Pozytywne Inspiracje
Forum => Rozwój osobisty i prosperity => Wątek zaczęty przez: Blackrose w 2012-09-19, 15:03:07
-
Tak do mnie dotarło, że nie mogę znaleźć pracy po studiach, bo we wcześniejszej doświadczyłam mobbingu i wyśmiewania. Pracowałam podczas studiów, dostałam się ponoć w super miejsce, najlepsza odnowiona komenda. Odpadła w selekcji setka osób, a dostałam się ja. Pracowałam i uczyłam się, chciałam zdobyć doświadczenie. Wytrzymałam w pracy 2 miesiące, ponieważ kobiety mnie poniżały, oraz to co robię. Jakby nie patrzeć to była policja i nie miało znaczenia moje uskarżanie się. Płakałam po kątach, nie potrafiłam się obronić, mówiłam w domu, że jest źle i że zrezygnuję jeżeli mi nie pomogą. Usłyszałam - musisz być twarda, bo to dopiero początek, życie jest jeszcze gorsze. Nie jestem typem, który reaguje chamstwem, krzykiem. Starałam się wykonywać moje obowiązki jak najlepiej, przekładałam stosy papierów, segregowałam, odbierałam i wysyłałam pocztę, jako student psychologii brałam udział w przesłuchaniu świadków. Zarabiałam marne 800zł z urzędu pracy, ale w jakiś sposób byłam z siebie dumna że się dostałam. Wstawałam przed 6, aby zdążyć na 7.30, kończyłam pracę po 15.30. Zanim wróciłam była 17 i jeszcze szłam na zajęcia. Z tygodnia na tydzień wszystkie moje wizje i marzenia upadły. Pierwsza praca - ja chciałam się angażować, dawałam z siebie bardzo wiele. Policjanci byli dla mnie przemili, ale kobiety mnie niszczyły na każdym kroku. Jakby nie patrzeć opiekowały się mną sekretarki, które mówiły zrob to zrób tamto. Były sytuacje gdy podawałam jednej z nich kartkę a słyszałam w odpowiedzi krzyk - nie rzucaj tego, boże, ona jest nienormalna, rzuca we mnie kartkami!
To było nieludzkie i nienormalne. Mówiłam coś a słyszałam - nie chce nam się nawet na ciebie patrzeć, patrz się w ścianę.
8 h z nimi i patrzenia w ścianę? Porównały mnie do wszystkich poprzdnich stażystek i że takiej nierozgarniętej i głupiej jeszcze nie miały. A przecież ja robiłam wszystko co w mojej mocy...
Wtedy jeszcze byłam i pracowałam w lublinie, a chłopak tylko do mnie wydzwaniał.
Po pracy w domu płakałam, wiedzialam, że odpala mi relacja z matką, wieczne krytykowanie. Poczułam się odrzucona, ponieważ pierwsza praca była dla mnie bardzo ważna. Papier z tamtąd miał mi wiele gwarantować i liczyć się dla psychologa. Przyjechał do mnie chłopak na weekend z Białegostoku, ja byłam przerażona. Namówił mnie, abym to rzuciła w cholerę.
Byłam tak zaszczuta, że po prostu wyjechałam z nim z miasta i nie powiadomiłam nikogo, że odchodzę z pracy. Zgłosiłam to jedynie w urzędzie, że rezygnuję. Ze strachu i pogardy do pracowników, nie byłam w stanie nikogo powiadomić, że odchodzę przed czasem, po 2 miesiacach. Rodzina się bardzo wtedy na mnie wyżywała, szczególnie konkubent matki - policjant. Szły wyzwiska od najgorszych, poczucie winy na seks, porównywanie do nierobów. A ja przecież mam prawo zrezygnować, jeżeli mi gdzieś źle? Chciałam sobie poradzić społecznie, bo zawiodłam się na rozwoju, całym sercem się na nim zawiodłam. Dlatego dostałam w dupę w pracy.
Miesza się we mnie do tej pory wstyd, że nie raczylam nawet powiedzieć komendantowi, że odchodzę. Po prostu uciekłam jak tchórz. Chociaż minął rok, na wspomnienie pierwszej pracy jest mi mocno przykro. Popełniałam drobne błędy, jak stażycie przystoi, który nie rozumie urzędowych pism z sądu. Odpaliło mi prześladowanie mnie w szkole, w domu...wszystko na raz. Żal mi tylko komendanta, który był dla mnie bardzo dobry. Z każdego miejsca uciekam. Z domu, z pracy. Nigdy się nie żegnam.
Boję się teraz powrócić do jakiejkolwiek pracy po studiach. Nie chcę powtórki. Wiem, że jestem zdolna i wiele potrafię, ale chyba nie stać mnie na chamstwo wśród ludzi. Jest mi przykro od rana. Chyba postawię na własny biznes, bo będąc komuś podległą skazuje się na poniewieranie mnie.
To już nieważne, sama chciałam pracować w policji, jako psycholog, dlatego poszłam na staż. Teraz już nie chcę. Chodzi tylko o sposób traktowania mnie i nabycia pierwszych doświadczeń zawodowych. Stąd moje wyżalenie się.
-
musisz pracowac z facetami - potrafisz ich owinąć dookoła palca (co niestety wyczuwają kobitki i je to wkurza ;p)
-
BlackRose
Ja w poprzednich pracach bardzo czesto spotykalam sie z zazdroscia kobiet-prawie w kazdej pracy.
Mialam zawsze swietny kontakt z mezczyznami w pracy bo mnie sluchali i rozumieli i czasem sami pocieszali,ze mam sie nie przejmowac zazdrosnymi kolezankami ktore non stop puszczaly w moja strone klatwy.
Ja zaczelam bronic sie niestety ich bronia-czyli zaczelam im pokazywac ze nie dam sobie wejsc na glowe.
Poskutkowalo.Czasem w takich przypadkach to jest najlepsze wyjscie jezeli nie chce sie byc traktowanym jak smiec i atakowanym z kazdej strony.
Na szczescie jak zaczynalam podnosic swoja samoocene to pozniej juz coraz mniej takich osob sie kolo mnie platalo.
Nawet zaczelam spotykac kobiety w pozniejszych pracach,ktore mnie dosc mocno wspieraly w tym co robie i chwalily moje umiejetnosci.
-
Tutaj najwazniejsza jest samoocena-i co ciekawe ja mialam robiona szczegolowa analize badania samooceny i na samoocene sklada sie tyle rzeczy,ze nie moglam uwierzyc:)W analizie Leszka samoocena jest zaznaczona ogolnie,natomiast nie ma tam zaznaczonych poszczegolnych rzeczy,ktore nam glownie zanizaja ta samoocene a to jest najwazniejsze.
-
Ja wiem, tyle, że zawiodłam się na sobie poprzez tę pracę. Boję się, że będzie tak ponownie. Ja z reguły jestem ułożona i nie lubię kłopotów, przemocy. A ludzie tam w pracy mieli nerwicę.
-
BR
Wiem cos o klimatach panujacych w policji,narzeczony mojej siostry jest policjantem ,znalam Go juz przd wstapieniem do policji-po dwoch latach sluzby stal sie czlowiekiem nie do poznania,oczywiscie na nie korzysc..
-
Ja wiem, tyle, że zawiodłam się na sobie poprzez tę pracę. Boję się, że będzie tak ponownie. Ja z reguły jestem ułożona i nie lubię kłopotów, przemocy. A ludzie tam w pracy mieli nerwicę.
BR dlaczego uważasz, że się zawiodłaś??
To czego doświadczyłaś to mobbing w pracy (http://kadry.nf.pl/Artykul/6923/Mobbing-w-pracy-Mobbing-w-miejscu-pracy-Mobbing-kodeks-pracy/manipulacja-mobbing-zarzadzanie/) i jest karalne.
Być może teraz jest już za późno, żeby tamto zgłosić.
Ale masz prawo się bronić i nie ważne, czy jesteś stażystką, czy początkującym pracownikiem. I nie ważne czy to policja czy inna rządowa instytucja. Jak babsztyle są znerwicowane, to niech idą na terapię, a nie się wyżywają na innych.
Nie bój nic. Następnym razem rzuć babsztylom paragrafami i rób notatki służbowe(to rada mojej kadrowej) i jak po dobroci nie posłuchają, to jest wtedy dokumentacja, którą się można w sądzie pracy posłużyć.
-
GA,
jest za późno. Na pracy się zawiodłam bo dawałam z siebie bardzo wiele, a nie wyszło. Teraz od miesięcy nie mam pracy i to mnie dobija, chociaż codziennie wysyłam kilkanaście CV. Wywala mi, że na nic studia w tym wyścigu szczurów.
Wiem, że to był mobbing ponad rok temu. Miałam depresję, ale partner mnie z tego wyciągał. Nadal jednak myślę, że jak coś mi się trafi to znów będę poniżana w pracy. To kwestia zmienienia wyobrażeń. Nie wrócę tam, bo głupio mi się tłumaczyć i z nimi kłócić. Mogłam od razu interweniować i powiedzieć dlaczego odchodzę. Teraz to już mi rybka :) Najważniejsze co ja zrobię ze sobą w przyszłości zawodowo, chcę się jakoś ogarnąć.
-
BlackRose zatrzymaj się z tym wysyłaniem CV i zobacz że to Twoje intencje do siebie spowodowały ten mobbing i potem Twoje wypalenie. Wyciągnij z tego wnioski i powiedz sobie że do następnej pracy podejdziesz bardziej po lekku, tak jak pisałaś że afirmujesz - że praca ma służyć przede wszystkim Tobie. Poopukuj, odreaguj co zostało i niech tak będzie i wtedy od razu znajdzie się fajna praca :)
Ja, Ania, zasługuję na szacunek w pracy. Taka jaka jestem, bez udowaniania komukolwiek jak potrafię ciężko pracować i się starać ;))
I na wsparcie też.
Tak bardzo bym chciał żeby Ci się udało :)
Na boku - przerabiałem ostatnio temat od drugiej strony. Mam życzliwego szefa ale obawiałem się wciąż problemów z jego strony. Wytłumaczyłem sobie że on ma być właśnie od tego żeby mi pomóc, wesprzeć mnie i sprawić żebym czuł się dobrze w tej pracy, BO PRZECIEŻ DZIĘKI MNIE ON ZARABIA GRUBY HAJS. Ma to sens jak się nad tym zastanowić, i jak to sobie uświadomiłem to mi poodpuszczało i poczułem większy luz.
-
I ten, zastąp to wszystko poczuciem mocy!
-
Wiem, że moje intencje bo większą część mojego życia zdominowała mentalność ofiary. Tamtą pracę znalazłam po przebojach z pijącym ojcem, dlatego nie dziwię się, że było źle, i że nie potrafiłam się nawet obronić. Całe życie mi się odbiło w tej pracy.
Trzymam się z wysyłaniem CV. Ja nie wiem czy większa część absolwentów ma takie problemy, czy tylko ja wymyślam. A może to bezrobocie? Nie mogę sobie zarzucić, że się nie staram, bo oprócz wysyłania, chodzę po różnych placówkach. Codziennie staram się pracować z afirmacjami, co jakiś czas regresing, EFT. A jednak docierają do mnie tylko odczucia, że nie wiem czy sobie poradzę w tym życiu, czy uzbieram na siebie, swoje utrzymanie. Będzie ciekawie, jak niedługo nie będę miała za co jeść w obcym mieście ; /
Sorry, że narzekam, ale to mnie dusi pomimo sesjowania. Nie mogę przejść jakiegoś etapu.
Mam pragnienie pracy przy jednoczesnej niechęci (np do rannego wstawania i robienia czegoś bezsensownego), z drugiej strony wiem, że muszę popracować, aby uzbierać kasę na samodzielny biznes. Ahh, chyba wypada mi nad tym pomedytować i po prostu czekać.
-
BlackRose
Moja kolezanka jest po bardzo dobrych studiach,roznych kursach,szkoleniach-czyli ma bardzo dobre wyksztalcenie.
Pracuje jako nauczyciel.Bardzo czesto zmienia prace bo w pracy ja zupelnie nie sznuja!!Wychowankowie,inni nauczyciele.Pomimi iz jest bardzo dobra nauczycielka.
Po paru sesjach doszla do tego dlaczego tak sie dzieje.Wymyslila sobie,ze bedzie grala role glupka..,i tak tez ja wszyscy traktowali,jak male nierozgrniete dziecko ktoremu trzeba wszystko tlumczyc po 10 razy!Ale..z pracy nie chcieli ja zwalniac bo byla dobra,i mieli sie na kim wyzywac.
Ja tez jak z nia rozmawialam to czesto sie zastanawialam-taka madra osoba ,dlaczego za wszelka cene chce wszystkich do siebie zniechecic i udowodnic ,ze jest glupia.
Takie miala intencje wobec siebie,aby wszyscy ja tak postrzegali bo wtedy czula ze uwaga jest skupiona na niej .Niewazne,ze negatywna.Bardzo chciala aby ludzie sie nia interesowali i wymyslila sobie,ze bedzie to robic takimi sposobami.
Nie dziwota,ze pozniej przezywala frustracje jak sie tak bardzo starala-a wszyscy w niej widzieli kogo widzieli.
-
BR
A może ten brak pracy wynika właśnie z przerażenia pś, że sytuacja się znowu powtórzy? Po takich przeżyciach musisz być mocno zniechęcona do tego, aby Ci się udało coś znaleźć, co na pewno ma duży, a może nawet kluczowy wpływ na brak efektów w kreacji.
Ja bym popracował przede wszystkim nad zmianą wyobrażeń na temat miejsca pracy i kontaktów z ludźmi w pracy - dużo wizualizacji i koncentracji na miłych odczuciach :)
Mam pragnienie pracy przy jednoczesnej niechęci (np do rannego wstawania i robienia czegoś bezsensownego)
Znam te uczucia - u mnie wynikały raczej właśnie z tych niemiłych wyobrażeń na temat pracy - pś szukała sobie wymówek, aby ugruntować się w tym, że nie warto mieć pracy. To takie zbieranie energii na to, aby wstrzymywać kreacje wspaniałych szans i możliwości zarabiania, którymi Bóg obrzuca Cię na każdym kroku :)
-
BlackRose
Miałam taki etap, że też nic mi się nie chciało, wszystko wydawało bez sensu. Nadal tak trochę jest, ale już dużo dużo mniej.
Mi pomogła afka: Moja praca, twórczość i działania są zawsze wartościowe i mają sens.
Nie jest jeszcze ona urzeczywistniona, ale chętniej działam, odeszło dużo poczucia braku sensu działania, z sensem pracy też nie jest różowo, ale tu chodzi o lęki przed ludźmi, lęk że Bóg nie ma dla mnie tego co dobre tu w materii. No ale medytuję i powtarzam sobie, że Bóg ma dla mnie spełnienie i szczęście, idealną dla mnie pracę, uzdrowienie, uwalnia mnie od cierpienia, ma dla mnie dostatek i dobrobyt, wszelkie możliwości i wsparcie a ja się na to otwieram:)
Zabawne jest to, ze po tym jak miałam węzły w temacie demonicznych moich masakr dokonywanych na kobietach i dzieciach, to teraz niedługo po tym dostałam propozycję stażu jako opiekunka w przedszkolu. Lol, nie wiem co o tym myśleć:P
Opcje pracy za taniochę, takiej byle przeżyć i nie brać od rodziców kasy, 8 o godzinnej codziennej czyli niezbyt fajnej, to się zawsze znajdą, ale o samodzielne bogactwo i spełnienie w pracy, już mi gorzej. No ale w koncu to przyjdzie:) Pracuję nad tym.
Semira
Ehh mnie zwykle wyrzucają po tym jak coś odreaguję...co mi nie pasuje w relacjach z ludźmi zwykle. Albo rezygnuje z bycia wykorzystywaną i nie daję sobą manipulować, jestem konkretna, szanuję siebie itp. Jakbym wierzyła, że w pracy jak będę z sobą samą ok, wybiorę harmonię, to mnie wywalą.
-
Grażyna Anna
"Następnym razem rzuć babsztylom paragrafami i rób notatki służbowe(to rada mojej kadrowej) i jak po dobroci nie posłuchają, to jest wtedy dokumentacja, którą się można w sądzie pracy posłużyć."
O jakich notatkach służbowych mówisz?
-
BlackRose
Trzymam kciuki:)
-
Laka
Tylko,ze moja kolezanka jest jedna z tych osob ,ktore mysla ze sama sesja I odkrycie pierwotnej intencji wystarcza.Zapomina o tym,ze po sesji sa tez afirmacje I wprowadzanie nowych ,pozytywnych tresci do podswiadomosci.Bo wiadomo jak nie ma nic w zamian to podswiadomosc wraca szybko do tego co stare I znane.Ja to osobiscie nazywam efektem jojo w regresingu:)
-
Semira
No u mnie są to różne rzeczy. Mam nadzieję, że poniżanie w pracy mam za sobą. Ostatnio trafiałam na sytuacje, że mój szef bał się mnie. Choć byłam bardzo miła. Chyba był mniej pewny siebie niż ja.
-
Z tego co piszecie, widzę, że poniżanie w pracy jest dość częstym zjawiskiem. Byłam po prostu zdziwiona i zawiedziona, ponieważ nie sądziłam, że to będzie dotyczyło mnie.
"Opcje pracy za taniochę, takiej byle przeżyć i nie brać od rodziców kasy, 8 o godzinnej codziennej czyli niezbyt fajnej, to się zawsze znajdą, ale o samodzielne bogactwo i spełnienie w pracy, już mi gorzej."
Laka,
Tak, tyle, że mi się trafiają oferty za najmniejszą taniochę jaką można sobie wyobrazić. Np pisanie tekstów - 1zł za 1000 znaków. ;)
Clint,
owszem trochę się boję ;) na stażu też wymagają. A ja bym nawet już do żłobka chciała, lub przedszkola. Nie wyobrażam sobie jednak, że mam wstac przed 6 i wrócić na chate o 17.
Za 1200zł :)))
Pewnie takie wyobrażenia i zmuszanie siebie do pracy są wystarczająco blokujące. Ale ciężko wyzwolić się spod presji jeśli ma się samemu utrzymywać :)))
-
Black Rose
OMG
1zl za 1000znakow???Przeciez to wyzysk jak w chinach!Moze musisz tez popracowac nad przekonaniem,ze Twoja praca jest wartosciowa i dobrze platna.
-
Proszę o to dowód:
Witam,
Mamy do pisania zarówno precle, teksty wyższej wartości, precle po
angielsku i niemiecku.
Stawki są takie:
1zł za 1000 znaków- precle po polsku
od 1,4 zł za 1000 znaków- wyższa wartość po polsku
od 3zł za 1000 znaków- arty po niemiecku i angielsku.
W załączniku wysyłam umowę i wytyczne.
Prosiłabym o nieodpłatny przykład tekstu wyższej wartości i niższej, lub
jeśli pisze Pani w tych językach przykład tekstu po angielsku i
niemiecku- może być link do Pani pracy. Chodzi mi wyłącznie o próbkę Pani
możliwości, teksty nie zostaną przez nas nigdzie wykorzystane. Tematyka
dowolna.
Haha ;) wyśmiałam ich w odpowiedzi, zapytałam czy to żart na dzień dobry i czy oni myślą trzeźwo
-
O jakie precle chodzi?Takie do jedzenia bo nie kumam...
Ja za taka stawke za przeproszeniem nawet bym swojej du... z lozka nie sciagala rano,zeby to napisac.
Wiecej bym chyba zarobila zbierajac puszki po piwie ..
-
Haha, no właśnie ;)
-
O kurde, ludziom odbija i to porządnie.
Moja siostra miała kiedyś dostać się na bezpłatną praktykę do jakiejś firmy, półroczna bezpłatna praktyka, bez szału, żeby nie było, że nie wiadomo co, miała sama sobie opłacać dojazd, do tego pracować na pełen etat w zamian za papierek na koniec, no
i była jeszcze do tego rekrutacja jak do jakiejś wypasionej korporacji. I masa chętnych:O
Najgorsze jest to, że ludzie się nie szanują, idą na to...mieszkają kontem u rodziców, albo studenci, na ich utrzymaniu, w ten sposób psują rynek...
-
Grażyna Anna
"Następnym razem rzuć babsztylom paragrafami i rób notatki służbowe(to rada mojej kadrowej) i jak po dobroci nie posłuchają, to jest wtedy dokumentacja, którą się można w sądzie pracy posłużyć."
O jakich notatkach służbowych mówisz?
Piszesz notatkę z wydarzenia. Np. dnia tego i tego, pani/pan ten i ten, zachował się wobec mnie w taki i taki sposób. Świadkami byli .... (jeśli jacyś byli). Moja reakcja na zachowanie pani/pana była taka, a taka.
Chodzi o to, żeby potem można było dokładnie przedstawić zdarzenie. Pamięć ludzka jest zawodna i ludzie często po czasie nie są wstanie dokładnie opisać sytuacji.
Taki rodzaj notatek doradził kadrowej specjalista od prawa pracy.
-
Grażyna Anna
Aha dzięki:) Dobry pomysł.
Choć wolałabym nie być w takiej sytuacji i nie musieć ich pisać:)
Ale wiesz tak czuje, że mam jeszcze pewne niespełnienie, by kogoś tak "udupić", żeby poczuć, że mam moc się skutecznie obronić. Udowodnić sobie swoje bezpieczeństwo w materii, że też mogę.
To chyba nie są czyste intencje...
Żeby nie było tak, że ja ciągle mam uciekać, albo rezygnować z pracy, którą lubię, ze względu na ludzi.
Mój były chłopak, został napadnięty w biały dzień na starówce, przez całą bandę meneli, bronił się dzielnie, ale było ich dużo, wepchnęli go w szybę sklepową, i uciekli. Na szczęscie nic mu sie nie stało. Ale on jeździł potem z policją i ich szukał. Na koniec jednego wsadził za kratki( miał wyrok w zawiasach). Tylko, że on i rodzice i brat to cała rodzina prawników:P
No ale pamiętam, że mial niezłą satysfakcję z tego.
-
Na 60 osób z moich studiów, może 2 znalazły pracę. A mieliśmy być takimi zajebistymi specjalistami, których rozchwytują. Teraz sobie myślę, że troszkę się nabrałam, lepiej było zbierać doświadczenie dużo wcześniej, chociażby skonczyć jakieś studium i mieć konkretny zawód a nie taki który wymaga długoletniego kształcenia się nawet po 5 latach.
Tak, ludziom odbija i to jest wyzysk, aby nie powiedzieć wyścig szczurów. Ja bym była super szczęśliwa jakbym na początek miała te 2 tysiące i mogła sobie coś dodatkowo kończyć, odkładać - tak ustabilizować się i przekonać o własnej skuteczności. Potem by się zawsze trafiło coś lepszego, wraz ze wzrostem samooceny.
-
BlackRose
Na studiach wykładowcy stwarzają taką atmosferę, że to nie wiadomo co te studia:) Potem można się rozczarować.
Pamiętam jak moi znajomi kończyli socjologię, para. I byli przekonani o swoich możliwościach, wierzyli, że po studiach dostaną super pracę, a potem było tak, że koleżanka stwierdziła od niechcenia, że ok popracuje w sklepie( nie mogla znaleźć nic w zawodzie, choć była dobra), poszła na rozmowę, a tam kierowniczka popatrzyła na jej CV z pogardą i stwierdziła, że jej dziękuje, bo ma nie spójne zainteresowania( lubi francuskie kino i uczy się włoskiego:P). I taki był powód. Stwierdzili potem, że oni już nie wiedzą co to znaczy dobra praca. A byli jeszcze pod koniec studiów pełni zapału, wiary w siebie i optymizmu jak się z nimi rozmawiało.
Życie weryfikuje po studiach wzorce i samoocenę.
-
Dlatego ja mam ostatnio konkretne wątpliwości co do zostania rzeczoznawcą majątkowym. Rok podyplomówki, rok praktyk, egzaminy, które zdają jednostki z setek kandydatów i to wszystko kosztujące razem kilkanaście tysięcy. No i jak już się to wszystko przejdzie to zostaje szczelne środowisko oparte na znajomościach i układach, gdzie niełatwo się przebić.
Ja wiem że wszystko jest do zrobienia i pewnie mógłbym, jakbym chciał, ale za jaką cenę? I bez tego start w dorosłe życie w obecnych czasach to nie jest takie hop siup, a ja jeszcze nie mam tak dobrej karmy żeby szaleć. Tak właśnie ostatnio miałem przemyślenia w temacie i doszedłem do wniosku, że za bardzo planuje i za bardzo sobie komplikuje ciągle stawiając wysokie poprzeczki i odsuwając to spełnienie w czasie.
Tak więc olewam planowanie i idę na żywioł, zdając się na Boga. Będę się chwytał wszystkiego co mi się wyda ciekawe i liczę na to, że wszystko tak się ułoży, że jakoś odnajdę swoje miejsce. W końcu jestem dość elastyczny i mogę robić różne rzeczy - nie widzę powodu, aby upierać się przy jednym, konkretnym zawodzie bo na razie nie ma takiego, który bym jakoś szczególnie pragnął.
-
Chyba powinnam sie cieszyc,ze nie poszlam na studia od razu po maturze czytajac Wasze posty.
Postawilam na nauke jezyka i szukania pracy za granica,gdzie papierek z polskiej uczelnii liczy sie tyle co zeszloroczny snieg.
-
Czytam i oczom nie wierzę:) przyjmujecie opinie innych o problemach po studiach, bo skoro oni doswiadczyli to tak jest. Inni piją, ćpają i wiecie, że Was to nie dotyczy, ale problem z pracą Was dotyczy. Jak to?coś jest nieugruntowane to wychodzi, a Wy dalej bo tak jest-nie nie jest, to Wy macie program na taką rzeczywistosc i potwierdzacie sobie okreslonymi znajomymi.
-
Nie składam jedynie na psychologiczno-pedaoggiczne stanowiska, ale równiez praca biurowa, telemarketing, redaktorzy, tłumacze. Co tam tylko mogę i czuję się na siłach, że się nadam. Najczęściej dostaję odmowę, bo piszą mi, że brak doświadczenia, a praktyki studenckie się nie liczą.
Po maturze, chciałam wyjechać z pewną osobą do Gdyni i zakładać działalność. Szkolenia duchowe, uzdrawianie, coś w tym stylu. Rodzina mi nie pozwoliła, były takie awantury, że zachodziło na obłęd, do tego doszło picie ojca. Zrezygnowałam z tego pomysłu i poszłam na studia, do których mnie praktycznie zmuszono. Wtedy już zaczęła się u mnie ostra patologia, która nie pozwoliła mi ani pracować, ani uczyć się - więc i te studia ledwo zdane i bez doświadczenia. Stąd moje najgorsze stany emocjonalne, że nie postawiłam na swoim i dałam się urobić rodzinie. Teraz nie czuję się ani pewnie ani odważnie, żeby realizować to co kiedyś gdy działałam bardziej w duchowości.
Pozostaje mi afirmować i modlić się o najlepsze rozwiązania, a nóż uda mi się coś wymyśleć i przyciągnąć do swojego życia.
To przykre, że rodzina potrafi na tyle wykończyć przez 5 lat studiów, że potem ledwo chodzisz. Ale widocznie tak miało być, jestem chyba zbyt zmęczona, by analizować.
Clint,
to wydaje się fajne, ale drogie. Może warto? jeżeli masz ku temu możliwości.
-
Iustitia,
ja tu trochę zabarwiam wątek, bo mi wywala i pś szaleje :))) Wiadomo, że nawet po studiach można sobie super radzić, ale ja oceniam teraz z perspektywy czasu, że lepiej było zdobywać doświadczenie i kreować troszkę inaczej. Chociażby pracować, a uczyć się zaocznie.
-
BR
pytanie co Cię ogranicza? najprosciej przywolac w medytacji i uzdrawiac az dojdziesz do swiatla. Proste a skuteczne. Tez sobie marzę o pracy na etacie, ale mi sie etat kojarzy z dennymi zarobkami wiec wole marznac moknac ale zarabiac fajnie i w krotszym czasie a potem robic to co lubie /czyli sie uczyc:)/Tez mam za soba mobbing-bylo mi przykro, ale to mnie "zmusilo"do zajecia sie ofiara w sobie.
-
BR
Ja wciąż nad tym zastanawiam i na szczęście nie muszę się spieszyć, bo najwcześniej i tak dopiero za rok mogę zacząć podyplomówkę. Jeżeli to miałby być praca na spory kawałek życia to pewnie by było warto, ale jeżeli miałbym przy tym spędzić jedynie kilka lat i rzucić w cholerę na rzecz czegoś innego, to trochę szkoda takiej ilości czasu, energii i pieniędzy.
Mi się marzy kiedyś w przyszłości zostać takim drugim Darkiem Logą - poprowadzić jakieś warsztaty, porobić sesje regresingu, nagrywać medytację i inne takie szmery-bajery. No, ale na razie jeszcze muszę się bardziej skupić na sobie, zresztą chętnie bym porobił na razie co innego, żeby popróbować różnych rzeczy i jednocześnie mieć różne okazje do przekraczania własnych ograniczeń.
-
Iustitia,
marznąc i moknąć? dlaczego?
o jakim uzdrawianiu piszesz? Uzdrawiać aż dojdę do światła...no tak, codziennie nad tym pracuję.
-
Black Rose
dzis sprzedawalam-popadalo troche ale wynik sprzedazy mi sie podobal.
Z praca jest podobnie jak ze zwiazkiem-masz tyle na ile sie zgadzasz i co Cie satysfakcjonuje. Moglas przerobic ze zwiazkiem to latwiej CI bedzie z praca=bo juz wiesz, ze Twoje marzenia moga sie spełnic:)
-
Czytam i oczom nie wierzę:) przyjmujecie opinie innych o problemach po studiach, bo skoro oni doswiadczyli to tak jest. Inni piją, ćpają i wiecie, że Was to nie dotyczy, ale problem z pracą Was dotyczy. Jak to?coś jest nieugruntowane to wychodzi, a Wy dalej bo tak jest-nie nie jest, to Wy macie program na taką rzeczywistosc i potwierdzacie sobie okreslonymi znajomymi.
Kocham cię za to :***
-
Mi się marzy kiedyś w przyszłości zostać takim drugim Darkiem Logą - poprowadzić jakieś warsztaty, porobić sesje regresingu, nagrywać medytację i inne takie szmery-bajery. No, ale na razie jeszcze muszę się bardziej skupić na sobie, zresztą chętnie bym porobił na razie co innego, żeby popróbować różnych rzeczy i jednocześnie mieć różne okazje do przekraczania własnych ograniczeń.
Tylko na zajęciach nie siadaj jak Darek :D Plizzz :)
Jak go widzę na nagraniach to wyje ze śmiechu, tak mi buddyjskiego mnicha przypomina ;)
-
Ja jak pomyśle o przyszłości i o tym, że przez następne 27 lat mam pracować jak teraz, to sobie myśle, że chyba na głowę upadłam ;)
Czas zdecydowanie na coś innego.
-
"Tak więc olewam planowanie i idę na żywioł, zdając się na Boga. Będę się chwytał wszystkiego co mi się wyda ciekawe i liczę na to, że wszystko tak się ułoży, że jakoś odnajdę swoje miejsce. W końcu jestem dość elastyczny i mogę robić różne rzeczy - nie widzę powodu, aby upierać się przy jednym, konkretnym zawodzie bo na razie nie ma takiego, który bym jakoś szczególnie pragnął."
Ja tak teraz robię. Biorę to na co jestem otwarta. Choćby staż. By coś robić w temacie, mieć kasę, tez na zabiegi uzdrawiające, uzdrawiać co tam jeszcze mi wychodzi blokującego. I do przodu:)
Jestem dobrej myśli. Choć faktem jest, że to trochę trwa. No ale wierzę, że Bóg mnie poprowadzi najlepszą i najkrótszą drogą:)
-
To było nieludzkie i nienormalne. Mówiłam coś a słyszałam - nie chce nam się nawet na ciebie patrzeć, patrz się w ścianę.
8 h z nimi i patrzenia w ścianę? Porównały mnie do wszystkich poprzdnich stażystek i że takiej nierozgarniętej i głupiej jeszcze nie miały. A przecież ja robiłam wszystko co w mojej mocy...
2 lata temu, przeżyłam to samo.
U mnie dodatkowo te 3 osoby które stosowały mobbing, codziennie chodziły do kierownika i skarżyły na mnie wymyślając historie a on im wierzył, bo ja tam byłam nowa a on je lubił.
np gdy jadłam to one wychodziły twierdząc że moje jedzenie śmierdzi.
Byłam tam 4 miesiące po czym kierownik mnie przeniósł argumentując że jestem zbyt głupia jak na taką pracę, a to była prosta praca w magazynie.
Głowna przyczyna to była zazdrość o wyższe wykształcenie.
Zostałam zniszczona przez nich totalnie i bardzo długo trwało wygrzebywanie się z tego.
Obecnie mam bezstresową pracę i miłego kierownika.
-
Inga
"Obecnie mam bezstresową pracę i miłego kierownika."
Ale miło czytać taką zmianę w porównaniu z tym co opisałaś:)
-
Inga,
super, że teraz masz lepiej. Takie zmiany wywołują uśmiech na twarzy.
Do mnie dotarło, jak istotne jest wsparcie rodziny, jaka by ona nie była. Tak nauczyłam się uzależniać od nich, że bardzo wpływają na moje stany emocjonalne. Dzisiaj zadzwoniła mama i opowiadała jak mnie wszyscy chwalą, za to, że jestem, że mieszkam w Białymstoku, nawet za to, że nie mam pracy. A do tej pory były pretensje i presje. Albo się wszyscy zmówili i z taką radością do mnie, albo odpuściłam sobie pokoleniowe znęcanie się nade mną. Takiego luzu nigdy od matki nie czułam i wspierania mnie :) To na pewno sprawia, że łatwiej jest się odnaleźć we wszystkim. Wcześniej jak mi nie pozwalali jeździć na regresing to dzisiaj usłyszałam - jedź jedź nawet 5 razy w miesiącu, przyjeżdzaj do nas kiedy chcesz my cię nie zmuszamy. No normalnie szczena opada z wrażenia. Ciekawe na jaki pomysł wpadli.
-
Moim zdaniem na każdego gdzieś czeka odpowiednia i korzystna dla niego praca niezależnie od tego jak jest obciążony, zryty i w jak beznadziejnym stanie czy sytuacji mu się wydaje ze jest.
Wydaje mi się, ze tak jest za swoim przykładem.
-
BR,
Poniekąd odnośnie pracy: zauważyłem że ludzie, którzy są na bakier z materią, bardzo często mają "dwie lewe ręce". I nie chodzi tu tylko o niezgrabność, a o specyficzne autodestrukty, które powodują że za co się nie zabiorą, to wynajdą najgorszy możliwy sposób ;) Zaczyna się to na prostych rzeczach, typu nawet nalewanie herbaty ("a, tu przytrzymam" -- chlust!), a oczywiście sięga daleko. I mocno przejawia się jako brak kompetencji w pracy.
Jeśli jeszcze taka osoba chce coś zrobić po swojemu "bo tak szybciej", to nie pozostaje nic innego jak odsunąć się na bezpieczną odległość i otworzyć popcorn ;)
EDIT:
Ma się rozumieć piszę również z własnego doświadczenia, jako że już chyba w większości to przepracowałem.
-
Black Rose
:D No nieźle:)))
Ale to możliwe, moim tez tak się radykalnie pozmieniało do mnie, jak u siebie pouzdrawiałam:)
-
Black Rose,
to fajnie, że odczuwasz wsparcie bliskich osób. Na pewno bardzo ci to pomoże.
Dla mnie okazało się to kluczowe ostatnio w kwestii pracy i zarabiania. Straciłam "rodzinę" (grupę osób, która była dla mnie jak rodzina i dużo bliższa od tej biologicznej) i od razu wszystko mi się posypało w temacie radzenia sobie w materii. Bardzo trudno było mi znaleźć pracę, a jak już znajdowałam coś to z wynagrodzeniem na granicy przetrwania (6 zł/h lub najniższa krajowa), musiałam pracować po wiele godzin (do ponad 250 miesięcznie mi wychodziło), a potem jeszcze się okazywało po miesiącu pracy, że pracodawca jednak nie ma zamiaru mi zapłacić...
Poczucie osamotnienia i opuszczenia chyba wyzwalało u mnie takie programy. Trudniej jest sobie poradzić samemu (kojarzy mi się to z wypędzaniem kiedyś z plemion/grup, tzw. pozbawieniem ognia i wody, skazywaniem na wygnanie itp.).
Łatwiej jest, gdy ma się oparcie w grupie bliskich osób.
-
Lynd,
wiem, że tak bywa, nie ma to jak wyuczona bezradność. Na szczęście ja sobie radzę bardzo dobrze i z gotowaniem i sprzątaniem, potrafię załatwić wiele spraw, co mi tylko potrzebne. Było z tym różnie, jednak się wciagam i czuję coraz lepiej :)
-
Mirea,
"Poczucie osamotnienia i opuszczenia chyba wyzwalało u mnie takie programy. Trudniej jest sobie poradzić samemu (kojarzy mi się to z wypędzaniem kiedyś z plemion/grup, tzw. pozbawieniem ognia i wody, skazywaniem na wygnanie itp.). Łatwiej jest, gdy ma się oparcie w grupie bliskich osób." Ciekawe co napisałaś
-
Wydaje mi sie tez ,ze z tego wlasnie powodu wiele ludzi woli trwac w swoim piekielku niz np postawic na siebie i szukac lepszego zycia dla siebie poza grupa ludzi,ktorzy to piekielko stwarzaja.Tutaj swietny przyklad bitych ,ponizanych zon,ktore tkwia przy swoim oprawcy-bo to jest przynajmniej znane i pewne..
