Ontoja, dzięki za posta
http://designersites.pl/cudaducha/index.php?topic=79.msg5554#msg5554 
Uświadomiło mi coś, no i pewien bunt wyszedł, co tez jest ważne.

"A może"Kiedy wydaje mi się ,ze tracę w moim życiu pojawiają się jeszcze fajniejsze rzeczy ,możliwości itp."
Czasami po prostu tak jest ,że się wszystko rozpada ,żeby później poskładać się na nowo już w lepszej jakości.U Ciebie to wygląda ,ze to taki proces."
No właśnie jakoś nie mogę się doczekać tych fajniejszych możliwości, rozwiązań, KONKRETÓW - mam wrażenie, ze wszystko cały czas ma tendencję do rozmywania się, i powoli zaczynam się czuć ponownie wypompowana i skołowana. Widzę, ze pewne pojawiające się elementy, zdarzenia - sprzyjają mojemu nowemu przedsięwzięciu, ale jednocześnie rzeczywistość kwiczy i skrzeczy, proza życia się dobija - czyli mus zarobienia odpowiednio dużej ilości pieniędzy, by móc spłacić kredyty i przeżyć, nie zapożyczając się u innych... Jestem tym właśnie mechanizmem, tym musem cholernie zmęczona. Mam wrażenie, ze to właśnie blokuje mnie na to "lepsze", sprawia, że zaczynam tracić z oczu cel i chwyta mnie paraliż decyzyjno-działaniowy.
Był moment, kiedy wydawało mi się, ze już to przeskoczyłam, że w tym temacie wychodzę na prostą - ale szybko mi udowodniono (sama sobie udowodniłam?), ze się myliłam. I mam ostatnio wrażenie, ze lepiej wychodzi mi pomoc innym, niż pomoc sobie

Choć jak trzeźwiej patrzę, to samej sobie też udało mi się sporo pomóc :>
Teraz się zastanawiam, czy jednak najlepszym rozwiązaniem nie będzie sprzedaż mieszkania - mimo że mam jakieś opory z tym związane, bo w końcu zaczęłam je doceniać i polubiłam. To takie rozważanie na marginesie tego co powyżej.