. Podobnie z kobietami, przepraszałem, że źle je traktowałem itd.
-
Do takich roślin należy podchodzić przede wszystkim z szacunkiem. To nie są jakieś sztucznie wytworzone przez człowieka psychodeliki aby się tylko nawalić.
Takie rośliny mogą być potężnym narzędziem transformującym, o ile ktoś jest na to gotowym. Ale jak ktoś jest pełen lęków i obaw, jak np. Sylvia, to lepiej aby się tym tematem w ogóle nie zajmował, bo wtedy zwyczajnie swoje lęki projektuje na innych.
-
"Byłem ukrytym rasistą, świadomie nie, ale jak przechodziłem koło murzynów tu w Nowym Jorku, pojawiały się automatyczne myśli typu: pierdolone czarnuchy itd. Walczyłem, tłumiłem je, ale wiadomo, reakcja podświadomości. Czułem się lepszy jako biały, wyższy od Meksyków itd. Po Aya, nie czuję w ogóle rasizmu w sobie. "
No to gratulacje, bo pamiętam lekki szok i niedowierzanie, kiedy kolega Martinus (będąc jednym z moich ulubionych juzerów na poprzednim forum cud) niespodziewanie walnął taki tekst o Murzynach, że jako jedyni śmiecą i rzucają PAPIERKI w metrze (czyli: brudasy), szok. Ja na poziomie intelektu uprzedzenia rasowe czy też inne mam dawno ogarniętę, ale jak czasem sam siebie posłucham, jakie mi w głowie lecą myśli i bezwiedne obelgi na temat np. Hindusów, Arabów, pedałów, itd. to się aż zastanawiam, czy to są moje myśli, czy jakiś tępy naziol mi się na łącza podpina. :-)
No i kolegi świadectwo przypomina mi też tę kultową anegdotę, jak to dawno temu pewien skinhead, zażywszy porcję grzybków, został zamknięty w ciemnej szafie na kilka godzin. Po wyjściu z uśmiechem oznajmił: jestem pacyfistą.
Polecam dzieciom, ale teras już zupełnie serio, pamiętajmy, że TO JEST FORUM DUCHOWE, A REKLAMA ĆPANIA JEST NIELEGALNA !!!
-
8-9 lat temu miałem jedno doświadczenie z ayahuascą. Zrobiło ze mnie na lata ateistę, czy raczej przechyliło mój światopogląd w stronę ateizmu. Doświadczenie było niezwykłe, ale utwierdziło mnie tylko w przekonaniu że moje "Ja" jest tylko wytworem mojego mózgu. Skany mózgu podczas ayahuascowego tripu czy fazy rem przypominają pokaz fajerwerków, podczas gdy podaje się dożylnie leki anestetyczne, świadomość i aktywność mózgu są tłumione, następuje kompletna niepamięć. Na yt jest film autora który chciał się przekonać jak wygląda śmierć, ostateczne zgaśnięcie. Po podaniu propofolu po prostu gasła świadomość, a mri wykazywało śladową aktywność mózgu.
DarkAngel: doznałem eksterioryzacji, zamknąłem oczy, po czym znalazłem się w wibrującej czerni kilka metrów nad moim ciałem. Czułem że jak zamknę oczy na trochę dłużej to się rozpuszcze w niebycie i już do Ciała nie wrócę. Walczyłem przez 1-2 godziny żeby "nie umrzeć". Raczej nie przypominało to świadomego snu, czy obe którego doświadcza się "technikami naturalnymi". Po tym doświadczeniu powiedziałem sobie, że nigdy więcej :P.
(ważna uwaga: po wypiciu tego wywaru wymiotowałem, a mam lęk przed wymiotami, być może dlatego doświadczenie było nieprzyjemne. Tak czy siak, dla mnie to było jak wycieczka do Egiptu żeby zobaczyć piramidy, raz w życiu wypada, ale nie jest to miejsce, żeby tam jeździć co roku na urlop...)
-
ok :)
-
O psychodelikach i Ayahuaski rozwoju duchowym od 32 minuty.
Ceremonia Ayahuaski buduje przede wszystkim ego, nie da się przyśpieszyć pewnych spraw, należy pracować nad cierpliwością. Bo doświadczenie to nie wszystko trzeba mieć jeszcze w sobie gotowość na zintegrowanie danego doświadczenia. I do mnie to przemawia.
https://www.youtube.com/watch?v=lnJ5ltlXC9A
-
A tutaj o Ayahuaski od 7 minuty.
https://www.youtube.com/watch?v=VqyYy1JSL28
-
O psychodelikach i Ayahuaski rozwoju duchowym od 32 minuty.
