Wiele lat temu mój kolega, rozwijający się duchowo katolik (tacy też bywają), znalazł wspaniałą dziewczynę i chciał się ożenić. Zapytałem go, po co? Bo przecież on ma tendencję karmiczną: dzieci nie, partnerka nie.
Odpowiedział mi, że bardzo ją kocha, a jako dobry katolik ożeni się z nią i będą żyć aż do końca swych dni w szczęśliwym związku z cio najmniej dwójką dzieci. Bo taki ma plan i go zrealizuje!
No i starał się zrealizować. Był huczny ślub, rodzice obojga rozpływali się ze szczęscie, już widzieli, jak piastują wnuki, a młodzi zamieszkali w jej pięknym domu, nad jeziorem, gdzie pregnęłi spedzic całe życie ....
Tymczasem za nieco ponad pół roku kolega pojawił się na Śląsku jakiś odmienjiony. Wyglądał lepiej. Zapytałem, czy to małżeństwo tak mu służy? A on wtedy odpiowiedział, że zrozumiał w niecałe pół roku,że ja miałem rację, że on się nie nadaje do małżenstwa ani do dzieci. Był właśnie po rozwodzie i zaczynał cieszyć się zyciem.
Znam też inną parę, która chciała być szczęśliwa pomimo dużych róznic w celach związku i nastawieniach do seksu oraz obciązeń karmicznych. Uznali, ze jeśli związek jest karmiczny i OBCIĄZA im ponad 50% karmy związków, to dobrze, bo nie bedą chcieli od siebie odejść. I jak postanowili, tak zrobili. A potem przez 10 długich lat szarpali się z sobą, aż dojrzeli do rozwodu. Przez te 10 lat nawet raz udało im się uprawiać seks. Mimo to nadal trudno im było od siebie odejść. Wspaniale, prawda? A jakie romantyczne!
Ultraviolet
Gdybanie na podst. chęci czy objawow nie ukazuje podstawowej intencji w tym zakresie. Jeśli Ci się zmienia, to znaczy, że może to wynikać z kilku czynników, np. z DDA, manipulacji otoczenia itd. Lepiej sprawdzić za pomocą badania, a potem przyjąć świadomie właściwą strategię. Swoją, a nie swojego otoczenia.