-
Oparcie nie koniecznie musi być w rodzinie ,szczególnie toksycznej bo takie oparcie to nic innego jak szantaż emocjonalny ,my Ci damy utrzymanie w zamian Ty masz zrezygnować z siebie i żyć tak jak my uważamy za słuszne .Działa tylko na osoby mające lęki egzystencjalne i nieczujące się bezpiecznie (np.finansowo ) w świecie .
-
Jest dużo przykładów osób ,które dzięki rozwojowi duchowemu i oparciu w Bogu egzystują sobie miło,przyjemnie i dostatnio działając w zakresie swoich pasji i talentów warto więc wierzyć ,że to też możliwe dla wszystkich skoro im się udało i wracać do tej wiary nawet jak mocno wywala w temacie i się wyjścia nie widzi dla siebie ,bo prędzej czy później się uda .
-
BlackRose
Myślę żę niepotrzebnie się tak wysilasz i presjonujesz z tą pracą i tak mocno na siebie naciskasz aby ją już znaleść. Lepiej jest chyba popracować jescze nad sobą i poczekać aż poczujesz że przyszedł na nią czas.
Bedzie tak jak i z rodziną, bo zmiana jest niesamowita. Mnie aż trudno uwierzyć żeby stosunek rodziny mógł aż tak się zmienić.
A we mnie nadal tkwi tamta trauma. Często mi się przypomina tamta sytuacja, często czuję jak tamte osoby nadal na mnie wrzeszczą i ja nadal się ich boję.
-
Wczoraj zapukał do mnie żebrak czyli ktoś kto nie ma pracy, po prośbie. Odmówiłam. A potem czułam się winna że nie wsparłam kogoś głodnego podczas gdy ja mam i mieszkanie i jedzenie. Czułam że powinnam zostać za to ukarana, bo źle postąpiłam. Wystraszyłam się tej kary i postanowiłam mu dać pieniądze gdy będzie schodził z góry. Otworzyłam drzwi i powiedziałam proszę. A on aż się cofnął. Wziął pieniądze i podziękował ale czuć było że nie ma w tym żadnej wdzięcznośći a on wziął te pieniądze wbrew sobie.
Czuć było taki duży opór z jego strony, ogromną niechęć do brania a to moje dawanie było bardzo nieprzyjemne, takie wciskanie na siłe gdy ktoś nie chce i nie jest w ogóle za to wdzięczny.
I nie dać źle i dać też źle. Nie ma dobrej opcji.
-
Inga, pewnie dlatego że działałaś pod przymusem, że "trzeba" dawać. Wtedy rzeczywiście nie ma dobrej opcji.
-
Inga
Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o...intencje ;-) Jak dajesz z intencją, że to co dajesz jest z Twojego nadmiaru dobrobytu to jest OK. Ale jak chcesz dać wbrew programom swojej podświadomości to jest to za bardzo rozwiązanie wbrew sobie.
Ja np: nie daję żebrakom domokrążcom bo obawiam się, że nauczą się chodzić specjalnie do mnie po kasę. Czyli jak widać nie jestem otwarty na dawanie więc lepiej nie dawać w mojej obecnej sytuacji. Jak oczyszczę ten temat, to decyzja w takiej sytuacji będzie z bardziej rozszerzonego poziomu świadomości.
P.S. Podobnie to ujął Lynd.
-
Inga, pewnie dlatego że działałaś pod przymusem, że "trzeba" dawać. Wtedy rzeczywiście nie ma dobrej opcji.
A czy jest taka opcja że ktoś daje mu pieniądze z serca i bez przymusu?
Jest to możliwe przy jego tak ogromnej niechęci do brania?
Co by się wtedy działo?
-
Bo jak ktoś nie chce brać to nie ma mozliwośći aby mu dać bez przymusu. Mnie inetresuje tylko ten człowiek bo on często do nas przychodzi a widzę że nie jest naciągaczem i wyłudzaczem tylko rzeczywiśćie nie ma z czego żyć.
-
A może on nie chciał brać, bo ty dawałaś pod tak dużą presją?
Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak nasze myśli i emocje wpływają na naszą mowę ciała i jak jest to odbierane przez innych.
-
Grażyna
Na pewno masz rację w tym co piszesz ale z drugiej strony ta jego niechęć do brania na pewno jest rzeczywista bo gdyby było inaczej to nie żyłby w nędzy.
-
Inga
"A on aż się cofnął. Wziął pieniądze i podziękował ale czuć było że nie ma w tym żadnej wdzięcznośći a on wziął te pieniądze wbrew sobie.
Czuć było taki duży opór z jego strony, ogromną niechęć do brania a to moje dawanie było bardzo nieprzyjemne, takie wciskanie na siłe gdy ktoś nie chce i nie jest w ogóle za to wdzięczny."
Myślę, że taka osoba czuje się bardzo niegodna, pewnie też winna i nie w porządku, że chodzi i żebrze, także upokorzona. Pewnie wiele osób mu odmawiało i odrzucało gdy chodził i prosił, to tworzy poczucie lęku i takie pomieszanie: muszę brać, żebrać, choć nie chcą mi dawać. A nie mam bo jestem nie godny, nie zasługuję.( Gdyby ktoś czuł się niewinny i godny, wartościowy, to pewnie by nie był w takiej sytuacji, tak myślę). Może też czuł się zły na siebie, że to robi, bo "musi". Tacy ludzie czuję też dużo niechęci do siebie, do innych ludzi.
A z Twojej strony intencja dawania z lęku przed karą, to nie była czysta:) On tez pewnie to odczuł.
Możliwe, że coś Ci pokazał, bo to jest ten temat: dawanie i branie. I u Ciebie i u niego. Tylko inny biegun i proporcje.
-
Przyznam, ze od kiedy sama jestem sobie szefem, pracuje mi się 1000% razy lepiej niż wcześniej.
Jedyny problem - brak mi odpowiedniej siły przebicia przy egzekwowaniu faktur - niektórzy klienci "fakturowi" zwlekają i po półtorej-dwa miesiące z płatnościami. Ktoś się zna, jak to skutecznie egzekwować... jednocześnie nie pozbywając się klienta na przyszłość? ;)
-
Hydrozagadka
A nie mozesz po prostu w swojej ofercie zaznaczyc,ze termin platnosci za Twoje uslugi jest np do 2 tygodnii?Wiem,ze moj ojciec tak robi ,bo wczesniej tez mial z tym problemy.
-
Semira:) - na fakturze jest zawsze podany termin płatności. Najczęściej własnie do 2 tygodni.
Wiem, ze można naliczać odsetki za przeterminowane faktury i muszę zacząć tak robić - lecz chciałabym też to robić tak, by klienci ze zleceń fakturowych mi nie uciekali - bardziej, żeby nauczyli się, że opłaca im się zapłacić w terminie ;)
No i chyba nie wiem, jak się do tego zabrać właściwie :)
-
Moj ojciec nalicza odsetki i dlatego klienci pilnuja ,aby placic w terminie.
-
Prosta odpowiedź. Dzięki. :) Chyba za bardzo próbuję się certolić, za przeproszeniem ;)
-
Kochajmy sie jak bracia,liczmy sie jak zydzi:)
-
hydrozagadka
najpierw te odsetki muszą byc przewidziane w umowie, dopiero potem możesz ich wymagac. Najszybciej-aneks do umowy podpisany przez obie strony. Maksimum dla odsetek czterokrotność stopy lombardowej kredytu udzielanego przez NBP-powyzej jest to lichwa, czyli przestępstwo karne
-
Odsetki są ustawowe i wynoszą teraz 13% w skali roku. Nie musisz ich w żadnej umowie określać, chyba że chcesz naliczać wyższe to wtedy jako odsetki umowne musisz je ustalić. Na klientów zazwyczaj odsetki źle działają, chyba że ty masz jakiś niestandardowych:). Lepiej może w przypadku następnych zleceń naliczaj większa marże sobie właśnie o te odsetki tym którzy się spóźniają z płatnościami. Poza tym przypominać się że mają Ci zapłacić.
-
Odsetki dzielą się na ustawowe i umowne-Kaja przedstawiła ustawowe, ja napisałam o umownych. Było-nie było postanowienie o dodsetkach musi znaleźć się w umowie.
-
Dzięki dziewczyny za podpowiedzi :) Jeszcze sobie doczytam w necie o tym co napisałyście, by to sobie ułożyć w głowie.
-
Grażyna może pś jeszcze nie wierzysz w to, że to co inni wybierają i to co Bóg ma dla nich to Ci jakoś przeszkadza w tym co Bóg ma dla Ciebie, chodzi o spełnienie. Jakby uzależnienia spełnienia od innych ludzi. A to Bóg ma dla Ciebie spełnienie tak czy siak:) Jak nie z tymi, to z innymi. Mi pomaga powtarzanie sobie tego w medytacji.
Laka zastanawiałam się nad tym, co napisałaś.
Ja mam spory problem z czuciem się ważną i traktowaniem swoich pomysłów i tego co robię za ważne, również dla innych.
Więc skoro ja nie jestem przekonana do końca, że to co robię i myślę jest ważne, to mam wątpliwości czy będzie to ważne dla innych, w tym dla Boga.
Natomiast wczoraj doszłam do wniosku, że jeśli Bóg mi coś daje, podpowiada, prowadzi, to znaczy że jest to dla niego ważne. Więc nie zrobi mnie w bambuko i nie zostawi mnie samą z pomysłem ;)
Więc jeśli mam jakiś pomysł z poparciem Boga ;) to znaczy, że znajdą się ludzie dla których to też będzie ważne i potrzebne.
Nie wiem czy to mam sens.
Na razie pś mi wywala, ą skąd mam wiedzieć, że moje pomysły są zgodne w wolą Boga i ND :/
-
Grzazyna Anna
Ja mam spory problem z czuciem się ważną i traktowaniem swoich pomysłów i tego co robię za ważne, również dla innych.
Trzeba dociec dlaczego nie czujesz się z tym ważna ztym wszystkim. Zacznij najpierw od tego, co oznacza dla ciebie bycie ważna, chodzi o podswiadomość, potem postaraj się o zdefiniowania tego zgodne z ogólnym pojeciem ważności.
Coś mi się wydaje że mocno idealizujesz to traktowanie swoich pomysłów- czy to misja?
Zacznij od niższego pułapu :)
-
Mateusz, ważne tzn. warte uwagi, potrzebne, przydatne, warte tego by za to zapłacić.
Żadne tam takie ważności wielkiej wagi ;)
Ale może masz rację, że za bardzo przywiązuję wagę do tego by to co robię było jakoś ważne.
Ale mam takie skojarzenie, że płaci się za to co jest ważne i potrzebne. Więc może to skojarzenie jest do zmiany.
-
Dopowiem, że z tym idealizowaniem może chodzić np. o jakieś dogadzanie, zadowalanie klientów czy coś żeby oni Ci potwierdzili ważność twoich produktów.
Może zacznij od tej strony: Ty sie chcesz jakoś przejawiać więc robisz to, co lubisz, co Ci sprawia przyjemność, jest dobre i jest dla Ciebie ważne, własnie z tych względów. Jakby nie było interesujące i przyjemne to bys sie tym nie zajmowała a w konsekwencji nie było by to dla Ciebie ważne.
-
Bo tak mi się wydaje, że to co robisz będzie ważne jak ludzie Ci to potwierdzą, a Ty zacznij od siebie, że to ważne dla Ciebie, bo?
Własnie dlaczego?
Choćby z tego powodu, że sprawia Ci to przyjemność, interesuje Cię dajesz temu uwagę, chcesz sie tym zajmować. A więc jest to dla Ciebie warte uwagi. Bo inaczej byś się tym w ogóle nie zajmowała.
Sama przydatność i potrzeba to nie wszystko.
Ja tak myslałem że tylko to ludzie kupią co im się przyda w życiu, do czegoś to użyją.
Byłem zdziwiony jak ludzie kupują mnóstwo rzeczy dla przyjemności, by sie nimi cieszyć. Ktoś mi mówił, że sobie kupił zegarek na rękę za chyba ok. tysiąc zł. bo mu sie taki bardzo spodobał, to go cieszy jak za każdym razem spojrzy, która godzina.
Ludzie coś kupują z przeróżnych powodów. To jest ich wybór.
-
Mateusz, masz rację ludzie kupują coś z różnych pobudek.
Chociaż jak coś kupują to z powodów dla których jest to dla nich ważne :D np. przyjemność ;)
Dobra, mam lęki, że nikt się nie zainteresuje tym co mam do zaoferowania i szukam sposobu na ich ominięcie/zlikwidowanie i najwyraźniej za dużo kombinuje.
-
Grazynka
ja wiem co czujesz, bo sama przez to przechodze.
Ucze sie refleksologii i mysle nieraz, ze nie bede miala klientow. Ale wtedy wiem co szwankuje i buntuje sie. Brak mi poczucia wlasnej wartosci. Dlatego pracuje nad tym. Przestalam sie przejmowac, kiedy ktos mi odmawia zabiegu, przestalam sie bac i wiecej ufac w Boga i w moje kreacje. Byl czas kiedy sie narzucalam i czulam jak zebram o zabieg. Zbuntowalam sie - ja wam jeszcze pokaze!!!! jeszcze na kolanach bedziecie do mnie przychodzic!!! ha ha - i uspokoilam sie. Teraz masuje moja szefowa i tylko wtedy kiedy ona mi to zaproponuje i bedzie mnie potrzebowac. Ostatnio mialam masowac i isc potem na spacer z jej psem.Potem ktos inny mogl isc z psem- wiec ona mnie odmowila....czyli znowu nie chodzilo o mnie tylko o psa. Ucieszylam sie, ze powoli oczyszcza sie moje natawienie- ludzie nie robia mi laski, ze sie masuja u mnie.Tak to ma byc.
dzis mam zamiar namalowac mandale..he he artystka ze mnie zadna...ale nieraz mam ochote cos "stworzyc" Powiem Ci szczerze- mandale nigdy mnie nie krecily....olewalam je jakby...do wczoraj kiedy znalazlam artykul o mandalach i kwiecie zycia i talizmanie HO-TU w "czwartym wymiarze".Pojawilo sie pragnienie- chce miec mandale.
Pomyslalam o Tobie, ze tak pieknie malujesz mandale i kiedys kupie sobie u Ciebie jakas sliczna mandale...teraz sie pobawie i wiem, ze dotrze do mnie jak ciezko jest samemu cos takiego stworzyc. Marze od dawna za pieknymi obrazami z energia i dusza. To sie u mnie budzi -to zamilowanie i powiem Ci, ze nie masz sie czego obawiac...na Twoje Mandale jest juz teraz zapotrzebowanie....ja jestem tego przykladem ;)
-
dzis mam zamiar namalowac mandale..he he artystka ze mnie zadna...ale nieraz mam ochote cos "stworzyc" Powiem Ci szczerze- mandale nigdy mnie nie krecily....olewalam je jakby...do wczoraj kiedy znalazlam artykul o mandalach i kwiecie zycia i talizmanie HO-TU w "czwartym wymiarze".Pojawilo sie pragnienie- chce miec mandale.
Pomyslalam o Tobie, ze tak pieknie malujesz mandale i kiedys kupie sobie u Ciebie jakas sliczna mandale...teraz sie pobawie i wiem, ze dotrze do mnie jak ciezko jest samemu cos takiego stworzyc. Marze od dawna za pieknymi obrazami z energia i dusza. To sie u mnie budzi -to zamilowanie i powiem Ci, ze nie masz sie czego obawiac...na Twoje Mandale jest juz teraz zapotrzebowanie....ja jestem tego przykladem ;)
Wcale nie tak ciężko. Na początku potraktuj to jako zabawę i na pewno fajnie wyjdzie :D
Na razie doszłam do wniosku, że jak będę robić to co kocham, co lubię i jest dla mnie ważne, to Bóg mnie będzie w tym wspierał :D
I tego się na ten moment będę trzymać :D
-
Czy coś zabawnego, śmiesznego, fajnego, oryginalnego musi być ważne?
Ja dostałem na jedną okazję kosz z różnymi nieważnymi i niepotrzebnymi rzeczami, ale za to smiesznymi i była z tego powodu zabawa, jak te drobiazgi były wyjmowane, wszyscy się śmiali i jeszcze ktos nagrywał.
Ludzie lubią być oryginalni, niepowtarzalni i to był o z tego powodu kupione.
Jolanta 16
Przestalam sie przejmowac, kiedy ktos mi odmawia zabiegu, przestalam sie bac i wiecej ufac w Boga i w moje kreacje. Byl czas kiedy sie narzucalam i czulam jak zebram o zabieg.
Bardzo fajne podejście, bez presji, przymusów, narzucania się...
Ja też tak miewam, już coraz rzadziej, że uzależniałem swoją samoocenę od tego co ludzie zrobią, czy też się obrażałem z ich powodu.
-
Może pojawić sie moda na mandale, jak jest moda na rzeczy z feng shui, i każdy będzie chciał mieć je w swoim domu :)
-
Mandalowy temat widze krazy po forum:)Ja sama od paru dni maluje sobie mandale-dzisiaj bylam zakupic chyba wszystkie kolory kredek jakie sa mozliwe aby moje mandale zawieraly wszystkie najpiekniejsze kolory:)
-
Dziś miałam lekcje nauki jazdy. I byłam u innego niż zwykle instruktora. Zawsze mi się wydawało, że "normalni ludzie" dobrze prosperują. Bo tak niby jest w przypadku tego pana, a jak weszłam w rozmowę, to się nasłuchałam tyle nie fajnych rzeczy, związanych z konkurencją itp klimatami, że mnie to zdziwiło. Zobaczyłam, jak funkcjonują biznesowo ci niby normalni ludzie, którzy prowadzą biznesy i niby dobrze im się powodzi.
Jak się wzajemnie podkopują. A przecież, z moich obserwacji, bardzo dużo osób robi prawo jazdy, jest często problem by się zapisać na sensowny termin u instruktora. Więc na brak klientów chyba nie narzekają.
-
Bo mandale są zaraźliwe :D
Ja mam w głowie mandale przestrzenne, tylko jeszcze nie umiem ich w obraz przenieść :)
-
Laka
Haha ja robilam prawko w polsce dokladnie rok temu i cale 30 godz jakie mialam do wyjezdzenia to bylo 30 godzin narzekania mojej instruktorki na konkurencje!:)))
-
Nie ma co się dziwić, że instruktorzy mają konkurencję jak często jest tak, że jeden instruktor to jedna szkoła jazdy. W moim 8 tys. mieście jest ich chyba z 5-6-ciu.
-
Ja na szczescie jednym uchem wpuszczalam te jej narzekania a drugim wypuszczalam inaczej zdalabym za 15 razem tak jak niektorzy:))I nasza Kinga modlitwa wstawiennicza mi pomogla:)
-
Jej, jak sobie przypomnę mojego instruktora.....mój miał silną nerwicę natręctw i przez jego tiki nerwowe, nie mogłam się skoncentrować, bo mnie rozpraszał :)). Do tego cały czas powtarzał, że nikt nie zdaje za pierwszym razem. Jakie było wielkie jego zdziwienie, gdy dowiedział się, że ja zdałam :)).
-
Kinga
To jest mantra wszystkich instruktorow:Nikt nie zdaje za pierwszym razem,nikt nie zdaje za pierwszym razem....:)
-
Semira
OMG:P No ja słyszałam od 2ch;)
A jaka modlitwa:)? Ja potrzebuję jakąś modliwe w temacie wspomagającą, bo mi slabo ta jazda idzie, pomimo, ze lubię jeździć. Nie wiem dlaczego... Wywala mi od jakiegoś czasu, że jestem jakaś "ułomna", za wolno się uczę, czasem czuję pomieszanie, nie mogę sytuacyjnie ogarnąć, jak za dużo rzeczy na raz. Na dodatek moja pś mam mechanizm ochronny na stres: wpadanie w nieprzytomność, coś jak lekki trans. Znieczulenie. To mi sie wlacza z automatu. Potrafię autentycznie sie wyłączyć i nie słyszec co druga osoba obok mówi, choćby krzyczała. Nauczyłam się od kiedy mój syn się urodził. To jest dobre, jak np muszę się bardzo skupić na jednej rzeczy, a on stoi i wrzeszczy, wymusza coś, to mogę się wylączyć na czynniki zewnętrzne i skoncentrować, ale tak poza tym to nie jest fajne. I czasem działa automatycznie, gdy wcale bym tego nie chciala. Moja pś niecierpii, chałasu, presji, czy chaosu, pomieszania. Afkuje jakis czas przytomność, ale ten mechanizm nie chce zejść. A jazda autem to też sytuacja gdzie jest wiele bodźców, wiec wiadomo...
Może powinnam afkę zmienić, na przytomne działanie, bezpieczne i skuteczne.
Buu mam kompleks ze za wolno się ucze i zapamietuję.
Grażyna Anna
To prawda, jest ich dużo, w Toruniu też. Ale ciężko się zapisywać, jak przychodzi co do czego. Nie wiem też jakie koszta oni mają na utrzymanie firmy. Nie znam sprawy od tej strony. No ale tak czy siak, taki instruktor ma jakiś grafik na dzien i wiecej kursantów nie wciśnie. A grafiki są pełne zwykle. Przynajmniej gdy ja sie chcialam umawiac, ale też od znajomych słyszałam, ze tak jest.
Wiec nie wiem co oni tak z tą konkurencją;)
-
Laka
Zamowilam sobie modlitwe wstawiennicza u Kingi:)Ja tez mialam leki mimo,ze uwielbiam jezdzic samochodem.Leki przezwyciezylam tym,ze czytalam przez miesiac swietny dekret Andrzeja Kluzy jak bezpiecznie prowadzic samochod:)
-
W takim razie może zlukam dekret:)
Lęków ja w aucie o dziwo nie mam zbytnio. I lubie to:)
Jedynie czego się boje, to to ze sobie nie poradze, zapomne, nie bede wiedziala co zrobić, coś pomieszam. Ale to mam nie tylko w aucie, ale ogólnie.
U mnie jakby cialo dziala lepiej i szybciej zapamietuje niż umysł. Umysł nie nadąza jakby.
-
Wiec nie wiem co oni tak z tą konkurencją;)
Ojej przecież to polska norma, że narzekać trzeba. Bo przecież cieszyć się nie wypada :D
-
Laka,
może afirmacje na trzeźwość i przytomność w czasie jazdy i w obecności instruktora ci pomogą :)
Instruktorzy lubią budować atmosferę lęków, niepewności. Wiadomo, jak człowiek czuje się niepewnie, nie wierzy w siebie, to skusi się na dodatkowe godziny jazdy....;))).
-
Laka ja przed samym egzaminem powiedzialam sobie ta modlitwe:
Moj Aniolku Strozu przekaz Aniolkiowi Strozowi mojego egzaminatora pozdrowienia pelne milosci,radosci i pokoju.
Mialam tak fajnego egzaminatora,ze zatrzymalismy samochod przed wyjadem na miasto i kazal mi wziasc 3 glebokie wdechy aby sie zrelaksowac:)
Ja zdawalam w Bielsku-Bialej gdzie o zdawaniu tam kraza juz takie horrory i legendy,ze tylko wytrwali psychicznie moga sie podjac tego wyzwania i zdawac tam prawko:))))
-
Laka sorki ten dekret byl autorstwa Slawomira Majdy:)Przesylam link jakbys byla zainteresowana-mi bardzo pomogl:)
http://www.cudownyportal.pl/article.php?article_id=1487
-
Ja jeszcze wroce do mandali ;)
A wiec pochwalilam sie. ze zrobie sobie mandale i poszlam do mojej kochanej coreczki po cyrkiel...a ona mowi - cyrkiel jest -rysikow brak. Wiec sprawa sie rypla, bo ja nie mialam ochoty wychodzic znowu z domu, bo u nas ciagle padalo. Pomyslalam sobie trudno, kupie jutro... Mam kredki takie historyczne od mojego meza z biura po jego poprzedniku. Ostatnio malowalam kredkami obrazek - drzewo milosci, gdzie byly laweczki z ludzmi juz siedzacym i na tym drzewie i innymi idacymi w tym kierunku i byl drogowskaz - serce czerwone i strzalka, byly tam inne drzewa - wiary i nadziei po bokach....mialam takie natchnienie i rysowalam sobie.
Ciesze sie na moja mandale...czytalam o jej wlasciwosciach....jaka bedzie nie wiem...ale nie bede sie spieszyc...sztuka jest isc za glosem serca i robic to co sie kocha..to najwieksze szczescie na swiecie...bo emanuje sie miloscia do samego siebie i szczesciem, ktore jest zarazliwe..albo przedmiotem zazdrosci innych. Ja jestem ostatnio szczesliwsza niz zwykle i jesz mi z tym dobrze i nie zamierzam sie celowo do innych nieszczesliwych zanizac. Wole im przeslac cos z mojej milosci i szczescia niz sciagac sie dol...;) Mam swoje cele i osiagam ich bez ogladania sie na innych...tak jest co dnia. Wyglada tak, ze mam nieraz inne podejscie od meza, albo rodziny....z tym , ze nie przejmuje sie juz co inni mi sugeruja...nieraz maz sie mnie pyta...co bedziesz robila zawodowo w przyszlosci- ja mowie....nie wiem ale sie okaze ( wyklaruje) i robie swoje...;)
-
Semira
dzięki:)
W Toruniu też krążą opowieści o prawku i egzaminatorach.
Kinga
:)To prawda, też to zauważyłam i liczę się z tym świadomie. Tylko u mnie to trafia na podatny grunt.
Ostatnio mojemu ojcu wywala ostro jakieś sadystyczne zachowania. Zaczął do mnie wyskakiwać z takimi tekstami, że co ja głupsza jakaś jestem, że mam jazdy dodatkowe wykupywać? I porównywać do innych osób w rodzinie. To miało na celu mi dowalić, z taka magowską sadystyczną energią to powiedział.
A ja sobie przypomniałam jak mnie traktował w dzieciństwie( i w innych wcieleniach) i poczułam się uzależniona materialnie od takiego właśnie sadysty. Masakra. Nie mogłam też okazywać żadnych słabości, bo on wtedy się wyzywał uderzając właśnie w to miejsce. Nic dziwnego, że mi wywala tak na materię i że głupia jestem. Całe dzieciństwo mi tak dowalał. Zwłaszcza, gdy widział, że coś mi się nie udaje, albo czymś się przejmuję, jestem podatna. Nie wiem o co mu chodzi, mi to zakrawa o sadystyczne zapędy, by tylko komuś mocno dowalić, a siebie samego wybielić. Coś paskudnego. Wyszło i trzeba to odreagować. On mi się kojarzy z takim okrutnym psychopatą wręcz. Nic dziwnego, że teraz boję się pracy i ludzi.
Pewnie ma to też głębsze podłoże, niż to, że mam takiego ojca. Ale w tym wcieleniu nieźle się też tego nadoświadczałam. Mam też poczucie, że jestem uzależniona od niego materialnie. On mnie nienawidzi za to, całe życie mu wywalało, że ma dzieci, najchętniej by się nas pozbył. A nauka z nim to był od dzieciństwa jakiś koszmar. Może to też ma wpływ na te blokady moje na naukę, zrozumienie. Ja się jakby chowam w sobie, boje się ciągle że czegoś nie wiem nie umiem, boje się ocen i ataków. Buuu. No i w temacie kasy: manipulowanie tym, że on jest tu panem i władcą, bo ma władzę w postaci pieniędzy. Zawsze zaznaczał, że to on łaskawie daje, wymuszając uległość i poczucie winy, poczucie niegodności, z taką wielką łaską.
Dziś miałam darmowe lekcje teoretyczne, w ramach przypomnienia, życzliwy instruktor powiedział, że mogę sobie przychodzić za darmo i odświeżyć pamięć:) A mi wywalały lęki przed grupą obcych ludzi, w której się znalazłam, nie rozwojowych ludzi, różnych. Czułam, że się kurczę, chce być niewidzialna. A do tego uświadamiałam sobie wszystkie te lęki przed atakami, nie akceptacją, niezrozumieniem. Jakbym spodziewała się najgorszych możliwych zachowań, że one są realne i mi grożą ze strony tych osób. Nie mogłam się skoncentrować na tym co jest mówione, jakby informacje nie trafiały do mózgu. Trochę jak w kawałach o blondynkach... U mnie mózg jakby na przodzie jest zablokowany, mam wrażenie, że nie działa.
Nie spodziewałam się u siebie takich jeszcze obciążeń rodzinnych.
-
Laka Misiu ;)
prawko zdawalam prawie 20 lat temu i wspominam jak prawdziwa traume. To byla masakra. Stres niedoopowiedzenia. Mama nie ma prawka, myslala, ze ja tez nie bede miala. Moja strasza siostra zdala kiedy bylo jeszcze latwo. Ja zapisalam sie sama za pierwsze zarobione pieniadze na prawko. Chcialam jezdzic....do dzis lubie, kocham jezdzic- to taka niezaleznosc i poczucie mocy dla mnie. Nie wiem jakiem cudem ale zdalam za pierszym razem, na placu ezgaminator musial byc nieznana sila oslepiony i nie widzial, ze wykosilam wszystkie pacholki. Robilam prawko na maluchu, ktory swirowal na ssaniu i nie umialam na nim zapanowac i ten stres....uffff jak dzis pomysle to mam podziw dla smialkow takich jak Ty ha ha.
Troche smutne, ze sie Twoj tato tak wyzywa na Tobie teraz kiedy wlasciwie potrzebujesz jego wsparcia. Jednak kobieta jest jak torebka herbaty- wrzucona do wrzatku ..moze poznac jaka jest silna i mocna. Dasz rade, choc bedzie Ci napewno ciezko. Bedziemy Cie spierac...nie martw sie...ok?
-
Jolanta 16
Teraz podobno jest trudno. Tak słyszałam już od wielu osób. Chyba trudniej niż kiedyś, bardziej się czepiają. Jak moja siostra ok 6 lat temu zdawała to były obowiązkowe 20 godziny, teraz jest 30. Choć jak ona się uczyła to ojciec z nią jeździł na placyk itd. Ona po tych 20-u szła i oblewała, dokupywała lekcje, ale w sumie nie wyjeździła więcej godzin niż 40. Zdała za chyba 5 razem.
Mój brat teraz zdawał i jeździł 30 godz i szedł na egzam, przed egzamem na doszlifowanie, brał po 2-3, zdał za 3m razem.
Moja mam nawet zdała( ale ona mnie nie ocenia).
Ja wyjeździłam 30 w standardzie i zdałam sobie z 3 miesiące temu teorię, a teraz mam już egzam praktyczny. Nie jeździłam autem jakieś 10 miesięcy. Ale i tak wtedy widziałam, że mi dużo do egzaminu brakuje. Uczyłam się w dość niekomfortowych wcześniej warunkach, bo pracowałam fizycznie 8 godz, a potem, lub przed jeździłam codziennie niemal, po 2 godz autem. Wywalało mi wtedy strasznie w tym czasie.
Chodziłam totalnie zmęczona i nieprzytomna. Ja nawet chyba jeździłam często nieprzytomna, tylko moja pś jakoś reagowała w sposób wyuczony w trakcie jazdy;) Szłam dziś na jazdę i nie pamiętałam jak się używa sprzegła, gazu i hamulca, nie pamiętałam świadomie, jak wsiadłam to moja pś pamiętała.
Mam wrażenia że dla moich rodziców, zawsze jest nie dość ciężko, oni jak sadyści są, strażnicy w obozie pracy. Mam teraz uczucie, jakby oni mnie prowokowali( zachęcali jakoś tak na poziomie pś) bym się upodliła, poniżyła, zniszczyła. A oni by mi w tym chętnie pomogli.
Tak to wyglądało. Chciałam zdążyć prawko zrobić przed końcem roku, bo od stycznia miały się przepisy zmienić na trudniejsze, a potem się okazało, że dopiero od przyszłego roku maja wejść.
A mój ojciec jak mówi zdał po 14 godzinach jazdy... a potem miał długo przerwę, aż była sytuacja, ze z Hamburga musiał jechać samochodem. I dał radę. A ja niby taka słaba jestem. Oczekuje ode mnie podobnych akcji, żebym sobie radziła w ekstremalnych warunkach, "dawała radę", zahartowała się itp. Od dziecka byłam rzucana na głęboką wodę, albo do szkoły z mega patologią( były dzieciaki, których całe rodziny siedziały w więzieniu, nawet nauczyciele się bali), bo "co Cię nie zabije to Cię wzmocni", tylko, że mnie zabijało, dlatego mną gardzi.
Ale pytałam znajomych co prawko niedawno robili, to oni bardzo dużo jazd wykupowali, poza tymi 30ma godzinami w pakiecie. Nie zalowali kasy oboje, bo uznali ze chca sie dobrze nauczyć, zdali w sumie on za 1 , ona za 4. Ale jeździli regularnie i bardzo dużo. Sa zadowoleni, bo kupili auto, jeżdżą i czuję się pewnie na drodze.
"Chcialam jezdzic....do dzis lubie, kocham jezdzic- to taka niezaleznosc i poczucie mocy dla mnie. "
Też tak to widzę:-)
-
Laka
Nie sluchaj innych o ich przebojach zwiazanych ze zdawaniem,bo bedziesz sie niepotrzebnie denerwowac.To przypomina stress jaki sie przechodzi na piec minut przed klasowka w szkole ,gdzie wszyscy sa pewni ,ze obleja a potem same dobre oceny..
Ja zrobialm caly kurs,lacznie z wyjezdzeniem 30 godzin w ciagu 2 miesiecy:)Po 2 miesiacach zdalam pozytywnie egzamin.Dalo sie pomimo mrozacych krew w zylach opowiesciach o tym jak trudno zdac:)
-
Laka...;)
nie wiem jak jest teraz, ale wtedy w Gorzowie, to egzaminatorzy tez specjalnie oblewali, bo chcieli zarabiac. Ja zaplacilam za kurs pozniej i nie zdawalam z caly grupa.Pojechalam tydzien pozniej z inna dziewczyna. Z mojej grupy nikt do konca nie zdal wszystkiego na raz. Wtedy byla teoria, placyk i praktyczny na miescie w jeden dzien. Instruktor byl wsciekly, ze wszyscy pooblewali i byl pewny, ze my obie glupie baby tez oblejemy. Natomiast my wymieszane z 3 grupami po 30 osob obie zdalysmy.To byl szok, ale nie pamietam ile godzin jezdzilam, wiem, ze nic nie dokupowalam dodatkowo.
Problemem byl ten nieszczesny maluch na placu....za wysokie obroty...szarpal...och...potem pamietam, bylam w szoku i bardzo dumna z siebie.Powiedzialam, ze jakbym wiedziala, ile stresu bedzie mnie to kosztowac to nie wiem, czy bym sie zapisala. Matura to byla pestka przy tym stresie.
Nabieralam pewnosci w jezdzie, ale uwazam, ze w Niemczech dopiero nauczylam sie jezdzic- znowu wskoczylam na gleboka wode. Dzis nic mnie nie zaskoczy, bo nie boje sie na drodze...
W Polsce uczyli, ze trzeba bac sie policji, albo balam sie stanac na drodze, albo cos takiego jak zawrocic to bylo nie do pomyslenia.Teraz robie co chce i wisi mi, jak sie cos nie podoba innym.
Ostatnio pojechalam sama odebrac corke z dworca we Frankfurcie nad Menem. Dworzec gigant- milion znakow i wjechalam na parking od zlej strony dla autobusow, bez biletu do parkowania nie moglabym wyjechac.Pomoglo mi dwoch kierowcow autobusow, jeden mnie uspokoil i uswiadomil, drugi pozwolil mi wyjechac przed nim, tak ze oszukalismy szlaban, ktory sie otwiera kiedy podjezdza autobus. Takie przygody sie zdarzaja i jest frajda zamiast plakac smieje sie i dziekuje dobrym energiom za opieke nade mna.
-
Ja się tymi opowieściami nie przejmuję:)
Mi chodzi o to, że za wolno się uczę i mi wali, że jestem za głupia., nie kumata itd.
-
Moja kumpela kiedys wyznala mi ,ze dla niej najwiekszym upokorzeniem bylo jak ktos ja nazwal glupia,bo cale zycie ojciec ja tak nazywal.Pozniej powiedziala,ze byla glupia ,ze wierzyla w to ze jest glupia:))
-
Dobre:)
Mam nadzieję, że też tak powiem bardzo niedługo:-)
-
Laka
Ale mnie wk....a ten Twój ojciec po tym co napisałaś:) Taki cwaniaczek niedowartościowany no.