Ceremonia Ayahuaski buduje przede wszystkim ego, nie da się przyśpieszyć pewnych spraw, należy pracować nad cierpliwością. Bo doświadczenie to nie wszystko trzeba mieć jeszcze w sobie gotowość na zintegrowanie danego doświadczenia. I do mnie to przemawia.
Do mnie też to przemawia:)
Wprawdzie ceremonia z innym specyfikiem, ale warto zastanowić się zanim się skorzysta "Śmierć w Grodzisku Mazowieckim po ceremonii Kambo. Wydzielina z amazońskiej żaby chwytnicy zwinnej miała oczyścić"
http://natemat.pl/195295,smierc-kobiety-w-grodzisku-mazowieckim-po-ceremonii-kambo-wydzieliny-amazonskiej-zaby-miala-oczyscic-i-uzdrowic (http://natemat.pl/195295,smierc-kobiety-w-grodzisku-mazowieckim-po-ceremonii-kambo-wydzieliny-amazonskiej-zaby-miala-oczyscic-i-uzdrowic)
-
Czyli jeszcze jeden argument przeciw szczepionkom ;)
Szkoda kobiety. Z drugiej strony w internecie można przeczytać o skutkach ubocznych więc dorosły zna ryzyko.
-
Kiedys bylem uczestnikiem ceremonii kambo, bo slyszalem, ze "resetuje" pamiec komorkowa. Wypalili mi dziurki na ramieniu, wsadzili w nie jad zaby, porzygalem sie, polezalem, pojechalem do domu i wiecej sie tam nie pojawilem chociaz organizator pisal.
-
Znam osoby, które doceniły Ayahuascę, ponieważ od razu miały jazdę. Na jazdę nie doczekały się w regresingu, więc zmieniły metodę na skuteczniejszą w osiąganiu celu, którym jest JAZDA, a nie uzdrowienie.
Niektóre osoby mają jazdę po ceremonii z żabką Kambo. I twierdzą, że to było super.
natomiast zarówno po jednej, jak i po drugiej metodzie,w pamięci komórkowej pozostają ślady niebezpiecznych przekodowań energetycznych.
-
Mam znajomego który był złodziejem, pijakiem, narkomanem i nałogowym palaczem papierosów.. Po ayahuasce stał się przykładnym ojcem, zaczął pracować i rzucił natychmiast wszystkie nałogi. Podczas ceremoni (z tego co mi opowiadał) pokazała mu się droga życia. Szok był tak duży, że wybrał tą trzeźwą. Jak na razie się jej trzyma. Ceremonię przeszedł dwa lata temu.
-
Marihuana też czasami pomaga w beznadziejnych przypadkach np. przy chorobach mózgu, w stanach lękowych, napięciach. Jednak dla wielu osób na poziomie psychicznym (robiono badania nad tematem) i dla rozwoju duchowego energetycznie (z własnych obserwacji) ma skutki uboczne.
Te same efekty (w skrócie: zwiększenie fal alfa w mózgu) co substancjami narkotyzującymi, można osiągnąć innymi metodami, a bez skutków ubocznych.
-
Oczywiście. Nie namawiam nikogo, bo sam na raxie nie mam z tym doświadczenia a jeśli się kiedyś zdecyduję, to na pewno u znanego szamana i w Peru. A to dlatego, że z opisów znajomych to jedynie te z Peru dawały "kosmiczne" efekty z OBE :)
-
Widzę że z kambo media zaczęły działać i straszyć ludzi.
Ja słyszałem przypadki skutecznego wyleczenia z aids na przykład, generalnie ludzie są raczej zadowoleni i nie wygląda mi to na placebo... dobre samopoczucie utrzymuje się długi czas z tego co słyszałem. Moja znajoma pokonała bolerioze w ten sposób i też sobie chwali.
Oczywiście o pozytywach w TV nie usłyszymy, ludzi się programuje po staremu i są szybkie efekty.
Wniosek dla systemu oczywisty: jeśli to skuteczne lekarstwo trzeba z niego zrobić śmiertelną truciznę...
-
Kiedyś słyszałem o podobnej metodzie uodparniania i podobnego pochodzenia indiańskiego.
W Tv widziałem jak się zakładało taką rękawiczkę do której doczepione były takie wielkie mrówki. Po założeniu tej rękawiczki mrówki atakowały dłoń. Miało to uodpornić dzieci ale i nie tylko na to co mogą spotkać w dżungli.
Zrobiło się modne i zaczęli przyjeżdżać na to ludzie z Europy i USA.
Podobno wrażenia bardzo bolesne i do tego dochodziły mdłości i halucynacje.
