Ciekawe co piszesz o aktorach, mnie to akurat bardzo interesuje. Kiedyś chodziło mi po głowie aktorstwo, ale ja wlaśnie mam odwrotnie... nie byłam w stanie się nigdzie zapisać bo... paralizowało
mnie, wpadam w lekką panikę gdy grupa na mnie patrzy, gdy mam coś mówić i cała uwaga jest na mnie skierowana. Do dziś tak mam. Miałam sporo traum z dzieciństwa, ale nie byłabym
w stanie wykorzystać ich jako narzędzia;) Teraz mam sporo uzdrowione, ale i tak ciągle mam problem
z grupą... Najwyraźniej temat domaga się uzdrowienia:)
Laka, polecam Ci jakieś warsztaty aktorskie dla amatorów to świetna terapia i uwierz mi – jeśli wybierzesz odpowienie warsztaty to naprawdę nie ma się czego bać. Bardzo mi teraz tego brakuje, w moim rodzinnym mieście często organizowano warsztaty dla ludzi, którzy po prostu lubią teatr i grę tak jak Ty, ale nie mają doświadczenia, czy odwagi. Ja trafiłam na ludzi bardzo wesołych i wyrozumiałych, dużo było tam osób młodszych ode mnie, które były bardzo wstydliwe i sporo starszych nie mających nic wpólnego z teatrem. Pamiętam dobrze z pierwszych zajęć panią księgową, która biegała po scenie udając ryjka z Muminków (naszym zadaniem było wcielić się w swoją ulubiona postać z bajki:). Atmosfera była luźna, wesoła, nikt się z nikogo nie śmiał, że robi z siebie głupka, bo naszym zadaniem było robic z siebie głuptasów:D Na początkach dużo się bawiliśmy, oswajaliśmy z aktorstwem, czułam się na tych zajęciach jak dziecko, które może sie niewinnie i bez konsekwencji powygłupiać, to było cudowne:) Dopiero później zaczyna się praca z tekstem, emocjami i tego typu rzeczy. Ja zaczynałam od takich luźnych warsztatów, to pozwalało mi otwierać się na ludzi i dzieki temu zyskałam nieco pewności siebie i skonfrontowałam się ze swoim lękiem. Na początku towarzyszył mi ogromny stres, było mi bardzo gorąco, serce biło jak szalone, a miałam się tylko przedstawić i powiedzieć czym się interesuję. Prowadzący zajęcia był bardzo wyluzowany, poprosił mnie żebym skupiła się na tym ile przyjemności sprawia mi zajmowanie się swoimi zainteresowaniami i żebym opowiedziała o nich w taki sposób w jaki je czuję, no i bardzo szybko zaczelam płynnie nawijac o tym jak kocham zwierzaki i lubię rysować, a ludzie się do mnie usmiechali, to był dla mnie wielki szok. Było tam dużo fajnych ćwiczeń, przy których delikatnie łamało się po kolei swoje opory, takie proste ćwiczenia jak chociażby strojenie śmiesznych min do siebie w parach tak by drugą osobę rozśmieszyć:) Z tekstem na scenę wychodziły już tylko osoby chętne, reszta obserwowała. Bardzo fajne sa też warsztaty typowo ruchowe dla aktorów ruchowych - mimów itp. Wtedy nie trzeba mówić, pracuje się ciałem, ćwiczenia są bardzo rozluźniające i odprężające, rozwija się wtedy czucie i świadomość swojego ciała i sięga do swojego wnętrza. Naprawdę fajna sprawa, szczególnie dla osób, które boją się mówić w większym gronie, a chcą jakieś opory przełamać. Na początek wychodzi się na scenę i gra ciałem, potem kiedy człowiek się z tym oswoi, chce więcej i sam garnie się do tego żeby coś powiedzieć:)))
Też słyszałam, że aktorzy mają sporo traum i popapranie emocjonalne. Tylko nie rozumiem, jak można być tak emocjonalnie obciążonym, a jednocześnie tak się uzewnętrzniać, także z tymi emocjami. Chyba, ze aktorstwo polega na tym, że buduje sie ścianę między sobą, a graną postacią, oddziela to mocno.
I wtedy tak jak napisałaś chowa za rolą. Ale ja nie umiałabym chyba tego zrobić.
Nie piszę w imieniu wszystkich aktorów, moje odczucia opieram na swoim przykładzie oraz osób, które znam. Mojego byłego na przykład te emocje wyniszczały, on wracał z próby i albo wściekał się z byle powodu, albo płakał i użalał się nad sobą. Miał tez wiele kompleksów, gdzieś tam w środku nie wierzył w siebie, ale się do tego nie przyznawał, był zagubiony w swoich odczuciach, w pewnym momencie nie wiedział które emocje są jego a które postaci którą gra. Kiedy wyjechał do szkoły do Krakowa spotykał się tam za moimi plecami z dziewczyną z jego grupy, która grała w spektaklu jego ukochaną. Miotały nim okropne wyrzuty sumienia, strasznie wyniszczał się emocjonalnie i przy okazji również mnie, aż w końcu jego marzenia o wielkiej karierze legły w gruzach. Na scenie nieomalże stracił oko i w dosyć ciężkim stanie po kilku operacjach wrócił do naszego rodzinnego miasta. Wtedy opowiedział mi o tym co zrobił i było mu wstyd, powiedział że, nie panował nad sobą, nie wiedział kim jest. Wiem, to już skrajny przypadek, ale moi inni znajomi z tych właśnie klimatów mają na swoim koncie nie lepsze historie. No, ale trzeba przyznać, że on był już skrajnym przypadkiem, bo bardzo się w to wszystko angażował, poświęcił temu całe swoje życie, on praktycznie żył grą. Nawet nasze kłótnie wyglądały jak żywcem wyjęte z jakiegoś scenicznego dramatu:D On bardzo identyfikował się ze swoim popieprzeniem i emocjami, które czuł. Wierzę jednak, że są aktorzy którzy mają do tego dystans, tworzą szczęśliwe związki i wiodą spokojne szczęśliwe życie, nie rzucają rzeczami, nie biją i nie zdradzają kobiet i nie tracą oczu:P
Laka, Ty masz do tego zdrowy stosunek, jeśli sprawia Ci to taką dziecięcą, niewinną przyjemność to jako aktorka będziesz się świetnie bawić:) A blokady zawsze są do przełamania:)