Kiedy on to prawko robił ,bo dawniej to było znacznie łatwiej zrobić a dziś nie ma co ale bicie kasy na egzaminach poprawkowych to norma a nie wyjątki .Złodziejstwo w majestacie prawa bo zawsze sobie coś tam mogą znaleźć .Dziś niektórzy zdają po kilkanaście razy albo i więcej .Mi się udało chyba za 4 czy 5 .Raz mi po cichu ręczny zaciągnął jak wysiadał ,innym razem za przekroczenie 4 km na godzinę ograniczenia (jechałem 44).Ostatni raz jak jechałem to już się nie miał do czego przyczepić to mi bzdury gadał ,że kierunki źle włączam .Jak zdałem to mu podziękowałem taki szczęśliwy a on był zdziwiony za co ja dziękuje i wyczułem ,ze jest lekko wkurzony .Zrozumiałem ,że chciał mnie oblać jak jego poprzednicy ale mu się nie udało. Efekt moich modlitw ten zdany egzamin ,jeszcze się poduczyłem ,zebym mógł jeżdzić bezpieczniej.Nie ma bata nawet po zdanym egzaminie nikt nie jest dobrym kierowcą a te 30 godzin to mało .Zastanawiałem się jak to będzie jak będę miał jeżdzić sam.Okazało się ,ze totalny luz.Jeżdzić uwielbiam ,czuje się bezpiecznie i nie boje się ,ze gdzieś tam kołem zahaczę o ciągłą,czy zawrócę tam gdzie nie wolno ,jeżdze intuicyjnie .Kilka dni po zdaniu egzaminu dwa wyjazdy w POlskę po kilkaset kilometrów a potem dwa tygodnie zimą po górach i luz był i zero problemów.Jeszcze pewnie dużo muszę się nauczyć ale fajnie się czuję za kółkiem .14 000 nabiłem na liczniku od egzaminu a nie minął jeszcze rok.
-
Ale żeby nie było są wyjątki co za pierwszym razem zdają .Nie wiem czy są tacy genialni czy po prostu co jakiś czas sobie kogoś puszczą .Znam osoby co za pierwszym zdały ale z jazdą to u nich średnio.
-
Ontoja
Dzięki za posta:) Podniósł mnie na duchu:)
Z moim tatą, to jest ogólnie od dłuższego czasu ok, może dlatego, ze mi nie wywalało. Mu się to włącza, jak ma podatną osobę i okoliczności. A mi wywaliły ostatnio znów jakieś ciężkie tematy " z głębi" pś.
-
Laka
Może spróbuj to potraktować te godziny jazdy jako zabawę .
Ja się muszę przyznać ,że dla mnie to była wielka fascynująca przygoda ,co prawda trochę stresująca na początku .
Technicznie jazda nie sprawiała mi problemów bo w dzieciństwie nauczyłem się jeżdzić traktorem no i samochodem też się zdarzyło parę razy ale miasto przepisy to zawsze była czarna magia ,nigdy mnie to nie interesowało ,te wszystkie kreski na jezdni ,jakieś dziwne zasady ,nawet znaków właściwie nie znałem .No była to dla mnie niezła zabawa i takie sprawdzenie czy ja też mogę to zrobić ,tak trochę wbrew sobie bo jakoś sam sobie siebie nie wyobrażałem jako kierowcy.
Instruktor którego dostałem to od razu zobaczyłem ,ze w głębi siebie furiat choć sprawia pozory kultury i łagodności.
Przez cały kurs mnie chwalił bo moi dobrze szło ale po dwóch niezdanych egzaminach mu powiedziałem ,ze ja teraz bede pokazywał gdzie bedziemy jeżdzić bo ja wiem co jest dla mnie najtrudniejsze i była niezła masakra ,ciągle się plątałem ,to gość wybuch (bo nie szło po jego myśli ),normalnie się zagotował .Myśłem ,ze do bicia się przystawi:)Powiedziałem ,mu zeby się nie unosił ,bo skoro ja sam się na siebie nie w...m ,że mi nie idzie to dlaczego jego ma w...ć.....uspokoił się a za chwilę to samo .To mu ostrzej trochę odpowiedziałem ale już wiedziałem ,ze się z nim nie da w stresie i wkurzaniu wzajemnym tych elementów podszkolić (gdybym mu nie pokazał co to by dalej mówił jak ja to doskonale jeżdzę).Po tym zmieniłem instruktora i szkołę nawet .I spoko dalej poszło.
-
Jakbym spodziewała się najgorszych możliwych zachowań, że one są realne i mi grożą ze strony tych osób. Nie mogłam się skoncentrować na tym co jest mówione, jakby informacje nie trafiały do mózgu. Trochę jak w kawałach o blondynkach... U mnie mózg jakby na przodzie jest zablokowany, mam wrażenie, że nie działa.
Laka, z tego co piszesz tutaj o wpadaniu w nieprzytomność i poczuciu ogłupienia, mi to wygląda na dostrajania się do energii i stanów po atakach energetycznych, które otrzymywałaś w dzieciństwie. Takie presje od rodziców, czy w ogóle otoczenia „jesteś głupia, nic z ciebie nie będzie, do niczego się nie nadajesz”, podszyte są często silnym atakiem energetycznym na splot słoneczny (żeby mocno osłabić „ofiarę”) i 3 oko (żeby na tyle ogłupić, by nawet jej do głowy nie przyszło, żeby się broniła). Teraz może być tak, że w podświadomości jest zakodowany jeszcze wzorzec ogłupienia i nieprzytomności i załącza się on AUTOMATYCZNIE w sytuacji w której czujesz się niepewnie : czyli najpierw reakcją jest silne oczekiwania na atak, a potem wpadanie w stan po ataku: ogłupienie i nieprzytomność. To działa automatycznie, nawet gdy realnie nie ma zagrożenia, jak tutaj na twoich dodatkowych lekcjach.
-
Kinga
To chyba trafiłaś w sedno:)
To trzeba będzie odreagować. Pracuję nad bezpieczeństwem, Boską ochroną i niewinnością obecnie, wiec to pewnie to. A faktycznie byłam całe życie od dziecka tak atakowana, głównie przez ojca, a potem brata. Choć nie tylko. I na splot też mnie atakował. Moja pś nadal czuje się ofiarą, że w takiej sytuacji nic nie mogę zrobić, nie mam jak się obronić. Muszę się poddać takim ludziom, ulec i z nimi żyć. Bo nie mam innej opcji. Widzę, że to mnie bardzo obciąża i blokuje w życiu. A zwłaszcza w pracy, działaniu, przejawianiu się wśród ludzi.
To jest właśnie to. Dobrze, że się w całość mi ułożyło:)
Ontoja
Wczoraj coś takiego poczułam, że to świetna zabawa. I sama jazda to super przyjemne i korzystne dla mnie. Ja lubię gdzieś ciągle jeździć, a auto daje poczucie możliwości, niezależności. Pierwszy raz tak czułam, gdy zdecydowałam się na prawko, to była inspiracja, zupełnie niespodziewana, a drugi raz wczoraj wieczorem:)
-
Laka, fajnie że ci ułożyło:)
Jak będziesz chciała, w ramach moich ćwiczeń, mogę usunąć ci skutki tych ataków, które jeszcze pozostały na różnych strukturach twojego ciała, będzie się łatwiej odreagowywało :). Ale to daj znać na priv jak chcesz, to się umówimy konkretnie :))
-
Ja dziś miałam pierwszy dzień w nowej pracy. Ciekawa jestem, jak szybko będę umiala otworzyć się na coś lepszego ;)) Mam nadzieję, że będę w stanie:)
-
Indra,
a co robisz? fajnie jest? Jeśli to nie tajemnica.
-
BR
To praca w sklepie z naturalnymi kosmetykami w jednej z warszawskich galerii. Praca nie będzie (chyba) jakoś straszliwie męcząca, choć jest sporo rzeczy do ogarnięcia- zwłaszcza papierkowych, co mnie wkurwia- aczkolwiek zarobię całe za przeproszeniem gówno, a będe pracowała po 12 godzin dziennie. Tylko że nie będzie to oczywiście robota dzien w dzien, a np. 3 dni po 12 godzin i potem wolne. Zresztą nie mam jeszcze grafiku, to nie wiem. W każdym razie z tej pracy będę mieć tyle, żeby starczyło na płaty za mieszkanie i jedzenie, ale coś poza tym tym to nie bardzo :/ Nie chcę tak żyć :(
-
Jestem wkurwiona na siebie, że tyle czasu temat zarabiania olewałam, a teraz muszę zadowolić się byle czym i nic lepszego nie umiem wykombinowac.
No ale może uda mi się jednak wypracować coś korzystniejszego.
-
Indra glowa do gory,pamietasz co Ci wczoraj napisalam ..wszystko jest mozliwe:)
-
Semira
I tej myśli staram się trzymać :D
-
Indra, spójrz też na to z innej strony :)
Pójdziesz na 12 godzin, ale za to tylko 3 dni, to znaczy że kolejne dni będziesz miała wolne, będziesz miała czas dla siebie. Jakbyś pracowała po 8 h codziennie w rzeczywistości miałabyś mniej czasu dla siebie. Kosmetyki naturalne - to bliskie twojemu sercu, będziesz miała okazje bardziej się na nich poznać, zdobędziesz cenną wiedzę. Praca z klientem face to face - najlepszy sposób by konfrontować się z różnymi swoimi lękami, ograniczeniami, może poznasz przy okazji kogoś fajnego :)
I nie ma się co denerwować, bo stres nie służy urodzie :))). A tak poważnie, docenienie i wdzięczność pozwala otworzyć się na coś lepszego, wkur....e, tylko wzmacnia naszą bezsilność :)
-
Kinga
Miałam dokładnie takie same przemyślenia wcześniej :) Dzisiaj tylko wyszło mi to wkurwienie, bo podświadomie przestraszyłam się, że nic innego już nie znajdę i zostanę tam na zawsze z wypłatą, która mi starcza tylko i wyłącznie na najbardziej podstawowe sprawy. Z tymi dniami pracy to czekam na grafik, bo nie wiem, jak to będzie, ale zapewne kiedy się dowiem to się pochwalę ;> Mam nadzieję, że faktycznie okaże się, iż mam trochę czasu dla siebie :) Z tego co wcześniej mówiono pracuje się 17 dni w miesiącu.
W każdym razie utrzymam się, a w tak zwanym międzyczasie będę się starała kreować i otworzyć na coś lepszego, wkurwiać to mi się nie chce specjalnie, bo mi to nie pomoże :) Poduczę się nieco, a potem niech się dzieje wola WJ :D
-
Indra,
to całkiem przyjemne zajęcie. Tak uważam. Ważne, że sama się utrzymasz i będziesz miała czas, na to aby popracować nad sobą i nie zajeździsz się z tą pracą. To mega istotne, aby być wypoczętym. Nie będziesz też robiła tego co odbiega od Twoich zainteresowań itp. Ja ciągle pracuję nad swoim tematem i staram się nie łamać. Ciesz się, z tego co przyciągnęłaś, ja bym chciała takie kosmetyki posprzedawać :) lub zdrowe żarcie.
-
I w między czasie zawsze możesz być modelką :)))
-
BR
Zapraszam do Warszawy, od ręki byś miała taką robotę ;) U Ciebie nie ma takich punktów?
No też cieszę się, że mimo iż się jakoś nie wzbogacę to wkrótce będę mogła być samodzielna finansowo. Liczę, że to dopiero początek rozwijania przeze mnie prosperity:)
Pooczyszczam sobie jeszcze intencje do tej pracy, skupię się na wdzięczności i będę prosić o wiecej. kto wie, co z tego wyniknie ;>
-
BR
jeśli tylko uda się wykreować jakieś zlecenie na pozowanie to jak najbardziej! :)
-
Indra,
w mieście którym jestem słabo z pracą, zresztą wiesz z jakich powodów tutaj jestem :) A do Wawy jakoś się nie wybieram, nie wiem czy tam bym się odnalazła. Wierzę, że u Ciebie będzie dobrze. Ja bym chciała coś lekkiego na początek, ale doskonalącego mnie, pozwalającego na docenienie moich możliwości. Tak na rozkręcenie się.
-
Black Rose,
no właśnie, a u Ciebie, gdzie mieszkasz nie ma sklepików z naturalnymi kosmetykami, zdrową żywnością, księgarń ezoterycznych itp.?
ja bym zrobiła listę takich miejsc, napisałabym CV pod ich kątem + fajne listy motywacyjne i przeszłabym się tam, zobaczyć, czy kogoś nie potrzebują, albo powysyłałabym emailem.
może nie od razu da się tak dostać pracę, ale ktoś może cię zapamiętać i jak będą potrzebować pracownika, to się odezwą...
(w sumie może sama tak zrobię...)
Czasem warto wyjść trochę i poszukać samemu, nie czekać tylko na oferty. Wiem coś o tym.
Zresztą czy to czasem nie ty pisałaś kiedyś, że chodzisz, pytasz o szefa/managera, rozmawiasz o pracy w jakimś miejscu. Pamiętam, że zrobiło to na mnie duże wrażenie:)
-
BR
Odnalazłabyś się w Wawie, skoro ja się odnalazłam. Ale rozumiem, że jesteś tam, gdzie jesteś nie bez powodu i nie zmienisz na razie miejsca zamieszkania:) Też wierzę, że będzie dobrze u mnie, u Ciebie również. Już masz efekty swojej pracy, w ogóle dajesz super radę!
Wkrótce sie coś na rozkręcenie pojawi :)
-
Mirea,
chodziłam w wiele miejsc, ale nie było możliwości. Tak, to pewnie ja to opisywałam. Wysłałam swoje CV i list motywacyjny zarówno mailem jak i listownie.Wciąż Codziennie wysyłam kilka od 4 miesięcy :)))
Co do tego wychodzenia. Nie wiem czy to ma sens, ciągle chodzić w te miejsca i o sobie przypominać. Raz mi odmówiono więc...
Indra :)
staram się tak myśleć. Powinno się ułożyć.
-
Na jedna posade często składa po setka osób :) tak widać przy wysyłaniu CV :) Czasem się zastanawiam jak to wszystko przebić, aby i mnie zaprosili na rozmowę. Hehe nieźle. Pozostaje mi pracować nad sobą i zwiększać pewność. Zresztą znajomi, ciotka też szukają, pytają co tam dla mnie...więc staram się zapomnieć o tym bezrobociu. Byłam w kilku przedszkolach i mi powiedziano że nie mają pieniędzy, ale z checią by zatrudnili ; ) Najczęściej to słyszałam gdy gdziekolwiek chodziłam i mi się odechciało. Jak na razie wysylam odpowiedzi na to co się pojawia.
Indra,
Warszawa droga jakby nie patrzeć. Doceniaj siebie, że możesz się tam utrzymać!
-
BR
Owszem, droga dość, mam szczęscie mieć pokój w przyzwoitej cenie jak na stołeczne realia. Cieszę się, że będę mogla się już samodzielnie utrzymywać, gdyż to cholernie dla mnie ważne. Nie będę musiała już przyjmowac pomocy od rodziny- yeah! :) Dorywcze zarabianie jednak to za mało, muszę mieć stały dochód.
-
Black Rose,
rozumiem. Jestem w stanie sobie wyobrazić jak się czujesz. Przechodziłam kilka razy w życiu taki stan beznadziejności i bezsilności w poszukiwaniach pracy...
Ale to wszystko można przezwycięzyć. Spróbuj sobie wyobrazić jak to jest, jak się czujesz, kiedy masz już tą pracę znalezioną i utrzymuj to uczucie jak najczęściej się da w ciągu dnia. Mi to pomagało. I trzecia czakra jest ważna (przynajmniej dla mnie w tym temacie).
Zresztą ty sama pewnie wiesz, jak najlepiej sobie z tym radzić...
-
Mirea,
dzięki za wsparcie. :) codziennie przewalam dużo problemów, czyszczę :) jakieś wizualizacje, medytacje na zmianę właśnie z beznadzieją. Ale zobaczymy, przecież to musi jakiś efekt przynieść.
-
A ja jestem ciekawy jak długo będę odwlekał szukanie pracy, czekając na to, aż się wszystko samo zrobi, tak abym nie musiał męczyć z tym całym procesem szukania. W gruncie rzeczy jako, że jeszcze studiuje i to dziennie (co mi w sumie nie ułatwia sprawy, bo nie jestem w pełni dyspozycyjny) to mógłbym to wszystko odwlekać nawet do czerwca przyszłego roku. Wolałbym jednak zająć się tym dużo wcześniej, mając jeszcze ten luz psychiczny, że jak nic nie dostanę, to się nic nie stanie i mogąc sobie pozwolić nawet na darmowe praktyki (choć odrzuca mnie na samą myśl o pracowaniu za darmo). Chciałbym też nie odwlekać niepotrzebnie momentu uwolnienia się z rodzinnego domu, ale coraz bardziej widzę ile to psychicznego wysiłku będzie mnie kosztować - rezygnacja z wielu wygód i stabilnego poczucia bezpieczeństwa (kosztem znoszenia moich rodziców, ale mimo wszystko jakiegoś bezpieczeństwa).
Głupie jest to, że boję się porażki i tego, że w razie czego musiałbym korzystać z pomocy rodziców. Wiem, że z poczucia obowiązku by mi jej udzielili, ale ja nie chce czuć tego poniżenia i być im za cokolwiek dłużny. Wkurza mnie to, że sam czuje się bezsilny i muszę opierać swoje bezpieczeństwo właśnie na rodzicach. Na chwilę obecną czuje się tak, jakbym miał do wyboru jedynie samotną walkę o przetrwanie lub wiszenie na rodzicach - obie opcje są równie słabe, przy czym pierwsza jest bardziej przerażająca i depresyjna. Brakuje mi zdrowego wsparcia, czegoś co dodawało by mi sił i motywacji.
Wczoraj czy przedwczoraj mi się śniło, że miałem swoją własną wyspę na której budowałem różne rzeczy - drogi, budynki - ogólnie tworzyłem coś swojego. No i pewnym momencie zaczął się podnosić poziom wody, a ja nie mogłem nic zrobić, po za patrzeniem jak wszystko jest zalewane i po za ucieczką. Totalna niemoc wobec czynników zewnętrznych robiących wrażenie swoją mocą.
Znowu mi się załączyło fatalistyczne podejście.
-
"Scott Schuman, jeden z najbardziej wpływowych ludzi w branży mody, zadebiutował w roli blogera zaraz po tym, jak splajtował. Musiał zamknąć showroom, który prowadził w Nowym Jorku bez większych sukcesów, bo na rynku znów był lub zaraz miał być kolejny kryzys. Z własnej woli Schuman siedem lat temu wylądował na ulicy, z aparatem fotograficznym w ręku i awangardowym pomysłem w głowie. Postanowił pokazać w internecie prawdziwe życie mody, czyli co ciekawego noszą normalni ludzie. Anonimowi, nikomu lub prawie nikomu nieznani, kreatywni w tworzeniu swojego stylu. The Sartorialist szybko stał się fenomenem, bezcennym źródłem informacji i inspiracji dla wszystkich, którzy mają już dość opowieści o dyktaturze projektantów i torturowania trendami, a jego autor VIP-em, ekspertem, a w pewnych kręgach nawet celebrytą. Ponieważ moda nie zna granic, Scott Schuman dociera ze swoim aparatem wszędzie, gdzie wyczuwa materiał na swój blog. ."
wstępniak InStyle
-
Na stronach pewnego portalu branżowego regularnie zamieszczam moje ogloszenia oferując moje usługi... Ogloszenie jest krotkie, jednznaczne i przynosi efekty. Ostatnio dostaję CV od ludzi, ktorzy nie czytają ze zrozumieniem-u mnie wyraźnie jest napisane, że podejmę takie i takie dzialania, a nie szukam chętnych gotowych do podjęcia takich i takich działań -mają za sobą ileś kursow, szkoleń i wysylają jak leci CV do wszystkich w tym do mnie. Powiem więcej-gdybym rzeczywiście zatrudniala nikt nie spelnilby kryteriów obiektywnych-rozjechane CV, listy motywacyjne napisane jakis czas temu do jednej firmy, teraz w opcji kopiuj-wklej. Zdjęcia podkreślające sexualne walory, przebyte kursy na studiach od Sasa do Lasa, zainteresowania typu spacery z chlopakiem po parku etc.
A CI ludzie potem narzekają, że nie mają pracy
-
Iustitia a z jakiego portalu korzystasz?
-
Grażyka
napisałam - z branżowego
-
oki :)
-
Grażynka
myslisz, że ignorancja w szukaniu pracy jest zależna od portalu. Pisałam o fakcie, a Ciebie zainteresowal portal?
-
Iustitia
To fakt. Miałem okazję selekcjonować CV i spośród 60 kandydatów na kucharza trudno było wybrać 10 chętnych. Ci co sprytniejsi najczęściej już są zatrudnieni, a ci nieporadni wysyłają CV wszędzie gdzie się da stąd takie wrażenie że sami niebardzo kandydaci są,
-
Grażynka
myslisz, że ignorancja w szukaniu pracy jest zależna od portalu. Pisałam o fakcie, a Ciebie zainteresowal portal?
Nie nie dlatego :D
Zastanawiałam się czy byłby użyteczny i dla mnie :)
-
Grażynka
Raczej nie, tam nawet ogloszenia grafikow kreatywnych są wywalane-mimo, że cień szansy istniał i teoretycznie mogliby sie zalapac, projektując stronę netową
-
Acha :) To rozglądam się dalej :)
-
Interesujący artykuł
http://www.prapelnia.pl/do-poczytania/artykuly-do-poczytania/99-antykariera
-
Artykuł świetny i inspirujący. Jak przeczytałem fragment o kolesiu, który został instruktorem ćwiczeń relaksacyjnych, a potem się zajął innymi ciekawymi sprawami, to aż poczułem jak mnie rwie w brzuchu, że ja też tak chce.
Siedzenie w jakimś biurze zabijałoby mnie powoli. Chcę pracować z ludźmi, pomagać im podnosić jakość ich życia, sprawiać im przyjemność, korzystać ze swoich talentów i trafiać w sedno problemów ludzi, którzy nie wiedzą co ze sobą zrobić, a coś chcą.
Taka praca to by była czysta przyjemność, z chęcią bym rano wstawał.
Strasznie się ograniczam w tej kwestii, że nie jestem jeszcze gotowy, że w tym kraju to nie tak łatwo z tego typu pracą, że brak mi pewności siebie i odpowiedniej samooceny. Pomodlę się do Boga, aby mi pokazał co ma dla mnie najlepszego w tej kwestii na teraz i zobaczymy :)
-
Artykuł inspiruje :)
Mnie też przypomniał o pewnym pomyśle :D
Nawet mam miejscówkę na prowadzenie zajęć ...
-
Rzeczywiście warto przeczytać i się zainspirować.
-
https://www.youtube.com/watch?v=kFgpdgYmI60
moze ktos skorzysta....mysle, ze gostek ma racje...;)))
-
Ja skorzystałem :)
U mnie w domu było zawsze dążenie do perfekcjonizmu, więc tępiono każdy, drobny błąd - wychowując się w takiej mentalności nie przyszło mi nawet do głowy, żeby w taki sposób spojrzeć na porażki.
Podoba mi się to, aż się chce iść i działać.
-
Clint
ciesze sie....ja mysle, ze to mozna odniesc tez do rozwoju duchowego, gdzie nieraz natrafiamy na jakies przeszkody i aby byc na nie przygotowanym i nie rezygnowac od razu lub sie wycofywac, bo im wiecej odreagujemy, tam lepiej i lzej nam sie zyje- czyli porazki sa potrzebne i co "Cie na zabije to cie wzmocni"...ha ha ;))))
-
Jola:)) - ile ty dobrego dla ludzi zrobiłas. Ja wiele skorzystałam. Super zawsze potwornie bałam sie porażek, jako, że podobnie jak u Clinta panował niebywały perfekcjonizm. Aż mi sie mordka ucieszyła:)))))
-
Nie pamiętam już, czy Damian o tym wspomina (bo słuchałam tego nagrania dość dawno), ale nawet jeśli, to i tak warto powtórzyć, że podejścia do tak zwanych "błędów", czy "porażek" w procesie nauki czegoś nowego, warto uczyć się od dzieci.
Zobaczcie, ile razy działanie dziecka kończy się niepowodzeniem, zanim osiągnie swój cel, czyli np. zanim nauczy się chodzić, wchodzić na kanapę, trzymać coś w rączce, itp.
Czy się tym zraża? Absolutnie nie (czasem wyraża tylko swoje aktualne emocje, np. płacząc). Dalej próbuje. I dlatego właśnie odnosi sukcesy, tj. uczy się siadać, chodzić, trzymać różne przedmioty, itd. (a wszystko to dla dziecka jest naprawdę wielkim wyczynem). Bo dziecko nie wie, co to jest porażka, błąd, itd. (oczywiście dopóki "mądry" dorosły go nie uświadomi). To dla niego naturalne doświadczenia (jeszcze się taki nie urodził, który by od razu wszystko robił perfekcyjnie), zwykłe elementy procesu nauki :)
Naprawdę warto sobie poobserwować [choćby w internecie, jak ktoś nie ma dostępu na żywca :)] małe dzieci i się zainspirować. Natura jest bardzo mądra :D
My też tak umieliśmy i tak właśnie działaliśmy (gdyby było inaczej, tj. gdybyśmy jako dzieci mieli do procesu nauki takie podejście, jakie ma dziś większość dorosłych, to dziś np. nie umielibyśmy chodzić :P), więc zawsze można to sobie przypomnieć i wrócić do tego :)
-
Felicite:)
Swieta racja. Pamiętam jak moja córka w wakacje uczyła się jeździć na rolkach (to był cieżki czas). Musiałam ja prowadzać na ulicy przez cały miesiąc, czułam jej potworną panikę i leki( przyznaje, że ja czasami miałam serdecznie dosyć) przed upadkiem itp, ale była dzielna i nie poddawała sie. Teraz się z tego śmieje:))
Ale chyba dzieci maja troche ułatwiona sytuacje (oprucz lęków swoich, które sa naturalne przed nieznanym) nie maja takich zbednych - durnych informacji (ktere w własnie utrudniaja te podjecie ryzyka)
-
Ale chyba dzieci maja troche ułatwiona sytuacje (oprucz lęków swoich, które sa naturalne przed nieznanym) nie maja takich zbednych - durnych informacji (ktere w własnie utrudniaja te podjecie ryzyka)
Na pewno :) Bo - tak jak mówisz - mają tylko swój naturalny strach [który bierze się np. z tego, że jak dziecko upadnie na tyłek, to potem wie, że to boli ;)], ale nie mają jeszcze bezsensownych lęków (tych irracjonalnych, których uczą się od dorosłych). Ale nie trać nadziei, każde dziecko będzie kiedyś dorosłym i będzie miało kupę nawyków do oduczenia ;)))
A tak swoją drogą, to nie wiem, czy lęk przed nieznanym jest naturalny.
Kiedyś przeczytałam, że nie można się bać nieznanego, bo nie można się bać tego, czego się nie zna. Lęk przed nieznanym to tak naprawdę lęk przed utratą znanego, a zatem gdy nie jesteśmy przywiązani do czegokolwiek, to nie występuje lęk przed nieznanym.
Trafia to do mnie :)
-
)
Lęk przed nieznanym to tak naprawdę lęk przed utratą znanego, a zatem gdy nie jesteśmy przywiązani do czegokolwiek, to nie występuje lęk przed nieznanym.
Trafia to do mnie :)
do mnie też ;))
-
Nie chciałam tutaj mędzic na temat tego, jak zostałam z kołchozu wylana bo w sumie jakoś mnie to bardzo nie obeszło, ale teraz to już przesada, co się tam dzieje :/
Pani prezes od początku mnie nie lubiła, zresztą z wzajemnością i nawet nie za bardzo to ukrywałam, bo to nie w moim stylu. Ona jest chyba dla mnie jakimś mega lustrem (ja dla niej pewnie też), bo od początku mnie drażniła. To taki typ ofiary-sierotki Marysi, ktoś o słabej osobowości i bardzo zakompleksiony. Twarzą w twarz z pracownikiem nie ma odwagi z nim normalnie porozmawiać, a przez telefon, czy w mailach się wyżywa i jest wręcz chamska.
Mojej kierowniczce sklepu nie kazała mnie zwolnić, tylko "koniecznie się mnie POZBYC", pani prezes kazała jej powiedzieć mi dopiero w czwartek po zamknieciu dnia, że w piątek już nie przychodzę do pracy. Natalia się zdenerwowała. Powiedziała, że jak to? że ma mnie cały dzień wykorzystywać do jak najcięższych zadań, a wieczorem mi powiedziec, że jestem zwolniona? pani prezes na to, że tak- tak ma być i żeby Natalia się obudziła, bo to jest normalne i tak jest w Warszawie.
Dziś natomiast pani prezes zadzwoniła do Natalii z pretensjami, że i ona rzekomo fatalnie obsługuje klientów (tak jej doniosła pani od marketingu, która była chwilę w sklepie) i zaczęla się dopytywac, czy ja aby na pewno niczego nie ukradłam. Wcześniej zlewałam to, ale teraz zrobiło mi się naprawdę przykro.
-
Indra
Nie przejmuj się babą, widocznie jej nie podpasowałaś, a czeka na Ciebie coś lepszego:).
W pracy, w srodowisku gdzie pracuje wiele kobiet często te atrakcyjne są obiektem zawiści i róznych plot. są różne odmiany wrednych charakterów. moja siostra ma podobną sytuację w swojej pracy.
-
Jakos moje nieczyste intencje wyszły, nie wiem tylko, o co chodziło dokladnie :/ na pewno nie chodziło o moją rzekomą "atrakcyjnosc", raczej własnie o typ osobowosci, który się wybitnie pani prezes nie podoba.
Ale to prawda, że Bóg na pewno ma dla mnie coś lepszego :) baby z biura są fałszywe, panoszy się tam donosicielstwo i niezdrowa atmosfera. Myślę, że po prostu Bóg mnie od tego kołchozu wyzwolił, abym znalazła coś fajniejszego :)
-
Indra napewno znajdziesz cos dla Ciebie odpowiedniego- jesli moze troche intencje zmienisz i przyciagniesz cos fajnego - odetchniesz i dostroisz sie do lepszych wibracji- docenisz, ze lepiej bylo odejsc, niz wykanczac sie dalej (przebijanie glowa muru- teraz jest czas, abys dostrzegla w tym murze drzwi i przez nie poszla dalej- zostawiajac tych ludzi z ich problemami).
Poledwica...ciesze sie za mile slowa- znalazlam ten wyklad przypadkiem....i pomyslalam " napewno inni go juz znaja i nikt nie zwroci na niego uwagi" ;))) dobrze, ze jednak zamiescilam, bo czesto bylo tak, ze porazki/przeszkody byly argumentem dla innych- " widzisz nie udalo Ci sie i nie probuj wiecej"!!!
Trzeba duzo wiary, aby nie stracic swojego celu z oczu i umiec o niego walczyc, albo jeszcze lepiej sluchac co ci serce podpowiada.....jesli z jakims pomyslem czujesz sie swietnie to trzeba go realizowac i nie ogladac sie na innych....jesli jest tego warty to Bog doda nam sily,lekkosci i sposobnosci, aby go zrealizowac.
-
Jolu, dziękuję :)))) też jestem myśli, że znajdę coś lepszego, a mam teraz chwilę, żeby odetchnąc :)
-
Indra Misiu...odprez sie i mysl pozytywnie...to jak inwestycja w siebie...doprowadz psychike do porzadku...po tej orce i praniu mozgu zasluzylas na sanatorium...to co pisalas to bylo nieludzkie...wiec mozesz sie odciac od tych ludzi.....zakoncz relacje z byla szefowa....zwroc jej wolnosc, przebacz, zycz dobrego i idz dalej nie ogladajac sie za siebie....przyjmij cos lepszego - badz na to gotowa...afkuj, modl sie i kochaj Ha ha
-
pięknie napisane :))
tak własnie zamierzam zrobić. Powybaczam jej skutecznie i zwrócę wolnośc. Wszechświat szykuje juz dla mnie coś w zamian! :)
-
Jola :-))))
-
afkuj, modl sie i kochaj Ha ha
dobre!!!!!! :))))
-
Indra ...poczujesz mega ulge i na pewno juz wkrotce bedziesz w nowej pracy- swiadoma, ze ja dobrze wykreowalas ;))))
-
Mam problem, moze pomożecie?
Pracuje panstwowo jako asystentka stomatologiczna od dwoch lat w jednym z warszawskich ZOZów, do tej pory tzn do czerwca tego roku pracowalam z jedna lekarka, ktora lub ktorej obecnosc doprowadzila mnie do depresji, nalozylo sie na to wiele sytuacji, poprosilam w sumie nie wprost mojego dyrektora o przeniesienie, wiec zrobil to, zamieniajac mnie z inna asystenkta, ktora poszla na moje miejsce, i od czerwca do teraz pracuje z inna doktor, natomiast wspomniana doktor caly czas od kiedy nastapila zamiana chce powrotu tamtej,ja to rozumiem, w koncu pracowaly ze soba tyle lat, ale z drugiej strony dyrekcja powinna znalezc dla mnie takie miejsce aby problem rozwiazac, niestety, dyrekcja wlasnie sie nam zmienila, nowa nie zna zupelnie tematu, chce mnie cofnac na moje poprzednie miejsce pracy, czego ja nie chce, pisze pisma, prosze, ale widze ze kazde inne rozwiazanie jest gorsze niz moj powrot do poprzedniego gabinetu, sytuacja ma sie rozstrzygnac w przeciagu tygodnia, biore pod uwage zwolnienie, bo nie wyobrazam sobie abym mogla znowu tam wrocic, jestem zrozpaczona, bo moj stan psychiczny sie polepszyl tu na nowym miejscu, niestety wszystko wskazuje na to, ze bedzie nie tak jakbym chciala.bardzo mi na tej pracy zalezy, dolina na maxa.
Ps mam wrazenie ze ta baba trzyma mnie w jakis sidlach,albo toczy sie miedzy nami jakas gra, bo za wszelka cene chce od niej uciec, mam ku temu podstawy, a nie moge i jedynym moim wyjsciem z tej sytuacji jest moja rezygnacja z pracy.....
-
Zrobić odcinanie więzów karmicznych? Tutaj wiele osób mogłoby je dla Ciebie wykonać...
-
Zrobić odcinanie więzów karmicznych? Tutaj wiele osób mogłoby je dla Ciebie wykonać...
Kiedy, kto, jak i za ile?
Pytam powaznie:) poprosze info na priv, bo spieszy mi sie troche, nie chce porzucic pracy.
-
Jakby jakiś forumowicz wiedział coś o jakichś ciekawych możliwościach pracy dla studenta, na niepełny etat w Poznaniu, to byłbym wdzięczny za info :)
Jak tak przeglądam gumtree, to widzę że pracy jest generalnie dużo, ale kijowej w większości. A jak już coś ciekawszego jest, to na pełny etat szukają. Cóż, będę szukał i miał nadzieje, że się nie poddam i nie wyląduje w call center. Swoją drogą nie sądziłem, że zapotrzebowanie na pracę przy telefonie jest tak wielkie - przynajmniej wiem, że w razie czego zawsze są możliwości zarobienia tego minimum na życie, nawet jeśli jest to w nieciekawej i męczącej pracy.
-
ufffff chciałam się podzielić
Planowałam od jakigoś czasu przejść na część etatu by móc się zając wróżeniem tak na spokojnie. I przez okres świąteczno-noworoczny zbierałam się w sobie do rozmowy z szefem.
Szef od pół roku wie, ze mam inne oprócz pracy zajęcie i te pół roku temu powiedział mi, że jesli będę miała taka potrzebę - to mam przyjśc i pogadamy o innych warunkach pracy. Zatem - teoretycznie nie powinnam sie bać ale jednak. Nie wiem dlaczego ale się bałam - jakbym chciała zrobić coś złego......
I dziś sobie powiedziałm - teraz albo nigdy! Usiedliśmy z szefem w konferencyjnej i mu przedstawilam mój plan a on na to ............- OK nie ma sprawy;-)
WIecie co - jeszcze mi się w środku trzęsie z tego wcześniejszego napięcia. Szef na spokojnie wysłuchał, dopytał, doradził i już - załatwione. Kadry przygotują aneks do umowy i od dziś mam wszystkie piatki wolne!!!! Na wróżenie, medytowanie, afkowanie, wizualizowanie i dopieszczanie się duchowe;-))))))
-
Super, gratuluje :)
-
No i super :)
-
Dzieją się małe przełomy, chodzę na rozmowy o pracę, szukam, dowiaduję się. Także zaczynam dostrzegać, że mam lepszą samoocenę, nie godzę się na coś pierwszego lepszego, wartego 4zł za godzinę, byle tylko zdobyć doświadczenie. Momentami mnie to boli, ale czuję że zmierzam w dużo lepszym kierunku. Uczę się rozmawiać z pracodawcami, dostrzegam, że jestem chciana, że dobrze mi to wszystko wychodzi, o dziwo negocjuję. Oferty jednak porażają swoją beznadziejnością, wyzyskiem, ludzie z desperacji się chyba na nie decydują. Gdyby w CV można wpisać rozmowy z pracodawcami, szukanie pracy - byłoby super :)))
Dzisiejsza rozmowa o pracę - specjalista d/s marketingu podejście pierwsze - wymagane wykształcenie wyższe. Dobrze wypadłam, dużo zadowolenia. Słyszę 600zł na miesiąc - zarządzanie w dwóch województwach, wydzwanianie w celu umawiania przedstawień teatralnych po szkołach...7 godzin dziennie....Ale halo halo, przecież jeszcze trzeba tam codziennie dojechać do tej pracy, potem wrócić, coś zjeść. Powiedziałam facetowi, że to jest stawka głodowa, a obejmuje 3 etaty, bo do obowiązków zaliczamy jeszcze dokumentację, fakturowanie, pracę przy komputerze. Były również osoby, które się o to stanowisko starały - pomyślałam, a żebyście to wzieli i poszłam w nadziei, że facet już do mnie nie oddzwoni.
Inne oferty, nieco lepsze, ale podświadomie nie chce mi się nawet rano wstawać, aby czymś takim się zająć.
Ciągle sobie mówię w duchu - dziękuję, że miałam takie doświadczenie, że to do mnie przyszło, otwieram się na coś dużo lepszego. Przyjmuję, dziękuję, szukam dalej. Niech tak będzie.