-
kiedyś dawno temu widziałem dokument o tym ale mowa była o tym że ukąszenie generuję ból porównywalny z strzałem z pistoletu ale ile w tym prawdy nie wiem
-
DarkAngel
Na pewno tam jest więcej więcej pól morficznych i istot różnego pochodzenia, które czerpią z tego korzyści.
Chciałabym tylko zobaczyć kogoś w wysokich energiach, kto już tego nie potrzebuje, bo zaszedł tak daleko, że uzyskał wolność w rozwoju, po regularnym stosowaniu tego specyfiku. To jest i wątpliwość i ciekawość badacza:)
jarojarku
Możliwe jest, że po fali emocji po tej informacji, wzrośnie zainteresowanie tą ceremonią. Nadal jednak warto się zastanowić czy to jest potrzebne.
-
co do kambo i śmierci tej kobiety:
"Dermorfina, która wchodzi w skład kambo, ma 40 razy silniejsze działanie przeciwbólowe niż morfina. Działa bezpośrednio na centralny układ nerwowy. - Badanie, na ile nasz organizm toleruje daną substancję to eksperymentowanie na własnym ciele i zawsze niesie ze sobą ryzyko, nawet utraty życia. Dla przykładu chciałbym tu przytoczyć ciągle aktualny i żywy problem dopalaczy. Ryzyko jest związane z reakcją osobniczą - dwie osoby mogą zareagować zupełnie inaczej na dokładnie tą samą dawkę jednego preparatu - mówi dr Kuciel."
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Rytual-kambo-trafil-do-Polski-Ekspert-to-eksperymentowanie-na-wlasnym-ciele,wid,18607403,wiadomosc.html
jarojarku
Oczywiście o pozytywach w TV nie usłyszymy, ludzi się programuje po staremu i są szybkie efekty.
Wniosek dla systemu oczywisty: jeśli to skuteczne lekarstwo trzeba z niego zrobić śmiertelną truciznę...
ale nikt taki nie będzie zachęcał ludzi do używania tego skoro nie znają działania i skutki są niezbadane oraz nieprzewidywalne
więc gdy dzieje się coś takiego o czym mówi Kuciel w przypadku szczepionek (niekoniecznie śmierć) to jest to "dowód" na ich powszechną szkodliwość i spisek systemu - oczywiście tylko dla tych dla których szczepionki są z założenia złe, a gdy umiera kobieta w ceremonii kambo wtedy też jest to spisek systemu, ale wymierzony w to co dobre i nieważne, że niektórym się pogarsza, niektórzy nawet umierają, to i tak jest dobre! ryzyko i cena są do przyjęcia i akceptowalne...
dopiero gdy mamy zejścia ludzi po dopalaczach w wyniku reakcji osobniczej to często obie strony są zgodne, że jest to szkodliwe : ))
-
Są ludzie uczuleni śmiertelnie na masło orzechowe. ZAKAZAĆ FISTASZKÓW ! ;)
-
Sylvia
Nie sądzę by ktoś Oświecił sie po ayahuasce :))
Na przykładzie tego kolegi co opisałem wcześniej i innych znajomych co przeszli ceremonie wiem tylko tyle, że czasami pomaga iść do przodu w rozwoju.
Możliwe jednak, że Ci ludzie byli tak nisko, że połączywszy się z astralem podłączyli się do wyższego astralu co dało im jakiegoś tam kopa ?
-
jakiś czas temu odreagowałem ceremonie z poprzednich wcieleń. Fajny efekt był po sesji jak mi płytki w łazience falowały ^^.
Było dużo obietnic ... nie można było nie odmówić ajajaj :) . A co dostałem, po kilku wcieleniach zacząłem odradzać się jako niepełnosprawny. Tak zadziałał mix mojej karmy plus transformacji ciał duchowych, do teraz zostało mi skrzywienie kręgosłupa z tego wszystkiego. No i przez jakiś czas czułem rozsynchronizowanie ciała(gaji) od ducha.
Jeśli ktoś ma świadomość gaji, lub korzystał z whh, to powinien intuicyjnie czuć czym to pachnie, w whh uzdrawianie polega na przebywaniu świadomości w ciele, zaś tutaj mamy wypychanie świadomości z ciała za pomocą narkotyków, cała jazda lub podróż, to efekt obserwatora, który widzi reorganizację ciał subtelnych, więc są błyski światełka, emocje, wspomnienia regresywne itd. Jest to niesamowite doświadczenie, oraz nawet niesamowita zamiana, jednak wszystko sprowadza się do doświadczeń z zakresu lsd, pod podszyciem duchowym.
Duchowe podszycie, to astral jak dla mnie jakaś mniejsze poboczna odnoga, astrala sivy, astral wysokowibracyjny, dosyć specyficzny, bardzo "duchowy".