-
Kiedyś szukałem pracy. Jechałem 1,5h w jedną stronę, 1,5h w drugą. Rozmowa trwała jakieś 7 minut. Pan zaproponował mi 1000 zł netto i chciał jeszcze mieć za te pieniądze zdecydowanego, lojalnego pracownika. Tak mnie zamurowało, że nie wiedziałem, co powiedzieć. W drodze powrotnej kupiłem pewną książkę w księgarni i to mi otworzyło drzwi do naprawdę fajnej pracy.
-
ja nie wiem jakim trzeba być chamem żeby zaproponować dzisiaj 600 za praktycznie pełny etat :-(
Ania
Pamiętaj -Zamiast szukać - "znajduj" :-))
-
Zastanawiam się co jest nie tak. Ze mną, z moją samooceną, albo z tym dzikim krajem. Pozostaje mi zapisać się jutro do urzędu pracy i szukać stażu na własną rękę, który by chcieli opłacać. Zresztą...mogłabym już teraz zaszaleć i załozyć działalność, ale czuję, że brakuje mi do tego doświadczeń i dojrzałości. Cóż...pozostaje mi, modlić się o prowadzenie i zobaczymy.
"Ania
Pamiętaj -Zamiast szukać - "znajduj" :-))"
;-) Chętnie
-
A może najkorzystniejsze jest dla Ciebie właśnie spróbować z tą działalnością, a z inną pracą Ci nie idzie, bo to pod prąd z ND? Przecież wiesz ile kompletnie nieodpowiedzialnych i pozbawionych odpowiednich umiejętności ludzi zajmuje się pomaganiem innym ludziom, więc co to jest przy Twoich problemach? Z pewnością radziłabyś sobie o wiele lepiej niż inni, gdyż mimo swoich ograniczeń posiadasz dużo fajnej świadomości, odpowiednich cech i innych zalet.
Nie ma co się przejmować że brakuje Ci do ideału - przecież całej masie ludzi może pomóc podzielenie się już nawet samymi, najbardziej oczywistymi prawdami, które dla Ciebie stanowią chleb powszedni, a dla innych mogą być totalnym wywróceniem światopoglądu. Ludzie potrzebują ciepła, wsparcia i pokazania im, jakie możliwości mają, którędy mogą pójść, aby sobie pomóc, a Ty pewnie byś sobie z tym poradziła na luzie. Na pewno byś zdziałała dużo więcej dobrego niż pan bezmyślnie kiwający głową i zastanawiający się które psychotropy zapisać :P
-
Tutaj porady jak znaleźć idealną pracę dla siebie:
http://www.youtube.com/watch?v=MxEBoBnNixM
-
Ania - 600 zł za miesiąc? Kompletnie chore. Nie wiem, na co taki "pracodawca" liczy.
Działalność zakładaj dopiero wtedy, kiedy masz realnie co robić w ramach tej działalności i za co się utrzymać - pamiętaj, ze w działalności dochodzą opłaty stałe np.: ZUS.
Lepiej wcześniej przed założeniem działalności gospodarczej przez jakiś czas popracować samodzielnie "na czarno", by wiedzieć ile się wyciąga i jakie się ma możliwości. Może nie jest to rada poprawna politycznie, ale życiowa.
-
Ogólnie to mam dość konkretne, przeafirmowane plany, wiem z grubsza do czego dążę. To żadna filozofia założyć działalność, a potem być pożartym przez Zusy :-) Dlatego pisałam o braku gotowości, mam w planach szkolenia i wzmacnianie samooceny zanim się na coś poważnie zdecyduję.
Lucjan, ciekawe :)
Clint,
tak, chcę na pewno działać w temacie duchowości, bo mogę wiele zaoferować. Jednak nie rzucam się na głęboką wodę, bo z klientami różnie bywa ;-) Nie jest mi tak łatwo i szybko wyjść poza długoletnie negatywne wyobrażenia o sobie i ludziach-jakie się wyniosło z rodziny.
-
hydrozagadka dobrze mówi - warto troche podziałac na czarno. Sprawdzisz się, trochę zarobisz, stwierdzisz jakie sa twoje REALNIE mocne i słabe strony, a realia moga być inne niż wybrażenia (bardzo dziwne) :-)
A, no i złapiesz trochę znajomych-klientów którzy po założeniu działalności będa działac na twoja korzyść bo nie będziesz ich juz musiała szukać
-
Mariusz - dokładnie!
" REALNIE mocne i słabe strony, a realia moga być inne niż wybrażenia (bardzo dziwne) :-)
A, no i złapiesz trochę znajomych-klientów którzy po założeniu działalności będa działac na twoja korzyść bo nie będziesz ich juz musiała szukać"
Obie te rzeczy są bardzo ważne i wielce przydatne :)
-
Black Rose
Jeśli otwiera się pierwszą działalność lub upłynęło 5 lat od zamknięcia poprzedniej działalności to można skorzystać przez dwa lata z niskiego ZUS'u i jest czas na spokojny rozwój, aż do czasu gdy upłyną te 2 lata i przyjdzie płacić "krwiożerczo" wielki ZUS ;) ale wtedy już jest poziom satysfakcjonującego rozwoju i jest mniej obciążające niż jakby trzeba było płacić taki duży ZUS na początku działalności
-
Dzięki za rady, pozostaje mi dalej uzdrawiać i działać :)
-
Lol, właśnie trafiłem na kolejne ogłoszenie o pracę do sekretariatu, tym razem poradni psychologicznej :D Choć tym razem wygląda to mniej ciekawie - godziny popołudniowe co mi słabo pasuje i kadra, która wygląda raczej na "ah, jestę psychologię".
-
"ah, jestę psychologię". - Chyba wiem o co chodzi ;p
Gdzie Ty znajdujesz takie fajowe oferty? :D
-
Na gumtree, na razie pobieżnie przeglądałem ze 3 razy po kilkanaście minut i nawet nie wchodziłem w głębsze części Internetu. Zaraz wyślę do tego pierwszego miejsca, poczekam ten tydzień na luzie pisząc magisterkę, a jak nie wyjdzie to będę szukał dalej. W Poznaniu na szczęście jest sporo możliwości jak na nasz krajowy poziom.
-
Odnosnie wymagan pracodawcow, demot:
http://antyweb.pl/wp-content/uploads/2012/03/informatyk-demot.jpg?9d7bd4
;P hehe
-
MariuszEro :)
Super :) Prześlę to komuś, kto jest informatykiem ;)
Ale faktycznie, na rynku pracy w tej specjalizacji dość często można się spotkać z takimi "zasadami gry"
-
Rejestracja w Urzędzie Pracy przebiegła pomyślnie ;p
Mariusz :D
-
BR - super :-) a jak ze szkoleniami?
Wg tego obrazka jestem w 2/3 informatykiem - złożyłam kiedyś sobie komputer, system stawiałam nie raz, tylko programu nie spłodziłam ;)
-
Właśnie zaprosili mnie na rozmowę w poniedziałek z tego Instytutu Psychoterapii :D
-
genialnie :D
-
Jestem cały podekscytowany - czuję jakby to na teraz było właściwe miejsce dla mnie i mam wrażenie, że mogę zostać bardzo pozytywnie odebrany - bylebym się tylko za bardzo nie spinał :) PoEFTuje i pooddycham sobie wcześniej i będzie dobrze :)
I cieszy mnie to, że zadzwonili już dzisiaj, mimo że do jutra przyjmują zgłoszenia :)
-
Cóż, jak zwykle mnóstwo ekscytacji i stresów, a całość się posypała w mniej niż 5 minut. Nie dlatego, że ja coś skopałem, bo byłem wyjątkowo spokojny i opanowany - po prostu z miejsca dowiedziałem się, że system zmianowy koliduje z moimi zajęciami na uczelni, czego zresztą babka się bardzo spodziewała i natychmiastowo przeszła do trybu "zapomnij pan o tej pracy, bo ja mam coś innego" i zaczęła mi wciskać, że ze jakiś czas bym się przydał do telefonicznego zdobywania klientów (firm) do jakichś tam couchingów.
Wyszedłem nieco zażenowany tak niepoważnym podejściem, ale przynajmniej zawsze to jakieś nowe doświadczenie (choć szkoda, że nie dała mi się zbyt nagadać).
-
Clint
a nie myślałeś nad pracą w Toruniu? lub z możliwościami pracy poznańsko-toruńskimi.
Tam pracuj, gdzie serce Twe:)
-
Pomijając kwestię, że to jeszcze za wcześnie żeby w ogóle myśleć o takich kombinacjach (jeszcze kobiety na żywo nie widziałem), to i tak nie widzę tego na chwilę obecną z kilku powodów. Przede wszystkim nie wiem jak sobie poradzę ze znalezieniem sensownej pracy w wielkim mieście, jakim jest Poznań, a co dopiero w Toruniu w którym podobno dość biednie w tej kwestii. Nie wiem jakim cudem miałbym mieć wystarczająco pieniędzy na życie w Toruniu przez pół tygodnia, żeby wracać na wtorki i czwartki do Poznania na zajęcia.
Na razie czuje, że mnie przerastają prostsze sprawy, a takich kombinacji to sobie w ogóle nie wyobrażam. Brakuje mi zaradności, świadomości bogactwa, urzeczywistnionej prosperity - ogólnie jestem jeszcze trochę takim dzieckiem, co to próbuje dorosnąć, ale się trochę boi. Zresztą zostało mi pół roku studiów, więc myślę że to dobry okres na wzajemne poznanie się i jakieś dojazdowe spotkania, a dopiero potem można myśleć o wielkich wyprowadzkach.
Po za tym biorąc pod uwagę, że ona i tak zamierza za 1,5 roku przenieść się do Poznania na studia, to myślę że sensowniej byłoby ją tutaj ściągać, nawet gdyby miała być na moim utrzymaniu i gdybyśmy mieli się cisnąć w jakimś małym pokoiku.
-
Clint
przytomnie patrzysz-specjalnie wpisałam ten Toruń, bo wiedziałam, że "dorosły" temat Cię ruszy...
-
Cóż, taka pozytywna strona tego wszystkiego, że przynajmniej w miarę przytomnie i z rozsądkiem potrafię patrzeć na to wszystko (nie licząc zaślepienia lękami i negatywnymi wyobrażeniami), więc wiem, że się nie wpakuje w nieciekawe sytuacje porywając się z hurraoptymizmem na coś, czemu bym nie podołał (albo podołałbym kosztem rozstrojenia nerwowego).
W tym dorastaniu to mnie chyba przeraża to, że koniec z komfortem psychicznym i "swoim" tempem - są pewne rzeczy, z którymi będę musiał sobie poradzić w najbliższej przyszłości i już - nieważne czy mi się się to podoba czy nie :P Przy okazji bierze mnie lekki żal, że nie mam nikogo na kogo wsparcie bym mógł liczyć, więc brakuje mi oparcia. Nie potrafię też zaufać swojej otwartości na Boga, więc ciężko mi się na Bogu oprzeć.
-
Przecież nie jesteś sam, pamiętaj, że jak jesteś po stronie Boga dużo rzeczy dzieje się samo:)możesz poprosić żeby CI się pokazało jak zrobić, żeby było łatwo, miło i przyjemnie:)a potem korzystać z tego do woli:)
-
Taki jest plan, ale ufności brak :P
-
Tak jeszcze mi przyszło, czy Ty tego poczucia osamotnienia nie masz, bo utożsamiasz ojca/rodziny z Bogiem?
-
Bardzo możliwe. Dzięki za wskazówki :)
-
Clint,
byłem chyba w podobnej sytuacji co Ty. Podzielę się więc moim kawałkiem historii. Kiedy poznałem swą ukochaną powtarzałem drugi roku studiów inżynierskich. Po roku przeniosłem się na zaoczne, by móc podjąć pracę i wynająć mieszkanie, do którego mieliśmy się z moją ukochaną sprowadzić. I dla mnie i dla niej to był wyjazd bez powrotu do domu. Oboje mieliśmy ogromnie skomplikowaną sytuację życiową, rodzinną i podobny poziom biedy. Pracę sobie wykreowałem (trwało to kilka miesięcy) pomimo ogromnie niskiej samooceny i prawie żadnych kwalifikacji. Wynagrodzenie jakie otrzymałem, było za małe aby myśleć o wyprowadzce. Po roku (jak nabyłem umiejętności i doświadczenia i podniosłem nieco samoocenę) wykreowałem kolejną pracę. Zarobki już miałem takie, że było mnie stać na wynajem kawalerki i minimalne utrzymanie. Po kilku miesiącach wynająłem je. Kiedy moja ukochana przyjechała, przywiozła ze sobą wyłącznie książki bo tylko to posiadała. Ja wyszedłem z domu z jedną reklamówką. Kiedy zdarzył się nie przewidziany wydatek, to do kolejnej wypłaty jedliśmy ziemniaki i kanapki z dżemem, a do pracy i z pracy szedłem parę kilometrów aby nie wydać pieniędzy na bilety. Było ciężko, normalnie płakać się chce jak to wspominam, ale daliśmy radę. Nauczyłem swą wybrankę afirmacji i kreacji. Oboje też chodziliśmy na RSR (aby móc je opłacić, przestałem opłacać studia, zajęcia i sesje były dla mnie dużo ważniejsze). Po paru miesiącach znalazła pracę. Ja w tym czasie wziąłem się za kreację mieszkania, co po niecałym pół roku się dokonało. I choć różnych problemów i perypetii było jeszcze przez kilka lat, to z każdym rokiem było już coraz lepiej.
To co moim zdaniem jest najważniejsze przy wyjściu, że tak to ujmę - z bagna - , to konsekwentne działanie, wręcz upór w kreacji lepszego życia. Nacisk winien iść dużo bardziej na kreację niż oczyszczanie. Oczyszczać winno się to co ewidentnie stoi na przeszkodzie w urzeczywistnieniu kreacji. Siła jaka wytwarza się przy konsekwentnym działaniu, dążeniu do celu, potrafi przesunąć granicę oporu podświadomości. A modlitwa do Boga o wsparcie i znalezienie najlepszego sposobu urzeczywistnienia kreacji sprawia, że dostajemy to co na dany moment jest najlepsze. To wszystko sprawia, że układa się przed nami droga po której kroczy się ku wolności.
Tak na marginesie, po siedmiu latach studiów ukończyłem je z dyplomem inżyniera :-)
-
Dzięki za podzielenie się swoją historią :)
W sumie nie ma co praktykować czarnowidztwo - będzie co będzie, a możliwości pięcia się w górę na pewno się znajdą niezależnie od sytuacji. Dla mnie najważniejsze jest bycie razem z ukochaną osobą, nawet kosztem jakichś poświęceń - jeśli ta druga osoba będzie miała takie samo nastawienie, to niezależnie od sytuacji nie powinno być takiej siły, który by nam nie pozwalała być ze sobą.
-
http://www.thesnuggery.org/index.html
Kobieta zarabia kupę kasy na... przytulaniu. Też bym tak chciał pracować :D
-
Byłam dzisiaj w Urzędzie Pracy na przymusowej wizycie ;p
Zapytałam o 2 dostępne oferty pracy, które mnie zainteresowały - zarobki około 2000zł. Opieka w ośrodku pomocy społecznej oraz terapia zajęciowa w Instytucie. Kobieta coś poczytała i pokręciła głową, że mam ZA WYSOKIE kwalifikacje, aby dostać te posady. Oni szukają kogoś po szkole średniej i po kursie z prowadzenia zajęć terapeutycznych lub opieki medycznej. Dziwne, bo ja właśnie mam uprawnienia, które obejmują to i jeszcze więcej niż oni potrzebują. Dodała, że po moim kierunku, to i tak trudno o cokolwiek. Wyszłam z tego pokoju trochę zdezorientowana, bo nie rozumiem, jak można kogoś nie przyjąć, tylko dlatego, że ma za wysokie wykształcenie ; p
Pytałam tez o dofinansowanie na działalność oraz o możliwość ubiegania się o różne szkolenia. Miałam do wyboru przekwalifikować się tylko na stolarza, operatora koparki albo archiwistę :D
Na koniec usłyszałam - Nie przyjmujemy wniosków o szkolenia związane z jakimś czary mary, tylko takie porządne, po których od razu da nam pani gwarancję że zostanie zatrudniona lub założy działalność która nie upadnie przez półtora roku. Heloooł, ciekawe, kto teraz może dać taka gwarancję, że utrzyma pierwszą działalność przez tyle czasu. Lol.
-
A zapytaj bezpośrednio w tych 2 firmach. Może oni będą bardziej tobą zainteresowani.
Mój mąż z niepełnosprawnością narządu ruchu dostał ofertę na magazyniera :/ Urzędy pracy nie mają pojęcia o kierowaniu do pracy.
-
BlackRose,
Grażynka dobrze Ci podpowiada, w urzedzie jak im napiszą w ofercie, że po średnim (może zapomnieli, że min) to babki nie rozumieją, ma być tak i koniec - inaczej nie może być.
Ja pracowałam na terapii zajęciowej, była wśród Nas tylko jedna starsza Pani, która skończyła roczną szkołę terapeuty zajęciowego, reszta wszyscy byli po wyższym. Może też nie bój się dyskutować z takimi babkami, trafiłaś na zły dzień Pani i chciała Cię jak najszybciej załatwić. Na stronie urzedu zawsze są dostępne oferty, jednak nie zawsze z adresem.
-
Wydaje sie ze czasem aby dostac prace, przy wyższym wykształceniu trzeba się zdegradować do średniego, a pozniej znow upgrade wiedzy juz po otrzymaniu jakze wymagajacej umyslowo pracy terapeuty zajeciowego;)
W temacie pracy zastanawia mnie, kiedy rząd cokolwiek zmieni w tej chorzej rzeczywitości. Jak widze pomyslowosc pracodawcow jest niewyczerpana, za to milosciwie nam panujacy nie sa w stanie zrozumiec ze zanim sie cos wprowadzi, nalezy doglebnie poznac skutki swoich spontanicznych praktyk psucia swiata.
Oto znalazlem oferte nie pracy, stazu, a praktyki ;)
Po odbyciu praktyk, gdzie wykonuje sie prace, mozna dostapic zaszczytu dostania sie na staż. Ach! A pewnie po 2 letnim stażu umowa zlecenie? :D
Opis stanowiska:
tworzenie treści na potrzeby stron www,tworznie treści na potrzeby reklam,redagowanie artykułów reklamowych,
raportowanie swojej pracy.
Wymagania:
Lekkie pióro, Kreatywność, Rzetelność, Sumienność, Chęć do pracy, Uśmiech na twarzy :)
Oferujemy:
możliwość pracy zdalnej,elastyczny czas pracy, dopasowany do Twoich potrzeb,pracę przy ciekawych projektach,
cenne doświadczenie,zaświadczenie o odbyciu praktyk.po zakończeniu praktyk możliwość pozostania w firmie na stażu
Ach! wzruszylem sie, elastyczny czas pracy, ciekawe wklepywania pierdol pomocnych przy kreowaniu sztucznych tworów celem zdobywania pierwszych miejsc w google, ... Zniknely czasy, gdy ceneo, i inne opineo, sreo mialy bana, a ciekawsze wyniki byly wysoko.
Jak znalezc cos nt monitora ? search: monitor test, recenzja -opineo -ceneo -allegro -sprzedajemy -kupujemy
-aukcje -tablica -spam -pcworld -sklep
Ehh, spam, spam :)
-
A jak orzecznik ZUS się dowie, że masz wyższe to już masz przechlapane i ci napiszą "nie jest nie zdolny do pracy", nawet jak się człowiek musiał czołgać by dotrzeć na te komisję.
-
2 dni temu byliśmy z rodzinką na wycieczce w kopalni złota w Złotym Stoku. We wnętrzu sztolni uświadomiłem sobie, że nadal ciągnie mnie do pracy pod ziemią, mimo że się tego boję, i nadal widzę, że jedyny zawód, który chcę wykonywać, to praca geologa/górnika w kopalni. Bo jak wszedłem do tej sztolni, to poczułem się jak w domu, jak u siebie, włączyła mi się ciekawość, gdzie ciągną się te wszystkie chodniki, chciałem je wszystkie zwiedzić, mimo że są one niedostępne w większości dla zwiedzających. Ale jak zobaczyłem miejsce, gdzie ze stropu lała się masa wody w dół szybu, to mnie to przeraziło - zobaczyłem świat podziemny jako zimny, ciemny, nieprzyjemny, odstraszający.
-
Jakby ktoś szukał pracy we Wrocławiu jako księgowa albo początkująca po studiach na staż albo z praktyką w biurze rachunkowym i znającą program Optima, to proszę o kontakt. Znajoma znajomej szuka, może się uda.
-
Ciekawie czyta się swoje wypowiedzi z początku roku - dużo się przez ten czas zmieniło :P
Poważny związek, poważna praca i poważne życie na własny rachunek - wiedziałem że 2013 będzie rokiem zmian :D Nieskromnie powiem, że ten ostatni rok mnie naprawdę mocno zmienił i do wielu rzeczy dojrzałem, ogólnie wydoroślałem i nie czuję się w już w ogóle dzieckiem - no ale to chyba normalne na takim etapie życia :P
W pracy jest naprawdę super - ostatnio odkrywam, że ja się tutaj nawet spełniam na pewnych poziomach. Czas mi szybko leci bo mam teraz dużo na głowie i rzadko się trafiają luźniejsze chwile jak teraz. Co po chwilę dostaje innych pracowników zdalnych do dyspozycji, bo są spore rotacji, a w dodatku jest ciągła wymiana praktykantów w biurze, co sprawia że opiekuje się wciąż nowymi ludźmi, tłumaczę im mnóstwo rzeczy, sprawdzam wyniki ich pracy i pomagam im pracować wydajniej. Świetnie się z tym czuję, bo zawsze lubiłem tłumaczyć ludziom różne rzeczy. Ponadto mogę wykorzystywać swoje zdolności organizacyjne do koordynowania pracy całego działu, a że ciągle zmieniają się warunki, wytyczne, ludzie - cały czas coś się dzieje i ciągle myślę nad czymś nowym - to jest naprawdę świetne i satysfakcjonujące :) Całą swoją pracą sam zarządzam, nikt mi nie mówi co i jak mam robić - mam wolną rękę przy realizacji swoich celów, bo znaczenie ma tylko to, żeby go osiągnąć. Szef jest zadowolony z efektów, nie czepia się niczego i ogólnie jest przyjemny.
Dzisiaj sobie przypomniałem jak kiedyś robiłem jakiś większy projekt do pewnej gry i wtedy też koordynowałem pracę kilku ludzi. Wtedy tylko to nie wyszło za bardzo, bo trochę mało było zaangażowanych chętnych, ale wiadomo że to była zupełnie inna sytuacja.
To co mnie spotkało w tej pracy sprawia, że czuje się ze sobą dużo fajniej pod kątem zaradności, swojej wartości jako osoby pracującej i tego typu rzeczy. Mam mam odpowiedzialną pracę i radzę sobie w niej świetnie i naprawdę się cieszę, że dostałem takie możliwości, żeby się móc wykazać. Jak się pochwaliłem ojcu to całkowicie to zignorował jakby nie słyszał że w ogóle coś mówiłem, ale nie potrzebuje już jego pochwały i akceptacji - sam jestem z siebie dumny i to na tyle, że się publicznie chwalę :D
btw A jednak wystarczyło zaufać, że będzie dobrze :)
-
Clint naprawdę inspirujące są twoje wpisy. :)
-
Od września coś u mnie ruszyło.
Udało mi się pewną rzecz zrobić i mogę powiedzieć, że z niejakim sukcesem.
Przeprowadziłam swoje pierwsze warsztaty w quillingu i planuje kolejne w Łodzi.
Uruchomiłam zajęcia z jogi :) I z pewnym zaskoczeniem stwierdzam, że jest duże zapotrzebowanie, jak na takie małe miasteczko jak moje. Nie mam już miejsc w grupie :D
Mam pierwsze zamówienia na moje quillingowe kartki.
I moje podświadomość zaczyna czuć, że ma moc :D
-
ale fajnie!! :))))
-
Grażyna Anna
Super, to napewno fajne uczucie.
Organizujesz zajęcia z jogi ? Kurcze niezła jestes :)
-
Organizuję, nie prowadzę :D
Tak dobra jeszcze nie jestem ;)
Dzięki:)
-
Graża...boska jesteś! :)
Naprawdę moja podświadomość jest pod wrażeniem. Gratuluje :)
Wielki przykład, że można robić to co się lubi i przyciagać odpowiednich zainteresowanych tym ludzi.
-
Dzięki bziuuummm :)
-
„Tylko na nas spójrzcie. Wszystko jest na wspak, wszystko jest do góry nogami: lekarze niszczą zdrowie, prawnicy niszczą sprawiedliwość, uniwersytety niszczą wiedzę, rządy niszczą wolność, główne media niszczą informacje, a religie niszczą duchowość”
Michael Ellner
-
a wiecie że Linie Qatar Airways mają biuro we Wrocławiu i prowadzą rekrutacje...
-
Czy uwierzycie?
W jakich zawodach ludzie czują się spełnieni, a w jakich marzą o samobójstwie?
http://infografika.wp.pl/title,Szczesliwi-fryzjerzy-kosmetyczki-lekarze,wid,16275038,wiadomosc.html?ticaid=111e3d&_ticrsn=3
-
No a sprzedawcy najmniej ufają ludziom.
Znają dobrze techniki oszukiwania i spodziewają się od innych samych sztuczek...
-
Powiem wam coś, dzisiaj załatwiałam wynajem auta dla pewnego Koreańczyka. Pojechałam do tej firmy z dokumentami, żeby wypisali dokumenty, które później Koreańczyk miał tylko podpisać. Chodziło o wystawienie faktury, wydrukowanie jej wraz z protokołem. Mnie taka czynność zajmuje około 1-2 minut. Natomiast facet, który to robił stracił na to 50 minut, i to tylko dlatego ‘tak mało’, że go w końcu opieprzyłam żeby przestał gadać z kolegami o 5 innych sprawach tylko obsłużył mnie, a potem się zajął innymi po kolei.
Może to jest tajemnica, dlaczego jedni zarabiają 1.600 a inni 16.000 tys. bo nie ukrywam, że ja robię w ciągu dnia setki rzeczy, bardzo szybko, od początku do końca i moje dochody są poza przeciętnym limitem.
-
Kreowałam pieniązki i pojawiła się praca, tylko taka na zmiany z dojazdami, teraz nie wiem - iść pocierpieć żeby się w niej sprawdzić czy poczekać i w kreacji pieniędzy uwzględnić dokładnie charakter pracy i próbować się w takiej idealnej zobaczyć. Przeszkadza mi brak wiary w siebie i odwieczne niezdecydowanie w kwestii do czego się nadaje i co chcę robić. Stąd pś podrzuca coś co do czego i tak nie mam 100% przekonania i radości. W jaki sposób podejść do takiej sytuacji? Hm.
-
idź i zobacz, jak się pojawiła to znaczy że coś ci ma więcej powiedzieć.
-
Moja firma ledwo dyszy i tak trwa na granicy upadku. Udało mi się się zobaczyc że wisi na niej klątwa. Oczywiście klątwy należy sie pozbyć. Ale ja sobie uśwaidomiłam że ten stan agonii jest czyms dla firmy korzystnym. Bo wokół niej jest mnóstwo zazdrośników i gdyby tylko firma zaczęła dobrze funkcjonowac to zaczęły by się ataki tych zazdrośników i porozdzieranie jej na części.
I tak zrezygnowałam ze zdejmowania tej klątwy.
Klątwa brzmi - obyście sobie nie poradzili.
-
Moja firma ledwo dyszy i tak trwa na granicy upadku. Udało mi się się zobaczyc że wisi na niej klątwa. Oczywiście klątwy należy sie pozbyć. Ale ja sobie uśwaidomiłam że ten stan agonii jest czyms dla firmy korzystnym. Bo wokół niej jest mnóstwo zazdrośników i gdyby tylko firma zaczęła dobrze funkcjonowac to zaczęły by się ataki tych zazdrośników i porozdzieranie jej na części.
I tak zrezygnowałam ze zdejmowania tej klątwy.
Klątwa brzmi - obyście sobie nie poradzili.
A może dałoby się jakoś poodcinać tych zazdrośników. Firma w której pracuje też ma koło trochę takich osób, które przypuszczam, że modlą się o upadek firmy (silni katolicy). I nie raz się zastanawiałam co można w takiej sytuacji zrobić. Poza tym, że zmienić firmę?
-
Nie da sie bo to sprawa z takimi odnogami i powiązaniami. Osobiście znam tylko jednego czychającego na tę firmę.
Ja jestem w takim samym stanie jak moja praca i ona jest moim odzwierciedleniem. Ciąży na mnie podobna klątwa od mamy. Moje otoczenie odzwierciedla mnie więc nie dam rady mieć dobrze prosperującej firmy gdy ja sama jestem w stanie upadku. To pójscie w górę musi być jednoczesne aby zachować tę równowagę. Też nie dam rady na teraz uwolnić się od tej klątwy mamy, muszę poczekać aż się zmienię.
No i analogicznie do firmy, przypuszczam że ja też jestem otoczona zazdrośnikami kórzy mnie zaatakują gdy tylko zacznie mi sie dobrze powodzić. Aby poradzić sobie z tymi atakami muszę nabrać pewności siebie i poczuć się godna.
NA razie więc tylko czekanie i praca nad sobą.
-
Inga,
zgadzam się z całkowicie z tym co napisałaś. Przede wszystkim praca nad sobą.
Dziś rano dziś przyszło do mnie, że jestem już gotowa wybaczyć tym wszystkim co rzucają na mnie klątwy, na firmę w której pracuję. I sobie też. Wszystkie moje lęki przed skutkami klątw, i chęć odwetu i w ogóle, że się wplątałam w takie towarzystwo w pracy. Nie chcę już w to wkładać swojej energii. Widzę, że coraz więcej fajnych ludzi pojawia się w moim życiu i chyba nie ma sensu jeszcze ciągnąć za sobą takiego ogona powiązań.
-
Tak jest najlepiej, pod warunkiem że jest się do tego gotowym, wyskoczyć w górę i pozostawić to wszystko sobie samym. Czyli podwyższenie wibracji oraz skutki jakie się w wyniku tego tworzą.
-
Tak. Trzeba być gotowym. Ale ja już się tak tym wszystkim zmęczyłam, tak bardzo mam już dość, że po prostu spróbuję i zobaczę co z tego wyniknie. :)
-
No bo widocznie jesteś gotowa.
jeżeli chodzi o stosowanie metody odcinania się to uważam że powinno sie ją stosowac tylko w przypadkach szczególnych, gdy to jest koniecznie, bo inaczej się ni e da, bo nas ktoś atakuje. Bo to nadal jest taka siłowa metoda radzenia sobie z problemami. Lepiej jest poprzez pracę nad sobą wyjśc z tych wibracji w których są ataki.
-
Jest jeszcze aspekt boskiej opieki i ochrony, gdy czegoś się boimy, nadal możemy doprowadzić do szczęśliwego rozwiązania, mając zaufanie.
-
Przeczytałem własnie artykuł kulinarny , jednak zwróciłem tam uwagę na coś innego niż kulinaria, mianowicie powszechny pogląd co do "czasów w których żyjemy", który słyszę wciąż i wciąż, ale nie potrafię go zrozumieć.
Można powiedzieć, że świat stanął na głowie. Liczy się tylko czas…
Wszystko musimy robić szybko, wstawać rano z łóżka, jeść, gotować…To wszystko odbija się na naszym zdrowiu.Jedzenie, które gotujemy i spożywamy w pośpiechu nie jest dobre dla nas i naszych dzieci bo zakwasza organizm.
Nie rozumiem twierdzen, że teraz to wszystko w pośpiechu itd i że "takie są czasy" .
Wczesniej ludzie pracowali tyle samo - zazwyczaj 8h.
Jakoś w PRL-u nie było poglądu że "żyjemy w pośpiechu" , a 8h robił KAŻDY.
Też trzeba było przed praca zaprowadzic dzieci do przedszkola, po pracy wrocic, zrobic zakupy, przyrządzić obiad... i dzień zleciał.
Nie przypominam sobie by moi rodzice narzekali na brak czasu i mieli jakiś problem z akceptacją tego, że pracują co dzień po 8h.
Czy chodzi zatem o presje w pracy która teraz jest a wtedy jej nie było ? Też jakoś nie wydaje mi się. Jako 20 latek miałem pracę w hotelu i w sklepie, gdzie tez robiło się wszystko w pośpiechu (żeby zobrazowac, było jak by 10 pracownikow tam gdzie przydałoby się 11, a więc nie było czasu usiąść, non stop robota) , ale wychodziłem zadowolony, że jest 16 , zarobiłem dobre pieniądze i mam jeszcze duuużo czasu.
O co więc chodzi ?
Tak jak by ludzie w większości robili coś wbrew sobie, coś czego nie nawidzą, nie znoszą i chcą jak najszybciej uciec, inaczej nie potrafie tego sobie wyjaśnić.
-
Przeczytałem własnie artykuł kulinarny który wkleił Leszek, jednak zwróciłem tam uwagę na coś innego niż kulinaria, mianowicie powszechny pogląd co do "czasów w których żyjemy", który słyszę wciąż i wciąż, ale nie potrafię go zrozumieć.
Można powiedzieć, że świat stanął na głowie. Liczy się tylko czas…
Wszystko musimy robić szybko, wstawać rano z łóżka, jeść, gotować…To wszystko odbija się na naszym zdrowiu.Jedzenie, które gotujemy i spożywamy w pośpiechu nie jest dobre dla nas i naszych dzieci bo zakwasza organizm.
Nie rozumiem twierdzen, że teraz to wszystko w pośpiechu itd i że "takie są czasy" .
Wczesniej ludzie pracowali tyle samo - zazwyczaj 8h.
Jakoś w PRL-u nie było poglądu że "żyjemy w pośpiechu" , a 8h robił KAŻDY.
Też trzeba było przed praca zaprowadzic dzieci do przedszkola, po pracy wrocic, zrobic zakupy, przyrządzić obiad... i dzień zleciał.
Nie przypominam sobie by moi rodzice narzekali na brak czasu i mieli jakiś problem z akceptacją tego, że pracują co dzień po 8h.
Czy chodzi zatem o presje w pracy która teraz jest a wtedy jej nie było ? Też jakoś nie wydaje mi się. Jako 20 latek miałem pracę w hotelu i w sklepie, gdzie tez robiło się wszystko w pośpiechu (żeby zobrazowac, było jak by 10 pracownikow tam gdzie przydałoby się 11, a więc nie było czasu usiąść, non stop robota) , ale wychodziłem zadowolony, że jest 16 , zarobiłem pieniądze i mam jeszcze duuużo czasu.
O co więc chodzi ?
Tak jak by ludzie w większości robili coś wbrew sobie, coś czego nie nawidzą, nie znoszą i chcą jak najszybciej uciec, inaczej nie potrafie tego sobie wyjaśnić.
Jest tak, poniewaz ludzie nie potrafia sobie powiedziec dzien dobry i do widzenia, brak nam etyki, kultury osobistej, milosci do siebie samego. Kiedys ignorancja drugiego czlowieka byla postrzegana jako cos co jest niegodne, dzis kazdy ma to gdzies bo liczy sie indywidualizm, wlasne Ja. Brak nam Milosci do samego siebie a tym bardziej innych. Brak nas samych. Tu i teraz my jestesmy. Cieplo drugiego czlowieka, szczerosc emocji potrafi czynic cuda.
-
Ale ja nie mówię o tym, że ludzie są dla siebie niemili, że wyścig szcurów, się wygryzają itd o tym też się mówi otwarcie dlatego to chyba inny temat.
Tylko o tym, że mówią, że niby TERAZ nie mają czasu bo są "takie czasy".
Oczywiście to może miec związek, choć nie widzę żeby miało to związek bezpośredni.
-
Ale ja nie mówię o tym, że ludzie są dla siebie niemili, że wyścig szcurów, się wygryzają itd o tym też się mówi otwarcie dlatego to chyba inny temat.
Tylko o tym, że mówią, że niby TERAZ nie mają czasu bo są "takie czasy".
Oczywiście to może miec związek, choć nie widzę żeby miało to związek bezpośredni.
Bo nastapila indywizualizacja nas samych, rozrost Ego ponad innych.
-
no ale to prawda, że nie ma na nic czasu
ciągle ktoś coś chce, komórki dzwonią, trzeba jeździć po całym mieście
-
zalezy chyba któremu Panu się służy
jak ktoś się daje robić w bambuko hasłami np klient nasz pan , konkurencja nie śpi , czas to pieniądz
to jest nabicie w butelkę, a czasu jest tyle co zawszze było
-
Przeczytałem własnie artykuł kulinarny , jednak zwróciłem tam uwagę na coś innego niż kulinaria, mianowicie powszechny pogląd co do "czasów w których żyjemy", który słyszę wciąż i wciąż, ale nie potrafię go zrozumieć.
Nie rozumiem twierdzen, że teraz to wszystko w pośpiechu itd i że "takie są czasy" .
Wczesniej ludzie pracowali tyle samo - zazwyczaj 8h.
Jakoś w PRL-u nie było poglądu że "żyjemy w pośpiechu" , a 8h robił KAŻDY.
Też trzeba było przed praca zaprowadzic dzieci do przedszkola, po pracy wrocic, zrobic zakupy, przyrządzić obiad... i dzień zleciał.
Nie przypominam sobie by moi rodzice narzekali na brak czasu i mieli jakiś problem z akceptacją tego, że pracują co dzień po 8h.
Czy chodzi zatem o presje w pracy która teraz jest a wtedy jej nie było ? Też jakoś nie wydaje mi się. Jako 20 latek miałem pracę w hotelu i w sklepie, gdzie tez robiło się wszystko w pośpiechu (żeby zobrazowac, było jak by 10 pracownikow tam gdzie przydałoby się 11, a więc nie było czasu usiąść, non stop robota) , ale wychodziłem zadowolony, że jest 16 , zarobiłem dobre pieniądze i mam jeszcze duuużo czasu.
O co więc chodzi ?
Tak jak by ludzie w większości robili coś wbrew sobie, coś czego nie nawidzą, nie znoszą i chcą jak najszybciej uciec, inaczej nie potrafie tego sobie wyjaśnić.
W tamtych czasach, po pracy wracałeś do domu i reszte dnia mogłeś przeleżeć do góry brzuchem i nikomu nic do tego nie było. A teraz to po pracy masz mieć hobby, uprawiać sport, chodzić na fitnes, masarze, zajmować się dziećmi, dokształcać się, podrózować i robić setki innych rzeczy. Bo jak nie robisz to jesteś leń, nie dbasz o siebie, bliskich i nie rozwijasz się itp.
Presja większa jest niż kiedyś by w wolnym czasie też coś robić.
-
no i musisz robić zakupy, a nie są to zwykłe zakupy bo teraz czyścik jest do każdej rzeczy inny:
do łazienki, do kuchni, do pow. błyszczących, matowych
dla mężczyzn inne, dla kobiet inne
mnóstwo produktów, które musisz wybrać i podążać za modą
-
haha, Atlanta, to prawda, wiele osób daje się nabijac w butelkę i w ten sposób
ja się na to konsekwentnie i systemowo nie łapię , a więc wcale nie muszę :)
gdy ktoś mi sugeruje że za czymś nie nadąrzam , to jest zazwyczaj koniec naszej znajomości , znam osoby które wyznają podobny światopogląd
np mój znajomy, który się mocno dorobił (nie będe sypał liczbami), do niedawna używał takiej starej nokii i jeździł takim starym mercem (wygodnym i z fajnym silnikiem) , chociaż mógłby imponowac spoleczenstwu nowoczesnościa ; )
A teraz to po pracy masz mieć hobby, uprawiać sport, chodzić na fitnes, masarze, zajmować się dziećmi, dokształcać się, podrózować i robić setki innych rzeczy
czy ja wiem ?
pęd do fitness jest trochę umotywowany tym, że ludzie uświadomili sobie złe skutki siedzącego trybu życia w połączeniu z intensywną praca umysłową , co jest dodatkowym aspektem "dzisiejszych czaśów" u wielu osób, o którym przkeonałem się na wlasnej skorze.
w mojej opinii to wypływa ze świadomości ludzi że to korzystne
kiedyś cool było walić wódeczkę , a jak ktos biegał to był wariat ; ) więc to akurat pozytywna zmiana kulturowa, no ale zawsze znajdą się tacy co chcą się dostosowac i robią coś czego nie chcą.
nie mniej jednak to dodatkowe aspekty dzisiejszych czasow, dzieki za odzew
-
ale to chyba prawda, co mówi Grażyna, są silne oczekiwania spoleczne , jesli chodzi o konsumpcję
ktos kto nie konsumuje danego "koszyka dóbr" uważany jest za niedostosowanego
-
widzisz, Koreańczycy nie zatrudnią taksówkarza, który jeździ starym samochodem
nie współpracują też z grubymi
mają w d. przepisy europejskie
jeśli ktoś chce więc zachować ich jako klientów musi dostosować się do ich wymagań
Fajnie jest żyć po swojemu, ale dla stałego klienta, który regularnie płaci ludzie są w stanie poświecić wiele
-
co do samochodów kraj słusznie może miec wymagania, choćby ze wzgl. na emisję spalin,
wymagania co do taxi są nie tylko w Korei , ale chyba we wszystkich cywilizowanych krajach, nie wiem czy w NY nie mają zrobić wszystkich hybryd/ elektro (a może już są) standaryzacja tutaj jest z reguły istotna dla wizerunku
-
W tamtych czasach, po pracy wracałeś do domu i reszte dnia mogłeś przeleżeć do góry brzuchem i nikomu nic do tego nie było. A teraz to po pracy masz mieć hobby, uprawiać sport, chodzić na fitnes, masarze, zajmować się dziećmi, dokształcać się, podrózować i robić setki innych rzeczy. Bo jak nie robisz to jesteś leń, nie dbasz o siebie, bliskich i nie rozwijasz się itp.
Presja większa jest niż kiedyś by w wolnym czasie też coś robić.
Bo my w ogole strasznie mamy kompleks co do Zachodu i chcemy nasladowac go w kazdym calu a zapominamy o sobie, o naszej kulturze; stad to co piszesz. ãmiast zyc po swojemu probojemy zyc po czyjejs linii rozwoju, bez sensu moim zdaniem.
-
ale to chyba prawda, co mówi Grażyna, są silne oczekiwania spoleczne , jesli chodzi o konsumpcję
ktos kto nie konsumuje danego "koszyka dóbr" uważany jest za niedostosowanego
Ale takie oczekiwania sa sztucznie kreowane przez np. media czy coraz bardziej popularne nauki okolopsychologiczne, nie ma w tym glebszego sensu bo chodzi wlasnie o konsumpcje.
-
jak jakaś dziewczyna szuka pracy to bar koreański poszukuje pomocy kuchennej, płacą 10 zł za godzinę, ul.Przemysłowa 15, tel. 717947838
praca wieczorami, ciężka, można odreagować różne wzorce
-
W swoim sąsiedztwie mam trochę osób które pracują na produkcji, w fabrykach itp. Dzisiaj tak sobie myślałem o tym (bo kiedyś taką presję mi zarzucano żebym szedł w coś podobnego) i dotarło do mnie, że tam ludzie pracują za np. płacę minimalną a siedzą po 40-50 godzin tygodniowo w pracy. Że po to żeby w ogóle przeżyć pracują, robią po 40-50 godzin w tygodniu. To już zrozumiałem że w życiu nie chcę się w taką psychozę ładować żeby "zapieprzać" dodatkowo w nieprzyjemnej atmosferze, po to tylko by przeżyć. Odkrywcze było dla mnie to spostrzeżenie i nieco szokujące.
-
U mnie w domu jest takie przekonanie, że trzeba wrócić zmęczonym i sponiewieranym z pracy, do tego najlepiej narzekając i można powiedzieć, że dopiero się pracuje. Bo praca to ma być harówa, nieważne, że za marne grosze. A jak się ma przyjemność z tego co się robi i na tym zarabia, to nie można tego nazwać pracą
-
no właśnie, te wzorce...
-
A jak jest taka sytuacja- ktoś nie szuka konkretnej pracy chwilowo za to lubiący interesować się cudzym losem ludzie zaczepiają i mówią żeby iść do takiej a takiej instytucji żeby tam spróbować niejako wywierają presję to jak to traktować, jako dar od losu ?
Dodam, że te propozycje nie pochodzą od życzliwych osob więc może negatywna energia idzie od nich a sama praca jest ok?
Jak by to ugryżć? Wahadełko?
-
jeśli nie od życzliwych to bym potraktowała jako ich projektowanie 'co jest dla ciebie dobre', ale w ich opinii
-
A jeśli się mylę? Jeśli xle ich oceniam bo się np. zmienili ...(chociaz są to typy lubiące rządzić całym światem jeśli by mogli)
Odpowiedź mam dac do jutra , nie lubię działać pod presją a tym bardziej gdy nie jestem czegoś pewna
Staram się przypomnieć sobie pierwszy moment mojej reakcji i chyba było to spięcie w ciele
a dopiero póxniej rozsądek, że może warto spróbować itd. racjonalne tłumaczenie
cholerka jasna
-
Wyobraź sobie jak pójdziesz tam gdzie ci radzą i co będziesz wtedy czuła, czy wyjdziesz stamtąd zadowolona.
-
Tak zawsze próbuję robić , zobaczyć :)
no i raczej nie byłabym , chyba że po wypłacie a tak to męka i samopoświęcenie bardziej, nie moje klimaty
a na końcu satyfakcja że spróbowałam czegoś nowego jednak
ech z ta pracą u mnie zawsze był problem
podstawa to dla mnie klimat i ludzie a tych nie przewidzę
-
ja też najbardziej cenię atmosferę, ale akurat też mam średnio z nią teraz
-
Wilson
jak nie czujesz to nie idź, bo potem jeszcze w nerwach rzucisz i będzie gorzej
-
czasami się łapię na tym, że zamiast powiedzieć 'nie chce mi się robić'
mówię:
'nie chcę mi się dzisiaj służyć'.
-
Atlanta ale pewnie mimo sredniej atmosfery i tak lubisz to co robisz :) mam nadzieję i to podnosi całą sytuację na właściwy poziom.
...no właśnie żeby tak nie bylo że zacznę, stracę drugiego dnia cierpliwosc i nikt nie bedzie szczesliwy
ale mam też teraz odczucie, że jesli nie sporbuję to będę żałować
ot uroki niepewności ;)
gdybym byla osobą , która się nie przejmuje, nie przywiązuje, idzie z prądem podjęłabym tę robotę pt. co będzie to będzie
ale tu mam pewną sztywność , dlaczego nie umiem przyjąć od losu czegoś co wyskakuje nagle? Może to lekcja a może nie. Zadręczę się do rana ;)
czasami się łapię na tym, że zamiast powiedzieć 'nie chce mi się robić'
mówię:
'nie chcę mi się dzisiaj służyć'.
To by pasowało do służb specjalnych albo zdrowia :)
utarty slogan "świadczyć usługi" gdzieś tam krąży na falach eteru
ja czuję tak - tą służbę - kiedy ogarnia mnie zmęczenie i rutyna
-
Dla inspiracji podziele sie moim krótkawym dekretem, który załatwił mi najlepsza prace jaka do tej pory miałem. Właśnie robię porządki na kompie i przy okazji go znalazłem. Dekret poprzedziłem 3-dniową głodówką, właściwie powstał w jej trakcie - polecam głodówki przed planowaniem kreacji, bo rozjaśniają umysł.
Ja,Sebastian, już teraz mam legalną, stałą pracę w duńskiej firmie, w której zarabiam co najmniej 12 000 koron miesięcznie. Kontrakt otrzymuję pierwszego dnia pracy. /8+-Praca jest łatwa i przyjemna, i jestem w niej kochany i wspierany. Pracuję w niej harmonijnie, efektywnie i skutecznie.
-
Sebastian, dzięki, akurat mi się przyda:)
-
Tydzien po tym jak zacząłem na nowo podnosić samoocene finansowa i czuć sie bogatszy, po uczciwie przepracowanym sezonie, tym przełożonym którzy mnie wcześniej chwalili, zaczęło sie cos nie podobać i próbują postawić mnie w roli kogoś kto nie umie gotować. Widać nasze podświadomości na swoje sposoby przygotowują sie do rozmowy o podwyżkę
-
powiedz mi, sezon - to ile dni?
-
http://en.what-character-are-you.com/d/en/1509/index/9039.html?utm_source=Facebook&utm_medium=desktop&utm_campaign=trafficcheck
Nawet ciekawy test na najlepszą dla nas pracę. Mi i paru osobom przewidziało trafnie różne rzeczy
-
Viticulturist - uprawiacz winorośli? :))
od zawsze mam problem z wyborem zawodu i jeszcze nie wybrałam , ciągle szukam
-
Tu jest ten test po polsku
http://pl.what-character-are-you.com/d/pl/1509/index/9041.html?utm_source=Facebook&utm_medium=desktop&utm_campaign=trafficcheck
-
Ile pracuje nauczyciel po godzinach - również za granicą.
Wersja ang.
https://news.tes.co.uk/b/news/2015/02/27/teachers-work-more-overtime-than-other-professionals-analysis-finds.aspx (https://news.tes.co.uk/b/news/2015/02/27/teachers-work-more-overtime-than-other-professionals-analysis-finds.aspx)
-
czasami się łapię na tym, że zamiast powiedzieć 'nie chce mi się robić'
mówię:
'nie chcę mi się dzisiaj służyć'.
Cos w tym jest bo ja mam podobnie, z tym ze na zasadzie, ze chcialbym aby np. zyc z jakiegos spadku/pieniedzy a pracowac wylacznie hobbystycznie/idelowo. A takie zarabianie pieniedzy na siebie w sensie ze trzeba np. isc do pracy i ,,odsluzyc" swoje to ciarki mnie przechodza. Nie wiem ile bym musial miesiecznie zarabiac zeby sie przelamac :).
Cos jest nie tak z systemem pracy, bo wedlug mnie czlowiek marnuje czas chodzac do niej. Nie przedklada sie to ani na zarobki dla wiekszosci, ani nie robimy w tej pracy nic, co by dawalo ludziom satysfakcje. Wiekszosc prac jest odtworcza, jak wlasnie jakas sluzba/forma niewolnictwa. I do tego jeszcze te skladki emerytalne.....w sumie to odpowiada mi system amerykanski, gdzie mozna olac ubezpieczyciela i miec gdzies skladki.
A moze chodzi o to, ze przy tak duzej populacji ludzie nie da rady zapewnic wszystkim jednakowego poziomu i dlatego sa podzialy spoleczne, te z praca tez? W sumie to nie wyobrazam sobie, jak moznaby utrzymywac iles milionow osob jesli one by nie wyrabialy tam czegos (bo rynek tez jest ograniczony, stad bezrobocie i brak popytu na np. niektore uslugi czy produkty lub na odwrot).
-
jaka jest alternatywa dla korporacji?
Cale moje życie zawodowe pracuję w korporacjach. I wiem, że kiedyś ta formuła się wyczerpie dla mnie. niby wszędzie inna specyfika, ale działa to podobnie. i kiedyś ograniczenia narzucane przez tą formułę będa dla mnie nie do zniesienia.
i drugie pytanie. W nowej pracy, oczywiście korporacji, mam zupełnie odmienne warunki. przywykłam do wielu ludzi w biurze, kontaktu z wieloma osobami na codzień a tutaj jestem skazana na pana przed emerytura, co prawda dobrego i poczciwego człowieka z dużą wiedzą którą jest gotowy przekazywć, ale nie mogącego się pogodzić ze zmianami wokół, które nie sa tutaj zbytnio tłumaczone szarym pracownikom. Wiecznie narzeka, bo taką ma perspektywe, jest trochę starej daty. Rozumiem go i tą jego perspektywę, ale z każdym dniem wszystkiego mi się odechciewa. co robić? liczę, że coś się zmieni ale nie wiadomo...
-
Pracował ktoś z Was w marketingu MLM czy innego rodzaju? Zastanawiam się nad ofertą. Tylko jak zwykle nic konkretnego w niej nie piszą. Czuję, że się nie nadaje bo taki marketing kojarzy mi się z koniecznością posiadania niezliczone liczby znajomych i wciskania ludziom towarów czy reklam ale to się ponoć zmienia i nie taki diabeł straszny jak go malują. Ciekawi mnie czy mozna się tego szybko nauczyć i jakie osoby powinny sobie od razu dać spokoj.
-
Ciekawi mnie czy mozna się tego szybko nauczyć i jakie osoby powinny sobie od razu dać spokoj.
Próbowałem trochę sił w MLM ale zarzuciłem bo trafiłem do sekciarskej grupy. Jedyne co dobre to że poznałem człowieka, który stworzył polską firmę MLM znaną na wszystkich kontynentach dzisiaj (nie będę tu reklamował). Udzielił mi paru wskazówek, bardzo cennych dla mnie nie tylko jeśli chodzi o MLM, generalnie życie. Co ciekawe były one sprzeczne w zasadzie z większością tego, o czym czyta się na temat marketingu sieciowego.
Mogę podzielić się tymi kilkoma prostymi radami jeśli ktoś zechce (na prywatnych wiadomościach).
-
Udzielił mi paru wskazówek, bardzo cennych dla mnie nie tylko jeśli chodzi o MLM, generalnie życie. Co ciekawe były one sprzeczne w zasadzie z większością tego, o czym czyta się na temat marketingu sieciowego.
Mogę podzielić się tymi kilkoma prostymi radami jeśli ktoś zechce (na prywatnych wiadomościach).
- to warto je upowszechnić , zresztą co się masz produkować każdemu z osobna, jak masz tu miejsce i możliwość skierowania tego od razu do wielu ludzi , dobra rada nie jest zła : )
-
"dobra rada nie jest zła"
zausz emelema i żyj z dochodu pasywnego! :-)
-
dla ludzi rozwijających swój potencjał, w tym mających już w 100% rozwiniętą kreatywność i twórczość rola sprzedawcy-pośrednika- domokrążcy-odtwórcy (cudzych produktów/idei/ cudzych pomysłów, technik, metod etc. ) w tym zachęcanie innych do wchodzenia w takie role, niekoniecznie musi jawić się jako atrakcyjna i być spełnieniem marzeń, ale jak kto lubi i na czym mu zależy
systemy sprzedaży w których wszelkie (największe) koszty zrzuca się na tych którzy są na najniższym szczeblu mają ta zaletę, że są tanie w obsłudze : )
-
No własnie nie czuje żeby to było dla mnie z wielu względów ale wpada mi do głowy czasem żeby się przełamać w myśl zasady ;)
Dzięki za wypowiedzi .
-
W mojej głównym celem zawodowym ludzi jest dotrwać do emerytury i mieć wreszcie święty spokój.
Mam dość już tych wzorców i wreszcie zebrałam się na odwagę, żeby odejść. Chcę wreszcie robić to co lubię czyli zajmować sie głównie rozwojem.
Boje się, ale już jestem na takim etapie, że zupełnie tracę zainteresowanie tym co robiłam przez ostatnie 11 lat. Nie potrafię sie juz do niczego zmusić w pracy, ale i tez nie chce sie juz do niczego zmuszać.
Chcę dojść do takiego etapu, że mogę zostawić dobre po to, żeby otworzyć sie na lepsze. Nie chcę juz doprowadzać się do takiej frustracji.
-
Lilliole
Powodzenia :) Wlasnie przechodze to samo. Jestem w trakcie tworzenia strony internetowej i ogarniania jakie uslugi dokladnie bede swiadczyl. Jak sie rozkreci to od razu rzucam obecna prace :) Mysle ze spokojnie jeszcze w tym roku :)
-
Lilliole
Powodzenia :) Wlasnie przechodze to samo. Jestem w trakcie tworzenia strony internetowej i ogarniania jakie uslugi dokladnie bede swiadczyl. Jak sie rozkreci to od razu rzucam obecna prace :) Mysle ze spokojnie jeszcze w tym roku :)
Dziękuję :) Ja Tobie tez życzę "rozwijania skrzydeł" zgodnie z tym co dla Ciebie najlepsze!
Mi było bardzo trudno jednocześnie pracować i rozwijać usługi. Praca kosztowała mnie za dużo energii (inne sprawy też) i nie starczało mi wiele na to co lubię robić. A bałam sie zostawić tzw ciepłą posadką. Teraz tez sie boję, ale i tak czuję, że to dobry krok :-) Bo pod tym lękiem jest duża radość i ciepło na sercu.
-
No ja właśnie mam ten sam "ból", że moja etatowa praca wysysa mnie za bardzo z energii i trochę się obawiam tego etapu przejściowego z dwiema pracami na raz, nie tyle że nie dam rady, co że będę wiecznie zmęczony i przeciążony, a ja nie lubię się nadmiernie przepracowywać :D Traktuje to jednak jako inwestycje i modle się jednocześnie o najlepsze dla mnie rozwiązania i możliwości. Bóg na pewno ma jakieś ułatwienia i bonusy dla mnie, więc chcę z nich korzystać ;)
Nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł poczytać o Twoich sukcesach w tym temacie, mnie nic tak nie motywuje jak przykłady że innym ludziom wyszło (pś załapuje, że skoro inni mogą, to czemu ja bym też nie mógł), więc jako że obrałem bardzo podobną ścieżkę (też rzucanie etatu na rzecz rozwojowych usług) - tym bardziej życzę powodzenia i obfitości pozytywnych kreacji :)
W ogóle ten 2016 rok to rzeczywiście jakiś taki rok przyspieszonych żniw, bo naprawdę dużo się zmienia w krótkim czasie :)
-
Lilliole,
Ja też zmagam się od jakiegoś czasu głównie z problemami związanymi z pracą, chcę się uwolnić od etatu i w końcu w pełni poświęcić się temu, co kocham robić. Nie zdawałam sobie sprawy, że moja droga będzie tak długa i kręta, ale intensywnie przerabiam dzięki temu mnóstwo innych, powiązanych tematów, takie jak samoocena, czy relacje z ludźmi. Tak wiele mam z tego korzyści i wiem, że wszystko prowadzi w odpowiednim kierunku. Tak, zmiany ostatnio dzieją się i to jeszcze w zawrotnym tempie, chcę z tej tendencji jak najwięcej korzystać:)
Życzę Ci również z całego serca powodzenia i jak najszybszej realizacji Twoich marzeń:) Uda Ci się dużo szybciej i łatwiej niż myślisz;)
Ciężko jest teraz pracować na etacie i dodatkowo zajmować się aktualnymi zleceniami, szukać nowych, uczyć się i jeszcze nie zamykać na tworzenie pod presją czasu, czy wymagań klientów. To dla mnie duże wyzwanie, ale mimo chwil słabości, twardo prę do przodu. Wiem, że zaczęło się to do czego od dawna dążyłam, więc nie chcę tego zaprzepaścić durnymi wyobrażeniami. Chcę rysować zawodowo i w tym samym czasie zdobyć mojego wymarzonego psiaka i rozwijać się w kierunku trenera i behawiorysty zwierząt, a do tego też tak naprawdę niewiele mi brakuje, zupełnie niepotrzebnie się ograniczałam. Mam światu tyle do zaoferowania, tyle zainteresowań, talentów - nie chcę marnować czasu na zwykły etat... Czuję, że naprawdę w najbliższym czasie mogę czuć się wolna i robić na co dzień rzeczy, które kocham i zarabiać na nich, nie martwiąc się o brak przepływu pieniędzy.
Swoją drogą, co do usług rozwojowych, jestem na etapie odkrywania swoich duchowych talentów i bardzo mnie to ekscytuje. Byłam na to mocno zamknięta, ale w toku otwierania się na Boga przychodzą do mnie nowe inspiracje i pomysły. Nie wiem jeszcze co to będzie, ale czuję że są to rzeczy, którymi też chciałabym się w przyszłości zajmować:)
-
Chwilę się zastanawiałem czy tu napisać o tym, że bardzo wam kibicuję.
Moje wahanie wynikało z tego, że nie chciałem nikogo presjować swoimi oczekiwaniami.
Lubię czytać tu o sukcesach duchomaniaków, dodaje mi to siły i nadziei.
Mam nadzieje, że też mam jakieś duchowe talenty, chciałbym mieć coś takiego.
Może w przyszłości coś takiego w sobie odkryje lub wymedytuje:)
-
Haha, Michal nie przejmuj sie, ja odbieram bardzo milo to co piszesz, a presji zadnej nie czuje bo robie to dla siebie, a nie dla innych. Mozesz miec nie wiadomo jak duzo oczekiwania wobec mnie i mi to nie robi zadnej roznicy :) Ty masz prawo miec oczekiwania, ja mam prawo ich nie zaspokajac - i wszyscy sa szczesliwi :)
-
No ja właśnie mam ten sam "ból", że moja etatowa praca wysysa mnie za bardzo z energii i trochę się obawiam tego etapu przejściowego z dwiema pracami na raz, nie tyle że nie dam rady, co że będę wiecznie zmęczony i przeciążony, a ja nie lubię się nadmiernie przepracowywać :D
U mnie tak było. Byłam zmeczona, przeciążona i zła. Praca, dziecko, jeszcze psa w tamtym roku kupiłam. Moje cele związane z moja firmą były na ostatnim miejscu - i zwykle na to czasu ani energii nie starczało. I to zwykle odpuszczałam. Ale chyba potrzebowałam przez to przejść :-) Tak sie urobić, żeby wreszcie powiedzieć dość. Bo ja akurat często w życiu się przepracowywałam. Na tym kiedyś budowałam swoje poczucie wartości :-)) na byciu potrzebna, niezastąpioną i zapracowaną.
Wreszcie zaczęłam odpuszczać.
Jedyne czego nigdy nie odpuszczałam to praca nad sobą. Bo akurat tego nie traktowalam w kategoriach muszę tylko, że mnie interesuje i fascynuje.
A teraz przyznam się, że nawet nie mam jakiegoś większego planu :-)) Wiem, że chcę pracowac z ludźmi, żeby ich zycie było lżejsze, przyjemniejsze, bardziej satysfakcjonujące. Róznymi metodami. Cieszę sie z każdej możliwości pracy z ludźmi. Pracuje nad tym co jest i się wydarza. Coraz mniej presjuje siebie, że to ma byc już, teraz, jeszcze więcej i więcej.
Z presji to mi zostało to, że chce jak najszybciej odejść z pracy, ale czuje się winna, że zostawiam pracowników. Czuje presję tego, ze oni nie chcą żebym odchodziła, boja się.
Nie wiem jeszcze kiedy odejdę. Mam nadzieję, że z całego etatu do końca kwietnia. Potem może eewntualnie jeszcze ze 2 miesiące na pół etatu. Ale dowiem się dopiero na Walnym jak będę rozmawiać z Rada nadzorczą. Bo dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że mojego kontraktu nie da sie wypowiedzieć. Pozostają rozmowy i porozumienie stron. To sie tak ślimaczy...
W ogóle ten 2016 rok to rzeczywiście jakiś taki rok przyspieszonych żniw, bo naprawdę dużo się zmienia w krótkim czasie :)
Cos w tym jest. Bo ostatnie lata to ja tylko pracowałam, nad sobą, nad tym co chce robić, chodziłam na kursy, szkolenia i niewiele sie zmieniało, nie miałam odwagi zdecydować się. A teraz dużo rzeczy sie samo układa. Wyrażam chęć i sie dzieje :-)
-
Lilliole,
Ja też zmagam się od jakiegoś czasu głównie z problemami związanymi z pracą, chcę się uwolnić od etatu i w końcu w pełni poświęcić się temu, co kocham robić. Nie zdawałam sobie sprawy, że moja droga będzie tak długa i kręta, ale intensywnie przerabiam dzięki temu mnóstwo innych, powiązanych tematów, takie jak samoocena, czy relacje z ludźmi. Tak wiele mam z tego korzyści i wiem, że wszystko prowadzi w odpowiednim kierunku. Tak, zmiany ostatnio dzieją się i to jeszcze w zawrotnym tempie, chcę z tej tendencji jak najwięcej korzystać:)
Życzę Ci również z całego serca powodzenia i jak najszybszej realizacji Twoich marzeń:) Uda Ci się dużo szybciej i łatwiej niż myślisz;)
Dziękuje Arweno :-*
Ja tez Tobie życzę żebyś z łatwością i przyjemnością zrealizowała swoje plany i marzenia. A tak w ogóle, żeby to co się dzieje w Twoim życiu było piękniejsze niz Twoje najśmielsze marzenia.
Ja tęż intensywnie pracowałam i nadal pracuję nad samooceną i relacjami z ludźmi i ze sobą. Bo to było coś co mnie najbardziej blokowało. A ja myślałam, że chodzi o to, że moje umiejętności nie są jeszcze na wystarczającym poziomie :-)) Zawsze uważałam siebie za niewystarczająco dobrą.
Dużo się zmieniło jak zaczęłam pracować z wewnętrznym dzieckiem. Teraz jak mam do siebie jakieś pretensje to biorę zdjęcie małej Agnieszki - i mówie do siebie: "Jej to powiedz! No proszę powiedz jej , że nie ma talentu i że jest niewystarczająco dobra".
I od razu zmienię sie moje myślenie. I wtedy mówię do siebie: "Świetnie sobie radzisz. Wierzę w ciebie. Zasługujesz to to wszystko i jeszcze więcej "
-
Praca na etacie to nic złego .Dla jednych może być korzystna, inni wolą być bardziej niezależni.Jedno i drugie ma wady i zalety .Wszystko to sprawy indywidualne. Mi osobiście nie pasuje etatowa praca ale gdy na etacie robisz to co lubisz ,zarabiasz korzystnie ,pracujesz z fajnymi ludźmi to w czym problem ? A jak ktoś powie ,że na etacie zarabia się mniej to niech spojrzy na zarobki prezesów spółek ;)
-
Lilliole Arwena
Kibicuje Wam dziewczyny.Temat zarabiania na własnych pasjach ,szczególnie tych twórczych jest mi bardzo bliski.
Ja co prawda przez większość życia starałem się właśnie łączyć różne pasje z pracą z dobrym finansowym skutkiem często .
Teraz jestem ze względów zdrowotnych i też z tego ,że mi się pewne tematy przejadły na początku znowu drogi jakby .
Dużo niepewności i lęków jeszcze typu jak i czy da się zarobić na tym co kocham i wyżyć tylko z tego .Przynajmniej wiem co chcę robić no i okresowo na tym już potrafiłem dobrze zarobić, także nie jest tak źle.
-
ontoja :-)
dzięki
Praca na etacie to nic złego .Dla jednych może być korzystna, inni wolą być bardziej niezależni.Jedno i drugie ma wady i zalety .Wszystko to sprawy indywidualne. Mi osobiście nie pasuje etatowa praca ale gdy na etacie robisz to co lubisz ,zarabiasz korzystnie ,pracujesz z fajnymi ludźmi to w czym problem ? A jak ktoś powie ,że na etacie zarabia się mniej to niech spojrzy na zarobki prezesów spółek ;)
Ja przez kilka ładnych lat lubiłam swoja pracę, wierzyłam, że cos zmienię. Bardzo sie starałam i angażowałam więcej niż potrzeba. Ale jezeli o czas pracy to zawsze miałam dość luźno. Mogłam sobie wychodzić jak potrzebowałam. A jakby ktoś miał jakieś wątki to zawsze mogłam powiedzieć, że ide np do ZUS u.
Ale po kilku latach rozwoju już jej nie lubię. Ja się zmieniłam, zmieniły się moje priorytety. Nie czuje juz tej pracy. Im bardziej nie czuje, tym gorzej pracuję. A im gorzej pracuję tym bardziej moja samoocena jako pracownika siada. czuję, że oszukuje i siebie i innych - chociaz od jakiegoś czasu mówię o tym, że jestem wypalona, ale tak jakby nikt mi nie wierzył, aż do chwili gdy postanowiłam odejść.
W sumie mi trochę szkoda. tyle lat pracowałam na swoja pozycję :-)) I mogłam zostać Prezesem Zarządu... Chlip! Chlip! I znowu sobie sztucznie podbudować samoocenę stanowiskiem. Wyrobić nową pieczątkę. Ale wiem, że to nie działa za długo.
-
Michał486,
ja też nie czuję żadnych presji i dziękuję za szczere, ciepłe myśli;) Co do duchowych talentów to też jestem dopiero na drodze odkrywania, ale wiem, że prędzej czy później znajdę coś dla siebie.
Lilliole, ontoja
Dziękuję Wam:) Teraz przechodzę przez męki, od kilku dni praca nad zleceniami stoi praktycznie w miejscu, ciężko mi się zmobilizować do konkretnego działania, weny brak, z góry zakładam, że mi nie wyjdzie, więc odkładam na później i zajmuję się innymi rzeczami, ale gdzieś tam z tyłu ciągle coś mnie męczy. Jestem przekonana, że ma to związek z zarabianiem, bo dla mnie rysowanie dla siebie - dla przyjemności, a dla kogoś - za pieniądze, to jeszcze dwie różne rzeczy. Kiedy mam w czymkolwiek tak duże opory to po prostu dużo się modlę. Wczoraj byłam tak zdesperowana, że będąc w pracy zamknęłam się w pokoju i zrobiłam sobie 20 minutową medytację:D Zrelaksowałam się w pełni, co dobrze świadczy o moim miejscu pracy, bo czuję się tam tak swobodnie, że nic mnie nie rozpraszało i nikt mi nie przeszkadzał. No może nie licząc zabawnego faktu, że kiedy skończyłam medytować zobaczyłam, że za oknem siedział sobie facet, robiący elewację w naszym hotelu, a ja wcześniej olałam fakt, że na tym piętrze jest przecież rusztowanie;D Musiałam w jego oczach śmiesznie wyglądać medytująca na środku pokoju, siedząca na stercie ręczniczków:D
Dzięki temu zrelaksowałam się, uspokoiłam i dałam sobie czas i przestrzeń na to, żeby przejść przez te opory. To w porządku, że mam gorszy dzień i że akurat rysowanie mi nie idzie i automatycznie im więcej luzu poczułam, tym szybciej wróciła mi chęć do rysowania i tamtego dnia po powrocie do domu dokończyłam parę rzeczy. Cieszę się też, że mi tak mocno teraz wywala, bo tak duży opór oznacza, że naprawdę coś dużego ruszyłam. A jak się już przez to przebiję, to dopiero będą efekty! Postanowiłam więc być cierpliwa i spokojna.
Ja tęż intensywnie pracowałam i nadal pracuję nad samooceną i relacjami z ludźmi i ze sobą. Bo to było coś co mnie najbardziej blokowało. A ja myślałam, że chodzi o to, że moje umiejętności nie są jeszcze na wystarczającym poziomie :-)) Zawsze uważałam siebie za niewystarczająco dobrą.
Dużo się zmieniło jak zaczęłam pracować z wewnętrznym dzieckiem.
Lilliole,
No ja mam coś podobnego, mam jeszcze sporo do uzdrowienia z dzieciństwa i też często czuję się niewystarczająco dobra, szczególnie jeśli chodzi o moje rysowanie. Zdarza się jeszcze, że się porównam z kimś bardziej doświadczonym i pluję sobie w twarz, że nie poszłam na ASP, albo że nie rysowałam przez tyle lat. Ale wiem, że to tylko pułapki niskiej samooceny, jak sobie odpalam moje rysunki to od razu się uspokajam, bo wiesz co - naprawdę bardzo mi się podobają, nawet jeśli nie są perfekcyjne:) I Bardzo fajne ćwiczenie z tym zdjęciem:) Bo mam mnóstwo rysunków z dzieciństwa, które kocham oglądać i gdybym miała teraz powiedzieć małej Karolince, że któryś z tych rysunków jest do bani... To nie miałabym serca, są przecież takie piękne! A to ciekawe, bo dla siebie jako dorosłej, mam dużo większe wymagania.
Nauczyłam się też ostatnio, że rozwojowcy tak często skupiają się na tym co im siedzi w podświadomości, że często zapominają co im mówi sama świadomość. I ja popełniłam ten błąd, to wydawało się przecież takie oczywiste, jednak dopiero teraz dotarło do mnie jak bardzo każdego dnia skupiałam się na tym, czego tak naprawdę nie chcę robić. To były myśli, które tylko odwlekały zmiany i odwodziły od realizacji moich celów. To wszystko robiłam całkowicie świadomie, tak bardzo bałam się tych zmian, że nawet nie chciałam się sobie do tego przyznać. Przypomniały mi się te wszystkie rozmowy z koleżankami w pracy, ile energii i czasu poświęcałam na to, żeby się w tym ciepłym, "bezpiecznym" bagienku utrzymywać. Świadomie kierowałam swoją uwagę na tym, że sobie w tej pracy jeszcze trochę posiedzę, bo w sumie nie jest tutaj tak źle, a rysowanie to w swoim czasie. Teraz więc, w ramach radykalnych zmian każdego dnia skupiam się na działalności, którą chcę założyć, na rysowaniu, na zleceniach, na tym że to one są i będą źródłem moich zarobków.
Czuję kocioł, ale jest dobrze, dużo się dzieje:D
-
Arwena
Przyjm tamten etat co Ci babka proponowała w wydawnictwie .
-
Wydawnictwo ma siedzibę w małym miasteczku pod Warszawą, a ja mieszkam w Poznaniu, nie mam zamiaru przeprowadzać się specjalnie i gonić za pracą etatową - to praca ma przyjść do mnie;) Zaproponowałam naczelnej pracę zdalną, ona mi napisała, że postara się wysyłać mi zlecenia i na tym się skończyło. Do tej pory się nie odezwała, chociaż kto wie, może jeszcze coś mi kiedyś zlecą. Ja się na tę okazję ani nie zamykam, ani też nadmiernie nie napalam. Nie poddaję się i próbuję swoich sił w różnych formach zarabiania na rysowaniu:)
-
To jest praca o której marzyłaś i ona do Ciebie przyszła .Co Was trzyma w Poznaniu oprócz prac etatowych ,których nie lubicie ? Nie odpowiadaj .Odpowiedz sobie .Ja czuję jakąś awersję przed etatem a on może być na teraz najlepszy i otworzyć na więcej.Napisałem to bo tak poczułem .Rozważ czy sobie nie bojkotujesz ,bo mogła byś mieć taką pracę już teraz zamiast dalej gonić króliczka.
Bez urazy ,żadna ze mnie wyrocznia choć czasem z boku widać lepiej.