Natomiast wrócę jeszcze do gaji. Bo to specyficzna duchowa przestrzeń, na którą bardzo ciężko wpłynąć, za to bardzo łatwo jest skorzystać z tej przestrzeni aby rozszerzać świadomość, np. w zwykłej regularnej medytacji w harmonii z ciałem duchem i umysłem. Dlatego też w ceremonii zatruwa się ciało. Zresztą większości inicjacji towarzyszyły zawsze różne specyfiki i wywary, ponieważ astral i egregory nie lubią gaji z powodu odporności na bullshit. I to jest jedna z najtrudniejszych rzeczy zawsze czyli wpływ na cielesność i materialność, odwieczny problem różnych astrali.
można mieć inną opinię, jak dla mnie duchowe lsd to całkowicie przeciwny kierunek do rozwoju duchowego.
-
DarkAngelbubu
Tu się zgodzę, bo wg mnie to najlepsze wyjaśnienie:
ceremonia "czasami pomaga iść do przodu w rozwoju.
Możliwe jednak, że Ci ludzie byli tak nisko, że połączywszy się z astralem podłączyli się do wyższego astralu co dało im jakiegoś tam kopa"
z KOLEI, Z łODZI, GDZIE NA MASOWĄ SKALĘ ODPRAWIANE SĄ CEREMONIE CO TYDZIEŃ, WIEM, ŻE WIELU LUDZIOM, KTÓRZY ZACZĘLI SIĘ ROZWIJAĆ DuCHOWO NA TRZEŹWO, BARDZO SIĘ po Aya POGORSZYŁO. oNE JEDNAK SĄ ZACHWYCONE EFEKTAMI "DUCHOWYMI".
-
Interesujaca sesja hipnotyczna na temat ceremonii ayahuaski i jak to wyglada u niektorych w podswiadomosci.https://www.youtube.com/watch?v=x91vI5U3YjI
-
Jeśli ktoś ma świadomość gaji, lub korzystał z whh, to powinien intuicyjnie czuć czym to pachnie, w whh uzdrawianie polega na przebywaniu świadomości w ciele, zaś tutaj mamy wypychanie świadomości z ciała za pomocą narkotyków, cała jazda lub podróż, to efekt obserwatora, który widzi reorganizację ciał subtelnych, więc są błyski światełka, emocje, wspomnienia regresywne itd. Jest to niesamowite doświadczenie, oraz nawet niesamowita zamiana, jednak wszystko sprowadza się do doświadczeń z zakresu lsd, pod podszyciem duchowym.
Duchowe podszycie, to astral jak dla mnie jakaś mniejsze poboczna odnoga, astrala sivy, astral wysokowibracyjny, dosyć specyficzny, bardzo "duchowy".
Natomiast wrócę jeszcze do gaji. Bo to specyficzna duchowa przestrzeń, na którą bardzo ciężko wpłynąć, za to bardzo łatwo jest skorzystać z tej przestrzeni aby rozszerzać świadomość, np. w zwykłej regularnej medytacji w harmonii z ciałem duchem i umysłem. Dlatego też w ceremonii zatruwa się ciało. Zresztą większości inicjacji towarzyszyły zawsze różne specyfiki i wywary, ponieważ astral i egregory nie lubią gaji z powodu odporności na bullshit. I to jest jedna z najtrudniejszych rzeczy zawsze czyli wpływ na cielesność i materialność, odwieczny problem różnych astrali.
można mieć inną opinię, jak dla mnie duchowe lsd to całkowicie przeciwny kierunek do rozwoju duchowego.
To co opisałeś zgadza się z moimi wglądami.
Zauważyłam też, że ludzie, którzy mają dobry kontakt z ciałem, z energią gaji, nawet jeśli spróbują jakiś wywarów zmieniających świadomość, widzą, że nie tędy droga i wracają do świadomego rozwoju, bez wspomagania mózgu jakimiś substancjami. Brak zauważania skutków ubocznych jest jednym z większych problemów takiego rozwoju na haju. A niestety one są, jak nie w tym to w innych wcieleniach. To jest problem każdego uzależnienia, że wypiera się skutki uboczne i nie widzi problemu. Każde uzależnienie jest związane z nałogowym regulowaniem uczuć i to może dotyczyć również rozwoju duchowego, gdy poczucie szczęścia (naturalny wysoki poziom fal alfa w mózgu) nie zostało przepracowane jako podstawa.
-
TRUDNO UWIERZYĆ, ILE EMOCJI WYWOŁUJE TEN PROSTY FILM O MECHANIZMIE UZALEŻNIENIA
http://www.crazynauka.pl/trudno-uwierzyc-ile-emocji-wywoluje-ten-prosty-film-o-mechanizmie-uzaleznienia/