-
Spoko, ja akurat wiem czego chcę w tym temacie i wiem jakie warunki pracy chcę sobie stworzyć:) Jeśli lubię swoje miejsce zamieszkania i nie chcę z niego rezygnować to wiem, że mogę sobie przyciągnąć pracę idealnie dopasowaną do moich aktualnych potrzeb. Chodzi o to, że to ja chcę wybierać w ofertach, a nie na odwrót, a wiem że jak uwierzę w siebie to będę sobie mnóstwo okazji i możliwości kreować. Poza tym tak naprawdę zwykła praca w wydawnictwie to nie jest też nie wiadomo jak wielka życiowa szansa, a tego typu oferta nie jest też dla mnie najważniejsza, żeby się dla niej aż tak poświęcać;)
Oczywiście nadal marzę, żeby ilustrować książki i na tym też się oczywiście skupiam, ale nie zależy mi na prestiżowej posadzie, chcę mieć tylko miły i przyjemny sposób na zarobek, chciałabym spokojną, miłą pracę, najlepiej zdalną, żeby nie siedzieć po 8 godzin w biurze, bo to mnie dusi. Jak tylko skończę aktualne zlecenia na grafiki, to planuję znowu powysyłać portfolio do innych wydawnictw i je trochę powzbogacać, bo mam kilka szkiców i pomysłów na fajne ilustracje:) Na pewno przybędzie coś lepszego dla mnie:)
Jakiś czas temu Rowling opublikowała na Twitterze odmowy dwóch wydawnictw, z czasów kiedy próbowała swoich sił jako pisarka, jeszcze pod innym nazwiskiem. Pisała, że jeden z listów dużego wydawnictwa oprawiła w ramkę i powiesiła w kuchni. I to była dla niej motywacja, bo podobnie toczyły się losy jej ulubionych pisarzy, którzy nigdy się nie poddali;)
-
Ja, jakiś czas temu nawet przekonałem się do etatu jako etatu samego w sobie. Nie przeszkadzało by mi to jakoś bardzo, gdyby miał sobie popracować jeszcze na etacie robiąc co lubię i co mnie ciekawi. W etacie fajne jest choćby to, że wychodząc z pracy zostawiam ją całkowicie za sobą i w wolnym czasie mogą poświęcać się w 100% wszystkiemu co nie jest pracą ;) Z kolei taki największy minus etatu to dla mnie to, że ja mam tak że mam takie dni, gdzie bym sobie odpoczął i popracował dużo mniej żeby się zająć pewnymi rzeczami, które mnie zaaferowały a bywają też takie gdzie bym sobie po prostu po pracy jeszcze popracował w ramach czegoś ciekawego (to się akurat da jakoś zorganizować :D).
Moja obecna praca to takie pół na pół - 50% rzeczy które tam robię to nawet lubię, nauczyłem się sporo technicznych rzeczy związanych z tworzeniem i modyfikacją stron internetowych, a także ich pozycjonowaniem, dzięki czemu mogę sobie nie tylko dorabiać, ale też jak startuje ze swoim biznesem to będę miał świetną stronę za darmo, taką za którą bym zapłacił z dobre 1500 zł. I lubię to na tyle, że chyba nawet będę okazjonalnie dorabiał sobie na robieniu i modyfikowaniu stron, bo są z tego fajne pieniądze i bardzo ładnie się to komponuje z duchową pracą zdalną - można sobie na luzie podłubać w kodzie pomiędzy zabiegami i innymi zleceniami.
Pozostałe 50% których nie lubię w obecnej pracy to jakaś nudna klikanina, której się nie da ominąć i przede wszystkim nieustanny (na szczęście w 95% mailowy) kontakt z klientami, którzy w dużej mierze piszą by wyrazić swoje niezadowolenie (słusznie i często niesłusznie) na rzeczy, które w bardzo dużej mierze nie mam wpływu, ale sytuacja jest porąbana na tyle, że tak gdzie się mogę przyznać że nie mam wpływu to i tak nie dociera, a jeszcze jest sporo rzeczy na które oficjalnie mam wpływ, a w praktyce nie mam żadnego i muszę ściemniać. Strasznie to wszystko nieprzyjemne i wymaga ode mnie pewnej formy stłumienia, żeby się tym zajmować.
No i wisienka na torcie. Tak jak od dwóch jak pracuje w tej firmie, nasz dział nie miał żadnego kierownika, czuwali nad nami bezpośrednio prezesi, ale w bardzo mocno ograniczonym stopniu bo nie mieli na to czasu, a dział tworzyły same odpowiedzialne osoby, więc każdy pilnował swojej roboty i pomagał pozostałym - współpraca i odpowiedzialność były naprawdę na wysokim poziomie. Było to naprawdę super bo miało się pewne poczucie swobody i wolności, nikt na ręce nie patrzył, robiło się wszystko po swojemu, biorąc po prostu odpowiedzialność za każde słowo i działanie. Ja mając bardzo szybkie tempo pisania i dobrą organizację pracy radziłem sobie z moimi zadaniami szybciej niż koledzy, więc mogłem sobie pozwolić na nieco luzu pomiędzy zadaniami, siedząc sobie na necie w telefonie a jeszcze mnie chwalono za jakość i tempo pracy :D
Jednak firma się rozrosła przez ostatni rok, dział techniczny zyskał 2 razy więcej pracowników, nie wszyscy już trzymali poziom i niestety padła decyzja że musi się pojawić menedżer działu. Gość jest z nami od tygodnia i powiem krótko - te wyjątkowe, naprawdę fajne warunki pracy natychmiastowo szlag trafił. Wrzucili nam gościa z zewnątrz, takiego który nie wzbudza za grosz autorytetu, który w ogóle nie ogarnia technicznych rzeczy i jest teoretykiem zarządzania - tak, dosłownie teoretykiem - wykłada zarządzanie na jakieś wyższej szkole czegoś tam. Z naszą pracą (pozycjonowanie i Adwords) ma tyle wspólnego, że kiedyś miał sklep internetowy co użyto jako argumentu, że coś tam wie - to tak jakbym ja powiedział, że znam się na administracji bo prowadzę sobie kilka teczek z dokumentami. Koleś rozmawia z nami, ale nas nie słucha (nie mówcie mi o problemie, mówcie o rozwiązaniach), rzuca korpo żargonem, który kompletnie nie pasuje do grupy (naprawę użył słowa "target" z pełną powagą w zdaniu), a przez tydzień nie potrafił się nawet nauczyć kilkunastu imion, które się nawet powtarzają do tego stopnia, że mimo profilu pracowników w systemie (zdjęcie + imię i nazwisko), kazał nam przykleić do ścian karteczki z imionami, dzień później rozrysował sobie plan pokoju (całe 10 biurek) z podpisanymi imionami i przykleił sobie do ściany i jeszcze się kurde myli (w ciągu jednej rozmowy nadał mi dwa imiona, chociaż jedno się zgadzało). Dowala się do organizacji pracy najsolidniejszego pracownika z firmie (wszyscy wiedzą że koleś robi 200% normy i dosłownie robi cuda dla klientów), nie zna firmy i branży tak naprawdę, ale nie słucha że coś jest głupie czy bez sensu.
Ja się jeszcze wkopałem, bo na 27 maja padł pomysł, że jak ktoś chce darmowe wolne to ma sobie wymyślić cel do zrealizowania i ja go osiągnie to będzie wolne gratis. Informacje enigmatyczne, a ja jestem łasy na darmowe rzeczy, więc poszedłem wypytać o co chodzi (jeszcze przed przyjściem menedżera), sam proces przeciągnął się w czasie i bez wchodzenia w szczegóły skończyło się tym, że miałem indywidualną rozmowę z menedżerem o celu, który dla mnie wymyślił i który oznaczał dodatkowy kontakt do 30 klientów w miesiącu w sprawie jakichś dodatkowych działań pod SEO i 15 wymuszeń komunikatu o cookies (raz do klienta mail że mu zrobimy cookiesy jak nie ma, jak klient oleje to zostawiamy temat). To, że zawracanie dupy ludziom o cookies jest bez sensu, bo już raz dostali informacje, a ich bardziej interesuje pozycjonowanie i w tej kwestii oczekują ode mnie działań pozostał odbity. Ok. Jeśli chodzi o kontakt do 30 klientów zjechał mi łaskawie że tylko dla 15 mam coś zrobić (a dla reszty później), ja mu mówię, że analiza klienta, kontakt z nim i wykonanie dodatkowych działań to średnio 2-3 godziny na klienta (nie podałem zawyżonych wartości), więc 15 klientów to 30-50 godzin dodatkowej pracy na 4 tygodnie czyli 160 godzin (w firmie nie ma możliwości brania nadgodzin). Ja mu to mówię, a on mi tylko rzucił komentarzem, że my to strasznie lubimy liczby i zaczyna swoją manipulacyjną gadkę... Ręce mi opadły.
Żeby było zabawniej, ciągle się oficjalnie mówi że dział techniczny ma dużo za dużo pracy, że mamy za dużo klientów na osobę (na obsługuje ok. 340 teraz), że menedżer jest po to, aby opracować nowe plany działania i nas odciążyć, a tu nagle mam sobie wyczarować tyle dodatkowego czasu. Jasne, ja sobie akurat radzę na tyle szybko, że mógłbym sonie trochę dodatkowej pracy wrzucić, ale nie aż tyle. A inni to już w ogóle by się nie wyrobili.
Nie mając już siły, powiedziałem tylko że słabo to widzę, ale nie będę niczego z góry odrzucał, na co powiedział że ok, mamy ustalone więc że spróbuje i w swoich notatkach jako znak mojej aprobaty narysował uśmiechniętą buźkę, a dwie minuty wcześniej mówił że nie jesteśmy w przedszkolu (ja nie mam nic przeciwko uśmiechniętym buźkom, ale tutaj zajechało kolejnym NLP-podobnym bullshitem).
Podsumowując - koleś, który jest za głupi na wykonywanie mojej pracy, będzie mi mówił jak mam pracować i mną zarządzał (mimo że jego zarządzanie też pozostawia wiele do życzenia) i jeszcze pewnie kroi za 2-3 razy większą pensję niż ja.
Wiem, że się rozpisałem, ale jak widać - bije ode mnie mnóstwo frustracji. Obiecałem sobie, że nie dam się korpozeszmacić i zamierzam słowa dotrzymać. Na pewno nie będę sobie wypruwał flaków dla jednego wolnego dnia i gdybym nie zamierzał niedługo odejść to poszedłbym ZAŻĄDAĆ podwyżki, mówiąc że jak chcą robić korporacje z firmy to niech robią, ale ja w takim razie chcę korporacyjnej pensji. Nie ma 10 osób na moje miejsce, jest problem żeby znaleźć chociaż jedną sensowną.
Nakreśliłem z grubsza z czym muszę się mierzyć. Na swój sposób się cieszę, bo zamiast przedłużać wziąłem się w garść i wystarczyły jedne warsztaty, które się idealnie zbiegły z tymi zmianami, żeby nagle stwierdzić że rzeczy które planowałem na x lat do przodu mogę robić już teraz. Tak po prostu.
-
Wydawnictwo ma siedzibę w małym miasteczku pod Warszawą, a ja mieszkam w Poznaniu, nie mam zamiaru przeprowadzać się specjalnie i gonić za pracą etatową - to praca ma przyjść do mnie;)
Podoba mi się to podejście :-)
Ja już tez nie będę za niczym ganiać. To jest właśnie wzorzec który funkcjonuje u mnie w otoczeniu. Nieważny efekt, ale ważne ile kto się oganiał. Im więcej się oganiał tym większego medalu oczekuje.
-
Ja, jakiś czas temu nawet przekonałem się do etatu jako etatu samego w sobie. Nie przeszkadzało by mi to jakoś bardzo, gdyby miał sobie popracować jeszcze na etacie robiąc co lubię i co mnie ciekawi.
No. Ja mam podobnie. Przekonałam sama siebie do etatu. I póki jeszcze czułam, że się rozwijam na swoim stanowisku to było w miarę fajnie. I dopóki czułam sens tego co robię. Teraz nie widzę ani sensu ani korzyści innych niż pieniądze, które zarabiam.
-
Wydawnictwo ma siedzibę w małym miasteczku pod Warszawą, a ja mieszkam w Poznaniu, nie mam zamiaru przeprowadzać się specjalnie i gonić za pracą etatową - to praca ma przyjść do mnie;)
To jest bardzo dobre podejście :).
Jak wiemy dokładnie czego chcemy i jest to wynik świadomości a nie zaślepienia, uporu, to nie trzeba chodzić na kompromisy szukając pracy, partnera, domu, mieszkania. Kompromisy są wtedy, gdy wierzymy, że na więcej nie zasługujemy. Dobrze, że ta oferta przyszła, bo zobaczyłaś, że są potencjalne możliwości. Bardzo dobrze, że przyszła po modlitwie, bo zobaczyłaś jaką szybką masz moc kreacji i wsparcie od WJa, a że nie do końca taka, która ci odpowiada? To pewnie jeszcze dlatego, że jednocześnie była też wynikiem różnego rodzaju wyobrażeń, które masz jeszcze w podświadomości, na temat własnych możliwości i korzystania z nich. Jak się ugruntujesz w tym co chcesz i w tym, że na to zasługujesz to wystarczy :). Bo talentu, zdolności Ci NIE BRAKUJE! I przekonałaś się już o tym, że ludzie też tak uważają :)
-
Kinga:)
Dziękuję, bardzo miło mi się zrobiło kiedy przeczytałam dziś tego posta:) Szczególnie, że mam dzisiaj przełomowe dla mnie odczucia i przemyślenia, dużo się teraz oczyszcza i w tematach pracy czuję się jakbym znów odradzała się jak feniks z popiołów;) Oczywiście, też widzę same korzyści z tej oferty,którą sobie przyciągnęłam i nie mam nawet momentu smutku na myśl, że nic konkretnego z tego jednak nie wyszło. Poczułam się bardzo doceniona i dotarło do mnie wreszcie, że hej! naprawdę mogę pracować jako ilustrator! Z pewnością tego potrzebowałam:) Z tymi możliwościami to miałam totalną jatkę w głowie, od niezasługiwania po niewiarę w siebie, mechanizmy związane z rodziną, a i jeszcze ostatnio oczyszcza mi się temat bycia i czucia się nieporadnym dzieckiem. Coraz więcej we mnie dojrzałości, odpowiedzialności, asertywności, pewności siebie... I od razu jak się łatwiej i przyjemniej żyje jako dorosła osoba, która wspiera swoje wewnętrzne dziecko, a nie jako dorosłe dziecko szukające wiecznie wsparcia z zewnątrz. To dla mnie nowość, ale czuję się z tym bardzo fajnie:)
Podoba mi się to podejście :-)
Ja już tez nie będę za niczym ganiać. To jest właśnie wzorzec który funkcjonuje u mnie w otoczeniu. Nieważny efekt, ale ważne ile kto się oganiał. Im więcej się oganiał tym większego medalu oczekuje.
Na szczęście nadmierne ganianie za czymś i wypruwanie z siebie flaków mam za sobą;) Przez całe życie dążyłam do tego, aby zostać lekarzem weterynarii, lata pasji, ale też i życiowych dylematów, było w tym coś pociągającego i ciekawego, ale nic za czym bym tęskniła;) W pewnym momencie życia bardzo się na wetę uparłam, bo nie widziałam nic lepszego dla siebie - ten zawód wydawał mi się najbardziej zgodny ze mną, moimi zainteresowaniami i oczekiwaniami jeśli chodzi o karierę i zarobki. Wzięłam na siebie bardzo dużo, sama przygotowywałam się do rozszerzonej matury z biologii i chemii, które zdawałam po skończeniu liceum, w tym samym czasie pracowałam po 12 godzin jako recepcjonistka, odkładając przez rok całą kasę na wyprowadzkę, aby móc studiować weterynarię, której nie było wtedy w moim mieście. Masa poświęcenia, tak naprawdę straconego czasu, nerwów i przełamywania różnych barier na siłę, wszystko po to by na końcu przekonać się, że to jednak nie dla mnie. Świat mi się wtedy zawalił, bo czułam pustkę, a jednocześnie rozmyślałam o tym, do czego znów mogłabym dążyć. To było dla mnie pewnego rodzaju zabezpieczenie - zaplanować swoją przyszłość i dążyć uparcie do celu. W pewnym momencie zorientowałam się, że życia nie da się zaplanować i że planowanie stawia na drodze tylko niepotrzebne ograniczenia, zrozumiałam to kiedy z wielkim płaczem i rozwalającymi emocjami musiałam zrezygnować z moich urojonych marzeń. Bo moje wyobrażenia o weterynarii nawet w małym stopniu nie pokrywały się z rzeczywistością z którą się zderzyłam. To była u mnie głównie kwestia potłumienia siebie, co zakrzywiało moje postrzeganie rzeczywistości, ale to już inna historia.
Teraz mam swój cel, ale on przyszedł do mnie naturalnie, urodził się z tego, że na co dzień rysowałam sobie dla relaksu i czystej przyjemności, nie oczekując od siebie niczego, nie wywierając żadnych presji. Nagle okazało się, że rysunki są fajne i że mogłabym sobie na tej przyjemności zarabiać. Oczywiście odpalił się od razu szereg blokad, wzorców, wywałek - głównie oscylujących wokół przekonania - "ale jak to? JA mam tak po prostu zarabiać na przyjemnościach, nie mając ukończonej żadnej szkoły, nie mając doświadczenia, odpowiednich kompetencji??".
Czułam, że nie zasługuję, bo jestem za słaba. Bo za mało na to pracowałam, za mało się starałam.
No i nasunęło mi się jakiś czas temu pytanie - a kto rysował całe dzieciństwo, kto ma szafę pełną pięknych rysunków ze zwierzątkami, kto potrafi uczyć się teraz sam trudnych programów graficznych i potrafi w mgnieniu oka robić postępy i tworzyć na nich cuda? W końcu mogę z czystym sercem i dumą odpowiedzieć - Ja. I jeszcze na dodatek wcale nie musiałam za tym wszystkim gonić:)
Fajne jest też to, że rysowanie nie jest też dla mnie celem nadrzędnym, chciałabym robić wiele innych rzeczy w moim życiu i zarabiać na wiele różnych sposobów, chcę w każdym momencie mojego życia zajmować się tym co jest dla mnie aktualnie najlepsze i najkorzystniejsze.
-
No i nasunęło mi się jakiś czas temu pytanie - a kto rysował całe dzieciństwo, kto ma szafę pełną pięknych rysunków ze zwierzątkami, kto potrafi uczyć się teraz sam trudnych programów graficznych i potrafi w mgnieniu oka robić postępy i tworzyć na nich cuda? W końcu mogę z czystym sercem i dumą odpowiedzieć - Ja. I jeszcze na dodatek wcale nie musiałam za tym wszystkim gonić:)
Arwena,
gratuluję świetnego podejścia do siebie i swoich talentów .
I dziękuje za wielką inspiracje :-)
-
Arwena
No jeśli podoba Ci się miejsce w którym mieszkasz i chcesz tam mieszkać .Jeśli wiesz ,że nie chcesz pracować na etacie a wierzysz całą sobą ,że będzie coś jeszcze lepszego, to rozumiem :)Czasem warto a nawet trzeba zrezygnować z jakichś pojawiających się możliwości aby skorzystać z jeszcze lepszych.
Najlepszym doradcą jest wewnętrzny głos intuicji i jeśli go słyszysz to się nie zawiedziesz.
-
Ja, jakiś czas temu nawet przekonałem się do etatu jako etatu samego w sobie. Nie przeszkadzało by mi to jakoś bardzo, gdyby miał sobie popracować jeszcze na etacie robiąc co lubię i co mnie ciekawi. W etacie fajne jest choćby to, że wychodząc z pracy zostawiam ją całkowicie za sobą i w wolnym czasie mogą poświęcać się w 100% wszystkiemu co nie jest pracą ;) Z kolei taki największy minus etatu to dla mnie to, że ja mam tak że mam takie dni, gdzie bym sobie odpoczął i popracował dużo mniej żeby się zająć pewnymi rzeczami, które mnie zaaferowały a bywają też takie gdzie bym sobie po prostu po pracy jeszcze popracował w ramach czegoś ciekawego (to się akurat da jakoś zorganizować :D).
Moja obecna praca to takie pół na pół - 50% rzeczy które tam robię to nawet lubię, nauczyłem się sporo technicznych rzeczy związanych z tworzeniem i modyfikacją stron internetowych, a także ich pozycjonowaniem, dzięki czemu mogę sobie nie tylko dorabiać, ale też jak startuje ze swoim biznesem to będę miał świetną stronę za darmo, taką za którą bym zapłacił z dobre 1500 zł. I lubię to na tyle, że chyba nawet będę okazjonalnie dorabiał sobie na robieniu i modyfikowaniu stron, bo są z tego fajne pieniądze i bardzo ładnie się to komponuje z duchową pracą zdalną - można sobie na luzie podłubać w kodzie pomiędzy zabiegami i innymi zleceniami.
Pozostałe 50% których nie lubię w obecnej pracy to jakaś nudna klikanina, której się nie da ominąć i przede wszystkim nieustanny (na szczęście w 95% mailowy) kontakt z klientami, którzy w dużej mierze piszą by wyrazić swoje niezadowolenie (słusznie i często niesłusznie) na rzeczy, które w bardzo dużej mierze nie mam wpływu, ale sytuacja jest porąbana na tyle, że tak gdzie się mogę przyznać że nie mam wpływu to i tak nie dociera, a jeszcze jest sporo rzeczy na które oficjalnie mam wpływ, a w praktyce nie mam żadnego i muszę ściemniać. Strasznie to wszystko nieprzyjemne i wymaga ode mnie pewnej formy stłumienia, żeby się tym zajmować.
No i wisienka na torcie. Tak jak od dwóch jak pracuje w tej firmie, nasz dział nie miał żadnego kierownika, czuwali nad nami bezpośrednio prezesi, ale w bardzo mocno ograniczonym stopniu bo nie mieli na to czasu, a dział tworzyły same odpowiedzialne osoby, więc każdy pilnował swojej roboty i pomagał pozostałym - współpraca i odpowiedzialność były naprawdę na wysokim poziomie. Było to naprawdę super bo miało się pewne poczucie swobody i wolności, nikt na ręce nie patrzył, robiło się wszystko po swojemu, biorąc po prostu odpowiedzialność za każde słowo i działanie. Ja mając bardzo szybkie tempo pisania i dobrą organizację pracy radziłem sobie z moimi zadaniami szybciej niż koledzy, więc mogłem sobie pozwolić na nieco luzu pomiędzy zadaniami, siedząc sobie na necie w telefonie a jeszcze mnie chwalono za jakość i tempo pracy :D
Jednak firma się rozrosła przez ostatni rok, dział techniczny zyskał 2 razy więcej pracowników, nie wszyscy już trzymali poziom i niestety padła decyzja że musi się pojawić menedżer działu. Gość jest z nami od tygodnia i powiem krótko - te wyjątkowe, naprawdę fajne warunki pracy natychmiastowo szlag trafił. Wrzucili nam gościa z zewnątrz, takiego który nie wzbudza za grosz autorytetu, który w ogóle nie ogarnia technicznych rzeczy i jest teoretykiem zarządzania - tak, dosłownie teoretykiem - wykłada zarządzanie na jakieś wyższej szkole czegoś tam. Z naszą pracą (pozycjonowanie i Adwords) ma tyle wspólnego, że kiedyś miał sklep internetowy co użyto jako argumentu, że coś tam wie - to tak jakbym ja powiedział, że znam się na administracji bo prowadzę sobie kilka teczek z dokumentami. Koleś rozmawia z nami, ale nas nie słucha (nie mówcie mi o problemie, mówcie o rozwiązaniach), rzuca korpo żargonem, który kompletnie nie pasuje do grupy (naprawę użył słowa "target" z pełną powagą w zdaniu), a przez tydzień nie potrafił się nawet nauczyć kilkunastu imion, które się nawet powtarzają do tego stopnia, że mimo profilu pracowników w systemie (zdjęcie + imię i nazwisko), kazał nam przykleić do ścian karteczki z imionami, dzień później rozrysował sobie plan pokoju (całe 10 biurek) z podpisanymi imionami i przykleił sobie do ściany i jeszcze się kurde myli (w ciągu jednej rozmowy nadał mi dwa imiona, chociaż jedno się zgadzało). Dowala się do organizacji pracy najsolidniejszego pracownika z firmie (wszyscy wiedzą że koleś robi 200% normy i dosłownie robi cuda dla klientów), nie zna firmy i branży tak naprawdę, ale nie słucha że coś jest głupie czy bez sensu.
Ja się jeszcze wkopałem, bo na 27 maja padł pomysł, że jak ktoś chce darmowe wolne to ma sobie wymyślić cel do zrealizowania i ja go osiągnie to będzie wolne gratis. Informacje enigmatyczne, a ja jestem łasy na darmowe rzeczy, więc poszedłem wypytać o co chodzi (jeszcze przed przyjściem menedżera), sam proces przeciągnął się w czasie i bez wchodzenia w szczegóły skończyło się tym, że miałem indywidualną rozmowę z menedżerem o celu, który dla mnie wymyślił i który oznaczał dodatkowy kontakt do 30 klientów w miesiącu w sprawie jakichś dodatkowych działań pod SEO i 15 wymuszeń komunikatu o cookies (raz do klienta mail że mu zrobimy cookiesy jak nie ma, jak klient oleje to zostawiamy temat). To, że zawracanie dupy ludziom o cookies jest bez sensu, bo już raz dostali informacje, a ich bardziej interesuje pozycjonowanie i w tej kwestii oczekują ode mnie działań pozostał odbity. Ok. Jeśli chodzi o kontakt do 30 klientów zjechał mi łaskawie że tylko dla 15 mam coś zrobić (a dla reszty później), ja mu mówię, że analiza klienta, kontakt z nim i wykonanie dodatkowych działań to średnio 2-3 godziny na klienta (nie podałem zawyżonych wartości), więc 15 klientów to 30-50 godzin dodatkowej pracy na 4 tygodnie czyli 160 godzin (w firmie nie ma możliwości brania nadgodzin). Ja mu to mówię, a on mi tylko rzucił komentarzem, że my to strasznie lubimy liczby i zaczyna swoją manipulacyjną gadkę... Ręce mi opadły.
Żeby było zabawniej, ciągle się oficjalnie mówi że dział techniczny ma dużo za dużo pracy, że mamy za dużo klientów na osobę (na obsługuje ok. 340 teraz), że menedżer jest po to, aby opracować nowe plany działania i nas odciążyć, a tu nagle mam sobie wyczarować tyle dodatkowego czasu. Jasne, ja sobie akurat radzę na tyle szybko, że mógłbym sonie trochę dodatkowej pracy wrzucić, ale nie aż tyle. A inni to już w ogóle by się nie wyrobili.
Nie mając już siły, powiedziałem tylko że słabo to widzę, ale nie będę niczego z góry odrzucał, na co powiedział że ok, mamy ustalone więc że spróbuje i w swoich notatkach jako znak mojej aprobaty narysował uśmiechniętą buźkę, a dwie minuty wcześniej mówił że nie jesteśmy w przedszkolu (ja nie mam nic przeciwko uśmiechniętym buźkom, ale tutaj zajechało kolejnym NLP-podobnym bullshitem).
Podsumowując - koleś, który jest za głupi na wykonywanie mojej pracy, będzie mi mówił jak mam pracować i mną zarządzał (mimo że jego zarządzanie też pozostawia wiele do życzenia) i jeszcze pewnie kroi za 2-3 razy większą pensję niż ja.
Wiem, że się rozpisałem, ale jak widać - bije ode mnie mnóstwo frustracji. Obiecałem sobie, że nie dam się korpozeszmacić i zamierzam słowa dotrzymać. Na pewno nie będę sobie wypruwał flaków dla jednego wolnego dnia i gdybym nie zamierzał niedługo odejść to poszedłbym ZAŻĄDAĆ podwyżki, mówiąc że jak chcą robić korporacje z firmy to niech robią, ale ja w takim razie chcę korporacyjnej pensji. Nie ma 10 osób na moje miejsce, jest problem żeby znaleźć chociaż jedną sensowną.
Nakreśliłem z grubsza z czym muszę się mierzyć. Na swój sposób się cieszę, bo zamiast przedłużać wziąłem się w garść i wystarczyły jedne warsztaty, które się idealnie zbiegły z tymi zmianami, żeby nagle stwierdzić że rzeczy które planowałem na x lat do przodu mogę robić już teraz. Tak po prostu.
Kiedyś przez kilka miesięcy pracowałem z podobnym "nadzorcą" .Kompletnie niekompetentnym, wręcz głupim w porywach ,za to chamskim i przekonanym ,że zjadł wszystkie rozumy ,bo świeżo po studiach magister inżynier.Przez większość część czasu akurat wobec mnie się hamował bo robiłem coś dla nich co nikt z ekipy nie potrafił .Później niestety dwa razy mi "ciśnienie "podniósł .Ogólnie wprowadzał totalnie ciulową atmosferę ,przekładającą sie na relacje w całej ekipie .Jak go nie było, była ulga i wszystko szło o niebo lepiej .Gdyby był częściej to jestem przekonany ,że przyniósł by bardzo dotkliwe straty finansowe firmie z powodu kar za opóźnienie .Dobrał sobie też podobnie niekompetentnego "namiestnika" ,który psuł jeszcze więcej z racji tej ,że był codziennie.Na szczęście jego autorytet padł do tego stopnia ,że po jakimś czasie nikt go kompletnie nie słuchał i jawnie i wprost wszyscy go "olewali".On był od części artystycznej ale już po kilku dniach się zorientowałem ,że ja co tylko udaję ,że się znam na tej robocie, umiem znacznie więcej od niego i ,że cała część artystyczna tej roboty za 10 milionów zależy w tym momencie ode mnie głównie:)
Dopóki nie pojawił się ten kierownik to czułem się jak w raju .Słoneczko ,widok gór a ja sobie z pędzelkiem jak do malowania na kartce papieru i szpacheleczką centymetrową robię rekonstrukcję i dobieram kolorki .Doszedłem do takiej wprawy ,że nowy kamień malowałem tak ,że nawet dla mnie był nie do odróżnienia od starego a miejsca po ubytkach w różnokolorowych granitach uzupełniałem i malowałem tak ,że z kilku centymetrów nie było nic widać .
Mimo wszystko gdyby nie to ,że praca fajna i miejsce do mieszkania świetne to bym dłużej w tej firmie nie chciał pracować z powodu tego gościa, albo bym go w którymś momencie zwyzywał bo u mnie słabo z asertywnością .
Zastanawiałem się jak szef tej firmy trzyma takiego gamonia co mały włos mu budowy całej nie zawalił .Odpowiedź była prozaiczna - to jakiś pociotek z rodziny .
Jako ,że to budowa i dużo krewkich chłopów to już kiedyś go karma dopadła i w pysk dostał ,jednak wiele go to nie nauczyło więc pewnie będzie powtórka .
-
Ja z kolei, jak mi trochę emocje opadły przez weekend (nawet sesje miałem zrobioną, chociaż nie do końca w tym temacie) to stwierdzam, że menedżer nawet nie taki zły, jak go początkowo widziałem i od tego tygodnia jakoś tak bardziej zaczął pokazywać ludzką i ogarniętą stronę, a resztę po prostu jakoś tak zaakceptowałem i pogodziłem się też z tym, na co wpływu nie mam. Okazuje się zresztą, że dużo bzdurnych oczekiwań idzie odgórnie od zarządu i wygląda na to, że firma ogólnie tak od korzeni zamierza wchodzić w etap zamieniania się w korporacje.
A niech robią sobie co chcą, nie będę przecież walczył z rzeczywistością, tylko skupię się na sobie i na otwartości na zmiany, a w międzyczasie będę robił swoje. No co poradzić :) Stwierdzam, że z szacunku do siebie, nie będę się nakręcał emocjami, tylko podejdę do tego z dystansem i humorem na tyle, na ile potrafię, a jak od czasu do czasu się zdenerwuje to trudno, przeżyje jakoś to :P
-
Lilliole,
Dziękuję i cała przyjemność po mojej stronie;)
Mój partner bardzo intensywnie i na szczęście bardzo skutecznie mnie wspiera przez cały czas moich wzlotów i upadków dotyczących rysowania i on zawsze we mnie bardzo wierzył, co bardzo pomogło mi w zmianie mojego myślenia i czucia w tych tematach. I to od niego nauczyłam się tak naprawdę kochać i szanować siebie i on właśnie zadał mi po raz pierwszy pytanie o ilości tych cudownych rysunków, które narysowałam w dzieciństwie. To był dla mnie wtedy mega przełom, bo wcześniej nawet bym nie pomyślała, żeby wziąć pod uwagę moje rysunki z dzieciństwa jako ważną część mojej ścieżki zawodowej:D Ale to prawda, rysowałam przez kilkanaście lat przez całe dzieciństwo, szafa się nie domyka. Ile ja postaci stworzyłam, ile się nauczyłam, ile technik próbowałam i to wszystko beztrosko bawiąc się kolorami, machając kredkami na prawo i lewo dla zabawy i przyjemności. Miałam długą przerwę w rysowaniu i nigdy nie uczyłam się rysować profesjonalnie to prawda, ale co z tego skoro dzięki zdobytemu cennemu doświadczeniu byłam w stanie usiąść po latach do kartki papieru i znów wyczarować coś pięknego. Nie zmarnowałam życia, tak jak mi się jeszcze niedawno wydawało.
Tak miło jest doceniać siebie... Jako dziecko byłam dla siebie bardziej wyrozumiała, w rysowaniu nie wkurzałam się na to, że coś mi nie wychodzi, że piesek ma jedna łapkę krótszą od drugiej. W moich oczach te rysunki były zawsze świetne. Również dorośli zachwycali się moimi rysunkami i choć wiem, że nie były perfekcyjne to i tak patrzyli na nie ze zdziwieniem i mówili - "to ty sama narysowałaś? Ale będzie z ciebie wielka rysowniczka!" I tak się czułam!:) Tylko im starsza byłam tym bardziej porównywałam się z innymi, tym bardziej wychodziła moja niska samoocena, tym bardziej nie wierzyłam w swoje możliwości. Do rysowania po długich latach przerwy powróciłam do tego tak na poważnie ponad rok temu. Mam 25 lat, całe życie jeszcze przede mną a ja czasem panikuję jakbym już najlepsze lata życia miała za sobą:D A moje życie, prawdziwe, świadome życie tak naprawdę dopiero się zaczęło i mogę zacząć rozwijać swoje talenty na nowo. Teraz aż ciężko mi uwierzyć, jak mogłam tak wiele od siebie wymagać i tym samym podcinać skrzydła.
ontoja
Dokładnie:) Nie wiem kiedy konkretnie przyjdzie do mnie coś fajnego i kiedy pozbędę się tych wszystkich przeszkód, które powstrzymują mnie jeszcze przed sukcesem, ale jedno wiem na pewno - to jest i zbliża się do mnie każdego dnia:)
Clint
Hakuna matata i do przodu:D
-
Arwena, piękne to co piszesz o Waszym związku :)).
To jest tak na prawdę nieoceniona wartość mieć partnera, który potrafi wspierać, doceniać, szanować, kochać i do tego ma wysoką świadomość duchową, bo właśnie świadomość partnerów wspiera i pozwala wykorzystać Potencjał Związku. U Was tak właśnie jest i oboje się do tego przyczyniacie :). Dzięki tej świadomości, będziecie potrafili wykorzystać potencjał tego Świata, by żyć tutaj tak jak chcecie i marzycie, bawiąc się przy tym indywidualnym potencjałem, jaki każdy z Was ma. To co piszę, jest może trochę górnolotne, ale pamiętam jak "oglądałam Was", gdy oboje medytowaliście i pamiętam, jakie miałam wtedy odczucia i inspiracje :) I dlatego, wiem co mówię :).
-
Cieszę się, że mogliśmy ćwiczyć pod twoim okiem Kinga :).
-
Arwena :)
Kinga
Pisz tak mi więcej, co za miodek dla serca i duszy :D
Minęły już dwa tygodnie od Twoich warsztatów, a ja nie potrafię (nie żebym chciał :D) wrócić do tego co było wcześniej - zmieniła mi się świadomość moich możliwości i mimo jeszcze różnych oporów, oczywistym jest dla mnie że zmiany zachodzą TERAZ i po prostu robię swoje, bo to się dzieje, teraz, tutaj, w tej chwili, a nie za x lat.
Kiedyś nieśmiało przebijało mi się uczucie w sercu, że czeka na mnie ta moja wymarzona, idealna partnerka i ją spotkam, wzrastając z czasem aż do samego spotkania. Później pojawiło się inne uczucie, które dopiero niedawno zaczęło zyskiwać na mocy - że będę bogaty, wolny i szczęśliwy jeśli chodzi o sposób życia finansowo zawodowy. I właśnie po warsztatach przebija się to tak silnie, jak jeszcze nigdy, czuje że to się w końcu dzieje!
Aż nie mogę się doczekać co będzie po czerwcowych :D
-
:) Kinga, dzięki :* :)
Ja też miałam w sobie zawsze głębokie przekonanie, że spotkam mojego Ukochanego i stworzę naprawdę cudowny związek, cokolwiek się nie działo w moim życiu, to było dla mnie zawsze oczywistością i płynęło z serca. Ba, nawet nie musiałam jakoś specjalnie pracować nad sobą, żeby mnie jego serce do siebie w końcu ściągnęło:D Teraz tak jest z bogactwem i wolnością o której pisze Łukasz :) Zawsze było we mnie podobne uczucie, że takie szczęśliwe, beztroskie życie będę sobie wiodła, a od niedawna zaczęłam czuć, że ten cel nie jest tak daleko jak się wydawał:) I tak - po warsztatach tym bardziej:) Czuję się dużo, dużo lepiej po warsztatach i doświadczam na własnej skórze, że to stałe zmiany. Już mi w pracy mówili, że jestem taka jakaś inna, w tym pozytywnym sensie:D Radośniejsza, piękniejsza, pewniejsza siebie. Jeszcze bardziej niż wcześniej:D A przecież taki ciężki tydzień teraz miałam;) A ja sama nawet nie jestem w stanie opisać jak się teraz cudownie czuję.
Czerwcowe warsztaty na pewno znów nas porządnie przeczyszczą:))
-
A i jeszcze co do efektów po warsztatach i przyciągania kasy!
Jestem zaskoczona, bo dostałam dziś informację, że dostanę od szefowej w tym miesiącu premię, co się w tym hotelu generalnie nie zdarza;D Jak koleżanka mi o tym powiedziała to turlałyśmy się ze śmiechu po podłodze, bo ona wie jak baaaardzo luźno podchodzę do swoich obowiązków w pracy;)) Wczoraj złożyłam mojej szefowej spóźnione życzenia urodzinowe tak od serca, naturalnie poczułam że mam ochotę to zrobić, a ona się strasznie wzruszyła i potem biegała cała w skowronkach. Czuję, że moje podejście do ludzi i relacje z nimi mają ogromny wpływ na przepływ pieniędzy. Im lepszej jakości i szczersze mam relacje, tym więcej do mnie płynie.
Do tego dostałam napiwek od gości za świetną obsługę, mimo że przez cały tydzień odwiedziłam ich tylko raz:D A przyszedł dlatego, że potrzebowałam podciągnąć trochę wypłatę, ale ze względu na pracę nad zleceniami w domu nie miałam za bardzo czasu, aby siedzieć dodatkowo w hotelu i nadrabiać godziny. Pomyślałam, że w sumie to fajnie byłoby dostać jakiś napiwek, który pokryłby te wszystkie godziny i mogłabym dzięki temu spokojnie kończyć w tym tygodniu wcześniej. I na drugi dzień stało się - a napiwki również są tutaj rzadkością:D
Do tego widziałam w opiniach, że goście chwalą sobie naszą pracę i czystość w pokojach, mimo że obijamy się z koleżanką na maksa, plotkujemy godzinami, oglądamy bajki, gotujemy sobie coś, czytamy książki, czasem śpimy:p a ja zaczęłam nawet ostatnio medytować w pracy jeśli akurat jest mi potrzebny relaks:D Wszystko dlatego, że mamy dość niską stawkę i czujemy się w porządku pracując minimalistycznie, cenimy się chociaż w taki sposób. Cóż, jaka płaca taka praca, a nikt na tym nie cierpi, bo mimo małej ilości czasu jaką poświęcamy na sprzątanie i tak zawsze wszystko jest gotowe na czas, bo pracujemy szybko i stanowimy zgraną ekipę, a wszelkie zadania traktujemy z głową i dystansem;)
-
Michał486 :) , Clint :)
Arwena,
Relacje z ludźmi. Jak ważny temat przy rozwijaniu naszej świadomości bogactwa, żeby nie powiedzieć - najważniejszy :). Skupiamy się na zarabianiu zapominając, że to właśnie ludzie nas wynagradzają, jaką byśmy pracę nie wykonywali. Kiedy nie szanujemy innych, jesteśmy konfliktowi, zawistni, to ciągle odpychamy od siebie ludzi i tym samym różne potencjalne możliwości i pieniądze, które oni dla nas niosą :).
-
Kinga, zgadzam się:)
W medytacji często przychodziły mi takie inspiracje, im bardziej też modliłam się o rozwiązanie moich problemów dotyczących zarabiania, tym bardziej czułam, że pora zabrać się za relacje z ludźmi jeśli chcę cokolwiek sensownego osiągnąć. Na początku trochę się przed tym broniłam, ale teraz już widzę pierwsze efekty:) Poza tym ludzie w moim otoczeniu, którzy odnieśli już sukces i mnie inspirują, mają fajny kontakt z ludźmi i dużo otwartości oraz serca dla innych i tego nie da się nie zauważyć. Jeszcze stosunkowo niedawno planowałam rysować zawodowo, aby odciąć się od ludzi, siedzieć w domu, tworzyć i mieć cały świat w tyłku... Prawdziwa motywacja, szczere chęci zmian i autentyczne efekty zaczęły przychodzić dopiero kiedy zrozumiałam, że warto otwierać się na ludzi, a nie przed nimi wiecznie uciekać:)
-
Ja mam poczucie, że największym bogactwem są ludzie, bo ludzie najwięcej dobrego wnoszą w życie - wsparcie, inspiracje, rozmowy, wspólne spędzanie czasu, wspólne wyjazdy. Dlatego codziennie dziękuję, ze jestem bardzo bogata :).
-
Fajna inspiracja :) Dziękuję :)
-
Z ludzmi to bardzo fajna inspiracja. Ostatnio tez w tym temacie mi sie duzo zmienia i czuje postepujaca otwartosc na ludzi jako takich :)
Mialem dzisiaj bardzo przelomowe uswiadomienie, ze do tej pory za bardzo patrzylem na zmiany pracowe w kontekscie moich wlasnych korzysci finansowych i czasowych. Dopuscilem do siebie uczucia ze chce moja praca sluzyc ludziom i swiatu, chce zebym ja i inni ludzie jak najbardziej korzystali z tego co bede robil.
Mialem karmiczne blokady po wcieleniach szkodliwego pseudorozwoju, misji nawracania, oswiecania, ratowania swiata. Obrzydlo mi to wszystko i reagowalem nieco alergicznie na mysl o stawianiu sobie za cel pomaganie ludziom w ich rozwoju. W koncu jednak mi to odpuszcza i czuje zdrowa i naturalna chec wspierania ludzi w rozwoju, czuje to sercem jako wylewajaca sie ze mnie milosc, wiec wiem ze jest to korzystne i dobre uczucie :)
-
Fajnie to napisałeś:
"chce moja praca sluzyc ludziom i swiatu, chce zebym ja i inni ludzie jak najbardziej korzystali z tego co bede robil."
Moim zdaniem, warto mieć takie podejście do swojej pracy, niezależnie od tego czym się zajmujemy, bo nie ma znaczenia, czy jesteśmy terapeutą, czy fryzjerem, czy prowadzimy sklep obuwniczy, wszystko to jest pewnego rodzaju służbą dla innych - czyli stworzeniem możliwości i wsparcia, by inni mogli osiągnąć zamierzone korzyści :).
Pewnie tak jak mówisz, można mieć negatywne skojarzenia, w zależności od wcześniejszych doświadczeń, ale im mamy większą pokorę wobec świata i Boga, tym świat i Bóg bardziej o nas dba i tym samym my coraz mniej "musimy" dbać o siebie. Ale to zaprzestanie dbania o siebie, nie jest wynikiem naszej ignorancji, tylko świadomości, że kiedy poddajemy się Bogu, coraz bardziej korzystamy z własnego potencjału i potencjału świata. I to jest już pierwszy krok do tego, by przyciągać ludzi, którzy chcą nas hojnie wynagradzać i korzystać z tego, co jest już naszym udziałem :).
-
Cieszę się, że o tym piszecie. Do pewnego momentu czułam się najlepiej i najbezpieczniej kiedy rysowałam dla siebie, a moje rysunki przez tyle lat przechowywane były w szufladzie. Pierwsza lampka zapaliła się kiedy narysowałam kartkę urodzinową dla koleżanki, wiedziałam że sprawi jej to wielką frajdę i czerpałam z tego mnóstwo przyjemności. Pamiętam, że nad swoimi rysunkami ślęczałam długo, ale kiedy narysowałam coś dla niej wiedząc ile radości jej to sprawi, rysunek powstał w oka mgnieniu i jeszcze fajnie wszedł. Koleżanka była zachwycona i wzruszona a ja szczęśliwa i usatysfakcjonowana.
Jak zorganizowałam konkurs internetowy i rysowałam dla dzieciaków nagrody to też sprawiało mi to wiele przyjemności, rysowałam ich ulubione postaci, a one były zachwycone, to było coś cudownego. Problem pojawiał się kiedy za rysunek miał mi ktoś zapłacić... Nie potrafiłam się cenić, ani w ogóle wyceniać swoich rysunków, z resztą do dzisiaj mam jeszcze ten problem...
Wcześniej kiedy przyszło mi rysować pierwsze w moim życiu zlecenie coś mi się odpaliło i rysowałam grafikę chyba z dwa miesiące. Nie mogłam skończyć rysunku, byłam do niego z góry negatywnie nastawiona, bo klientka chciała, żebym narysowała bardzo kolorowego ptaka, a ja nigdy nie rysowałam takich ptaków. To wyzwanie mnie przerastało. Mimo, że ta osoba chciała, aby ten rysunek był w moim stylu, nie oczekiwała ode mnie nie wiadomo czego i dała mi tutaj całkowicie wolną rękę, to ja się spięłam strasznie i próbowałam stworzyć coś czego nie byłam w stanie technicznie wykonać. Wmówiłam sobie jakieś oczekiwania, których realnie nawet nie było. Zamiast cieszyć się, że coś dla kogoś tworzę, że dzielę się częścią siebie i do tego podejmuję wyzwanie i uczę się czegoś nowego to ja totalnie się załamałam i byłam bardzo niezadowolona ze swojego rysunku przez większą część tworzenia. Historia skończyła się tak, że rysunek się bardzo spodobał, ale dziewczyna szybko przestała się do mnie odzywać, nie wywiązała się z umowy i za niego nie zapłaciła. Myślałam, że mam z nią dobry kontakt więc jej zaufałam, a w rzeczywistości wszystko sobie sabotowałam. Strasznie mi wtedy wywalały problemy z docenianiem siebie jako artystki i za dwa miesiące męki i stresów nie dostałam nic w zamian. Na szczęście to już przeszłość i cieszę się, że najgorsze w tym temacie mam już za sobą. Powstała u mnie dziwna awersja do rysowania dla ludzi po tamtej sytuacji, ale udaje mi się z tego wychodzić, duużo sobie w ostatnim czasie pouświadamiałam i staram się teraz to ugruntować. Coś większego się we mnie ruszyło, kiedy zarobiłam moje pierwsze 100zł za narysowanie kartki urodzinowej na specjalne zamówienie.
Teraz też mam zlecenie, które jest dla mnie dużym wyzwaniem i również jest to rzecz, której nigdy nie rysowałam. Wywalało trochę, uciekałam od rysowania i trochę mi się przedłużyło, ale nie poddałam się. Teraz już kończę i cieszę się rezultatem, miło było patrzeć jak ewoluuje i nabiera kolorów... a jeszcze bardziej cieszę się kiedy podczas rysowania myślę o tym jak klientka się z niego ucieszy i że będzie mogła go wykorzystywać w swoim biznesie:)
Tak, właśnie czuję że wprowadzam jakąś wartość w życie drugiej osoby swoją pracą, to cudowne uczucie.
-
A ja lubię tworzyć na zlecenie .Daje mi to dużą motywacje i cieszę się jak się podoba .Nie zrobiłem tego dużo ,kilkadziesiąt zleceń ale do tej pory miałem zawsze klientów ,którzy narzucali jakieś ramy a w nich miałem dużą swobodę twórczą .Szczerze mówiąc to chyba nawet wolę to niż samemu szukać tematów .W ogóle prace na zlecenie zawsze mi szły szybciej i lepiej niż do szuflady .Zawsze czułem ,że to ma większy sens ,gdy oprócz mojej radości z procesu twórczego jest też zadowolenie klienta i moje z pieniędzy za nie .Mam nadzieję ,że zawsze tacy klienci będą ,no i żeby tylko więcej ich było :)
-
Fajne masz podejście, na pewno będzie ich więcej;)
Ja mam zupełnie na odwrót, ale lubię i doceniam w sobie moją kreatywność, bo tak naprawdę zawsze wylewają się za mnie pomysły. Moim problemem jest wręcz to, że mam za dużo pomysłów na różne projekty dla siebie. Jest ich tak wiele, że nie mogę się zdecydować od którego zacząć i braknie mi na wszystko czasu. Gdybym tylko potrafiła rysować tak szybko, jak szybko pomysły mi wpadają do głowy:P To są też rzeczy do odreagowania. Wiem, że mam duży potencjał, muszę tylko zacząć cenić siebie i swoją pracę i z czystym sumieniem i otwartością przyjmować pieniądze od innych.
-
Dzięki.
Właśnie ta kreatywność to największy potencjał ,te pomysły.
Ja robię odręczne szkice z opisem ,żeby nie zapomnieć .Później i tak wielu nie potrafię odszyfrować i złapać jaką miałem ideę a te które mi się podobają po czasie, to staram się zrealizować.
Te podejście u mnie to chyba częściowo wyrobione realizacją różnych zleceń z branży innej niż artystyczna.Zawsze starałem się zrobić najlepiej jak potrafię a jak się klientowi nie podobało (a to standard prawie ,że narzekali ,żeby podkopać samoocenę
wykonanej pracy i zbić cenę) to tak to "sprzedać" ,że tak musi być ,wziąć kasę i cześć .Odchodziło się bez wypominania sobie ,że coś się nie podobało ,ważne żeby kasa się zgadzała.Negocjacje ,renegocjacje ,dogadywanie się ,odmawianie ,odmowy to była właściwie część pracy. Zawsze trzeba było mieć przygotowaną gadkę na różne warianty.
A już najlepsze podejście to mają tacy budowlańcy co po domach pracują .Te aż przysłowiowe,powtarzane przy każdej okazji "Będzie pani zadowolona":))
Także się przydało takie doświadczenie ,właśnie to zauważyłem:)
-
Okeeej, poczułam to. Poczułam, że rysowanie dla klienta sprawia mi przyjemność. Wow...
Praca ruszyła do przodu, udało mi się zarobić kolejne pieniądze. Chęci na rysowanie się zwiększają, mam ochotę rysować dla ludzi, efekty mnie zaskakują, klienci są zadowoleni. Zaczynam też dwa moje nowe projekty do portfolio. Już sam szkic sprawia, że widzę jaka jestem w tym świetna, a co. Wróciłam do nauki jednego z zaawansowanych programów graficznych, przestałam sobie wciskać, że nie jestem wystarczająco dobra i winić siebie za to, czego jeszcze nie umiem. Chcę trenować mój talent, rozwijać się, uczyć nowych rzeczy i ugruntowywać w tym. Podświadomość W KOŃCU załapuje, że rysowanie dla ludzi jest w sumie przyjemniejsze niż sprzątanie:D
Brawo ja, teraz tylko w tym wytrwać:D
-
Arwena tak przynajmniej czyta się takie posty :).
-
Zaryzykowalibyście pracę na helpdesku bez doświadczenia ? niby piszą, że nie wymagają ale jakoś się boję ;)
-
Wilson
Nie ma chyba żadnej filozofii przeczytać regulamin postępowania na takim stanowisku i stosować go pod klientów?
-
Schemat jakiś będzie albo i nie, może ustnie przekażą ogólne zasady, obawiam się tylko, że nie będę się znać na tym, co dla innych w branży jest pikusiem, te wszystkie php , javy i inne, nawet nie wiem co tu wymienić , na co dzień wiem jak wyglądają ikony na moim kompie :P coś tam czasem instalowałam i tyle, to nie może być takie proste
-
Pierwsza linia jest taka prosta, w zasadzie zazwyczaj tam masz tylko otworzyć ticket, wybrać jedną z kilku możliwości, a jak żadna z nich nie pasuje to przekazać sprawę dalej. To właśnie 2 i 3 linia zajmuje się phpami i javami :)
-
Pozostaje się dowiedzieć na którą by mnie rzucili , to IBM :) ale chyba raczej pozostanę przy ofertach z mojej dziedziny , strefa komfortu tu akurat nie jest niczym złym
-
Świeża krew pójdzie na pierwszą, nie ma bata.
A strefa komfortu, jeśli od tego zależy nasze utrzymanie, to bardzo fajna rzecz. Zwłaszcza że w helpdesku i call center jest tak średnio :/
-
U mnie w firmie pojawił się problem z pracownikami. Majster przyszedł i się żalił że mu program 500+ psuje obsadę zmiany.
Ludzie przychodzą do pracy w kratkę i tłumacza, że im nie zależy, nie boją się zwolnienia bo mają dodatkowe pieniądze.
dla mnie to jest dziwne.
skończy się tym, że szef sprowadzi Ukraińców przynajmniej kilku.
Obawiam się, że ten program przyczyni się do zwiększenia patologi. nie wiem na ile to prawda jest ale słyszałem, że pijaństwo się zwiększyło.
-
I znowu mam żale na pracowników.
W firmie , w której pracuje najbardziej nie lubię sprawdzać jakości.
Wczoraj przechodząc koło palety zauważyłem wyrób zawierający wiele uchybień, kazałem go cofnąć a na kontroli jakości powiedziałem aby dziś szczególnie zwracali uwagę na kobietę która to wczoraj zwróciła moją uwagę.
Ta się o tym dowiedziała i poszła dziś do szefa zrobić mi awanturę, szef powiedział, że dobrze zrobiłem a ta powiedziała, że w takim razie idzie do domu i poszła.
Ja czuję się winny, zrobiłem zamieszanie w firmie i pracownik poszedł do domu.
Chodź wiem, że dobrze zrobiłem.
Nikt nie lubi jak mu się zwraca uwagę, ale ostatnio mieliśmy kilka nieprzyjemnych reklamacji i narzekań na nas.
-
Michał486
Warto było najpierw porozmawiać z tą kobietą i w konstruktywny sposób pogadać z nią o jakość pracy...
i bezpośrednio z nią ustalić, że kontrola jakości przez jakiś czas dokładniej będzie sprawdzała jej pracę by mieć pewność, że jakość się poprawiła.
-
Tom
przyznaję, że mogłem załatwić sprawę bardziej polubownie, ale nie lubię tej kobiety.
Praktycznie zawsze kiedy ją sprawdzam to mam jakieś zastrzeżenia.
Inni pracownicy kiedy im zwrócę uwagę to poprawiają jakieś błędy w wyrobie co zrobili, a ta kobieta zawsze ze mną dyskutuję, czasem podnosi głos.
Nie lubię takich sytuacji i aby tego unikać po prostu zwracam uwagę kontroli jakości.
Nie lubię tego robić ale wiem jak szkodliwe dla firmy są reklamacje. Firma ponosi szkody finansowe ale i wizerunkowe.
-
Michał486
Tom ma rację. Powinieneś porozmawiać z nią i jej wytłumaczyć, że ponosisz Ty i firma konsekwencje jej działania. Wytłumaczyć jak dziecku jak powinna pracować. Zapytać czy ma problemy osobiste, ze tak postępuje. Pomóc.
Jeśli jednak to zwykła złośliwość z jej strony i lenistwo. Wywalić na zbity pysk. Z rakiem się nie dyskutuje.
-
Michał486
Wygląda na to, że dbasz o interes firmy, dla której pracujesz, a ta osoba szkodzi i nie przestrzega zasad.
Ponieważ pokazujesz jej prawdę to się burzy, bo psujesz jej realizację celu opartego na jej wzorcach (niekoniecznie świadomych).
Masz prawo do swoich emocji i ich wyrażania w zdrowy sposób. Emocje to informacja. Poza tym chcesz zmiany na lepsze, a nie w tym tkwić.
Z tego jak opisujesz wynika, że chcesz dobrze i widzisz to w normie obserwatora, osoby dbającej i zaangażowanej w budowanie i rozwój w pracy, i etycznej.
Moim zdaniem warto to rozwiązać systemowo, czyli też na piśmie wobec tej osoby.
Jak chce dalej być destrukcyjna dla firmy,pracodawcy, innych pracowników, klientów, to powinna odejść.
-
Dzięki Sylvia :)
-
Michał
A możesz powiedziec ile zarabiają pracownicy produkcyjni w tej firmie ?
Ogólnie mam podobne poglądy co Sylvia. Pracownik powinien być sam zaangazowany w stała poprawę jakości swojej pracy i nikt nie powinien być zmuszony do zwracania mu uwag.
-
Mariusz nie wiem ile zarabiają.
Jest duża rozpiętość zarobków w zależności kto co robi. są kierowcy, operatorzy maszyn, kierownicy produkcji i zwykli pracownicy produkcji.
Oni zarabiają w akordzie i w zależności kto ile zrobi to tyle zarobi. dlatego nie zważają na jakość pracy a na sztuki a kontrola jakości wszystkiego nie wyłapie.
Słowem kapitalizm.
-
Proszę o wsparcie, tudzież radę, inspirację;) Od poniedziałku mieli mnie strasznie w tematach pracy. Byłam w weekend na warsztatach u Kingi Roszczyniały o związku ze sobą i związkach z ludźmi. Zawsze po takich spotkaniach mam powera do pracy nad sobą i dużo ciekawych efektów, otwieram się na ludzi, przychodzą do mnie cudowne niespodzianki, wiele się uzdrawia, a teraz z kolei mocno ruszyło się z pracą.
Na warsztatach uświadomiłam sobie jaką wartościową jestem osobą, poczułam że naprawdę siebie lubię i że inni ludzie również odbierają mnie bardzo pozytywnie. Doznałam lekkiego szoku, bo mimo dużych zmian jakie we mnie zaszły szczególnie przez dwa ostatnie lata, przywykłam do pewnego obrazu siebie w swojej głowie i nie chciałam do końca zauważyć jaka jestem wyjątkowa i jak ogromne postępy zrobiłam.
I wszystko super - jestem wyjątkowa, wartościowa, doceniana przez innych, ale życie znowu zaczęło mi się wywracać do góry nogami:p Cieszę się bardzo, jednak nastąpił dla mnie najtrudniejszy moment, żeby się z tymi zmianami w końcu skonfrontować. Od poniedziałku czuję się fizycznie i psychicznie jak zombie, bolą mnie mięśnie, nadgarstki odmawiają posłuszeństwa. Odpuściłam w sesji sporo kontroli, spinałam się strasznie, bo cały dzień nie chciałam pewnych rzeczy puścić. Dzieją się też dziwne rzeczy z moimi zębami, jakaś nadwrażliwość, ósemka mi wyszła do wycięcia chirurgicznie (a się boję takich rzeczy), z wrażenia nowa plomba mi nawet wypadła:P Nie wiem czy to ma związek, ale to też mnie teraz męczy.
Od wtorku każdy dzień w pracy zaczyna się bardzo emocjonalnie, czuję się jak tykająca bomba czekająca na odpowiedni moment, żeby wybuchnąć. Kiedy udaje mi się uspokoić, dalej czuję, że to już po prostu mój koniec tutaj. Przyszłam do tego hotelu z niefajnymi intencjami i po niecałym roku miałam tak dość, że szukałam intensywnie innej pracy. Wtedy rozpętał się ten pożar w moim domu i przez jakiś czas nie miałam głowy na zmianę pracy a hotel stał dla mnie otwarty. Dziewczyny przyjęły mnie ciepło, poznałam wtedy dziewczynę z którą się zaprzyjaźniłam, zmienił się prawie całkowicie skład grupy, atmosfera się mocno poczyściła, zaczęłam rysować, rozwijać się w tym, sama się bardzo pozmieniałam, ludzie mnie tam bardzo polubili - i tak minęły mi dwa kolejne lata. Czuję, że to już czas dla mnie, że już nic mnie nie trzyma w tym miejscu, oprócz pozostałości lęków przed zmianą.
Wszystkie emocje odpaliły się kiedy na dzień dobry koleżanka pokazała mi listę dodatkowych zadań do zrobienia, którą szefowa stworzyła, bo "księżniczki są tutaj tylko od sprzątania". Nie podoba jej się to, że kończę wcześniej i idę do domu rysować (mimo że się z nią na taki układ umawiałam) i z tego właśnie tytułu zostałam nazwana "księżniczką". Ona oczywiście nie powie mi tego wszystkiego wprost, jest dla mnie zawsze nad wyraz miła, czasem aż do porzygu, a jak coś jej się nie podoba to mówi to za plecami i później się tego wypiera. Nie wspominając już o moim całkowitym braku motywacji do wykonywania jakichkolwiek obowiązków, bardzo niskich zarobkach nieadekwatnych do wymagań i ocenianiu oraz traktowaniu przez nią pracowników jak popychadła i służące.
Czując tak silnie swoją wartość i wyjątkowość poczułam jak nigdy wcześniej, że mam dość takiego traktowania. Mentalnie już się zwolniłam z tej pracy, czekałam tylko aż szefowa przyjdzie i będę mogła jej wszystko wygarnąć. Kiedy przyjechała, atmosfera była tak napięta i gęsta, że powietrze można było ciąć nożem, ona to czuła i unikała mojego wzroku, chowała się po kątach, a na drugi dzień jak już ochłonęła, była dla mnie jak zwykle milusia, jakby udawała że nic się nie dzieje. Jestem karmicznie związana z całym tym miejscem i osobami tam pracującymi, szczególnie z szefową właśnie, ona pełni funkcję mojej karmicznej matki. Wiele pouzdrawiałam, ale widzę że ona dalej chce mnie przy sobie zatrzymać. Tej nocy przyśniła mi się, czułam jakbym mentalnie się od niej odrywała. Ona to czuje, dlatego też przyjmuje taktykę podlizywania się, albo całkowicie ucieka przed konfrontacją.
Nie chcę podejmować decyzji pochopnie, nie chcę robić z tego wielkiej dramy i scen rzucania szmatą i odchodzenia z dnia na dzień. Chcę spokojnego przejścia do lepszej pracy, ale jednocześnie mam ochotę iść za ciosem i nie chcę pozwolić na to, aby znów coś sprawiło, żebym w tej pracy jednak została.
Tłumaczyłam sobie, że ta praca tymczasowo jest fajna, bo mam w niej elastyczny grafik i mogę resztę dnia poświęcać na moje pasje i na rozwój, żeby wykreować sobie pracę marzeń. Prawda jest taka, że od długiego czasu przychodzę do domu zmęczona i fizycznie i psychicznie i nie chce mi się starać, często nie chce mi się rysować, szukać zleceń, wykonywać ich... Czuję, że rozwijam się zbyt wolno, że mogłabym osiągać dużo lepsze efekty, gdybym nie musiała chodzić do tej pracy, jakby wyżerała ze mnie mój potencjał.
Trafiłam do tego miejsca jako zdepresjonowana, odepchnięta dziewczyna z bardzo niską samooceną, dziś jestem zupełnie kimś innym, a nadal pracuję w tym miejscu, mimo że już dawno do niego nie pasuję. Wiem, że dziś szukając pracy miałabym dużo więcej pewności siebie i znając swoja wartość siłą rzeczy znalazłabym coś dużo, dużo lepszego. Tylko... właśnie, zostały we mnie jeszcze pozostałości tych lęków i nie wiem czy najlepszym sposobem jest pójść na żywioł, zwolnić się z dnia na dzień i polecieć z nurtem zdarzeń, czy zostać i na spokojnie przyciągnąć sobie coś lepszego... Chociaż ta druga opcja coś nie skutkuje, bo po powrocie do domu maleje mi motywacja, żeby czegoś szukać.
Wiem, że JUŻ TERAZ jest dla mnie praca w której mogłabym się albo rozwijać artystycznie, albo chociaż mieć prawdziwą możliwość ćwiczyć umiejętności w wolnym czasie, by otworzyć się na więcej. Praca w której jestem szanowana, doceniana i dostatecznie wynagradzana. Nie dawałam sobie tak do końca przestrzeni, aby te możliwości do mnie przyszły. Zaczynam w końcu odkrywać tą przestrzeń i póki co zamiast zaufania, czuję zagubienie...
-
Arwena,
nie wiem co Ci na ten moment doradzić, ale wspieram.
-
Arwena...
widzę,ze jestesmy na ten moment w tym samym miejscu..zębami:D też mi wyszła chirurgicznie osemka i mam problem z nadwrażliwością zebów :) także tego.. tez się boję i na razie się nie śpieszę z tą osemką na oddział ;)
a wracając do sedna sprawy;) też pracowałam z ludźmi , z którymi ewidentnie nie było mi po drodze.. miałam problem z kierowniczką ,która słabo tłumaczyła pewne sprawy i lubiła się pośmiać z tego,ze nie radzę sobie z niektórymi czynnościami w pracy (które notabene nie zostały mi pokazane). W tamtym etapie byłam mega zahukana itd ;-) ale tak miałam dosyc,ze wytrzymałam tam tylko 2mce. Powiedziałam jej szczerze co mnie bolało, co mi się nie podobało i położyłam wypowiedzenie. Po 4 miesiącach znalazłam pracę , w której jestem od pół roku i ;) kolorowo nie było , ale mam bardzo fajną szefową , więcej zarabiam i jest o niebo lepiej; ))
Wiesz moze modlitwa do Boga pomoże.. żeby dał Ci pracę , w której będziesz się mogła rozwijac, na spokojnie itd:) jakoś tam sobie ułożysz bo ja ekspertem nie jestem ;) tak czy siak wspieram i ... niech się ułoży dla Ciebie najkorzystniej zgodnie z ND ;)
-
Arwena
Gwiazdko, jak muszka pisze, chyba najlepszym wyjściem na teraz byłaby modlitwa o Najlepsze rozwiązanie, żeby Bóg pokazał Ci, co ma dla Ciebie najfajniejszego na chwilę obecną w kwestii zarabiania, na pewno jest coś lepszego niż ten hotel! :)
-
Lilliole,
dziękuję, wsparcie jak najbardziej się przyda :) Na pewno to sobie poukładam, ale przez te emocje, które teraz ze mnie wychodzą potrzebowałam trochę z siebie wyrzucić i sobie myśli poukładać. Przy okazji a nóż widelec jakaś ciekawa inspiracja od kogoś przyjdzie;)
muszka91
Haha:D Nadwrażliwość miałam tylko przy tym jednym zębie z wypełnieniem, właśnie dlatego, że plomba była źle założona. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Nie mogłam przez jakiś czas spokojnie gryźć tym zębem, uspokoiło się od stosowania pasty na nadwrażliwość, aż w końcu pół wypełnienia mi wypadło po 3 miesiącach, jak zaczęło mi wywalać:P Chirurga mam już umówionego na wrzesień, ta ósemka wyszła mi już dawno, ale przypadkiem ze zdjęcia dowiedziałam się, że leży tak, że trzeba ją usunąć. Nie boli mnie, ale uciska mocno korzeń siódemki. W pierwszym momencie spanikowałam, bo bałam się zawsze lekarzy i nie kreowałam sobie nigdy żadnych zabiegów i na samą myśl byłam przerażona. Teraz jednak oswoiłam się z tą myślą i no cóż... będę musiała to przeżyć:D
Co do pracy, modlę się bardzo dużo o najlepsze rozwiązania dla mnie na teraz, o oczyszczenie intencji i zwrócenie wolności sobie i osobom pracującym ze mną w hotelu. Nie chcę się poddawać emocjom i działać z ich poziomu... Chociaż od trzech dni jestem momentami na skraju:D Widzę jednak, że się oczyszcza i cóż... Modlę się i czekam na rozwój wydarzeń. Najlepsze jest to, że przyciągnęłam sobie ostatnio sporą sumę pieniędzy i wiem, że nic się nie stanie jeśli zostanę na jakiś czas bez pracy. Ale boję się braku stabilności, tej niepewności, że nic ciekawego dla siebie nie znajdę. Wierzę i czuję coraz bardziej, że coś fajnego dla mnie jest, ale coś jeszcze trzyma i nie mogę puścić do końca... Swoją drogą na warsztatach było ćwiczenie z odnajdywaniem i odpuszczaniem napięć w ciele i wiele mi siedziało w rękach. Teraz mnie nadgarstek strasznie boli, wcześniej całe ręce, tyle miałam tego napięcia.
I dziękuję za wsparcie i miłe słowa:)
-
Arwena
Gwiazdko, jak muszka pisze, chyba najlepszym wyjściem na teraz byłaby modlitwa o Najlepsze rozwiązanie, żeby Bóg pokazał Ci, co ma dla Ciebie najfajniejszego na chwilę obecną w kwestii zarabiania, na pewno jest coś lepszego niż ten hotel! :)
Indra, Kochana dziękuję;) Jestem tego coraz bardziej pewna odkąd odkryłam swoją wewnętrzną moc i teraz jeszcze dostrzegłam moją prawdziwą wartość, muszę jeszcze to wszystko ugruntować i zaufać, że będzie już tylko lepiej:)
-
Arwena
Wygląda na to, że Twoja chęć pozytywnych zmian dotyczących pracy napotyka na opory związane z wewnętrznymi zakazami i wyrzeczeniami dotyczącymi właśnie pracy. Czyli taka walka "chcę i wybieram lepsze" z "nie wolno mi". Im większe chęci, tym silniejszy autosabotaż, który odbija się też na samopoczuciu ciała.
To, że jesteś wartościową osobą jest oczywiste i dlatego zasługujesz na to aby najpierw uwolnić się od oporów związanych z pracą, a następnie realizować się zawodowo zgodnie ze swoim najwyższym dobrem :)
-
Arwena.
Przeczytałem sobie to co napisałaś i mogło to być równie dobrze o mnie. Jestem na podobnym etapie przyszedłem do pracy inny a jestem teraz inny. Choć przez ten czas i praca się zmieniała u mnie na trochę lepszą, ale to jeszcze nie jest to.
Najważniejsze dla mnie to dać sobie cierpliwość by pookładać w sobie pewnie sprawy tak jak trzeba i do przodu.
Arwena wierzę, że będzie dobrze, przejdziesz ten etap, znajdziesz lepsze rozwiązania a może "same" się znajdą.
-
Arwena
Wygląda na to, że Twoja chęć pozytywnych zmian dotyczących pracy napotyka na opory związane z wewnętrznymi zakazami i wyrzeczeniami dotyczącymi właśnie pracy. Czyli taka walka "chcę i wybieram lepsze" z "nie wolno mi". Im większe chęci, tym silniejszy autosabotaż, który odbija się też na samopoczuciu ciała.
To, że jesteś wartościową osobą jest oczywiste i dlatego zasługujesz na to aby najpierw uwolnić się od oporów związanych z pracą, a następnie realizować się zawodowo zgodnie ze swoim najwyższym dobrem :)
Dziękuję Tom:)
Tak, to prawda, toczę ze sobą walkę i na pewno jest we mnie ten mechanizm "nie wolno mi", nałożyłam na siebie taką presję, że muszę być odpowiedzialna i ciężko mi się poddać, zaufać i dostrzec to co mi Bóg ciekawego oferuje. Wiem, że ten mechanizm jest totalnie bezsensowny, bo i tak zamiast tej odpowiedzialności przejawiałam bezsilność i niezadowolenie, bo mało zarabiam i wykonuję mało ambitną pracę - nawet to że rozwijam się poza pracą i że mam swoje cele podświadomie traciło na wartości. "Jaki ze mnie rysownik, skoro sprzątam kibe". Teraz już wierzę w siebie i swoje umiejętności dużo bardziej, ale potrzeba bycia odpowiedzialną jest we mnie nadal i nie potrafię w tych kwestiach podejść lekko do tematu.
Michał486,
dziękuję, Michał - jesteś fajnym, otwartym, ogarniętym facetem, na pewno zasługujesz na pracę w której mógłbyś się rozwijać i czuć sens i przyjemność z tego co robisz. Trzymam kciuki, żeby Tobie też się sprawnie to poukładało:)
-
Arwena
Uświadomienie sobie obciążających mechanizmów to już połowa sukcesu...
Jeśli coś jest nieuświadomione, to trudno się tym zająć, bo nie wiadomo czym ;)
Skoro wiesz o co chodzi, a raczej - im lepiej wiesz o co chodzi, tym większe masz możliwości wyboru i tworzenia pozytywnych zmian.
Dobrze by było pożegnać się z tym, co Ci nie służy i zająć tym, co jest dla Ciebie korzystne i najlepsze.
Oczywiście wszelka presja i pośpiech nie są tutaj potrzebne, bo wbrew pozorom tylko hamują postępy...
Dużo ważniejsze od uzdrawiania swojego życia na akord ;) są:
dobrze wybrany kierunek zmian, luz, spokój i konsekwencja :)
-
pszego. Tylko... właśnie, zostały we mnie jeszcze pozostałości tych lęków i nie wiem czy najlepszym sposobem jest pójść na żywioł, zwolnić się z dnia na dzień i polecieć z nurtem zdarzeń, czy zostać i na spokojnie przyciągnąć sobie coś lepszego... Chociaż ta druga opcja coś nie skutkuje, bo po powrocie do domu maleje mi motywacja, żeby czegoś szukać.
Jak mówił wujek Einstein , nie można robić tego samego i oczekiwac innych rezultatów. Pewnie nie motywacja ci maleje tylko poddajesz się oporom przed np. afirmowaniem. Nie wiadomo czy wogole cokolwiek robisz z podświadomością , afirmujesz lepsza prace czy czekasz aż cie bardziej zmęczy sytuacja i zobaczysz jej bezsens (to też może poskutkować zmianami) ?
Wiem, że JUŻ TERAZ jest dla mnie praca w której mogłabym się albo rozwijać artystycznie, albo chociaż mieć prawdziwą możliwość ćwiczyć umiejętności w wolnym czasie, by otworzyć się na więcej. Praca w której jestem szanowana, doceniana i dostatecznie wynagradzana.
To jest fajne nastawienie, tyle, że potrzeba pogłębić tą świadomość, bo na razie nie masz pojęcia jak i gdzie miałoby się to zrealizować... a do tego punktu trzeba dojść, że widzisz konkretny kierunek. Jeśli faktycznie masz w jakimś stopniu tą świadomość, nie masz aż tak dużo pracy do wykonania, jeśli chodzi o podświadomość. Może wystarczy uwolnić się (uniezależnić emocjonalnie) od danej sytuacji / ludzi w pracy. Osobiście nie widzę innej drogi do zmiany jakościowej jak praca z emocjami (eliminacja ich) i od tego wg mnie najlepiej zacząć, wtedy możesz będąc w obecnej pracy doświadczać pięknych energii związanych z przyszłą sytuacją i wiedząc że to przejściowe doświadczenie brać różne zachowania innych bardzo lekko i ze wspolczuciem dla nich...
-
Ja uwolniłem się w dużej mierze od karmy niewolnika i zaraz potem wyrzucili mnie z pracy.
-
U mnie po uwolnieniu od emocji / przywiązań do danego miejsca pracy pojawiła się fantastyczna energia i otworzyły się całe pokłady innych możliwości, kreowanych z poziomu serca, zniknęły też problemy w danym miejscu, wszyscy zrobili się mili, niektórzy podchodzili z rezerwą i respektem, u niektórych podziw.
-
Wymyśliłem ciekawą afirmację dla tych, którzy czują się nieszczęśliwi w swojej obecnej pracy :)
Ja, ... już teraz mogę żyć z pracy, która naprawdę mnie uszczęśliwia :)
-
Jeśli coś jest nieuświadomione, to trudno się tym zająć, bo nie wiadomo czym ;)
Skoro wiesz o co chodzi, a raczej - im lepiej wiesz o co chodzi, tym większe masz możliwości wyboru i tworzenia pozytywnych zmian.
Dobrze by było pożegnać się z tym, co Ci nie służy i zająć tym, co jest dla Ciebie korzystne i najlepsze.
Oczywiście wszelka presja i pośpiech nie są tutaj potrzebne, bo wbrew pozorom tylko hamują postępy...
Dużo ważniejsze od uzdrawiania swojego życia na akord ;) są:
dobrze wybrany kierunek zmian, luz, spokój i konsekwencja :)
Zgadzam się i teraz też to widzę:) Dziękuję wszystkim za wcześniejsze rady i odpowiedzi:) Tak jak pisał wcześniej Tom, musiałam poczuć, że zasługuję na coś dużo lepszego niż rzucanie pracy pod wpływem emocji i ominęły mnie wszystkie nieprzyjemności z tym związane. Musiałam też skonfrontować się z rzeczami, które realnie mnie od wymarzonej pracy odsuwały, a których wtedy nie chciałam zobaczyć.
Sytuacja w pracy skończyła się tak, że przycisnęłam szefową do muru i umówiłam z nią spotkanie. Na początku próbowała się wywinąć i uciec od konfrontacji, ale w końcu udało się ją przekonać. Skończyło się bardzo fajną, szczerą rozmową między nami i mało tego, podwyżką i ustaleniem całkowicie nowych warunków pracy. Pracuję teraz zgodnie z ustaleniami po 5 godzin dziennie minimum, od 8-13, niezależnie od ilości pracy danego dnia. Jest to korzystne dla mnie, bo mogę na luzie i bez spiny poświęcić swój czas na zlecenia, aby się rozwijać, a kasa mi się nie zmniejsza, bo mam większą stawkę godzinową. Najlepsze jest to, że jeśli danego miesiąca nie będę miała zleceń, nie jest to absolutnie żaden problem żebym zostawała w pracy dłużej i zarabiała sobie tyle ile potrzebuje, więc jestem zabezpieczona. Dodatkowych zadań w pracy nie muszę robić, bo są od tego teraz nowe pracownice, ja mam swoje ustalone z szefową obowiązki. Fajnie wyszło, bo ona sama odetchnęła z ulgą (wyznała mi, że bała się, że się zwolnię z dnia na dzień) i okazała mi dużo wsparcia w związku z moimi planami o których jej opowiedziałam.
Widzę teraz jak niepotrzebnie się szarpałam i jak bardzo nie chciałam docenić tego co mam. Bo to miejsce w którym pracuję tak naprawdę mi teraz sprzyja. I ucieczka od niego, byłaby dla mnie tylko strzałem w kolano. Widzę jak wszystko mi sprzyja w realizacji moich marzeń. Przyszła do mnie jakiś czas temu spora suma pieniędzy, dzięki której mogłam sobie kupić nowy sprzęt do rysowania, spełnić dużą część niespełnionych potrzeb materialnych, mogę lepiej spędzać czas wspólnie z Ukochanym, chodzić na basen czy do kina bez liczenia każdego grosza i korzystać z różnych usług i warsztatów rozwojowych, które nas bardzo rozwijają. To wszystko sprawia, że moja podświadomość przyzwyczaja się do życia na poziomie i widzę, że coraz trudniej wrócić jej do poprzedniego stanu. W pracy czuję się coraz lepiej, znów odeszły dwie osoby, które nieco psuły atmosferę i zrobiło się naprawdę przyjemnie. I nie czuję, żeby mnie to miejsce uzależniało (w końcu). Czuję, że na dany moment jest dla mnie korzystne i to wcale nie oznacza, że się z tego powodu związuję z tym miejscem na zawsze. Coraz więcej ludzi pojawia się w moim życiu, coraz więcej mam wsparcia i miłości od innych. Rozwój i kontakt z Bogiem stały się nieodłączną częścią każdego mojego dnia. Zaczęłam powoli odkrywać nawet swoje talenty duchowe:) Już niedługo w grudniu urodzi się mój piesek, który też będzie spełnieniem moich marzeń. Bóg cały czas mnie wspiera. Poczułam ogromną wdzięczność do Boga i do siebie, że tak wiele dobrych rzeczy mnie spotyka. Ten rok naprawdę mi sprzyja, więc aż niepoważnie jest martwić się takimi głupotkami, jak zmiana pracy.
Pracuję sobie teraz nad otwieraniem serca, bo mi się trochę blokad i nakładek potworzyło. Potem wyszło też tworzenie fałszywego poczucia własnej wartości, więc nad tym również pracuję. I okazało się, że to wszystko ma więcej związku z pracą niż mi się wydawało. Robiłam sobie ćwiczenie, taką rozmowę ze sobą przed lustrem i zapytałam siebie (odnośnie pracy) - Czego tak naprawdę chcesz? Odpowiedziałam, po krótkim zastanowieniu (w kontekście nowej pracy i powodu dlaczego chcę ją mieć) - "chcę czuć się wartościowa...". Uświadomiłam sobie, tak w pełni, że to bzdura, mogę się czuć wartościową i wspaniałą osobą i jako rysownik i jako sprzątaczka, tutaj zawód nie ma żadnego znaczenia. Chciałam udowodnić sobie i innym, że jestem dużo bardziej wartościowa, niż to co sobą reprezentuję. Poczułam jakie to wszystko jest śmieszne:) Nie chcę już szukać swojej prawdziwej wartości na zewnątrz, w uznaniu innych ludzi.
Zadałam sobie więc jeszcze raz to pytanie - Czego tak naprawdę chcesz? Kolejna rzecz, która przyszła to lęk- chcę zarabiać więcej pieniędzy, żeby spełnić oczekiwania innych i nie musieć martwić się, że mi na coś nie wystarczy... Kolejna głupotka:) Konfrontacja z tymi oczekiwaniami i lękami sprawiła, że w końcu zobaczyłam, gdzie popełniam błąd i co mam zrobić. Zapytałam więc siebie - Czego tak naprawdę chcesz? I wtedy z poziomu serca i mojego WJ odpowiedziałam z przyjemnością - Chcę robić to co kocham, z miłości do siebie. Chcę bawić się życiem, chcę żeby nowe wyzwania były dla mnie zabawą. Chcę być szczęśliwa i z miłością do siebie każdego dnia podejmować najlepsze dla mnie decyzje. Chcę aby życie, które jest dla mnie zabawą przynosiło mi różne cudowne niespodzianki.
Zrozumiałam, że moje dążenie do wymarzonej pracy nie opierało się tak naprawdę na miłości do siebie, tylko na lękach i oczekiwaniach. Teraz więc już wiem, co mam robić:)
-
Arwena :-) Super! Gratuluję!
I dziękuję za super inspirujące przemyślenia :-)
-
Arwena
Bardzo się cieszę z tego co udało Ci się osiągnąć i dziękuję Ci za ten wpis, który jest dla mnie cudowną inspiracją, gdyż właśnie jestem na etapie szukania pracy w nowym mieście.
Dzięki Twoim przemyśłeniom uśiwadomiłam sobie dzisiaj kilka istotnych rzeczy. Na przykład to, że moje pozytywne nastawienie, to tylko sztucznie utworzona przykrywka stworzona po, to by nie konfrontować się z lękami. Oczywiście tłumaczyłam sobie, że to pozytywne myślenie, a tymczasem po prostu bałam się spojrzeć na, to czego się lękam. Wolałam bujać w obłokach bo to łatwiejsze i udawać że tam tego wszystkiego nie ma ;]
Mam wrażenie, że poczucie własnej wartości, które buduję, tak naprawdę jest tak samo sztuczne jak moje „pozytywne nastawienie”. Wszystko jest dobrze dopuki jestem na etapie wyobrażeń, jednakże gdy przychodzi sytuacja, w której muszę skonfrontować się z rzeczywistością i pokazać siebie moja motywacja całkowicie siada i mam ochotę uciec jak najdalej, przestać istnieć.
Uświadomiłam sobie także, że myśląc „zasługuję” tak naprawdę myślę ”należy mi się”, a więc naprawdę czuję, że nie zasługuję, czuję się niewartościowa, nie dość dobra żeby coś dobrego samoistnie mogło do mnie przyjść.
Zastanawiam się czy w tym przypadku zamiast afirmacji zasługiwania nie lepiej przepracować akceptację i miłość do siebie. To chyba podstawa do dalszej pracy nad jakimkolwiek tematem prawda?
-
Wszystko zaczyna się od:
"Kocham, lubię, szanuję, doceniam i akceptuje siebie (takim, jakim jestem)".
Wszystko z tego wynika:
Np, że zasługuję na wszystko, co sprawia mi radość, przyjemność, satysfakcję, spełnienie itd.
Ale też, że jestem ukochanym dzieckiem Boga, że jestem stwporzony na podobieństwo Boga,
że w związku z tym:
jestem hojnie obdarzany boską miłością, mądrością, mocą, światłością, łaską, opieką, ochroną, wszelkimi darami i błogosławieństwami.
Mając taką solidną bazę można spokojnie pracować i zarabiać :)
Bo jaka niesprawiedliwość czy niedogodność mogłaby spotkać ukochane dziecko Boga? :)
A, zapomniałem o koniecznym ZADOWOLENIU z siebie, z życia, z pracy i w ogóle ze wszystkiego. I o wdzięczności za wszelkie dary i błogosławieństwa :)
Wtedy nie odbije palma i nie będziemy wzrastać w pysze, że wszystko zawdzięczamy sobie i swojej pracy nad sobą.
A niektorzy lawirują, byle tylko nie dopuścić Boga do swojego rozwoju duchowego! Ha, ha.
-
Dziękuję Leszku za ten wpis. Czytałam go rano i muszę przyznać, że mną ostro potrząsnął. Od kliku dni jestem w rozsypce, bo odpadają kolejne maski. Sztuczne poczucie własnej wartości, ucieczka od pełnego poddania się Bogu, przysłanianie Boga sobie i innym, spora nieprzytomność, której obecność świadomie ignorowałam...
Bardzo uciekałam od rozwoju duchowego i kiedy w końcu zaczęłam się nim zajmować, nie potrafiłam wejść tak całą sobą, poddać się w pełni Bogu. Czułam, że jestem ponad to, ponad Boga to może nie, ale ponad innych ludzi to na pewno:P Jednak zawsze czułam, że to nie jest zgodne ze mną i nie było mi z tym dobrze. W końcu skonfrontowałam się z tym całym zakłamaniem i cóż... Nie pozostaje już nic innego jak w końcu przestać się opierać i zanurzyć się w Bogu. Modlę się o wsparcie, wiem, że Bóg mnie nie zignoruje, nawet jeśli sobie jeszcze z pewnymi rzeczami nie radzę. Wiem, że Boska Miłość jest bezinteresowna i że Boskie wparcie płynie do każdego, kto szczerze chce tej Miłości doświadczać.
Kasiaa
Tak, akceptacja i miłość do siebie to podstawa... Sama teraz pracuję głównie nad tematem miłości, dlatego tak wiele brzydkich rzeczy mi teraz odpada... Miłość działa z ogromną mocą i wypłukuje ze mnie ten syf, nie jest to najprzyjemniejszy proces, ale warto... Posyłam ciepłe myśli, aby z pracą ułożyło się dla Ciebie jak najkorzystniej:)
Lilliole
Dziękuję Słonko :)
-
...
wiem, że Bóg mnie nie zignoruje, nawet jeśli sobie jeszcze z pewnymi rzeczami nie radzę.
Wiem, że Boska Miłość jest bezinteresowna i że Boskie wparcie płynie do każdego, kto szczerze chce tej Miłości doświadczać.
Ładny ten wpis, że Bóg mnie nie zignoruje. Taki realny. Przydatny :)
Boskie wsparcie płynie do każdego, zawsze.Nie tylko do tego kto chce doswiadczać tej Boskiej Miłości :)
-teorię znam ;))
Pewnego razu podziękowałam serdecznie za słowa otuchy i wsparcia pewnemu facetowi, który jest świadkiem Jehowy. Powiedziałam :serdecznie Bóg tobie zapłać ! A facet na to :
łe tam, Bóg zawsze płaci. Tylko żeby jeszcze człowiek umiał to przyjąć :)
Czyli wiedzą ludzie, wiedzą.
Bóg zawsze daje, wszystko! Co najpiękniejsze. Każdemu, nie tylko temu kto sie otworzy.
Problem jest, surprise, surprise ... z przyjęciem :)
-
Arwena :)
Fajnie, do przodu :)
-
Dziękuję Leszku i Arweno :) Wczoraj zaczęłam prace nad tematem miłości i akceptacji siebie. Niestety większość blokad wynika właśnie z tego tematu, ale mam nadzieję że w ktrótce będzie lepiej. Cieszy mnie już sam fakt, że pozwoliłam sobie poczuczuć te lęki i uśwadomiść sobie co nieco w tym temacie.
Dziękuję Ci za wsparcie Arweno. Mam nadzieję, że mimo tego, co mnie jeszcze blokuje szybko znajdę przyjemną pracę, w której będe sie fajnie realizować :)
-
Kasiaa
Trzymam kciuki :)
-
:)
Tak się podzielę moją pracą... która sama mnie znalazła. Tak, to się może wydawać niemożliwe, ale tak własnie jest, nie musiałam szukać, ktoś kiedyś powiedział, że "że wszystko co najlepsze przychodzi samo" ;)
Przeniosłam się do innego miasta, porzacając zupełnie wszystko to co miałam w poprzednim, łącznie z pracą, która od dawna nie dawała mi przyjemności i spełnienia.
I nie mając żadnej innej w nowym miejscu. Ale kto by się przejmował ;)
I kiedy już trochę ugruntowałam się w nowym miejscu zamieszkania, znalazłam mieszkanko, ogarnęłam okolicę poczułam, że czas zacząc pracować. Więc wyruszyłam w miasto z rana, po drodze wpadając do Biowaya na małe conieco, by nabrać sił, a tam czekała już na mnie osoba z propozycją pracy :D
No wiec mam fajną, sensownie płatną pracę, z życzliwymi i inspirującymi ludźmi, w temacie który mnie od jakiegoś czasu zaczął kręcić, czyli podróże. Do tego mozliwości taniego podróżowania w ramach pracy :))) Ten rok jest zdecydowanie najlepszym w moim życiu, mnustwo niesamowitych, pozytywnych zmian, które "dzieją się same".
No i kreacja jest niesamowita, wystarczy, że poczuję, że czegoś naprawdę chcę, jest decyzja i to się dzieje :) Nie trzeba określać co i jak, tym zajmuje się Bog.
-
Dziękuję Leszku :)
Dzisiaj zobaczyłam, że lęków związanych z podjęciem pracy jest trochę więcej. Między innymi lęk przez tym, że będę uwiązana do jednej pracy i moje życie stanie się monotonne oraz tym, że praca zabierze najlepszą część mojego dnia i chęci na realizowanie się w innych dziedzinach. Boję się, że przez podjęcie pracy przestanę rozwijać sie artystycznie ponieważ zabraknie na to energii i czasu.
Do tego mam taki bunt przed tym, że żeby utrzymać się, zarobić pieniądze na życie muszę oddać dużą część tego właśnie życia i poświęcić na pracę. I tutaj pojawia się dysonans bo chcę znaleźć fajna pracę, w której będę się rozwijać i jednocześnie tej pracy nie chcę bo mam obawy, że będzie mnie ogarniczała. Czuję, że mnie to bardzo blokuje.
Wychodzi dużo w tym temacie więc chyba czas to uzdrowić i całkowicie przebudować moje dotychczasowe myślenie z tym, że im więcej tego wychodzi tym większą niemoc czuję.
Ostatnio pod wpływem zmian bardzo czuję w środku, że mam fajne predyspozycje zawodowe. Czuję, że jedną z moich dróg jest praca z ludźmi, działania na szerszą skalę i fajne przedsięwzięcia, co jest totalnym zaskoczeniem, gdyż do tej pory unikałam wszelkich wystąpień przed ludźmi i podejmowania inicjatywy. Niedawno miałam okazję przekonać się, że właśnie kontak z ludźmi i wypowiadanie się przed grupą daje mi dużą przyjemność. Była to największa zmora związana z obroną mojego dyplomu malarskiego - wystąpienie publiczne, które w rezultacie okazało się naprawdę fajnym doswiadczeniem mimo ogromnego stresu ;]
Coraz bardziej klaruje się to w czym mogę się realizować, ale nadal jest też brak wiary we własne siły. Lęk przed popełnieniem błędu czy niespełnieniem czyichś oczekiwań, niepodołaniem zadaniu i w związku z tym ze złością kierowaną w moim kierunku. Jest tego dużo, ale mam nadzieję, że się uwolnię od tych ograniczeń. To jest niesamowite jakie możliwości w sobie odkrywam bo są one moim dotychczasowym przeciwieństwem.
-
Kioedy robimy to, co lubimy, wówczas znika poczucie, że praca nas okrada z czasu, energii, wolności itd.
I jednocześnie rozwijamy się w tym kierunku, który lubimy :)
Ja osobiście nie wyobrażam sobie, żebym mógł wykolnywać tylko jedną pracę :)
-
Mam wielką nadzieję, że taką pracę znajdę Leszku :)
Równiez nie wyobrażam sobie żebym miała wykonywać tylko jeden zawód czy pracować w jednym miejscu bo przecież jest tyle fantastycznych kieruków, w których możan się rozwijać.
-
Ostatnio zawalił mi się jeden z większych fundamentów fałszywej samooceny. Po zauważeniu kilku ważnych rzeczy i niesamowicie mocnych węzłach dużo się zmieniło. Kiedy opadł już kurz zacząłem się czuć ze sobą... świetnie, tak dobrze jak jeszcze nigdy.
W końcu nie mam potrzeby porównywać się z innymi ludźmi ani ich umniejszać, żeby sobie wlewać. Byłem teraz na weekendowych warsztatach i czułem się bardzo dobrze, miło i swobodnie wśród ludzi. Czuję w sobie dużo akceptacji dla innych, dla tego jacy są i jaka jest ich świadomość.
Jako, że zeszły też ze mnie ograniczenia ekspansji i ograniczania się to nagle przestałem się hamować i sabotować w moich działaniach ku pracy marzeń. Zamiast ciągłego opóźniania, przeszedłem do baaardzo zdecydowanych działań i parcia do przodu bez zbędnego zwlekania. Za miesiąc mam weryfikacje na regresera u Leszka (btw zapraszam do Łodzi pod koniec listopada, wpadajcie żeby mi się nie okazało że za mało chętnych i odwołają warsztaty :D). Odkładałem to od lat na "później", a teraz wystarczyła inspiracja od przyjaciółki żebym jeszcze tego samego dnia wziął się za działanie w tym kierunku :)
Na ukończeniu jest moja strona, którą niedługo się pochwalę, ruszam też na dniach z pierwszymi płatnymi usługami, jednocześnie ćwicząc jeszcze za darmo inne. W międzyczasie przychodzą do mnie zlecenia związane ze stronami internetowymi, które co prawda trochę mnie opóźniają w kwestiach czysto rozwojowych, ale przecież nie będę narzekał że ludzie przychodzą do mnie ze swoimi pieniędzmi :)
Daje sobie kilka miesięcy na rozkręcenie działalności i przed końcem zimy chciałbym poczuć, że to jest moment na złożenie wypowiedzenia w mojej obecnej pracy.
Pomyśleć że jeszcze niedawno mnie to wszystko przerażało i przerastało. Myślałem o tym że chciałbym już być na tym etapie rozkręconej z grubsza działalności, a teraz wręcz przeciwnie - jestem podekscytowany każdym dniem i każdym moim krokiem. Czuję dużo satysfakcji i radości z całej drogi :)
-
To bardzo fajnie Clint , moje gratulacje. Piękny przykład że można wiele w życiu zrealizować jeżeli ma się wizję tego co chce się robić no i oczywiście predyspozycje w tym kierunku.
A Ty masz - to widać , słychać i czuć :) - jak śpiewa pan doktor Kuba Sienkiewicz :) o tym że jest z miasta :)
-
Jak dobrze, że mam związek w którym oboje z partnerem możemy uczyć się od siebie i wspólnie piąć w górę:) Czuję, że zmiany jakie zachodzą u Clinta ruszają i przyspieszają zmiany u mnie, a na pewno rozbudzają motywację do działania:)
Ja ostatnio dopuściłam do siebie jak bardzo odwlekałam zmierzenie się ze zmianami związanymi z pracą i jak łatwo poddawałam się lękom. Te lęki wynikały przecież z mojego świadomego nastawienia, a łatwo było mi się im poddać, bo skutecznie uciekałam od siebie. Uświadomiłam sobie, że w tej pogoni za "pracą marzeń" zatraciłam mój prawdziwy cel, jakim było przyjemne zarabianie na tym co kocham robić. Jako dziecko kochałam rysować, sprawiało mi to czystą przyjemność, kiedy wróciłam do tego w dorosłym życiu miłość do rysowania odżyła na nowo. Jednak kiedy uznałam, że warto wykorzystać moje umiejętności i na nich zarabiać, odpalił się cały pakiet przeszkód - wywalała samoocena, że nie umiem rysować wystarczająco dobrze, że rysuję za wolno, mam za mało doświadczenia, umiejętności, że nie dam rady. Zamiast więc czerpać przyjemność z nauki i samego rysowania wychodziła ze mnie frustracja, lęki i niezadowolenie. Do tego stopnia, że jakiś czas temu przyłapałam się na poczuciu, że rysowanie mnie męczy i nie sprawia mi przyjemności.
Właśnie kiedy też runęła mi fałszywa samoocena i zobaczyłam ile energii wkładam w zajmowanie się innymi, postanowiłam odzyskać kontakt ze sobą i z Bogiem, któremu bałam się w pełni poddać. A bałam się, bo oddanie Bogu miało doprowadzić do naprawdę dużych zmian.
Teraz codziennie daję sobie czas tylko dla siebie i dzięki temu czuję jak odradzam się na nowo. Relaksuję się, a potem kontempluję sobie miłość na sercu. To mnie bardzo relaksuje i uspokaja. Jestem w trakcie otwierania się, ale muszę przyznać że już czuję efekty i robi się coraz przyjemniej. Potem po takiej sesji, siadam sobie przy lustrze i afirmuję "ja, Karolina kocham, lubię, szanuję, doceniam i akceptuję siebie w pełni". Dodaję też różne rzeczy od siebie: "jesteś naprawdę dobrą rysowniczką", "twoje rysunki są świetne, jedyne w swoim rodzaju", "już teraz jesteś wystarczająco dobra, aby dobrze zarabiać na swoich rysunkach" - miło jest usłyszeć w tym temacie tyle miłych słów od siebie, kiedy na co dzień było się przez siebie tak często krytykowaną.
Potem robię sobie krótką medytację, albo modlitwę, zależy na co akurat mnie najdzie ochota i zazwyczaj czuję taką cudowną wdzięczność do Boga za jego wsparcie, ochronę i opiekę nade mną. Koncentruję się na pełnym poddaniu się Bogu, na powierzeniu mu wszystkich moich spraw, z ufnością i wdzięcznością. Po takiej całej sesji czuję moc do działania i chce mi się do tego wracać i spędzać ze sobą czas regularnie, bo sprawia mi to przyjemność.
Codzienne skupianie się na tym wszystkim sprawia, że moje samopoczucie i wiara w siebie i swoje możliwości momentalnie rosną w górę i co wydawało mi się niemożliwe, teraz zaczyna być na wyciągnięcie ręki. Trzeba tylko odważyć się sięgnąć:)
-
Jestem dziś sobie w biurze i szef obok tłumaczy coś pracownikowi i na koniec dodaje a i tak administracja to przepie.....
Ja pracuję w administracji tej że firmy.
Dziękuje mojemu szefowi za to bo pozwoliło mi to coś sobie uświadomić u mnie w domu mama całe życie w urzędzie pracowała. Choć była dobrym pracownikiem często uważała, że jej praca jest bez sensu i idzie na marne i nie miała i nie ma dobrego zdania o urzędnikach i administracji.
Jakiś jest we mnie chyba wzorzec, że nie szanuję pracy biurowej/administracyjnej i uważam ją za bezsensu.
-
https://media.licdn.com/mpr/mpr/AAEAAQAAAAAAAAnnAAAAJDFmOGY2YTg2LWFlYzYtNDUyYi05ODczLTRlYmI2ZDUzNTRkZQ.png
-
Co myślicie o celu dotyczącym kreacji pracy za granicą, którą spokojnie mogłbym wykonywać, ale słabo wypadam jesli chodzi o kwalifikacje /wiedząc kto aplikuje tam na takie stanowiska/?
Bo dostaję inspiracje dot. konkretnego miejsca i branży. Czuję to jak by w sercu i jednocześnie troche się dziwie :)
Jest też taki motyw, że ja nie znam języka lokalnego (są tylko solidne podstawy i mógłbym go po fakcie podkecić), ale wiem że wiele firm funkcjonuje tam po angielsku a wszyscy wyksztalceni mowia normalnie po angielsku, no ale wiekszosc firm funkcjonuje raczej w lokalnym, co teoretycznie mocno zawęża pole.
W sumie wiele osób może odnieść te sytuacje też do siebie , któż by nie chciał przeskoczyc swoich niedociągnięć i osiągnąć więcej niż normalnie w marszu jest w stanie? Chciałem się z kimś podzielić i usłyszeć jakies opinie.
W sumie byłbym słabszy od aplikantow teoretycznie jesli chodzi o wyksztalcenie, doswiadczenie i nieznajomosc języka, choć mam doświadczenie, ktore może być przewagą no i może być ktoś kto by chciał pracowac z kimś takim jak ja , w sensie czuje się wyjątkowy ;-) generalnie wiem, że byłbym tak samo dobrym pracownikiem jak inni, ale dla przyjmującego była by to decyzja iejako irracjonalna, podyktowana względami osobościowymi np, a w branży bardzo racjonalnej.
-
Jak masz odwagę i chęć to co szkodzi spróbować?
-
Aha no nie wyjaśniłem , mam takie inspiracje , super odczucia , ale nie jest to na tyle urzeczywistnione, że wiem co robić , gdzie aplikować i gdzie faktycznie (jakie stanowiska, firmy) mam szanse. Nie wiem też co afirmować, po prostu że mam taką prace w tej branży w tamtym miejscu ?
Czy chodzi o konkretne miejsce, gdzie jest coś dla mnie (firme) czy mam szans w wiele miejsc ?
Czy aplikowac na bezczela tam gdzie nie spelniam wymagań - juz raz tak zrobiłem ;)
Ogolnie to wymaga jakiejś formy urzeczywistnienia. Jedna część mnie ma fajne nastawienie i entuzjazm, druga nie wierzy chyba że to realne. To fajne odczucie jest porownywalne z rajem - wszystko jest idealnie. Nie wiem czy skupić się na celach energetycznych (to uczucie raju) czy na efekt zewnetrzny - ktory pomoże w urzeczywistnieniu tego "raju" :) Ktoś wie o co mi chodzi ? ;)
-
A dziś obudziłem się z presją żeby uruchomić kontakt w UK, bo tam wiem gdzie moge się zaczepić , choć to kawałek od moich marzen, to prędzej by mi się udało i skończyłaby się sytuacja zastoju w PL, ktora zaczyna mnie męczyć i podswiadomość dostałaby może lekkiego kopa po 4 miesiacach wakacji / spa. Podświadomość juz podsuwa obrazy jak to fajnie by mi tam nie bylo. Zmęczenie sytuacją opukam, ale co dalej?
Planuję ostatecznie żyć w UK, ale na odpowiednim poziomie. Wychodzi mi, że paradoksalnie mimo brexitu (sadze że będzie można sie tam przeniesc i po brexicie), to lepsza droga do tego celu wiedzie prerz ten Inny Kraj, o ktorym pisalem niżej, gdzie zdobyłbym doświadczenie w mojej branży, sadze że tam i tak jesli chodzi o moją branze to prędzej mnie wezma w dobry temat niż w UK gdzie karierowiczow po Oxfordach itp od groma. No ale o co chodzi ? O to, że jak wczoraj wieczorem bylem zdecydowany na inny kraj, to dzis na pierwszym planie UK. Masakra... i ja tak mam ciągle, sa jeszcze na dodatek 3 inne opcje ktore czasem biorę pod uwagę, ktore nawet mi wychodzily jako najlepsze, no ale nic nie wykreowalem w tamta strone i gdzies je zaorałem.
-
Chciałbym te kilka opcji zintegrować w jedną, żeby inne straciły na znaczeniu, przynajmniej na daną chwilę. Wcześniej, jeszcze pol roku temu tak nie miałem , było jasne i proste czego chce. Komplikacje w sferze uczuciowej tak na mnie wpłynęly.
-
Dżonyy.
Z mojego doświadczenia wynika, że tak działa odwlekanie decyzji na później. Wiadomo, że trzeba taki wyjazd za granicę przemyśleć, ustawić ale jak jest decyzja, jest czucie , że tam będzie ok do 3 m-cy trzeba zdecydować. Ja np. jednego roku czułam ewidentnie, że dobry będzie wyjazd do Anglii, nie na wieki ale na ten rok, zaczęłam przemyśliwać, patrzeć na to, że może jednak tu nie jest mi tak xle a było i po ok 3 miesiącach neergia tamtego wyjazdu się wyczerpała. Kolejnego roku wiosną przyszło mi wyraźne czucie wyjazdu do Rzymu, zdzwiwiło mnie to bo nie lubię upałów, nie miałam tam nikogo, kiedyś po głowie krążylo mi zrobienie kursu animatora i tak pukając się w głowę porzuciłam odczucia. Po paru dniach odezwała się znajoma znajomej z Włoch :) powiedziała, ucz się włoskiego i przyjeżdżaj do Rzymu. No i tez olałam. Trzeciego roku czułam jak mnie ciągnie nad nasze morze, Mazury, Gdańsk gdzieś tam, też zignorowałam. Tyle szans przebeblanych przez mózg a kto wie jak by się potoczyło. Na 100000 % ciekawiej niż tu gdzie zostawałam. Także nie zastanwiaj się za długo bo energia która być może tam układa się dla Ciebie pryśnie. Na wszystko jest miejsce i pora.
( zaufać sobie jest trudno ale co pozostaje? ja z tej niepewności zostałam w miejscu i żałuję )
-
Dzięki za podzielenie się :)
Te różne opcje, to jest coś takiego jak rozne drogi do tego samego celu. Tak na prawde moje nastawienie jest dość luźne i poddane woli Boga, jak Bog czegos ode mnie chce, to chyba powinienem mieć z tego coś fajnego, a nie się włoczyć i łaski mi nie robi ;) mi nie zależy tak na prawde na niczym konkretnym, chce żyć zgodnie z tym co czuję jako wolę Boga, nie chce sytuacji ktore mnie męczą denerwują, frustrują.
UK teraz to droga poniekąd męcząca (ale zostanie w PL też :D, bo musiałbym tam po prostu pracować w czymś co do niczego pozniej by mi się nie przydalo, no teraz chwilowo zmieniloby mi to samopoczucie, bo jakos energia by na nowo sie uksztaltowala. Chętnie polecialbym tam jutro.
Ale nie chce blokowac kwestii w Drugim Kraju, bo musialbym to na jakis czas zarzucic. Tu w PL nie pracujac obecnie mam duzo energii na kreacje no i... czas na ewentualna rozmowe, przygotowanie sie w drugim kraju itd w UK zarobilbym tyle co kot napłakał, musiałbym szukać innej pracy bo ta co ja moge zalatwic na tel nie mialaby sensu na dluzej ze wzgl finansowego (zostawaloby 600 funtow po niezbednych oplatach miesiecznie) i to mnie zniechęca. W drugim kraju w tej branzy i specjalizacji zarobki zaczynaja sie od 12 tys w pln a tak na prawde to licze na inne pieniadze po np 8 mies gdybym podciagnal kwalifikacje, a koszty życia w miescie ok 6 tys. A kraj by mi dawał energie bo to dla podswiadomosci nowość i bajka. Tajemniczy jestem, to powiem, że to kraj poza UE ale w strefie schengen. Pragnę tego wlasnie rozwiazania, ale nie wiem ile by mi zajelo zrealizowanie go (glownie pod względem kreacji, usunięcia przeszkod), jak daleko jestem od niego i to jest wielka niewiadoma, moze to tuż tuż, moze nie.
-
To doprecyzuj a może właśnie w tym poście już to zrobiłeś ;) , sytuację faktycznie masz teraz super komfortową, realnie już masz zbudowany obraz perspektyw, poproś o prowadzenie i jak wyczujesz momąt ruszaj po swoje. Bo kiedyś trzeba tej zagranicy skosztować i sprawdzić się, żeby po latach nie żałować. Z tego co piszesz nasz kraj zostawisz raczej bez żalu , podświadomość nie będzie rozedrgana i będzie mogła skupić się na realizacji celu. Sukcesów! :)
-
Masz racje, podświadomość tam się będzie lepiej czuc, to pewne. Ja wróciłem jeszcze z innego kraju 4 mies temu , albo 5. Tu mnie trzyma tyle , że koszty życia mam nminimalne i nie muszę pracować ;) oraz, inne odczucia dotyczące innej sfery, jak wspomniałem uczuciowej. Nastąpił tu pare miesięcy temu rozdźwięk.
Do zostawienia PL żalu nie mam, choć wiosna, lato i natura są piękne, ale gospodarczo / kulturowo to są lepsze miejsca , a cena tylko taka, że nie mówisz w ojczystym języku ;)
a różnice kulturowe potrafią być kolosalne na niekorzyść PL
no a Tobie Wilson powiem - jakaś okazja może ci się i wypaliła, ale wyjechać i spróbować nowego możesz zawsze :) okazje tak na prawde często nie sa chwilowe, jak coś było, to tak sobie się nie wypaliło, tylko zeszlo na inny plan, często sa miejsca otwarte cały czas na przyjęcie cie... to akurat wiem z doświadczenia
-
nie mialaby sensu na dluzej ze wzgl finansowego (zostawaloby 600 funtow po niezbednych oplatach miesiecznie) i to mnie zniechęca.
miałem na myśli, że to nie ma sensu, biorąc pod uwagę poświęcenie - dzielenie domu (musialbym brac co jest) i prace ktorą od razu chciałbym zmienić :)
bo w drugim kraju za taka kase na dzielenie mieszkania nawet z 1 osoba nie mialbym ochoty , chyba ze z taką , co poznam
ogólnie jak praca nie męczy i warunki mieszkaniowe spoko (sam, albo z fajnymi ludźmi), to dobrze jak wpada 600 funtow
-
no a Tobie Wilson powiem - jakaś okazja może ci się i wypaliła, ale wyjechać i spróbować nowego możesz zawsze :) okazje tak na prawde często nie sa chwilowe, jak coś było, to tak sobie się nie wypaliło, tylko zeszlo na inny plan, często sa miejsca otwarte cały czas na przyjęcie cie... to akurat wiem z doświadczenia
Dzięki dżonny , może to jeszcze sprawdzę :)
-
Może komuś się przyda, mi się jakoś nie chce jej pisać ;) i może dlatego powinienem, przyszło jako odpowiedź.
Mam wystarczające kwalifikacje by pracować w ... (miasto, lub wstaw co chcesz) i zarabiać XX (wstaw realną, ale ekscytującą kwotę) tysięcy ... (wstaw walutę ;)
-
Mam opór przed pisaniem, bo mam opór przed dawaniem podświadomości konkretnych wytycznych. To przez to, że chce wybierać i kreować zgodnie z wolą boga. A tu w zależności od "przepustowości podswiadomosci" (aktualnej energii) rożne kierunki mi się pokazują i w rezultacie nie dąże do konkretnego celu. Mam tu namieszane.
Mam wystarczające kwalifikacje by pracować w ... (miasto, lub wstaw co chcesz) i zarabiać XX (wstaw realną, ale ekscytującą kwotę) tysięcy ... (wstaw walutę ;)
Aha... ja mam rozpoznane przez afirmowanie realizacji woli boga, gdzie wyczuwam, że "coś dla mnie jest" , więc tam już czuję DOBRĄ ENERGIĘ. Nie polecałbym obierać celow z kosmosu , bo nie ma to sensu rozwojowego i może przyciągnąc sytuacje w ktorych nie ma nic ciekawego.